affera123
28.05.10, 11:06
Wspaniały artykuł! Był taki film "Ósmy dzień" o ludziach z tego typu
wadą genetyczną, kiedyś czytałam też, że oni lubią mówić sami na
siebie "muminki", moja ciotka zaś pracowała z takimi dziećmi
(indywidualne nauczanie) i twierdzi, że są to bardzo otwarte i łatwe
we współpracy dzieciaki, do których wystarczy odpowiednio dotrzeć
(co, rzecz jasne trochę trwa), a potem to już sama przyjemność z
uczenia ich nowych rzeczy, kiedy każdy element otaczającej
rzeczywistości jest dla nich tak fascynujący. Moja córka bawi się
czasem na placu zabaw z chłopcem dotkniętym tym schorzeniem.
Dzieciak, poza problemami z mową i wyglądem, nie różni się niczym od
reszty. Jest niesamowicie sprawny fizycznie, umie wchodzić na
drabinki i huśtawki, podczas gdy inne dzieci się tego wyraźnie boją
albo nie są na tyle sprawne, żeby sobi poradziń ze wspinaniem. To,co
on wyprawia z huśtawką łańcuchową przez parę sekund, mojej córce
zajmuje parę minut, choć teoretycznie jest "normalna". Szkoda, że
polskie społeczeństwo jeszcze nie dorosło do współegzystowania z
ludźmi niepełnosprawnymi i to tak naprawdę my robimy miny "downów",
kiedy widzimy czyjąś ułomność, zamiast traktować to, jak element
codzienności. Moja siostra (dwa fakultety, chór kościelny,
rozmodlenie co niedziela) śmieje się albo brzydzi ludźmi, którzy
mają jakieś ułomności. To stawia ją w rozwoju społecznym niżej od
meneli dworcowych, którzy potrafią wykrzesać z siebie wyższe uczucia.