Dodaj do ulubionych

kocham geja

01.03.08, 22:04
P. jest moim przyjacielem od początku studiów, właściwie już w pierwszych
tygodniach poczuliśmy, że łączy nas coś więcej. Pierwszy rok to było
docieranie się, zwierzenia, powoli poznawaliśmy siebie nawzajem... Drugi rok
to okres naszej bliskości. Czułam, że powoli się zakochuję, ostrożnie,
nieufnie, bojąc się zranienia i odtrącenia. W połowie roku P. zabił mnie
wyznaniem, że jest gejem. Kilka tygodni wcześniej poznał chłopaka, który
studiuje z jego współlokatorem i zauroczył się. Nie potrafiłam ani krzyczeć,
ani płakać, do dziś dziękuję sobie, że jednak nie odważyłam się na wyznanie mu
swoich uczuć.
Ale nie to jest najgorsze, przez to, że się tak do siebie zbliżyliśmy i ja i
on nie potrafimy żyć bez siebie, całe dnie spędzamy razem, śpimy ze sobą jak
brat i siostra. On sobie nie zdaje sprawy z tego, że ja już ponad rok tak
cierpię i łudzę się, że jednak nie jest gejem, że to chęć eksperymentowania
(kiedyś miał dziewczyny). Odczuwam fizyczny ból, kiedy go nie ma obok mnie,
powstrzymuje łzy, kiedy mówi o swoich chłopaku. Nie potrafię przerwać błędnego
koła, nie potrafię przestać go kochać, nie potrafię przestać sie przyjaźnić...
Obserwuj wątek
    • justyn.augustyn Re: kocham geja 02.03.08, 21:14
      No, nie wiem czy bracia sypiają z siostrami ;)
      Moim zdaniem to totalnie bez sensu brnąć w to jeszcze dalej.
      • heather6 Re: kocham geja 05.04.08, 21:01
        tak, to jest zupelnie bez sensu brnac w to dalej, ale jest strasznie
        trudno taki zwiazek zakonczyc, wiem to z wlasnego doswiadczenia. tez
        kocham geja i nikomu nie zycze tak nieszczesliwej milosci,
    • ablondi32 Re: kocham geja 03.03.09, 22:11
      wiesz, doskonale Cię rozumiem. Jestem w praktycznie identycznej
      sytuacji. Znamy się od 11 lat. Całe liceum, studia byliśmy sobie
      najbliższymi przyjaciółmi. Zawsze razem, zawsze mogliśmy na siebie
      liczyć. Wszyscy traktowali nas jako parę. Zarówno jego, jak i moja
      rodzina marzyła, abyśmy któregoś dnia oficjalnie zaczęli ze sobą być.
      JA W JEGO RODZINIE TRAKTOWANA BYŁAM JAK CÓRKA. I nawet później, już
      po studiach, gdy nasze drogi się rozeszły, ja wyjechałam do stolicy,
      on do Londynu. Widywaliśmy się znacznie rzadziej, jednak nie
      potrafiliśmy żyć bez telefonów i maili. Choć wiedziałam o pobożnych
      życzeniach naszych bliskich, zawsze traktowałam go jako przyjaciela,
      najbliższego i najlepszego, ale jak przyjaciela, nie faceta dla
      siebie. Ale w pewnym momencie koleżanki zaczęły pytać dlaczego nie
      jesteśmy razem. Dlaczego nigdy nie spróbowaliśmy przekroczyć tej
      granicy. Nie rozumiały moich tłumaczeń, że jeśli przekroczymy pewne
      bariery, nie będzie już odwrotu i powrotu do tej pięknej przyjaźni.
      Opierałam się długo, aż w końcu postanowiłam zaryzykować. Spojrzałam
      na niego, jak na faceta i zrozumiałam, że to nie tylko przyjaźń, że
      czuję do niego coś znacznie mocniejszego. Utwierdziłam się a tym
      przekonaniu gdy tuż przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia
      odebrałam go z lotniska i spędziliśmy w podróży kilka godzin. I
      następnego dnia, gdy siedzieliśmy w knajpce i patrzyłam na niego
      rozmarzonym wzrokiem, zastanawiając się jak dać mu do zrozumienia,
      ile dla mnie znaczy. I nagle usłyszałam "jestem gejem". Świat usunął
      mi się spod nóg,łzy cisnęły się do oczu, łamał głos. A z drugiej
      strony wewnętrzne ciśnienie, że jako przyjaciółka muszę zaakceptować
      fakt, że jest z facetem, że są razem szczęśliwi, że nigdy nie wróci
      do Polski, że zamierza ułożyć sobie z nim życie. I że tak bardzo
      obawiał mi się powiedzieć prawdę, I że zrozumie, jeżeli zrezygnuję z
      przyjazdu do niego, a w zasadzie do nich, choć planowałam to dużo
      wcześniej. W tym momencie życie straciło dla mnie sens, miliony razy
      pytałam dlaczego. Czym zasłużyłam na to, aby najbliższy mi facet nie
      mógł być ze mną? Pojechałam, nie widziałam innego wyjścia. Nie
      chciałam go zawieść, pojechałam w imię przyjaźni,,,Spędziłam cudowny
      tydzień z nim jako opiekuńczym gospodarzem u boku, a jednocześnie
      szczęśliwym partnerem swojego faceta. Wróciłam, myślałam że pogodzona
      z sytuacją, że zaakceptowałam jego wybór. Byłam ;prawie pewna. Aż do
      kilku dni wstecz, kiedy znów się widzieliśmy. Było cudownie,
      spędziliśmy naprawdę fantastycznych kilka godzin razem. Aż do chwili
      gdy powiedział, że zamierzają się pobrać ze swoim partnerem, I Że nie
      wyobraża sobie aby w tak ważnym dla niego dniu nie było mnie przy
      nim. A ja sobie nie wyobrażam tam być, choć wiem że przyjaźń tego ode
      mnie wymaga. Ale nie potrafię. Chyba nie umiałabym cieszyć się jego
      szczęściem tak jak to czyni przyjaciel. I nie ukrywałam tego,.
      Powiedziałam, może nie wprost, ale w jasny sposób ile dla mnie
      znaczy. I usłyszałam jaką jestem wspaniałą osobą, że gdyby nie fakt,
      że jest gejem bez wątpienia bylibyśmy razem. I jeszcze sylwestrowy
      sms "kocham cię i zawsze będę, no matter what". Nie potrafię tak żyć,
      jego brak sprawia mi ból i jego obecność też....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka