fantazjuje
27.07.09, 13:46
Nie ufam mojemu mężowi.
Kilka razy zostałam przez niego okłamana. Kłamstwo ma krótkie nogi-
a ja intuicję- i dosyć szybko wychodziło na jaw. On wówczas nie
zachowywał jakby było mu przykro, że mnie okłamał, a raczej tak,
jakby był na mnie zły, że się o tym dowiedziałam. Odwracał kota
ogonem- bo to ja robię z igły widły, nic się przecież nie stało, a w
ogóle to on mi przecież o TYM wspominał....
Dzisiaj sytuacja się powtórzyła. Okazało się, że podczas, gdy ja
byłam w pracy, on był ze swoją koleżanką z pracy w lodziarni. Wie,
że dostaję wysypki słysząc o tej pannie, więc ukrył to przede mną.
Nie umiem tak żyć. Idę do pracy na popołudnie (niestety pracuję w
systemie zmianowym) i zastanawiam się, gdzie tym razem się z nią
wybierze. Kocham go, wiem, że krzywdy mi nie zrobi- wiecie co mam na
myśli....- ale nie umiem żyć z człowiekiem, któremu nie ufam.
Nie wiem co mam zrobić.
Dzisiaj zaczęłam szukać w internecie wzorów pozwów rozwodowych-
chociaż wcale nie chcę się z nim rozwieść- i czytając je pomyślałam
sobie, że chyba przesadzam- nie pije, nie bije, nie wyzywa, nie
wylicza pieniędzy, pracuje, pomaga mi w domu... ale ja mu nie ufam!
Proszę, napiszcie mi coś konstruktywnego, bo nie wiem co mam robić.
Chodziliśmy na terapię, ale zrezygnowałam po kilku spotkaniach, bo
jak zobaczyłam, że ja się uzewnętrzniam, a mój mąż siedzi w postawie
zamkniętej i jedyne co mówi, to "ehe", "mmmmmhhhh" itp. to uznałam,
że szkoda naszych pieniędzy....