Dodaj do ulubionych

Nie daję rady...

26.01.09, 17:11
Kurcze myślałam że wychodzę już na prostą,wynajęłam mieszkanie
zaczęłam nową pracę,niby powinnam się cieszyć,a zamiast radości jest
codzienny płacz.Tak bardzo chciałam się usamodzielnić,ale chyba nie
potrafię,boję się mieszkać sama i nie potrafię przełamać tego
strachu.Jak żył Adam to wszystko było inne,żyliśmy skromnie,nie
miałam tyle wszystkiego co teraz a byłam szczęśliwa.Tracę ochotę do
życia i sensu do wszystkiego co robię.
Obserwuj wątek
    • dusia75 Re: Nie daję rady... 26.01.09, 18:32
      Anetko nie zrażaj się. Tak to z nami niestety bywa huśtawka
      nastrojów, skąd ja to znam ... To co podejrzewam boli Cię
      najbardziej, to to że nie ma tej najważniejszej osoby z którą
      chciałoby się dzielić tymi radościami. Wiem, że dużo przeszłaś i
      wiem że dasz radę. Wszyscy jakoś dajemy, choć łatwo nie jest.
      Nauczysz się, przecież nie jesteś sama, masz dwie śliczne córeczki.
      Dla nich warto walczyć. Trzymam kciuki, i wierzę w Ciebie. Pozdrawiam
      • 0czarna74 Re: Nie daję rady... 26.01.09, 20:24
        Właśnie, wydaję się nam ,że jak zmienimy coś w naszym życiu,mieszkanie, pracę to
        będzie lepiej i łapiemy się na tym że wszystko o kant d...
        Bo,tak jak napisała dusia75 nie ma tej najważniejszej osoby.Anetko to normalne
        że człowiek wyznacza sobie jakieś cele,granice i sądzi,że jak je, przekroczy to
        potem będzie lepiej.Ale,nie zawsze tak jest,sama często się na tym
        łapię.Wszystko wymaga czasu...Życzę wszystkiego dobrego. Abyś odnalazła radość z
        każdego dnia. Pozdrawiam beata
    • kasik2222 Re: Nie daję rady... 27.01.09, 08:27
      Anetko, dasz radę... i znowu to samo - ten cholerny czas musi
      zdziałać cuda. A na nie trzeba poczekać. Zresztą chyba nie wierzę
      już w cuda. Sama zapracowałaś na to co masz, i zobaczysz, że wyjdzie
      Ci to na dobre.
      • jucha32 Re: Nie daję rady... 27.01.09, 17:29
        Teraz wydaje Ci się, że nic nie da się zrobić, że nie dasz rady. Ale
        z czasem okaże się inaczej. Czas nie leczy ran, ale przyzwyczaja do
        życia w bólu. To prawda. Można się przyzwyczaić. Wbrew temu co teraz
        sądzisz, wszystko zacznie się układać. Nauczysz się na nowo żyć. Ta
        nauka będzie trudna, ale przyniesie efekt.
        To co pisze Kasia - czas mimo wszystko działa cuda. Zaprzeczamy
        temu, ale to prawda.
        Ja wciąż zadaję sobie pytania: dlaczego Nas to spotkało? Jak to się
        mogło stać? i żyję dalej. Obecnie jak ktoś pyta co słychać, to
        odpowiadam: że ani dobrze,ani źle. Bo taka jest prawda. Nie jest
        dobrze (bo dobrze by było gdyby Adam żył), ale nie jest już aż tak
        źle. Radzę sobie. Czasami lepiej, czasmi gorzej, ale radzę.
        I Ty też kiedyś dojdziesz do takiego momentu.
        Pozdrawiam.
        Justyna.
    • anula123-0 Re: Nie daję rady... 28.01.09, 19:38
      Właśnie dziewczyny bo po co to wszystko skoro niema tej drugiej
      osoby,żeby chociaż pochwalić się swoimi sukcesami.A już nie wspomnę
      że brakuje mi Jego ciepła,bliskości,przytulenia, ile ja bym dała
      żebym mogła być z powrotem razem z nim.Serce mnie ściska,jak
      przychodzą znajomi i jest w towarzystwie mężczyzna to dziewczynki go
      zawsze osaczają,tak bardzo bym chciała żeby miały swojego
      tatusia.Nie mogę patrzeć na inne szczęsliwe rodziny bo szlak mnie
      trafia,dlaczego My nie jeśteśmy tacy szczęśliwi,przecież mieliśmy
      całe życie przed sobą,a jakiś cholerny gnojek nam je zniszczył.Mam
      tyle gniewu i złości w sobie że nie daję już rady.
      • dusia75 Re: Nie daję rady... 28.01.09, 21:19
        Ech widzę że masz mega doła. Tego co było już przecież nie zmienimy. Możemy
        tylko starać się żyć dalej. Wiem że nie jest łatwo, ale nikt nie mówił ze
        będzie. Mój Szymon też czepia się wszystkich facetów. Ostatnio przyszedł kumpel
        na chwilę do komputera, a ten nie chciał go wypuścić bo chciał z nim oglądać
        bajkę. Przykre są dla nas takie sceny. Nie możemy jednak myśleć cały czas,o tym
        jak by było gdyby... Tego już nigdy się nie dowiemy. Życzę Ci dużo cierpliwości
        i spokoju. Dasz radę. A sukcesami chwal się nam z chęcią wszyscy posłuchamy.
        Przytulam:)
        • kasik2222 Re: Nie daję rady... 27.03.09, 15:34
          Anetko, czy pozbierałaś sie jakoś? jak się mieszka?
    • anaveronika Re: Nie daję rady... 27.03.09, 19:19
      ehh, zycie... mam chyba tak samo jak Aneta. Konrad nie zyje 9 mies, nasz synek ma 3 a mnie nic nie cieszy. jest nijak. dzien za dniem mija a ja nie potrafie sie cieszyc dzieckiem. Co z tego, ze poddasze juz prawie wykonczonem kiedy ja nie jestem psychicznie przygotowana by tam zamieszkac. Kiedys planowałam kolor scian w kuchni a teraz juz nic nie planuje. Poprostu jest nijak.
      Często jest tak ze cos robie i nagle mam przed oczyma np widok przejscia granicznego w Cieszynie, plac w czeskim miasteczku (nasz ostatni wyjazd, bardzo szcesliwe dni), przystanek tramwajowy w Warszawie, staw koło pracy. Calkiem oderwane od siebie obrazy z przeszłosci z ktorymi nie potrafie sobie poradzic...
    • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 19.05.09, 12:06
      Mój mąż nie żyje ponad dwa miesiące....ja tez nie potrafię sobie z tym poradzić.
      Rodzina mówi...musisz byc silna dla Magdzi...ale jak..???
      Czuje sie okropnie zmęczona i fizycznie i psychicznie a praktycznie to nic
      przecież ciężkiego nie robię. Co kolwiek mam robic sprawia mi ogromną trudność,
      nawet wykonanie głupiego telefonu do urzędu...((( Wszystkie te urzędowe sprawy
      mnie dobijają..... i nie dają spać po nocach.....a urzędnicy nie ułatwiają
      sprawy. Nie dość że człowiek przechodzi takie tragedie to jeszcze miliony
      problemów do tego ( chyba żeby nie miał czasu na rozmyslania)
      Jestem tak przygnębiona że nic minie nie cieszy , kiedys miałam mnóstwo kwiatów
      w domu, Jarek mi zawsze przynosił....a to bez , a to konwalie to zależało co
      kwitło w tym czasie. Często tez dostawałam kwiatki od tak bez okazji....a
      teraz....??? W domu pusto stoi tylko jakiś kwiatek doniczkowy .....((((
      Stwierdzam że jak na razie to co dzień to gorzej...im dłużej nie mam mojego
      Jarcia tym gorzej...((( Nawet moje dziecko jest bardziej rozdrażnione i marudne.
      Mówią żeby myslec pozytywnie...a ja nie mam sił....((((
      • mariola008 Re: Nie daję rady... 19.05.09, 17:34
        Niestety jesteś w najgorszym okresie. Później za jakiś czas będzie inaczej,
        łatwiej. Ból nie będzie Cię tak paraliżował i męczył. Przyzwyczaisz się do
        niego. Ja myślałam, że oszaleję i nie zniosę tego wszystkiego. Jednak jak mówią
        człowiek jest twardy jak głaz. Nigdy się nie pogodzę z losem ale potrafię się
        już trochę śmiać i cieszyć. Życzę Ci dużo siły .
        • dakam751 Re: Nie daję rady... 19.05.09, 19:10
          Pół roku i 14 dni - fizycznie nie jest najgorzej , za to psychika
          siada.Jestem strasznie zmęczona psychicznie.Wiem ,że dużo mogę znieść
          tylko dokąd to mnie zaprowadzi?
          • mariola008 Re: Nie daję rady... 19.05.09, 20:49
            dakam751 napisała:
            > tylko dokąd to mnie zaprowadzi?

            Tego nie wie nikt. Nie wiemy dlaczego nas to spotkało i nie wiemy co
            będzie dalej. Trzeba walczyć i nie poddawać się, mamay przecież
            jeszcze dla kogo żyć. Ze zgrozą czytam wpisy osób, których ta
            tragedia dotknęła później niż mnie. Irracjonalnie myślałam, że będę
            ostatnia, że nikomu nie będzie więcej dane przeżywać tego strasznego
            koszmaru.
            • justynakm1 Re: Nie daję rady... 19.05.09, 21:35
              Dziewczyny, ja mam to samo. Kubus nie zyje juz niemal 3 tyg (bez
              niecalych 2 tygodni), a mi jest coraz gorzej, inaczej ale gorzej..
              czasem mam wrazenie, ze nie mam juz lez,zeby plakac. tez czuje
              zmeczenie.. ale najbardziej doskwiera mi samotnosc i tesknota, brak
              Kuby.. odgolnie czuje sie jak UFOludek, ten swiat jest jakis obcy i
              dziwny - zupelnie inny teraz, inny gdy zyl Kuba. Czuje sie
              wyobcowana, inna, sama jak palec.. znow dol, tak mi zle, tak
              chcialabym przyjechac do domu, zobaczyc Kube w Jego bialej bluzie i
              spodekach, ktory by mnie przytulil, uscisnal, Jego ramiona bylyby
              dla mnie przystania... tak mi cholernie Ciebie brakuje Kubus.. na
              kazdym kroku i w kazdej chwili..
              • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 19.05.09, 22:18
                Tęsknota i bark czułości jest we mnie bardzo duża i z dnia na dzień bardziej mi
                go brakuję. Nawet nie staram sie myśleć że już nigdy nie pójdziemy na spacerek
                za rękę ( a przecież mieliśmy razem sie zestarzeć...((( ) i jeszcze wielu
                innych rzeczy robić nie będziemy raze....a tyle było planów.
                Przerażają mnie chwile kiedy muszę podejmować ważne decyzje, wiem że gdyby żył
                Jarek napewno podjeła bym decyzje sama ale on zawsze był wsparciem i potrafił
                doradzić. Wiem że jeszcze wiele trudnych decyzji przede mną i to mnie
                przeraża...jak dam radę.
                Trudną decyzja było wysłanie Madzi do przedszkola ( miałam z nią zostac az do
                września w domku) teraz już za dwa tygodnie wracam do pracy.... też jest to dla
                mnie stres, i jeszcze czeka mnie kupno samochodu i samodzielne jeżdrzenie po
                mieście....( kiedys jeździłam...ale teraz trochę sie boję...(((. Mam nadzieję że
                Jarek czuwa nade mną i pomoże mi to wszystko przetrwać.
                • czarna715 Re: Nie daję rady... 20.05.09, 11:17
                  U mnie będzie 13 miesięcy jak nie ma przy mnie męża,ale to nadal boli.Wszyscy powtażali,że czas goi rany!Tylko jaki i ile tego czasu ma upłynąć??????????Brak mi męża z każdym dniem bardziej!!!!
                  Kiedy patrzę na mojego synka to łzy same napływają do oczu,że nigdy nie pozna tatusia,że nie weźmie Go na kolana nie przytuli,nie pocałuje!;(...To tak bardzo boli!!!!!!!Dlaczego los jest taki okrutny???????Dlaczego życie rzuca nam kłody pod nogi?????????
                  Czasem mam dość tego szarego życia,tego ciężaru każdego dnia,ale wiem że muszę być silna,dla dzieci...oni są moją radością każdego dnia!!!!!
                  • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 20.05.09, 15:55
                    No właśnie....dzieci teraz są dla nas całym naszym światem i dobrze że je mamy
                    bo dla nich trzeba trwac i walczyc o każdy dzień jest to trudna walka ale myslę
                    że warto..!! Bardzo mi żal tych którzy zostali całkiem sami....bez dzieci ....((((
                    • justynakm1 Re: Nie daję rady...-do Beaty 20.05.09, 21:41
                      Beato, nie zaluj tych, ktorzy nie maja dzieci.. Ja nie chce, zeby
                      mnie ktokolwiek zalowal. Wiesz, co do tego czy tak nas szkoda , czy
                      lepiej zostac samemu czy z dziecmi - rozwazania troszke jak wyzszosc
                      swiat Bozego Narodzenia nad Wielkanoca: i tak zle, i tak niedobrze.
                      Uwazam, ze dzieci dorastajace bez rodzica sa bardzo poszkodowane,
                      jest to dla nich wielka tragedia. Wiem, bo tak mial moj tata i moja
                      przyjaciolka. To zawsze zostawia pietno. Ale i tak uwazam, ze dzieci
                      sa bezcenne, bo nosza w sobie wielka czesc naszych ukochanych.
                      • wdowa120309 Re: Nie daję rady...-do Beaty 21.05.09, 22:08
                        Justyna...własciwie to masz rację nie wiadomo co lepiej mieć dzieci czy
                        nie...((( To chyba naprawde trudny temat. Dla tych co nie mają dzieci odchodzi
                        problem że nie musza im tłumaczyc dlaczego jest tak a nie inaczej, ja sama teraz
                        borykam się z tym jak Madzia pyta dlaczego zgubiłam jej tatusia....to takie
                        smutne i trudno coś wtedy powiedzieć gdy gardło się zaciska. Wiem że trudno żyje
                        się bea jednego z rodziców bo sama wychowywałam się bez mamy i chwilami było mi
                        bardzo ciężko.
                        Justynko...mówiąc że jest mi żal tych ludzi myslałm o tym że nam pozostała
                        chociaz ta cząstka po naszych kochanych ...cząstka do której można się przytulić
                        i ucałowac..... przepraszam nie chiałam nikomu zrobic przykrości.

                        Wszystkim jest bardzo trudno ale myslę że tym co nie byli związani ślubami tez
                        jest trochę łatwiej ( nie myślę tu o tym że łatwiej pogodzić się ze śmiercią
                        ukochanej osoby) chodzi mi o te wszystkie sprawy...spadkowe, bankowe, rentowe...
                        itd....bo tego jest cholernie dużo.
                        • angel259l Re: Nie daję rady...-do Beaty 21.05.09, 22:34
                          Nie wiem... nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo chciałabym mimo
                          wszystko być związana tymi ślubami.. raz ,że razem z dzieciątkiem
                          mogłabym mieć Jego nazwisko,a tak dziecko będzie miało Jego, inne
                          niż moje(ponoć,to utrudnia wiele spraw) nie wspominając, że starania
                          o rente są jeszcze trudniejsze... a co będzie, gdy kiedyś jakieś
                          dziecko w szkole,zapyta się mojego "dlaczego masz inne nazwisko niż
                          mama, a może to nie jest twoja mama"
                          Poza tym ile dałabym, żeby mieć te wspomnienia, właśnie te, gdy
                          mówi się "Tak"i wiele innych i ta sala,na której miało być wesele,
                          nie kojarzyłaby mi się tylko ze stypą..
                        • justynakm1 Re: Nie daję rady...-do Beaty 21.05.09, 22:35
                          Beato, jedno jest pewne, ze dzieci sa najwiekszym darem i skarbem. I
                          wiem, ze daja Wam motywacje i sile, ktorej ja nie mam...
                          Ja bym woala byc Kubusia zona, wiem,ze polskie urzedy moga zabic,
                          ale jednak masz inna pozycje, chocby wobec tesciow. Moi
                          niedoszli "ogarneli" wszytko po Kubie: mieszkania, Jego ukochane
                          mieszkanko, gdzie spedzilsimy te 3.5 roku, juz wynajeli, czego im
                          nie daruje. Ubrania wywiezli , oddali obcym - tez nie daruje. Ja nie
                          moge NIC powiedziec, tzn mowie otwarcie Kuby siostrze co o tym
                          mysle, mozeim przekaze... ja bym na to wszytsko nie pozwolila...
                          Tak bym chciala,zeby Kubus mi sie przysnil... przytuli,
                          powiedzial,ze kocha, ucalowal... tak mi smutno.
                          Usciski dla wszytskich.
                          • wdowa120309 Re: Nie daję rady...-do Beaty 21.05.09, 22:46
                            angel...no faktycznie nie pomyślałam o tym że ty masz sprawę
                            utrudnioną...przepraszam....(((

                            Justynka....twoi niedoszli teściowie faktycznie szysbko załatwili sprawę..((( i
                            to napewno bardzo boli.
                            Ja nie znałam moich teściów, ale mam super kontakt z siostra męża.... dzwonimy
                            do siebie po kilka razy dzienni...bo jej zostałam tylko ja i Madzia.
                            Ciesze sie że ja mimo rozpaczy i bólu moge o wielu sprawach decydować sama. To
                            ja decydowałam gdzie będzie pochowany, to ja zdecydowałam jak ma byc trumna i ja
                            decyduję jakie kwiaty są na grobie i nikt mi nie zabroni i ja zdecyduje kiedy
                            porządkowac rzeczy Jarka....((( Może to żadne pocieszenie.
                      • dario5555 Re: Nie daję rady...-do 21.05.09, 23:40
                        Ja nie mam siły na zalowanie samemu mi jest ciezko wspolczuje po
                        czesci rozumiem jednak jakos nie zaglebiam sie zbyt mocno i nie
                        zyje cudzym nieszczesciem nie nakrecam sie w to. Z jednej strony to
                        nie bardzo wiem czy dobrze wychowuje swego syna czy poswiecam mu
                        duzo uwagi i czy daje mu wystarczajaco milosci z 2 str to bez niego
                        moje zycie by chyba nie mialo sensu.
                        Justyna z jednej strony rozumiem Twoj gniew na przyszlych tesciow
                        natomiast z 2 po czesci Cie troche wyreczyli wiesz jak cholera boli
                        jak masz osobiscie oddac rzeczy ukochanej osoby jest to przezycie
                        nie do opisania boli podobnie jak utrata bo znow rozdzieraja sie po
                        czesci zagojone rany. Jednakze calym sercem jestem z Toba walcz bo
                        tak to juz jest porabanie ze musimy o wszystko walczyc cholera
                        dlaczego? A to ze nie masz dzieci tez nie jest przeszkoda moze
                        przyjdzie taki czas ze bedziesz miala ja gleboko w to wierze ze
                        dobry Bog mi jeszcze powierzy dzieci na wychowanie :) A narazie
                        proponuje Ci wspolny spacer :) moze na poczatek wirtualny bo pewnie
                        dzieli nas spora odleglosc ale jak to mowia gora z gora sie nie
                        zejdzie ale czlowiek z czlowiekiem tak :)
                        • wdowa120309 Re: Nie daję rady...-do 22.05.09, 13:38
                          dario....ja tez nie rozpaczam za bardzo nad losem innych.....też mam swoje
                          problemy z którymi czasami nie wiem jak sobie poradzić, ale wiem że dobrze że ma
                          Magdusię....bo to dla niej rano wstaje i żyję.
                          Każdy z nas na pewno zastanawia sie jakim jest rodzicem...i ja też. Czasami
                          mysle że nie jestem dobrą mamą .... ale to za chwilkę mija. Ty na pewno
                          wychowujesz synka tak jak potrafisz...a mysle że jesteś dobrym ojcem...:))) i
                          synuś na pewno kiedyś to doceni jak bardzo się starasz.
                          Justynka...Darek ma rację ...teściowie trochę cie wyręczyli porządkując rzeczy
                          po Kubie. Mój mąz nie żyje ponad 2 miesiące a ja nie mam siły zrobić nic....ja
                          nawet nie otworzyłam kartonu który przywieźli mi z pracy....i nie wiem kiedy
                          znajdę na to siłę. Rzeczy Jarka tak jak były w szafach tak są nie ruszone ...((

                          Może to głupie co teraz napisze ale chyba w końcu każdy z nas jakoś to życie
                          będzie musiał poukładać. Ja nie wiem co mi jeszcze życie przyniesie ale
                          wszystkim życzę aby los był dla nich łaskawszy i pozwolił na radość.
                          Justynko to może mało pocieszające ale moja koleżanka cztery lata temu straciła
                          tez swojego chłopaka ( też pokonał go nowotwór..(( ) byli ze sobą pięć lat tez
                          planowali ślub i dziecko. Ona po śmierci bardzo rozpaczała i mówiła że nigdy z
                          nikim się nie zwiąże że nigdy nikogo nie pokocha. Ale los chciał zupełnie
                          inaczej...teraz jest szczęśliwą żoną i mamą od dwóch lat.... Jak sama widzisz
                          los potrafi płatać figle..;))
                          Zobaczymy co i nam jeszcze szykuje...:)))
                          • justynakm1 Re: Nie daję rady...-do 23.05.09, 00:50
                            Beatko, tak mowia, ze jak Bog zamyka drzwi , to otwiera okno...
                            wiesz, myslenie o ulozeniu zycia to jakas abstrakcja, bo nadal i
                            zawsze bede bardzo kochac Kubusia i tam mi strasznie smutno teraz.
                            Pisze i lzy mi leca... ni Go nie ma, ze nie wroci.. Jakos mysli
                            zajmuje glupotami, jest 00:46 a ja od 19 sprztalama mieszknaie, z
                            myciem mebli w kchni i plytek w lazience..zeby ni oglupiec... ale
                            jak czasem zlpaie sie na tym, ze Kubusia nie ma, to mi serce peka, a
                            do oczu plynie wodospad lez... zreszta kazdy z nas ma pewnie
                            podobnie..
                            Samotnosc (pomimo bliskich wokol) ora ztesknota sa straszne...
                            smierc ukochanej osoby jest najwiekszym bolem. Beatko, ja tez
                            slyszlama o osobie, ktorej narzczony zginal w wypadku przy pracy -
                            niedoszla szwagierka mojej kolezanki...i tez ma meza i dziecko..
                            moze to nawet ta sama pani?
                            Darku, moze masz racje, ze mi zrobili przysluge. Ja bym tych rzeczyn
                            nigdy nie usunela, tych najwazniejszych dla KUbusia. dobrze, ze choc
                            kilka zabralam do siebie.
                            usciski
                            • gosiula74 Re: Nie daję rady...-do 29.05.09, 09:34
                              Wstałam rano ,a tu przykra niespodzianka- brak prądu w całym mieszkaniu.
                              I jakos tak nawet wcale mnie to nie zdenerwowało .
                              Pojechałam do pracy ,zadzwoniłam do spółdzielni i kazałam przyjść i naprawić
                              .Pan zaczął sie mądrzyć ,szybciutko go zgasiłam i o 7.50 miałam już prąd.
                              Nauczyłam sie walczyć o wszystko ,chociaż są rzeczy których przeskoczyć nie mogę
                              .Sprawy sądowe i geodezyjne ciągną mi się już bardzo długo.
                              Mało tego to teraz musze jeszcze mieć kuratora dla córki ,żeby odzyskać
                              pieniądze z funduszu emerytalnego Adama.

                              Piszecie tu o układaniu sobie życia , o dzieciach itp.
                              Bez dzieci byłoby jeszcze gorzej ,dzieci zajmują czas ,nie dają sie zastanawiać
                              ,rozpamiętywać .Dopiero jak córcia zaśnie -mam czas żeby pomyśleć .Ale z drugiej
                              strony -jak kiedys jej wytłumaczyć dlaczego nie ma tatusia.
                              Syn miał 11 lat kiedy Adam zginął,wiec on juz wie i rozumie.
                              Mała miała rok i 10 m-cy.Trudno będzie , źle będzie , nie raz będą jeszcze łzy
                              na dzień ojca w przedszkolu itp.( mój mąż zginął dwa dni przed dniem ojca ,w
                              pierwszym dniu wakacji).

                              kiedy wychodziłam za mąż ,nie wahałam się ,wiedziałam ,ze to jest człowiek na
                              całe życie .Mieliśmy juz przekroczone 30 lat ,wiec wiedzieliśmy na czym to życie
                              polega.
                              Nie wyobrażam sobie teraz związku z kimś innym.Nie zależy mi na miłosci ,na
                              przytuleniu ,rozmowie z kimś .A poza ty wiem ,że gdyby cos to każdego będę
                              porównywał do mojego męża i wiem ,ze będzie to porównanie na niekorzyść.

                              • tilia7 Re: Nie daję rady...-do 29.05.09, 10:25
                                Ja nie chciałam dzieci, oboje podjęliśmy taką decyzję.Planowaliśmy tylko
                                wielkiego rudego kota.Cieszę się, że tak wyszło.Nigdy nie miałam potrzeby
                                posiadania dziecka i myślę, że to się nie zmieni, mam już 35 lat, więc to nie są
                                fochy nastolatki tylko dojrzała decyzja.W tej chwili jest mi i tak bardzo
                                trudno, gdyby jeszcze było dziecko to naprawdę nie wiem, jak bym sobie miała
                                poradzić.Choć przyznaję Ci rację gosiula74, że dziecko jest sensem i pociechą
                                dla kogoś, kto chciał je mieć.
                                Mnie bardzo brakuje przytulenia i rozmowy, ale tęsknie nie za kimś w ogóle tylko
                                za tym jednym jedynym, który odszedł.I też nie sądzę, aby to się miało zmienić
                                • wdowa120309 Re: Nie daję rady...-do 30.05.09, 18:33
                                  gosiula74 .... czytając twoje słowa mam wrażenie że czytam samą siebie. Nie
                                  wiem co życie jeszcze przyniesie i nie mówię że już zawsze zostanę sama ale tak
                                  jak ty przynajmniej na razie nie potrafię sobie wyobrazić że ktoś inny zajmie
                                  miejsce mojego męża. Że do kogoś innego będę potrafiła się przytulać i czule do
                                  niego mówić, byc może to się zmieni tego nie wiem ale teraz w moim sercu nie ma
                                  dla nikogo miejsca ( no nie wliczając Madzi) Nie potrafię sobie wyobrazić i boję
                                  się że jeśli już ktoś będzie to czy pokocha moje dziecko i nie zrobi jej
                                  krzywdy...((( Nie wiem , nie wiem i jakos na razie nie chce o tym mysleć.

                                  tilia7.... piszesz że świadomie nie mieliście dzieci... to twoja decyzja i że
                                  nie wyobrażasz sobie co by było gdybyś teraz została sama z dzieckiem. Myślę że
                                  mimo wszystko jesteśmy tak silnymi istotami że i ty poradziła byś sobie i
                                  walczyła byś tak jak my o przetrwanie .

                                  Sciskam wszystkich cierpiących i zrozpaczonych.
                                  Jestem zdołowana bo dzis sobota a ja siedzę i rozmyslam co by było gdyby mój mąż
                                  teraz zył...pewnie byli bysmy na spacerku.
    • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 30.05.09, 20:59
      Czy ten ból kiedyś przejdzie – brak mi już sił. Byłam dziś na
      cmentarzu zapaliłam znicze, włożyłam świeże kwiaty do wazonu,
      sprzątnęłam i umyłam pomnik. To jest przerażające. Nigdy ale to
      nigdy nie przypuszczałam, że będę musiała przychodzić na grób mojego
      Męża. Dlaczego musimy przez to przechodzić, czemu tak okrutnie los
      nas doświadczył? Nie rozumiem. Byłam taka szczęśliwa a dziś jest we
      mnie pustka i żal. Komu przeszkadzało nasze szczęście? Tak bardzo
      tęsknię……
      Do wdowy 120309- trzymaj się ….wiem, że soboty i niedziele są
      najgorsze (sama tak mam)ale nie poddawaj się.
      Pozdrawiam Cię bardzo cieplutko.
    • angel259l Re: Nie daję rady... 30.05.09, 21:35
      Myślałam, że jakoś sobie radzę, że dam radę.. Byłam w środę u
      lekarza, a On zapytał mnie "czy tato dziecka duży, wysoki jest?"
      poczułam się .. eh sama nie wiem, jak to określić. W ogóle wydaje mi
      się, jakbym była w jakimś amoku.. może, ja wpadłam pod samochód
      (wtdy,gdy wracałam z badań u okulisty)i jestem w śpiączce, a to jest
      zły sen, z którego obudzi mnie Tomasz i powie, że już nic złego Nam
      się nie przydarzy.. Tak, tak właśnie się czuję, jakby to był stan
      przejściowy.I jakim prawem mówią do mnie coś w stylu: znajdiesz
      sobie kogoś, niech będzie dobry dla dziecka i wiele okropnych słów..
      • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 30.05.09, 21:53
        angel259l ...hej... myślałam o tobie co sie z tobą dzieje....bo dawno cie nie
        widziałam.
        Ja tez mam takie wrażenie że wszystko co sie wkoło dzieje to jakis zły sen i że
        wszystko to tylko na chwilkę. że Jarciu wyjechał ale wróci , że nie pisze bo
        narazie nie może., że Madzia chodzi do przedszkola ale za kilka dni juz razem
        znów będziemy w domu i razem będziemy chodzic na plac zaba , że wracam do pracy
        ale tez na jakiś czes i że wszystko niedługo wróci do normy że będzie tak jak
        było kiedyś.
        Nie nawidze tego wszystkiego....i kiedy to sie skończy...!!!!!!
        Nie cierpię tych dobrych rad ludzi co nic nie wiedzą...!!!
        • tilia7 Re: Nie daję rady... 30.05.09, 22:35
          Ja też mam dziś kiepski dzień - to się stało dokładnie dwa miesiące temu:(((Więc
          do południa też byłam na cmentarzu.Kwiaty, znicze.To taki mój nowy sposób
          spędzania wolnego czasu:(((Potem rundka po aptekach , bo nigdzie nie mogłam
          dostać nowego leku, który mi wczoraj pani psychiatra wypisała.W końcu się udało
          i właśnie połknęłam,zobaczymy co z tego będzie.Boję się tych leków, bo w
          pierwszym okresie nasilają myśli samobójcze a ja już i tak ledwo zipie.Tyle, że
          nie miałam czasu dziś zastanawiać się nad swoją samotnością i rozpaczą, bo
          przygotowuję sklep do otwarcia w nowym miejscu i roboty jest aż
          nadmiar.Zauważyłam, że mam takie rozdwojenie jaźni.Że nawet kiedy jestem czymś
          zajęta i niby o tym myślę to i tak jednocześnie myślę o Nim, o tym, że Go nie
          ma, że nie żyje,że tęsknię do granic bólu.Też tak macie?
          Ściskam Was wszystkie serdecznie
    • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 30.05.09, 22:51
      tilia7 - też tak miałam:( odstawiłam wszystkie leki przepisane od
      lekarza - byłam otępiała i wcale nie pomagały mi "zapomnieć". Trudno
      było mi się porozumieć z dzieckiem a o prowadzeniu samochodu mogłam
      zapomnieć - rozdwojenie jaźni straszne. Teraz staram sie obywać bez
      tych psychotropów - jest ciężko ale nie mam wyjścia. Przynajmniej
      zaczełam w nocy spać a to już coś.
      Może kiedyś będzie lepiej a dziś tylko na cmentarzu
      odnajduje "spokój". Tam nie muszę wysłuchiwać ludzkich mądrości.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • tilia7 Re: Nie daję rady... 30.05.09, 23:08
        Ja nie biorę takich typowo uspokajających, a jak już to doraźnie zwykłe
        ziołowe.Za to biorę antydepresyjne i po tych , co miałam to nie mogłam spać i
        właśnie zaczęły mi się tę napady paniki.Z tym, że to może nie być efekt leków
        tylko sytuacji w jakiej jestem.Może te co mam teraz brać będą lepsze, oby.Na
        razie nie czuję się na siłach, żeby odstawić całkiem.
        Spokojnej nocy wszystkim życzę
        • dakam751 Re: Nie daję rady... 31.05.09, 09:31
          Ja biorę antydepresanty , chodzę do psychiatry.Ale wczoraj
          zdecydowałam(?),że biorę syna i będziemy jeździć konno.Parę
          kilometrów od miejscowości , gdzie mieszkamy , jest stadnina koni.Ja
          , jako że jestem teraz przez pół roku na zwolnieniu rehabilitacyjnym,
          będę charytatywnie pomagała też w stadninie przy koniach.Takie
          kontakty z końmi też mają działanie leczące , może i mi ta
          hipoterapia pomoże.
          • tilia7 Re: Nie daję rady... 31.05.09, 12:08
            dakam751 bardzo dobry pomysł, jeśli lubicie zwierzęta, to na pewno to pomoże i
            Tobie i synowi.Sama chętnie bym się zapisała, ale mam dość daleko do najbliższej
            stadniny a jeżdżę autobusami:(Ale uważam, że kontakt z przyrodą bardzo dużo
            daje.Mój kotek jest pociechą w najtrudniejszych chwilach, kiedy patrzę na jego
            zabawy czasem się nawet uśmiecham.Staram się otaczać też żywymi roślinami, dbam
            o nie jeszcze bardziej niż kiedyś.Nad oknem mam gniazdo jaskółek i z
            przyjemnością je obserwuję.To nie tyle odwraca uwagę od żałoby i bólu, ale
            pozwala łatwiej ją znosić.Choć jednocześnie boli bardzo, że już nigdy nie
            będziemy razem się tym cieszyć.A konie to cudowne zwierzęta, bardzo mądre i
            bardzo wrażliwe, wyczuwają ludzki ból i za dobre traktowanie potrafią się
            odwdzięczyć.Życzę dużo radości z tego kontaktu i ściskam serdecznie
            • xxxkarolinkax Re: Nie daję rady... 31.05.09, 17:12
              czy ból będzie kiedyś mniejszy ???

              czy patrząc na miejsca w których razem bywalismy nie będę już płakała?

              czy na widok zakochanej, szczęśliwej pary przestane odwracać glowe kryjąc
              wielkie łzy w oczach?

              czy przestane bać się odwiedzać Go na cmentarzu?

              Jest coraz trudniej:( świat pędzi jak oszalały do przodu.. nie zatrzymał się
              nawet na sekunde kiedy mój mały świat się walił :( to jest takie nieralne..
              miesiąć temu wracał do mnie z warszawy.. wiedział już. On wiedział. ja byłam
              przeszczęśliwa, że w końcu wraca. że sie wtule i będzie tylko nasz świat.
              niczego nie przeczuwałam.. i potem szok. i ta okrutna bezradność.. nie mogłam
              znieść tego widoku..widoku najukochańszej osoby, z której uchodzi życie..
              Zaczyna powolutku docierać to co się stalo. że nie ma już warszwwy. że on tam
              nie jest. że jest na cmentarzu.. zawsze w takich krytycznych chwilach był.
              mogłam pobiec do Niego. pocieszył, przytulił i bylo tak pięknie. i teraz
              najbardziej odczuwam jego brak.. że nie może mi pomóc przez to przejść :(
              tak okropnie denerwuje mnie ludzie mówiący "musisz być silna,. masz przecież
              dopiero 21 lat, całe życie przed Tobą, nie można sie tak załamywać"
              a to jest jakaś granica wieku? że co..że jak sie ma wiecej lat to można bardziej
              cierpieć?
              co z tego, że mam 21 lat. wiedziałam i wiem, że to był ten wymarzony, jedyny..na
              całe życie. wiedziałam to od pierwszego dnia. Nikt nie wniósł w moje życie tyle
              światła. nikt mnie tyle nie nauczył.. nikt mnie tak nie kochał.

              Jestem otępiała z bólu. Budze sie rano, zwlekam z łóżka, ide do pracy, wracam,
              płacze..zasypiam..budze w nocy milion razy..i tak codziennie.I coraz
              straszniejsze myśli do glowy przychodzą :( za które by mnie znienawidził..
              Ale co ja mam zrobić? Ja mala dziewczynka, której serce umarło..

              W życiu spotyka nas wiele pięknych, cudownych, niezapomnianych chwil. Ale
              spotykają też nas tragedie. i właśnie te wielkie tragedie burzą cały świat.
              rozpadamy się na drobne kawałeczki. nie chcemy wierzyć. buntujemy się.
              krzyczymy. wyjemy z rozpaczy. błagamy Boga, żeby czas cofnął. Ale świat gna do
              przodu. bezlitośnie mijają dni. samolubny świat pędzi, a my zostajemy sami.
              potłuczeni jak szklane ludziki. I najtrudniej jest wrócić do życia. Bo
              najbardziej brakuje naszego odbicia w ukochanych oczach:(
              • tilia7 Re: Nie daję rady... 31.05.09, 20:10
                xxxkarolinkax rozumiem i współczuję Ci z całego serca.Ja dzisiaj cały wieczór
                ryczę.Wczoraj minęły dwa miesiące i jest coraz gorzej.Też się czuję, jak mała
                dziewczynka w ciemności, mimo, że mam o wiele więcej lat od Ciebie.Jakby zgasło
                słońce.I dziwię się wciąż, że cały świat istnieje, mimo, że mojego świata już
                nie ma.Czasem w złości chciałabym wszystko doszczętnie zniszczyć, spalić,
                zrównać z ziemią, żeby nie zostało nic, zupełnie nic, tylko goła wypalona
                ziemia, pustka i cisza - mam wrażenie, że dopiero to przyniosłoby mi jakąś ulgę
                • xxxkarolinkax Re: Nie daję rady... 31.05.09, 21:07
                  a ja mam ochotę krzyczeć na Łukasza dlaczego mnie tak zostawił..jak
                  mógł..obiecywał przecież, że mnie nigdy nie zostawi..:(( ale tak mam tylko przez
                  chwile.. potem przychodzi myśl, że jestem głupia. że przecież on nie chciał
                  odchodzić..nie chciał umierać!! że to nie był jego wybór...wierzył (taką mam
                  nadzieje przynajmniej) do ostatnich chwil, że wyjdzie z tego..

                  chciałabym pobić tych lekarzy..że się tak poddali..że po 8 kursach chemii
                  powiedzieli "koniec leczenia".. że odradzali nam Belgie, USA... a być może tam
                  by pomogli..
                  zachowuje sie jak potłuczona.. nie powinnam tak robić. nie moge mysleć tak.. bo
                  znajde coś, co bysmy mogli zrobić a nie zrobiliśmy i co wtedy? :((

                  Nienawidze tej choroby! szczerą nienawiścią jej nienawidze!! zabrała mi cały mój
                  świat. najukochańszego człowieka. moją wielką absolutną miłość. nienawidze jej
                  za to, że tak długo, podstępnie sie rozwijała,że pół roku lekarze twierdzili, że
                  to korzonki... nienawidze jej za to cierpienie jakie On musiał przechodzić..jak
                  Go tak bardzo bolało i nic nie pomagało.. a najbardziej jej nienawidze za to, że
                  nie dała nam żadnych szans. że jak już udało się ustabilizować, była poprawa to
                  zaatakowała ze zdwojoną siłą:(
                  tak wierzyłam, że łukasz nie dołączy do statystyk - żaden pacjent nie przeżył
                  więcej niż 3 lata.
                  i nie pomogą mi pytania "dlaczego i dlaczego" bo kto mi na nie odpowie? :(
                  .....................
                  • tilia7 Re: Nie daję rady... 31.05.09, 22:34
                    xxxkarolinkax a ja czytam to, co piszesz, to co wszystkie tu piszecie i serce mi
                    pęka z bólu.Bo Wasi mężowie walczyli o swoje życie z nieuleczalną, straszną
                    chorobą.Walczyli o każdy dzień z Wami, o każdą minutę.A mój ukochany mężczyzna
                    miał "tylko" depresję.Mógł się leczyć, mógł żyć,mógł ze mną zostać...Mógł
                    chociaż spróbować.Wiedział, jak bardzo go kocham, jak bardzo się o niego boję.I
                    wiem, że też bardzo mnie kochał.A jednak nie podjął walki.Nie przegrał z
                    nowotworem, ale z samym sobą
                    • xxxkarolinkax Re: Nie daję rady... 01.06.09, 12:55
                      tak mi przykro tilia7 :((

                      ja mojemu Łukaszkowi nie moge zarzucić, że nie walczył. o chorobie
                      dowiedzieliśmy się pod koniec sierpnia 2008 i pamiętam jak dziś co mi Łukasz
                      tego dnia powiedział "nie płacz kotek. do końca roku zamierzam być zdrowy". i
                      tak w to wierzył, że wyzdrowieje.. a ja razem z nim.

                      dopiero po jego śmierci dowiedziałam się jak było naprawde. pierwsza wizyta w
                      warszawie, lekarka mówi do jego mamy, że daja mu góra rok zycia. ani ja ani
                      lukasz sie o tym nie dowiedziliśmy. dopiero teraz, czytając wszytskie wyniki
                      badań, wszytskie wypisy, konsultacje wiem, że moje serduszko nie miało
                      szans..najmniejszych szans z medycznego punktu widzenia, żeby wyzdrowieć :((

                      a on walczyl do końca. mój najdzielniejszy chłopiec..:( był bardzo silny -
                      fizycznie a jeszcze silniejszy psychicznie. i wirze głęboko, że mimo tej
                      okrutnej choroby był szczęśliwy.
                      • tilia7 Re: Nie daję rady... 01.06.09, 13:35
                        xxxkarolinkax dziękuję i też mi bardzo przykro,że Wam się nie udało.Ja mam
                        straszne wyrzuty sumienia, że nie udało mi się przekonać Go do leczenia.Dopóki
                        był zdrowy też był szczęśliwy i silny.A potem się poddał.A ja nie mogę znieść
                        tego, że nie ocaliłam Go swoją miłością
                        :(((Mam totalnego doła...
                        • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 01.06.09, 23:01
                          tilia7....to co piszesz jest bardzo przykre....a twoja miłość była na pewno
                          wielka ......i proszę nie osądzaj sie aż tak surowo...napewno zrobiłaś wszystko
                          co było możliwe....przytulam cie mocno.

                          xxxkarolinkax ......wiem co czujesz...ja jestem dużo starsza od ciebie ale
                          napewno cierpie tak mocno jak ty ...((( Mój mąz tez został pokonany przez
                          nowotwór i tez przez rok....((( Dzis wiem jak bardzo cierpiał chociaz mi tego
                          nie mówił ( dopiero pod koniec)....on wiedział że guz trzustki z przerzutami na
                          watrobe to juz wyrok ...dostał 50 chemii ...które go wkońcu zabiły ....bo ile
                          może wytrzymac organizm....zyły na końcu były popalone od środka. Tez były
                          wzloty i upadki....ja wierzyłam do końca a mój kochany walczył.....starałam się
                          zrobic wszystko co w mojej mocy....ale się nie udało....KOCHANIE tak mi
                          przykro...((((((((((. Z myslami i rozpaczą walcze tez dopiero 2,5 miesiąca...bol
                          jest okrutny...a życie biegnie jak gdyby nigdy ngdy nic...((((
                          • tilia7 Re: Nie daję rady... 01.06.09, 23:07
                            wdowa120309 dziękuję.Ja nie osądzam się surowo, wiem, że byłam dla Niego bardzo
                            dobra, nie mam sobie nic do zarzucenia.Wiedział, jak bardzo Go kocham i że może
                            liczyć na moje całkowite wsparcie i pomoc.Ale w takiej sytuacji człowiek zawsze
                            czuje się winny.Wszyscy mi powtarzają, że nic więcej nie mogłam zrobić.Ale ja
                            wciąż i wciąż zadaję sobie pytanie czy na pewno?
    • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 07.06.09, 21:36
      Ja juz nie mam sił....stałam się nerwowa i wszystko wyprowadza mnie z równowagi.
      Aż mi głupio pisać ...bo własne dziecko mnie dzis denerwuje....miała juz spac to
      oczywiście łazi i robi bałagan po całej chacie , wziała do ręki mojego męża grę
      i oczywiście odrazu zgubiła dwie części i nie mogę ich poszukać. Ja miałam
      jeszcze kilka spraw do zrobienia i co..??? nie zrobię bo moje dziecko stale cos
      wymyśla.........chyba nie nadaję się na matkę...((((
      Nigdy taka nie byłam....chyba dostaję na głowę,....((((((((
      • kasik2222 Re: Nie daję rady... 08.06.09, 08:19
        nie dostajesz... ja tez taka byłam. Jak mała mnie wkurzała!!! o Boże
        aż teraz mi wstyd. Krzyczałam na nia bo nie chce spać, nie chce
        jeść, marudzi, z byle powodu. A ja chcę jeszcze to czy tamto, a
        najlepiej to chciałam siedzieć i patrzeć przed siebie. Nic nie
        robić, nic nie musieć, żeby dała mi spokój, zajęła się sobą, a nie
        chciała na kolanka. Tak to juz jest, jak człowiek w rozpaczy, musimy
        nauczyc sie panować nad soba, przynaj,mniej przy dzieciach. Ale to
        TAKIE TRUDNE. Wydaje się nie do wykonania. Jeszcze teraz zdaża mi se
        zezłościć, ale też mała rozpuszczona i niedobra. I taka kochana,
        moja najdroższa. Tak jak Twoja Madzia dla Ciebie. Najdroższa i
        najważniejsza. Więc nie wiń siebie tak bardzo, bo masz prawo do
        różnych emocji.
        • czarna715 Re: Nie daję rady... 08.06.09, 10:19
          Zaraz po śmierci męża miałam tak samo.Wszystko mi przeszkadzało, a to lekcje z dziećmi odrobić,a to obiad<<MUSZĘ>> ugotować,a to chłopaki za długo grają na komputerze.... mogłabym wymieniać i wymieniać.Złościłam się nawet sama na siebie,że nie pójdę do fryzjera albo,że się nie umalowałam!Przecież to banały ale tak miałam!...Teraz trochę mniej się złoszczę ale czasem się przyłapuję na czymś co jeszcze mnie denerwuje.Niestety takie jest życie,które nas nie oszczędza??????Trzymajcie się cieplutko.I tak jesteśmy dzielne!!
    • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 14.06.09, 11:44
      Dziś mam okropny dzień...(((((((( załamanie się nasila....zaległości w domu
      narosło...chcę coś zrobic ale nie mam siły....wszystko mnie drażni....((((( nie
      potrafie skupic mysli w jednym miejscu.....czuje sie zozdrazniona i
      rodygotana..... może to przez pogode a może dlatego że przed wczoraj mineło
      dopiero 3 miesiące.....czuje sie okropnie skołowana...((((
      • tilia7 Re: Nie daję rady... 14.06.09, 13:00
        Ja też mam dziś taki dzień.Może to dlatego, że wolne.Dopóki w ogóle siedziałam w
        domu to było to normą.A teraz od wtorku już mam otwarty sklep, więc jak
        przychodzi niedziela to nie wiem, co ze sobą zrobić.To zawsze był nasz dzień na
        bycie razem, spacery, leniuchowanie.A teraz tylko pustka, żal, tęsknota,
        rozgoryczenie.I łzy w oczach od rana.

        • tilia7 Re: Nie daję rady... 14.07.09, 22:40
          To już chyba nawet dołek nie jest tylko jakaś bezdenna przepaść.Nie umiem sobie
          znaleźć miejsca.W pracy chcę już iść do domu, w domu chcę iść do pracy, bo i tak
          nie odpoczywam tylko chodzę z kąta w kąt, coś przestawiam, niby coś robię,ale
          właściwie nic sensownego.Płaczę już nie tylko z rozpaczy, ale po prostu z
          potwornego, nieludzkiego zmęczenia, bezsilności, bezradności i braku
          jakiejkolwiek nadziei:(((
    • smutna010209 Re: Nie daję rady... 14.07.09, 22:54
      Dołączam do wszystkich , którzy nie dają rady. Kiedy bedzie lepiej?
      Kto zna odpowiedź?Dziennie chodzę i płaczę i nic nie cieszy. Za dwa
      dni wylatuję z synem na urlop.Pierwszy raz tak potwornie mi się nie
      chce.Robię to tylko dla dziecka, bo gdyby nie on to najchętniej
      siedziałabym w domu. Nawet walizek porządnie nie umiem spakować,
      zawsze robił to Mąż.Ile razy się cieszyłam pakując a dziś ryczałam
      nad walizką strasznie.Nie tak miało być.Aż się boję odprawy, lotu
      itp. Zawsze był On, mogłam mu zaufać i zdać się kompletnie na
      niego.On zawsze wszystko wiedział.A tak co?Znów same kochane rodziny
      i parki naookoło bedą a ja będę w ciagu dnia robić dobrą minę do
      złej gry, chować szklane oczy za okularami a w nocy wyć w poduszkę.
      Czemu? Czemu? Te pytania zadaję milion razy.Ale bez odpowiedzi
      zostają!Tak bardzo boje się samotnych wakacji. Wiem mam dziecko, nie
      jestem sama ale Wy dobrze wiecie o co mi chodzi.
      • kasik2222 Re: Nie daję rady... 15.07.09, 06:54
        kiedy będzie lepiej? u mnie trwała rozpacz półtora roku. W tej
        chwili mogę powiedzieć że jest lepiej. Układam życie swoje i
        córeczki na nowo. I kochane, naprawdę jest lepiej. Pewnie że nie
        idealnie, nie tak jak było, ale na to nie liczę. To co nas spotkało
        nie pozwoli nam już nigdy całkiem "znormalnieć", cieszyć się jak
        kiedyś. Nigdy nie będziemy takie samo, bo to jest "piętno " na całe
        życie. Z tym trzeba się liczyć. Ból dopadnie w najmniej oczekiwanym
        momencie, czasem wystarcazy jakieś jedno słowo, zapach, piękny
        widok, żeby serce wyło z bólu. Ale jest lepiej. Tylko na to trzeba
        dużo czasu. Bardzo dużo. Nawet te moje rok i 8 miesięcy, to jeszcze
        mało. Ale widzę duuuuużą poparwę. Przytulkam Was bardzo mocno ,
        trzymajcie się. DACIE RADĘ.
      • tilia7 Re: Nie daję rady... 15.07.09, 21:25
        Dziecko, choćby i najukochańsze nie zastąpi partnera, tak jak i On nie
        zastąpiłby dziecka.Ja zawsze lubiłam podróże, ale teraz Ci nie zazdroszczę, w
        moim stanie psychicznym zdecydowanie siedzenie w domu jest lepszym
        pomysłem.Podziwiam Cię, że mimo bólu i smutku masz odwagę wyjechać.Życzę z
        całego serca, żeby było jak najlepiej i możliwie najspokojniej.Każde nowe
        wyzwanie, któremu podołamy jakoś nas wzmacnia
      • madzik2-4 Re: Nie daję rady... 15.07.09, 22:59
        Niedawno minęło cztery miesiące jak nie ma z nami mojego
        męża...smutek,żal,pustka nadal we mnie tkwią,jak często sobie powtarzam"nie daję
        już rady"brakuje mi Go,tak po prostu aby tylko był przy mnie i dzieciach.Ciężko
        dociera do mnie prawda,a tak naprawdę właściwie nie dotarła,wydaje mi się ze
        nadejdzie taki dzień,mąż stanie w drzwiach i znowu wszyscy będziemy razem.Biję
        się z myślami,powstrzymuje płacz,ale jak długo wytrzymam...lubię popłakać w
        samotności.......
        Tu w realnym świecie nie umiem nikomu wyrazić co czuję,udaje,wlepiam sztuczny
        uśmiech,jakiś czas temu znalazłam to forum,poczytałam i wiem ze Wy tu jesteście
        i rozumiecie doskonale mój ból.......
        • czarna715 Re: Nie daję rady... 16.07.09, 12:02
          Masz rację<madzik2-4>ja również znalazłam to forum parę miesięcy
          temu i wiem że nikt tak mnie nie rozumie jak inne mamy wdowy.U mnie
          co prawda minęło 15 miesięcy ale ból nadal jest taki sam.Ta tęsknota
          jest okropna:(ta pustka w sercu.....wszystko jest takie
          szare.Powtarzam sobie że będzie lepiej ale nie jestem pewna czy
          będzie lepiej????...Ściskam cieplutko i trzymaj się,musimy być
          dzielne dla naszych dzieci.
        • tilia7 Re: Nie daję rady... 16.07.09, 18:58
          madzik2-4 jesteśmy w takim razie mniej więcej na tym samym etapie, ja od 30
          marca,wczoraj było 3 i pół miesiąca.Jest strasznie, nie ma co ukrywać.
          Ja też nie umiem wyrazić swojego bólu,chodzę do psychologa, rozmawiam z mamą, z
          siostrą.Wiem, że mi bardzo współczują i całe szczęście, że przy mnie są.Ale nikt
          tego bólu nie jest w stanie zrozumieć, jeśli go nie przeżył.Ze znajomymi prawie
          nie utrzymuję kontaktu, jeśli w ogóle to z osobami z dalszej rodziny, ale źle
          się czuję wśród ludzi, bo nie chcę na siłę epatować wszystkich swoim bólem, ale
          też nie mam zamiaru udawać, że czuję się dobrze i że sobie radzę.Przyjaciół nie
          mam, zresztą też pewnie by nie zrozumieli.I mówiąc szczerze to mam serdecznie
          dość wszystkiego.Dobrze, że jest to forum,że są tu ludzie, którzy rozumieją, nie
          krytykują, nie pouczają, nie mówią mi, że "muszę się wziąć w garść".
          Ściskam serdecznie
          • madzik2-4 Re: Nie daję rady... 16.07.09, 21:59
            Tak,dobrze ze jest to forum,najczęściej każdy powtarza "musisz być silna albo
            dobrze ze sobie z tym radzisz"nie nie radze sobie chociaż się bardzo staram
            przede wszystkim dla dzieci,a czas...czas nie leczy rany pozwala tylko przyswoić
            myśli,potrzebny jest długi czas,sama wiem po sobie ze z każdym dniem jest
            ciężej,ile potrzeba czasu?Nikt tego nie wie.Byliśmy małżeństwem dwadzieścia
            lat.....dwadzieścia dla niektórych dużo,dla mnie za krótko....pozdrawiam
            serdecznie mas Wszystkie,wspierajmy się razem.
            • justynakm1 Re: Nie daję rady... 17.07.09, 12:45
              [u]Madzik, Tobie/Wam choc bylo dane byc razem 20 lat, wizac slub,
              miec dzieci, cieszyc sie z ich narodzin... Mi bylo dane tylko/az 3.5
              roku, z czego 1.5 Kubus chorował i sie leczyl wiec wiekszosc zwiazku
              była juz naznaczona choroba i zycie wygladalo inaczej...
              Mi tez jest ciezko, ja nasz czescie mam przyjaciol, rodzine, ale
              mojego bolu nikt nie przezyje. dzis znow jade na wknd do rodzicow,
              bardzo sie ciesze, ale smutno mi, bo nit nie napisze smsa:
              dojechalas Kochanie, kiedy wracasz, bo juz tesknie???"
              • madzik2-4 Re: Nie daję rady... 17.07.09, 22:36
                Najbardziej brakuje tych prostych gestów....pozdrawiam
          • madzik2-4 Re: Nie daję rady... 17.07.09, 22:53
            Co mogę napisać........niewiele.ale myślami i sercem z Tobą.......talia7
            • tilia7 Re: Nie daję rady... 24.07.09, 11:26
              I znowu nie ma siły, żeby wstać, żeby iść dalej.
              Powiedzcie, czy Wy też macie takie wszechogarniające poczucie lęku, że nic się
              nie da z tym zrobić, że już zawsze będzie źle i gorzej, że do końca życia nie
              będziecie w stanie się z tym pogodzić, że będziecie chorować, męczyć się, zmagać
              z tym życiem w poczuciu całkowitego bezsensu?Że ta samotność Was zżera, zabija,
              wykańcza?
              • mariola008 Re: Nie daję rady... 24.07.09, 12:34
                Niestety to normalny stan, po traumie. Bezsens życia dopada i przewraca na
                glebę. Też na początku myślałam, że nie poradzę sobie ,
                że będzie już tylko coraz gorzej bo przecież nikt mi go nie zwróci a tylko to
                mogło przywrócić mi chęć do życia. Teraz po ponad roku jest odrobinę lżej. Nigdy
                już nie będzie jak dawniej. Jest inne życie, inny świat i trzeba nauczyć się żyć
                niejako od nowa cały czas mając w pamięci wspólne chwile, które bezpowrotnie
                minęły.
                • tilia7 Re: Nie daję rady... 24.07.09, 15:52
                  mariola008 dziękuję za dobre słowo.Ja niby wiem, że tak jest, ale w tym momencie
                  nie umiem w to uwierzyć i boję się tego życia.Czuję się stara, chora, stłamszona
                  i mam wrażenie, że już zawsze taka będę.A mam w końcu dopiero czy może aż 35
                  lat.Czasem słyszę jak ktoś mówi, w dobrej wierze, "nie martw się, jeszcze całe
                  długie życie przed tobą".A mnie chyba nie można w tej chwili niczym przerazić
                  bardziej niż tym, że całe długie życie przede mną:(((
    • smutna010209 Re: Nie daję rady... 01.08.09, 10:46
      Kochne jest mi tak cięzko i źle jak wam wszystkim. Dziś mija właśnie
      równo pół roku jak Jego nie ma. Od rana wyję jak głupia.Myślałam, że
      z każdym dniem będzie lepiej a to wcale nieprawda, jest jakby
      gorzej. Nie mam pojęcia jak ja przeżyłam te pół roku; jak automat
      chyba. Praca, dom , załatwianie spraw i formalności po Jego
      smierci.Teraz minął juz półmetek tzw. żałoby a ja czuję sie znacznie
      gorzej. Raz potrafię się śmiać i nawet nie myślę ale przychodzą
      chwilę że wyję tak jak dziś. Pójście na cmentarz to wielka trauma,
      nie mogę patrzec na tabliczkę z imieniem bo łzy same lecą.Ostatnio
      wszystko mi go przypomina;piosenka w radio, wspólne chwile przed i
      po slubie, nawet ostatnio sklep w , którym kupowaliśmy koszule dla
      niego.Ciągle sobie wypominam, ze może nie byłam zbyt dobrą żoną, że
      może niepotrzebnie czasem się o coś kłóciłam, że skupiałam się na
      niepotrzebnych rzeczach.Boże jak człowiek nie zdaje sobie sprawy z
      kruchości życia?Ja naprawdę ciaglę jestem na klęczkach, kiedy wstanę?
      • martuskad Re: Nie daję rady... 01.08.09, 18:04
        U mnie dzis mija 7 miesięcy,myślałam ze będzie łatwiej a tu znowu
        kolejna dolina.Mam juz dosc bycia silną,a z drugiej strony chce
        sobie radzic jak najlepiej.Te huśtawki nastrojów przyprawiają mnie o
        czarną rozpacz.Jak dalej żyć?nie mam pojęcia.Tak bardzo chce mojego
        męża!!!
    • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 01.08.09, 21:11
      Ja też mam dzis dolinę....stale płaczę i w ogóle to nie mam co ze soba zrobić.
      Byłam kilka dni u siostry oni tacy szczęśliwi radośni a do tego nie martwią sie
      o kasę. dziś wyjechali nad morze ...a ja z dzieckiem powrót do pustego domu.
      Chętnie tez bym pojechała ale nie mwm jeszcze odwagi jechac tak daleko smochodem
      a zreszta sama z dzieckiem....(((( Wiem że powinnam zapewnic jej jakieś atrakcje
      i staram sie jak moge ale dziś mam dół taki że moje 3 letnie dziecko musiało
      mnie pocieszać. Ale jaje teksty typu" mamausiu tęsknisz za jarkiem....ja też " i
      " nie matrw się tatus patrzy na ciebie z góry " poprostu ropieprzaja mnie w
      drzazgi.
      NIe daje rady im dalej tym gorzej....ja chce wysięść z tej karuzeli......!!!!!!!!!
      • tilia7 Re: Nie daję rady... 01.08.09, 22:09
        Też tak mam.Przez dwa tygodnie trzymał mnie taki dołek, że rano musiałam zmuszać
        się, żeby jakoś powstrzymać płacz, potem przesiedzieć jakoś w pracy, a jak
        wracałam do domu to już przy otwieraniu drzwi wejściowych po prostu powódź:(U
        mnie minęły przedwczoraj 4 miesiące i też wcale nie jest lepiej.Dziś się o mało
        nie poryczałam w sklepie jak moja siostra i mama kupowały żelki.Taka zwykła
        sprawa, ale On je tak lubił:(I tak jest ze wszystkim, o czymkolwiek pomyślę
        wszystko się kojarzy, we wszystkim Go brakuje, koszmarne to jest.Staram się,
        naprawdę się staram jakoś z tym żyć, ale czasem ręce już opadają z bezsilności.A
        ostatnio aż mi przyszło do głowy,tak głupio, ale chyba prawdziwie, że ja mam w
        sobie taki wewnętrzny opór przed "pozbieraniem się".Bo teraz jest chociaż
        żałoba, a jakby jej nie było to naprawdę nie zostanie już nic...
        • madzik2-4 Re: Nie daję rady... 01.08.09, 22:36
          Codziennie łapie mnie dół,najczęściej rano i wieczorem,zaszywam się w moim
          ulubionym kąciku(garderobie)dzieciom mówię ze sprzątam i tam mogę sobie
          spokojnie popłakać,nie chcę aby dzieci widziały moje łzy.One trzymają się
          dzielnie nie płaczą,rozmawiamy bardzo często o tacie,wspominamy,mówimy co by
          zrobił w danej sytuacji,są dla mnie ogromnym wsparciem.Najgorsze są
          weekendy,jeszcze w sobotę wyszukuję sobie jakieś zajęcia i robię i robię aż
          padam na twarz,ale niedziele są ciężkie,nie mogę sobie znaleźć miejsca.Dużo
          czasu poświęcam też mojej chorej mamie a i w domu nie brakuje obowiązków
          wszystko muszę zrobić sama za dwoje,a niedługo wracam do pracy....ale szczerze
          mówiąc nie chce mi się......
          • tilia7 Re: Nie daję rady... 04.08.09, 19:43
            I wciąż mam takie wrażenie, że choćbym nie wiem ile wylała łez, choćbym nie wiem
            jak to wszystko odchorowała i przecierpiała, to wciąż to nie wystarczy, że to
            wciąż jest za mało i za mało wobec tej tragedii.Wciąż mam wrażenie, że po czymś
            takim można tylko umrzeć z rozpaczy albo popaść w szaleństwo, bo wszystkie inne
            reakcje są nieadekwatne, nieproporcjonalne...
            • mariola008 Re: Nie daję rady... 04.08.09, 20:13
              A jednak prawdopodobnie nie popadniesz w szaleństwo i nie umrzesz z rozpaczy !!!
              Wcześniej narzekałam czasami na swoje życie, na problemy
              z jakimi musiałam się mierzyć ale tak naprawdę nie znałam życia.
              Nie zdawałam sobie sprawy jak los potrafi być bezinteresownie okrutny.Owszem
              współczułam innym jak dotykało ich nieszczęście, płakałam nawet i buntowałam się
              przeciwko całemu złu tego świata ale to nie to samo co przeżyć samemu taki cios,
              to nie to samo co samemu doświadczyć tego bólu, niemocy i strachu związanego ze
              śmiercią bliskiego człowieka. Myślę, że skoro to nas dotyka to jesteśmy na tyle
              silni aby to wszystko znieść. Tilia łączę się z Tobą w tej nieutulonej rozpaczy.
              Trzymaj się dzielnie dziewczyno. Wiem jak cierpisz. Wierz mi, że z czasem będzie
              łatwiej ..
              • tilia7 Re: Nie daję rady... 04.08.09, 22:28
                mariola008 dziękuję.Szaleństwa się boję, choć moja pani psycholog też mi
                powtarza, że oszaleć z bólu mogą tylko ci, którzy tłumią uczucia i je wypierają,
                a ja swoje mocno przeżywam.Ale jest we mnie ten strach, że się tak pogubię, tak
                zaplączę, że naprawdę zwariuje.Umrzeć z rozpaczy...to nie takie łatwe, choć
                czasem by się chciało.Ale widocznie faktycznie jakaś wewnętrzna siła w nas na to
                nie pozwala.
                Dziękuję jeszcze raz za ciepłe słowo, to bardzo dużo daje, że ktoś rozumie i
                poświęca swój czas, żeby podnieść na duchu
    • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 04.08.09, 23:10
      To wszystko jest jak koszmar.....dolina...dolina...dolina. Własnie zgrywałam
      sobie zdjęcia Madzi i przeglądałam jeszcze nasze ostatnie.....łzy kapia a serce
      boli...((((((((((((
      • justynakm1 Re: Nie daję rady... 06.08.09, 23:32
        A ja sie juz pogubilam.. w moim bolu i zalu.. jakos zyje, w pracy
        ci, ktorzy nie znaja mojej tragedia, od jakiegos czasu nigdy by nie
        powiedzieli, ze przezylam taki koszmar.smieje sie, calkiem ladnie
        wygladam, mowie, pracuje, dzialam..po pracy bywa gorzej, ale placze
        czsami, nie codziennie..jestem natomiast poza swiatem i zyciem, tzn
        czuje sie jak w "innej bajce": czas leci szybko, rzeczywistosc jakby
        moja a niemoja, dzien identyczny jak poprzedni i nastepny, zadnej
        checi kontaktu ze znajomymi, cemnarz i nowe kwiatki, umycie grobu -
        to moja radosc. Zdjec nie ogladam, nie rozwazam, nie mysle o tym co
        bylo.. nie wiem, moze ja otepilam swoje emocje - zeby przezyc, zeby
        nie oszlaec, zeby nie zwariowac?? nie mieszkam juz u NIego, to
        pomaga bo Kuba nie zdazyl wprowadzic sie do mnie. Omijam szerokim
        łukiem gdzie mieszkał. Jestem roztragniona, czytam, niby dokladne, a
        potem - luki, braki. Jestem slabo zorganizowana, kiedys bylo
        inaczej. I cos, co daje mi poczuc, ze to zycie stracilo jakakolwiek
        barwe odkad nie ma Kubusia- nie mam marzen i planow, a kiedys mialam
        ich 1000/min... i nic nie daje radosci (ewentualnie na 5 min), nic
        nie cieszy na dluzej. Bo zaraz: i co z tego, ze cos mma/osiagnela,
        jak z Kuba sie podzielic nie moge?? i ten zal do Boga, z ktorym
        nadal sie gniewam, ze odebral mi moja milosc, dume i szczescie. Ze
        doswiadczyl na cale zycie, ze sprawdza mnie i testuje...i ze pomimo
        tylu nas wdow na tym forum, ja osobiscie nie znam nikogo, kto bylby
        w takiej samej sytuacji...
        • tilia7 Re: Nie daję rady... 07.08.09, 22:02
          justynakm1 napisała:
          Zdjec nie ogladam, nie rozwazam, nie mysle o tym co
          > bylo.. nie wiem, moze ja otepilam swoje emocje - zeby przezyc, zeby
          > nie oszlaec, zeby nie zwariowac??

          Justynko, może zatrzymaj się na chwilę w tym biegu, dopuść jednak do siebie te
          uczucia, przeżyj je naprawdę, choćby Cię miały powalić na kolana.Bo tylko wtedy
          będziesz miała szanse w końcu wstać.Nie uciekniesz przed nimi, choćbyś nie wiem,
          jak szybko biegła, dopadną Cię w końcu.Lepiej usiąść i pozwolić im podejść, dać
          sobie zgodę na ich przeżycie.Po to jest żałoba.Nie każ sobie być dzielna na
          siłę.Pisałaś ostatnio, że Twój Kuba był oficerem i musisz się dzielnie
          trzymać.Nie musisz, umarł nie oficer, tylko bliski Ci , kochany człowiek, daj
          sobie prawo żeby to przeżyć naprawdę.Potem będziesz mogła udowadniać, jaka
          jesteś dzielna.Z bólu i rozpaczy naprawdę można oszaleć...jeśli się je tłumi
          Pozdrawiam serdecznie ze swojego własnego dołka:(
    • madzik2-4 Re: Nie daję rady... 06.08.09, 23:39
      Jestem czasami jak czajnik z gwizdkiem.Nie lubię okazywać złości,ale zdarza się że wybucham.Dzisiejszy dzień był dniem kumulucji......Przez ostatnie dni jakoś wzbierała we mnie złość,tłumiłam,starałam się,ale dzisiaj ciśnienie wzrosło,wytworzyło sie tak dużo pary że wybuchłam,nie mogłam sobie poradzić z emocjami,ze złością.Ta złość to tęsknota,to samotność,to bezradność.Dziewiątego sierpnia minie pięć miesięcy,im bliżej tego dnia tym bardziej budzi się we mnie niewytłumaczalna huśtawka.Nie lubię wyżywać sie na nikim,bo i na kim ?Wyżywam sie na przedmiotach,mruczę sama do siebie,wyżywam się na pracy.Dzisiaj przewaliłam całe dwie tony węgla w piwnicy z jednej kupki na drugą.Muszę coś robić,muszę wywalić te emocje.....
      Ta kłoda która została mi rzucona pod nogi majaczy cały czas....doświadczenie które czego ma mnie nauczyć,więcej pokory???
      Teraz będę dalej przeć do przodu,nie myśląc o tym że będzie lepiej,że będzie cudownie,bo straciłam cel......bo straciłam miłość......
      • tilia7 Re: Nie daję rady... 07.08.09, 22:05
        Ja też wciąż pytam dlaczego, wściekam się, buntuje, za chwile płaczę rozżalona i
        tak w kółko.Dziś ze zdziwieniem zauważyłam, że pierwszy raz od bardzo dawna się
        nie boję.Ale zaraz doszłam do wniosku, że to wcale nie jest dobry objaw.Bo nie
        chodzi o to, że wiem że sobie poradzę, nie.Mnie po prostu jest totalnie wszystko
        jedno.Będę człapać sobie dzień po dniu, póki mi starczy siły a jak padnę na pysk
        to padnę,zwisa mi to w tej chwili po prostu...
      • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 07.08.09, 22:10
        Już kilka dni było spokojniej a tu znów ....trach..... stres łzy i wraca
        wszystko od nowa...(((( Nie daje rady ani z myślami ani z obowiązkami....stale
        nic mi sie nie chce..(((( musze sie zmuszać....jedyne co to spacer i zabawa na
        dworze z Madzią jest OK. Jak wracam do moich czterech ścian to płakać mi sie
        chce....siły odchodzą.
        Okropne jest to wszystko i brak sił....a jeszcze dobijające jest to że nie ma z
        kim wieczorkiem pogadac , przytulic sie wypic piwko i pooglądać TV. W parcy
        tylko słysze że ten jedzie to Egiptu ...tamten do Grecji a jeszcze inni sie
        budują, rodza sie im dzieci...itd..... to wszystko boli bo to były kiedys tez
        moje marzenia które odeszły wraz z moim kochanym. LUdzie ci nawet nie wiedzą jak
        bardzo to wszystko boli ale oni nie są tu nic winni że oni są szczęśliwi a ja
        nie...(((( Nie wiem do kogo mieć żal ...??? Chyba tylko do lusu że tak okropnie
        traktuje niektórych.
        Mam wspaniałe rodzeństwo....mam wspaniałego tatę i cudowna córeczkę.....ale nikt
        i nigdy mi nie zastąpi mojego Jareczka. Tak bardzo mi go brakuje i to z dnia na
        dzień coraz bardziej ...a to dopiero mineło 5 miesięcy.....Co dalej..????
        • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 07.08.09, 22:17
          Jest we mnie taka złośc do losu że chciała bym wyjść na balkon i krzyczeć
          ....nie żadne słowo ...ale
          krzyczeć...a..aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          Ja chyba zwariowałam...(((((((((((((((
          • tilia7 Re: Nie daję rady... 07.08.09, 22:32
            Nie, nie zwariowałaś.Po prostu ten ból jest tak obezwładniający, że nie da się
            go opowiedzieć słowami.Trzeba by go właśnie wykrzyczeć, wyć ile sił w
            płucach.Mam to samo od jakichś dwóch miesięcy, na szczęście z
            przerwami.Psycholog mnie namawia, żebym poszła gdzieś gdzie można sobie
            powrzeszczeć.Ale co zrobić, kiedy w naszym cholernym cywilizowanym świecie nie
            ma gdzie iść, nie ma gdzie się z tym bólem podziać.Przecież nie mogę wyć w domu
            albo na ulicy, bo mnie zamkną.A ja nie zwariowałam, chciałabym wykrzyczeć ten
            ból, właśnie po to, żeby nie zwariować.Na razie zamiast tego walę rękami w
            ścianę albo kopię ją z wściekłości, i tak mam mnóstwo szczęścia, że jak dotąd
            obeszło się bez pękniętych kości tylko sińce na nadgarstkach czasem aż fioletowe...
            • madzik2-4 Re: Nie daję rady... 07.08.09, 23:08
              Nie da się opowiedzieć,nie da się go znieść,ten ból jest taki przenikliwy,jakby
              rozrywało mnie coś w środku...wykrzyczeć,ale nie ma gdzie....dzisiaj przekopałam
              pół mojego małego ogrodu,a potem posiałam tam trawę....muszę coś robić,i to tak
              aby wszystko bolało fizycznie,aby ten ból zagłuszył ból w środku...........
              • tilia7 Re: Nie daję rady... 08.08.09, 09:35
                Madzik zazdroszczę ogrodu, chocby i małego,to naprawdę dobra terapia
                a jeśli cokolwiek przynosi mi jakąkolwiek ulgę to właśnie kontakt z
                przyrodą.Mam dużo domowych roślinek, ale to nie to samo co ogród,no
                i ile można przesadzac i podlewac doniczkowe kwiaty.Ale na ten
                wewnętrzny ból nic nie pomaga, zupełnie nic, są tylko takie
                chwile,kiedy można z nim jakoś życ i takie kiedy zupełnie nie można
                • tilia7 Re: Nie daję rady... 11.08.09, 11:09
                  A dzisiaj tylko deszcz i deszcz od rana,no i dobrze, słońce i tak
                  mnie nie cieszy.Odczuwam taką wewnętrzną pustkę, taką rezygnację, że
                  nawet nie mam siły pisac,zresztą nawet nie wiem, co...
    • smutna010209 Re: Nie daję rady... 13.08.09, 21:07
      Przez parę dni czułam się świetnie, myślałam , ze zaakceptowałam
      odejście mojego męża, że powoli godzę się z tym po ponad 6
      miesiącach. Ale dzisiaj chyba regres totalny. Musiałam pojechać na
      uczelnię męża ( był wykładowcą na niej) żeby jakieś formalności
      dopełnić. I wtedy wszystko wróciło. Ten budynek, w którym pracował,
      drzwi jego pokoju.Ale zobaczenie zdjęcia męża w czarnej ramce w
      gablocie na głównym korytarzu było Tragedią. Wybuchnełam płaczem i
      nie byłam w stanie już nic załatwić. I tak cały czas płaczę, wyję a
      chusteczek nie starcza a myślałam , ze powoli wychodzę na prostą.
      Rozwalona znów jestem w drobny pył. Ja juz nie mogę, nie daje rady.
      Przeciez tych łez musi kiedys zabraknać. Proszę powiedzcie kiedy?????
      • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 13.08.09, 21:56
        smutna .. nie jestem w stanie odpowiedzić Ci na to pyatanie ale
        myślę, że to jeszcze potrwa. sześć miesięcy to z jednej strony
        krótko a z drugiej bardzo długo bez ukochanej osoby:(. Takie doły
        jeszcze Cię dopadną nieraz.... i będzie mnóstwo chwil w których
        będzie żle i bardzo samotnie - tęsknota siedzi bardzo głęboko w nas.
        Ta cholerna pustka rozwala nas totalnie.
        Z czasem jednak "nauczysz" się wyciszać i tych łez będzie trochę
        mniej. Nie poddawaj się i walcz - wierzę, że dasz radę .... kiedyś
        będzie może trochę lżej.
        Zresztą sama nie wiem co będzie ... ja też mam doła i wszystko jest
        do du...y. Tak bardzo tęsknie...:(
      • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 13.08.09, 21:57
        Smutna....niestety na twoje pytanie Kiedy zabraknie łez...?? nie znam
        odpowiedzi, jest to takie samo pytanie jak Dlaczego..???
        Myślę że twoja reakcja jest właściwa, u mnie wczoraj mineło 5 miesięcy...tez
        myslełam że wychodze na prostą....bo juz jakos spokojniejsza byłam, ale
        przychodzi dzień kiedy cos sie przypomni cos zobaczy ....i już morze łez gotowe.
        Myslę że to jeszcze trochę potrwa...((((
        Ja ostatnio popadam w stres,o wszystko i wszytkiego sie boję. Boje sie że strace
        pracę i nie będe miała z czego życ i wychować dziecka, boje się żeby Madzi sie
        nic nie stało, żeby była zdrowa. Czasami sam się wpędzam w jakąś paranoję bo
        wyobrażam sobie że mam wypadek samochodem jak jadę albo że cos stało się mojej
        córeczce...((( czasami mam wrażenie ze zwariowałam..(((
        • tilia7 Re: Nie daję rady... 13.08.09, 22:04
          Za dwa dni będzie 4 i pół miesiąca, przez ostatnie dwa tygodnie nie płakałam w
          ogóle i nawiasem mówiąc wcale nie było mi z tym lżej.Miałam wrażenie jakbym była
          zrobiona z papieru i cały świat dookoła tak samo papierowy i płaski.Byłam
          spokojna, ale w jakiś straszny sposób, kiedy człowiek się nie przejmuje i nie
          boi, bo na niczym mu już zupełnie nie zależy.A wczoraj niespodziewanie znowu
          płacz do utraty tchu i dziś od rana znowu "od początku" uczucie, że to przecież
          nie może być prawda,że jak może nie żyć, skoro żył, skoro był ze mną, widzę nas
          przecież na zdjęciu...
          Czasem mam ochotę zupełnie się poddać.Bo o co właściwie walczę?O kolejny
          bezsensowny, pusty dzień?
          • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 13.08.09, 22:20
            tilia7.....widze że etap przechodzimy ten sam...((( Ale nie możemy sie
            poddawać, wiem że czasami dni są bez sensowne i samotnośc dobija ale musimy
            trwac i walczyc o leprze jutro...dla samych siebie...dla naszych rodzin i dla
            dzieci...!!!
            Ja wiem że nie mogę się poddać ....bo mam dziecko i musze żyć i walczyć.
          • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 13.08.09, 22:22
            tilia7..........życze aby te puste bezsensowne dni zamieniły sie w dni dla
            których będzie warto żyć ...jeszcze nie teraz ale kiedys napweno...!!
            • tilia7 Re: Nie daję rady... 13.08.09, 22:35
              Dziękuję wdowa120309 i Tobie życzę tego samego.Mam nadzieję, że z czasem to się
              jakoś oswoi, uspokoi, może coś człowieka zacznie znowu cieszyć.Sama wiesz, teraz
              to jest straszny okres.Człowiek już WIE ale jeszcze zupełnie NIE AKCEPTUJE tego
              co się stało i ten wewnętrzny konflikt powoduje straszne napięcie, ból,strach.U
              mnie teraz okresy panicznego strachu o wszystko przeplatają się z wyłączeniem i
              poczuciem rezygnacji, wtedy się nawet bać przestaje bo mi wszystko zwisa.Mam
              nadzieję, że to tylko kolejny etap żałoby
    • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 13.08.09, 22:18
      Ja walczę o każdego dnia aby nasz Syn nie został sam
      Walczę aby na grobie mojego Męża były świeże kwiaty, zapalone znicze
      Walczę aby pamiętać każdy dzień z moim kochaniem – choć to takie
      trudne
      Walczę aby każdego dnia dziękować za miłość, którą mi ofiarował –
      miłość bezwarunkową
      Walczę aby Jego mama miała dla kogo żyć (a żyje dla mnie i Syna)
      Walczę choć brak mi sił …
      Walczę aby nie został zapomniany….
      Walczę choć to wszystko takie trudne…
      • tilia7 Re: Nie daję rady... 13.08.09, 22:26
        Tak, ja też o to wszystko walczę.Tylko tracę siłę na to a przede wszystkim
        czasem tracę sens.Bo to wszystko,o co walczę dla innych jest bardzo bardzo
        ważne.Ale sens, prawdziwy sens będzie dopiero wtedy, kiedy ja tu będę DLA
        SIEBIE.A na razie dla mnie samej nie widzę żadnego sensu i wszystko, cały
        wysiłek jaki wkładam w to, żeby przetrwać jest wysiłkiem dla innych.Nie, nie
        poddam się łatwo i będę walczyć dalej.Tylko czasem po prostu...mam wrażenie, że
        i tak się nie uda i że jest mi już wszystko jedno
        • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 13.08.09, 23:04
          tilia ... dasz radę a kto jak nie Ty będzie tak bardzo tęsknił,
          a kto jak nie Ty będzie całował Jego zdjęcie,
          a kto jak nie Ty będzie kochał do utraty tchu,
          a kto jak nie Ty będzie pamietał najpiękniejszą miłość jaką Ci
          ofiarował? Tylko Ty
          Pozornie może to wyglądać, że to nie dla Ciebie... ale uwierz mi to
          jest też dla Ciebie...i napewno Ci się kiedyś uda. Jeszcze nie teraz
          ale się uda - mam nadzieję!
          Choć u mnie mineło półtora roku - wcale lepiej nie jest ale mam
          nadzieję, że "kiedyś" będzie.....
          • kasik2222 Re: Nie daję rady... 14.08.09, 08:16
            pól roku czy 5 miesięcy... dziewczyny to bardzo mało. Jak mineło u
            mnie pół roku, pomyślałam wtedy, teraz będzie lepiej. I poczułam się
            lepiej. Na chwilę. Dosłownie na kilka dni. A potem wszystko
            wróciło.tak samo bardzo bolało, cholernie bardzo. Niedoopisania.
            Pierwszy rok jest najtrudniejszy. Trzeba go przetrwać. Nie da się
            nic przyspieszyć, i łzy będą płynąć. Ale żyć TRZEBA. Jak na razie
            nie dla siebie, to dla bliskich, których nasze odejście by załamało,
            tak jak my jesteśmy załamane. A przecież nie chcemy naszych bliskich
            skazać na TAKIE ogromne cierpienie.
            Kiedyś potok łez się zatrzyma. Tak jak u mnie sie zatrzymał. Jeszcze
            czasem płaczę, jeszcze są chwile że ból chwyta za gardło, i
            niedowierzam, że to się stało.
            W listopadzie będzie dwa lata. Już się boję tej daty.
            Ale wychodzę na prostą.
            A mojego męża będę kochać zawsze, nic tego nie zmieni. Ani nikt.
            Pozdrawiam Was i przytulam mocno Kasia
            -
            • tilia7 Re: Nie daję rady... 14.08.09, 19:01
              Wszystko to prawda, ale jest tak strasznie ciężko.Nie łzy są najgorsze, tylko
              ten nieludzki ciężar, ten straszny obraz pod powiekami,to okropne zdanie w
              uszach, pamięć tego momentu, kiedy świat najpierw runął a potem zniknął i ten
              zimny policzek pod palcami,tęsknota, która zabija w okrutny sposób, bo co dzień
              po kawałeczku,bunt i niezgoda,paraliżujący strach i to poczucie całkowitego
              bezsensu...Trzeba żyć, można żyć, wiem, ale mimo to pytam samą siebie :po co?
    • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 19.08.09, 21:29
      Mam straszną dolinę....ledwo wytrzymuje to wszystko. W pracy słysze tylko o urlopach....Egipt, Grecja, Chorwacja....a ja nawet w Polsce nie pojechałam w tym roku nad morze ani w góry. A w domu ...moje dziecko ma ostatnio napady grymaszenia i płaczu o byle co....a ja .... ((((((((( uśmiech na twarzy a w srodku rozpacz i ból nie do zniesienia...... nie daje rady. Boże .....!!!!!!!!!!
      • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 19.08.09, 21:48
        Ja też mam już dość .... to jakiś czarny tydzień - wszystko mnie
        draźni, denerwuje, smuci i nie nie mam już sił:(
        Nic mi się nie chce i mam dość pracy, ludzi ...i samej siebie!!!!!
        Złapałam totalnego doła i nawet dostało się dzisiaj mojemu Mężowi -
        dlaczego mnie tak zostawił!!!!!!!! samą !
        Chce mi się wyć.... z bólu, żalu i tęsknoty..
        Najchętniej wsiadłabym do samochodu i walneła w najbliższe drzewo
        ale na litość Boską NIE MOGĘ!!!!!!
        i jak tu żyć kiedy się już nic nie chce.
        • tilia7 Re: Nie daję rady... 19.08.09, 22:41
          Znam to wszystko do bólu.Chodzę i działam jak zaprogramowana,jak w amoku aż w
          pewnym momencie całkiem padam na pysk.Mój organizm zupełnie przestał
          sygnalizować głód, jak zapomnę, że trzeba coś zjeść, to potem jest już od razu
          ten etap, że jest mi słabo z braku kalorii.Ja też nigdzie nie byłam i tak dziś
          szłam spacerkiem na pocztę, w tym sierpniowym słońcu i myślałam, że wakacje
          zaraz się skończą, że lato się zaraz skończy.A dla mnie się w tym roku nawet nie
          zaczęły:(Tęsknię do bólu za lasem, za wspólnymi spacerami, wyprawami na cały
          dzień.Mogę iść sama, no mogę,nikt mnie nie trzyma, ale po co?Rozpacz, rozpacz,
          rozpacz i tylko czasem kamienieje z bólu i nie czuję NIC, nawet samej siebie,
          chyba po prostu mnie wtedy nie ma.Mam wrażenie, że unoszę się między ziemią a
          niebem- ciałem TU, duchem TAM, zamknięta w szklanej kuli, która ogranicza moją
          wolność a jednocześnie jest jedynym bezpiecznym schronieniem.

