tilia7
12.08.09, 18:45
Czytam piękną książkę o Nowym Jorku polskiej dziennikarki Kamili
Sławińskiej.Zaskoczyła mnie ta mądra, pełna trafnych obserwacji książka,ale
nie o tym chciałam napisać, bo to temat na inne forum.
Jak o Nowym Jorku to i o 11 września i faktycznie autorka kilkakrotnie
wspomina o swoich przeżyciach z tą tragedią związanych.Pod koniec książki
trafiłam na fragment, który wycisnął mi łzy z oczu i zdławiła gardło, bo tak
trafnie udało się autorce ująć w słowa to, co ja czuję po śmierci ukochanego
człowieka.I tak sobie pomyślałam, że nieważne czy ginie tysiąc osób czy ta
jedna, jedyna najukochańsza-kiedy mamy do czynienia ze śmiercią gwałtowną,
niespodziewaną, taką "śmiercią, która miał jeszcze nie przyjść" jesteśmy
wszyscy jednakowo wstrząśnięci i jednakowo bezradni.I NIC JUŻ NIGDY nie będzie
takie samo:
"Podobno wszystko jest normalnie, albo Normalnie-Po-Nowemu.Ale nawet jeśli
uprawianie joggingu,zakupy i sobotnie wypady do baru nie mają już w sobie nic
oburzającego, to kupując,śpiąc,"robiąc swoje", nie możemy zapomnieć tamtych
dni,kiedy straciliśmy zmysły, by nie odzyskać ich już nigdy."