wscieklyuklad
16.02.18, 15:31
Wątek poświęcony przykłądom czołgania pisoniego bydła przez ludzi stanowczych.
Bidulka bezmuzgowa niejakie ziemkiewicz miao pojechać na Wyspy, by tamtejszym nacjonalistom i faszystom przybliżyć poglądy Wolski na imigrantów, Zydostwo i innych degeneratów.
Rupa Huq, parlamentarzystka z Partii Pracy wystąpiła z postulatem zakazu wjazdu dla bezmuzgowego chama.
Chamidło myślało, źe metody łamania demokracji oraz faszystowskie, rasistowskie, nacjonalistyczne i ksenofobiczne pogody wyrażane bez zachowania zasad przyzwoitości to światowy standard, zatem wkurwione zapowiedziało kroki prawne przeciw tej decyzji.
Najwyraźniej jednak skonsultowało się z kimś myślącym i skumało, źe może się co najwyżej zrobić samodzielnie kaptur mnicha. I by nie doznać jeszcze większego upokorzenia dało se spokój.
I tak z tym bydłem należały właśnie postępować.
W ryj i prostymi sowami równać bezmuzgowe ego z gleba.
Biedny rafuś, pozostanie mu kolejny durnowaty tzw. felieton, by się wyżalić.
Rupa Hup, parlamentarzystka Partii Pracy, protestuje przeciwko wizycie Rafała Ziemkiewicza w Wielkiej Brytanii.
Rupa Hup, parlamentarzystka Partii Pracy, protestuje przeciwko wizycie Rafała Ziemkiewicza w Wielkiej Brytanii. • Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
W weekend prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz miał odbyć trzy spotkania autorskie w Wielkiej Brytanii. Został zaproszony przez organizację Polska Niepodległa, ale brytyjska parlamentarzystka powiedziała "nie". Rupa Huq z Partii Pracy zrobiła z Ziemkiewicza islamofoba i antysemitę, po czym zażądała, by nie wpuszczać go do kraju. Choć wielu Polaków uważa, że mocno przesadziła, casus Ziemkiewicza pokazuje, jak mocno w takich sprawach Brytyjczycy trzymają rękę na pulsie. Nawet, jeśli jak Polska, mają konserwatywny rząd.
Reklama
Reklama
Rafał Ziemkiewicz miał pojawić się w Bristolu, Cambridge i Londynie, i być może zakończyłoby się cichą wizytą, ale zrobiła się afera i już wiadomo, że do spotkań nie dojdzie. W nocy publicysta poinformował portal tygodnika "Do Rzeczy", że po rozmowie z organizatorem odwołuje wyjazd. Nagle okazało się, że w lokalach wymówiono im miejsca i nowych już załatwić się nie da. Taka wokół jego podróży na Wyspy zrobiła się tam atmosfera.
RAFAŁ ZIEMKIEWICZ
Do Rzeczy
"Po wizytach smutnych panów wszystkie lokale gdzie miały odbywać się spotkania – nawet rezerwacja restauracji na kolacje – zostały dziś wieczorem wymówione. Uznaliśmy z organizatorem, że nowych już załatwić się nie da zwłaszcza w tej atmosferze, więc nie lecę." Czytaj więcej
Zupełnie jak w przypadku nacjonalisty Mariana Kowalskiego, który jesienią miał dać wykład w polskiej restauracji w londyńskiej dzielnicy Ealing, ale informacja dotarła do policji, ta nakazała lokal zamknąć i wykład się nie odbył.
Bidusia. To nie ma już żadnego Wolaka na wyspach gotowego udzielić własnej chaty do tak propatryotycznych celów..