guayazyl1
02.12.06, 17:11
pewnego razu w przyplywie dobroci wyrwalem sie z propozycja, ze pomoge
kobiecie w odkurzaniu. pomyslalem, ze to dla mnie zadna filozofia wiec uwine
sie raz...dwa...a kobieta zapewne przy najblizszej okazji sie odwdzieczy. nie
wiedziec czemu kobieta propozycje przyjela bez entuzjazmu, w dodatku
obserwowala moje poczynania wzrokiem inkwizytora. po paru minutach glosem
miekkim jak chinski jedwab powiedziala do mnie przeciagajac gloski:
Syropku...odloz to...baaardzo cie prosze...to nie na moje nerwy. a kiedy nie
posluchalem wyrwala mi sprzet z reki niemalze z nadgarstkiem. alez
dlaczego?..zapytalem jakos bezglosnie, a wlasciwie w myslach tylko, nie chcac
zaognic sytuacji. nastepnie patrzylem jak robi to ona nie widzac zadnej w tym
roznicy.
panowie!..
czy one wszystkie tak maja?..czy tylko mnie zdarzaja sie takie historie?..
czy ja jestem tendencyjny?..czy wam tez przydarzyly sie podobne sytuacje?..
moze odpowie Szeryf? to swiatowy facet i umi poslugiwac sie nozem i widelcem:)