Dodaj do ulubionych

List tygodnia

26.11.05, 11:41
DLACZEGO NIE ROZMAWIACIE O TYM? DLACZEGO DOPUŚCILIŚCIE DO TEGO, ŻEBYŚCIE SIĘ
TAK ODDALILI? DLACZEGO MÓWISZ O TYM GAZECIE, A NIE TEMU CZŁOWIEKOWI, KTÓREGO
TO WSZYSTKO DOTYCZY NAJBARDZIEJ?
Obserwuj wątek
    • evvik Re: List tygodnia 26.11.05, 19:27
      bo On nie chce słuchać...
      • telek_ Re: List tygodnia 27.11.05, 00:11
        Porozmawiaj z Nim o tym.
        Daj Mu szansę...

        Pomyśl, czym tak naprawdę jest MIŁOŚĆ.
    • kodaii Re: List tygodnia 27.11.05, 13:54
      Trudna sprawa!!! Niewiela Pani brakuje do szczęścia albo bardzo dużo. Niestety
      na sprawach małżeńskich nie znam się. Na razie dzieci Pani zostały i może część
      swojej miłośći tam ulokować. A mąż może kiedyś zmądrzeje, byleby nie było za
      późno. Pozdrawiam Serdecznie
    • lohengrin4 Re: List tygodnia 27.11.05, 15:41
      Cytat z listu:

      "bo on nie dostrzega, że po pracy mam zaledwie czas, by ugotować obiad, poprać,
      posprzątać i położyć się spać."

      Mój Boże! Gdyby autorka tego biadolenia zdawała sobie sprawę z herezji jakie
      głosi, z tego że obraża Boga - o ile w niego wierzy.
      Ona ma czas na pranie, gotowanie, sprzątanie i spanie! Aż, a nie tylko!
      Są zawody (np medycyna) w której ludzie na dorobku - także młode matki - nie
      mają czasu na normalne spanie bo śpią (o ile śpią!) na dyżurze, a w ciągu dnia
      muszą godzić jeszcze dwie (aby związać koniec z końcem) albo trzy (żeby mieć na
      skromny urlop i drobne przyjemności) prace! I nie ma czasu na sprzątanie, do
      domu wraca się jak do kiepskiego hotelu, a gazetę czyta się w krótkiej przerwie
      między pacjentami, o ile taka przerwa danego dnia w ogóle jest.
      I da się jeszcze mieć sensowną więź z partnerem/partnerką i zajmować się
      dziećmi. Autorka listu najwyraźniej nie wie co to pracować jak szalony- a tak
      swoją pracę określa. Dziwne
      • sergevna Re: List tygodnia 29.11.05, 10:44
        To Ty głosisz herezje...

        Po pierwsze - kobieta robi za sprzątaczkę, z listu wynika, że tylko ona zajmuje
        się sprawami domowymi i ma być za to wdzięczna? Że nie ma ani trochę czasu dla
        siebie? Tylko dom i praca.
        Po drugie - są ludzie którzy pracują ciężej, ale czy to znaczy, że ktoś komu
        średnio się układa ma być wdzięczny tylko dlatego, że niektórzy mają gorzej?

        Pomyśl zanim coś napiszesz.
        • lohengrin4 Re: List tygodnia 29.11.05, 11:30
          > Po pierwsze - kobieta robi za sprzątaczkę, z listu wynika, że tylko ona
          > zajmuje się sprawami domowymi i ma być za to wdzięczna? Że nie ma ani trochę
          > czasu dla siebie? Tylko dom i praca.

          Po pierwsze chodziło mi o jej poczucie ilości czasu, skoro ma czas na
          sprzątanie pranie gotowanie i spanie to znaczy że nie pracuje jak szalona. W
          ogóle nie piszę o udziale partnera w dzieleniu obowiązków. Piszę o
          synkretycznym wydźwięku słowa "tylko" w sformułowaniu, że ma czas "tylko" na
          powyższe czynności. Skoro ma na nie czas, to ma "aż" a nie "tylko" tyle czasu
          po pracy. Kto i jak jej pomaga, lub nie pomaga to zupełnie inna kwestia. Czytaj
          post zanim na niego odpowiesz.


          > Po drugie - są ludzie którzy pracują ciężej, ale czy to znaczy, że ktoś komu
          > średnio się układa ma być wdzięczny tylko dlatego, że niektórzy mają gorzej?

          Wdzięczy nie musi być, to fakt. Ale gorzej ma większośc, nie niektórzy. Tą
          kobietę los dopiero pokara (oby nie, rzecz jasna!).


          > Pomyśl zanim coś napiszesz

          Klasyczny poziom wypowiedzi gdy brak argumentów. Nic nowego.
          • sergevna Re: List tygodnia 29.11.05, 11:53
            > Po pierwsze chodziło mi o jej poczucie ilości czasu, skoro ma czas na
            > sprzątanie pranie gotowanie i spanie to znaczy że nie pracuje jak szalona. W
            > ogóle nie piszę o udziale partnera w dzieleniu obowiązków. Piszę o
            > synkretycznym wydźwięku słowa "tylko" w sformułowaniu, że ma czas "tylko" na
            > powyższe czynności. Skoro ma na nie czas, to ma "aż" a nie "tylko" tyle czasu
            > po pracy. Kto i jak jej pomaga, lub nie pomaga to zupełnie inna kwestia.

            To nie są czynności na które się ma czas, to są czynności które trzeba zrobić,
            tak jak trzeba pójść do pracy. To też jest praca. Logiczny wniosek, że wypełnia
            ona cały dzień tej kobiety, bo nie zajmuje się ona niczym innym. Rozumiem, że
            są ludzie którzy pracują więcej, ale czy to znaczy, że autorka listu powinna
            czuć się niezapracowana? Bo inni mają gorzej?

            > Wdzięczy nie musi być, to fakt. Ale gorzej ma większośc, nie niektórzy. Tą
            > kobietę los dopiero pokara (oby nie, rzecz jasna!).

            Po pierwsze - nie ma za co jej pokarać. Po drugie - jeśli większość ma gorzej
            to zmienia to jakoś postać rzeczy? Czy ktoś kto ma lepiej ma się pochlastać ze
            szczęścia bo większość ma gorzej? Jeśli stać mnie na obiad co drugi dzień a
            sąsiadkę tylko raz w tygodniu to nie mam prawa czuć się nieszczęśliwa z powodu
            mojej sytuacji bo ona (sąsiadka) ma gorzej?

            > Klasyczny poziom wypowiedzi gdy brak argumentów. Nic nowego.

            Przykro mi, że nie potrafisz zauważyć argumentów które podałam, może to Ty nie
            przeczytałaś postu na który odpisujesz?.
            • lohengrin4 Re: List tygodnia 29.11.05, 20:39
              > To nie są czynności na które się ma czas, to są czynności które trzeba
              > zrobić tak jak trzeba pójść do pracy. To też jest praca. Logiczny wniosek, że
              > wypełnia ona cały dzień tej kobiety, bo nie zajmuje się ona niczym innym

              A jak często zdarza się że jest coś co mamy zrobić i już a jednak nie da się.
              Ta kobieta pisze że ledwo, ale starcza jej czasu na 4 czynności. Są ludzie,
              którzy nie są w stanie ich wszytskich wykonać, choć TRZEBA i MAJĄ je zrobić.
              Więc jeśli piorą to nie śpią, jeśli sprzątają to nie gotują - lub dowolna inna
              kombinacja.
              Ta kobieta ma czas zajęty w 100 %. No, jest strasznie biedna.
              A są kobiety, zajęte w 100 %, które muszą się kłaść na 4.5 godziny snu (przy
              ich osobistej normie 6-7 godzin), z poczuciem, że dom w którym chciały mieszkać
              i cieszyć się z tego zaczyna przypominać chlew, bo już brakuje tych 24 godzin w
              dobie na sprzątanie. A mąż sam sobie gotuje. Itd. Dodam że nie chodzi o
              karierowiczów, tylko o ludzi, którzy - każde z osobna - składając 2-3 pensje
              mają jako taki poziom życia minimalnie wykraczający nad minimum socjalne.
              • paoloigna Re: List tygodnia 02.12.05, 15:28
                chyba jestes strasznie sfrustrowana swoim zapracowaniem. Bardziej w Twoich
                postach nie znajduje rzeczowych argumentow i ciagle mowisz o tym jak Ci ciezko.
                Kazdy ma swoje problemy, i zgadzam sie z tym, ze pocieszanie sie mysla, ze inni
                maja gorzej to nie jest dobry pomysl. Autorka listu chce szczescia i ma prawo o
                tym mowic.
      • ibana Re: List tygodnia 09.03.06, 09:34
        A ja się wyrabiam, bo nie umiem pouczać, a umiem pracować. Żałosne, że ktoś
        pracuje jako lekarz, a jest tak niezorganizowany...
    • sociopata Re: List tygodnia 28.11.05, 05:09
      nie mam 'tego czlowieka', a spasiak ktorego poznalem nie umie sluchac bo sama
      potrzebuje sluchacza.
    • mieczkosia1 Re: List tygodnia 28.11.05, 17:12
      moze dlatego, ze czesto ten "kochany czlowiek, ktorego to najbardziej dotyczy"
      najzwyczajniej w swiecie ma uszy absolutnie zamkniete na wysluchanie tego, co
      Ibana napisala do gazety... niestety, to takze moje doswiadczenie...
      • agak73 Re: List tygodnia 29.11.05, 14:53
        Niektóre z nas po prostu wychodząc za mąż miały nadzieję na miłość. Nie będzie
        lepiej, ale może być inaczej. Za kolejne kilka lat przestanie Ci zależać na
        miłości męża i zaczniesz być szczęśliwa bez niej (choć z nim). Wierz mi.
        • joannap111 Re: List tygodnia 02.12.05, 21:33
          Masz rację! ona jest w tej (jeszcze) sytuacji, że jej zależy na więzi z mężem.
          Ja już przestałam walczyć i nie chce mi się już starać. Małżeński wózek trzeba
          ciągnąć we dwoje, a nie za dwoje. Mąż niedawno zauważył, że coś nie gra, ale
          okazało się, że to moja wina. Nie oczekuję już współpracy przy dyszlu. Jestem
          sama choć w "małżeństwie". Chociaż jeszcze czekam, może znowu stanie obok...
          • winka53 Re: List tygodnia 03.12.05, 22:36
            Bezsens....tu wsyzstkiego,co zostalo napisane...bo co jakas walka...o co...
            albo jest zrozumienie...albo do diabla...tylko tyle....
            a dodam,ze jestem po 50tce...i sobie chwale...bo mam tak ,jak chce...a nie
            to ,co przyniesie los.....
            pozdrawiam te wszystkie naiwne i walczace o to,na czym mezczyznie wcale nie
            zalezy .hehehehehehee....
          • ibana Re: List tygodnia 08.12.05, 09:37
            Świetne określenie: "sama przy dyszlu". Pozdrawiam!!!!
    • ankac1 Re: List tygodnia 04.12.05, 14:35
      ja też to znam, ciągle słyszę że to moja wina, że ze mną się nie da rozmawiać, że "a moje...", jego sprawy, jego praca, jego rodzina, jego hobby, jego potrzeby seksualne, ... , a ja proszę, błagam- porozmawiajmy, ale zawsze nie teraz, innym razem, póżniej i juz przestaję mieć siłę na cokolwiek, i już chciałabym żeby mnie spotkało coś miłego w życiu, i już coraz mniej mi zależy
      czasami nie da się po prostu porozmawiać, każde moje słowo spotyka sie ze ścianą sprzeciwu i zaprzeczania, kwestionowania wszystkiego, negowania, i dlatego mam dosyć

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka