Kochać zbyt mocno

05.03.07, 13:54
Ja tez kiedys bylam kochana zbyt mocno. Sluchajac dzien w dzien, jaka to
jestem glupia, nieudana, bez talentu itp w koncu zaczelam w to wierzyc!
Najgorzej, ze typ, ktory byl na dodatek moim pierwszym partnerem, uzaleznil
mnie cakowicie od siebie. Niczego nie docenial: ofiarowalam mu dziewictwo, a
on skwitowal, ze pewnie wczesniej mnie nikt nie chcial. Czytam ksiazki? Ooo,
intelygencyja... (a potem: napisz mi prace dyplomowa!). Uzdolniona, nagrody w
konkursach? Eee, i tak nigdy nie zagrasz koncertu w filharmonii... (juz
zagralam!). Znosilam to i jeszcze inne upokorzenia przez poltora roku, az do
pamietnej nocy, kiedy obudzilam sie po uderzeniu mojej glowy o sciane. Co sie
stalo? Do dzisiaj nie wiem. M.N. pijany, jak zwykle, dostal jakiegos szalu
(znowu napad zazdrosci? A przeciez jestem do niczego?) i spiaca zaczal
szarpac, rzucil mna o sciane. Otrzezwialam. Bolesne przepudzenie. Wspanialy
przelom.
Zostawialam tego nieudanego puzoniste. Nawet nie zywie do niego nienawisci.
Tylko sie zastanawiam, jak to sie stalo, ze ja, osoba dosc ladna, mowiaca
biegle czterema jezykami i pracowita, mogla zwiazac sie z takim glupkiem??
Ktory nawet nie umial napisac wlasnej pracy dyplomowej (zrobila to za niego
moja "nastepczyni")? Ktory od rana do nocy chodzil wiecznie pijany? Ktory
mial braki w wychowaniu? Ktory wiecznie byl chory z zazdrosci i zabranial mi
rozmawiac z kimkolwiek, co nie przeszkadzalo mu obmacywac w mojej obecnosci
swoje kolezanki?
Moj Boze, mam teraz wspanialego meza. Od kilku lat nie myslalam o tym
pierwszym, nieudanym zwiazku. Wyparlam go z pamieci do tego stopnia, ze przed
chwila nawet przez kilka minut szukalam imienia i nazwiska tego czlowieka. I
nadal bym o nim nie myslala gdyby nie ten artykul.
Wiem, jak trudno jest sie uwolnic od takiego terrorysty. Jak trudno jest
zatkac uszy, by nie slysze slodkich przeprosin, nie widziec kwiatow...
Czasem potrzebny jest wstrzas, tak jak w moim przypadku. Ale odejsc trzeba.
Dla siebie samej, dla calego swojego zycia, dla najblizszej rodziny, ktora
cierpi, widzac co sie dzieje i nie mogac pomoc...
Kazda z nas warta jest milosci i wspanialego partnera. Dlatego nie mozna
zadowalac sie polsrodkami. Pozdrawiam
    • ancja Re: Kochać zbyt mocno -Tyran i Dziecko... 06.03.07, 03:24
      Ja jestem na etapie, w którym już wiem, że muszę się od tego uwolnić. Już widzę
      manipulacje, kłamstwa, zazdrość... ale cały czas nie potrafię przestać widzieć
      też tego dobrego chłopaka, w którym się zakochałam, poślubiłam, i
      najtrudniejsze to to, że mamy kochanego, fajnego synka... który na dźwięk
      dzwonka wyciąga rączki do drzwi i woła "tata, tata", i jak to nie tata, to ma
      wtedy taką smutną minkę... A jak się widzą, to mały od razu wdrapuje mu się na
      ręce, tuli i obaj patrzą na siebie tym spojrzeniem, jakim on patrzył na mnie
      kiedyś... na początku...
      Ja znowu mam wątpliwości i pewnie znowu uwierzę, że to już się nie powtórzy, że
      mu przykro, że już będzie nad sobą panował... Patrzę na moje kochane maleństwo
      i już wiem, że pozwolę mu do nas wrócić...
      Jak zważycć ten strach, naiwność i miłość... Jak przekonać samą siebie, że to
      już było i się powtórzyło i na pewno się nie powtórzy...
      Jestem dokładnie pomiędzy uczuciami i wiarą a rozumem... który już wie, że nie
      zawsze to co czuje dzieje się naprawdę, że czasem ktoś i ten rozum oszukuje...

      • piekielnica1 Re: Kochać zbyt mocno -Tyran i Dziecko... 06.03.07, 08:37
        > Patrzę na moje kochane maleństwo
        > i już wiem, że pozwolę mu do nas wrócić...


        Zabieraj dziecko i uciekaj najdalej jak możesz, bo zachwilę nauczy Twojego
        synka patrzeć na Ciebie z taką samą pogardą z jaką patrzy on sam.
        • susannah77 Re: Kochać zbyt mocno -Tyran i Dziecko... 11.03.07, 00:02
          Trudno jest podjąć ważne decyzje jak w związku są dzieci. Człowiek sobie wtedy
          myśli, że przecież po każdej awanturze jest jakiś czas lepiej. Poza tym jest
          ogromny strach przed tym gniewem i agresją, krzykiem. Tak bardzo chciałoby się
          móc podejmować samodzielne decyzje, mieć własne pieniądze, mieć spokój...Trzeba
          koniecznie nagłośnić sprawę przemocy psychicznej w rodzinie. Dzisiaj moja
          koleżanka powiedziała mi, że chce umrzeć, nie może już wytrzymać stresu w swoim
          związku, powtrzymuje ją tylko to, że ma malutką córeczkę.
          • jotka42 Re: Kochać zbyt mocno -Tyran i Dziecko... 04.04.07, 00:35
            Sharah czy jak tam się nazwalas. To ja bedąc starą kobietą jestem tym małym
            dzieckiem. Moja Matka od dawna nie żyje, a ja do dziś nie mogę Jej wybaczyć, ze
            mnie na to skazala bojąc się życia na własną rękę.
            • susannah77 Re: Kochać zbyt mocno -Tyran i Dziecko... 13.04.07, 02:40
              Odpowiadając na zarzuty (odpowiadam po dłuższym czasie, bo nie zauważyłam
              komentarza),że boję się życia na własną rękę-to nie prawda.I na ironię mam
              pretensję też do własnej Mamy (którą bardzo kocham i Ona mnie, że nie rozwiodła
              się z Ojcem wcześniej).Gdybym była sama, albo mój mąż źle traktował nasze
              dzieci, albo mnie uderzył to sprawa byłaby prostsza i nie zastanawiałabym się
              nad odejściem. Najgorsze jest dla mnie maltretowanie psychiczne, bo właściwie
              człowiek nie wie czy ma odejść czy zostać, bo przecież potem może być lepiej, a
              po 2 dniach się zastanawia o co Ci kobieto właściwie chodziło i że wymyśla
              sobie problemy,bo inni mają gorzej, bo On ma już taki wybuchowy charakter, a
              teraz jest kochany, no i tak bardzo kocha dzieci,dba o dom(finansowo),ciężko
              pracuje,ma taką stresującą pracę, a ja mogłam przecież lepiej posprzątać,
              ułożyć,ugotować.A że robi awantury,wpada w furię albo jest całą dobę obrażony,
              traktuje jak powietrze, wyzywa przy innych... No cóż to już nie jest takie
              oczywiste jak potem przytuli i natłumaczy,że jest się najlepszą kobietą na
              świecie..Przy przemocy fizycznej ma się jaśniejszy obraz.Ja od około pół roku
              jestem na drodze leczenia relacji jaką mam z mężem.Wiem,że chcę być
              szczęśliwa,że mam jedno życie i chciałabym, żeby moje dzieci były spokojne i
              szczęśliwe.I powiedziałam sobie, albo My(ja i dzieci) będziemy mieli optymalne
              warunki życia psychicznego albo odejdziemy.Porozmawiałam o tym z mężem, który
              wie,że ma ostanią szansę.Poza tym przygotowałam sobie już prawie wszystko na
              wypadek gdyby Mu się znowu nie udało poradzić sobie ze swoim gniewem.Ja bowiem
              jestem już totalną skorupą - cierpię na bezsenność i inne psychosomatyczne
              dolegliwości.Dla kobiet w podobnej sytuacji polecam książkę:Kiedz kochasz
              gniewnego człowieka-jak sobie radzić z wybuchami złości ukochanej osoby
              autorstwa W.Doyle Gentry i plan, który sama sobie opracowałam w czasie
              bezsennych nocy:1.otworzenie się przed wybranymi osobami(ja przez 8lat nie
              poskarżyłam się nikomu),którym się ufa i stworzenie grupy wsparcia, na wypadek
              nagłego odejścia z domu lub stworzenia planu naprawy relacji 2.stworzenie
              niezależności finansowej 3.postawienie partnerowi ostrych granic.Ja podjęłam
              już mnóstwo decyzji prawidłowych, ale przez 8 lat mojego małżeństwa żyłam jak w
              amoku, jak podnóżek, z bardzo ograniczonym kontaktem z rodziną, z którą byłam
              b.blisko przed ślubem i tego nie widziałam.Naprawdę!!!Byłam ślepa,a Jego
              zachowania wciąż tłumaczyłam.Teraz chociaż wiem jak jest prawda i coś z tym
              robię.
    • monikaaas Kochać zbyt mocno 06.03.07, 13:21
      a co zrobic gdy rozum mówi jedno a serce drugie? Gdy jest się świadomym w jakim
      bagnie sie tkwi. Jak przywrócić wiarę w siebie i we własne siły? Bo przecież
      trzeba mieć siłę aby wyrwać się z takiego "układu"!
      Ja nie potrafię uwierzyć w siebie...
      • mia-majta Re: Kochać zbyt mocno 06.03.07, 13:38
        Nie wiem jak sie wyrwać z takiego układu. Moj M to juz mi specjalnei nie robi
        prania mózgu to jzu mamy za soba juz wiem z ejestm nieduacznikiem, pustakiem
        nie mam w zyciu pasji ( czyt hobby któremu oddala bym wsszystko), lubisz
        czytac interesuje cie śiwat ludzi epolityka blee to nie pasja . Nie masz tego
        jestes nijaka czyli nudna. A studia , kursy ciekawa praca kazdy glupek to
        potrafi, on nie pracuje na etacie bo nie ma nic ciekawego w ogloszeniach. NA
        pytanie kochasz mnie? opd. troszeczke. Zycie sypialnianie BRAK. A z drugiej
        strony sniadanka do łuzka w weekndy i pasjonujace romzowy o wszystkim, jak
        jestem chora to sie torszczy jak wracam pozniej gotuje obiadek. I tak sobie
        mysle ze chyba troche przesadzam bo przeciez to całkiem fajny chlopak i nie
        chciala bym byc sama do konca zycia. I tak to trwa juz 12 lat widze to wsyztko
        i nie mam sil na zmiany. Bo rozum sowej a serce sowje.
        • buziaczek79 Re: Kochać zbyt mocno.. 06.03.07, 17:09
          Przeczytała artykuł i czuje się jakbym czytała o ponad 3latach mojego zycia
          Zaczeło sie bardzo normalnie to on chciał mnie poznać i on poderwał tak na
          prawdę. Potem były czułe słówka, zawsze pomocny, mądry (tak wtedy myślałam)
          pewny siebie (niestety do tego typu mężczyzn mam nadal słabość) zaradny
          potrafił chyba wszystko załatwić.
          A potem sie zaczęło - powinnam sie juz chyba domyślić kiedy na 4 randce
          stwierdził ze zbyt mocno wymalowałam oczy i wyglądam jak kobieta spod latarni
          ale nie wiem zadziałał jak narkotyk, uzależniłam się. A potem z dnia na dzień
          bylo coraz gorzej słyszałam jaka byłam głupia, brzydka, niezaradna, wszystko
          robie zle - zle gotuje - nie wiem jak sprzatac a szklanka nie lezy tam gdzie
          powinna moja rodzina sie nie liczy - sa smieszni ja nie wiem jak walczyc o
          siebie i jak to bedzie jak bedziemy miec dzieci przeciez ja nie bede umiala o
          nie walczyc. Teraz jak o tym mysle jestem bardzo zażenowana bardzo
          Po prawie 2 latach poczułam uderzenie bolało ale chyba nie tak jak cala reszta
          chyba rany psychiczne jednak bardziej bola Ale oczywiscie to tez mnie nie
          otrzezwilo dopiero prawie rok pozniej kiedy zaczal mnie zdradzac dobre co?
          Jak odejsc? Pewnego dnia stałam przed lustrem i patrzylam na swoja blada twarz
          powiedzialam sobie "Nie jestes taka jak on mowi, skonczylas studia znasz
          jezyki, nie jestes chyba az taka brzydka jak on mowi" i odeszlam uslyszalam
          skamlenie nie jeden raz nie dwa, nie odpowiadalam na telefony w koncu zmienilam
          numer.
          To dalej jest we mnie czuje straszliwa nienawisc ktora zjada mnie od srodka ale
          to juz inna sprawa. Podjelam decyzje ze bede sama ze nie chce dalszych zwiazkow
          zadnych facetow chyba ze dla zabawy. I caly czas czuje strach ze jezeli bede z
          kims to on okaze sie taki sam.
          Nie napisalam tego zeby mi ktos wspolczul nie chce zadnych rad ani pocieszania
          czlowiek musi sam sobie pomoc. Napisalam to zeby przestrzec inne dziewczyny
          moze zeby ktos sie zastanowil nad soba. Bo wiem ze pewnych rzeczy nie chce sie
          slyszec.Jezeli ężczyzna taki jest to juz sie nie zmieni. Trzeba ratowac sama
          siebie dla siebie samej.
          To wszystko chyba koniec ekshibicjonizmu na necie.
          Pozdrawiam i zycze wytrwalosci w podjetej decyzji.
          • labia Nienawisc minie 06.03.07, 17:37
            Mi tez minela. Po trzech latach... Zreszta
            • labia Re: Nienawisc minie -cd 06.03.07, 17:42
              ... to uczucie sprawia bol tylko temu, kto je odczuwa, a nie temu, komu jest
              przeznaczone. Nie pisze, by dawac rady, bo zreszta o nie nie prosisz i swietnie
              sobie radzisz.
              Pisze dla tych kilku tysiecy osob, ktore juz zagladnely na to forum i nie chca
              (boja sie?) nic napisac.
              Pozdrawiam :-))
              • buziaczek79 Re: Nienawisc minie -cd 06.03.07, 19:15
                Dokładnie wiem ze uczucie nienawisci sprawia bol bardziej mnie niz jemu i
                staram sie ze wszystkich sil zeby zniknelo na zawsze z mojego zycia i wierze ze
                wreszcie sie to stanie :)))))
                Najbardziej chyba natomiast dziwia mnie wypowiedzi kobiet ktore czasami slysze
                ze "ale glupia kobieta ze jest z kims takim" "ze jest zaslepiona" i "sama sobie
                na to zasłużyła" to tylko potwierdza regule ze jezeli czegos sie nie przezylo
                nie potrafi sie tego zrozumiec. Osobiscie nie zycze nikomu prob polatania
                psychiki po zyciu z kim takim. Uwazam ze o przemocy (czy to fizycznej czy
                psychicznej) powinno sie mowic glosno i nie uwazac jej za cos normalnego albo
                za cos co powinno sie ukrywac za 4 scianami.
                Kazdy kto podnosi reke na istote slabsza od siebie powinien poniesc kare a
                przynajmniej powinien stanac oko w oko z kims sobie rownym i wtedy moglibysmy
                porownac kto tak na prawde rzadzi:) Przemoc psychiczna jest tak samo
                destrukcyjna jak przemoc fizyczna. Tak sobie mysle po tym co przezylam, a
                dodatkowo po przemysleniu wszystkiego uwazam ze to Ci mezczyzni sa slabi -
                slabi bo nie umieja sobie poradzic z wlasna agresja i przekazuja ja innej
                osobie.
                Dziekuje za dobre slowa. Staram sie jak moge sobie radzic i również
                pozdrawiam :)))
          • rennee12 Kochałam zbyt mocno.. 19.03.07, 10:06
            W marcu minie rok odkąd sie rozstalismy. Tą decyzję uważam za najmądrzejszą w
            zyciu. 6 lat w toksycznym układzie. Było w nim wszystko, regularne poniżanie
            siebie nawzajem, publiczne, na osobności i w łózku, kłótnie pod byle pretekstem,
            zerwania co miesiąc i co miesiąc powroty, konflikty, które rozwiązywane były w
            łózku, notoryczne zdrady z kim popadło, i udawane związki na pokaz przez rok
            czasu - wypieranie się siebie nawzajem i zaprzeczanie ze cokolwiek nas łączyło,
            a potem wielki come back. On celował w przemocy psychicznej, ale to ja dałam mu
            dwa razy w twarz i to publicznie, przy znajomych. Nie oddał, bał się chyba.
            Nigdy nie potrafił doprowadzić spraw do końca i zrobić tak oczywistej rzeczy jak
            np. ukończenie studiów. Ale to mnie mówił, ze kiedy ja skończę studia to na
            pewno będę bezrobotna. Teraz to ja mam dobre wykształcenie, pracuję w zawodzie,
            a on nadal nie skończył zadnej uczelni (trzeciej z kolei, ciagle I rok) i stoi w
            miejscu.
            Myslałam ze trzeba pomóc człowiekowi, miał problemy, jego rodzina miała
            problemy, nie miał dobrego dzieciństwa, ani pozytywnego wzorca wyniesionego z
            domu. W jego domu przemoc była chyba na porządku dziennym, zresztą on jest DDRR
            (dorosłe dziecko rozwiedzionych rodziców), dlatego wiedziałam ze MA problem. Ale
            on nie chciał go rozwiązać, pomóc sobie i powielał schemat jaki był w jego domu.
            Pół roku trwała krwawa jatka rozejścia się. Na sam koniec zażądałam odpowiedzi
            na wszystkie pytania jakie mnie dręczyły przez 6 lat tej znajomości i po
            ustaleniu prawdy podjęłam decyzję o odejściu.
            Przez następnych ok. 9-10 miesięcy godziłam się z tym faktem, odbudowywałam sama
            poczucie własnej wartości, tożsamości, zaufania do siebie do innych ludzi,
            zwłaszcza do innych mężczyzn, nakreślałam cele i nadawałam zyciu sens. Dopiero
            po roku mogę powiedziec, że wyszłam na prostą.
            Miałam szczęscie pod tym względem, ze nie wzielismy slubu i nie mamy dziecka.
            Nie ma zobowiązań. Ale nie można tkwic w toksycznym układzie pełnym psychicznej
            przemocy, za nic w świecie. Jeśli odnosicie wrażenie, że tak jest w waszym
            życiu, kończcie to, czym predzej.
      • labia Re: Kochać zbyt mocno 06.03.07, 15:19
        Witam serdecznie,
        Odpowiadajac na Twoj post, odpowiadam takze innym dziewczetom z tego forum.
        W koncu wszystkie mamy, lub mialysmy ten sam problem...

        Boisz sie, ze zabraknie Ci sil, zeby odejsc? Uwierz mi, bedziesz potrzebowac o
        wiele wiecej sil zostajac z nim, by walczyc o swoja godnosc i przetrwanie
        zwiazku. Co i tak sie nie uda. Za jakis czas ze wspanialej kobiety, jaka jestes
        (tak sadze :-) ), zostanie ubezwlasnowolniony strzep. Dopoki sie zastanawiasz,
        nie jest z Toba tak zle! Wykorzystaj te szanse! Wyprowadz sie, zerwij kontakt,
        jesli trzeba to i numer telefonu. Najlepiej zamieszkaj z kims (rodzicami,
        przyjaciolka, ciotka, siostra), to wtedy bedziesz miala pewnosc, ze nie bedzie
        Cie nachodzil w srodku nocy. I przede wszystkim nie daj mu "tej ostatniej"
        szansy. Bo odepchniety, bedzie Ci prawil piekne slowka, obdarowywal kwiatami
        (moze pierwszymi, jakie kiedykolwiek od niego dostalas,), slal czule listy...
        Az do osiagniecia celu - Twojego powrotu. A potem, jego "meska duma" nie
        wytrzyma "upokorzenia", przez jakie przechodzil, by Cie ublagac i za te
        rzekome upokorzenia niestety to Ty pewnego wieczoru zaplacisz.
        Tak bylo z wieloma kobietami, ktore znam. Zawsze ten sam scenariusz.

        A co do zycia POTEM, nie obawiaj sie samotnosci przez jakis czas. Nie obawiaj
        sie, ze bez NIEGO sobie nie poradzisz. Wrecz przeciwnie, poradzisz sobie bardzo
        dobrze! Zaufaj mi!
        A jakie lekkie stana sie poranki! Strach, ktory dotychczas Ci towarzyszyl ("oby
        tylko Go czyms nie urazic!") po pewnym czasie ustapi, by byc zastapionym przez
        ciekawosc rzeczy, ktore przez ten zwiazek sie przeoczylo, nowe ambicje (nowy
        jezyk obcy? Nowe hobby?), nowe znajomosci (klub czytelnikow, klub
        gimnastyczny?), innymi slowy: NOWA JAKOSC ZYCIA.
        A zycie moze byc naprawde wspaniale. Zobaczysz, jak rozkwitniesz. Przez
        poczatkowy okres zajmiesz sie wreszcie soba, i zobaczysz, jak to przyjemnie
        jest wreszcie pomyslec o wlasnych potrzebach. Bedziesz sie delektowac kazda
        chwila spokoju...
        A co do mezczyzn, on nie jest jedynym na ziemi. Jest ich ponad 3 miliardy, tak
        wiec jest w czym wybierac! Ale sie nie spiesz. Potrzeba czasu, by zaleczyc
        rany, czasu na refleksje. Musisz sama wiedziec, czego pragniesz od nastepnego
        partnera. I tymi kryteriami sie kierowac w dalszych kontaktach.

        Stawiaj poprzeczke wysoko. Jestes wiele warta, tak wiec mezczyzna, ktory ma byc
        Twoim partnerem, tez musi byc wartosciowy.
        Ja znalazlam swojego Ksiecia po czterech latach. I to najwspanialsza nagroda za
        moja sile i wytrwalosc kilka lat temu.
        Oplacilo sie.
        Sprobuj sama!
        • monika1111 Re: Kochać zbyt mocno 07.03.07, 11:03
          przeczytałam ten artykuł i nadal jestem w szoku ... do tej pory mysliałm ze
          moja trzyletnia znajomość z podobnym typem była czymś nietypowym ... mechanizm
          był identyczny najpierw uroczy energiczny zakochany do granc szaleństwa we
          mnie facet a potem zdrada za zdrada kłamstwa ze jestem jedną jedyną przeprosiny
          powroty i odnowa... koniec to szntaze i bardzo mocne słowa...miał miec depresje
          ale ja nie uwierzyłam odnalazłam ja i napisałam do jego nowej zdobyczy vel
          depresji ...strasznie sie wściekł ona oczywiscie uwierzyła jemu a nie
          mnie...ale od pół roku mam swiety spokój mam nadziej ze juz nigdy nie zadzwoni
          nie wchodze na portale na których bywa wykasowałam jego nr tel nie utrzymuje
          kontaktu z jego znajomymi na szczęscie nie straciłam wiary w ludzi i
          otrząsnełam się bardzo szybko moze dlatego ze był przy mnie juz ktoś inny :)
          zupełne przeciwieństwo dla mnie mimo ze jestem silna i prawie niczego nie
          załuje w życiu ... te trzy lata to czas stracony...
      • sunrise2006 Re: Kochać zbyt mocno 08.03.07, 17:09
        ja też .// ;((
        już mam dośc czytania, że trzeb ais wyrwać itp. ale człowiek w takiej sytuacji,
        nie umie!!! nie jest zdolny do decyzji...kur.. łatwo poiedzieć. ja na przykład
        czuję się już zupełnie bezsilna
      • jotka42 Re: Kochać zbyt mocno 04.04.07, 00:45
        Monika najmilejsza, pewnie nie mialaś takiej BABCI jak ja. dzięki Niej żyję.
        Tylko ONA mówila mi ,że jestem najpiękniejsza.Poszukaj w swojej pamięci kogos,
        kto Ci to powiedział.Jeśli nie znajdziesz, to ja Ci to mówię. Idiotki na to
        forum nie trafiają.
    • therania Kochać zbyt mocno 07.03.07, 12:29
      Jakbym widziala 10 lat mojego zycia.To prawda, ze przemoc psychiczna jest
      bardziej perfidna. I jak ja udowodnic, kto uwierzy, ze ten mily , sympatyczny
      facet zmienia sie w domu w tyrana.Ze potrafi obrzucic swoja zone wyzwiskami nie
      zwazajac, ze w pokoju sa dzieci.On ustanawia reguly jakie rzadza w domu.Od dwoch
      lat probuje juz sama odzyskac wiare w siebie i pozbyc sie poczucia winy, jestem
      na poczatku tej drogi.Nie uda sie nikogo przestrzec przed przemoca domowa. Kazdy
      kto jej doswiadcza musi sam podjac decyzje o odejsciu. Tylko jak podjac taka
      decyzje jezeli sie jest pozbawionym woli, nie ma juz przyjaciol, z rodzina
      kontakty tez ulegly ograniczeniu? I jeszcze potworny wstyd, ze komus udalo sie
      tak Cie ponizyc, ze pozwolilas na to.Mnie sie udalo ,no moze nie do konca,
      jeszcze czeka mnie wiele pracy by odzyskac jako taka samoocene.Przede wszystkim
      nie mieszkam juz z moim przesladowca.Doskonale rozumiem autorke artykulu, sladow
      zadanych psychice nie widac ale bardzo dlugo sie goja, czasami nie zagoja sie nigdy
    • femine79 Re: Kochać zbyt mocno 08.03.07, 02:17
      Piszę, bo może jest ktoś, kto był w podobnej sytuacji i może mi poradzić, co
      mam zrobić. Czuję się strasznie bezradna. Jestem siostrą osoby, która jest
      w związku z kolesiem, który znęca się nad nią emocjonalnie i fizycznie i nie
      wiem jak ją wyrwać z tego bagna. Oboje mieszkają w Wielkiej Brytanii, a ja
      w Polsce. Nigdy nie miałam świetnego kontaktu z moją siostrą, a teraz jest
      jeszcze gorzej. We wrześniu zeszłego roku odwiedziłam na kilka dni moja siostrę
      i dopiero wtedy zobaczyłam, co dzieje się w jej "związku". Po 9 miesiacach
      niewidzenia się nie mogłam poznać własnej siostry ( w sensie psychologicznym
      oczywiście, bo wygląd jej się nie zmienił). Przy mnie on nie uderzył mojej
      siostry, ale byłam świadkiem jak wyżywa się na niej psychicznie. Powiedziałam
      siostrze o moich podejrzeniach i dopiero wtedy ona opowiedziała mi kilka
      drastycznych historii przemocy fizycznej. Okazało się, że powodem, dla którego
      nie mieszkają już w Londynie, była próba ucieczki mojej siostry przed katem
      na prowincję, ale skończyło się klasycznie: kat dostał kolejną szansę. Zresztą
      mogłabym długo opowiadać, także powtarzając wyżej przeczytane opisy. Wtedy
      czułam, że ja i ona jesteśmy po jednej stronie barykady- przeciwko niemu.
      W internecie znalazłam rady dla osób bedących ofiarami przemocy domowej i
      jakiej pomocy mogą oczekiwać od władz i organizacji brytyjskich. Dałam te
      informacje mojej siostrze naiwnie sądząc, że wręczam jej wędkę i powiedziałam,
      że pójdę na policję opowiedzieć, co widziałam, aby w ten sposób jeszcze
      uwiarygodnić jej wersję zdarzeń. Przyniosłam jej test, który sprawdza czy jest
      sie ofiarą przemocy domowej, z 10 pytań moja siostra odpowiedziała TAK na 9, a
      na 1 NIE WIEM. Była zaskoczona, że sprawy zaszły tak daleko i wydawało się,
      że to otworzyło jej oczy, tak jak poprzednia rozmowa ze mną. Skąd! Na wieść
      o tym ,że chcę pójść na policję zaszantażowała mnie, że jak to zrobię to już
      nie będę jej siostrą- to wzmogło tylko moją motywację. Następnie zadzwoniła
      do swojego kata czytając mu cały test, a moją intencją było to, aby on nie
      wiedział, co o nim wiemy (do momentu kiedy moja siostra bedzie bezpieczna).
      Byłam zszokowana. Od tego momentu to ja byłam tą niedobrą, nie czułam się
      komfortowo w ich domu, a siostra odzywała się do mnie w taki poniżający sposób,
      w jaki on zwykł do niej. Moje komentarze trochę ją stopowały, ale nie zmieniły
      kursu. Jej ukochany w stosunku do mnie zachowywał się w sposób
      charakterystyczny dla osób znęcajacych się: raz był przesadnie miły, za 5 minut
      wydarł ryja o byle co, by za chwilę obrazić się ostentacyjnie i nie odzywać
      się wcale. Poszłam na policję, ale w niedzielę na zadupiu komisariat był
      zamknięty, chciałam porozmawiać w 4 oczy,pokazać zdjęcia, a musiałam zadowolić
      się telefonem no i niestety musiałam omyłkowo zrozumieć policjantkę, poza tym
      nie miałam więcej czasu, bo tego dnia wracałam do Polski i ze zgłoszenia
      przestepstwa nic nie wyszło. Jestem w Polsce od pół roku i przez internet
      mogłabym dokończyć misji. Nie zrobiłam tego. Też jestem tylko człowiekiem , mam
      uczucia i czuję sie zraniona słowami, które usłyszałam od własnej siostry.
      Dlaczego wobec niej miałabym stosować taryfę ulgową i dlatego, że ona jest
      pokrzywdzoną miałabym pozwolić traktować się jak smieć? Czasami nawet
      w chwilach złosci na nią mówię do siebie: no to wybrałaś sobie kochana
      lojalność wobec kata, więc ponoś tego konsekwencje. I ona je ponosi, co
      potwierdziła całkiem niedawno odwiedzając Polskę na parę dni i uraczając mnie
      kolejnymi, nowymi horrorami. Wypluła brudy z siebie, zostawiła mnie z tym
      ciężarem i nie życzy sobie "wtrącania we własne życie". To jej przywiazanie
      do kata i niechęć do pomocy sprawia, że tracę do niej szacunek. Słuchałam jej
      obojętnie, bo wiedziałam, że ona traktuje mnie tylko jak spluwaczkę, co też
      mnie złościło. Z drugiej strony zła jestem na siebie, że przez swoją bierność
      osoba, która zneca się nad moją siostrą czuje się bezkarnie. Motywacją
      zrobienia czegoś bedzie więc chęć poprawy własnego samopoczucia. Najbardziej
      boję się, że moja siostra w przypadku mojego zgłoszenia stanie w obronie
      swojego chłopaka, tym bardziej, ze teraz to ja jestem jej wrogiem.
      Tak wygląda sytuacja ze strony osoby trzeciej. Czuje się głównie bezradność.
      Może kobiety, które wyszły z takiego bagna poradzą coś osobie z otoczenia
      ofiary?
      • labia Re: Kochać zbyt mocno 09.03.07, 10:54
        Sytuacja jest faktycznie trudna.
        Jedyne, co moge poradzic z mojej strony, to przede wszystkim nie unosic sie
        gniewem na siostre. To trudne, ale pomysl: ona jest jak narkoman (calkowicie
        uzalezniona) i jak czlonek sekty (totalne zniewolenie psychiczne).
        Najprawdopodobniej codziennie przechodzi "pranie mozgu". Codziennie tez jej
        partner obrzydza rodzine, przedstawiajac ja w jak najgorszym swietle. On Cie
        traktuje jak zagrozenie (i slusznie!), siebie jednoczesnie przedstawiajac
        jako ... ofiare! Wiem, ze to wydaje sie niedorzeczne, ale na 99% wlasnie tak
        jest. Tak bylo i ze mna. Pamietam, jak dotyk reki mojej wlasnej matki zaczal
        wywolywac u mnie wstret...
        Twoja siostra bardzo Cie potrzebuje. Nadejdzie pewnego dnia moment przelomowy,
        najprawdopodobniej bardzo dla niej bolesny fizycznie. Bardzo mozliwe, ze
        znajdzie sie w szpitalu, albo w ciezkim stanie u sasiadow... Tego dnia ona
        bedzie Cie potrzebowac.
        Musi czuc, ze mimo wszystko ma w Tobie wsparcie, bo inaczej nigdy sie z tego
        nie wyrwie. I wtedy dopiero bedziesz mogla jej pomoc. Jesli rodzina nie pomoze
        i nie bedzie wspierac, to kto?
        Dlatego nie traktuj powaznie tych wszystkich przykrych slow, ktore wypowiada
        pod Twoim adresem. To nie sa JEJ slowa, tylko jego. Mysl o niej jak o osobie
        uzaleznionej, wtedy zamiast gniewu poczujesz litosc.

