niekonwencjona
12.06.20, 23:21
Witam,
Przechodzę kryzys osobowości i wszystkich ideałów. 2 lata temu byłam beztroska, młoda dziewczyna chcąca poznawać świat, ludzi, chcąca się rozwijać i podróżować. Zakochałam się w osobie z kryminalna przeszłością, nigdy nie dostałam tyle ciepła i zrozumienia. Kochałam dojrzałe podejście mojego partnera, dokładność, troskę, sama dawałam od siebie wszystko. Żeby pomóc mu się uporać z deportacja wzięłam z nim ślub, mój partner wiele razy zapewniał mnie o uczuciu. W między czasie wyprowadziłam się za granicę z tytułu, że nie pochodził z zamożnego kraju, ja nie znałam jego języka ojczystego żyliśmy na odległość. Kiedy poprosił mnie pewnego wieczoru dość ostro żebym się przeprowadziła do niego spanikowałam, on stwierdził, że nie wie czy mnie kocha. Potem było coraz gorzej, miał problem z moim wyglądem, gardzil mną często. Usłyszałam, że jestem nikim, nie zrobiłam nic, nie radzę sobie, nie nadaję się na żonę, matkę, nie jestem kobietą. W życiu nikomu tak nie zaufałam więc te słówa mnie złamały. Taka osoba się poczułam, w między czasie zrobiłam tatuaż z którym dodatkowo czuję się infantylnie i nieodpowiedzialnie, wstydzę się reakcji innych, rodziny. Kiedyś miałam dobra, odpowiedzialna pracę, pracowałam też z dziećmi, byłam z siebie dumna, miałam wyniki w sporcie. Od kilku miesięcy mam kryzys, nie wiem jak sama mogłam na tyle nie znać siebie, tatuaż chcę usunąć, czuję, że do niczego się nie nadaje, nie dbam i siebie, otoczenie, palę, czas poprostu zabijam, wszystkim w okol próbuję pokazać, że jest w porządku żeby ich nie obciążać. Codziennie płacze, śpię jak najdłużej, żeby nie musieć gospodarować czasu, jestem bezproduktywna. Wiem ile osób w okole mnie się o mnie troszczy, ale wiem że coś we mnie peklo. Zawsze chciałam kochać, podróżować, obecnie nie chcę nic. Nie umiem sobie poradzić. Zaczęłam terapię, osoba z którą ja mam próbowała mi uświadomić, jak toksyczna była moja relacja, ale ja nadal w pewnym aspekcie tęsknię za tymi magicznymi wspomnieniami. Czuję, że nie czeka mnie już nic. Nadal czuję wyższość mojego partnera, nawet przy sprawie rozwodowej. Wiem, mnie zawiódł, że mógł żyć ze mną za granicą mając równe szanse. Zdaję sobie sprawę, że ludzie mają poważniejsze problemy, ale mimo wielu złych aspektów swojego związku czuję, że wiele z tych zarzutów mogę sama sobie wypunktować. Czuję, że zawiodłam siebie i innych i najgorsze, że nie mogę znaleźć w sobie tej siły i iskierki bu być chociaż cieniem siebie, nie wiem jak sobie pomóc.