antonina102 29.09.08, 23:35 Pewien filozof pisał o takich przypadkach: "Rozwiązaniem wszystkich problemów kobiety jest dziecko" ... w tym wypadku także mężczyzna który na to pracuje Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
dzieuchy Biedne nieprzystosowane dziecko 30.09.08, 14:09 "Piękny umysł" :-) Prawie 40-latka z (nie)dojrzałością nastolatki. "Ja tych codziennych 'muszę' mam dużo. Muszę odwieźć Gonię do szkoły, muszę ją odebrać, muszę zrobić zaopatrzenie. Mąż? On zarabia pieniądze. Nie przeszkadza mi, że mam swoje odpowiedzialności, że zajmuję się dziećmi, że ja robię zakupy." Coś koszmarnego,doprawdy.Dziewczynka Natalia chyba nie miała okazji zderzyć się z prawdziwym życiem.No tak, przecież: "samoloty były wtedy bardzo tanie".I te wszystkie "odpowiedzialności" pewnie niezłą bryką ze złotą karta mężusia w torebce za 2 tysiące ? Dramat. Jak tu żyć ??? Uderzający jest również brak znajomości kobiecej fizjologii.Żadna z trzech ciąż naszej dziewczynki nie była zaplanowana.A jak wynika z treści jest w miarę wykształcona,"światowa" wręcz. Może za dużo tego "Absoluta" było... :-) Odpowiedz Link Zgłoś
kitjensen Re: Biedne nieprzystosowane dziecko 30.09.08, 16:41 jestem rocznik 1970 , wspanialy rocznik ,wchodzilismy w doroslosc jak skonczyla sie komuna , wspaniale lata 80te ,kto jeszcze jest z 1970? Odpowiedz Link Zgłoś
bruna6 Re: Biedne nieprzystosowane dziecko 30.09.08, 21:44 Ja tez jestem, zyciorys pewnie troche podobny. Moze mniej mialam oparcia w rodzicach, moze ciaze po 30 zaplanowalam i w pelni wykorzystalam urlopy macierzynski i wychowawczy. Lata 80 oceniam jako czarne, lata 90 szalone, pierwsze lata nowej ery jako ...internetowe. Odpowiedz Link Zgłoś
joanna182-0 Re: Biedne nieprzystosowane dziecko 02.10.08, 14:00 pamiętam jak mama mi opowiada jak w latach 70-tych ze znajomymi jeździła, a to do Jugosławii, Chorwacji, Włoch, jeszcze Czecho- Słowacji, a w latach 80-tych bawiła mnie i brata. Zawsze dodaje, że nie chciałby żebyśmy się wychowaywali w tych latach co ona. Pozdrawiam!!! Odpowiedz Link Zgłoś
an_ni Natalia, rocznik 1970 30.09.08, 19:23 nie wiem doprawdy po co WO zamieszcza taki tekst jej zycie nie jest ciekawe ani tez zmiana sposobu na zycie nie specjalnie madra (bo wyjscie za maz za bogatego i pracujacego meza to nie jest wg mnie sposob na zycie) nie wiem po co tak sie rozpisywac nad emocjonalna mialkoscia tej pani i jej decyzji cos mi to smierdzi naginana polityka prorodzinna, co mnie niezmiernie rozczarowuje Odpowiedz Link Zgłoś
alpepe Re: Natalia, rocznik 1970 01.10.08, 10:23 a mnie to jeszcze śmierdzi brakiem pomysłu na artykuł Odpowiedz Link Zgłoś
joanna182-0 Re: Natalia, rocznik 1970 02.10.08, 14:02 No wiesz mój narzeczony mówi, ze to on powinien zarabiać na rodzine bym ja w przyszłości nie musiała pracować, na to mu odpowiadam, że nie po to 5 lat studiowała by siedziec w domu, a kasa na własne wydatki mi się przyda :)) Odpowiedz Link Zgłoś
harim Re: Natalia, rocznik 1970 01.10.08, 20:28 życiorys ani ciekawy, ani tym bardziej godny naśladowania. banalna historia z cyklu "jak sobie popsuć życie nieprzemyślanymi decyzjami" w sumie, to tak kończą wszystkie kobiety, które porządnego faceta nie znajdą w miarę szybko. oczywiście faceci, którzy porządnej kobiety nie znajdą, kończą jeszcze gorzej. popapranych życiorysów naprawde można uniknąć. oczywiście nie wszystkich. wojna, choroba, wypadek. ale normalnego partnera naprawde tak trudno znalesc? wierzyc mi sie nie chce. no ale, jak sie mysli nie mózgiem, tylko mamusią albo instynktem, to tak się to zwykle kończy. wyrazy wspolczucia. Odpowiedz Link Zgłoś
aqua1980 Re: Natalia, rocznik 1970 01.10.08, 21:09 Posiadanie "normalnego partnera" wcale jeszcze nie gwarantuje rozsądnego życia, które można również wieść samemu. Odpowiedz Link Zgłoś
hyakinthos Re: Natalia, rocznik 1970 02.10.08, 07:47 Za to nieplanowane zachodzenie w ciaze, raczej rozsadnego zycia nie ulatwia. Trzy nieplanowane ciaze to sporo. Odpowiedz Link Zgłoś
aska03 Natalia, rocznik 1970 02.10.08, 11:40 A MNIE ARTYKUŁ SIĘ PODOBAŁ. Oczywiście można się czepiać niektórych szczegółów ale... Miał dać do myślenia, a nie oświecać czytelników. Czytając można sobie zrobić rachunek sumienia, porównać się, wysnuć wnioski dla siebie itd itp. A zakręty życia bohaterki opisane są w bardzo normalny sposób... I największy plus (o ile historia jest prawdziwa): opowieść daje nadzieję, że nawet po wielu niepowodzeniach,rozwodzie, po 30-tce, z dzieckiem itp - można sobie ułożyć życie i być szczęśliwą !!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
alinka_li Re: Natalia, rocznik 1970 02.10.08, 12:17 Nie sądzę, by była szczęśliwa. A artykuł o niczym. Odpowiedz Link Zgłoś
internistka Re: Natalia, rocznik 1970 02.10.08, 18:44 Artykuł jest o życiu. Myślę, że wiele jest kobiet podobnych do Natalii- aktywnych między 20-30 rokiem życia, z pogmatwanymi relacjami damsko-męskimi, z przełomem zawodowym i nagłą zmianą trybu życia. Myślę, że jej historia jest bardzo znamienna dla naszych czasów. Odpowiedz Link Zgłoś
ciekawska-pl Natalia, rocznik 1970 05.10.08, 23:28 mam wrażenie, że to prawdziwa historia... a jeśli tak jest, to współczuję bohaterce, że tak się urządziła... :/ a tak na marginesie, CZY TO CZASEM NIE JEST KRYPTOREKLAMA MARKI ABSOLUT??? generalnie nie rozumiem, co było celem powstania tego artykułu??? ps. wzmianki o miłości do dzieci, bądź męża, chyba nie było... natomiast artykuł wręcz ocieka opisami uwielbienia dla wódki, drinków i wygodnego życia... :////// Odpowiedz Link Zgłoś
butters77 Dygresja reklamowa;) 07.10.08, 16:40 Hmm, interesujące... Z jednej strony trudno uwierzyć, żeby ktoś zdecydował się promować markę za pośrednictwem artykułu o kobiecie, która spala się dla takiej firmy. Z drugiej - mam świadomość, jak kosztowne jest umieszczenie nazwy firmy w JAKIMKOLWIEK tekście czy obrazie - więc bezinteresowność, nawet w negatywnym kontekście, wydaje się mało prawdopodobna;) W końcu "nieważne, jak mówią - byle mówili";) Odpowiedz Link Zgłoś
pradniczanka.w.hucie Natalia, rocznik 1970 07.10.08, 20:12 A co tak strasznie zawaliła? Ma dwoje zdrowych dzieci, dobre relacje z mamą i tatą, dom, męża, który ją kocha, pełną lodówkę. W razie czego jakąś pracę zawsze znajdzie dzięki doświadczeniu. Dużo przeżyła, widziała. To pewnie ja z moim narzeczonym, który w czwartek stracił pracę, pieskiem, garsonierą, rowerami, hobby i pracą tłumacza freelancera z niezapłaconym ZUSem powinnam się już Twoim zdaniem dawno powiesić? Że niby mam takie spaprane życie? Tylko, że ja jestem szczęśliwa i wieszać nie mam się ochoty, mimo, że też brakuje mi tego i owego w życiu. Jak bohaterce artykułu i jak sądzę, każdemu. Odpowiedz Link Zgłoś