          Wdowa radzę jednak psychologa, bo choć starasz się uśmiechać i być dzielna,
          Madzia czuje Twoją rozpacz, strach i jak to dzieci, "sprawdza" na ile może to
          wykorzystać i na ile sobie pozwolić.Dobrze porozmawiać z kimś, kto pomoże to
          wszystko jakoś ułożyć w głowie.Psycholog nie zmniejszy tego bólu, na to nie
          można liczyć, ale powoduje, że to, co czujemy przestaje być niezrozumiałym chaosem.
          • inkara Re: Nie daję rady... 20.08.09, 08:30
            ...tak naprawdę to dopiero od niedawna postrzegłam siebie w
            lustrze...co się ze mną stało, jak znikam... Jutro o godz. 11.30
            będzie 5 tyg. jak moje życie przestało istnieć.. Od tamtej chwili
            wykonuję funkcje przypominające życie. Zakupy potrzebne to 2 bułki,
            które często "zilenieją"... Wczoraj po pracy zaparkowałam samochód w
            centrum i włóczyłam się po mieście, centrum obserwując
            uśmiechniętych, zadowolonych ludzi. Zadawałam sobie pytanie, czy oni
            wiedzą jak bardzo są szczęśliwi???CZY SĄ TEGO ŚWIADOMI?? Czy
            potrafią to dostrzec i wykorzystać??? Jak dobrze,że czarne duże
            okulary zakrywały moje łzy!Potem powrót do domu, do pustego domu w
            którym oprócz wspomnień nic nie żyje.. Jak bardzo, bardzo boję się
            nadchodzącej jesieni, zimy! Te cholernie krótkie pełne szarugi dni
            mogą mnie wykończyć!! Jak ja się tego boję, że ja po prostu nie dam
            rady!! Teraz słońce nic dla mnie nie znaczy, a co dopiero jego
            brak!?!?! Tak bardzo brakuje mi ramion Jacka, tak bardzo czuję się
            niczyja i samotna!! Mam wrażenie, że coraz bardzieje brakuje mi
            tlenu, że się duszę, że się słaniam... Ja nie wytrzymam!!.......
            Dlaczego Jacek?????
            • tilia7 Re: Nie daję rady... 20.08.09, 10:57
              Pytanie :Dlaczego? jest chyba naszym dyżurnym pytaniem.Odpowiedzi
              chyba jeszcze nikt nie znalazł,nawet ci najwytrwalsi.Ja na
              szczęśliwych ludzi nie umiem patrzec i staram się unikac miejsc, w
              których mogę ich spotkac.Nie zastanawiam się, czy wiedzą, jak bardzo
              są szczęśliwi.Pewnie większośc tego nie wie.Ja wiedziałam, bo byłam
              z niezwykłym i niesamowicie dobrym człowiekeim.Wiedziałam i
              cieszyłam się każdą wspólną chwilą,naprawdę świadomie doceniałam
              swoje szczęście.To nie zapobiegło nieszczęściu i teraz czasem mam
              wrażenie,że los mnie ukarał za to, że ośmieliłam się byc tak bardzo
              szczęśliwa
              • inkara Re: Nie daję rady... 20.08.09, 11:31
                Moja rodzina, znajomi ciągle powtarzali, że mam życie usłane rózami
                z takim człowiekiem.. Babcia przy każdej okazji spotakń rodzinnych
                dodawała "szukaliście sie całe życie dzieci, kochajcie sie"!! Te
                słowa są jak dzwon w moje głowie. Przy każdym odnowieniu wywołują
                paraliż mojego ciała. Wiem też droga Tilio7, że nie odnajdziemy
                odpowiedzi na pytanie-dlaczego-!! Wiem też, że już nigdy nie
                będziemy takie same. Zacytuję fragment listu MARQUEZ'A
                Fragment, ma odbicie w tym co się stało i w tym co się dzieje
                teraz...
                "Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego,
                objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być Twoim
                aniołem stróżem.

                Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę,
                powiedziałbym „kocham cię”, a nie zakładałbym głupio, że przecież o
                tym wiesz.

                Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia
                dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi
                pozostaje, chciałbym ci powiedzieć, jak bardzo cię kocham i że nigdy
                cię nie zapomnę.

                Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być
                może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz.
                Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie
                doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu
                na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by
                przekazać im ostatnie życzenie
                • tilia7 Re: Nie daję rady... 20.08.09, 12:39
                  Piękny cytat Inkaro,piękny,smutny i prawdziwy.A takie same już na
                  pewno nie będziemy, NIGDY.Może czas trochę wyciszy, trochę
                  załagodzi, może pozwoli oswoic ból.Ale na zawsze to w nas
                  zostanie.Jesteśmy jak rozbite figurki z porcelany, może można je
                  skleic,ale pęknięcia zostaną.
                  • inkara Re: Nie daję rady... 20.08.09, 14:33
                    A może w myśl znanych nam wszystkim słów.. "w życiu piekne są tyko
                    chwile" Miałyśmy i przeżyłyśmy pięknie, szczęsliwie tę chwilę u boku
                    naszych kochających męźczyzn?? Chwila która się skończyła!!! a
                    zarazem, która w nas cały czas żyje! Jesteśmy już teraz inne, pełne
                    bólu ale i też przepełnione miłością!... Nie mam sposobu na swoje
                    życie! Nie mam nawet ochoty szukania furtki na dalszą wędrówkę. Nie
                    mam! Bo po co? Nie daję rady.. brakuje mi sił, opadam..
                    • tilia7 Re: Nie daję rady... 20.08.09, 15:23
                      Tak, oprócz tęsknoty najgorszy jest brak nadziei brak sensu.I
                      całkowity brak sił, żeby choc spróbowac ten sens odnaleźc
                • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 06.10.09, 15:48

                  Bea… nie upadaj masz się natychmiast podnieść… jeśli masz dziś jeden
                  z tych paskudnych dni to się połóż, płacz ale nie upadaj…. Beatko
                  bardzo Cię proszę abyś się nie pogrążała w swoim bólu… wiem że jest
                  ciężko wiem, że to wszystko takie trudne i wiem, że jest Ci źle…..
                  ale dasz radę … bo jesteś potrzebna… Koło ratunkowe masz choćby tu
                  na forum… chwyć je i nie poddawaj się… proszę.
                  Ja też mam dziś nie najlepszy dzień… wróciłam ze szpitala… miałam
                  małą stłuczkę… i też położyłam się do łóżka… bo nie mam sił…. Sama
                  już czasem niczego nie rozumiem… nic nie wiem… ech….
                  Odezwij się Bea .... jestem z Tobą i ściskam cieplutko…….
    • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 21.08.09, 11:26
      Już mam rozwiązanie dlaczego moje dziecko było tak marudne i płaczliwe.... to
      początek anginy....((( W nocy miała gorączke kaszel i katar.... byłyśmy u
      lekarza i zapisała leki..(( Strasznie się czuje że sama musze wlaczyc z tym
      wszystkim...i jeszcze na dzis musiałam wziąć urlop szef niby nic nie mówił ale
      dał mi do zrozumienia żebym lepiej już w poniedziałek była w pracy. A co ja mam
      zrobić jak Madzia będzie chora..??? Zwolnic się całkowicie z zakładu i umrzeć z
      głodu..??? Normalnie wkurza mnie to wszystko..((((((((
      • tilia7 Re: Nie daję rady... 21.08.09, 11:46
        Tak, to jest właśnie polityka prorodzinna i róznouprawnienie w tym
        kraju.Straszne to wszystko:(
        • tilia7 Re: Nie daję rady... 22.08.09, 22:47
          Myślę ile przez te niecałe 5 miesięcy wylałam łez, ile czasu fizycznie
          odchorowałam, ile rozpaczy, bólu, tęsknoty, strachu już za mną i widzę, że tego
          jest mnóstwo, cały świat by można obdzielić i jeszcze wszyscy mieli by aż w
          nadmiarze.A jednocześnie wciąż mam wrażenie, że to jeszcze nie jest dość, że nie
          wystarczy, że tak naprawdę to wciąż jest za mała reakcja na taką tragedię:(Wciąż
          mam takie wewnętrzne przekonanie, że tylko całkowite szaleństwo albo śmierć z
          rozpaczy były by reakcją, która naprawdę oddałaby to, co ja czuję po śmierci
          ukochanego człowieka.Strasznie to destrukcyjne.Człowiek niby chce wyjść na
          prostą,niby robi wszystko, co można żeby dać radę a wciąż taki wewnętrzny
          opór,taka chęć, żeby się położyć i więcej nie wstać...Też tak macie?Czy tylko
          mnie dopada jednak prawdziwe szaleństwo?
          • justynakm1 Re: Nie daję rady... 22.08.09, 23:16
            A ja-wlasnie zeby nie oszalec, pracuje, dzialam, ciagle cos robie;
            bo jak zaczynam analizowac (to i tak nieuniknione) to mam
            wrazenie,ze zwariuje-nie umiem tego opisac, ale czuje ze tuz tuz i
            pojade do szpitala psychiatrycznego..ja taran pcham kazdy dzien i
            wlasnie sie obejrzalam,ze juz niedlugo pol roku.. Pol roku!!! Jak ja
            w ogole zyje? jakim prawem, dzieki czemu? Swiat sie zmienil na
            zawsze, ja sie zmienilam, slugotrwaly stres sprawia,ze nie
            kontroluje uplywajacego czasu, wysiadla mi pamiec: nie pamietam co
            gdzie polozylam, co z kim ustalalam, co uslyszalam, co mi ktos
            powiedzial, co do mnie mowia-odczuwam to szczegolnie w pracy. NIby
            probuje sie skupic ale myslami jestem gdzie indziej...wieczory sa
            smutne, az sie boje myslec o jesieni..nie mam sily mieszkac sama,
            choc w tym mieszkaniu razem nie zdazylismy zamieszkac, a nie ma tez
            sily byc codziennie poza domem do 22.. strasznie mi smutno..taki
            najgorszy z mozliwuych smutkow.. i teskno jak cholera, az oiecze w
            srodku... a na zdjecia i filmy i smsy po prostu nie mam odwagi
            spojrzec..bo oszaleje z bolu...
            • tilia7 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 12:07
              Też mam problemy z pamięcią i mój mózg robi mi straszne psikusy.Są takie
              momenty, kiedy mogę myśleć o tej śmierci, o tej tragedii - boli okropnie, ale
              myśleć się da.Ale to musi przyjść samo.A jak próbuję świadomie o tym myśleć, to
              zdarza się, że nie mam szarych komórek, tylko szary gęsty kleik i mózg po prostu
              odmawia myślenia.Nie da się, ja próbuję a on na przykład włącza sobie jakieś
              melodyjki typu "szła dzieweczka do laseczka".To jest okropne uczucie, dosłownie
              jakby nie dało się "pomyśleć dalej", jakby się doszło do ściany i ani kroku
              więcej zrobić się nie da.Już się naprawdę bałam, że to efekt branych wcześniej
              leków.Ale to się dzieje tylko w odniesieniu do tego tematu.Jak na przykład
              czytam książkę i się nad czymś zastanawiam, to choćby to było zawiłe i
              skomplikowane mój umysł sobie z tym radzi bez problemu.Więc doszłam do wniosku,
              że to taka reakcja obronna organizmu i kiedy już nie daje rady, to mnie
              wyłącza.Ale też wciąż mam wrażenie, że szaleństwo jest dosłownie tuż, tuż.
              • tilia7 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 21:51
                Mam takiego doła,że szkoda słów.Cały wieczór ryczę.Nienawidzę teraz wolnych dni,
                nie mam co ze sobą zrobić i czuję jak bardzo to wszystko jest bez sensu, jak
                bardzo jestem niczyja, jak bardzo osamotniona i samotna.Można zwariować z tej
                tęsknoty:(
                • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:08
                  tilia7....przytulam cie ....bardzo mocno, wiem że to nic nie znaczy ale wiesz
                  że o tobie myślę. Wiem jakie to straszne uczucie człowieka zdolinowanego...(((
                  Ja też jakoś ostatnio stale popadam w dołki , ale ja jestem trochę w innej
                  sytuacji, ja muszę te doliny i łzy ukrywać. Mi bardzo ciężko jest się
                  zmobilizować ale MUSZĘ ..!! dla Madzi ( Wiem że niby nic nie muszę ale dla
                  dziecka to co innego). Dziś wybrałyśmy się na małą wycieczkę po naszej
                  okolicy....byłyśmy nad małym jeziorkiem i w lasku, spędziłyśmy tam dużo czasu
                  Madzia była zadowolona i wesolutka, ja tez niby radość ale w środku serce mi sie
                  rwało że byłyśmy tam same. A bolało jeszcze bardziej bo dużo tam rodzin i parek
                  spacerowało...ale przecież nie mogę wiecznie uciekać, nie mogę dziecka skazać na
                  siedzenie tylko w domu lub pobliskiej piaskownicy.
                  Spoglądałam w niebo chcąc wpatrzeć tam mojego męża i ukratkiem wycierałm łzy...(((
                  • smutna010209 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:17
                    Widzę Kochane, ze nie tylko ja mam dzis doła!!! Jezu jak ja nie
                    znosze tych niedziel!!! Takie puste i bezsensu, na dodatek źle mi
                    sie kojarzą bo mój Maz umarł w niedzielę. W tygodniu czy sobote
                    zawsze mozna znaleźć jakieś zajęcie,ale niedziele sa dobijające. Mam
                    dosć, to zycie takie popaprane jest,czemu i czemu ciagle zadaje
                    pytanie????Ale wiem , że odpowiedź nie przyjdzie. Łączę się Kochane
                    z Wami w tym bólu.
                    • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:25
                      smutna010209........mamy chyba wszystkie doliny bo my jesteśmy chyba w tym samym
                      okresie żałoby...(((( Ja nie cierpię czwartków...bo w czwartek zabrali męża do
                      szpitala i w czwartek po tygodniu zmarł.
                      Ja nie wyobrażam sobie jesieni i zimy....(((( te straszne szare wieczory...(((
                      Ja niby mam wiele rzeczy do zrobienia ale jakoś stale sił mi brakuje i
                      chęci...((( Moim motorem do robienia czego kolwiek jest Madzia.
                      • tilia7 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:28
                        Tak, chyba jesteśmy wszystkie na podobnym etapie.
                        Wdowa, ja Ciebie naprawdę bardzo podziwiam, ja o siebie samą nie potrafię zadbać
                        a Ty dbasz jeszcze o Madzie z taką czułością i troską
                    • tilia7 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:25
                      Mnie też niedziele bardzo bolą.To był zawsze "nasz" dzień.Teraz zawsze już
                      zostanie "dniem przed"
                    • tilia7 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:36
                      smutna010209 ja się staram czytać.Zawsze to było moją pasją i teraz mnie też
                      ratuje przed całkowitym załamaniem i szaleństwem.Czasem wprawdzie zdarza się, że
                      zamiast czytać patrzę pustym wzrokiem w ścianę przez pół godziny albo dłużej,
                      ale czasem się udaje choć na chwilkę zająć myśli czym innym.Ale nie w weekend.Bo
                      weekend spędzałam z Nim i książka, choćby nawet najciekawsza nie jest w stanie
                      zapełnić tej pustki.W efekcie, wtedy kiedy mam najwięcej czasu dla siebie i
                      mogłabym odpocząć, czuję się najgorzej...
                    • e_l30080 Re: Nie daję rady... 24.08.09, 19:08
                      witam-od dziś mam urlop,jutro jadę sama nad morze do Kołobrzegu-powód,żeby się
                      cieszyć,a ja od piątku ryczę jak powalona.
                      W poniedziałek będzie rok jak rozwalił mi sie cały świat,jakoś go
                      poskładałam,niewiele pamiętam,dobrze,że sa papiery-dowody załatwionych spraw.Ja
                      wierzę,ze Andrzej jest ze mną,z nami i nie chce zebym była smutna,cieszy się ze
                      posprzątałam czarne ciuchy i zaczynam życ.Planowałam urlop we wrześniu to też
                      Jego sprawka że wyjazd jest wcześniej-nie będe na swoich urodzinach(ostatnie
                      spędziłam w szpitalu) i na rocznicy-przeżyję to z Nim nad morzem.
                      Bardzo Wam dziękuję ze jesteście,czytając Wasze wypowiedzi wiedziałam,ze nie
                      jestem sama,że moje reakcje i myśli sa "normalne"do sytuacji.Serdecznie
                      pozdrawiam do zas Ewa
                  • tilia7 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:23
                    wdowa120309 dziękuję i też przytulam.To dużo znaczy, naprawdę.To forum to chyba
                    jedyne miejsce, gdzie się chociaż jest zrozumianym naprawdę.Ja mam ostatnio
                    takie fazy, że niby już troszkę spokojniej, ale potem jak dowali, to znowu się
                    trzeba zbierać z podłogi.Zresztą ten niby-spokój to też jest taki "trudny" - nie
                    tyle jestem wtedy spokojna tylko po prostu kamienieje z bólu.Człowiekowi się
                    wydaje, że niby sobie spokojnie siedzi a za chwilę sobie uświadamia, że całe
                    szczęki go bolą, bo tak je zaciska nieświadomie:(
                    • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:29
                      Ja własnie pomyślłam że szkoda że nie można sobie pomysleć o jakimś miejscy i
                      sie tam od razu znaleźć ....bo wtedy można było by sie w większym gronie spotkać
                      częściej, pogadać....wyżalić się i popłakać...tam by cie wszyscy zrozumieli.
                      Czasami mam takie marzenia...;))
                      • tilia7 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:31
                        Też o tym myślałam.Ale jesteśmy jakoś porozrzucane po całej Polsce i trudno
                        znaleźć dogodne miejsce na spotkanie dla wszystkich.Powinny być jakieś grupy
                        wsparcia dla wdów, ale trudno mi powiedzieć czy są takie a jak są to pewnie
                        kościół to organizuje
                      • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:33
                        tilia7...dziękuję za miłe słowa.... Madzie kocham do szaleństwa...bo ona jest
                        moim wyczekanym i wytęsknionym skarbem który został mi po Jarku.....bo tak
                        bardzo na nią czekaliśmy......dlatego muszę dbać o to szczęście..... a jej
                        słodki śmiech i czułości sa rozkoszne...))
                        • tilia7 Re: Nie daję rady... 23.08.09, 22:37
                          Uściskaj ode mnie tego swojego skarbeczka:)Dobrze, że ją masz i że Ona ma Ciebie
    • wdowa120309 Re: Nie daję rady... 26.08.09, 18:27
      Siedzę płaczę i nie daję rady..((( Jestem przygnębiona i nie mam siły na
      NIC..!!!! Boli mnie każda część ciała razem ze wszystkimi kostkami...(((( Brak
      mi motywacji i chęci do życia....czuje jak słabne z dnia na dzień. Innych
      próbuje pocieszać Dasz radę jesteś silna...a sama co..??? nie potrafię siebie
      pocieszyć..((((
      • tilia7 Re: Nie daję rady... 26.08.09, 19:40
        Ja też mam dziś kolejnego doła.Nie płaczę bo uspokajacze poszły w ruch.Jakby mi
        było mało smutków, to dziś okradli jeszcze moją babcię i dziadka, na
        bezczelnego, w ich własnym mieszkaniu.Jestem rozżalona i wściekła na ten p...y
        świat, gdzie starsi, schorowani ludzie nie może czuć się bezpiecznie w swoim
        własnym domu.Czasami naprawdę człowiek ma ochotę wysiąść i jeszcze trzasnąć
        głośno drzwiami tego świata.
        Bardzo dotkliwie w takich sytuacjach odczuwam Jego nieobecność.Bo zawsze był,
        zawsze się można było wyżalić, zawsze przytulił, pocieszył.W tej chwili, mimo,
        że wiem przecież że nie żyje, czekam aż przyjdzie i przytuli.A Jego nie ma, w
        każdym razie nie tak, jak ja potrzebuję...
        • inkara Re: Nie daję rady... 27.08.09, 09:01
          ..od wczoraj totalny dołek.. upadłam znowu!!...a wydawało się,że
          lekko podniosłam głowę!! Nie wiem jak wytrzymuję w pracy? Chyba się
          wogóle za biurka nie ruszam. Nie pamietam co zrobiłam. co mam
          jeszcze do zrobienia. Po wyjściu z pracy ogarnia mnie przeogromny
          strach a łzy mi zalewją całą twarz!! Włóczę się po mieście,
          obserwuję ludzi, robię wszystko aby jak najpóźniej dotrzeć do
          naszego domu!! Cały czas z Jackiem rozmawiam, cały czas mam przed
          oczyma jego uśniechniętą, szczerą, twarz, jego piękne niebieskie
          oczy! I choć nie widziałam wypadku, wykreowałam sobie to w głowie i
          obraz ten towarzyszy mi cały dzień, całą noc!!! To mnie zabija!!!!
          Czuję się jak wrak!! Ja nie dam rady!
          Jacuś przyjdź do mnie po mnie!!!!!!!
    • b.wicia Re: Nie daję rady... 27.08.09, 22:14
      okropny tydzień, okropna tęsknota:(((nie chce mi się żyć bez mojego Bartusia:(((
    • tilia7 Re: Nie daję rady... 28.08.09, 22:18
      Ja mam znowu nawroty zwalających z nóg wspomnień, które przychodzą, czy raczej
      spadają na człowieka niespodziewanie, w nieprzewidywalnych momentach i są tak
      intensywne, że dosłownie czuję zapach powietrza i atmosferę danego miejsca,
      danej sytuacji, jakbym tam była teraz.I Jego obecność z "wtedy" tak wyraźną, tak
      żywą, że aż chciałoby się wyciągnąć rękę, wtulić się w ramiona...A przecież tego
      już nie ma.Nie ma nic...
    • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 10.09.09, 01:24

      Nie daję rady....choć tak bardzo się staram....
      • pidika Re: Nie daję rady... 10.09.09, 01:38
        coś mnie tchnęło i oderwałam sie od pracy żeby tu zajrzeć. a dawno
        nie zaglądałam. pierwszy post jaki przeczytałam był własnie Twój
        wiolawarszawa, więc stwierdiłam, że napiszę coś żeby dodać Ci
        otuchy. a skończyło się na tym, że siedzę jak matoł przed monitorem
        i nie wiem co napisać:( bo co ja właściwie mogę napisać? że dasz
        rade, skoro wiadomo, że dasz, że będzie bolało juz zawsze ale dasz
        rade choćby dlatego, że to jedyne rozwiązanie, że jesli nie dla
        siebie to dla syna i mamy, dla MĘŻA. ale chciałabym i tego Ci życzę
        z całego serca żebyś dała rade dla samej siebie. powodzenia i walcz.
        • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 10.09.09, 22:46

          pikida.... dziękuję ... walczę każdego dnia...tylko jakoś trudno
          walczyć z teraźniejszością...pamiętając przeszłość gdzie świat miał
          taki cudowny zapach....
    • martuskad Re: Nie daję rady... 12.09.09, 09:11
      Myślałam już,że wszystko co złe,cały ból i ta ogromna tęsknota jest
      za mną,przecież to już prawie 9 miesięcy jak Wojtka nie ma.Ale
      niestety od kilku dni jestem kłębkiem nerwów.Nie radze sobie wcale!
      Upadłam tak jak na początku tej drogi!I czały czas sie zastanawiam
      czy da sie żyć bez niego?Poległam i nie mam siły i ochoty sie
      podnieść.
      • edzia764 Re: Nie daję rady... do martuskad 12.09.09, 10:50
        "Cóż wie człowiek, który nigdy nie cierpiał" (H.Suzo) ... można
        powiedzieć, że niewiele. Cierpienie jest wiernym towarzyszem naszych
        dróg, bo prędzej czy później dotyka każdego człowieka i niestety nie
        ma przed nim ucieczki ... możemy tylko zastanowić się czy można
        jakoś "oswoić" tę bolesną rzeczywistość. Tą rzeczywistością jest
        śmierć męża, który tak niedawno był z Tobą i dziećmi. ON odszedł ...
        została pustka i związany z nią nieuchronny smutek, wewnętrzny ból i
        osamotnienie.Wraz z ukochanym człowiekiem umiera jakaś cząstka nas
        samych ...ale TY musisz być silna ... masz dzieci, które musisz
        wychować, którym właśnie Ty będziesz mówić o ich Ojcu. Nie trać
        nadziei ... dasz sobie radę ... Ty cierpisz dziewięć miesięcy ja
        dopiero dwa. Jestem strasza od Ciebie, więc inaczej odczuwam ten
        ból, tęsknotę, ale walczę ... bo nie mogę popadać w apatię, nie mogę
        izolować się od świata, muszę realnie patrzeć na dalsze życie i iść
        tą nową drogą, która została mi wyznaczona ... Każda z nas, która
        jest obecna na tym forum zadaje sobie wiele pytań CZEMU ...,
        DLACZEGO..., ILE JESZCZE !!!!! życzę Ci wytrwałości w tej trudnej
        wlace i nadziei .... na lepsze jutro ....Irena
      • sylwiala Re: Nie daję rady... 12.09.09, 23:02
        Martuskad - pewnie, że się da, tylko co to za życie...mojego Wojtka
        nie ma ponad 11 miesięcy, jak przetrwałam - Bóg jeden wie... jak
        wyglądały wieczory, noce, jak trzymałam tabletki, jak zwinięta w
        kłębek nie mogłam złapać oddechu w łazience bo łzy wypływały
        bezustannie, serce rozrywał ból...coraz więcej wspomnień, coraz
        więcej już nigdy..wszystko byle jakie........
        • tilia7 Re: Nie daję rady... 16.09.09, 22:19
          Dzisiaj miałam taką myśl-wizję, na temat mojego życia, a właściwie to chyba taki
          przenośny obraz tego, co mam w głowie:pokoik, kwiatuszki na parapecie, kotek
          sobie słodko śpi na łóżku, kawa w filiżance,świece się palą,na pozór spokojnie
          choć smutno.A przy stole siedzi...śmierć.A właściwie Śmierć, przez duże Ś.Taka
          typowa kostucha jak z bajek i wierzeń średniowiecznych.Siedzi, patrzy, uśmiecha
          się krzywo i ani zabrać mnie nie chce ze sobą ani zostawić w spokoju.Nie można
          jej na sekundę spuścić z oczu, bo jak tylko coś odwróci moją uwagę, da moment
          wytchnienia to ona już wściekła zaczyna zwracać na siebie uwagę w natrętny i
          makabryczny sposób:(

          A cała ta wizja stąd, że piętno Jego śmierci odciśnięte jest dokładnie na
          wszystkim,na każdym aspekcie mojego życia.O czymkolwiek myślę, cokolwiek robię,
          smaki, zapachy, widoki przywołują Jego obraz i tęsknotę za Nim i świadomość Jego
          śmierci.A ja mam dość,po prostu dość wszystkiego
          • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 16.09.09, 22:32

            oj tilia7... my same jak te kostuchy jesteśmy... tyle tylko, że nie
            czyhamy na nikogo ani nie zabawiamy się kosztem innych. Podobieństwo
            jest takie, że same nie wiemy czy przeszłość czy przyszłość stoimy
            na rozdrożu drogi i niebardzo wiemy co dalej... a moje podobieństwo
            polega jeszcze na tym, że same kości ze mnie wystają i niebawem będę
            taka chuda jak ta przysłowiowa KOSTUCHA:(:(:(
            Mi też jest wyjątkowo źle.... znowu dolina... do dupy to życie. A tą
            cholerną kostuchę to kopnij w tyłek i powiedz, żeby spadała i że nie
            potrzebujesz jej towarzystwa...
            Trzymaj się..
            • tilia7 Re: Nie daję rady... 16.09.09, 22:42
              Wiolawarszawa żeby ona chociaż tyłek miała i dala się w niego kopnąć...Ja
              faktycznie sama "kostuchowacieje", schudłam nie za dużo, ale przede wszystkim,
              jak pisałam ostatnio, nie mam twarzy tylko maskę pośmiertną, zastygły ból.Tylko
              czoło cały czas marszczę ze zmartwienia i ze skupienia na tych wewnętrznych
              przeżyciach:( No i stara się czuję taka i umęczona, jakbym tu już setki lat
              łaziła bez sensu po tym łez padole.
              Też mam doła, cały czas teraz mam doła.Dobija mnie że nadchodzi jesień, zaraz
              minie pół roku i już te dni mają taką samą atmosferę, jak ten dzień w którym On
              odszedł.Okropne wrażenie to na mnie robi.I wciąż mam potrzebę chowania się w
              sobie, wycofania,ucieczki.Do dupy to wszystko, masz rację.

              Zawsze bardzo oburzał mnie rytuał Sati, palenia wdów w Indiach.Myślałam z
              oburzeniem, jakie to patriarchalne i antyfeministyczne.A teraz to sobie myślę,
              że to jednak było z litości dla tych kobiet.Nie musiały ani dalej żyć ani same
              uciekać przed cierpieniem.Wiem, wiem, głupoty piszę, ale czasem człowiek już
              naprawdę ma dość wszystkiego...
              • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 16.09.09, 22:53

                tilia7... nic się nie martw.... "o głupoty" mamy do nich prawo w
                naszych głowach to huragan szaleje i sztorm taki, że żeglarze o
                takim nigdy nie słyszeli.Ja też czoło marszczę i niebawem to
                zmarszczek z tysiąc będzie... ale nie możemy tak bo jak tam
                na "górę" trafimy to jak będziemy wyglądały... jak stare baby i
                Nasze chłopaki nas nie rozpoznają :)... i jeszcze za innymi się będą
                oglądać!!! wiesz anielice różne są...
                Masz rację ona nawet tyłka nie ma.... to walnij czymś ciężkim, żeby
                się rozsypała małpa wstrętna i przestała Cię nękać!!!
                Ty masz tu jeszcze być... i dbać o Wasze wspomnienia dbać o Jego
                pamięć... nie upadaj tilia... postaraj się trwać. Łatwo mówić jak ja
                sama jestem w jakimś transie... Sorki jakieś głupoty piszę... do
                dupy!!!!!
              • beattrix120309 Re: Nie daję rady... 16.09.09, 22:54
                Oj dziewczyny...widzę że jesienna pora sprzyja zdołowaniom...(( Ja też mam
                dolinę ...kilka dni temu minęło moje 183 dni..((( To wszystko jest dla nas
                wykańczające i do dupy tak jak piszecie......ja też czuję się zmęczona
                szczególnie psychicznie...(( Zastanawiam się jak ja funkcjonuję....(((( Ja nie
                mam wyglądu kostuchy ...chociaż schudłam dużo bo ponad 15 kg.... ale to były
                pozostałości po ciąży.... Ale twarz mam szarą a oczy smutne..i nijakie...(((
                Dziś byłam na spacerku z Madzią i właściwie to mnie to nie cieszyło..(((
                świeciło piękne słońce i było cieplutko ...a ja zamiast się cieszyć .....
                miotałam się ze wspomnieniami...czułam tamte chwile i ich zapach.....Tak bardzo
                chciałam cofnąć czas...((((

                Dziewczyny trzymajcie się .....damy radę...musimy...!
                • wiolawarszawa Re: Nie daję rady... 16.09.09, 23:04

                  oj Bea i tilia ja też dziś jak wróciłam do domu (wcześniej byłam w
                  pracy i na cmentarzu) to usiadłam w ogródku popatrzyłam na nasze
                  drzewa, które Robert sadził na zachodzące słońce i nic.... nic nie
                  cieszy. Psiaki mnie oblepiły one też bardzo tęsknią i tak
                  siedzieliśmy jak te sieroty... tak się czuję jak sierota, która
                  zagubiła najcenniejszy dar jaki otrzymała od życia. Martwi mnie to,
                  że czas mija a lżej nie jest a cierpienie nawet większe ....
                  Ale mamy tu siebie i razem sobie poradzimy!!! mam nadzieję..
                  • tilia7 Re: Nie daję rady... 17.09.09, 11:19
                    Oj Dziewczyny,dobrze,że jesteście i chociaż wygadac się można.
                    Ja wczoraj też wracałam przez park ze łzami w oczach bo pachniało
                    lasem i ja ten zapach zawsze z Nim kojarzę i z naszymi spacerami.
                    Z tą Śmiercią to nie jest tak łatwo, nawet nie o to chodzi, że mam
                    myśli samobójcze, chociaż czasem mam, nie ma co udawac.Tylko o taką
                    symboliczną obecnośc Jego śmierci, świadomośc tego, co się stało i
                    wszystkich tych strasznych szczegółów,które się z tym wiążą.Nie da
                    się nie myślec o tym.Cokolwiek by się robiło ta świadomośc depcze
                    człowiekowi po piętach.I gdyby to się chociaż dało po prostu umrzec
                    z rozpaczy.A tu nic.Wciąz od nowa to samo.

                    Ja ostatnio zamiast czuc się lepiej mam takie poczucie, że choc niby
                    się udaje przeżyc kolejny dzień to tak ogólnie normalnie życ się nie
                    da.Boję się, bo wciąż się izoluję i wycofuję do własnego wnętrza.To
                    takie głupie,ale jak jestem sama i mogę spokojnie o tym wszystkim
                    myślec to czuję się bezpieczniej,bo wtedy wiem, że nie zaatakuje
                    mnie to znienacka.Na dodatek wciąż nie umiem w to wszystko uwierzyc
                    a o pogodzeniu się nawet mowy nie ma.

                    Pozdrawiam Was serdecznie i przytulam mocno w ten deszczowy jesienny
                    dzień
                    • tilia7 Re: Nie daję rady... 04.10.09, 22:14
                      Smutno strasznie, tak rozpaczliwie,przeraźliwie smutno.Czy to tak dużo móc się
                      przytulić do ukochanej osoby?Czy to jest naprawdę za dużo,że nie mogę już tego mieć?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka