Dodaj do ulubionych

Ustawki wyborcze

06.07.20, 12:01
O nieprawidłowościach w dwóch krakowskich komisjach wyborczych podczas I tury wyborów prezydenckich w niedzielę 28 czerwca opowiadają OKO.press Małgorzata Kieres, która była mężem zaufania z ramienia PO i anonimowo członek jednej z krakowskich komisji wyborczych.

Z ich słów wynika, że podczas liczenia głosów zawyżono po kilkanaście głosów na korzyść Andrzeja Dudy. Zniknęło też 100 kart do głosowania, które „odnalazły” się po zdecydowanej interwencji członka komisji.

To przykłady jak można oddolnie wpływać na wynik wyborów prezydenckich.

Kieres wrażeniami z liczenia głosów komisji podzieliła się najpierw na swoim profilu na Facebooku. Jej post rozszedł się jak burza. Internauci przekazywali go z wezwaniem, żeby zgłaszać się na mężów zaufania do komisji wyborczych na II turę wyborów.

„Chcę zdopingować ludzi by patrzyli PiS-owi na ręce. Żeby przez nasze lenistwo nie stracić czegoś wartościowego. Czyli demokracji, którą wywalczyli nasi rodzice”
– mówi OKO.press Małgorzata Kieres. Podobny apel kieruje do opinii publicznej b. szef PKW sędzia Wojciech Hermeliński.

Kieres podkreśla: „Boję się o wynik tych wyborów. Bo jeśli tylko w dwóch komisjach w Krakowie dochodzi do nieprawidłowości, to jak może wyglądać liczenie głosów w innych komisjach wyborczych w Polsce.

(...)

"Każdy z członków komisji miał brać po 50 kart i rozkładać na 11 kupek, czyli tyle ilu było kandydatów.
Głosy zostały rozłożone więc na 11 kupek. Chcieli ich liczbę wpisać do protokołu. Więc mówię: „Stop. Musimy policzyć i sprawdzić teraz każdą kartę z osobna”. I sprawdzaliśmy każdą kupkę, karta po karcie."


Gdy doszliśmy do kupki z głosami oddanymi na Andrzeja Dudę okazało się, że leżą tam głosy oddane na Rafała Trzaskowskiego, Krzysztofa Bosaka i pozostałych kandydatów. W sumie do Dudy trafiło kilkanaście głosów oddanych na konkurentów.

Gdybym się nie uparła, że liczymy każdy głos pojedynczo, a nie tylko sumę kart na kupkach, które wcześniej rozłożyli członkowie komisji, to inni kandydaci by mieli głosów mniej. A Duda o kilkanaście więcej.


(...)

Do nieprawidłowości doszło też w innej krakowskiej komisji wyborczej. O tym co się tam wydarzyło opowiada OKO.press anonimowo członek tej komisji.

„Do komisji przyszłam o 6 rano. Byli w niej już inni jej członkowie. Beze mnie wyciągnęli z sejfu karty do głosowania i je przeliczyli. Potem gdy z nimi rozmawiałam odniosłam wrażenie, że są zwolennikami Dudy. W komisji razem ze mną przebywało sześć osób. Po godz. 21 zamknęliśmy lokal wyborczy.

Poprosiłam by policzyć ilość wydanych kart sprawdzając rejestr wyborców. Zaczęliśmy więc liczyć podpisy w rejestrze wyborców i okazało się, że brakuje nam ok. 100 kart. Bo ilość kart nie wykorzystanych, plus suma podpisów wyborców, powinny dać ogólną ilość kart, które dostaliśmy.

Podpisy liczyliśmy kilka razy i ciągle było ich za mało. W końcu sama policzyłam podpisy i nagle się okazało, że ich liczba jednak się zgadza. Wcześniej liczyli je pozostali członkowie komisji.

Usłyszałam: „to błąd, za długo już tu siedzimy”. Rozumiem, że błąd mógłby dotyczyć 5, 10 podpisów. Ale 100?
Potem otworzyliśmy urnę i wysypaliśmy karty do głosowania na podłogę. Policzyliśmy ilość kart. I okazało się, że jest ich o ok. 100 mniej niż ich wydano. W sumie liczyliśmy 3 – 4 razy i ciągle brakowało ok. 100 kart


W końcu zdenerwowana mówię: „Wychodzę na pięć minut i jak się karty nie znajdą to dzwonię po policję”. Wróciłam i ilość kart się zgadzała.
(...)
Karty rozkładaliśmy na kupki przyporządkowane dla kandydatów. Każdy członek komisji brał swoje karty i rozkładał na kupki. Potem zliczyliśmy ilość kart na każdej kupce. Ale chciałam, żeby jeszcze raz każdego kandydata policzyć osobno.

I okazało się, że na kupce z głosami na Dudę było zapisane ok. 30 głosów za dużo. Podczas powtórnego liczenia tej kupki okazało się, że fizycznie na tej kupce znalazło się kilkanaście kart z głosami oddanymi na innych kandydatów, w tym Bosaka i Trzaskowskiego.

Członkowie komisji tłumaczyli się, że to ze zmęczenia, że źle posegregowano karty.


cdn.
Obserwuj wątek
    • sorel.lina Re: Ustawki wyborcze 06.07.20, 12:03
      W I turze wyborów prezydenckich zgłoszono też nieprawidłowości z innych komisji w Polsce.

      Internauci już w niedzielę alarmowali, że są wydawane nieostemplowane karty do głosowania. A PKW zastrzegła, że będą one uznawane jako głosy nieważne. Tak było np. w jednym z lokali wyborczych w Zakopanem.

      W Bytomiu jeden z członków komisji wyborczej, 52-latek, stawiał długopisem dodatkowe krzyżyki na głosach oddanych na Trzaskowskiego, przez co te głosy były nieważne. Stanął z boku z długopisem i coś dopisywał na kartach do głosowania. Zauważył to przewodniczący komisji. Okazało się, że na głosach na Trzaskowskiego dostawiał kolejny x przy nazwisku Stanisława Żółtka.

      Mężczyzna dostał zarzut z art. 248 pkt 3 kodeksu karnego, który mówi „kto niszczy, uszkadza, ukrywa, przerabia lub podrabia protokoły lub inne dokumenty wyborcze albo referendalne podlega karze do 3 lat więzienia”. Ma dozór policji i został zobowiązany do wpłaty 2 tys. złotych poręczenia majątkowego.

      cdn.
      • sorel.lina Re: Ustawki wyborcze 06.07.20, 12:09
        Poprosiliśmy o komentarz do niepokojących sygnałów z komisji wyborczych w Krakowie byłego szefa Państwowej Komisji Wyborczej i sędziego TK w stanie spoczynku Wojciecha Hermelińskiego.

        Jeśli doszło do ukrycia ok. 100 kart do głosowania, to kodeks karny kwalifikuje to jako przestępstwo przeciwko wyborom. Trzeba ustalić, czy to wynik bałaganu w pracach komisji, czy ukrycie kart było intencjonalne, a wtedy podlega to pod kwalifikację z art. 248 pkt 3 kodeksu karnego. Żeby jednak mówić o przestępstwie trzeba najpierw udowodnić, że zniknięcie kart było celowe” – mówi OKO.press Wojciech Hermeliński.

        Były szef PKW podkreśla, że podobnie jest z dołożeniem danemu kandydatowi głosów oddanych na konkurentów. Przyznaje, że komisje wyborcze by szybciej zliczyć głosy często dzielą się na grupki, które liczą je odrębnie.

        „To idealny moment i warunki dla osób które zakładają, że chcą coś sfałszować. Ale komisja nie może dzielić się na podgrupy, ma liczyć głosy razem. I to jest ważny moment dla kontroli przez mężów zaufania”.

        Hermeliński potwierdza, że komisje powinny liczyć głosy bez długopisów, którymi można coś skreślać lub dopisywać, jeśli ktoś ma złe zamiary. Najlepiej by długopis miał przewodniczący komisji lub jeden z jej członków i tylko do spisania ostatecznych wyników liczenia. Przy rozkładaniu głosów na kupki jest on niepotrzebny. A to właśnie ten moment jest idealny do dostawiania dodatkowych krzyżyków na kartach do głosowania. Tak jak było to np. w Bytomiu.
        Hermeliński podkreśla również, że to cała komisja powinna nadzorować rozkładanie głosów na kupki i razem zliczać głosy.
        Na koniec liczenia kart do głosowania mąż zaufania ma prawo zgłosić wszelkie nieprawidłowości do protokołu, również to, że ktoś miał długopis.

        Mężowie zaufania mogą zrobić zdjęcie protokołu z komisji obwodowej i asystować w trakcie jego przewożenia. Mogą też przesłać zdjęcie protokołu do męża zaufania z komisji obwodowej, by ten porównał je z protokołem, który trafi do komisji okręgowej.

        Mężów zaufania wysyłają do komisji wyborczych pełnomocnicy wyborczy poszczególnych kandydatów. Zgodnie z kodeksem wyborczym każdy pełnomocnik może wysłać do komisji po jednym mężu zaufania.
        Może nim zostać osoba mająca czynne prawo wyborcze do Sejmu, która nie kandyduje w wyborach ani nie jest komisarzem wyborczym, pełnomocnikiem wyborczym, pełnomocnikiem finansowym, urzędnikiem wyborczym lub członkiem komisji wyborczej. Czyli praktycznie każdy dorosły obywatel.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka