sztuka.latania 26.04.07, 20:15 Gdzie to wystawiają? Chciałabym zobaczyć, to może być dobra sztuka! W każdym razie wywiad zachęca :) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
brunschwick "Chcemy wierzyć, że zło..." jakie "my"? 14.05.07, 11:12 "Chcemy wierzyć, że zło bierze się z ciemnoty." Jaka sekta wyznaje tak absurdalny pogląd? Ja wierzę że zło wzięło się z grzechu pierworodnego. Odpowiedz Link Zgłoś
critto jestem heretykiem i apostatą 14.05.07, 12:44 brunschwick napisał: > "Chcemy wierzyć, że zło bierze się z ciemnoty." Jaka sekta wyznaje tak > absurdalny pogląd? Ja wierzę że zło wzięło się z grzechu pierworodnego. i masz do tego prawo. Szanuję Twoje przekonania. A ktoś inny ma takie samo prawo wierzyć inaczej. Ja np. NIE wierzę w grzech pierworodny, nie uznaję takiej koncepcji. Uważam, że jest ona absurdalna, bo obciąża potomków winami przodków, co nawet wg ludzkiej sprawiedliwości jest niesprawiedliwe (przy okazji znaczyłoby to, że ludzka sprawiedliwość jest LEPSZA od boskiej, być może tak jest). Co więcej, odrzucam ideę odkupienia grzechów - uważam, że złego uczynku nie da się nigdy wymazać, można jedynie próbować jakoś naprawić wyrządzone zło, zadośćuczynić. Sam żal nic nie daje oprócz wewnętrznego _poczucia_ oczyszczenia. Nie wierzę również w to, że Jezus uwolnił człowieka od grzechu, choć uważam, że istniał i był dobrą istotą. Byłem Katolikiem ale już nie jestem, mam własne, prywatne przekonania religijne. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: jestem heretykiem i apostatą 14.05.07, 13:41 >mam własne, prywatne przekonania religijne. Signum temporis, znamie upadku, cecha "wrazliwosci wspolczesnej" i cel wszystkich wrogow religii: "prywatne przekonania religijne". A oto co G. K. Chesterton pisal o heretykach i ortodoksji: "Najdziwniejszą oznaką cichego i potężnego zła, ukrytego w nowoczesnym społeczeństwie, jest osobliwe znaczenie, przydawane dziś pojęciu "ortodoksja". W dawnych czasach heretyk szczycił się, że nie jest heretykiem. To królestwa tego świata były heretyckie ze swymi policjantami i sędziami - ale nie on. On był ortodoksyjny. Nie uważał się wcale za buntownika przeciw autorytetom - był przekonany, że to autorytety zbuntowały się przeciw niemu. [...] Dziś, z uśmieszkiem ni to zarozumialstwa, ni to zakłopotania, mówi: "Myślę, że mam bardzo heretyckie poglądy" - i toczy wzrokiem dokoła, czekając na oklaski. Słowo "herezja" nie oznacza już błędu; gorzej, w potocznym rozumieniu oznacza odwagę i jasność myśli. Słowo "ortodoksja" nie oznacza już racji. Gorzej - w potocznym rozumieniu oznacza błąd." Mozna by bylo westchnac "kiedys to byli heretycy", nie tak jak "heretycy i apostaci" wykazujacy "wspolczesna wrazliwosc"... DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
critto Re: jestem heretykiem i apostatą 14.05.07, 14:20 donq napisał: > >mam własne, prywatne przekonania religijne. > > Signum temporis, znamie upadku, cecha "wrazliwosci wspolczesnej" i cel > wszystkich wrogow religii: "prywatne przekonania religijne". Widac, jak bardzo wszystko zalezy od pogladow. Dla mnie, jako humanisty z przekonania, to, ze Czlowiek ma wlasne poglady, wlasne przeczucia i sie nimi kieruje jest objawem rozwoju ducha ludzkiego i przejawem prawdziwego postepu spolecznego, gdzie zbiorowosc nie gnebi jednostki. Dopiero tu moze sie narodzic prawdziwa religijnosc - prawdziwa, bo plynaca z serca, a nie z zewnetrznego przymusu (przemocy lub presji spolecznej). Niech bedzie to Chrzescijanstwo, Buddyzm, Neopoganstwo, Hinduizm, Islam czy nawet Ateizm (brak religii) czy cokolwiek innego, ale jest to wlasnie PRAWDZIWA WIARA. > A oto co G. K. Chesterton pisal o heretykach i ortodoksji: > > "Najdziwniejszą oznaką cichego i potężnego zła, ukrytego w nowoczesnym > społeczeństwie, jest osobliwe znaczenie, przydawane dziś pojęciu "ortodoksja". > W dawnych czasach heretyk szczycił się, że nie jest heretykiem. To królestwa > tego świata były heretyckie ze swymi policjantami i sędziami - ale nie on. On > był ortodoksyjny. Nie uważał się wcale za buntownika przeciw autorytetom - był > przekonany, że to autorytety zbuntowały się przeciw niemu. [...] Bo byl przekonany o slusznosci Chrzescijanstwa jako religii i jego 'nieomylnosci'. Poza tym byl zastraszony - religijnie - obrazami piekla itd (w ktore ja NIE wierze) i spolecznie (karami panstwowymi lub presja spoleczna). Moznaby tez powiedziec, ze Walczyl o wladze z Kosciolem, zamiast pojsc WLASNA SCIEZKA. Ja nie tylko, ze nie jestem przekonany o slusznosci Chrzescijanstwa i Katolicyzmu, ale wprost przeciwnie - odszedlem od tej religii i bardzo sie z tego ciesze. Co wiecej, uwazam, ze przekonanie o nieomylnosci, wylacznosci i jedynosci tej religii, ze jest to jedyna prawdziwa wiara, a wszystkie inne to bledy i dzielo szatana - jest objawem PYCHY i ZAROZUMIALSTWA Kościoła (nie tylko Katolickiego). I nie ma nic wspolnego z deklarowna tak glosno skromnoscia i pokora. Wiecej: jest objawem fanatyzmu, a gloszenie tego wszem i wobec moznaby uznac za dzialanie sekciarskie (kto poza nasza grupa, ten bladzi, trzeba mu pomoc, cierpi, jest stracony, itd Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: jestem heretykiem i apostatą 15.05.07, 14:13 Istotnie, wszystko zalezy od pogladow. Jak ujal to Nicolas Gomez Davila "To have a dialog with those who do not share our basic premises is nothing more than a stupid way to kill time." Wobec tego polemizowal nie bede (bo i o czym), powiem jedynie kilka rzeczy od siebie. Tzw. "wrazliwosc wspolczesna" jest intelektualna zaraza i gigantycznym oszustwem i manipulacja naszych czasow. To co piszesz o "wlasnych sciezkach" i "plynacych z serca prawdziwych wiarach" to tylko element wojny kulturowej, ktora sie toczy. Wojna zostala wypowiedziana (skrotowo ujmujac) przez "postep" "reakcji". Do pewnego czasu "postep" uwazal, ze droga do "wyzwolenia" (deklaratywny cel "postepu") prowadzi przez Kolyme, ktora jak by estetycznie brzydko nie wygladala, byla produktem "nieuchronnych praw rozwoju historycznego" wiec w rezultacie nieuchronnie miala wygrac. Darmo wiec bylo wierzgac przeciw oscieniowi skoro "prawa historyczne" mowily, ze "wolnosc" bedzie nasza. Czesciowo z niecierpliwosci, czesciowo z refleksji o krnabrnej historii, ktora sie do swych praw stosowac nie chce, "postep" zmodyfikowal swoja strategie. Slusznie oceniono, ze bez zmiany kultury, mentalnosci strzaly w tyl glowy beda tylko dzialac przeciwko "postepowi", bo ludzie sa wychowani na "wartosciach burzuazyjnych", zlowieszczo zasilanych przez pyszny i zarozumialy Kosciol Katolicki (inne koscioly sa duzo mniej grozne z racji braku organizacji) i strzaly w tyl glowy nie podobaja sie (patrz poglady Gramsciego). Dla zwyciestwa potrzeba wiec zmiany wartosci, przebudowania kultury. Gdy kultura bedzie juz przebudowana, rewolucje i strzaly w tyl glowy nie beda potrzebne bo i po co? Program przebudowy kultury jest realizowany konsekwentnie i dosc skutecznie. Sluza do tego na rozne rzeczy - propagowanie relatywizmu, tzw. "humanizmu", ktory glosi, ze czlowiek, ktory ma poglady "nie swoje" nie jest wolny, redefiniowanie wszystkiego co sie da. Wezmy dwa przyklady tylko. To, co piszesz o "wlasnych sciezkach" to po "humanistycznemu" "uwalnianie sie" od "opresji", "strachu" itp. Cel jest jasny - uniemozliwic czlowiekowi odwolanie sie do jakielkowiek spojnej tradycji (kazda oczywiscie "zniewala"), zostawiajac mu w glowie pustke. Po takim "wyzwoleniu", czlowiek jest juz "przekulturowiony" - zerwal ze stara kultura i jest gotow na wypelnienie pustki w glowie nowymi tresciami. Trzeba jedynie zadbac o to, by nowe tresci byly odpowiednie i o to, by czlowiek wierzyl, ze to jego "wlasna sciezka" (o to zaskakujaco jest latwo). Drugi przyklad to "demokracja". Pod tym pojeciem "postep" przemyca idee, ze demokracja jest wtedy, gdy rzadza nasi. I tak sie powoli dzieje - partie, ktore nie sa prawomyslne sa "faszystowskie", "zamordystyczne", "zagrazaja demokracji" itp. "Demokracja" jest wtedy, gdy kazda partia daje gwarancje bycia "przekulturowiona", wtedy dumny wyborca ma wybor taki, jak Fordow koloru czarnego. Wszystko podane jest w sosie "relatywizmu" vel "pluralizmu", co oznacza uznanie, ze wszystko jest sobie rowne. Oczywiscie z wyjatkiem "wartosci humanistycznych". Mozna powiedziec, ze "relatywizm" jest dla plebsu, ktoremu trzeba odebrac mozliwosc oceny czegokolwiek; rozmaici guru (vel "autorytety moralne" vel "ludzie rozumni") oczywiscie wiedza co jest "podle". "Relatywizm" opierajac sie na trywialnym spostrzezeniu, ze ludzie maja rozne poglady, twierdzi, ze wynika z tego, ze tzw. "prawda absolutna" nie istnieje. Przeslanie dla plebsu z tego wynika nastepujace: "nie wolno ci nic mniemac, a ci co cos mniemaja sa pelni strachu, zniewoleni, grozni jako faszysci - zwalczaj ich" itp. Przeslanie dla guru jest inne: "wolno ci mniemac wszystko; mniemaj sobie cokolwiek uznasz za warte mniemania w danej chwili". Guru oczywiscie maja za zadanie przekazywanie swoich mnieman plebsowi w ten sposob, by plebs uwazal te mniemania za brak mniemania. I nieszczesny plebs to kupuje wierzac, ze sie "wyzwala". Tymczasem kultura (ktora nieuchronie jest zrodlem mnieman pochodzacych z zewnatrz czyli "zniewalajacych") jest wypracowana przez stulecia baza, na ktorej wszyscy stoimy. Nawolywanie do "znajdowania wlasnej sciezki" przez odrzucenie idei "z zewnatrz" sa pozbawione sensu - wszystko juz bylo, nihil novi sub sole, jedyne co czlowiek moze zrobic, to "wybrac pana". Jak to ujal znow Gomez Davila prawdziwa wolnosc polega na mozliwosci wyboru sobie pana; kto mniema, ze nie ma nad nim pana, moze byc pewien, ze bedzie nim rzadzil pan najbardziej nikczemny. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
brunschwick Oczywiście, że mają prawo wierzyć, w to w co chcą. 14.05.07, 14:31 Po prostu, to twierdzenie mnie zaskoczyło i chciałbym wiedzieć o jakiej to wspólnocie mówi autorka. > koncepcji. Uważam, że jest ona absurdalna, bo obciąża potomków winami przodków, > co nawet wg ludzkiej sprawiedliwości jest niesprawiedliwe (przy okazji > znaczyłoby to, że ludzka sprawiedliwość jest LEPSZA od boskiej, być może tak > jest). Nie. Oznaczałoby to, że ludzka sprawiedliwość jest gorsza. To Bóg wyznacza normy a jeśli ludzkie wyobrażenia się z nimi nie zgadzają to znaczy, że są błędne i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
critto Re: Oczywiście, że mają prawo wierzyć, w to w co 14.05.07, 14:49 > Nie. Oznaczałoby to, że ludzka sprawiedliwość jest gorsza. To Bóg wyznacza norm > y > a jeśli ludzkie wyobrażenia się z nimi nie zgadzają to znaczy, że są błędne i t > yle. masz prawo tak uwazac. Jezeli wierzysz w nieomylnosc i wszechmoc Boga, to taki bedzie Twoj wniosek. Twoje prawo, ja uwazam inaczej. Odpowiedz Link Zgłoś
ipswich1 Oj dziennikarze, niedouczeni... 14.05.07, 11:36 nie Martin Baader a Andreas, Andreas Baader!!! Martin, to był przewodniczący Związku Przedsiębiorców Niemieckich, krwiopijca i sługus systemu: Hans Martin Schleyer zlikwidowany przez RAF w 1978 (?) nie pamiętam już dokadnie. Wielka trójka niemieckich anarchistów zamordowana w więzieniu Stammhein w Stuttgarcie: Andreas Baader Ulrike Meinhoff Gundrun Ensslin Cześć ich pamięci!!! Odpowiedz Link Zgłoś
naturelovers Re: Oj dziennikarze, niedouczeni... 14.05.07, 12:18 Pamietac nalezy bezwzglednie! Ale oddawac czesc??? Czcijmy promotorow pokoju i pojednania, a nie mordercow. Odpowiedz Link Zgłoś
fan.club Między nami fachowcami: 14.05.07, 12:11 Baader miał na imię Andreas ,a nie Martin. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Mózg terrorystki 14.05.07, 13:31 "Chcemy wierzyć, że zło bierze się z ciemnoty. Dlatego boli, jeśli zaczynają nas mordować ci, którzy mieli nas kształtować" Szukanie odpowiedzi na pytania, na ktore jest jedna odpowiedz: oszustwo tzw. elit vel. inteligencji ("tych, ktorzy mieli nas ksztaltowac"). Wiara w to, ze "zlo bierze sie z ciemnoty" - oszustwo. Zauwazcie, ze bardzo silnie obecne we "wrazliwosci wspolczesnej" i w moralizatorstwie tzw. 'liberalow' a la GW. Bol, ze "zaczynają nas mordować ci, którzy mieli nas kształtować" - bol oszukanego. Ten, kogo boli niech pluje sobie w brode, ze dal sie przekonac, ze to wlasnie ci "maja nas ksztaltowac". Mielenie tematu - jak to sie stalo, ze "elity nas morduja" jest jalowe, bo nie odpowiada na zasadnicze pytanie. Ktore jest nastepujace - skad sie wziely takie elity i czemu zawdzieczaja swoj sukces? Jesli sie mysli, ze to byli ci, "którzy mieli nas kształtować", trzeba sie najpierw zastanawiac nad wlasnym mozgiem, a nie nad "mozgiem terrorysty". Dla mnie ten dramat jest nieistotny, bo istnieje tylko wsrod tych, co uwierzyli "elitom". Problemem jest jak chronic nastepnych by nie uwierzyli i jak pozbawic falszywych prorokow samozwanczego nimbu "tych, co maja nas prowadzic". A falszywych prorokow (czesto z recyklingu) dalej nie brakuje. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
critto Re: Mózg terrorystki 14.05.07, 14:48 > Wiara w to, ze "zlo bierze sie z ciemnoty" - oszustwo. Zauwazcie, ze bardzo > silnie obecne we "wrazliwosci wspolczesnej" i w moralizatorstwie > tzw. 'liberalow' a la GW. Przyczyn zla ideologicznego doszukiwalbym sie w przekonaniu o nieomylnosci. Idea ta Odpowiedz Link Zgłoś