Dodaj do ulubionych

Wydatki nastolatków

    • adamszprot O co ten rwetes? 02.10.06, 22:50
      Nie rozumiem, dlaczego wszystkich oburza 1000 pln za komórkę, a nie oburza
      skrajne ubóstwo innych ankietowanych. 50 pln miesięcznie dla gimnazjalisty? I z
      tego ma kupić jedzenie w szkole i jeszcze bilet do kina?! Większość z tych
      dzieciaków ma kilkadziesiąt złoty miesięcznie....

      Policzmy:
      5 dni lekcji w tygodniu * 4 tygodnie = 20 dni w szkole.
      Herbata w szkolnych sklepikach to minimum 1.5 pln
      Zupa (nie można od 8 rano do 16 jechać na kanapkach) - ok 2.5 pln.

      To daje 30 pln + 50 pln. Razem 80 pln - na minimalne wyżywienie w trakcie lekcji.

      Jeśli gimnazjalista ma się rozwijać, a nie cofać w rozwoju, to musi pójść do
      teatru, do kina, na koncert, na wystawę. Wejście do każdego z tych miejsc to
      minimum 25 pln. Niech chodzi dwa razy na miesiąc = wychodzi kolejne 50 pln.
      Razem mamy już 130 pln.

      Dodatkowo: jakiś grosz na drobne zakupy - bułkę, gazetę, itp.
      Poniżej 150 pln to jest wegetacja. Nie rozumiem tego forum. Dzieciaki spędzają w
      szkole po 8 godzin dziennie. Ciekawe jak mają ten czas przeżyć za 50 złoty na
      miesiąc.

      A płacenie za wykonanie domowych obowiązków jest bardzo dobrym pomysłem. Lepiej
      zapłacić dziecku za umycie samochodu czy pomalowanie mieszkania, niż te same
      pieniądze zapłacić obcej osobie. Płacenie za prace domowe (oczywiście
      ekstraordynaryjne - nie za wynoszenie śmieci czy pozmywanie naczyń) jest
      świetnym pomysłem na naukę przedsiębiorczości. Równie dobrym jak praca dla nieco
      dalszej rodziny.

      Wydatki na jedzenie w szkole w moich obliczeniach zaniżam. Ja osobiście w wieku
      gimnazjalnym potrzebowałem podczas dnia szkolnego minimum dwóch obiadów. Jak
      człowiek rośnie kilka centymetrów rocznie, to nie da rady przeżyć na kanapkach z
      domu...
      • sir.vimes Re: O co ten rwetes? 02.10.06, 23:16
        Jeszcze czasopisma trzeba doliczyć!

        • mk0101 Re: O co ten rwetes? 03.10.06, 01:53
          I obowiazkowo dwa wypady na miasto w ciagu tygodnia..Sam browar na miescie
          kosztuje minimu 5 zeta...:P A potem sie dziwimy,ze podczas weekendu o polnocy
          na ogrodkach jest wiecej 15-latkow niz doroslych
      • panisiusia Re: O co ten rwetes? 03.10.06, 07:28
        *złotyCH
    • akwasniewski666 Wydatki nastolatków 02.10.06, 23:00
      Czemu sie przejmujecie rachunkiem za 1000zl czy innymi horendalnymi wydatkami
      nastolatkow?
      Przeciez te 1000zl ktos w telekomie “zarobi” i pozniej wyda gdzie indziej.
      Inaczej mowiac, te 1000zl zasila gospodarke w wiekszy lub mniejszy sposob.
      Niestety, taka nierozwazna konsumpcja jest wskazana, zeby innym tez moglo byc
      dobrze ekonomicznie. Kto wie, moze ktos kto nie mial kieszonkowego w mlodosci,
      teraz dzieki tym “bachorom” bedzie mial zapewniony przyzwoity byt. Ja bym sie z
      takich zjawisk (rachunek za 1000zl) bardzo cieszyl. W ten sposob glupota jest
      opodatkowana.
    • e-kibel Dostaje co tydzien 3zł kieszonkowego. 02.10.06, 23:49
      Kupuję sobie wtedy kisielki w tesco po 10gr.
      Jak przekroczę wydatki, to tato wyjmuje pasa lub kabel i mnie karci.
      Bardzo to lubie, bo chodze do szkoly katolickiej, a tam takiej rozrywki nie ma.
      Troszkę adrenalinki zawsze sie przydaje.
      • sabbatha Re: Dostaje co tydzien 3zł kieszonkowego. 03.10.06, 00:08
        no sorry niech mi nikt nie mowi ze nie mozna jechac na kanapkach od 8 do 16 -
        pomine gros ludzi pracujacych ktorzy tak wlasnie pracuja tyko z kanapkami. czy
        dziecko musi kupic coca cole? musi kupic te kleista slodka herbate? batoniki?
        chipsy? i owszem 50 zl to jest malo, nie przecze, ale 300 zl w zwyz to juz
        przesada. i odpowiedz na to ze ktoras corka chlonie ksiazki (5 klasa) - sorry ja
        tez chlonelam ale od tego jest rowniez biblioteka (maja duuuze ksiegozbiory
        rowniez nowosci, tylko malo kto do nich zaglada... tak tak)

        taka kasa na wydatki tylko nauczy braku szacunku do pieniadza.

        i zgadzam sie ze za pomoc w domu nie powinno sie placic

        i jesli chodzi o te kase od dziadkow poruszona za kazda wizyte - nie zdziw sie
        jesli sie okaze ze twoje dzieci "kochaja" dziadkow tylko za kase i tylko po to
        ich odwiedzaja. od dawna synonim dziadkow i odwiedzin u nich to KASA KASA KASA
        jeszcze wiecej kasy. i nie mow mi ze tak nie jest - widze co sie dzieje wlasnie
        przez to ze mam troche mniej lat niz ty.

        swieta - kasa
        odwiedziny u dziadkow - kasa
        pomoc - kasa
        nauka (CHOLERA JASNA MY SIE UCZYMY DLA SIEBIE A NIE DLA KOGOS CZY DLA PIENIEDZY
        TO NIE UCZY WCALE TEGO ZE PRACA PROCENTUJE TYLKO KOMBINOWANIA JAK TU ZAROBIC
        WIECEJ SIANA nie liczy sie tu ani wiedza ani nic. a w gimnazjum czy podstawowce
        to i wyplakac mozna oceny bo mamusia nie da 1000 zl) - kasa

        i ja nigdy nie rozumiem po cholere gimnazjaliscie czy osobie z podstawowki (z
        liceum tez nie) lanserska nokia za 1500 zl, blyszczyk za 250 zl itd

        nie zrozumiem.

        moze ja jestem z kosmosu - ale przynajmniej wiem jak ciezko sie pracuje na
        pieniadze, ile sa warte i ze tak naprawde gowno znacza - liczy sie mozg i
        czlowiek a nie to ile ma w portfelu.
        • sabbatha Re: Dostaje co tydzien 3zł kieszonkowego. 03.10.06, 00:12
          i nie uwazam ze czlowiek mlody musi wydac powyzej 50 zl na wyzywienie w szkole.
          nic nie musi, chyba ze mu sie wmowi.

          wyobraz sobie ze ja nie wydawalam prawie w ogole pieniedzy w szkole i jakos
          zylam. i to nawet niezle.

          pieprzone konsumpcyjne spoleczenstwo. jeszcze placcie najlepiej dzieciom za to
          ze sa waszymi dziecmi.

          i nie uwazam ze jak ktos ma kase nie powinien dawac - ale sa pewne granice.

          sama pamietam ze kieszonkowe zwiekszalo mi sie wraz z wiekiem dopiero. az do
          momentu gdy sama moglam dorobic.


          i NIGDY nie dostawalam pieniedzy za nauke bo to TOTALNA bzdura. moi rodzice mi
          zaszczepili poczucie tego, ze ucze sie dla siebie. tylko dla siebie. i dzieki
          temu skonczylam i gimnazjum, i liceum, dobrze zdalam mature i dostalam sie na
          wymarzona politechnike. i studiuje dalej. a osoby ktorym placono za oceny (taaak
          byly) odpuscily sobie jzu dawno. poczekaj az dzieci dorosna. ja sie napatrzylam
          na takich.
          • parole_parole Re: Dostaje co tydzien 3zł kieszonkowego. 03.10.06, 09:35
            Nic dodać, nic ująć.
        • nujska Re: Dostaje co tydzien 3zł kieszonkowego. 24.04.07, 20:56
          ale karnet na szkolny obiad to chyba nieglupi pomysl? kosztuje jakies 130 zl,
          zakladajac ze 6 zl za obiad/dziennie.
    • sraczynski Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 00:31
      Ćwiek na języku? Ciekawe po co?
      • tygru_mrau Gdyby... 03.10.06, 01:56
        Gdybym miała nastoletnią córkę,
        i gdyby ona nabyła sobie błyszczyk za 250 zł
        (nieważne, że dziewczyna z artykułu sobie na błyszczyk uzbierała...),
        to bym się mocno zaniepokoiła,
        po co jej tak drogi kosmetyk,
        skoro jest wiele podobnych, niegorszych,
        też fajnie opakowanych,
        po dużo bardziej przystępnych cenach.

        Chce zaszpanować koleżankom? Oby...

        Może mam spiskową teorię dziejów,
        ale za każdym razem, gdy idę do Galerii Mokotów
        lub podobnych świątyń zakupowych,
        a jak już idę, to w środku dnia,
        (mam wolny zawód, a w południe mniejszy tłok),
        to zastanawia mnie spora liczba młodych dziewczyn,
        wałęsających się po tych centrach handlowych.

        Szkoły nie mają?
        Ile razy w tygodniu/ miesiącu stać je na zakupy w takich centrach?

        A może rzeczywiście (o czym kiedyś w GW było) spora większość przychodzi złowić
        ciało, które za szybki numerek da im na nową komórkę?

        No, i takiemu ciału pewnie należy pokazać,
        że nie jest się "pierwszą-lepszą",
        nawet błyszczyk za 250 zł
        to dla takiej "damy" nie pierwszyzna.

        Mam paranoję?

        Obym to ja miała paranoję,
        a młodziutkie elegantki wyłącznie estetyczne potrzeby.


        ----
        miau miau
        • bitch.with.a.brain Re: Gdyby... 03.10.06, 07:50
          Masz paranoje:)
          Jeszcze niedawno byłam nastolatka,dostawałam 100zł na miesiąc. I też nieraz
          uzbierałam sobie na coś drogiego i niepotrzebnego co dawało mi dużo radości.co w
          tym złego? Błyszczyk za 250 jest nastolatce tak samo potrzebny jak doroslej
          kobiecie. Nie ukradła tylko uzbierała. A że dla ciebie ot niepotrzebne? W ogóle
          przecież kosmetyki nie sa niezbedne. a Ty wydajesz tylko na to co niezbedne do
          życia?
          • akwasniewski666 Re: Gdyby... 03.10.06, 17:11
            Ja bardzo chcialbym byc sprzedawca tego blyszczyka, wtedy bardzo popieralbym
            wysokie kieszonkowe dla nastolatkow :-D.

            W USA nastoletni konsumenci zazwyczaj zarabiaja wlasna kase jak osiagna pewny
            wiek. Wtedy ida z ta kasa do sklepow i stanowia widoczny procent amerykanskiej
            gospodarki.
    • hipoliciak Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 02:09
      "Pierwsza - że dzieci z bogatych rodzin (z prywatnej szkoły) czasem dostają
      niższe kieszonkowe niż ich rówieśnicy ze szkół publicznych."

      debilizm redaktorow GW mnie przeraza.
      dzieci w prywatnej szkole nie musza byc z bogatych rodzin, moze rodzice sa
      "klasa srednia" i widzac marnosc panstwowych szkol odejmuja sobie od ust byle
      oplacic czesne i zapewnic lepsze wyksztalcenie i w zamysle lepsza przyszlosc
      swojemu dziecku. a skoro rodzice wydaja kupe kasy na czesne, to daja mniej
      kieszonkowego. trzeba troche myslec...
    • gobi03 piwo, hazard... 03.10.06, 07:01
      czy to na pewno gimnazjaliści?
      Może redaktor odwiedził jakiś inny obiekt?
    • kaa-ann-roo Wydatki nastolatków 03.10.06, 07:43
      Nigdy nie noszę niemarkowych ciuchów,ale nie szastam kasą we wszystkie
      strony,bo nie jestem jakąś "nielegalną burżuazją".Mam tyle,ile mi trzeba,ale
      musi być najlepsze.Tak robi inteligencja-arystokracja.Poza tym dzielę się tym
      co mam.Wydaje kasę na moje zainteresowania-semestralnie-3000-5000PLN na naukę i
      to jest wartościowe,a nie ciuchy.

      Jak sobie policzę ile się wydaje na łakocie w szkolnym bufecie to aż
      przeraża.Dzieciaki mają kasę na nie,nie dlatego,że są głodne, ale wabią je
      kolorowe opakowania.Dalej to powoduje już tragedię w postaci kalorii.Rodzice
      powinni pilnować co ich pociechy jedzą.

      Na alkohol nie wydaję kasy.Bardzo okazyjnie.Szkoda kasy...(bogaci też potrafią
      oszczędzać;]).Mimo to,że nie mieszkam w Wa-wie, u mnie też się wydaje baaardzo
      dużo.

      Największy mój wydatek ostatnio był na 18, bo robiło się samemu,samemu się też
      za wszystko płaciło...i tak wyszło 1300;(

      Najgorsza głupota jak nastolatka kuszona jest kolorowymi opakowaniami
      kosmetyków. I tak np.zamiast kupić sobie jeden porządny,to kupują multum po
      20 :/.Najgorsze są błyszczyki po 3 PLN :/.

      I tak może żyć arystokracja-bez szaleństw.Dlaczego?bo po co nam się lansować-to
      robi plebs jak zdobędzie trochę grosza i myśli,że jest kimś.Aż tak nisko nie
      upadajmy.I TY możesz zostać markizem ;)
    • natalka85 Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 08:51
      to co czytam to mnie wręcz przeraża, bo ja będąc nastolatką nigdy nie
      dostawałam regularnego kieszonkowego. najwyżej parę złotych na bieżące potrzeby
      a i często bywało tak że musiałam długo prosić o jakieś pieniądze. zresztą
      teraz też tak jest bo studiuję i rodzice w dalszym ciągu mnie utrzymują.
    • olek_01 Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 09:01
      Lekko ?? to jest bardzo nienormalne - ciekawe z jakiej sieci korzyta ta
      dziewczynka i jaki ma abonament ?:) w/g mnie ma zadrogi i dlatego przepłaca:)
      ja mam telefon w Erze (TT) i wydaje na rozmowy i smsy max 100 na miesiąc :)czyli
      jak dla mnie to prawie rok gadania - to na jest gaduła;)
      • teba18 Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 10:27
        Ja chodząc do liceum (nie gimnazjum jak dzieciaki z artykułu) dostawałam 50 zł
        miesięcznie + rodzice opłacali mi telefon w mixie (25 zł miesięcznie) i mi to
        wystarczało, jak się udało to gdzieś pracowałam...

        choć miałam koleżanki u których rachunek za 1000-1500 zł miesięcznie to była
        norma. Sukienka na studniówkę 1000 zł + naturalnie fryzjer. Dziewczyny co
        miesiąc chodziły do kosmetyczki poprawiać tipsy co je również kosztowało ok. 100
        zł. Liceum było państwowe w mieście pod Warszawą.

        Mnie ten artykuł nie zaszokował, natomiast bardzo się cieszę, że tyle dzieciaków
        stara się dorabiać i potrafi już pomagać rodzicom w trudnych sytuacjach
        • teba18 Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 10:29
          Aha jeszcze jedno mnie zainteresowało- w II/ III klasie gimnazjum ma się ok. 15
          lat, a duża część z tych dzieciaków już chodzi na imprezy, szwęda się po pubach
          i popija piwko :/

          to już wiem czemu jak jadę na dyskotekę to widze tyle pijanego gó..arstwa :/
    • ami_lii Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 10:38
      Czytam wydatki nastolatków i coraz bardziej myślę że jestem jakaś dziwna...

      Na kosmetyki kasy nie wydaję (mam tylko krem nawilżający, balsam do ciała,
      dezodorant i jeden błyszczyk za 3,50 którego prawie nie używam), ciuchy mam z
      bazaru albo z second handów (nie potrzebuję jakoś markowych ciuchów, wystarczą
      mi spodnie za 15 zł albo adidasy za 40 które nosze pare lat. Właściwie to nawet
      nie potrzebuje kupowac ciagle nowych ciuchów, chyba że coś mi sie zniszczy tak
      bardzo że nie da sie już tego nosić.Mam jedna markową rzecz : bluzkę GAPa, od
      wujka), telefon mam z promocji 1zł, abonament mam 12 zł miesięcznie z czego
      wydaję ok. 4-6 zł (zamiast dzwonić wysyłam sms), nie mam odtwarzacza mp3
      (wgrywam sobie mp3 na komórkę i mam taki mały odtwarzacz :))...


      I jak czytam o błyszczykach za 250 zł, butach za 300, i koszulkach za 80 zł to
      sie zastanawiam czy to ja jestem dziwna, czy tamci są nienormalni.

      Nigdy nawet nie pomyślałam by kupić sobie buty Adidasa za 300 zł tylko dlatego
      że są markowe albo błyszczyk za 200 zł tylko by sie chwalić przed koleżankami.

      Jedyne na co masowo wydaję pieniądze to książki. Tyle że nie dostaję normalnego
      kieszonkowego tylko raczej mi coś "wpada" przy okazji urodzin, imienin albo jak
      przyjeżdza dalsza rodzina.

      Zdarza sie że nagle wydaję 100 zł na parę książek Pratchetta albo 40 na mangi
      japońskie ale to bardzo rzadko...

      A markowe rzeczy zwyczajnie nie są mi potrzebne do niczego. Czasami to jestem
      mocno nawet zdziwiona dlaczego moje koleżanki wydają 100 zł na bluzę Top Secret
      i to w dodatku z napisem albo z wyraźną metką by wszyscy widzieli kiedy kiedy
      można kupić równie ładną albo i ładniejszą za 8 zł na osiedlowym bazarze. Ale
      wtedy one sie pukają w głowę i mówią że jestem jakaś dziwna.

      • nessuno Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 18:37
        ami_lii napisała:
        > Czytam wydatki nastolatków i coraz bardziej myślę że jestem jakaś dziwna...
        > Na kosmetyki kasy nie wydaję (mam tylko krem nawilżający, balsam do ciała,
        > dezodorant i jeden błyszczyk za 3,50 którego prawie nie używam), ciuchy mam z
        > bazaru albo z second handów (nie potrzebuję jakoś markowych ciuchów,

        Nie, nie jesteś dziwna.Moim zdaniem jesteś najzupełniej normalną
        dziewczyną(kobietą), która nie jest rozpaskudzona.Podoba mi się Twoje
        podejście,z Ciebie będą ludzie w przeciwieństwie do tych bogatych dupków, które
        muszą się lansować.

        > I jak czytam o błyszczykach za 250 zł, butach za 300, i koszulkach za 80 zł to
        > sie zastanawiam czy to ja jestem dziwna, czy tamci są nienormalni.

        Wszak nie szata świadczy o człowieku.Żałożę się, że bogate buractwo, gdy
        dorośnie będzie prawdziwą zakałą tego swiata.Bez szacunku do pieniądza i innych
        ludzi.

        > i to w dodatku z napisem albo z wyraźną metką by wszyscy widzieli kiedy kiedy
        > można kupić równie ładną albo i ładniejszą za 8 zł na osiedlowym bazarze. Ale
        > wtedy one sie pukają w głowę i mówią że jestem jakaś dziwna.

        Po raz kolejny,nie wiem czemu się tym przejmujesz? Te snobki wkrótce staną się
        dorosłymi, a wtedy będą już ludźmi zepsutymi do szpiku kości.Takie lale będą
        może i ładnie wyglądać, ale we łbach będą miały pustkę.Facetem, który takiej
        lali zaimponuje będzie mógł być tylko stosownie odziany drechol z
        charakterystycznym karczychem,obwieszony złotem i patrzący na świat zza
        przyciemnianych szyb swoich wypasionych szrotów.Ty zapewne pójdziesz inną drogą,
        takie bałwany imponować Ci nie będą i napewno będziesz kimś.Nie przejmuj się
        więc głupimi opiniami głupkowatych koleżaneczek.
    • chihiro2 Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 13:42
      Mnie generalnie nic nie szokuje. Na swiecie sa biedni, bogaci i zupelnie
      przecietni. Wiekszosc tych gimnazjalistow jest mocno przecietna, sa moze ze
      dwie zamozniejsze osoby, ale sporo jest tez tych bardzo ubogich.
      Nie zgadzam sie, ze dostawanie duzych sum nie uczy szacunku do pieniedzy. Nie
      uczy nie dostawanie. Jak masz sie nauczyc szanowac pieniadze, skoro ich nie
      masz? I gdy 8zl za kawe wydaje sie majatkiem, na ktory stac osobe z
      kieszonkowym 50zl zaledwie 6 razy w miesiacu? Ja akurat nie pije kawey wcale i
      nie wydaje na nia, ale rozumiem,z e sa osoby, ktore chcialyby pojsc do kawiarni
      i kupic sobie te kawe kilka razy w miesiacu. Zgadzam sie z jednym z
      komentujacych, ktory stwierdzil, ze za 50zl miesiecznie sie wegetuje. Zyc mozna
      normalnie, gdy dostaje sie taka sume, ze mozna wydawac na wlasne potrzeby i
      zachcianki i jeszcze zostanie cos awaryjnie.
      Mam powyzej 20 lat, od skonczenia studiow pracuje, mieszkam w Anglii. I widze
      diametralne roznice w konsumpcjonizmie i podejsciu do pieniadza nastolatkow
      tutaj i w Polsce. Przede wszystkim tutaj mlodzi masowo zaczynaja pracowac majac
      14-15 lat. I to nie u rodzicow, nie bedac tylko babysitter, ale pracujac u
      fryzjera, w sklepach, supermarketach itp. Stawki sa godziwe dla mlodych
      utrzymywanych w wiekszosci przez rodzicow i mieszkajacych u rodzicow. To, co
      jest chore w Polsce, to ile mloda osoba musialaby pracowac, by na cos uzbierac.
      Tutaj pracujac raz w tygodniu 8h w sklepie np., za stawke £5/h, ma sie te £40
      tygodniowo na wlasne wydatki. Spokojnie stac na dobre perfumy i jeszcze cos
      zostanie. Ile nastolatek w Polsce musialby pracowac w sklepie na perfumy? A
      zauwazmy, ze ceny dobr konsumpcyjnych nie roznia sie tak bardzo w Polsce i w
      Anglii. Na studia wiekszosc Anglikow bierze kredyt studencki, bardzo korzystnie
      oprocentowany (nawet gdy rodzicow stac na oplacenie nauki). Po studiach 21-22-
      latek dostaje pierwsza powazna prace (ale doswiadczenie zawodowe ma juz co
      najmniej 5-letnie), splaca kredyt bez wiekszych problemow przez kilka lat i
      spkojnie zarabia na utrzymanie. Dzieki wsparciu rzadu, pracy od mlodych lat,
      wsparciu uczelni (ktore w przeciwienstwie do polskich bardzo dobrze ucza
      odnajdywania sie na rynku pracy) taki 21-latek bez problemu moze sie sam
      utrzymac, sam mieszkac i zarabiac na siebie. Ile polskich 20-kilku latkow moze
      szczerze tak o sobie powiedziec?
      Smieszy mnie jeszcze, gdy ktos pisze, ze ubiera sie tylko na bazarch czy second-
      handach, i ma jedna markowa bluze - Gapa. Tak ubieraja sie ci z wartsw
      najbiedniejszych, i to nie dlatego, ze chca, ale ze musza. Nie wierze, ze ktos
      nie chce nigdy miec nowego, modnego ciucha dobrej jakosci, nie tylko z
      metka "Made in China". Gap nie jest jakas wielka marka, to firma dla mas.
      Ubrania markowe to Prada, Chanel, Gucci itp. Gap, H&M, Benetton to ubrania
      firmowe, zwyklych, przecietnych firm.

      Smiesza mnie tez komentarze dotyczace sposobu wydawania pieniedzy. Kazdy wydaje
      tak jak chce i tego nie nalezy osadzac. Dla mnie blyszczyk za 250zl jest ok,
      ksiazki wszelkie sa ok, ale np. nie rozumiem konsoli. Po co grac w gry
      komputerowe? Ale nie osadzam i nie wartosciuje - jednym sprawia przyjemnosc
      tania ksiazka raz na tydzien, innym drogi ciuch, jeszcze innym konsola do gry
      albo wysoki rachunek za telefon (bo to nie tylko telefon, ale rozmowy z
      przyjaciolmi).
      • coffehaus669 Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 18:02
        ja zaczalem *powaznie* pracowac jak mialem 16 lat, po szkole zamiast do domu to
        chodzilem do pracy, a wieczorem jeszcze na imprezy. Na nauke przeznaczalem caly
        weekend. Nie dostawalem zadnego kieszonkowego, zarabialem tyle co nauczyciel w
        szkole. Teraz mam 23 lata, studiuje i pracuje za dobra pensje (moge sobie
        pozwolic na kupno mieszkania za gotowke). Takze w Polsce tez sie da - wystraczy
        byc wytrwalym.
      • ami_lii Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 18:39
        Naprawdę wg. ciebie to takie śmieszne? Nie jestem biedna i gdybym chciała,
        mogłabym od taty wyciągnać 2 stówy na nową modną bluzkę ale po co?
        Mam włozyć koszulkę za 120 zł tylko żeby wszyscy zobaczyli metkę jaka ja jestem
        bogata i jeszcze po jednym noszeniu ją wyrzucić bo "przecież nie włożę 2 razy
        to samo"?. Po co mi to? Co ja, jakaś trendy laska mam być?
        Znam wystarczająco dużo trendy lasek co koszulkę za 100 zł włozą raz, bo
        przecież nie pokażą sie w czymś 2 razy bo to obciach, co wydają 300 zł na modne
        perfumy albo co w środku zimy włozą mini i prześwitujące bluzki!

        Ubieram sie jak chcę, i nikt mi nie będzie sugerował że muszę być bardzo biedna
        że ubieram sie w second handzie! Nie wiem ile masz lat ale tego typu teksty to
        słyszałam w gimnazjum!

        "ooo, drugi raz masz te same spodnie? Czy twoich rodziców nie stać na nowe?"
        "Czy naprawdę jesteś aż taka biedna że kilka razy nosisz tą samą koszulkę"

        Mój tata dość sporo zarabia i zapewniam cie że stać byłoby mnie na markowe
        ciuchy gdyby tylko sie uparła. Tylko po prostu wolę wydać kasę na książki albo
        na kurs języka!

        • cohito Re: Wydatki nastolatków 04.10.06, 23:38
          To tak wyglada, jakbys miała worek komplekow i ciuchow z bazaru.
          Tez tak kiedys twierdzilam, w czasach kiedy osiedlowy bazar byl jedynym miejscem
          w kotrym bylo mnie stac na zakupy.
          Mozna miec markowe ciuchy i sie z tym nie obnosic, mozna wydawac duzo pieniedzy
          na swoje potrzeby, o ile tylko te potrzeby wymagaja tych wielkich pieniedzy.
          Zaden problem.
          Problem pojawia sie wtedy, gdy szydzi sie z tych, kotrzy nie maja pieniedzy, lub
          maja ich mniej, lub szkaluje sie tych, ktorzy maja ich duzo. Lub zwyczajnie wiecej.
          Wszystko zalezy od wielkosci kompelksow, tych z chudym, jak i tych z grubym
          portfelem.

          Btw. Kiedy mialam 15 lat, bardzo ciezko zapracowalam na perfumy Diora. Bo
          chciałam miec jedna markowa rzecz wśród masy bazarowej tandety. Nic w tym złego,
          a perfumy starczyly mi przez wieszkosc liceum. I zaden to szpan, ale zwykla chec
          posiadania odrobiny luksusu, ktora posiada kazdy z nas.
          Gap to zadna marka, tak jak H&M, Top Secret czy Hause, zas w second hendach
          mozna kupic super ciuszki.:)
          Pozdrawiam.
        • nujska Re: Wydatki nastolatków 24.04.07, 21:14
          Odnoszę wrażenie, że za bardzo skupiasz się na stylu i na wyglądzie ubrań.
          Ważna jest jakosc i ich trwalosc. A przepraszam, nie sądzę żeby ubrania
          produkowane w Wietnamie były trwałe. Moze H&M czy inne firmy popularne też nie
          powalają w niektorych przypadkach, ale bluza w h&m za 100 zł Z PEWNOSCIĄ
          starczy Ci na dłużej niż ta za 30 zł z bazaru. Poza tym... uwielbiam ubierac
          się w lumpach i dodatkowo nie bardzo mam fundusze na cos lepszego. Ale ZAWSZE
          nawet w lumpach szukam czegos firmowego, nie dlatego zeby "pokazac metke", bo
          wsrod moich na szczescie normalnych znajomych, czegos takiego sie nie robi.
          Rowniez dlatego markowe, bo są po prostu gatunkowo lepsze, materiał, kolor
          bardziej trwały.
          Z całym szacunkiem dla Twojego upodobania, kojarzę jak wyglądają ubrania z
          bazarów i sa fatalne. Być może dlatego koleżanki kierują w Twoją stronę
          nieprzyjemne uwagi? To nie tylko kwestia ceny. Mozna chodzic w H&Mie i nie miec
          za grosz gustu, a można korzystać z lumpków i swietnie dobierać kompozycje
          stroju.
          Stroj to nie tylko kwestia szpanu i pokazanie pieniedzy. To przede wszystkim
          najprostszy sposób na wyrażenie siebie. Jesli kompletnie olewasz to w czym
          jestes i twierdzisz, ze moglbys zalozyc worek po ziemniakach, to nie sadze,
          zeby otoczenie odebralo Cie z szacunkiem. No i pracodawca też się przerazi ;)
          Powodzenia :)
          • titta Re: Wydatki nastolatków 25.04.07, 23:26
            Za pozwoleniem, ale bluzka w h&m za 100 zł Z PEWNOSCIĄ nie starczy na dluzej
            niz ta za 30 zł z bazaru, chodzby dlatego, ze w wiekszosci sa szyte z tego
            samego materialu i czesta przez tego samego producenta ;) Metka swiadczy o
            jakosci ale na pewno nie jest nia metka H&M. Nie wiem czemu utarlo sie w
            Polsce, najtansza masowke dla studentow (tak, tak, tych zarabiajacych na
            siebie) uwazac za szczyt dobrego gustu?
            Ps. nic nie mam do H&M sama czasem kupuje (choc studentka nie jestem), maja
            calkiem znosne rzeczy "pierwszej potrzeby" ;)
    • sir.vimes Re: Wydatki nastolatków 03.10.06, 17:05
      Czytałam ten artykuł w weekend i byłam z lekka zdziwiona, że tak młodzi ludzie
      dysponują dość sporymi sumami. Przemyślałam to sobie i zdziwiona nie jestem.
      Dziś z córką, która nie chodzi jeszcze nawet do podstawówki zaplanowałyśmy na
      wieczór robienie dekoracji , takich jak w kwiaciarni. W wolnej chwili
      wyskoczyłam do sklepu malarskiego po krepiny, bibuły, brokacik, klej, piórka i
      inne takie. Wyszłam lżejsza o trzydzieści parę złotych. Dorosły takiego wydatku
      może nawet nie odczuć ale dziecko , któremu 100 zł ma starczyć i na jedzenie w
      szkole i na kartę do telefonu i na własną pasję odczuje napewno. Jestem
      przeciwna sugestiom, że rodzice powinni zapewniać jedynie to co niezbędne i
      dawać małe kieszonkowe. Albo kupujemy, albo przeliczmy ile właściwie dziecko
      potrzebuje by realizować własną pasję- i niech kieszonkowe na to wystarcza!
      Jeszcze jedno - chodzenie na piwko w wolnym czasie, wbrew pozorom jest dużo
      tańsze niż hobby! Pieniądze nie muszą demoralizować, brak możliwości rozwoju
      demoeralizuje napewno.
    • magdateclaw normalnie wychowywana dziewczyna z duzego miasta 04.10.06, 01:11
      w krajach rozwinietych lepiej niz Polska,
      taki tekst uznany byłby za nudny. Tutaj dziwicie sie
      jak to dziecko mzoe zarabiac pieniadze. A dla mnie
      to jest bardzo ok. Uczy sie samodzielnosci od najmlodszych lat.

      Tak sie wychowuje dzieci w Nowym Jorku i jest ok.

      Dziewczyna potem doskonale wie, ze własne smaodzielne konto, to podstwa
      egzystencji. Ale w Polsce gdzie zyje sie tylko na to drugie (duchowe, hi hi)
      życie po życiu, to jest obojetne. Polsdkie dziewczyny chca byc kochane i nic
      poza tym. Żyja zazwyczaj na garnuszku swojego faceta, a potem jecza w niebogłosy
      gdy sie okazjue ze facet odchodzi.

      Mam znajomych jeszcze w Polsce wiem jak to jest. Bida, zabobony
      ...i nudna prasa :-(
    • avanka Wydatki nastolatków 04.10.06, 20:58
      jak bardzo różne potrzeby.... :-(((
      "Konkretne zakupy? Rodzice kupują mi, co chcę i za ile chcę."
      i
      "Wolę jeść, niż wydawać pieniądze zarobione przez mamę. Mama czasami daje mi na
      batona."
      • makbyt Re: Wydatki nastolatków 07.10.06, 08:03
        Przeczytalam artykul i bylam naprawde zaskoczona. Takie sumy, takie
        różne "interesiki", zarabianie-sprzedawanie.
        Naprawdę te dzieciaki już nie są takie jak my kiedyś (jestem z 1974) nie
        mieliśmy żadnych zmartwień- byliśmy po prostu dziećmi.
        Zaskoczylo mnie bardzo pozytywnie to że większość z tych gimnazjalistów ma
        pasje, hobby, jakieś wyznaczone cele w życiu. Ja taka nie bylam.
        I jedna wypowiedz dziewczyny że oddala pieniądze na harytatywny cel!!! Ja chyba
        bym tak nie umiala, tym bardziej nie sumę 200 zlotych. Gratuluję.
    • zielonapaproc Re: Wydatki nastolatków 05.10.06, 13:34
      To może ja też wezmą udział w dyskusji...
      Mam 19 lat, od roku pracuję i zarabiam na swoje jakies potrzeby, tak np. w
      zeszłym roku sama opłacałam sobie dodatkowe lekcje z anglika, na piwo zawsze
      miałam, w szokle sobie mogłam kupić słoycze jak chciałam, na kosmetyki
      starczało, a czasem w przypływie szleństwa kupowałam sobie jakiś ciuch.
      Oczywiście praca wiązała się z faktem, że szłam do szkoły na 10, wstawałam o 7,
      zeby isc na angielski, potem fakultety (klasa maturalna była), w domu o 18, albo
      inaczej, na 8 do szkoły, po szkole odrazu do pracy i w domq o 20. Czyli
      całkowity brak czasu w ciągi tygodnia i niesustające zmęczenie. Ale piątki
      miałam wolne. Zawsze jakieś doświadczenie, no i czułam się dorosła,
      opowiedzialna i jakaś taka ... duża... ;) I teraz dalej pracuje, zarabiam tym
      razem na lekcje rosyjskiego, i na studia za rok :D
      • sir.vimes Re: Wydatki nastolatków 05.10.06, 15:20
        I świetnie,że sobie radzisz! Ja też zarabiałam, od 16 roku życia . Niestety -
        wszystko na czarno, więc cv miałam na początku studiów puściutkie... Jakaś
        legalna i fajna praca dla młodzieży by się przydała.
        Ale nie o to chodzi. Po pierwsze - nie każdy ma możliwości, umiejętntności,
        możliwość czasowo-lokalizacyjną by podjąć pracę. Po drugie - rodziców powinno
        jednak obchodzić coś więcej niż zapewnienie obiadu i innych podstawowych potrzeb
        (podręczniki itp). Jasne, są takie sytuacje życiowe,że coś ponad podstawy to
        tylko w sferze marzeń. Ale rodzice, którzy dysoponują wystarczającymi pieniędzmi
        powinni nie tylko dawać "michę" ale i finansować rozwój dziecięcia. A tu jest
        zastraszająco dużo postów ludzi, którzy jedzenie i ubranie to i owszem, ale
        resztę uważają za fanaberię. Własne hobby, kino raz na jakiś czas, wystawy,
        możliwość prowadzenia życia towarzyskiego (np. kupienie prezenty na urodziny
        przyjacióółki) to nie fanaberie ani kaprysy! Dziecku któremu 50 zł ma
        wystarczyć na jedzenie w szkole (a co, nie można kanapek w domu zrobić'???)
        telefon (głównie służący do informowania rodziców o planowanych spóżnieniach) i
        jeszcze na cokolwiek - rzeczywiście raczej pójdzie z piwem do parku niż do kina,
        bo po prostu właśnie na takie rozrywki je stać.
      • tygru_mrau Re: Wydatki nastolatków 31.10.06, 02:47
        ielonapaproc napisała:

        > To może ja też wezmą udział w dyskusji...
        > Mam 19 lat, od roku pracuję i zarabiam na swoje jakies potrzeby, tak np. w
        > zeszłym roku sama opłacałam sobie dodatkowe lekcje z anglika, na piwo zawsze
        > miałam, w szokle sobie mogłam kupić słoycze jak chciałam, na kosmetyki
        > starczało, a czasem w przypływie szleństwa kupowałam sobie jakiś ciuch.
        > Oczywiście praca wiązała się z faktem, że szłam do szkoły na 10, wstawałam o 7,
        > zeby isc na angielski, potem fakultety (klasa maturalna była), w domu o 18, alb
        > o
        > inaczej, na 8 do szkoły, po szkole odrazu do pracy i w domq o 20. Czyli
        > całkowity brak czasu w ciągi tygodnia i niesustające zmęczenie. Ale piątki
        > miałam wolne. Zawsze jakieś doświadczenie, no i czułam się dorosła,
        > opowiedzialna i jakaś taka ... duża... ;) I teraz dalej pracuje, zarabiam tym
        > razem na lekcje rosyjskiego, i na studia za rok :D


        zielona paprotko,
        mam prawie 2 razy tyle lat co Ty,
        i muszę przyznać, że mi imponujesz.
        Ja w Twoim wieku nie miałam w sobie
        tyle energii i ducha przedsiębiorczości.

        Pozdrawiam Cię serdecznie
        i życzę wiele sukcesów i radości,
        Agnieszka
        ----
        miau miau
    • orzoza Wydatki nastolatków 07.10.06, 19:40
      A ja mam 16 lat (niedługo 17) i dostaję 50 zł miesięcznie... Całe kieszonkowe
      przepijam/puszczam z dymem...
      • pochodnia_nerona Re: Wydatki nastolatków 08.10.06, 14:28
        Ja jeszcze nawiążę do tego nieszczęsnego błyszczyka - niby zaoszczędziła, miała
        prawo wydać na to, co chciała, ale czy nikt jej nie uświadomił, że taki
        błyszczyk to po prostu pierdoła opakowana w tandetny plastik i płaci się za
        firmę? Czy rodzice nie uświadomili jej, że szkoda pieniędzy na takie głupoty? A
        nie lepiej było książkę, buty kupić? A tak - wysmaruje i po ptokach ;-)
        Ale abstrahując od błyszczyka - to, że dzisiejsze nastolatki mają przeróżne
        fanaberie, to wina rodziców. Nie pokazali, co jest naprawdę wartościowe, na co
        warto odkładać, a co można sobie odpuścić i co jest po prostu naciąganiem
        łatwowiernej młodzieży. Kiedyś też sobie myślałam, ze Diory i inne, to Bóg wie
        co, do czasu, gdy dostałam coś markowego (kosmetyk) - byłam zdziwiona tym, że
        nie różni się diametralnie od 10 razy tańszego odpowiednika z Rossmana.
        I te kwoty płacone za pomoc w domu... no sorry...
        Najlepsze rozwiązanie - rodzice płacą za podstawowe rzeczy, typu: żywność,
        podstawowe środki higieniczne, książki do szkoły, ew. kurs językowy (jeżeli ich
        stać)czy inny - lekcje muzyki (jeżeli dziecko chce :-)). No i jakieś niewielkie
        kieszonkowe, na wydatki typu błyszczyk, ale może nie Diora, książki, słodycze.
        Oburza mnie też traktowanie dziadków jako instytucji zapomogowej. Owszem, może
        babcia czasem wcisnąć jakiś grosik, ale do cholery, jak czytam, że dzieci
        regularnie chodzą po 50, 100 zł, to mi się nóż w kieszeni otwiera!!! Może
        naiwni dziadkowie myślą, że wnusia zaopiekuje się nimi za to, że kiedyś grubą
        kasę dostawała? Żeby się nie przeliczyli!
        Kiedy ja miałam naście lat, mama kupowała niezbędne rzeczy, czasem dała na
        książkę lub co innego, ale jako takiego kieszonkowego nie dawała, bo po prostu
        nie miała. Czasem zdarzyła sie jakaś dorywcza robota, to było na przyjemności.
        Na studiach postarałam się o stypę, za co mogłam kupować sobie potrzebne
        kosmetyki, odzież, buty, a czasem sama dałam coś mamie. Teraz nie mam pracy i
        bardzo głupio mi prosić o kasę na tani krem, ale co mam zrobić... mam nadzieję,
        że znajdę robotę.
        • rixa Re: Wydatki nastolatków 03.12.06, 12:35
          Wiesz ja dostają normalne kieszonkowe, ale mam tolerancyjnych rodziców i kupują
          mi ubrania (stanowczo nie-bazarowe), ksiażki, wycieczki i dodatkowe lekcje. Od
          przyszłego roku, w liceum chcę zacząć zarabiać (pisaniem wypracowań itp.) bo
          lubię mieć pieniądze, jeszcze bardziej lubię je wydawać- nie tylko na siebie,
          wbrew pozorom- chyba dla mojej psyche liczy sie sam fakt wydawania ;).
          ps. Odczepcie się od tego nieszczęsnego błyszczyka, kupiła i ma. Może
          rozsądniejsze byłyby markowe perfumy, jeśli chciała drogi kosmetyk, ale to jej
          sprawa. Kiedy wypaćka, to postawi na biurku pudełeczko i będzie się gapić na
          cyrkonie. Najwidoczniej lubi.
    • goska275 Re: Wydatki nastolatków 21.02.07, 21:49
      No nie....

      Czytam ten artykul i po prostu roz******** mnie...

      Boze drogi..

      Ja mam 17 lat, tez chcialbym sie zajebiście ubrac, kupic jakies fajne buciki,
      troszke kosmetykow i takich tam.
      Chodze do najlepswgo liceum w mieście i ze średnią 4,7 nie dostaje ANI GROSZA
      za naukę (no bo po co, ucze sie SAMA DLA SIEBIE)
      Nie dostaje ANI GROSZA za pomoc w domu, wypelnianie wlasnych obowiązków.
      I nie mam babci ani dziadka.

      A jesli moi rodzice cos sypną,to zwykle 10,20 zl.
      To wszystko.

      Nie kupują mi odziey, ponieważ nie akceptują mojego wyglądu(?)
      Wiec musze sama sobie coś kupic. A jak juz kupie, to dluugo nosze.
      Az za dlugo.

      O wypadach do kina czy do restauracji nawet nie wspomnę- dla mnie to rzecz obca.

      No i powiedzcie, jak za dyche czy dwie spelnic wszystkie swoje zachcianki..?
      Pracować nie mogę, nie da sie, ponieważ nauka, pomimo znakomitej pamięci i
      sporej motywacji, zajmuje mi wiele czasu. Do nocy.

      A poza tym chcialabym tez czasem gdzies wyjsc outside, a nie tylko siedziec w
      domu.

      Pienieżną pomoc dziadkow i babć znam praktycznie tylko z cudzych słów.
      Wiec, Drodzy Rówieśnicy, jesli tylko posiadacie taką babcie/dziadka-sponsora,
      podziękujcie im za dofinansowanie, pokazcie, ze są wazni NIE TYLKO, A PRZEDE
      WSZYSTKIM z powodu ich obecnosci, a nie kasy.
      Rodzicom podziękujcie rowniez.

      ;]








    • madness_psycho Wydatki nastolatków 23.10.07, 22:17
      Czytając ten artykuł, przysłowiowe "witki mi opadły"
      Jestem jedynym dzieckiem dość, ale nie przesadnie zamożnych rodziców.
      Otrzymywanie konkretnych kwot na różne zakupy nigdy nie stanowilo dla mnie
      problemu, ale i moje potrzeby nie byly specjalnie wygórowane. <książki w wręcz
      absurdalnych ilościach>
      Rekordowy miesięczny rachunek telefoniczny wynosił w moim przypadku 100 zł w
      ciągu miesiąca <była to wycieczka zagraniczna>. Ubrania zawsze kupowano mi nie
      tyle modne co dobrej jakości, a to czy ono jest "trędi" czy nie, jakoś nigdy nie
      mialo dla mnie znaczenia.

      Co mnie strasznie denerwuje- to, że niektorzy uwazają się za lepszych bo
      mamusia/tatuś więcej w kieszeń dała/dał. Ja wychodze z założenia, że jak na
      razie <jeszcze się uczę, dlatego> to na dobrą sprawę prawie nic z tego, co
      posiadam nie może być uznawane za moją wartość, bo nie jest moją zasługą. Gdyby
      drodzy rodziciele nie uznali za stosowne iść na prestiżowe studia a aktualnie
      pracować naprawdę długo i dużo, mój stan posiadania byłby znacznie mniejszy.
      Lubię swoje "goods" <chyba każdy lubi>, ale o wiele bardziej będę lubić rzeczy,
      które kupię ze swojej własnej pensji.
    • mochiton Re: Wydatki nastolatków 25.10.07, 21:34
      Moim zdaniem to trochę głupie, żeby płacić dzieciom za sprzątanie,
      robienie zakupów itp. każdy w domu powinien mieć swoje obowiązki,
      nie ma czegoś takiego ;"jak wyniesiesz śmieci to dostaniesz 5zł"...
      z kieszonkowym tez nie powinnno się przesadzać, ja na przykład nie
      daje swojej córce kieszonkowego, żeby wydała na niewiadomo na co.
      Jest u nas taka zasada, że jak przyjdzie do mnie albo męża, powie na
      co jest jej potrzeba i ile to wtedy pieniądze dostanie. Nie można za
      bardzo rozpieszczać dzieci mimo tego, że chce się dla nich jak
      najlepiej.
      POzdrawiam
      • anik.sweden Re: Wydatki nastolatków 27.10.07, 16:57
        A wg mnie kieszonkowe to dobry pomysł, uczy dzieciaki dysponowania
        pieniędzmi - wiedzą ile mają i ile mogą wydać. Ja dostawałam 150
        zeta miesięcznie kieszonkowego plus jakieś drobne na jedzenie w
        szkole. Kupiłam sobie za to rower, musiałam kupować ciuchy i rzeczy
        typu plecak za swoje. Książki, kursy, wypady do teatru i wszelkie
        naukowe sprawy opłacali rodzice. I nie uważam, żeby mnie rozpuścili.
        Przed studiami w wakacje poszłam do badziewnej roboty za 4 zeta/h, a
        już w tym roku w wakacje zarabiałam 23 zeta/h (w UK). Studiuje
        filologie na UW, jestem ambitna, ucze się jezyków, mimo tego, że
        dostawałam zawrotną kwote 150 zeta co miesiąc. Powinno się dawać
        dzieciakom kieszonkowe, że sie nauczyły rozporządzać pieniędzmi,
        niech uczą sie na własnych błędach. Jak dziewczyna wyda 250 zeta na
        błyszczyk, to nie będzie miała na nową kurtkę i bluzę. Trzeba znać
        umiar. Ale 50 zeta na miesiąc to dla mnie stanowczo za mało. Jak
        nastolatek ma się nauczyć rozporządzac pieniedzmi, skoro tych
        pieniedzy de facto nie ma?
    • koro-nny Wydatki nastolatków 24.05.08, 00:33
      dostaję 100 zł miesięcznie . hmm to duzo... ale od 2 lat pracuję też duzo w
      restauracji, poczułem że stać mie w końcu na wieksze wydatki. Chciałbym lapopa ,
      zdawałem teraz mature wiec laptop na studja to chyba taki prestiż :] ale
      chcuiałbym dobrego laptopa (kilka tysięcy koło3) nie mam tyle a ciułajac z tej
      pracy bede skąłdac ze 2 lata, chyba chciałabym taki nastolatkowy kredyt... zaden
      bank mi nie da razcey, ale znalazłem cos takiego kokos.pl ktoś cos o tym wie ???
      co wy na to ? a brał ktos z was w ogóle 'kredyt' o ile tak to można nazwac????
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka