Dodaj do ulubionych

problem w rodzinie

12.08.09, 11:42
Witam, nie wiem czy to właściwe miejsce, ale potrzebuję pomocy kogoś
doświadczonego.
Mam 19 lat i mieszkam z rodzicami (jedynaczka).
W tym roku zdałam maturę (bdb wyniki), zawsze wysoka średnia, wzorowe
zachowanie, 100% frekwencja na zajęciach. W domu robię co mogę - sprzątam,
poleruję, pucuję, pomagam codziennie we wszystkim. Zawsze jestem grzeczna, nie
słucham muzyki, nie palę, nie piję, usługuję jak mogę wszystkim.
Wiele razy wygrywałam w różnych humanistycznych konkursach, a teraz wygrałam
darmowe studia na płatnej uczelni w Sopocie.
Ale moi rodzice wogóle tego nie doceniają. Nie wiem co robić. Nie wiem co oni
powinni robić.
Mój ojciec cały dzień siedzi przed komputerem i się do mnie wogle nie odzywa.
(alkoholik - chyba były), a matka nie zauważa tego co osiągam i tego co robię,
wypominając mi codziennie moją chorobę (ze stresu zachorowałam na chorobę
psychiczną, ale walczę z tym jak mogę).
Mówi, że nie będę szczęśliwa dopóki jestem chora.
Nie pozwala mi się cieszyć, ani być szczęśliwą, bo przecież CHOROBA.
Ma do mnie pretensje, że rzadko wychodzę spotykać się z ludźmi i uważa to za
wielki "grzech" z mojej strony.
Wszyscy moi znajomi wyjechali gdziekolwiek na wakacje, a ja mimo dość wysokich
dochodów w rodzinie - siedzę w domu - jakby za karę.
Nie mam nic. Nie dostaję kieszonkowego, nie kupują mi nowych ubrań, nie
pomagają mi wygrać z chorobą, a jak ja sama cos zdziałam, mówią "Jeszcze tyle
przed tobą do zrobienia"
Nie chwalą mnie, możliwe, że nawet się mnie wstydzą.
Nie wiem co robić. Wiem, że z ich pomocą byłabym w stanie żyć lepiej, ale oni
tego nie chcą nawet słuchać. "Sama musisz sobie poradzić"
Moja babcia jest taka sama. Mimo, że oglądam praktycznie tylko wiadomości,
popularnonaukowe programy, nie pozwalam sobie na rzaden luz nawet w wakacje -
uważa mnie za DEBILA. Mówi, że jest tyle lepszych ludzi ode mnie, mądrzejszych
i bardziej WARTOŚCIOWYCH.
Jak tylko powiem cos śmiesznego to ona z sarkazem : "A ty jak zawsze śmiejesz
sie z głupot. Tfu!"
Pomocy! Jak mam z nimi rozmawiać? Kiedy próbuję to oni odbieraja to jako atak,
albo fanaberię chorej psychicznie osoby.
Co mam robić? Jak postąpić?
Obserwuj wątek
    • anusia29 Re: problem w rodzinie 12.08.09, 11:48
      wyjśc z tego układu, bo to on jest bardziej chory niz zapewne ty.
      Jesteś dorosła - podejmij pracę, wynajmij mieszkanie i studiuj -
      zapewne w sytuacji, gdy będziesz musiała pracować - zaocznie. jesteś
      bardzo młoda, ale możesz sobie dac radę. lepsze to niż niszzcenie
      własnego poczucia wartości w dysfunkcjnalnej rodzinie. :)
      Ja wyprowadziłam siez domu bardzo dawno temu jako 19 latka.
      Skończyłam studia, a moje kontakty z rodzicami uległy znacznej
      poprawie po wyprowadzce właśnie :)
      • lavonne Re: problem w rodzinie 12.08.09, 11:58
        mam nadzieję, że tak będzie, bo teraz wyprowadzam się na studia.
        Tylko boję się, że nie będę umiała żyć z ludźmi.
        • kag73 Re: problem w rodzinie 12.08.09, 12:02
          Nie martw sie na zapas. Jasne, ze bedziesz umiala zyc z ludzmi. Co
          masz za chorobe? Wydajesz sie zupelnie do rzczy.
          Nie bierz Twoich rodzicoe tak na serio. Mnie tez nigdy nikt nie
          chwalil za moje osiagniecia, brali je za norme, przyzwyczajenie.

          Nastaw sie na studia, na kontakty z ludzmi, w konkursach tez bralas
          udzial a zatem nie jestes zastraszonym odludkiem.
          • mamamira Re: problem w rodzinie 12.08.09, 13:54
            Nie martw się na zapas.Ludzie nie są tacy straszni ,pamiętaj świat do odważnych
            należny.Wyjazd na studia na pewno zmieni relacje miedzy wami .Jesteś młoda dasz
            rade,życzę więcej wiary w siebie i powodzenia na studiach.
        • miacasa Re: problem w rodzinie 12.08.09, 14:07
          o, serdeczne gratulacje, zaczynasz cudowny, niepowtarzalny czas odkrywania
          siebie, poznawania ludzi, zgłębiania wiedzy - ja Tobie ZAZDROSZCZĘ (tak
          życzliwie, bez zawiści), przygotowuj się do wyjazdu, zrób listę potrzebnych
          rzeczy, porozmawiaj z rodzicami o tym czego Ci potrzeba i fruń śmiało na studia,
          z dystansu łatwiej ci będzie spojrzeć na swoją rodzinę i część problemów, powodzenia
    • szachula30 Re: problem w rodzinie 12.08.09, 14:01
      Współczuję, bo z pewnością kochasz rodziców, a każdy człowiek chce
      być doceniany. Czy masz jakąś przyjaciółkę? Może spotkasz kogoś na
      studiach. To fajny okres w życiu. Każdy się boi czegoś nowego,
      niezależnie czy choruje czy nie. Wyprowadź się z domu, z zewnątrz
      spojrzysz na wszystko inaczej. Może Ci będzie łatwiej a może nie.
      Możliwe, że to rodzina nie może sobie poradzić z Twoją chorobą i
      niejako "atakując" Ciebie, próbuje sobie z tym poradzić. Odpuść.
      Nikogo nie zmienisz na siłę, nawet, jeśli bardzo chcesz. Kochaj ich i
      tyle. Ułóż sobie życie. Pracuj dalej, ciężką pracą można wiele
      osiągnąć. Pozdrawiam i powodzenia!
    • weronika.3 Re: problem w rodzinie 12.08.09, 15:35
      Jesteś młoda, zaczynasz własne życie. Można powiedzieć, ze wyruszasz odkrywać
      świat i poznawać ludzi. Twórz własne zasady. Nie oglądaj się na przeszłość.
      Przecież i tak z "gniazda" rodzinnego musisz kiedyś "odlecieć". Wyjazd do Sopotu
      potraktuj jako taki próbny lot.
      A że w Twoim domu jest tak, a nie inaczej...No cóż, być może Twoim rodzicom,
      kiedy jeszcze byli młodzi, nikt nie umiał okazać uczuć, nie umiał docenić ich
      starań, osiągnięć. Nikt ich tego nie nauczył...Więc oni nie potrafią Tobie tego
      okazać.
      Powodzenia.
    • 4sylwia Re: problem w rodzinie 12.08.09, 15:47
      Wiem co czujesz. Ja w Twoim wieku przezywałam dokładnie to samo .

      Zaczęło sie juz w szkole podstawowej. Byłam wzorową uczennicą, świadectwo zawsze
      z czerwonym paskiem itd. Gdy dostałam w szkole 5 rodzice porównywali mnie do
      tych co dostali 6 i byli niezadowoleni ze nie dostałam 6 zamiast cieszyc sie tym
      ze dostałam bardzo dobra ocenę.
      Jestem osobą przy kości i było tak od zawsze...nie grubą ale puszysta. Już od
      podstawówki rodzice bardzo mi dogryzali ze względu na mój kompleks, nie pomagali
      tylko krytykowali. Było mi cieżko z moja nadwagą tak samo jak Tobie ze choroba.
      Całe zycie słyszałam tylko ze do niczego nie dojde ze nigdy nie znajde sobie
      chłopaka...itd
      W liceum uczyłam sie tak sobie..ale udało mi sie je skończyć i zdac mature.
      Bardzo chciałam isc na studia. Udało sie, dostałam sie na pierwszy rok. chciałam
      studiowac zaocznie bo chciałam sama płacić sobie za studia. Mój ojciec sie nie
      zgodził, powiedział ze stac go na opłacenie studiów. Przeprowadziłam sie do
      Wrocławia Fakt stosunki z rodzicami sie poprawiły, zdobyłam wiare w siebie i w
      to że moge byc w zyciu szczesliwa. Tak było przez pierwszy rok studiów.
      Gdy byłam na drugim roku dowiedziałam sie ze mój ojciec nie płaci za studia...i
      mam dług wobec uczelni... I na tym niestety musiała sie zakończyc moja edukacja
      poniewaz nie miałam pieniedzy zeby zapłacic tern dług. W miedzy czasie mój
      ojciec trafił do więzienia za długi...okazało sie ze jest bardzo zadłuzony a
      jego firma straciła płynnośc finansową... Moja mama od zawsze zajmowała sie
      domem, nigdy nie pracowała, nigdzie nic nie załatwiała, zawsze robił to
      ojciec...a wtedy go zabrakło...A że ja zawsze byłam wygadana i umiałam załatwic
      wiele spraw przejełam rolę głowy rodziny. Podjęłam prace, zarabiałam na dom,
      robiłam zakupy...było cholernie cieżko. Brat był jeszcze małyy nie mógł pomóc a
      mama hmm... wolała płakac i uolewac niz cos zrobic. To ja jeżdziłam po
      prokuratorach,to ja załatwiłam ojcu przeniesienie do lekkiego otwartego
      wiezienia gdzie mógł pracowac i "wypoczywac". żeby odreagowac w soboty jezdziłam
      ze znajomymi na imprezy bo inaczej chyba był ozalała... i wiecie co ...nikt nie
      widział tego co dla niech robiłam...nikt nie widział ze 19-letnia dziewczyna
      utrzymuje brata i matke i pomaga ojcu który trafił do wiezienia...nikt tego nie
      docenił... po latach usłyszałam tylko ze zamiast siedziec w domu to szlajałam
      sie po imprezach... a ja musialam, musiałam odreagowac ... bo w srodku mi sie
      wszystko zawaliło....
      Własnie w tym najtrudniejszym okresie w moim zyciu poznałam kogos. Zakochałam
      sie z wzajemnoscią. Wszyscy drwili z tego uczucia...no bo jak taki przystojny
      facet mógł sie zakochac w dziewczynie z nadwagą... Mama powtarzała daj sobie
      spokój i tak cie zostawi... Nie dla Ciebie taki chłopak... Ja jednak sie nie
      poddałam....Gdy ojciec wyszedł z wiezienia zostawiłam to wszystko i
      przeprowadziłam sie do odległego o 250km miasta by zamieszkac z NIM. Tuż przed
      wyjazdem maka powiedziała mi ze nawet sie nie spodziewam jak szybko wróce do
      domu bo to niemozliwe zeby mi sie udało...Zaryzykowałam, mimo iż znałam go
      zaledwie 5 miesięcy...

      Dziś od 2 lat jestesmy małżeństwem...Mamy wspaniałego synka i jestesmy
      szczesliwą kochajaca sie rodziną. Fakt wróciliśmy w moje rodzinne strony...ale
      mimo iz moi rodzice maja ogromny dom i mieszkaja tam sami z bratem...my
      wynajmujemy mieszkanie... Czasem jest ciezko ale mamy siebie i nazwajem sie
      wspieramy.
      Rodzice czasem nadal traktuja mnie jak kiedys....za osobe która jest zła, która
      wszystko robi żle, która i tak do niczego w zyciu nie dojdzie... Ale teraz to ja
      juz sie tym ne przejmuje...niech sobie gadają....ja obracam sie na pięcie ide do
      swojego mieszkania, gdzie czeka na mnie mój mąż i synek i jestem szczęśliwa bo
      oni mnie doceniają, kochają i bea ze mna juz zawsze.
      Nieskromnie napisze ze jestem inteligentna osoba, przed laty na studiach szło mi
      świetnie wiec postanowiłam od tego roku zapisac sie na sudia...i wiecie czego
      sie dowiedziałam od mojego ojca jak mu o tym powiedziałam....że już raz byłam na
      studiachi przez moje imprezowanie we wrocławiu i przez to ze nie chciało mi sie
      uczyc rzuciłam studia.....zabolało...bo do dziś spłacam ten dług sprzed lat...
      Ale mam to gdzies ...mój mąz we mnie wieży i to sie liczy :). Bo moja rodzina to
      teraz mąż i synek i to własnie oni nadaja sens mojemu zyciu, pozwalaja sie
      cieszyc i byc szczęśliwą. Pewnie gdybym nie poznała wtedy mojego meża dziś by
      mnie juz nie było na tym świecie. To on wyciagnał mnie z depresji, pokazał ze
      takie osoby jak ja tez mogą byc kochane i doceniane. Dziekuje mu za to każdego dnia.

      Przepraszam ze tak duzo napisalam...ale ciesze sie ze mogłam to z siebie wyrzucić...

      Do Autorki Postu:

      Głowa do góry, człowiek w zyciu potrafi naprawde dużo znieść i uwierz ze mimo
      wszystkich przeciwności kiedys zaświeci słońce...
      Jedz na studia, ucz sie baw, nie zadreczaj sie rodzicami. Napewno poznasz tam
      kogos kto cie pokocha i doceni w 100% bo z tego co piszesz uwazam ze jestes
      bardzo wartościową osoba. Zobaczysz za jakis czas bedziesz miała swoja rodzine i
      wtedy spjrzysz na wszystko pod innym kątem. Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i
      życze wytrwałosci, powodzenia na studiach i tego bys znalazła swoją wielką
      miłośc....bo wtedy poczujesz sie doceniona i co ważniejsze kochana i szczęśliwa.

    • czerwcowa.2 Re: problem w rodzinie 17.08.09, 21:03
      Jeżeli to studia dzienne i nie pracujesz to rodzice MAJĄ OBOWIĄZEK
      Cię utrzymywać. Wyjaśnij rodzicom, że jeśli dobrowolnie nie chcą,
      to możesz nawet pozwać ich o alimenty (chyba i tak nie pogorszy to
      Waszych stosunków, bo gorsze już chyba być nie mogą). Możesz się
      wyprowadzić na stancję, wynająć mieszkanie ze znajomymi...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka