Dodaj do ulubionych

ILE JESZCZE ?

25.08.09, 19:25
Jak już wiecie jestem sama od półtora roku jak większość z nas –
przechodziłam różne stany od nieuwierzenia w śmieć mojego Męża po
czekanie, rozpacz, gniew, ból, bezradność, załamanie, zadawanie
beznadziejnych pytań , przygnębienie, nieprzespane noce, morze łez,
smutek, żal itp. - po zapadanie się w nicość, poczucie kary i
ogromnej niesprawiedliwości.

Pytam ile jeszcze muszę znieść na jakie jeszcze próby zostanę
narażona, gdzie jest granica ludzkiej wytrzymałości?


Ostatnimi czasy dobrze nie było ale bywały dłuższe dni
umiarkowanego „spokoju” i nagle znowu wszystko się posypało – stan
beznadziejności, udręki i wspomnień. Upadłam bardzo boleśnie i przez
parę dni nie mogłam się podnieść – interweniowała rodzina i Syn – to
było następne załamanie nerwowe i brak pogodzenia się z utratą
ukochanej osoby.
Musiałam się podnieść bo chcieli mnie zawieść do szpitala – jakby
było na to lekarstwo!

Powiem jedno żyję, oddycham, chodzę do pracy ale w środku umieram,
usycham a moje serce dawno temu pękło na pół – a ja muszę udawać, że
żyję – jestem zmęczona.

Dlatego pytam ile jeszcze to będzie trwać ?
Ile razy jeszcze upadnę?
Ile razy będę popadała z jednej skrajności w drugą ? – jak wariatka
Ile jeszcze mam znieść?
Ile jeszcze będę udawać, że się podnoszę?
Ile jeszcze muszę wytrzymać ?…… przecież z czasem miało być lepiej…….
Jestem załamana swoim zachowaniem i już niczego nie rozumiem.
Przepraszam nie chciałam nikogo dołować ale tak mi żle………



Obserwuj wątek
    • mariola008 Re: ILE JESZCZE ? 25.08.09, 19:48
      Ja już nie zadaję pytań dlaczego ? i co dalej?
      Jak bezduszny automat idę krok po kroku w życie. I tylko są momenty, że wszystko
      wraca i zaczyna się jazda na nowo. Zdziwienie, że przecież myślałam, że jako
      tako radzę sobie z tą sytuacją a tu nagle bęc i na nowo rozpacz, ból i krzyk Nie
      Zgadzam SIĘ. Niech ktoś cofnie ten cholerny czas, niech to się nie wydarzy.Czy
      nie ma już żadnego ratunku, żadnej nadziei? I ten strach jak długo wytrzymam,
      kiedy upadnę tak, że już nie dam rady się podnieść na nowo.
      Ale z drugiej strony wiem, że choć mi się wydaje, że nie mam już sił będę
      walczyć nie dla siebie ale dla niego ,dla dziecka wbrew losowi.
      • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 25.08.09, 22:35
        Wiola, nie umiem Ci odpowiedzieć, bo sama się tak samo miotam, tyle, że DOPIERO
        od niecałych 5 miesięcy.U mnie też tak to wygląda, niby troszkę się
        uspokajam(czytaj:kamienieję z bólu) a potem od nowa totalne załamanie.I wcale
        nie łzy są najgorsze tylko poczucie beznadziejności, bezsensu, sama nie
        wiem.Dziwię się, że żyję, że jakimś cudem absurdalnym mi się to udaje, ale myśli
        mam czasem straszne i nie rozumiem,czemu nie mogę sobie po prostu usiąść i
        umrzeć z rozpaczy.Ja tu przeważnie piszę destrukcyjne rzeczy i choć przykro mi z
        tego powodu, to cóż mam zrobić?Przecież nie będę udawać jeszcze i tutaj, że mi
        lekko na sercu,jak ledwie się wlekę przez te wszystkie dni.Miałam już dwa takie
        poważne załamania, przy jednym też się o mało nie skończyło szpitalem.
        Chodzę do psychologa, niestety nieregularnie, ale teraz mam w piątek wizytę.To
        nie tyle pomaga znosić ten ból, co powoduje, że nie czuję się kompletną
        wariatką.Pani psycholog jest młoda i naprawdę dobra w tym, co robi, widzę też że
        stara się mi pomóc, tak naprawdę szczerze się stara, bo i ona i moja pani
        psychiatra bardzo mi pomogły, bardzo wspierają i tylko dzięki nim nie
        wylądowałam w wariatkowie.I tylko nie wiem, czy one się temu bardziej dziwią,
        czy ja sama.Problem w tym, że ja jeszcze nie jestem pewna, czy chcę dać sobie
        pomóc.Z jednej strony staram się, jak tylko mogę, żeby sobie poradzić.Z drugiej
        czuję wielki wewnętrzny opór, okropną destrukcję i przeświadczenie, że po czymś
        takim NIE POWINNAM I NIE CHCĘ dać sobie rady.Przypuszczam, że masz podobny
        problem a może i podobny charakter.Może można to wszystko jakoś
        przeżyć,pozbierać się i iść dalej.Ale ja nie chcę iść dalej, bo mam wewnętrzne
        przekonanie, że wtedy już zupełnie nic mi nie zostanie, zupełnie.A poza
        tym...straciłam ukochanego człowieka, mimo wielkiej miłości, mimo że robiłam, co
        mogłam.Ja nie chcę niczego nowego, innego, bo po co?Może to się zmieni z czasem,
        teraz nie chcę mieć niczego i nikogo, na czym by mi zależało.Boję się po prostu,
        że uwierzę jeszcze raz, że można i znowu się wszystko zawali."Błogosławieni,
        którzy niczego nie oczekują, albowiem nie będą rozczarowani"

        Przytulam mocno i pozdrawiam
    • justynakm1 Re: ILE JESZCZE ? 25.08.09, 22:24
      Ja jestem sama pol roku. nie umiem okreslic obecnego stanu, albo
      okresle go jako: oszustwo. Oszukuje siebie, nie mysle, zyje jak
      robot, wierze, ze Kuba powroci. Udaje, ze jest jako tako, pracuje,
      maluje sie do pracy. Ale tesknie gdy tylko pomysle (bo nie chce
      myslec o przeszlosci, znacie pewnie to uczucie, ze zwariujejcie juz
      za moment?)...moje zycie nie jest zyciem tylko wegetacja, oby dobic
      do wieczora, do weekendu, gdy i tak Ty nie zadzownisz, a sama musze
      jakos czas zorganizowac...znow nie mam motywacji, mam dosc swata i
      chce zakopac sie w norze, przespac, a moze calkiem zasnac? Tilia7
      pisala o obronnych reakchajch organizmu, ze dziwne melodie
      przychodza do glowy, dziwne obrazki, jakies absurdy. Tak, tez tak
      mam, chyba sama-niezaleznie od sieie, ratuje sie,zeby nie umrzec z
      tego zalu. Do znajomych nie pisze bo nie umiem, nie chce, zapominam,
      czas leci za szybko. jestem rozkojarzona, samej mi najlepiej,
      ewentualnie na cmentarzu. nic mnie nie cieszy...i tylko ta tesknota
      za Toba rozrywa serce i umysl.
      • madzik2-4 Re: ILE JESZCZE ? 25.08.09, 23:05
        Tak,tak to moje życie to wielkie oszustwo,niedługo minie pół roku,a teraz pomału
        dopiero dociera do mnie cała prawda,upadłam ale nie chce się na razie
        podnosić,nie chcę....chcę płakać do upadłego,chce krzyczeć aż ból gardła nie
        pozwoli,chcę się odizolować od świata....na krótką chwilkę.Bo tak naprawdę
        jeszcze nie dopuszczam do siebie myśli ze mojego męża nie ma,nie chcę już być
        silna..ja chyba potrzebuję przejść te chwile słabości,tylko nie wiem gdzie jest
        granica kiedy to się skończy.
        Nie mogę na niczym się skoncentrować,od jakiegoś czasu nie wzięłam nawet książki
        do ręki,nie przeczytałam jednego artykułu w gazecie nic mnie nie interesuje,tak
        jakby świat nie istniał.....sama z moja tęsknotą,z bólem tak teraz chcę aby tak
        było.........
        • xxxkarolinkax Re: ILE JESZCZE ? 25.08.09, 23:22
          od dnia Jego smierci wszyscy mi mowili, ze musze sie trzymac, ze nie moge
          zalamac itp... i tak naprawde nie moglam nawet przelezec w lozku tych kilku dni
          i wyc z rozpaczy. i teraz, po 3,5 msca wlasnie na to mam ochote = jakkolwiek to
          brzmi.. chce plakac tak dlugo, az lez zabraknie, az nie bedzie sil by oddychac...

          Bo ile jeszcze mozna udawac, ze jest OK... mam dosc!

          chce miec ten czas na rozpacz, wyrzucic to wszystko, to jak jest okrutnie zle,
          jak ciezko...chce moc wyplakac, sie po tej tragedii... niech mi pozwola plakac
          po tej milosci. Bo mam wrazenie, ze kazdy oczekuje, ze karolinka juz silna jest
          i taka musi byc.

          a g**** prawda!

          ten smutek mnie chyba niedlugo udusi..gdzies tam wije sie w srodku, tak jakby
          chcial wyzdostac sie na zewnatrz... wiec moze jak pozwole mu "wyjsc" to
          przyniesie to ulge chociaz na krotka chwile..

          w koncu to zaloba. czas, kiedy rozpacz jest jak najbardziej na miejscu.


          (pisze zapewne jak jakas potluczona..nie umiem inaczej nazwac tego co zalega na
          duszy ;(
          • wdowa120309 Re: ILE JESZCZE ? 25.08.09, 23:33
            Wszysto co tu napisałyście to tak jak bym czytała o sobie...((( Czoje ogromny
            ból i rozpacz ...kompletny brak sił na co kolwiek. Mam ogromny brak
            koncentracji.....czas mi gdzies ucieka miedzy palcami...mam cos do zrobienia a
            wcale mi sie nie chcę...to poprostu zwykła wegetacja. Czuje jak bardzo boli mnie
            wszytko....cała dusza i każda moja kosteczka. Najchetniej połozyła bym sie i nic
            nie robiła...ale muze ...dla mojego dziecka. Czuje sie zawiedziona...., czuje
            jak bardzo życie mnie oszukało....Długo czekałam na miłość ....i szybko mi ja
            odebrano.
            To wszystko jest do ...d....y, Ja nie słysze muzyki ale ostatnio stale powracają
            do mnie obrazy z ostatnich dni ..((( Wciąż to widze i to jest straszne...((((
            Juz myslałam że to tylko ja ma jakiego ogromnego doła....ale NIE....widze że i
            wy tu jesteście....wcale to nie pocieszające ...(((
            Pozdrawiam.....
    • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 26.08.09, 11:45

      Dziewczyny dziękuję Wam wszystkim, że przypomniałyście mi, że nie
      jestem sama z tym cholernym cierpieniem ….
      Czytając co napisałyście znowu się poryczałam jesteśmy jak w
      zaklętym kręgu, z którego świat widziany naszymi oczami wygląda
      zupełnie inaczej:(
      Mam rozdwojenie jaźni………. Czasem to nawet jest to dość zabawne……a
      czasem wpędza mnie w kłopoty…

      Tak mnie też się nic nie chce wszystko odkładam na później bo niby
      gdzie mam się spieszyć?
      Dotarło do mnie, że strasznym obciążeniem było i jest dla mnie to,
      że moi bliscy oczekują ode mnie, że powinnam być dla Nich silna, że
      dla Nich mam żyć – tyle tylko, że ciągle to słysząc poczułam się
      jak uwięziona w klatce, że choć nie mam sił to muszę dla Nich…..
      a co ze mną? Może ja nie chcę? Może nie chcę czasem myśleć o Nich
      tylko po prostu topić się we własnym bólu, bez obciążeń, że coś
      muszę…..wiem, wiem jestem okropna i egoistyczna ale nic na to nie
      poradzę bo tak właśnie na tą chwilę to czuję…..
      Słowo MUSISZ doprowadza mnie do czarnej rozpaczy!

      Wiem jestem niekonsekwentna gdyż wiele razy nawet na tym forum
      pisałam innym, że musisz być silna, że masz dla kogo żyć itp. Ale co
      innego można napisać jeśli Któraś z nas łapie doła giganta???? –
      pociesza mnie jedno, że każda z nas rozumie drugą jak nikt inny….
      i to, że te wszystkie shizy i mało racjonalne słowa czy
      zachowanie znajdują tu zrozumienie...
      Pozdrawiam.
      • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 26.08.09, 12:19
        Mnie też dobija i wkurza,to oczekiwanie, że już się będę czuła
        lepiej.Staram się to rozumiec,wiem, że to wynika z miłości i troski
        o mnie.Ale czasem mam ochotę wrzeszczec i wyc, żeby wiedzieli, że
        nie jest lepiej a momentami jest wręcz gorzej.Teraz jest właśnie
        najgorzej, bo jak wszystkie piszecie, zaczęło do mnie
        docierac.Musisz zrozumiec, musisz myślec o sobie, musisz sobie
        poradzic.Ale ja nie rozumiem,nie akceptuję, jak myślę o sobie to
        widzę tylko to jak mi k...o ciężko i wcale nie wiem, czy sobie
        poradzę.Staram się dla nich.Nie dla siebie, bo ja marzę tylko o
        jednym:żeby zasnąc i się nie obudzic
    • constelacja Re: ILE JESZCZE ? 27.08.09, 18:15
      zapytałam Boga "dlaczego?"
      odpowiedział " a dlaczego nie?"

      jesteśmy częścią świata, ładu, historii...wszystko to, co może wydarzyć się
      innym, może wydarzyć się nam ...

      nie pytajmy więc dlaczego? nie wmawiajmy sobie, że to kara za grzechy, ...
      pomyślmy jak to co złe przekuć w coś dobrego, prawdziwego, ważnego.. tak żeby
      uczcić życie tych, których kochałyśmy
      • mariola008 Re: ILE JESZCZE ? 27.08.09, 20:33
        Ja nie doszłam jeszcze do tego, że jesteśmy częścią ładu raczej
        chaosu, drapieżnej walki o przetrwanie i bezsensu.Wiem, że innych
        też dotykają nieszczęścia ale to też budzi we mnie bunt i pytanie :
        Komu potrzebne są cierpienia człowieka ? Cierpienia, które powalaja
        i niszczą istote człowieczeństwa.
        • constelacja Re: ILE JESZCZE ? 03.09.09, 22:04
          a jaka jest tak naprawdę istota człowieczeństwa?
          zachowanie gatunku?
          miłość bliźniego?
          a może istotą człowieczeństwa jest właśnie pokorne znoszenie cierpienia...

          Na ile warta jest nasza wiara, skoro odwracamy się od Boga kiedy coś dzieje się
          nie po naszej myśli....Zapytasz "a jeśli Boga nie ma?"
          odpowiem :
          A JEŚLI JEST?
          • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 04.09.09, 12:45
            A jeśl jest i jest Bogiem, to zrozumie nasze wątpliwości,powinien w
            każdym razie.Pokorne znoszenie cierpienia piszesz - ale po co?
            Sprawdzic czy ktoś jest dobrym człowiekiem można również wtedy,
            kiedy ta osoba jest szczęśliwa.Może nawet wtedy bardziej - czy
            interesuje ją wtedy los innych, czy jest wrażliwa na krzywdę,
            skłonna do pomocy.Przykro mi, ale jeśli Bóg jest to moim zdaniem
            traktuje nas,jak króliki doświadczalne i niewiele to ma wspólnego z
            tym, co ja rozumiem pod pojęciem bożej miłości
          • mariola008 Re: ILE JESZCZE ? 04.09.09, 16:50
            Może wyraziłam się górnolotnie z tym człowieczeństwem ale wiem, że takie
            cierpienie upadla, niszczy człowieka. Znam ludzi, którzy nie udźwignęli
            podobnego ciężaru. Jeden z moich znajomych po śmierci żony zaczął pić i zapił
            się na śmierć wcześniej niszcząc życie swojej córki.Nie zniósł pokornie
            cierpienia , nie dał rady. Więc co ?
            Nie jest człowiekiem ?
    • xxxkarolinkax Re: ILE JESZCZE ? 28.08.09, 23:18
      smutny, samotny wieczór. właściwie noc już nadchodzi. a ja jak zwykle myśle,
      zastanawiam się, wspominam..

      ciągle te same pytania się nasuwają, tylko odpowiedzieć nikt nie potrafi :(

      Zastanawiam się ILE JESZCZE serce potrafi wytrzymać? Jak długo można jeszcze
      walczyć z tym bólem, który rozdziera nas od środka..?

      ILE JESZCZE można siebie samą oszukiwać, że to tylko zły sen..że się obudze i
      będzie jak dawniej..?

      ILE JESZCZE łez musi popłynąć, zanim bede potrafiła myśleć tak jak inni - że już
      nie cierpi...?

      ILE JESZCZE razy upadnę z takim impetem, że potem człowiek się tylko zastanawia,
      czy jeszcze żyje..czy warto wstać, otworzyć oczy...?

      ILE RAZY jeszcze bede poddana próbie 'czy człowieka można zniszczyć, czy tylko
      pokonać' ?

      Coraz bardziej zamykam się we własnym świecie. odizolowana. z maską na twarzy. I
      coraz bardziej nie chce z niego wracać..

      czuje się jak wrak.
      • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 28.08.09, 23:35

        Xxxkarolinkax ….. takie pytania bardzo często sobie zadaje ….. i
        wciąż nie wiem.
        Ile jeszcze…. Można wytrzymać z tym bólem – gdzie są granice
        ludzkiej wytrzymałości? Gdzie jest moja granica? – nie wiem…

        Ja również mam swój świat i w nim staram się poruszać …. Gorzej gdy
        jak napisałaś przychodzi wieczór a następnie noc i pozostaje pustka,
        tęsknota i samotny wieczór….
        Tak ile jeszcze i czy damy radę…… ale próbujmy bo nasze połówki
        cierpią widząc nasze upadki...
      • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 29.08.09, 10:06
        Ja też się coraz bardziej izoluję,wręcz wycofuję do swojego
        świata.Czuję się osamotniona, wyobcowana a z drugiej strony sama nie
        mam ochoty i siły wyjśc do ludzi.W miarę bezpiecznie czuję się w
        domu i w pracy(mam własną malą firmę i jestem tu sama, ludzie
        wchodzą i wychodzą, nie muszę się wdawac w nadmierne kontakty).Jak
        mam taki dzień, że mogę czytac to siadam z herbatą albo kawą i
        czytam.Zapalam dla Niego świecę,siedzę sobie sama, nikt ode mnie
        niczego nie chce.Jak nie mogę czytac to siedze po prostu i patrzę w
        ścianę albo płaczę,albo piszę do Was.Tak naprawdę poza najbiższą
        rodziną jesteście jedynymi osobami, z którymi utrzymuję kontakt.
        Może mogłabym wyjśc z tej mojej samotni,ale nie chcę.Niczego nie
        chcę tak właściwie, tylko świętego spokoju.Myśli czasem mam tak
        straszne, że sama się ich boję.Wspomnienia zwalają z nóg, ale kiedy
        na chwilę się uspokoję i poczuję odrobinę lepiej, to sama do siebie
        mam żal, że się uspokoiłam i nie wyje za Nim z bólu.Wcale nie chcę
        wyjśc z tej żałoby, mam wewnętrzny opór przed wszystkim, co dobre,
        radosne, budujące.Może to tylko taki etap żałoby, nie wiem.Ale jest
        strasznie ciężko.Waham się tylko między stanem panicznego strachu o
        to, co ze mną będzie a całkowitą rezygnacją i zobojętnieniem.

        A serce, niestety potrafi wytrzymac więcej niż by się chciało.Ile ja
        już przeżyłam takich nocy, gdzie prosiłam żeby mnie zabrał jak będę
        spała.I nic.Rano trzeba było znowu wstac i walczyc nie wiadomo
        właściwie o co
        • anna9290 Re: ILE JESZCZE ? 29.08.09, 15:59
          Jezu dziewczynki,
          czytam Was i jest mi tak strasznie przykro. Rozumiem wasze doły i upadki. Nikt nie wie ile czasu każdej z nas trzeba, żeby zacząć żyć na nowo. Najważniejsza to nadzieja na lepsze jutro. Jeśli znalazłyśmy tego jedynego a on odszedł to trzeba wierzyć, że jest możliwość że jeszcze będziemy szczęśliwe. Po śmierci męża chciałam tylko być idealną matką i ojcem w jednym. Ale dzisiaj wiem, że tak nie było. Tak naprawdę to bardziej dzieci się mną opiekowały niż ja nimi. To one patrzyły z przerażeniem w oczach jak siedzę przed kompem i oglądam zdjęcia, filmy, jak gadam do zdjęć na ścianie i ryczę do rana. Znajomi zapraszali, dzwonili, przychodzili a ja zawsze miałam wymówkę na każdą okazję. Siedziałam w domu jak chomik w klatce. I w końcu któregoś dnia (myślę, że ok. roku po śmierci) stwierdziłam, że tak dalej się nie da. Wyszłam z domu raz, drugi...Było ciężko jak cholera. Wszędzie pary... Ale wiem, że tylko rodzinie i znajomym zawdzięczam to, że nie zwariowałam. Nagle okazało się, że nadal potrafię się śmiać i mam o czym rozmawiać z innymi. Pierwsze rozmowy to te o mężu często zakończone wspólnym ryczeniem. Ale takie życie.
          Najważniejsze to się jednak nie izolować. Wiem, że to trudne, ale jednak wykonalne. Spotykając się z innymi przestajemy myśleć o nim, najpierw przez godzinę, później 5, a potem okazuje się, że przez kilka dni... Powrót do domu już nie jest powrotem do "naszego domu" ale do domu mojego i dzieci. Może okrutnie to brzmi dla wielu z Was ale tak powinno być i tak w końcu będzie. Ja o sobie mogę powiedzieć, że jestem znowu szczęśliwa, ale zadra w sercu jest i zawsze będzie. Cały czas zdarzają mi się doły. Na ulicy, którą jechaliśmy, w sklepie w którym robiliśmy wspólne zakupy, w knajpach w których jedlismy itp. Tilia7, wiem, ze nie chcę Ci sie nigdzie wyjść. To może na razie nie wychodź ale zacznij o tym mysleć. Rano każda z nas wstaje nie wiadomo po co... A może po to żeby dalej żyć??? Ja cały czas sobie i dzieciakom powtarzam, że Tomek nie chciaby, żebym żyła jak zakonnica. Gdyby wiedział, że tak będzie to trzymałby się życia pazurami.....................Myślę, że Oni gdzies na górze patrzą na nas i nasze sukcesy są ICH sukcesami...Wiedzą, że nas zostawili ale my dajemy radę.
          • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 29.08.09, 20:20

            Tak... czytając początek Twojego wpisu to tak jakbym czytała o sobie.

            Ile czasu jeszcze mi zajmie abym mogła Tak jak Ty Anno pójść
            dalej ....niewiem. Mam nadzieję, że ja jak i pozostałe dziewczyny
            dojdziemy kiedyś do miejsca w którym teraz jesteś Ty....

            Anna9290 dziękuje za Twój wpis, który napiewa mnie optymizmem i
            życzę dużo szczęścia i samych słonecznych dni...

            Pozdrawiam
          • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 29.08.09, 20:35
            anna9290 staram się,naprawdę się staram.Czasem daję się rodzinie gdzieś
            wyciągnąć - byłam z nimi w kinie, na wycieczce, czasem daję się zabrać na
            zakupy.Wiem, że tak całkiem zamknąć się nie można, choćby dlatego, że trzeba
            przecież pracować.Ale te wyjścia nie dają przyjemności,nawet jeśli przez chwilkę
            zajmę się czymś innym, w końcu wywołują jeszcze większy smutek i uczucie
            braku,tęsknoty.Dzisiaj w parku obok mnie jest koncert zespołu "Izrael", to jeden
            z Jego ulubionych zespołów, mogłam iść, posłuchać.Zamiast tego zamknęłam okno,
            żeby nie słyszeć tej muzyki, która zabiera mi teraz resztki sił.
            A przyjaciół zwyczajnie i po prostu nie mam.To efekt innej, wcześniejszej
            historii, już kiedyś dostałam kopa od życia, choć nie aż takiego jak teraz ale
            też bolało.Nie został przy mnie nikt warty uwagi.Niektórzy sami się odsunęli,
            innych odsunęłam ja.Fakt jest faktem, poza najbliższą rodziną i znajomymi z
            którymi utrzymuję bardzo luźny kontakt, i nie mam ochoty go teraz zacieśniać,
            mój mężczyzna był jedynym moim przyjacielem.Dlatego odczuwam tą stratę bardzo
            intensywnie.Mimo, że jestem polonistką prowadzę teraz własny sklep i jedyną
            formą kontaktu z innymi kobietami są takie luźne pogaduchy z klientkami, które
            mają skłonność często do wylewania swoich żalów przede mną.Tą formę kontaktu
            toleruję a nawet cenię.Nie musze się odsłaniać, zacieśniać więzi itp.U mnie, jak
            na razie za wcześnie na podejście optymistyczne a nawet realistyczne do dalszego
            życia.Jest mi rozpaczliwie źle i jak na razie sądzę, że będzie nadal tak
            samo.Nie zarzekam się, że to się nigdy nie zmieni, oby się zmieniło.Na razie
            nawet to, co robię wymaga ode mnie nieziemskiego wysiłku.A brak nadziei i sensu
            dobija.
            Dziękuję za dobre słowo i optymistyczną wizję przyszłości.Cieszę się, że choć
            niektóre z nas dały radę i czują się prawie szczęśliwe.Pozdrawiam Cię Anno z
            całego serca
            • xxxkarolinkax Re: ILE JESZCZE ? 29.08.09, 21:23
              byłam dzis u Niego na cmentarzu. chyba pierwszy raz czułam taka wielką potrzebe
              pojechania tam.
              I pierwszy raz od dnia pogrzebu tak strasznie się tam popłakałam. siedziałam
              przez 2 godziny i po prostu wyłam. żaliłam się mu jak teraz
              ciężko, jakie wszystko bez sensu...:(

              I naprawde coraz mniej rozumiem z tego. bo jak to sie dzieje,ze czasem jest
              lepszy dzien..ze nawet pol usmiech sie pojawia, a potem boom..znowu tragedia,
              rozpacz jakby to bylo wczoraj.
              Otwieracjac rano oczy nie wiemy jaki dzis nasza psychika bedzie miala kaprys.

              wszystko dzis wrocilo :(
              znowu czuje sie jak przygnieciona zyciem 100latka..
              boli.bardzo boli.
              bo wiecie...to bylo cos wiecej niz milosc. to bylo przeznaczenie. MY po prostu
              musielisy byc razem.
              kiedys, krotko po Jego odejsciu mialam dziwny sen. snilo mi sie tylko Jego glos,
              jak mowil, ze zostalam mu dana,zeby pomoc mu przez to wszystko przejsc.

              tylko teraz Jego tak okrutnie brak, zeby On pomogl mi...

              i ciagle to samo pytanie: ile jeszcze? cholernie duzo.
              • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 30.08.09, 21:47
                Karolinko poruszyło mnie to, co napisałaś o przeznaczeniu.Bo u nas też to było
                coś więcej.To nie był mój pierwszy mężczyzna, nawet nie drugi.Ale był
                wyjątkowy.Pasowaliśmy do siebie idealnie a jeśli były różnice to tylko po to,
                żeby się wzajemnie uzupełniać.Niedługo po tym, jak się poznaliśmy i byliśmy już
                razem pomyślałam, że spotkałam najprawdziwszego anioła.Nie tylko dlatego, że był
                dobrym, cudownym człowiekiem.Nauczył mnie kochać, kochać naprawdę, zrozumiałam,
                że miłość jest wtedy kiedy się daje nie oczekując nic w zamian,że miłości nie
                dostaje każdy ot tak, tylko, że jest ona prawdziwym niesamowitym darem.Był kimś
                niezwykle ważnym na mojej drodze.Kimś wyjątkowym i najcenniejszym.Cierpię
                strasznie, ale nigdy i za nic w świecie nie oddałabym ani jednej wspólnie
                spędzonej minuty.

                W dniu Jego śmierci zadzwoniła do mnie Jego ciocia i powiedziała:

                "byłaś Jego światłem, jasną stroną Jego życia,dzięki Tobie był szczęśliwy -
                przykro mi, że tak wysoką cenę musisz płacić, za szczęście które mu dałaś.Ale to
                był dla Niego wielki dar"

                - to było JEDYNE zdanie wśród tylu różnych jakie wtedy usłyszałam, które
                NAPRAWDĘ mi pomogło

    • madzik2-4 Re: ILE JESZCZE ? 29.08.09, 22:38
      Z całych sił starałam się odgonić ode mnie czarne chmury.Zacząć jakoś żyć.Wiele
      osób powtarzało mi"musisz być silna,nie masz innego wyjścia,masz
      dzieci........."kroczyć dalej z nadzieją ze będzie lepiej.Tak,ja o tym doskonale
      wiem,ale już nie mam siły udawać silnej.Nadzieja mnie męczy,wycieńcza mnie do
      granic.Nadzieja przecież odeszła i nigdy nie wróci.Dopada mnie ogromny
      smutek,który wyciska ze mnie ostatnie łzy.
      Nie chciałam aby dopadł mnie smutek który zabija we mnie ostatki
      optymizmu.Chciałam się schować w najciemniejszym zakątku mojej duszy,ale
      wiedziałam ze to nie jest żadne wyjście,żaden ratunek.Dlatego walczyłam o byt,o
      życie......
      A teraz marze aby odciąć się od świata.......codzienność mnie przytłacza.
      Wiele myśli,ale nie mam rozwiązania.........podobno czas leczy rany,bardzo długi
      czas...
      Nie wiem co będzie?Czy sobie poradzę............Do kogo mieć żal?do losu?do
      przeznaczenia?do Boga?Chciałabym uciec od problemów,uciec chociaż na małą
      chwileczkę........tak bardzo mi brakuje mojego męża,tak bardzo tęsknię,tak
      bardzo kocham.............
      • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 29.08.09, 22:58

        madzik2-4 ... mnie też bardzo Go brakuje....tzn mojego Męża
        Takie pytania ciągle się nam mnożą w głowie i czasem aż świat wiruje
        od częstotliwości z jaką się pojawiają.... ale niestety nie
        znajdziemy na nie odpowiedzi:(
        Ile czasu nam to zajmie - to się okarze...
        Nie smuć się i postaraj się zasnąć a jutro zajrzyj tu i pomyśl, że
        jesteśmy z Tobą:)
        Śpij spokojnie.....
    • kasta4 Re: ILE JESZCZE ? 30.08.09, 21:54
      Tu w Stanach Kosciol Katolicki jest znacznie inny. pelen zrozumienia, cieply
      itd. Mnie ksiadz wrecz nakazal krzyczec na Pana Boga, klocic sie z nim.
      Rozgrzeszyl mnie z tego i kazal robic ile chce. Wykrzyczalam Bogu ze zabral mi
      juz 2 osoby ale jak chce dalej mnie deptac - niech depta. Nie dam sie! Bede sie
      czolgac ale sie nie moge poddac. Ja nigdy mojemu dziecku nie4 zrobie tego co on
      robi swoim dzieciom. A wiara w spotkanie z mezem kiedys w niebie? Wierze
      resztakmi sil bo musze. Dzis tylko dlatego. A ile potrwa ten koszmar sama nie
      wiem. U mnie dopiero sie zaczyna. Walcze na chodniku sama ze soba zeby nie
      skoczyc w bok, walcze jadac taksowke przez most zeby nie zrobic czegos glupiego,
      walcze co wieczor lykajac tabletki na spanie zeby wziasc tylko jedna. Znam wiele
      kobiet, ktore poukladaly sobie po takiej stracie zycie. Ale ja siebie tam nie
      widze nigdy. Przezylam milosc zycia - to sie nie zdarza 2 razy. I taki czlowiek
      jak moj maz zdarza sie tylko raz. Jesli Bog mysli ze we mnie bedzie mial taka
      dobra dusze to sie myli.
      • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 30.08.09, 22:07
        Nie przejmuj się Bogiem tak jak i on Tobą się nie przejmuje.Walcz dla siebie,
        dla dziecka - tylko Wy jesteście ważni w tej chwili, reszta naprawdę nie ma
        znaczenia
    • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 30.08.09, 22:28

      Bez Ciebie Kochanie to już nie to samo………
      Bez Ciebie kochanie nic się nie liczy………
      Bez Ciebie Kochanie każdy dzień koszmarem jest………
      Bez Ciebie Kochanie taka pustka wokół mnie………
      Bez Ciebie kochanie tak smutno mi a tęsknota i żal zabijają mnie ………
      Bez Ciebie Kochanie świat wygląda inaczej………
      Bez Ciebie kochanie nie mogę usnąć bo w oczach mam smutek i łzy……..
      Bez Ciebie Kochanie tchu mi brak………
      Bez Ciebie Kochanie nie ma już nic………
      Bez Ciebie Kochanie dokąd dalej mam iść?.........
      Bez Ciebie Kochanie nie chcę tu być………
      Bez Ciebie Kochanie serce na pół pękło mi………
      Bez Twej miłości tak ciężko mi…..
      Bez Twych słów nie wiem co robić mam….
      Bez Twoich rad tak gubię się…..
      Bez dotyku Twych rąk usycham jak bez wody kwiat…..
      Bez dotyku Twych ust taka niczyja czuję się…..
      Bez Twojego uśmiechu sama nie potrafię się śmiać…..
      Krzyczę w milczeniu każdego dnia …..
      Chciałabym Kochanie mieć Ciebie przy sobie aby NIGDY nie tęsknić……
      Ty Kochanie już wiesz jaki plan Bóg wobec Ciebie miał……….
      Proszę powiedz mi, którą drogą mam iść ……i ILE to jeszcze będzie
      trwać?
      Obudziłam się dziś wcześnie rano, który to już poranek bez Ciebie? i
      znowu poczułam bezsens swojego istnienia…….
      • wdowa120309 Re: ILE JESZCZE ? 01.09.09, 18:44
        wiolawarszawa....piekne to co napisałaś. Wydrukowałam sobie ten tekst i czytałam
        go kilka razy ...a łzy płynęły po policzkach.
        Dziekuje...)
        • wdowa120309 Re: ILE JESZCZE ? 01.09.09, 18:52
          Ja teraz motam się i strasznie mi ciężko. W pracy i w domu przy madzi radość i
          usmiech ale wewnątrz...same wiecie...brak siły ...(((
          • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 01.09.09, 20:48
            Ja też się tak miotam.Myślałam, że z pewnymi rzeczami już się uporałam, że
            chociaż te najgorsze myśli o tych ostatnich dniach,o śmierci, o bólu mam już za
            sobą, że nie muszę już do tego wracać, że teraz już będę opłakiwać spokojniej,
            mniej dramatycznie.Guzik.Wszystko wróciło.Od nowa te same pytania, to samo
            współczucie, przerażenie, ból - znowu nie tylko ten mój, ale również ten
            Jego...I sny tak poplątane, takie bezsensowne.A już był chociaż z tym spokój
            przez jakiś czas.Ile jeszcze?Nie wiem, mam wrażenie, nie, jestem po prostu
            pewna, że już nigdy nie będę normalna.
            • wdowa120309 Re: ILE JESZCZE ? 01.09.09, 22:43
              tilia7 napisała:
              "Ile jeszcze?Nie wiem, mam wrażenie, nie, jestem po prostu
              pewna, że już nigdy nie będę normalna."

              Ładnie to ujęłaś ....też mam takie wrażenie....((((

              wiolawawa....i ja dziękuję....szkoda że mieszkasz tak daleko, spotkały byśmy się
              na kawce i pochlipały...na pewno dołek stał by się mniejszy.
              Ja czuje w sobie jakiś paraliż niby mam ochotę coś robić a ta naprawdę to nie
              mam na to siły. Najlepiej czuję się z moją Madzią ...dziś byłyśmy na cmentarzu a
              potem na frytkach w MacDonaldzie, na koniec jeszcze zaliczyłyśmy plac zabaw.

              Nikt tak jak wy nie rozumie bólu jaki w każdym z nas siedzi..... ja łapię teraz
              takie doliny że w pracy niby uśmiech a za chwilkę ...ide ryczeć do WC. W domu
              staram sie płakać tylko jak Madzia już śpi...bo ona od razu pyta dlaczego jestem
              smutna...(((
              • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 03.09.09, 00:43

                Wdowa120309 też żałuję bo wiem, że takie spotkanie, powspominanie i
                popłakanie w towarzystwie drugiej życiowej sieroty, która może
                powiedzieć WIEM CO CZUJESZ – by trochę ulżyło… ale wiesz ja jestem
                trochę ostatnimi czasy zakręcona i zmotoryzowana….. w końcu na końcu
                świata nie mieszkasz:) więc kto wie?
                Ja doła też mam i wszystko jakoś znowu przychodzi …. I nie mogę się
                z tych myśli wyplątać.
                Jak to jest Bea, że jednego, drugiego dnia jest „całkiem” znośnie a
                za chwilę uderza z taką siłą, że trudno się pozbierać????
                Cóż mogę powiedzieć…. Ludzie w pracy uważają, że czas żałoby już
                przeszedł i powinnyśmy przestać myśleć o tym co „było” bo przecież
                życie toczy się dalej. A Ty się musisz uśmiechać bo jak nie to
                powiedzą, że nie chcą z Tobą pracować bo jesteś jakaś dziwna…. Nie
                przejmuj się tym -mamy ważniejsze sprawy na głowie, o których ci
                ludzie nigdy nie będą mieli pojęcia – jeśli tego nie przeżyją (czego
                mimo wszystko nie życzę) są w pewien sposób ułomni i tak o nich
                myśl….
                Sory to trochę nieskładne ale wiesz o co mi chodzi:(

                Trzymaj się cieplutko…. Przez Twój wpis zachciało mi się frytek:)

                • wdowa120309 Re: ILE JESZCZE ? 04.09.09, 18:58
                  wiolawawa...jeśli bedziesz gdzies w okolicy Poznania lub Poznaniu to zapraszam w
                  moje skromne progi..))
                  Wiem że w pracy nic nie rozumieją....i staram sie nie pokazywac jak mi cięzko,
                  ale przyznam sie że wczoraj chyba było widac że ryczałam bo kilka osób pytało co
                  jest..? ...((((
    • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 01.09.09, 22:04

      Wdowa120309 ….. ja też Ci dziękuję to miłe co napisałaś – jak widać
      obie czujemy podobnie:(:( ja też płaczę :(
      Chyba obie wpadłyśmy w dolinę…. Jakoś nie mogę się pozbierać taki
      bezsens mnie ogarnął. Zupełnie nic mi się nie chce i tylko te myśli
      krążą po głowie ….. gdyby był …..

      Ściskam Cię cieplutko i życzę spokojnej nocy...
    • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 04.09.09, 20:14
      Bea… tak jesteś dla mnie mniej anonimowa mam nadzieję, że nie masz
      nic przeciwko jak czsem tak się będę do Ciebie zwracać :)
      Dzięki za zaproszenie jeśli będę się wybierała w Twoim kierunku to
      dam znać.... ja jak łapie mnie czasem taki duży dół to wsiadam w
      samochód i jadę tak po prostu przed siebie..to mnie odpręża – a że
      często są to weekendy to kto wie:) Oczywiście jak będziesz gdzieś po
      drodze do Wawy to śmiało wpadaj do mnie..
      Ludzie w pracy czasem chcą dobrze ale nie są w stanie zrozumieć a
      pytania typu co jest....są straszne bo niby co im powiedzieć? Że nic
      oprócz tego, że wariujesz z samotności, że tęsknisz do bólu, że
      czujesz się taka nieszczęśliwa, że tak Ci Go brak, że „zazdrościsz”
      gdy wracają do domu mają się do kogo przytulić i opowiedzieć co
      wydarzyło się w pracy czy po drodze do domu, że nie cieszą Cię
      weekendy.... czy zrozumieją...nie wydaje mi się bo dla nich to już
      czas aby się otrząsnąć i żyć.....
      • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 04.09.09, 22:41
        Bo ludzie myślą, że jak się raz przestało płakać, to potem trzeba nowego powodu,
        żeby zacząć płakać znowu.Nikt tego nie rozumie, jeśli nie przeżył.Nawet trudno
        mieć do nich żal, bo pewnie sama wcześniej nie rozumiałam:(
      • wdowa120309 Re: ILE JESZCZE ? 05.09.09, 11:22
        wiolawarszawa napisała:

        > Bea… tak jesteś dla mnie mniej anonimowa mam nadzieję, że nie masz
        > nic przeciwko jak czsem tak się będę do Ciebie zwracać :)

        Oczywiście że niem nic przecieko temu ...ja nawet myślę o zmianie nicku...bo
        mnie denerwuje ta wdowa...((((
    • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 07.09.09, 22:59

      Ile jeszcze tego cierpienia ?.... ile jeszcze tego bólu?.... ile
      jeszcze tej tęsknoty?.... ja już nie mam sił!!! upadłam i już nie
      chcę się podnosić... ja już naprawdę nie mam sił.... czy już zawsze
      będę walczyć aby ponieść porażkę??? Ile jeszcze mam znieść
      aby...... "ktoś" poczuł satysfakcję mojej przegranej.
      • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 07.09.09, 23:03
        Wiola, nie umiem Cię ani pocieszyć, ani pomóc wstać.Jeżeli to coś pomoże to ja
        też leżę.Nie jesteś w tym bólu sama.Ale to są naprawdę jakieś igraszki losu, czy
        Boga, czy kto tam tym rządzi.Ja już też nie mam sił i doprowadza mnie to
        wszystko do wściekłości, na którą też już nie mam siły:(
        • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 07.09.09, 23:15

          Dziękuje tilia7 ale wiesz co ja już naprawdę tym razem nie mam
          siły.. wiem, że też nie znasz odpowiedzi ale ile jeszcze tak bardzo
          będę tesknić i dlaczego to nie mija... dlaczego nie jest lepiej...
          Straciłam miłość ukochaną a wraz z nią poczucie bezpieczeństwa i
          chęci do dalszego istnienia.... ku....wa chce mi się wyć i krzyczeć
          i wszystko.... na nic!!!!!!!!!
      • martuskad Re: ILE JESZCZE ? 08.09.09, 09:22
        Wiolawarszawa podpisuje sie pod tym co napisałaś obiema rękami.Mam
        juz dość cierpienia,bólu,samotności,wzlotów i upadków.Dlaczego to
        nasze życie jest takie popaprane?Dlaczego nie potrafie sie
        podnieś,tylko non stop upadam?Dlaczego akurat ja?Dlaczego nikt nie
        może mi pomóc,tylko cały czas otrzymuje ciosy?I dlaczego wiecznie
        zadaję pytanie DLACZEGO?mam dość!!!
        • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 08.09.09, 10:25
          Ja też już nie mam sił i naprawdę nie wiem, jak życ dalej
    • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 28.09.09, 19:52

      Ile jeszcze Kochanie zajmie mi znalezienie swojego miejsca ....
      Ile jeszcze będę błądzić nie wiedząc co ze sobą zrobić ....
      Ile jeszcze będę się zastanawiać co dalej z moim życiem .....
      Ile jeszcze będę się czuć jak bezużyteczny przedmiot, który nigdzie
      nie pasuje ....
      Ile jeszcze będę oglądać się wstecz gdyż inaczej nie potrafię ....
      Ile jeszcze zajmie mi czasu podnoszenie się po tym bolesnym upadku ..
      Ile jeszcze muszę udawać, że znam odpowiedzi na pytania... gdy tak
      naprawdę ich wcale nie znam .....
      Ile jeszcze muszę tu znieść by znaleźć się przy Tobie ....
      Tak naprawdę wcale nie wiem co dalej …. pogubiłam się
      straszliwie ... nic już nie wiem.
      Złapałam doła ... do niczego się nie nadaje i nic mi się nie chce...
      Bez mojego Męża jestem bezwartościową istotą, która nie widzi
      swojego dalszego życia nie widzi sensu robienia czegokolwiek bo i po
      co? ....
      • justynakm1 Re: ILE JESZCZE ? 29.09.09, 22:37
        Wiola, czytam Twojego posta i placze.. czuje dokladnie to co
        napisals, slowo w slowo. Apatia, wkur..., smutek, rozpacz, tesknota,
        zlosc, zal, gorycz, strach, bycie niczyja, beznadzieja-to pewnie nie
        wszytkie stany jakie przezywam. Tak mi Go strasznie brakuje, ze
        chyba oszaleje z tego bolu. Bolu, ktory po prawie 7 mies jest duzo
        wiekszy niz na poczatku..
        Wiola, masz czas w weekend? moze sie spotkamy na jakas kawe?
        • beattrix120309 Re: ILE JESZCZE ? 29.09.09, 23:10
          ja tez czuję to samo co wy....jestem zagubiona... czuje się jak małe dziecko
          które potrzebuje ratunku. Czuje się tak bez nadziej nie ...w głowie mam miliony
          myśli i zawirowań.
          Wiolawawa....zawsze piszesz tez i moje odczucia to co jest schowane głęboko w
          sercu....co je rozrywa i rani...((((
          A ILE JESZCZE...??? Aż boje się myśleć ...ile jeszcze tych chwil.... tych myśli
          ...tych trudnych samotnych decyzji. Tak bardzo brakuję mi tego
          wsparcia....miłości i czułości....((((((((((
    • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 30.09.09, 22:06

      Jak mam wychodzić z tego dołka kiedy już w nic nie wierzę. Za parę
      dni minie rok i osiem miesięcy i co? ….. wcale lepiej nie jest wręcz
      uważam, że gorzej niż było. Fakt może wylanych łez jest trochę mniej
      ale czego innego więcej- niepewności, braku bezpieczeństwa, żalu,
      poczucia krzywdy, niesprawiedliwości, samotności , złości , gniewu,
      braku wiary we własne siły, niemoc itp.….. a najwięcej braku sensu
      swojego istnienia gdyż na taki scenariusz nikt nie raczył mnie
      przygotować!!!!!!
      ….. Boję się, że jeśli znowu coś zaplanuje coś zacznę robić i
      zacznie mi to sprawiać przyjemność to …… za chwilę znowu to stracę….
      Nie wiem to wszystko jest tak bardzo trudne i takie nie pojęte to
      wszystko mnie przerasta…. I to nie jest tak, że się poddaje ..
      tylko ja nie widzę już żadnego sensu swojego bycia tutaj …. Przecież
      cieszyłam się życiem miałam kochanego Męża miałam dom w którym
      byliśmy szczęśliwi mieliśmy siebie mieliśmy pomysł na życie …. I
      co ? i to, że mojego Męża już nie ma a tyle pijaków i zboczeńców
      łazi po tym świecie i zatruwają życie innym…. TO WSZYSTKO JEST
      POSRANE NA MAXA i nie mam już sił …..
      Od paru dni jest we mnie tyle buntu tyle złości i tyle żalu, że
      cholernie opadłam z sił!!!!! I znowu nic się nie chce……. Bo i po
      co?????????????????????????????????
      Ile jeszcze mam wierzyć w rzeczy, które nie mają najmniejszego
      sensu….
      Justynakm1.... Chętnie się spotkam (choć mam paskudny nastrój)
      powiedz z jakiej dzielnicy jesteś ? gdzie masz …. Cmentarz? Ja mam
      chwilowy problem z poruszaniem się więc daleko nie mogę jeździć ….
      ale może jakoś dopasujemy swoje odległości :)
      Bea…. Trzymaj się …. :(
    • wiolawarszawa Re: ILE JESZCZE ? 07.10.09, 03:05

      Ile jeszcze przemierze dróg ile jeszcze upłynie dni ile jeszcze
      nie przespanych nocy ... zanim znajdę klucz do drzwi .....
      Zanim zrozumie Że miłość Twa może nową drogą poprowadzić mnie....
      da siłę i nadzieję da wiarę i ukojenie abym mogła podnieść głowę i
      spróbować żyć ...Na nowo ... choć jeszcze dziś tak trudno uwierzyć
      mi ...że to wogóle możliwe..
      Klucz do nowych drzwi czy zdołam znaleźć go? czy strach przed
      nieznanym obawa przed własnymi myślami pozwolą znaleźć go ....
      to trudny czas w chaosie myśli pogrążony w czasie zawieszony... czy
      zdołam zmienić to ...czy odwagi i wiary starczy mi aby zacząć
      inaczej żyć?.... To trudne tak bo strach zniewala mnie ...i Ciebie
      tak bardzo mi brak. Zawsze to Ty przy mnie byłeś i w ramionach mocno
      tuliłeś ... siłą ogromną i miłością nieprzytomną całym sobą
      otulałeś mnie by chronić przed świata złem .... Jak żyć gdy tak
      smutno mi.. Jak szukać nowych dróg gdy w pobliżu nie ma Cię ...jak i
      czy kiedyś mi to uda się ... gdy w sercu smutek noszę ...a w oczach
      żal i łzy... proszę podpowiedz mi....
      • isiogrze Re: ILE JESZCZE ? 07.10.09, 09:47
        ...zimno..deszcz pada .. a my jak w poślizgu na zakręcie życia..
        Mimo że najgorsze już tam, za zakrętem, my ciągle jedziemy bokiem,
        a koła nie chcą się słuchać ani nawierzchni ani kierowcy...
        ..a niełaskawy Bóg zostawił nas na pastwę Losu bez naszych najlepszych
        nawigatorów...
        Sami na tej zatłoczonej autostradzie staramy się coś z tym zrobić,
        żeby nie rozbić się jeszcze bardziej...Wokół nas śmigają inni..
        nie wiemy czy są dobrzy czy źli, chcą pomóc czy zaszkodzić..
        ..nic nie widać.. tylko jesienna szaruga.
        I choćby promień słońca padł na ten ponury krajobraz..to i tak od nas samych
        zależy jak pojedziemy dalej tą drogą.. Czy staniemy i w deszczu będziemy
        trwać,czy rozbijemy się czy to walcząc czy poddając się bezwolnie...czy też
        pojedziemy dalej.
        Kiedyś może ta zła pogoda się skończy..gdzieś uda się dojechać..
        Choćby Wiosna już tak nie radowała to sam fakt Jej obecności będzie pocieszający...

        W sercu pustka i żal. Ale trzeba zostać..Jak pożegnania na dworcach kolejowych,
        Dróżnik już zagwizdał...nie dostałem biletu na ten pociąg...
        "...wystukaj Kochanie do mnie list...
        ..wtedy na pewno nie odejdziesz Cała..
        ...niech będzie w niej lokomotywy świst.."

        ehh...TRZEBA BYĆ.TAK PO PROSTU.
        • tilia7 Re: ILE JESZCZE ? 07.10.09, 12:41
          Wszystko to prawda.Żeby tylko jeszcze wiadomo było po co jechac
          dalej i że to ma jakiś sens:(
          • beattrix120309 Re: ILE JESZCZE ? 07.10.09, 21:50
            I tak trudno ogarnąć to wszystko myślami.....serce rwie się na
            kawałki....tęsknota i żal wyciskają z oczu łzy. Samotność w śród ludzi....choć
            każdy mówi dasz radę...to ja i tak wiem swoje...że na razie trudno żyć ...trudno
            zasypiać i budzić sie bez ciebie. I każdy sen w którym ty sie pojawiasz jest
            jak cudowna bajka i nie chcę się budzić z tego pięknego snu....Bo świadomość że
            cie juz przy mnie nie ma i nigdy nie wtulę się w twoje ramiona ...jest
            odwrotnością pięknego snu...jest złym snem z którego chciała bym się obudzić..(((
            Siedzę i zastanawiam ile to jeszcze przede mną różnych wydarzeń miłych i mniej
            miłych.....bez ciebie.... ty zawsze byłeś moja podporą i proszę pilnuj mnie i
            naszego dziecka zawsze i wszędzie.
            Przykro że już nie zobaczysz uśmiechu i ciepłych iskierek z oczu naszego
            maleństwa...jest taka rozkoszna i jest moją podporą jaka i w życiu została. Ile
            jeszcze..??? nie wiem ...mysli lataja w głowie jak szlone....(((((((((((

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka