annanatt
24.12.19, 17:23
Piszę, bo potrzebuję porady, pocieszenia, czegokolwiek, bo czuję że osuwam się w depresję. Chodzę z tym do psychologa, ale boję się że to nie wystarcza...
Po ponad roku rzucił mnie facet. Pierwsze 4 miesiące były bajkowe. Długie rozmowy, super seks, podobne wartości, romantyczny weekend, przedstawił mnie rodzinie. Ideał-nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Moja poprzednia znajomość była z mocno narcystycznym facetem, więc jak poznałam takiego ciepłego i czułego to byłam mega szczęśliwa. Po 4 bajkowych miesiącach partner z dnia na dzień oznajmił, że się odkochał i że planuje polecieć na rok do Malezji. Przeżyłam szok. Powiedział, że za mało go chwalę i nie poznał jeszcze mojej rodziny i chyba go nie chcę przedstawić. Po kilku godzinach rozmowy, zostawił mnie samą plączącą w mieszkaniu z poczuciem, że za mało chwalę... Był zły, że płaczę, twierdził że płaczem go od siebie odpycham i musimy od siebie odpocząć. A ja płakałam, bo po prostu nie umiałam inaczej, czułam smutek i wielkie rozczarowanie.
Przez kolejne ponad 3 miesiące spotykaliśmy się. Randki były miłe, a na koniec nierzadko słyszałam: "Bardzo Cię lubię". Wtedy było mi bardzo przykro. W międzyczasie pojawiła się elektroniczna i czasem telefoniczna aktywność jego koleżanki z pracy. Byłam o to zazdrosna, a on się wściekał na mnie i mówił, że jestem paranoiczką. Na jednym ze spotkań stwierdził, że super się ze mną gada, jestem ładna etc ale nie ma "tej iskierki" i pstryknął mi palcami przed oczami. Popłakałam się. Przeprosił od razu. Niedługo po tym spotkaniu oznajmił mi, że znowu się we mnie zakochał, dużo dla niego znaczę i chce ze mną zamieszkać. Bałam się, ale byłam tak zauroczona, że wprowadziłam się do niego.
W międzyczasie poszłam do nowej pracy. Zaczęły się spięcia, że po pracy jestem zmęczona i trochę narzekam. Partner mówił:"Jak coś ci nie pasuje, to zmień pracę". Łatwo mówić - sam miał swoją firmę i pracował po 3h dziennie. Po pracy w lodówce rzadko, kiedy miałam coś do jedzenia, mieliśmy inną dietę i oznajmił mi, że muszę wyraźnie mówić mu co chcę żeby kupił. Mówił:"Nie będę się domyślać co chcesz zjeść". Wyczułam, że częściej dzwoni do mamy i na mnie lekko narzeka. Powiedział mi, że mama mu powiedziała, że ja jak jego była żona wymagam opieki... Było mi przykro, a on był zły dlaczego opinia mamy mnie smuci.
Doszedł problem mieszkania, bo rozważaliśmy zamieszkanie w mieszkaniu mojej mamy, ale się nie zgodziła. Mój partner tak z nią pogadał, że popalił wszystkie mosty u niej. Mój tata zaproponował nam mieszkanie, które obecnie wynajmuje koledze. Tu z kolei ja poprosiłam o czas do namysłu. Mój partner wściekał się na mnie nad czym tu myśleć... Dwa tygodnie temu nazwał mnie w kłótni p.... a następnego dnia głupią d... Tłumaczył to spadkami cukru(chorował na cukrzycę). Zaczęłam się pakować i chciałam odejść po tych słowach, ale mnie powstrzymał.
Dwa miesiące temu poszliśmy na terapię dla par. Z jego inicjatywy. Trochę miałam tu obiekcje, ale stwierdziłam czemu nie. W poprzednią środę było kolejne spotkanie u pani psycholog. Dzień wcześniej już mieliśmy spięcie i poszłam nocować do mieszkania mamy. Partner przed środowym spotkaniem nie odbierał ode mnie teflonów. Jak nigdy. Jak się tam spotkaliśmy nawet się nie przywitał ze mną, nie patrzył mi w oczy, a jak się do niego zbliżałam mówił:"Odejdź ode mnie". Byłam w szoku. Na spotkaniu oznajmił, że chce to zakończyć. Powiedział iż przy ostatnich kłótniach kilka razy go mocno złapałam za ramię i jego pani psycholog (sam chodził na indywidualną terapię) powiedziała, że stosuję wobec niego przemoc!!! Powiedział, że go męczę i gdzie są jego potrzeby! Powiedział, że się mnie boi, zaczął się trząść jak mały chłopiec i powiedział pani psycholog, żebym oddała mu klucze do jego mieszkania. Nawet nie zwrócił się do mnie bezpośrednio. Ja zapłakana oddałam klucze i wybiegłam z gabinetu. Kilka minut później zblokował mnie na FB. Taki koniec wielkiej miłości... Żałuję, że po kryzysie na początku znajomości dałam mu szansę.
Zostałam sama, oskarżona przez niego przed psychologiem o przemoc i z poczuciem, że prawie wszystko to moja wina. Teraz sobie wyrzucam dlaczego złapałam go kilka razy w kłótni za ramię, dlaczego chciałam rozmawiać kiedy chciał w trakcie kłótni wyjść z domu. U psychologa wszystko obrócił przeciwko mnie. Poczułam się prawie jak psychopatka... Czuje prawie ból fizyczny jak przypomnę sobie jak w środę mówił, żebym się do niego nie zbliżała. Nikt mnie nigdy tak nie potraktował. Codziennie myślę czy zasłużyłam na taki koniec, na taką formę Czy to sprowokowałam? Czy mnie kochał ? Zaczynam się bać, że może nie zasługuję na miłość i normalny związek Przestaję widzieć w sobie dobre rzeczy... Nie wiem jak to sobie wszystko poukładać.