        Co mozesz zrobic w tej chwili?
        Wydaje mi sie , ze nic. Ja tez bylam calkowicie glucha na apele rodziny.
        Sama z siebie musi podjac decyzje o odejsciu od tego czlowieka.
        Mozesz sprobowac pod jakims pretekstem ja sciagnac do domu (wymyslony pogrzeb?)
        i uniemozliwic natychmiastowy powrot. Oraz uciac kontakt telefoniczny. Kazdy
        dzien bedzie dziala na Twoja korzysc, gdyz tracac kontakt ze swoim "guru", jego
        wplyw bedzie slabl z dnia na dzien i moze sama dojdzie do tego, ze trzeba
        odejsc. Latwiej bedzie z pomoca przyjaciolki lub psychologa, jesli sie uda
        doprowadzic do spotkania.
        W kazdym razie, nie trac z nia kontaktu. Znos cierpliwie upokorzenia i nie daj
        sie spowokowac temu typowi, bo to bedzie dla niego kolejny argument do
        zbuntowania Twojej siostry przeciwko jej rodzinie. Niech ona czuje, ze moze na
        Ciebie liczyc. Bo pewnego dnia byc moze znajdzie sie na dnie, pobita,
        zgwalcona, pozbawiona nadziei i checi do zycia. I ten dzien moze sie skonczyc
        dla niej bardzo tragicznie, bo psychika w takich chwilach nie funkcjonuje
        normalnie. Ona juz siebie nie kocha, bo przelala cala milosc na niego, juz
        stracila szacunek do siebie, bo on jej to wybil z glowy. W chwili slabosci
        latwo podjac ten "ostatni krok", dlatego badz czujna.
        I powtarzam raz jeszcze, nie trac z nia kontaktu.
        Pozdrawiam
    • elza78 Re: Kochać zbyt mocno 08.03.07, 11:50
      brak slow normalnie, wiecie co jest najlepsze, ze taki gnoj to zazwyczaj
      niedopieszczona przez mamuske ciota, o niskim poczuciu wlasnej wartosci ktore
      musi polepszac sobie mieszajac innych z blotem...

      latwiej odejsc kiedy sie ma te swiadomosc ze jest sie z gownem, bo tak na
      prawde ten czlowiek to gowno, a gowna nie warto kochac gowno tylko smierdzi i
      brudzi...

      tyle ze kazda ofiara takiego faceta musi to sobie uswiadomic SAMA i nikt tego
      za nia nie zrobi, musi nadejsc setny raz kiedy gowno powie jej ze jest zerem,
      kiedy uderzy, przyprowadzi kolejna kochanke, a potem bedzie przepraszalo...
      musi naedjsc ta chwila kiedy zobaczy sie w gownie gowno, lepiace i smierdzace
      ktore sie do nas przyczepilo
      wtedy trzeba sie otrzepac i powiedziec tej kupie gnoju WON...
      i jeszcze kopa na odchodne...

      pozdrawiam wszystkie zastanawiajace sie nad swoim zyciem
      nie warto dotykac gowna...
      • hania811 Re: Kochać zbyt mocno 23.03.07, 15:41
        elza78 napisała:

        > brak slow normalnie, wiecie co jest najlepsze, ze taki gnoj to zazwyczaj
        > niedopieszczona przez mamuske ciota, o niskim poczuciu wlasnej wartosci ktore
        > musi polepszac sobie mieszajac innych z blotem...
        >
        > latwiej odejsc kiedy sie ma te swiadomosc ze jest sie z gownem, bo tak na
        > prawde ten czlowiek to gowno, a gowna nie warto kochac gowno tylko smierdzi i
        > brudzi...
        >
        > tyle ze kazda ofiara takiego faceta musi to sobie uswiadomic SAMA i nikt tego
        > za nia nie zrobi, musi nadejsc setny raz kiedy gowno powie jej ze jest zerem,
        > kiedy uderzy, przyprowadzi kolejna kochanke, a potem bedzie przepraszalo...
        > musi naedjsc ta chwila kiedy zobaczy sie w gownie gowno, lepiace i smierdzace
        > ktore sie do nas przyczepilo
        > wtedy trzeba sie otrzepac i powiedziec tej kupie gnoju WON...
        > i jeszcze kopa na odchodne...
        >
        > pozdrawiam wszystkie zastanawiajace sie nad swoim zyciem
        > nie warto dotykac gowna...
        >



        DOKŁADNIE!!!!!!!!!!!
        DOKŁADNIE!!!!!!!!!!!!
        Moj extyran był tak na prawde nic nie wartym rozpieszczonym bachorem. Opowiadał
        o sobie niestworzone historie, czego on to nie robił, czego on to nie potrafi,
        gdzie to on nie był, jaki to on jest silny. A tak na prawde w wieku 36 lat był
        utrzymywany przez rodziców, był totalnym mięczakiem, zyjacym w wyimaginowanym
        swiecie, który ponizając innych podwyzszał własne mniemanie o sobie.
        ....i wiecie co wcale go nie nienawidze....współczuje mu jego płytkiego,
        nudnego, zakłamanego zycia.....I współczuje wszystkim tym dziewczyna które po
        mnie skrzywdził.
        • trelem-orele Re: Kochać zbyt mocno 27.09.07, 19:27
          Ja nie wiem czy to o mnie czy jeszcze nie, czy po prostu czasem jest zle bo w
          normalnych zwiazkach tez czasem jest zle. Moj facet nie jest zyciowym
          nieudacznikiem, rozpieszczonym mamisynkiem, czy DDA. Jest utalentowanym, madrym,
          odnoszacym wielkie sukcesy gosciem, zawsze osaiga co sobie postanowi i to w nim
          cenie. Do tego jest przystojny i ogolnie rzecz biorac pogodny i usmiechniety. W
          ogole jest wspanialy do czasu. Do czasu az sie wkurzy. I wtedy nie przebiera w
          slowach. Nie ma chyba slowa, epitetu jakiego bym juz nie uslyszala. Najbardziej
          wkurzaja go rozmowy ze mna. Gdy mowie, ze zle sie zachowala, gdy zwracam mu
          uwage albo chce zebysmy porozmawiali o tym co mnie boli. Im bardziej ja chce
          rozmawiac, tym bardziej on nie chce i konczy sie awantura, w ktorej on zwykle
          mowi, ze ma ten zwiazek i mnie gdzies i chce swietego spokoju. Ja tez chce
          swietego spokoju, nie chce slysze "k...., zamknij sie" przy obiedzie gdy
          wtracilam sie mu w slowo. Nie chce slysze temu podobnych zwrotow gdy zwracam mu
          uwage itp. To zawsze moja wina. Ze sie czepiam, ze podnosze glos, ze sie wtracam
          w slowo, ze, ze, ze... No wiec jak juz sie konczy ta awantura, to probuje mu
          powiedziec ze tak byc nie moze i wtedy jest jeszcze wieksza awantura. A juz
          najbardziej nienawidzi jak ja placze. Wydaje mi sie ze wtedy jest jeszcze
          gorszy, specjalnie podly. I poza tym zyjemy jako tako normalnie. Jest fajnie,
          przytulamy sie, spedzamy milo caly weekend, zartujemy i nagle pokazuje sie jego
          druga twarz - zwrocilam mu uwage, zeby czegos nie robil. I to nie ten sam czlowiek.

          I juz mam dosc. Mieszkamy za granica. Ja na razie szukam pracy, on dopiero
          zaczal nowa. Do tej pory przez kilka przejsciowych miesiecy zylismy raczej z
          mojej kasy. Teraz bedziemy z jego i dopiero wlasnie sie zacznie. Wczoraj
          przyszedl do domu, obiad byl niepodgrzany a jego koszule nieuprasowane. Zawsze
          prasowal sobie sam, ale teraz gdy ja "siedze w domu" (szukam pracy przeciez, to
          zabiera czas!!!!) prosil mnie zebym je uprasowala. Na co ja odpowiedzialam, ze
          nie mialam czasu i to jest i tak jego jedyny obowiazek w domu. I sie zaczelo! Ze
          on ZARABIA. I ze taniej by mu wyszlo gdyby zatrudnil sprzataczke i kucharke...
          wiec jak nie bede prowadzic domu to moge sp...
          Nie wydal na mnie jeszce zlotowki. Ale ja mam juz dosc, po siedmiu latach. On
          nie wierzy ze moge odejsc. A ja nie wiem, czy kocham za mocno wybaczajac ciagle
          te bluzgi????
      • baba67 Re: Kochać zbyt mocno 05.07.09, 15:35
        Ja mysle ze nie mozna pomoc takiej osobie, bo ona musi sama dojrzec do takiej
        pomocy. Juz a nim spotkala kolesia bylo z nia cos bardzo mocno nie w porzadku.
        To nie jest tak ze to sie moze przydarzyc KAZDEJ kobiecie- taki zwiazek . Kazdej
        to moze sie przydarzyc ze kogos takiego pozna, ale reakcja na pierwsze chore
        zachowanie bedzie prawidlowa-czujnosc i wycofanie, a nie euforia ze on tak kocha.
        Ale chore zachowania sie na ogol przydarzaja jeszzce zanim skoncza w
        lozku.Dopoki kobieta sama nie przebuduje swojej osobowosci i sama nie bedzie
        chciala uciec to zadne programy rzadowe pomoc przyjaciol na nic sie nie zdadza.
    • buziaczek79 Nie jest łatwo sie wyrwać ... 08.03.07, 18:15
      Wiem że nie jest łatwo sie wyrwać i czasami jest to prawie niemożliwe. Ja
      zdolalam sie wyrwac wyjechalam na jakis czas do rodziny i tam mialam czas zeby
      wszytsko przemyslec.
      Z perspektywy czasu uwazam ze najlepiej odejsc jak najdalej i zerwac WSZELKIE
      kontakty. Kobieta tylko sama niestety jest sobie w stanie pomoc. Albo przeleje
      sie kielich goryczy albo bedzie trwac w chorym ukladzie. Nie bede dalej
      moralizowac bo chyba nie jestem w tym dobra. Powiem tylko tyle ze BARDZO TRUDNO
      jest poukladac sobie zycie po.
    • tylkobezlez Kochać zbyt mocno 08.03.07, 18:34
      zaczelam czytac ten artykul przypadkiem ...a potem z niedowierzaniem...przeciez
      to o mnie...cierpię w samotnosci, bo palacy wstyd nie pozwala mi zwrocic sie o
      pomoc do kogokolwiek, przyjaciół, rodziny...
      wstyd mi,za to co zrobilam ze swoim zyciem...jeszcze 6 lat temu
      radosna,usmiechnieta, z glowa pelna pomyslow,planow...dzis...zal mowic, bo nie
      ma sie czym chwalic a powroty do przeszlosci wyciskaja z oczy lzy
      strzepek nerwow, krzyk o ratunek w czterech scianach, totalny brak wiary w
      siebie i brak nadzeji na lepszą przyszłosci..
      pomocy...
      • elza78 Re: Kochać zbyt mocno 08.03.07, 19:22
        po co w tym tkwisz??
        lepiej nie bedzie
        uswiadom sobie ze to ON jest smieciem dalej pojdzie latwo
        bedzie dobrze trzeba tylko zrobic pierwszy krok - powiedziec "WON SMIECIU Z
        MOJEGO ZYCIA"... dalej juz bedzie tylko lepiej
        tak bylo u mnie, sa na tym swiecie na prawde wspaniali mezczyzni dla ktorych
        warto zyc, nie ma po co taplac sie w gownie dla idei...
      • wyzwolona3 Re: Kochać zbyt mocno 08.03.07, 20:25
        Ja na szczęście znalazłam siłę i odwagę by odejść od tyrana i despoty, który
        wszystkich uzależniał od siebie mnie niestety też.Ja bardzo go kochałam i
        początkowo myślałam że go zmienię, ale szybko okazało się, że on chce zmienić
        cały świat wokół tylko nie SIEBIE.Cierpiałam, płakałam ale dawałam sobą
        manipulować.Nie potrafił kochać, ale wiedział że jest kochany przeze mnie.W jego
        oczach byłam i nadal jestem prostaczką, bezmuzgiem itp.Ale udało mi się uwierzyć
        w to,że ja jestem w porządku tylko to on ma problem.Moje małżeństwo unieważnił
        nawet sąd kościelny" z powodu psychicznej niezdolności mężczyzny do
        małżeństwa",ale on nawet wtedy nie zastanowił się nad swoim postępowaniem.
        ODWAGI!UWIERZCIE W SIEBIE.
    • gawith1 Re: Kochać zbyt mocno 09.03.07, 14:59
      Powiem przewrotnie, ale śmieszą mnie i żenują takie sytuacje. Kobiety są za równouprawnieniem (żeby nie było – ja także!) a zachowują się jak nieodpowiedzialne dzieci. Dorosły człowiek powinien umieć podejmować dojrzałe decyzje. Kiedy ja widzę, że jakaś osoba mi fizycznie zagraża to robie wszystko, żeby uniknąć zagrożenia. I śmieszy mnie jak babka piszę, że dawała się tak traktować idiocie przez 10 lat. Normalny człowiek by spakował walizki i poszedł w świat
      • femine79 Re: Kochać zbyt mocno 09.03.07, 20:31
        to ma być prowokacja?
        sugerujesz, że kobiety będące w niszczącym dla siebie związku robią to dlatego,
        że, mówiąc wprost, są głupie? Stara śpiewka: kobiety same są sobie winne.
        A może mamy tu do czynienia z mechanizmem obwiniania ofiary? Kochana łudzisz
        się, że jak tylko będziesz dostatecznie rozsądna takie coś nie może Ci się
        przytrafić. Tu chodzi nie o rozum, a o emocje. Przemoc domowa jest
        demokratyczna: dotyka kobiety ze wszystkich warstw społecznych, statusie
        ekonomicznym i wykształceniu. Swoją wypowiedzią poniżyłaś inne kobiety.
        Czy o to Ci chodziło?
        Twoja ignorancja na temat przemocy domowej i pogarda dla ofiar dowodzi tylko,
        że w Polsce ewidentnie za mało mówi się o tym problemie (przecież zawsze mamy
        ważniejsze problemy typu lustracja).W innym przypadku mielibyśmy społeczeństwo
        wyczulone na te kwestie, orientujace się w mechanizmach psychologicznych
        prowadzących do takiego zniewolenia, wiekszą liczbę schronisk
        dla potrzebujacych, lepsze prawo, którego egzekucją zajmowaliby się odpowiednio
        przygotowani ludzie. W Hiszpanii publicznie debatuje się o tym, czym jest
        przemoc psychiczna wobec współdomowników,
        a w Polsce na razie nie widzę nawet przestrzeni do debaty na temat przemocy
        fizycznej wobec kobiet.
        Kuriozalne w tym wypadku wydają mi się Twoje deklaracje poparcia
        dla równouprawnienia płci. Proponuję trochę więcej empatii wobec innych kobiet,
        może wtedy zamiast śmiechu i zażenowania poczujesz współczucie. Trochę
        solidarnosci z innymi kobietami w drodze ku równouprawnieniu nie zaszkodzi.
        Ja wiem do kogo w tym wypadku czuć pogardę: do mężczyzn, którzy znęcają się
        nad swoimi partnerkami.
        • gawith1 Re: Kochać zbyt mocno 09.03.07, 22:08
          1.To nie miała być prowokacja
          2.Nie jestem kobietą
          3.Nie uważam, że kobiety są głupie
          4.Nie uważam, że ludzie są głupi
          5.Uważam, że zdarzają się głupi ludzie (mężczyźni i kobiety)
          6.Uważam, że dorosła, samodzielna, zdrowa umysłowo kobieta, która robi coś takiego (czyli powraca bezustannie do faceta który się nad nią znęca, i nie wnikam tutaj czy facet jest manipulatorem niczym Hannibal Lester) jest głupia.

          Ps. Nie mieszajmy w to lustracji, mówię o konkretnej sprawie
          • femine79 Re: Kochać zbyt mocno 10.03.07, 19:46
            > 6.Uważam, że dorosła, samodzielna, zdrowa umysłowo kobieta, która robi coś
            taki
            > ego (czyli powraca bezustannie do faceta który się nad nią znęca, i nie
            wnikam
            > tutaj czy facet jest manipulatorem niczym Hannibal Lester) jest głupia.

            nieuważnie przeczytałeś moją wypowiedź, w której wydawało mi się, że
            wytłumaczyłam ,że nie chodzi o rozum, a o emocje. Rzeczywiście jak patrzy się
            z boku na kobietę powracającą do swojego kata trudno to pojąć, mi także, ale
            z tego powodu, że ja tego zachowania nie pojmuję nie wynika, że mam
            deprecjonować tą kobietę nazywając ją głupią. Pomijając fakt, że w taki sposób
            na pewno nigdy nie pomożemy takiej kobiecie, to jeśli chciałbyś wiedzieć jak to
            wygląda z jej punktu widzenia, znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego nie ratuje
            siebie, to najlepiej spytać ją o to. Powyżej jest już kilka postów kobiet
            doświadczonych w ten niemiły sposób i może to trochę otworzy Ci oczy. Aby im
            pomóc najpierw tzreba je zrozumieć, ble, ale banał. Jak to jest, że jedne
            kobiety odchodzą z toksycznych związków, a inne nie? Co musi nastapić, aby
            pewnego dnia kobieta raz na zawsze opuściła swojego kata?
            Dla lepszego zrozumienia można też poczytać to, co na ten temat piszą fachowcy.
            Może oni Cię przekonają ,że naprawdę nie chodzi o głupotę. Napisałeś też coś
            o zdrowiu emocjonalnym- myślisz, że osoba tkwiąca latami w zwiazku, w którym
            jest ciagle wyzywana, szantażowana, zastraszana, wyśmiewana, która czuje się
            nikim jest w stanie racjonalnie myśleć? Głównym motywem jej działań jest
            strach, najważniejsze są potrzeby jego, jej nie, zresztą ona już nie wie, czego
            chce. Kobiety, którym udało się wyjść z takiego bagna potrzebują wsparcia
            emocjonalnego, by zaleczyć rany, poczuć się znów człowiekiem i następnym razem
            wybrać fajnego faceta. Jeżeli nie otrzyma dość pomocy niestety istnieje ryzyko,
            że znów trafi na ten sam typ. To jest podobnie jak z tymi dziećmi, które
            obiecują sobie, że one będą lepszymi rodzicami od swoich, a jak są dorosłe to
            przyłapują siebie na tych samych błędach, co ich rodzice.
            Dla mnie ważna kwestią jest też to skąd się biorą tacy znęcający się kolesie,
            co robić, by ich było mniej i co robić, by ich naprawić- to oczywiście nie
            zadanie dla ich ofiar.

            • baba67 Re: Kochać zbyt mocno 05.07.09, 15:51
              Juz to ze sie z takim facetem zwiazaly swiadczy ze cos bylo z nimi pRZEDTEM nie
              w porzadku. Wisz co bym powiedziala facetowi ktory nalega zebym rzucila dla
              niego lubiana przecze mnie prace i nie chce slyszec zadnych argumentow
              WAL SIE F..CIE a na pewno nie jaki jestes misiaczku cudowny, tak mnie kochasz.
              W przeszlosci bylam w toksycznym zwiazku 2i pol roku. Na sczescie w tamtych
              czasach (zamierzchlych) sie nie wkakiwalo do lozka tak szybko jak teraz. No i
              kaliber toksycznosci byl duzo mniejszy niz tu. Nigdy razem nie mieszkalismy na
              szczescie. Niemniej pewne elementy zwizku z mozogynem byly-po kilku miesiacach
              uwagi na temat wygladu, pewnych wypowiedzi(ale bez wyzwisk, bo po pierwszym
              bylby koniec), deprecjonujace niby czule przezwiska, lekcewazacy ton w rozmowach
              z innymi kiedy wypowiadal sie o mnie...Znosilam, bo moja pewnosc siebie nie byla
              zbyt wysoka i byla coraz mniejsza. Facet nie reprezentowal soba nic ciekawego,
              choc kiedy go spotkalam wszystko ywygladalo normalnie. Minelo wiele lat a wciaz
              mi sie wydaje ze to ja bylam katalizatorem jego wykolejania sie-przez2 lata nic
              nie obil pod haslem pisania pracy magisterskiej zerujac na ojcu dorabiajacym do
              renty i korzystajac z pozyczki studenckiej.Tuz przed wywaleniem ze studiow i
              akademika przejrzalam na oczy i odpowiednio zorganizowawszy sobie wsparcie ,
              skonczylam z tym obledem.Dalej zaluje tego czasu ktory mogl byc taki piekny...
          • synek23 Re: Kochać zbyt mocno 22.03.07, 11:06
            jest kochany jeszcze jedna kwestia. jestes z takim gosciem 2 lata jest w miare
            czuly i dobry, zachodzisz w ciaze i wtedy zaczyna sie koszmar. w moim przypadku
            nie mialam dokad wrocic z dzieckiem. rodzice nie proponowali mi tego nigdy, a
            nawet gdyby to nie wiem czy nie sa takiego samego pokroju jak moj teraz eks. a
            dziecku trzeba bylo dac jesc i ubrac. wiec zylam 4 lata w piekle, on pil
            przyprowadzal kochanki, budzil mnie po nocach, wyp... na klatke schodowa i
            straszyl, ze jak nie zaplace mu polowy za wynajem mieszkania to moge spie....
            razem z dzieckiem. potrzebowalam niestety tych 4 lat zeby nauczyc sie jezyka
            zrobic zawod i znalesc prace i juz nas nie ma. ale masz racje nie rozumiem
            kobiet ktore nie maja dzieci , moga byc w pelni nie zalezne i wolne jak tylko
            trzasna dzwiami ale jednak tkwia w tym gownie. dlaczego,moze lubia jak ich sie
            leje, bo wiem ze niektore lubia.
      • elza78 Re: Kochać zbyt mocno 09.03.07, 22:03
        ja obserwujac niektore przypadki ewidentnej przemocy nie tylko psychicznej o
        ktorej bylo wiadomo juz przed zwiazkiem jestem w stanie sie zgodzic z gawith
        niektore baby sa poprostu glupie i puste... bo czym mozna nazwac fakt
        rozpoczynania zwiazku z gosciem o ktorym sie wie ze tlukl swoja poprzednia
        babke, zwlaszcza jesli sie sama jest po przejsciach zwiazanych rowniez z
        przemoca u poprzedniego faceta??
        wiem ze to paranoja ale sa kobiety do ktorych tacy faceci lgna albo one takich
        chca, to ten glupi typ co twierdzi ze jak nie dostanie to znaczy ze on jej juz
        nie kocha, smutne to niestety ale prawdziwe
        niektore zwiazki musza sie opierac na swojej toksycznosci skoro na niczym innym
        nie moga i wtedy ma czlowiek swoja wlasna osobista mala wojenke na codzien -
        jest po co zyc... takim kobietom nie ma po co tlumaczyc ze sa wartosciowe i
        zeby zostawily faceta bo dla nich to bicie i przemoc psychiczna to sens zycia -
        przejaw jakichkolwiek emocji, to jest dopiero patologia...
        w sumie maja codzienne zastanawianie sie "dostane czy nie dostane" zamiast
        szarosci zycia... cos sie dzieje swiat sie kreci, a ze na minus...
        przeciez "jak chlop baby nie bije to jej watroba gnije"....
      • indimenticabile Re: Kochać zbyt mocno 22.04.07, 04:46
        gawith1 napisał:

        > Powiem przewrotnie, ale śmieszą mnie i żenują takie sytuacje. Kobiety są za
        rów
        > nouprawnieniem (żeby nie było – ja także!) a zachowują się jak nieodpowie
        > dzialne dzieci.(...)Normalny człowiek by spakował walizki i poszedł w świat.

        Prawdopodobnie kolega gawith1 sam maltretowal i znecal sie nad jakas kobieta.
        Nie mogl biedny uwierzyc, ze ta kretynka (te kretynki) nadal jest/sa przy nim.
        Moze przejal to od tatusia, ktory tak traktowal mamusie. Chcialabym ironizowac,
        ale temat jest malo smieszny. Tak to bywa z teoretykami, ktorzy twierdza, ze
        wynalezli perpetuum mobile i to kilka razy. Coz, dojrzalosc to nie kwestia
        wieku. Plci tym bardziej.
    • j-adore Re: Kochać zbyt mocno 10.03.07, 14:10
      Szok. Czytajac ten artukuł nie mogłam uwierzyć, że coś takiego moze sie zdarzyć.
      Co trzeba mieć zamiast mózgu żeby dać sie tak poniżac? Jaką naiwniaczka,
      idiotką, frajerką trzeba być żeby tkwić w związku z człowiekiem, który tak
      traktuję swoją partnerkę? A teraz jeszcze posty w tym samym tonie... W głowie mi
      sie to nie mieści. Kobiety tkwiące w takich ukladach pozbawiają sie poczucia
      godności. Normalna osoba od razu rzuciłaby drania w cholerę, one tego nie robią
      tylko jeszcze wmawiaja sobie jakieś bzdury. I usprawiedliwiaja się, nie
      przyznają sie od tego, że pozwalały robić z siebie szmaty. Bo na początku był
      taki dobry, bo go kochalam, bo miał momenty gdy był miły etc. Żałosne.
      • gula.net Re: Kochać zbyt mocno 03.07.09, 13:03
        To co piszesz jest przerażające dla mnie, nie masz pojęcia o funkcjonowaniu osób uwikłanych w przemoc. bardzo często kobiety powtarzają "niech tylko mnie tknie a odejdę" - każdej kobiecie w podobnej sytuacji życzę tak wielkiej odwagi. jeśli wypowiadamy się na jakikolwiek temat to miejmy chociaż minimalna wiedzę. bardzo ważną rolę odgrywają "Cykle przemocy domowej" - tak cykle, większość ludzi nie zdaje sobie nawet sprawy z tego , że istnieje coś takiego.kolejnymi powodami dla którego bardzo ciężko jest kobiecie odejść od swojego oprawcy jest "Syndrom wyuczonej bezradności", zjawisko "Prania mózgu", "Syndrom bitej żony" oraz mity i stereotypy panujące w społeczeństwie. warto wiedzieć takie rzeczy. najczęściej kobiety nie mają siły na to aby reagować na takie sytuacje, tylko co my społeczeństwo robimy żeby przerwać ten horror. NIC. udajemy, że nie widzimy, nie słyszymy, to nie dotyczy nas więc po co się wtrącać.
        Jeśli ktokolwiek jest świadkiem przemocy domowej - proszę reagujcie. można to zrobić w najprostszy sposób. zadzwonić do "Ogólnopolskiego Stowarzyszenia na rzecz przeciwdziałania przemocy w rodzinie Niebieska Linia" nr tel. 0 - 801 12 00 02 (koszt 1 impuls). telefon jest czynny pon - sob. godz. 10.00 - 22. 00, niedz i święta 8.00 - 16. 00. można tam uzyskać informacje na temat placówek które udzielają pomocy osobom uwikłanym w przemoc. jeśli zgłaszaliście sytuację do jakiejkolwiek placówki i nic się nie zadziało, sytuacja nadal trwa, również możecie zgłosić to do Niebieskiej Lini. pracownicy przeprowadzą odpowiednią interwencję. nie bądźmy obojętni na krzywdę innych ludzi
        • baba67 Re: Kochać zbyt mocno 05.07.09, 15:58
          I co ztego ze ktos wezwie policje(chcotrzeba to zrobic ze wzgledu na dzieci.
          Nastepnego dnia idiotka sama pobiegnie za komisariat zeby blagac za katem, bo on
          dobry chlop jest ale jak sobie wypija...
          Seks kwiatki i az do nastepnego razu. Trzeba by taka na przymusowa terapie,
          dzieci odebrac do rodziny zastepczej. mY sobie nie zdajemy sprawy ze taka
          kobieta przez swoja niedojrzalosc i dysfunkcyjnosc robi krzywdy wlasnym dzieciom.
    • gosiacha Re: Kochać zbyt mocno 10.03.07, 16:05
      Łatwo jest oceniać, jeśli nie było się w takiej sytuacji. A nie jest to
      sytuacja prosta.Przez bycie w takim zwiażku staje sie osobą uzależnioną.
      Problemem zawsze jest odejście od takiego człowieka, gdy są wspólne dzieci. Ale
      na pewno nie wolno dać się poniżać!
      • j-adore Re: Kochać zbyt mocno 10.03.07, 16:27
        No tak, zapomniałam o tym modnym słówku "współuzaleznienie" na określenie ofiar
        przemocy. To takie zdjęcie odpowiedzialności z siebie. Zamiast powiedzieć
        "jestem idiotką która sie szmaci pozwalajac się tak traktować i poniżac przez
        prymitywa" mozna powiedzieć "jestem współuzaleniona". Całe poczucie winy,
        świadomosć, że kobieta sama wpycha sie w taka sytuację, poniża się i tkwi w
        zwiazku który dla godnego człowieka byłby niemożliwy nawet do wyobrażenia -
        znikają. Jest sie poza tym, to współuzależnienie jest jakby obok, my nie mamy
        wpływu i nie jesteśmy odpowiedzialne. Jesteśmy takie biedne, to on nam robi
        krzywdę, a my jak te dziewczyneczki bezwolne po kątach płaczemy.
        • amoniak2 Re: Kochać zbyt mocno 10.03.07, 16:42
          Apeluję o odrobinę empatii!

          Kto nie przeżył ten nie wie. Zacytuję tylko autorkę:

          "Dlaczego zdecydowałaś się z nim być, skoro tak Cię traktował?

          Bo na początku w ogóle tego nie widziałam! Albo inaczej: widziałam sygnały
          ostrzegawcze, ale tłumaczyłam je sobie zupełnie inaczej."

          Wbrew pozorom cholernie trudno racjonalnie podchodzić do manipulacji kogoś komu
          się ufa!






          • j-adore Re: Kochać zbyt mocno 10.03.07, 16:53
            Dzięki za potwierdzenie tego co napisałam w moim poście.
            • anniela Re: Kochać zbyt mocno 10.03.07, 21:02
              mysle ze gdyby wchodzenie i wychodzenie z takich związków bylo takie banalne,
              nie byloby dzieci z rozbitych rodzin, i rozwodów
              I wszystko byloby proste jak drut.

              Tak przy okazji czemu kobiety sie nie wspieraja w takich chwilach tylkonadaja
              etykiety. Sama byla w podobnym zwiazku jeszcze rok temu, nie bylismy malzenstwem
              ale wyszlam z niego bo miala wsparcie we wspanialych przyjaciolkach. Mowily mi
              ze sa ze mna i kiedy nie dawalam sobie rady tez byly.
              NIe tlumaczyly mi ze jestem glupia bo wystarczajaco idiotycznie czulam sie sama.
              • j-adore Re: Kochać zbyt mocno 10.03.07, 21:20
                To nie nadawanie etykiet tylko stwierdzanie faktów.
                Myślisz, że pomoc to głaskanie po policzku i mówienie "ale ty jesteś biedna a on
                niedobry"? Jak ktoś pozwala sie poniewierać i tego nie widzi lub to
                usprawiedliwia to trzeba mu uświadomić co z sobą robi.
        • evunia5 Re: Kochać zbyt mocno 05.04.07, 20:28
          oj, żeby to ciebie nigdy nie spotkało, bo nie życze tego nikomu.
          Syty głodnego nigdy nie zrozumie.
          Ja kiedys też taka wielka cwaniara byłam, - "jak mnie facet uderzy - bez słowa
          odchodzę" Hehehe. Dobre. Minęły lata. Jestem w takim związku od 9 lat (przemoc
          fizyczna i psychiczna), chodze na terapie i dopiero teraz powoli się uwalniam.
          Współuzaleznienie to słowo nie wymyślone przez "głupie" kobietki, to termin
          fachowy ze słowniak psychologicznego zaczerpnięty.
          Współuzależnienie to jak nałóg, a gdyby z nałogu tak fajnie i szybko by się
          wychodziło to przeciez nie byłoby tak wielu ośrodków uzaleznień, prawda?
          Życzę powodzenia w dalszym zyciu i obys nigdy nie zapłakała ze niemocy.
    • elza78 do j-adore 10.03.07, 20:39
      wczytaj sie dokladnie w TEN cytat z tekstu, jesli go nie zrozumiesz, przeczytaj
      jeszcze raz i jeszcze i tak w kolko... to zdanie stanowi kwintesencje calego
      artykulu i tlumaczy na jakiej zasadzie taki uklad dziala, oraz dlaczego tak
      trudno sie z tego uwolnic...

      "....On przeglądał dane osobowe pracowników w swojej firmie i nagle
      powiedział: 'Jakie to proste - wystarczy kontrolować i niszczyć ludzi. Trzeba
      tylko sprawić, żeby stracili poczucie bezpieczeństwa. Wtedy można zrobić z
      takim człowiekiem, co tylko się chce'. "

      to nie tak ze przemoc przebiega w jednoznaczy sposob ktory pozwala ci
      powiedziec gnojowi zeby spieprzal na drzewo, to powoli cie ogarnia
      niepostrzezenie tracisz grunt pod nogami i powoli zaczynasz wierzyc w klamstwa
      ktore ci sie powtarza.
      to pranie mozgu, gnojenie, jak na wojnie w obozach koncentracyjnych, tylko na
      mniejsza skale
      • j-adore Re: do j-adore 10.03.07, 21:18
        Dlaczego na niektóre ta sprytna i jakże przebiegła manipulacja przy której
        wszelkie techniki szpiegowskie wysiadaja działa, a inne po jednym nie takim jak
        trzeba zachowaniu pakują manatki kolesia i wywalają go za drzwi? Dlaczego jedne,
        gdy facet podnosi na nie rękę, tłumaczą sobie, że pewnie sie zdenerwował, miał
        zły dzień, a tak w ogole to on je kocha a one go też, a inne po takim zdarzeniu
        kończą związek i nie chcą mieć z gnojkiem nic wspólnego? Wreszcie - dlaczego
        jednego pracownika można zmanipulować i pozbawić poczucia bezpieczeństwa, a inny
        odegra się tak, że aż w pięty pójdzie?
        Kwestia charakteru, poczucia godności i szacunku do siebie. Lub też ich braku.
        Zgadzam się, że to pranie mózgu, gnojenie etc. I świadczy to nie tylko o oprawcy
        jako o gnojku, ale i o ofierze która pozwala sobie na bycie nikim. A mówiąc o
        zaślepieniu i utracie gruntu pod nogami, chcecie tego czy nie, usprawiedliwiacie
        zachowania takich kobiet. Bo czasami trzeba dać w twarz żeby ktoś kto postepuje
        jak ostatni dureń sie obudził.
        • elza78 Re: do j-adore 11.03.07, 21:45
          widzisz wielu psychologow zastanawialo sie nad mechanizmami rzadzacymi w takim
          zwiazku niektorzy zeby na tym zjedli i to co zostalo na ten temat napisane jest
          w skrocie opisem tego co ma na prawde miejsce, czy to ci sie podoba czy nie
          podoba, jesli nie jestes w stanie pojac w jaki sposob to wszystko dziala to juz
          nie jest niczyj problem, mozesz czuc sie lepsza od tych wszystkich babek jesli
          tylko o to chodzi :)
          tyle ze wiesz, to moze trafic na kazdego, wbrew pozorom dosc czesto sie nawet
          zdarza
          a wtedy po tym wszystkim sobie mowisz ze wreszcie rozumiesz... czasem trzeba
          doswiadczenia zeby zrozumiec :)
          moge ci opowiadac ze woda jest mokra ale tak na prawde nie przekonasz sie czym
          jest wilgoc puki do tej wody nie wejdziesz :)
          zycze ci dalej tak kategorycznych pogladow, i zeby nie zweryfikowalo ich zadne
          gowno ktore stanie na towjej drodze :)
          • gawith1 Re: do j-adore 12.03.07, 10:05
            Masa ludzi na świecie cały czas pada ofiarą oszustw. Niektóre są tak proste i toporne, że aż ciężko uwierzyć, że ktoś się na to nabiera. Psychologowie pewnie też się zastanawiają dlaczego tak się dzieje. Ja mam prostsze wytłumaczenie. Po prostu niektórzy są mniej inteligentni od innych i ci drudzy to czasem wykorzystują. Ja bym tą sytuację porównał raczej z chorobą alkoholową niż obozami koncentracyjnymi czy innymi przegiętymi, usprawiedliwiającymi argumentami. Nikt nie zaprzeczy ze alkoholizm to problem, choroba itp. Ale nikt też nie zaprzeczy ze 99% alkoholików rozpiło się z własnej winy, i tylko siebie powinni winić za to co ze sobą zrobili. Napisze to raz jeszcze. Każdy odpowiada za własny tyłek!
            • elza78 Re: do j-adore 12.03.07, 18:24
              to nie kwestia inteligencji, tylko konstrukcji psychicznej...
              a wsrod alkoholikow zdarzaja sie tez tegie mozgi i jak to wytlumaczysz?? nie
              tylko debile chleja na umor, tak samo jak nie tylko troglodyci tluka swoje zony
              i stosuja przemoc psychiczna
              to wszystko nie jest takie proste jak dwa dodac dwa...
        • malakobietka Re: do j-adore 12.03.07, 16:28
          Wiesz, j-adore, niestety to tak nie dziala - prosto i jasno. Zgodze sie z toba
          w jednym, jest to poniekad kwestia charakteru a raczej: pewnosci siebie,
          poczucia wlasnej wartosci, sytuacji zyciowej itp. czesto ma to zwiazek z tym co
          przezylo sie w dziecinstwie i ze stosunkiem naszych rodzicow do nas, kiedy
          bylismy dziecmi i z tym czy rodzice potrafili nas utwierdzic w tym ze jestesmy
          wyjatkowi, piekni, wspaniali. Jak rowniez tego czy nie stosowali przemocy czy
          to fizycznej czy psychicznej. Upraszczanie sprawy w taki sposob jak
          przedstwiasz pozwala uwazac cie za osobe co najmniej ograniczona lub taka ktora
          jeszcze w zyciu niewiele przezyla.
        • wirczyk Re: do j-adore 19.03.07, 03:05
          > Kwestia charakteru, poczucia godności i szacunku do siebie. Lub też ich braku.
          > Zgadzam się, że to pranie mózgu, gnojenie etc. I świadczy to nie tylko o oprawc
          > y
          > jako o gnojku, ale i o ofierze która pozwala sobie na bycie nikim. A mówiąc o
          > zaślepieniu i utracie gruntu pod nogami, chcecie tego czy nie, usprawiedliwiaci
          > e
          > zachowania takich kobiet. Bo czasami trzeba dać w twarz żeby ktoś kto postepuje
          > jak ostatni dureń sie obudził.

          Jest wlasnie tak, jak napisalas - usprawiedliwia sie zachowania takich kobiet, a
          to dlatego, ze one sa OFIARAMI. Zawsze broni sie ofiar, a jedna z form obrony
          jest usprawiedliwianie. Byc moze masz racje, byc moze takie kobiety sa troche
          same sobie winne, bo nie potrafia sie postawic odpowiednio wczesnie. Ale co w
          zwiazku z tym? Dolaczysz sie do ich meza i im jeszcze dokopiesz? Myslisz, ze to
          im pomoze? Kazdy do swojej godnosci dorasta w innym momencie, niektorzy nigdy. A
          problem istnieje i nie pomagasz piszac tylko, ze kobiety, ktore sobie na to
          pozwalaja sa idiotkami.
          Ja nie bylam nigdy w takiej sytuacji, ale wiem, ze w zyciu glownym problemem
          jest to, ze jest malo sytuacji czarno-bialych. Wiekszosc zachowan jest troche
          dobra, troche zla - zalezy od punktu widzenia. I zdaje sobie sprawe z tego, ze
          nie zawsze jest latwo rozpoznac zlo. A jesli nie mam pomyslu jak pomoc, to
          siedze cicho. OFIAR SIE NIE OBWINIA.
        • indimenticabile Droga J-adore 22.04.07, 05:04
          Nie odmawiam Ci elokwencji, ale mylisz srodki i narzedzia, ktorymi myslisz, ze
          wiesz jak rozwiazac problem. Nie mozna racjonalizowac emocji, bo one z
          zalozenia racjonalne NIE SA, byc moze BYWAJA. Wlasnie BYWAJA. Gdyby istnialy
          uniwersalne metody rozwiazania problemow, zapewne wcale by ich nie bylo. W tle
          teraz powinna pojawic sie reklama: nowa sukienka 450zl, nowa walizka Samsonite
          680 zl, nowa droga zycia? bezcenna. Sa rzeczy, ktorych kupic nie mozna, za cala
          reszte zaplacisz karta...
        • piegowata Re: do j-adore 12.08.07, 09:22
          Masz zupełną rację, j-adore. Z twojego punktu widzenia jest to bardzo proste. I wiele z tych kobiet, którym udało się uwolnić ze swoich toksycznych związków, też nabierze tej Twojej pewności, z którą tu na forum piszesz. Będą też i takie kobiety, które z jednego toksycznego związku wpadną w następny. Reguły na to nie ma.
          Uważam jednak, że to, co dzieje się z kobietami, a na co tak gwałtownie reagujesz, to wynik wychowania. I matki robią nam krzywdę, i nauczyciele, i księża i dorosłe kobiety, które zostały też tak wychowane. Z każdej strony i od początku jest presja wychowawcza na dziewczynki. Zanim jeszcze biedactwo zacznie decydować o sobie, to wymaga się, żeby była posłuszna i cierpliwa, grzeczna i ułożona. Potem wmawia jej się, że to kobieta jest strażniczką ogniska domowego. A pojęcie tej strażniczki jest bardzo mocno wypaczone i prowadzi wprost do takich problemów, którymi dzielą się dziś na tym forum kobiety. Strażniczka ogniska? Za jaką cenę? Za cenę siebie? Do upodlenia, do zniszczenia włącznie?
          Moja serdeczna koleżanka (nazwę ją Anna) jest zdradzana i poniżana przez męża, który nie kryje się z tym, że ma kochankę. Nocuje u niej, wyjeżdża z nią na wczasy, ale jednocześnie nie ma na tyle przyzwoitości, by wyprowadzić się z domu. Cynicznie wmawia Annie, że to tylko znajoma, a nie żadna kochanka. Anna szukała oparcia w wierze. Ale przy spowiedzi usłyszała od księdza, że to wszystko jest jej wina, bo widocznie jest złą żoną, skoro mąż musiał szukać sobie rekompensaty. Czujecie? Nie jego wina, tylko jej. Tej kobiety, która zrezygnowała z siebie, by usługiwać tyranowi przez pół swojego życia. I pewnie ksiądz ma rację. Bo Anna powinna była trzymać męża za mordę i być asertywna. Odejść, gdy tylko upewniła się, że mąż ma kochankę. W tym sensie na pewno cholerny klecha ma rację. Ale nie w tym, że jeszcze za małą ofiarę z siebie złożyła dla podtrzymywania "ogniska domowego"
          Ale tak właśnie w naszym społeczeństwie wychowuje dziewczynki, dziewczyny, a potem kobiety. W ciągłym poczuciu, że to ona powinna za wszelką cenę dbać o to, by związek się nie rozpadł. Facet nic nie musi. Wystarczy, że raczy być. A jak się rozpadnie związek, to pierwsze pytanie: a co ten facet takiego zrobił? Nie pił, nie bił, no może z raz uderzył, i to jest powód do odejścia od niego? Takie pytania zadają nawet inne kobiety - samice, cholerne przewodniczki swoich stadek.
          To naprawdę nie ułatwia decyzji o odejściu.
          Presja społeczna jest straszna. Wychowanie plus presja społeczna są tak naprawdę głównymi powodami takiego stanu rzeczy, j-adore. I o ile masz naprawdę rację w swych radykalnych poglądach, to zapewne miałaś wyjątkowe szczęście, że wychowano Cię w zdrowym poczuciu własnej godności. Czego można tylko pogratulować i pozazdrościć. Pozdrawiam wszystkie Kobiety :-)))
      • gawith1 Re: do j-adore 11.03.07, 16:45
        Nie porównywałbym zaistniałej sytuacji z obozem koncentracyjnym. Po pierwsze, trochę szacunku dla ludzi którzy tam przeszli piekło i ginęli, jednak to są sytuacje zupełnie innego kalibru. Po drugie, jak komuś się nie podobało w obozie to nie mógł tak po prostu sobie z niego wyjść. A sytuacja, gdy kobieta nie mogła opuścić mężczyzny miała może miejsce 200 lat temu, w czasach głodów, chorób itp. Teraz każda kobieta może tak samo jak każdy mężczyzna żyć samodzielnie i zarobić na swoje utrzymanie, nie widzę wiec racjonalnego powodu dla którego dalej się meczy w takiej sytuacji.
        • espera2007 Re: do j-adore 11.03.07, 18:11
          Jakie to piekne i proste, zwyczajnie pakujesz walizke i wychodzisz na spotkanie
          nowego zycia. Jestes "lucky", mam nadzieje, ze cale twoje zycie i wszystkie
          decyzje beda takie proste. Nie dasz wiary, ale ja zeby odejsc od mojego
          przesladowcy - bardzo wyedukowanego, calkiem znanego czlowieka musial przeniesc
          sie na inny kontynent. I tak mialam szczescie bo na drugim kontynecie mialam
          rodzine i troche pieniedzy i tytul nakowy, ktory liczy sie na obu kontynentach.
          W tym wzgledzie jestem szczesciara. I wtedy polski sad oswiadczyl, na wniosek
          mojego eks, ze taka zona jedza (chociaz nawet mialam eks mial sprawe karna w
          sadzie o znacanie sie nade mna i starszym synem, ktorego ojciec zmarl gdy bylam
          w ciazy) nie zasluguje by zajmowac sie mlodszym dzieckiem. Gdybys przeczytal
          dokladniej ten artykul, to bys zauwazyl jak czesto ta kobieta pisze o
          dzieciach. Bardzo czesto ofiary sa szantazowane, ze nigdy nie zobacza dzieci,
          ze nie dostana alimentow, etc. Jezeli ojciec wystepuje o opieke nad dziecimi w
          90% sad przyznaje opieke ojcem. Matki dostaja wtedy dzieci, kiedy sa one
          ekonomicznym ciezarem i po prostu ojcowie wola je zostawic z matkami. Odeszlam
          i nie zaluje, ale do dzisiejszego dnia przezywam oboz koncentracyjny, bo do
          dzisiejszego dnia przekupiony polski twierdzi, ze matka nie powinna byla
          opuscic meza, jezeli on nie zgadza sie na wyjazd dziecka z Polski (a co zabawne
          moj eks przez lata nie mial obywatelstwa polskiego, bo kiedys z niego
          zrezygnowal). Moje dziecko, ktore wychowywalam do 3-go roku zycia widuje raz w
          roku z wielkiej laski jego ojca, chociaz dziecko blaga go o czestsze kontakty.
          Moje wizyty w Polsce to kpina. Sad stwierdzil, ze nie gdybym nie prowokowala
          meza to by mnie nie uderzyl. A wyzwiska, pozbawienie mnie na lata szacunku do
          samej siebie, nazwal wymyslem zdemoralizowanego kraju z drugiego kontynentu.
          Dodatkowo, poniewaz nie jestem obdarta i przerazona wiec dowiedzialam sie
          ostatnio, ze nie tak wyglada ofiara. W czasie rozwodu, gdy bylam u kresu
          wytrzymalosci nerwowej sedzia natomiast stwierdzil, ze jestem niezrownowazona
          psychicznie. Gdy powiedzialam, ze boje sie przyjazdow do Polski bo eks
          powiedzial, ze jak bedzie chcial to mnie zabije (o maly wlos by do tego
          doszlo), to stwierdzil, ze przesadzam, ze maz tylko tak sobie mowi.
          Teraz moje mlodsze dziecko jest z oprawca, ktory juz dla niego nie jest taki
          mily bo syn zaczal zaczal sie buntowac. Ze starszym synem przez jedna sekunde
          nie mialam klopotwow wychowawczych. Za klopoty z mlodszym oczywiscie wini sie
          mnie, bo powinnam nie odchodzic.
          Ja zarabiam na swoje utrzymanie, nawet place alimenty, jestem samodzielna,
          wyszlam za maz za cudownego czlowieka, ktory jak nikt wspiera mnie i zaplacilam
          najwyzsza cene za racjonalna odmwowe jak ty to nazywasz
          eufemistycznie "meczenia sie". Oprocz tego za taka decyzje zastalam w Polsce
          napietnowana, na pocieszenie dodam, ze tylko i wylacznie w Polsce. A swoja
          droga dlaczego uwazasz, ze kobieta powinna odejsc, a nie oprawca powinien byc
          wyrzucony z domu?
          • gawith1 Re: do j-adore 12.03.07, 09:57
            Napisałem, że kobieta powinna odejść od mężczyzny ponieważ nawet sobie nie wyobraziłem sytuacji kiedy to kobieta jest właścicielem domu czy mieszkania i pozwala komuś takiemu w nim mieszkać. A co do sytuacji z dziećmi to w Polsce jest raczej sytuacja odwrotna, czyli to facet ma nikłe szanse w sądzie na prawa do opieki. I fajnie to napisałaś, że „nawet płacisz alimenty”. To właśnie pokazuje Twoje podejście, czyli że kobieta powinna być jednak w jakiś sposób uprzywilejowana i traktowana inaczej niż mężczyzna. Bo nie wyobrażam sobie, żeby jakiś facet napisał, że nawet płaci alimenty, w końcu to jego zakichany obowiązek jako rodzica.
            • espera2007 Re: do j-adore 12.03.07, 14:53
              Tak mi przykro, ze tylko zauwazyles pieniadze w moim tekscie, a nie zauwazyles
              to o czym pisalam, ze za to, za to, ze zostawilam mojego eks rozdzielono
              rodzenstwo, a dziecko pozbawiono kontaktow z dobra matka.
              Dlaczego wspomnialam o alimentach, bo moj starszy syn nie dostaje takich,
              poniewaz jego ojciec umarl. Moj eks byl jedynym ojcem,ktorego znal do 7-go roku
              zycia. W sadzie moj eks powiedzial, ze starszy syn juz go nie interesuje.
              Ludzie przywiazuja sie do psow, ale moj eks nie zna takich uczuc. Moj eks
              zarabia 20 razy wiecej niz ja i chcial nas wziac glodem, ale mu sie nie udalo.
              Co do sadow to czytaj, ze zrozumieniem tekstu to wlasnie polski sad przyznal
              dziecko czlowiekowi bez uczuc wyzszych. Chyba nie masz dzieci, bo nie wiesz co
              to znaczy nie miec kontaktow z dzieckiem, o ktorym wiesz jak bardzo za toba
              teskni i cie kocha. Dlaczego pisze o pienadzach, bo kazda podroz pozbawia
              mojego starszego syna komputera, studiow, etc, ale ty pewnie tak jak sad
              uwazasz, ze moje starsze dziecko nie jest przedmiotem sprawy.
              • susannah77 Re: do j-adore 16.03.07, 00:44
                Jak to możliwe by w Polsce osoba, która ma mniejszy kontakt emocjonalny z
                dzieckiem dostała opiekę nad nim ???????????? Przecież są test psychologiczne
                badające to. Sąd nie brał tego pod uwagę? To w takim razie co brał pod uwagę?!
                Umarłabym jeśli ktoś zabrałby mi dzieci!!!!!
            • femine79 do gawith1 12.03.07, 20:08
              gawith1 napisał:

              > Napisałem, że kobieta powinna odejść od mężczyzny ponieważ nawet sobie nie
              wyob
              > raziłem sytuacji kiedy to kobieta jest właścicielem domu czy mieszkania i
              pozwa
              > la komuś takiemu w nim mieszkać.

              W cywilizowanych krajach to sprawca przemocy opuszcza dom/ mieszkanie nawet
              jeśli jest jego właścicielem.
              Poza tym kobieta jak już to jest właścicielKą czegokolwiek. Słowo >właściciel<
              już pokazuje Twoje podejście- po co uzywać w stosunku do kobiet żeńskich
              końcówek, przecież to, co męskie jest uniwersalne.

              I fajnie to napisałaś, że „nawet płacisz alimenty”. To właśnie
              > pokazuje Twoje podejście, czyli że kobieta powinna być jednak w jakiś sposób
              uprzywilejowana i traktowana inaczej niż mężczyzna. Bo nie wyobrażam sobie, żeby
              > jakiś facet napisał, że nawet płaci alimenty, w końcu to jego zakichany
              obowiązek jako rodzica.

              Myślę, że niesprawiedliwie i stronniczo zrozumiałeś esperę2007. Szokujące jest
              to, ze dziecko zostało przyznane sprawcy przemocy. Płeć nie ma tu nic
              do rzeczy i sugerowanie autorce postu pewnego podejścia dyskryminującego
              mężczyzn było z Twojej strony nadinterpretacją. Szokujace jest to, że matka-
              była ofiara ma nikły kontakt ze swoim dzieckiem, mimo, że płaci na nie
              alimenty. Autorka nigdzie nie kwestiomuje zasadnosci wypełniania
              tego "zakichanego" obowiązku wobec dziecka, co czyni jednak wielu tatusiów.
              To, że polskie sądy dyskriminują ojców, nie znaczy, że pragnienie espery2007,
              aby jej dziecko żyło bezpiecznie, z dala od ojca, który się nad nim znęca, jest
              wyrazem jej stereotypowego widzenia ról płciowych.


              • gawith1 Re: do gawith1 12.03.07, 23:35
                Nie lubię jak ktoś robi ze mnie seksiste, bo użyłem niepoprawną politycznie końcówkę (zapewniam, że nie zrobiłem tego, żeby dowalić komukolwiek). Nie przeczę, że sytuacje tutaj pokazane są smutne, strasznie, niesprawiedliwe… Niestety takie coś się zdarza dosyć często w życiu i trzeba to umieć przyjąć na klatę. Ja akurat znam odwrotny przypadek. Kobieta która zabrała dziecko i wyciągała od biedniejszego gościa kasę. Myślę, że to nie zależy od płci, po prostu zdarzają się lepsi i gorsi ludzie na świecie, zarówno mężczyźni jak i kobiety. Użyłem słowa „idota” nie do opisania poziomu intelektu tylko do zachowań. W sytuacji kiedy coś takiego jak przemoc zachodzi w związku widzę dwie opcje. Albo się bronić albo uciekać. A ktoś kto w takim czymś dalej trwa, do tego przyjmuje rolę ofiary przeciw której sprzysiężył się cały świat, niestety nie zachowuje się zbyt rozsądnie i nic go (jej) nie usprawiedliwia.

                PS. A co do sprawcy przemocy i własności mieszkania to stawiam dolary przeciwko orzechom, że w żadnym cywilizowanym kraju nie ma przepisu który nakazuje oddać mieszkanie ofierze. W normalnym kraju osoba która jest sprawcą przemocy idzie do pierdla. Własność mieszkania nie ma tu nic do rzeczy.
                • indimenticabile Do ignorana gawith'a1 22.04.07, 05:16
                  W Stanach Zjednoczonych oprawca moze miec zakaz zblizania sie do domu ofiary,
                  nawet jezeli jest jego wlascicielem. Ba, sad moze nakazac oprawcy lozenie na
                  utrzymanie domu, w ktorym nadal ma mieszkac ofiara z dziecmi i to do czasu
                  ostatecznego rozstrzygniecia (rozwodu).
        • rennee12 Re: do gawith 1 19.03.07, 10:33
          Skomentuję krótko: jesteś katem w toksycznym związku. Inaczej tego nie widzę,
          stąd tyle agresji i nonsensu w twoich wypowiedziach
      • aanetan Re: do j-adore 07.05.07, 03:05
        Mnie tez trudno jest w to uwierzyc.
        A najtrudniej jest mi uwierzyc w to, ze ja rowniez bylam w takim zwiazku.
        Nie tesknilam za kolesiem. nie brakowalo mi jego. nie chchcialam takiego zycia.
        Najtrudniejsze juz po wszysktim bylo pogodzenie sie z sama soba.
        Przez ponad rok nie moglaam sobie wybaczyc. Najtrudniejsze bylo myslenie o tym,
        ze ja tam bylam i na to wszystko pozwalalam. Ze bylam z nim ponad 5 lat.
        Najtrudniejsze bylo wybaczenie sobie. Do dzis nie opowaidam o tym, jakim byl
        tyrranem. Wstyd mi.
        Po prostu.
        Poczucie wystydu i mechanizm zaprzeczenia byl taki silny, ze wydaje mi sie, ze
        podaczas tego zwiazku szukalam przyczyn na zewnatrza. Moze w sobie.
        Od tego czasu minelo juz ponad 4 lata, ale dotarlam na to forum.
        Moje oddanie bazowalo na poswieceniu. Nienawidze mitu poswiecenia, bogini matki
        polki i tego katolickiego cierpienictwa wyssanego z mlekiem matek.
        Nienawidze cierpienia dla idei.
        Dla milosci rzecz jasna.
        dlatego, ze wczesna pseudo psychologia zrobila mi emocjonalna papkek z mogu-
        przeciez trzeba pracowac dla zwiazku,. trzeba sie poswiecac. Trzeba byc dobym
        dla ludzi. Ludzie sa slabi, popelniaja bledy.
        W domu nie nauczono mnie jak szanowac swoja nietykalnosc, jak chronic swoja
        swiezo uformowana tozsamosc. Nie nauczono mnie jak kopnac faceta, ktory
        zaczepia mnie pijany w autobusie- w jaja. Nie wiedzialam, ze niektorzy maja tak
        zniszczony mozg potezna checia kontroli i manipulacji, ze dla bycia na
        pierwszym planie, dla tego, zeby wszystko kontrolowac, ida po trupach, niszcza
        psychicznie ludzi. A jak sie jest z kims blisko, to mozna dzgac na wyciagniecie
        reki. Rany sa glebokie. Ponizajace. Lepiej nikomu nie mowic, prawada. W koncu
        on przeprosi. Przeciez czlowiek powiniem wybaczyc, prawda? Przeciez inni
        popelniaja bledy a ja tez nie jestem doskonala, to dlaczego nie mialabym
        zrozumiec czlowieka, ktory, jak sam przyznajde, ale tylko w chwilach skruchy -
        walczy ze soba.
        A co najwazniejsze, kocha. tylko do takiej milosci ktos inny plonie. chcialam
        odejsc pare razy, raz udal atak serca, bo tak sie przejal emocjonalnie, juz
        prawie dzwonilam po pogotowie. Raz plakal.
        Chodizlam z glowa spuszczona w dol. Nawet nauczylam sie takiego sposobu
        chodzenia.
        Ciesze sie, ze z tego wyszlam.
        I zeby bylo zabawniej zdaje sobei teraz sprawe, ze trafilam pozniej w rece
        podobnego typa.
        Na poczatku mial poruszajaca sklonnosc do emocjonalnych wyznan. Kwiaty
        przysylane z dalekaiona. Uwielbienie. Ale zaraz potem jego niepewnosc i
        kompleksy mialy odbicie na mnie. Zaczely sie nocne dyskuisje. Zazdrosc
        demonstrowana w bardzo trudny i obelzwyy sposob.

        Przeprosiny. Moja wiara, ze to ostatni raz. Cudowne zapewnienia,
        spontanicznosc. Ale zaraz potem chec bycia w centrum uwagi, inaczej bedzie zle.
        Dlaczego urusl ci brzuszek a nie cycki? Co, juz chcialas jechac z moim kolega
        na krete? Wygladasz jak prostytuka... Wszyscy mezczyzni sie na Ciebei patrza
        jak gdzies idziemy. nie moge tego zniesc.
        no tak, to moja wina, ja prowokuje.
        Spakowlam walizki. Duren uciekl w dzien wyprowadzki, kiedy przyjechal po mnie
        ojciec. Potem po kilku miesiacach, kwiaty, blaganie. I w koncu wlamanie sie do
        mojej poczty i sprawdzanie mi maili.
        Nie, nie jestem glupia.
        Ale cos jest nie tak.


        Moj ostatni facet za to kiedy z kolei chcialam ustalic, czy mamy zamiar
        kontynuowac te znajomosc (jestemy teraz w 2 roznych krajach) z kolei wolaby
        zebym byla jego kochanka. I nienawidzi planow. wyznan.
        Nie wiem. femme fatal.


    • malakobietka Re: Kochać zbyt mocno 12.03.07, 15:46
      Nieslychane ile z nas ma w swoim zyciorysie takiego kretyna! I zawsze po
      odejsciu, przemysleniu, w glowie nam sie nie miesci ze moglysmy z takim debilem
      byc. Od siebie tylko powiem, ze praktycznie te kilka lat z nim wyparlam z
      pamieci. Nie chce i nie lubie wspominac. Dziekuje Bogu ze mialam sile odejsc i
      przejrzec na oczy. Wiem ze najtrudniejsze bylo podjac decyzje i odejsc,
      podwojnie trudne, biorac pod uwage to, ze jako osoba zdeptana, pozbawiona
      pewnosci siebie i swojego zdania musialam znalesc w sobie na tyle sily, zeby
      samej sie zebrac i podjac decyzje - najtrafniejsza w zyciu :)
      • synek23 Re: Kochać zbyt mocno 21.03.07, 20:50
        ja sie wyrwalam 4 miesiace temu. o boze jaka jestem szczesliwa ze swoim
        kochanym 5 letnim synkiem. u mnie zaczelo sie jak zaszlam w ciaze. najpierw
        bylo za gruba, pozniej, ze to bedzie tylko moje dziecko. jak urodzilam, przyjal
        nas do siebie do wlasniego domu, tylko po to jak powiedzial, zebym sie
        sprawdzila jako zona. mialam byc piekna, witac go z usmiechiem na ustach gdy
        wracal pijany o 5 rano. piescic pana i wladce non stop. zarabiac pieniadze i
        najlepiej wszyskie mu oddawac, a pozniej prosic sie o nie jak bede chciala
        zakupy zrobic. a to tylko dlatego, ze urodzilam mu dziecko, ktorego niby nie
        chcial. przez 4 lata nauczylam sie dunskiego , zrobil dunski zawod i z pomoca
        obcych ludzi wyprowadzilam sie. teraz sie okazuje, ze strasznie kocha naszego
        synka i juz mnie straszy, ze on tu rzadzi i bedzie go widzial kiedy mu sie
        podoba. koszmar. czy to sie kiedys skonczy.
    • koloratura1 Kochać zbyt mocno 17.03.07, 08:38
      Choć nie jestem pewna, czy mam prawo zabierać głos na tym forum, nie mam bowiem
      takich doświadczeń (z mężem, zresztą jedynym moim partnerem, jakiego miałam w
      życiu, będziemy w czerwcu obchodzić 40-tą rocznicę ślubu) i wogóle nie potrafię
      wyobrazić sobie, że ludzie(?) mogą być tak okrutni, jednak - pozwolę sobie...

      Czy istnieją jakieś grupy wsparcia dla ofiar przemocy domowej, gdzie - pod
      opieką psychologa oraz przy dostępie do prawnika - mogłyby się spotykać kobiety,
      zarówno te, które aktualnie tej przemocy doświadczają, jak i te, które z tej
      tragicznej sytuacji zdołały wyjść? Jeśli nie, to powinny powstać w wielu
      miejscowościach, szeroko reklamowane, a ich adresy powinny być zamieszczane w
      prasie, w kobiecych pismach i nie tylko tych.

      Nie od rzeczy byłoby także poruszanie tych problemów w szkołach (na godzinach
      wychowawczych? na zajęciach z przysposobienia do życia w rodzinie czy jak ten
      przedmiot się nazywa?) i to wg całego cyklu rozsądnie opracowanych programów.
      Może Gazeta, choćby w ramach akcji "Szkoła z klasą", rozpisałaby jakiś konkurs
      na opracowanie takiego cyklu jekcji?

      Przecież problem jest koszmarny i naprawdę trzeba jakoś tu działać!
    • niewysoka Wyrwałam się po 22 latach 17.03.07, 18:09
      Chciałabym bardzo skontaktować z autorką wywiadu. Mogłabym powtórzyć słowo w
      słowo to, co powiedziała jej rozmówczyni. Zwłaszcza to poczucie, że krzywda,
      doznana przez przemoc psychiczną jest straszniejsza, bo nie tylko trudniej ją
      udowodnić, ale nawet nie można zrozumieć, co się dzieje. W moim przypadku
      trudność była jeszcze większa, bo mój mąż nie przekraczał granic - nigdy mnie
      nie uderzył, nie zdradził, nawet nie wyzywał ani nie poniżał jawnie, tak, żeby
      go można było złapać za słowo. Czułam, że to by rozwiązało sytuację, on też
      musiał się tego obawiać. Ale efekt osiągał identyczny. To, że wyszłam z tego
      (wciąż jeszcze walczę o podział majątku - i oczywiście nie chodzi tu o
      jakikolwiek majątek, tylko o kontrolę nade mną), zawdzięczam wsparciu bardzo
      wielu ludzi. Ale kiedy odeszłam, właściwie nie potrafiłam nawet powiedzieć,
      dlaczego. Myślę, że pisanie o tym zjawisku jest bardzo potrzebne. Można w ten
      sposób uratować życie wielu osobom, nie tylko kobietom. Znam też mężczyzn,
      żyjących w takim związku. Przemoc psychiczna nie ma płci.
      • jatez69 Re: Wyrwałam się po 22 latach 21.03.07, 11:45
        W przeciwieństwie do większości komentarzy, w Twoim przypadku nie mam żadnych
        wątpliwości, że byłaś ofiarą przemocy psychicznej. Mam identyczne
        doświadczenia - u mnie to trwało 15 lat. Jestem mężczyzną.
    • joannka2 Re: Kochać zbyt mocno 23.03.07, 12:11
      Dziś mija rok od naszego rozwodu, choć uciekłam od niego z dzieckim znacznie
      wcześniej.
      żyłam w takim związku 10 lat. Uratowały mnie... problemy z sercem. Po 2 latach
      leczenia, lekarz stwierdził, że moje kłopoty mają podłoże psychosomatyczne i
      wysłał mnie do psychologa. Ponad roczna psychoterapia przyniósł skutek -
      zaczęłam się szanować, wierzyć w siebie, wzmocniłam się i... odeszłam w końcu od
      męża.

      Dziś jestem szczęśliwa do granic możliwości. Nauczyłam się cieszyć zyciem.
      Spodziewam się drugiego dziecka. Jestem silna :).
    • hania811 Kochać zbyt mocno 23.03.07, 15:23
      Jakbym czytała o sobie....z tą róznica że nie miałam z nim dzieci...i
      wytrzymałam tylko rok. Tez zaczęło się pięknie- podróże, miłośc aż po grób,
      piękne słowa, slub. Wrociłam nawet do niego po tym jak pobił mnie do
      nieprzytomnosci- ale tłumaczyłam sama sobie ze on taki nie jest, że musze mu
      pomóc. Tak na prawdę wyleczył mnie z niego inny męzczyzna...który dał mi
      mnóstwo ciepła i zrozumienia, dzięki niemu powstałam z kolan - zrozumiałam że
      jestem wartosciowa osoba i moge isc przez zycie z podniesiona głowa. Teraz ten
      męzczyzna jest moim mężem. Teraz patrze na ten straszny rok mojego zycia z
      dystansem, i bardzo mnie dziwi że mogłam dac się tak zmanipulowac.
    • malgosia_z_chelma Kochać zbyt mocno 04.04.07, 10:54
      przezylam to samo, 5 lat
      ponizanie co 3 tygodnie potem wybaczanie bo przeciez mnie kocha bo przeciez nie
      jest taki zly

      teraz mam nowego partnera i widze ze zycie moze byc inne i jestem szczesliwa.
      bardzo szczesliwa

      pozdrawiam
    • joasol26 Klub Kobiet-Klub Pomocnych Matek(tez zdradzona) 08.04.07, 14:29
      WITAM
      KLUB KOBIET+KLUB POMOCNYCH MATEK
      (asia.sol@poczta.onet.pl)
      Od roku mieszkam w Swarzedzu kolo Poznania a od miesiaca prowadze tam
      KLUB KOBIET-KLUB POMOCNYCH MATEK.Bardzo wiele przeszlam ale tez musialam
      oswoic sie z nowa sytacja,miejscem,ludzmi.Mieszkam razem ze swoim
      partnerem i naszym malym synkiem Pawelkiem.Tak wiec to stalo sie kluczem
      do powstania tego klubu. Moja incjatywa podoba sie wielu ludziom.
      Zglosilo sie do mnie juz 20 mam. Jestem osoba towarzyska i dzieki tej
      incjatywie ja czuje sie lepiej bo przy okazji moge poznac wiele fajnych
      mam oraz daje szanse wyjscia z cienia samotnosci innym mamom.Szczegolnie
      bliskie sa mi mamy ktore duzo przezyly ale niestety tych mam jest
      niewiele w naszym KLUBIE.Chcialabym dodac ze u nas jest taka mozliwosc
      ze mamy jesli chca kontaktuja sie tylko ze mna i pozostaja anonimowe dla
      innych mam ktore nie maja problemow rodzinnych.
      Po swietach bede robic spotkanie organizacyjne.Podejrzewam ze zrobie
      kilka spotkan bo mamom pasuja rozne godziny wiec musze mamy pogrupowac.
      Wiekszosc mamus chce po prostu poznac inne mamy(wspolne spedzanie
      czasu,wyjazdy ,wyjscia z dziecmi lub bez) albo oferuja pomoc bo sa u nas
      przedszkolanka,nauczycielka jezyka niemieckiego,mama prowadzaca aerobik
      dla dzieci i ich mamus oraz psycholog,poloznik,prawnik. Dzialamy
      bezplatnie. W kazdej chwili mozna sie wycofac z KLUBU.
      Wiele mam jest ciekawych jak to sie stalo ze powstal KLUB i w jaki
      sposob.Tak wiec dalam bezplatne ogloszenia do gazet albo gazety napisaly
      o moim KLUBIe w informacjach.
      Spotykamy sie na razie u mnie w domu albo na zewnatrz .Na razie nie mamy
      zadnego lokum. Do tej pary spotkalam sie z wiekszoscia mam 1 lub 2
      razy.Chcialabym aby pisaly do mnie mamy z roznych stron Polski. Powoli
      staram sie dzialac w calej Wielkopolsce.Czesto przebywam w rodzinnym
      Szczecinie i tez mysle o podobnym KLUBIE.Zalezaloby mi aby poznac mamy
      ktore uwielbiaja podroze wyjscia do kina, teatru ale tez takie ktorym
      moglabym pomoc.Mozliwe ze w najblizszym czasie powstanie dodatkowy
      klub-KLUB MILOSNIKOW PODROZY I KULTURY. Poza tym interesuje sie bardzo
      genealogia wiec moze i pomysle o takim klubie. Dzis staram sie zyc
      normalnie choc wiele
      przezylam. Bardzo chetnie odpowiem na kazdy e-mail ale lepiej
      kontaktowac sie ze mna sms 697758750 albo zadzwonic. POZDRAWIAM ASIA

      ----------------------------------------------------
    • mark.parker Re: Kochać zbyt mocno 09.04.07, 21:37
      Już sam tytuł jest mylący, ponieważ tu nie o kochanie chodzi, lecz o
      przeświadczenie oprawcy, że jego paretnerka/partner jest jego własnością, którą
      może dowolnie rozporządzać, czymś na kształt psa lub samochodu. Utrwaleniu tego
      stanu rzeczy służy manipulacja uczuciami dręczonej osoby - wśród lawiny wyzwisk
      (a czasem również i ciosów) pojawiają się chwile, kiedy oprawca jest "dobry",
      często przy zaspokajaniu własnych potrzeb, np. seksualnych. Nękana osoba odbiera
      to błędnie jako sygnał, że oprawca "nie jest w sumie taki zły" i potrafi się
      zmienić na lepsze. Jest to jednak kolejny element manipulacji psychicznej. Z
      czasem, kiedy u osoby prześladowanej zaczyna działać syndrom sztokholmski,
      identyfikuje się ona z oprawcą, którego postępowanie jest jedynym punktem
      odniesienia. Ofierze wydajhe się, że ten, który zabija w niej człowieczeństwo,
      wybawi ją z tego piekła. Na podobny syndrom cierpią dzieci katowane przez
      rodziców. Zwolennicy takiego traktowania dzieci powołują się na przykazanie
      "Ccij Ojca swego i matkę swoją", a o wychowaniu bezstresowym mówią, że to tylko
      rozpuszcza dzieci. Dziecko wychowywane w takiej atmosferze nie wie, że może
      zaprotestować. Raz, że się boi, bo ściągnie nań jeszcze gorsze represje, a dwa,
      że może nie wiedzieć, do kogo zwrócić się o pomoc. Rodzice tacy często
      powtarzają mu, że nie wolno niczego wynosić na zewnątrz, "bo ludzie będą gadać".
      Bywa tak, że kiedy dziecko dorośnie, da po mordzie tatusiowi i mamusi - wtedy
      kończy się prześladowanie. Bywa też tak, że obróci agresję przeciw komuś
      słabszemu - kolegom w szkole, a nawet już w przedszkolu, starcom na ciemnej
      ulicy. Bywa, wreszcie, że zabije rodziców, ponieważ nie zna innej drogi
      wyjścia.Znam też przypadki, gdy dzieci katuje ojciec, a matka, próbując je
      chronić, sama nadstawia karku i jest bita (żeby ojcu przeszło). Robi więc
      dzieciom niedźwiedzią przysługę - zamiast odejść od faceta. Oczywiście, że nie
      jest to łatwe, zwłaszcza wtedy, kiedy facet nie pozwala żonie/kochance pracować,
      albo zabiera jej weszystkie zarobki. Nie jest łatwe i z powodu strachu nie tylko
      przed ubóstwem, ale i przed zemstą. Widzę jednak, że zabierają tu głos kobiety,
      którym udało się znaleźć chwilę dla siebie i dostęp do komputera - nie sądzę, że
      facet wisi im w tej chwili nad głową. Mając tę chwilę dla siebie, można
      zadzwonić lub napisać z prośbą o pomoc np tu: www.niebieskalinia.pl/. Nie
      wiem, jak w Polsce wygląda pomoc policji: podejrzewam, że policja tam jest na
      takim samym etapie, jak w USA kilkanaście lat temu, tzn. nie traktuje skarg
      kobiet i dzieci poważnie, tylko je lekceważy, albo wyśmiewa.Aby to zmienić,
      trzeba działać agresywnie - np. żądać obdukcji lekarskiej, wtedy pozostaje ślad
      w dokumentach i facet nie może się bronić, że kobieta "się potknęła, bo to taka
      fajtłapa". Jeśli zaś ma się trochę środków finansowych, natychmiast się wynieść,
      może na początek do rodziców, ale równocześnie zgłosić sprawę na policji lub w
      prokuraturze. O "zadaniach służb" tu:
      www.niebieskalinia.pl/index.php?assign=zadania
      Wiem, że strach przed utratą środków do życia i mieszkania może paraliżować
      osobę prześladowaną, tylko czy warto płacić aż taką cenę za kąt pod dachem?.
      Polskie społeczeństwo, oparte na tzw. wartościach, które promuje obecny rząd,
      jest społeczeństwem paternalistycznym i nie stanowi pod tym względem wyjątku, co
      komplikuje odwołanie się do organów ścigania i sprawiedliwości. Początek został
      już jednak zrobiony i powstały przepisy prawa. Teraz trzeba je egzekwować. Każda
      godzina zwłoki to kuszenie dalszych represji, a w skrajnych przypadkach nawet
      śmierci. O problemach w polskim prawodawstwie można poczytać tutaj:
      www.gazeta.policja.pl/archiwum/0205/s2a1.html
      Na koniec chciałbym Wam życzyć powodzenia i odwagi.
    • elonek1 Re: Kochać zbyt mocno 10.04.07, 19:14
      Przeczytałam artykuł dzisiaj i wszystkie komentarze, własnie przeżywam dramat
      związany z moją córką - śliczną młodą dziewczyną,chyba zbyt mało świadomą
      własnej wartości, skoro dała się wciągnąc w toksyczny związek jak te opisane
      powyżej - realia może inne ale schemat, sytuacje te same: początkowo facet(dużo
      starszy)traktował ją jak księżniczkę, potem było jak na huśtawce - wyzwiska i
      przemoc fizyczna na przemian z czułością i śniadaniami do łóżka, prezenty i
      bajkowe plany z obelgami i szarpaniem, duszeniem, ciągnięciem za
      włosy,przewracaniem,kopaniem(to podobno TYLKO raz ! )
      Zabrał ją w cudowną w założeniach,egzotyczną podróż - przez cały czas była
      lżona i poniewierana, przez jego chorą zazdrość przeżyła piekło.
      Uciekła po powrocie, jest w domu, który zawsze był spokojnym, bezpiecznym
      domem, dużo rozmawiamy, staramy się pomóc, i co ? Minęło niewiele czasu, a ona
      rozważa taką możliwość, że namówi go na leczenie, on się zmieni i będą razem...
      ("Przecież przeżyli też wspaniałe chwile, był jej taki bliski...")
      Ten człowiek niszczył ją psychicznie, zadawał ból, mówił że powinna wyrzec się
      rodziców (bo on dla niej wyrzekł się wszystkiego...bzdura!)Kiedy udaremniliśmy
      mu kontakt z nią, powiedział cynicznie, że sama do niego przyjdzie...
      Bardzo się o nią boję, wiem że jeśli znowu wpadnie w jego łapy, zrobi z nią co
      zechce, skończy się to tragicznie dla niej i dla nas - jej rodziców.
      Jeśli ktoś może tu coś pomóc, poradzić - bardzo o to proszę, brakuje mi już
      sił...Jest młoda, wolna - ma całe życie przed sobą,o ile do niego nie
      wróci...Jak ją powstrzymać, co zrobić żeby się ocknęła i nie żyła
      złudzeniami... ?
      • trinny77 Re: Kochać zbyt mocno 13.04.07, 03:00
        W pierwszej chwili miałam wrażenie jakby ten komentarz był napisany przez moją
        Mamę albo Siostrę 9lat temu...Teraz jestem 8lat po ślubie i mam dwójkę
        dzieci.Cudownych zresztą!Zastanawiałam się co by u mnie musiało się stać żebym
        się ocknęła wtedy przed ślubem, a nie 8 lat po...Nie wiem...Wtedy każda krytyka
        starszego ode mnie chłopaka( o 10lat)tylko mogła mnie zrazić do kogoś.Po jakimś
        czasie rodzina bała się krytykować Go, bo mnie kochali,a ja pod presją
        potrafiłam zerwać kontakt z daną osobą.Dałam się zupełnie zmanipulować, mimo,że
        wcześniej byłam niezależną i bardzo ambitną osóbką(rodzina nie mogła poznać
        mojego zachowania,stałam się zamknięta w sobie,zupełnie podporządkowana
        decyzjom mojego chłopaka,a potem męża( po bardzo krótkim czasie),o wszystko się
        Go pytałam i wtedy miałam wew.spokój kiedy On był zadowolony,byłam zdolna do
        największych rezygnacji.Moja rodzina mimo mojego błądzenia i okropnego
        traktowania była cały czas blisko mnie a teraz podała mi rękę.Pozostaje postawa
        wyczekująca i pełna miłości,aż się dana osoba sama ocknie.Chyba.....
    • kosznat Re: Kochać zbyt mocno 11.04.07, 16:26
      Przemoc psychiczna, moze tez byc wycelowana przez kobiete w mezczyzne. Znam taki
      przypadek i wiem, jak trudno bylo temu facetowi wejsc w nowy zwiazek, zajelo mu
      to kilka lat. I podobnie, jak autorka pierwszego postu, wymazuje ze swojej
      pamieci, wszystko co laczylo go z tamta kobieta. Jakby to nie byl on, jakby mu
      to sie nigdy nie zdarzylo...
      I kiedy sluchalam jego opowiesci o bylej partnerce (a nie jest skory do
      zwierzen, tylko na poczatku, cos mi o niej opowiedzial, teraz nic juz z niego
      nie wyciagne), o jej zdradach, klamstwach, wyzwiskach, niestety takze biciu
      (moze trudno w to uwierzyc, ale ona go bila) to nie moglam uwierzyc, dlaczego on
      z nia byl?? Wybaczal i trwal przy niej.
      Kiedy czytamy, slyszymy takie historie, rodzi sie w nas bunt, czemu ona/on nie
      rzucil tego wszystkiego w ch... i nie odszedl?! Jednak nie patrzymy z punktu
      widzenia ofiary, nie mozemy wejsc w jej polozenie, bo akurat nikt nigdy nam
      takiego zla nie wyrzadzil.
    • jojo22.3 Re: Kochać zbyt mocno 19.04.07, 13:42
      ja tez kiedys dawalam zabijac sie od srodka.Pol roku poniewierania, tyranstwa
      , ponizenia ,zatracilam siebie zdolna , wrazliwa kobiete . To jest takie
      niewytlumaczalne tkwiaca w bolu widzaca pomocne dlonie i niechcaca ich.Juz jest
      piec lat po tym jam moj facet bil mnie i ponizal, co czuje juz nie jestem slaba
      tylko wrecz bardziej silniejsza choc caly czas odbudowuje swoja wrazliwosc
      .Spotkalam kochanego meszczyzne ale i tak jest mi cieszko oddac sie dokonca
      walcze nie o niego o siebie aby byc szcesliwa .pozdrawiam
      • f_anulka Re: Kochać zbyt mocno 10.05.07, 22:08
        Zazdroszcze Ci tego kochanego mężczyzny i przyjaciół. Ja niestety nie mam nawet
        przyjaciół, a wspomnienia są jeszcze bardzo świeze. Byłam z nim rok, skończyło
        się bardzo niedawno na oczach praktycznie całego mojego otoczenia. To byl
        człowiek chory psychicznie, który chciał mnie mieć na własność. Na szczęście nie
        uległam, ale moje obecne życie emocjonalne i uczuciowe to ruina. Czasami
        zastanawiam się dlaczego mój związek nie mógł być jednym z tych setek tysiecy
        normalnych. Przecież tak faktycznie to go nawet nie kochałam. Zresztą... czym
        jest mmiłość? Czy wogóle istnieje?
    • trinny77 Kochać zbyt mocno 23.04.07, 00:30
      Jak widzę na to forum zagląda coraz mniej ludzi... Artykuł ukazał się parę
      tygodni temu i było wokół niego trochę szumu i miałam nadzieję, że o
      molestowaniu psychicznym w rodzinach będzie się więcej mówiło.A tu znowu
      człowiek musi sam walczyć. Ja już sobie poradzę, jestem na prostej chociaż
      miałam długą drogę do prawidłowego myślenia o sobie, moim partnerze i świecie.
      Chciałam tylko poprosić te osoby, które tu nadal zaglądają (tak jak ja), żeby
      dawały znać na tym forum co u nich, jak rozwikłały się ich problemy.Pozdrawiam.
      • elonek1 Re: Kochać zbyt mocno 24.04.07, 17:46
        Witaj trinny77, ja również nadal zaglądam na to forum i żałuję, że tak mało
        ludzi tu zagląda - bardzo mnie interesują doświadczenia kobiet, które przeszły
        przez piekło przemocy domowej - jak się to dla nich skończyło, jak się z tym
        uporały ( lub nie...). Moja córka znowu zaczęła spotykać się z człowiekiem,
        który tak strasznie nią poniewierał, zachowuje się zupełnie nieracjonalnie,
        jest głucha na wszystkie argumenty.Zrezygnowała z umówionej terapii u
        psychologa, zawaliła studia, nie chce w ogóle z nami o tym rozmawiać. Nie
        potrafię zrozumieć, co nią kieruje...Tak bardzo się o nią boję, strasznie
        jesteśmy z mężem zdołowani tą sytuacją.
        Trinny77, myślę że osiągnęłaś bardzo dużo ( niczego bardziej nie pragnę, jak
        tego, by moja córka też potrafiła prawidłowo myśleć o sobie i swoim
        partnerze ),trzymam za Ciebie kciuki, pamiętaj że "...ważne są tylko te
        dni,których jeszcze nie znamy..." Bądź szczęśliwa, bo to Ty jesteś
        najważniejsza.Pozdrawiam.
        • trinny77 Re: Kochać zbyt mocno 29.04.07, 02:24
          Dziękuję za wsparcie.Ja wciąż i wciąż zaglądam na to forum,ale zwykle nie mogę
          odpisać, bo...boję się,że ktoś domyśli się, że to ja i powie mojemu mężowi,albo
          On niespodziewanie stanie mi za plecami i wtedy nie chciałabym być w swojej
          skórze.To jest jakaś mania prześladowcza. Jak rozmawiam przez telefon wydaje mi
          się, że ktoś mnie podsłuchuje...rozglądam się podczas bezpośredniej
          rozmowy.Jestem strzępkiem nerwów - bezsenność i inne psychosomatyczne
          objawy...I jeszcze jak czytam,że ktoś wchodzi w podobny związek to płakać mi
          się chce...I wiem,że do człowieka na wczesnym etapie tych wyniszczających
          związków nie dociera nic...To jest chyba jak w sekcie,chodzi tylko o to,żeby
          się przypodobać guru.A najgorsza jest ta niepamięć wsteczna i to ciągle
          tłumaczenie sobie Jego zachowań.Wypierałam z pamięci te złe zdarzenia.Dopiero
          po tym artykule zaczęłam sobie zapisywać wszystko i aż się przeraziłam gdy
          później to czytałam. Właśnie jestem po kolejnej awanturze, bo wróciłam za późno
          z pracy...Siedzę przy komputerze i nie chce mi się spać,jeść ,a gdyby nie moje
          dzieci nie chciało by mi się żyć.W razie czego jestem przygotowana pod każdym
          względem na odejście,ale strach jest tak wielki...strach przed Jego
          reakcją.Myślę,że w końcu odejdę... Mam nadzieję,że pani córka w końcu zrozumie
          jak jest naprawdę.Ja mam w sobie poczucie zmarnowanych 9 lat.Najpiękniejszych
          lat! Studia-kiedy nie pozwalał mi nigdzie wychodzić z grupą studencką mimo,że
          mieszkał w innym mieście wtedy,ja musiałam być w domu o 20,Macierzyństwo-kiedy
          nie mogę się nim w pełni cieszyć mimo,że jesteśmy bardzo zamożni.Cieszę się
          tylko,że wreszcie to zobaczyłam,bo wcześniej byłam ślepa jak pani
          córka.Pozdrawiam bardzo serdecznie!
          • buziaczek79 :))))) 29.04.07, 21:02
            Ja zaglądam od czasu do czasu:) Chciałabym tylko napisać ... Że trzymam kciuki.
            Mam nadzieję że wszystko się ułoży i że nie pozwoli Pani siebie tak dalej
            traktować. Wiem że to niewiele.
            Pozdrawiam serdecznie
          • ohmy Re: Kochać zbyt mocno 30.04.07, 00:39
            > z pracy...Siedzę przy komputerze i nie chce mi się spać,jeść ,a gdyby nie
            moje
            > dzieci nie chciało by mi się żyć.W razie czego jestem przygotowana pod każdym
            > względem na odejście,ale strach jest tak wielki...strach przed Jego
            > reakcją.Myślę,że w końcu odejdę...

            Pewnie w końcu odejdziesz. Gdy już nic nie będziesz miała do stracenia. Z tego
            fragmentu wynika, że jesteś gotowa nawet umrzeć, ale przy życiu trzymają cię
            dzieci. Może więc ze względu na nie pozostajesz w wyniszczającym cię związku?
            Jednak zastanawia mnie, czy dzieci tego nie widzą, nie odczuwają? Z tak
            bliskiej odległości? I rodzi się pytanie - jaki obraz życia wytwarza się w ich
            umysłach? Czy taki 'model kobiety' jaki reprezentujesz w tej chwili nie wsącza
            się w ich podświadomość? I czy chcesz, by tak było?
          • elonek1 Re: Kochać zbyt mocno 30.04.07, 17:48
            witaj, trinny77
            byłam przekonana, że Ty już to zrobiłaś - odeszłaś od swojego prześladowcy, ale
            jak widać, to nie jest takie proste, zdaję sobie sprawę - zwłaszcza gdy był
            ślub, są dzieci...Ale powinnaś to zrobić - jesteś jeszcze młodą kobietą, sporo
            życia masz przed soba i na pewno warto przeżyć je inaczej - nie w strachu i
            upokorzeniu, tym bardziej, że Ty już się ocknęłaś...Piszesz, że boisz się jego
            reakcji - moja córka, wtedy kiedy jeszcze była gotowa rozstać się ze swoim
            dręczycielem, też się bała - namawiałam ją na wyjazd do rodziny za granicą, na
            jakiś czas, żeby przeczekać najgorsze, ochłonąć. Czy Ty nie masz może takiej
            możliwości ?
            Pisałaś wcześniej, że rodzina podała Ci pomocną dłoń - na pewno możesz na nich
            liczyć, ochronią Cię, pomogą pozałatwiać różne sprawy. Ja np.znalazłam
            psychologa, który miał wesprzeć moją córkę, opłaciłam od razu pełnomocnika,
            który reprezentował ją w sprawach np. wspólnego mieszkania, przekazania
            dokumentów,itd., żeby nie musiała się kontaktować z tym człowiekiem. Zrobiłabym
            wszystko, żeby jej pomóc, niestety w jej przypadku to nic nie dało, ale jestem
            pewna, że Twoi bliscy też zrobią dla Ciebie wszystko...
            Gdy nie doszło do umówionej terapii, psycholog powiedział że córka musi chcieć
            zmiany, dojrzeć do tego, a widocznie nie jest jeszcze na tym etapie...
            Ty już jesteś, więc to już połowa, a nawet więcej, sukcesu.Właściwie to chyba
            jest najważniejsze, żeby podjąć decyzję.
            Ratuj siebie i dzieci, one nawet jeśli są mocno związane z ojcem, to nie będą
            miały nigdy szczęśliwego domu, coraz bardziej zdając sobie sprawę, jak ich
            matka jest traktowana, co przeżywa...
            Nie popadaj w takie stany, że nie chce Ci się jeść, spać, a nawet żyć -
            przecież to można zmienić, to od Ciebie zależy, czy to zrobisz. Nie jesteś
            sama, masz bliskich - to daje siłę - dasz radę, jeśli nawet z początku będzie
            trudno, przejdziesz przez to, przeżyjesz, inni Ci pomogą. A jak się
            otrząśniesz, już po wszystkim, będziesz miała satysfakcję, że odważyłaś się na
            ten krok.
            Z całego serca życzę Ci odwagi, siły i determinacji, żeby zmienić swoje życie.
            Wiadomo, że w życiu nie jest tak pięknie, żeby być cały czas szczęśliwym, ale
            trzeba coś robić, żeby nie było ono pasmem bólu, cierpienia i upokorzeń,
            zwłaszcza, że jest to w zasięgu naszych możliwości, najważniejsze to chcieć i
            się odważyć.
            Będę dalej śledzić to forum,
            trzymaj się mocno !
            • trinny77 Re: Kochać zbyt mocno 06.05.07, 12:45
              Czytałam ten post już ze sto razy(najczęściej jak było mi źle...)Teraz jest w
              moim związku trochę lepiej...Więc mam nadzieję.Wyjeźdżam na miesiąc z dziećmi
              (moja praca) będę sama więc będę mieć czas na swobodną refleksję i decyzję.Będę
              tu zaglądać.Może ktoś się odezwie co u niego, bo niewiele jest takich miejsc w
              necie gdzie można o tym porozmawiać.Elonek1-dziękuję za wsparcie i proszę o
              wieści o Twojej corce.
    • trinny77 Kochać zbyt mocno 21.05.07, 00:11
      "Lepiej nikomu nie mówić, On w końcu przeprosi, a Ci będzie głupio"-jakie to
      jest beznadziejnie prawdziwe!Ja mimo,że myślę już w sposób prawidłowy i zdrowy
      to nadal chodzę ze spuszczoną głową i wciąż się boję mimo,że całą sobą
      sprzeciwiam się złemu traktowaniu w moim związku i walczę o dobre i spokojne
      życie dla siebie i moich dzieci.Nie pozwalam Mu na wiele rzeczy(co wywołuje
      mnóstwo agresji)i sama podejmuje decyzje(co doprowadza Go do szału).Kosztuje
      mnie to wiele sił psychicznych...Jestem teraz na wyjeździe bez mojego partnera,
      z dzieciaczkami(w związku z pracą) i jest mi strasznie dobrze,a one w ogóle nie
      pytają o dom ani o Tatę...który codziennie dręczy mnie telefonami dlaczego tak
      późno wróciliśmy,dlaczego wczoraj tak krótko rozmawialiśmy , że ja ani dzieci
      nie tęsknimy za Nim,że córka krótko z Nim rozmawiała...itd...Ale i tak mi
      dobrze samej ...Gdybym miała 100%pewności ,że sąd przyzna mi dzieci to nie
      wahałabym się ani chwili z odejściem.
      • elonek1 Re: Kochać zbyt mocno 14.07.07, 00:22
        trinny77, zaglądasz tu jeszcze czasem ?
        Co u Ciebie, czy w miarę dobrze ? Ten wyjazd z dziećmi na miesiąc pewnie
        pozwolił Ci odetchnąć, ale już minęło od tamtej pory trochę czasu, jak jest
        teraz ?
        Moja córka wyjechała z kraju ( po kolejnej "akcji" swojego partnera) narazie na
        krótko, ale i z tego z cieszę, bo wcześniej nie mogła się na to zdecydować.Boję
        się liczyć na to,że tym razem coś się zmieni, w ciągu ostatnich miesięcy wiele
        razy miałam taką nadzieję, ale zwykle po paru dniach ulegała.Teraz też mówi, że
        jej ciężko, ale się stara. Modlę się, żeby wytrzymała.
        Wygląda na to, że to koniec tego forum, a szkoda.Trinny77, jeśli tu będziesz,
        odezwij się, proszę. Pozdrawiam serdecznie.
        • abssinthe Re: Kochać zbyt mocno 30.08.07, 14:47
          f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=942800
          tutaj znajdziecie dluuugie forum na ten temat, caly
          czas 'zywe'...pozdrawiam Was dziewczyny i trzymajcie sie cieplo...ja
          wciaz nie wiem, czy tak naprawde jestem w takim zwiazku, czy nie...
        • trinny77 Re: Kochać zbyt mocno 19.09.07, 01:26
          Zaglądam tu czasem, ale nie zawsze mogę napisać. Cieszę się z Twojej
          córki:-) Oby nie wróciła! Na razie nie jest związana dziećmi. Mój
          wyjazd nad morze skończył się awanturą, że mam kochanka ( już prawie
          o tym incydencie zapomniałam ...)i przyjazdem mojego męża nad morze,
          bo tak bardzo tęskni. Nadal tkwię w tym związku. Czasami wydaje mi
          się, że nie jest tak źle ...Ale dziś wjechałam autem na kamień i
          nawymyślał mi od różnych i to przy swoim koledze. Czuję się jak
          przedmiot, ale boję się niepewnej rzeczywistości, a najbardziej
          tego, że zabierze mi dzieci. Perspektywa tego mnie paraliżuje do
          głębi. Naprawdę by mnie tu nie było gdyby nie ten strach, że tak
          mogłoby się stać. Będę zaglądała na to forum. Nie zaglądałam, bo
          myślałam, że już nikt nie zagląda. A jednak!
Pełna wersja