Dodaj do ulubionych

Niebezpieczne związki

13.10.08, 16:01
w imieniu facetow protestuje! :)

Co to za tendencyjne wywody? Dlaczego niby przystojny instruktor to
gorszy kandydat na dlugoletni zwiazek niz, dajmy na to, ksiegowy w
okularach?

Obserwuj wątek
    • kokainistka Re: Niebezpieczne związki 13.10.08, 16:54
      nie przejmuj sie, to takie tam pitu-pitu z pretensjami do psychologii.
      typowe dla tej pani, o, prosze: wyborcza.pl/1,76842,5214721,Rzady_niedojrzalych_kobiet.html to
      tak naprawde to wszystko wina kobiet! ;) sama powinna wybrac sie
      porozmawiac o swojej mizoginii z fachowcem...
      • a_weasley Leszczomanki są na świecie 18.11.08, 13:56
        W bliskim otoczeniu mam dwie takie dziewczyny.
        nawiasem mówiąc obie DDA. Jak czytałem ten fragment o wybierającej najgorszego,
        tom się zastanawiał, o której z nich p. ZMW opowiada.
        Magda - ojciec alkoholik, kiedyś przez niego w szpitalu wylądowała, pakuje się w
        kolejne związki, a to ze ślepakiem emocjonalnym (którego nawiasem mówiąc
        następna dziewczyna, a obecnie jego żona, z normalnego domu, całkiem nieźle
        wyprostowała), a to z ćpywającym niedojrzalcem, a to z rozwiedzionym dziwkarzem.
        Gośka bogata z domu, ojciec pracoholik i zimny ryb, matka przy mężu popijająca,
        latami trwała w chorym związku z narcyzem (mogła w facetach przebierać jak w
        ulęgałkach, ale trzymała się tamtego pazurami, bo nie chciała zostać sama),
        potem jeden, drugi beznadziejny romans, potem nieudane małżeństwo z aspergerowcem.
    • gondra Re: Niebezpieczne związki 13.10.08, 19:22
      A ja widzę w artykule kilka celnych spostrzeżeń. Tylko nie rozumiem dlaczego ta
      pani nie może przyjąć do wiadomości, iż zdarzają sie związki w których ani
      jedna, ani druga strona nie chce ślubu? Tylko ZAWSZE jedna nie chce a druga w
      bólach sie dostosowuje i cierpi.:)))
      • farafina Re: Niebezpieczne związki 13.10.08, 21:12
        tez sie dziwie, co ta pani opowiada o cierpieniach z
        braku slubu, i ze jak nie ma znaczenia, to i tak robi
        sie jak wszyscy, nazwisko (meza przede wszystkim), etc.
        a nam obojgu przeszkadza nierownosc wobec naszych
        przyjaciol homoseksualistow, to, ze oni nie moga
        korzystac z pewnych praw i cala ta patriarchalna
        atmosfera wokol tego wydarzenia, lacznie z noszeniem
        nazwiska po rodzinie meza; my oboje nie cierpimy, a za
        stadne zachowania dziekujemy:)
        • zmieszaniec Re: Niebezpieczne związki 14.10.08, 23:53
          Bo ta pani jest jakas dziwna, nie pierwszy raz mam takie ambiwalente
          uczucia czytajac jej wynurzenia - z jednej strony wiele ciekawych
          spostrzezen (ktore niekoniecznie traktuje/nalezy traktowac jako
          uniwersalne prawdy), a z drugiej ow protekcjonalny ton - bo ja
          jednak wiem ze to naprawde chodzi o to i o to i jesli ktos uwaza
          inaczej to sie oszukuje - taki szantazyk w stylu katolickim, zeby
          wzbudzic poczucie winy i wzbudzic/wzmocnic niepokoj osob dla ktorych
          nie jest to bynajmniej takie oczywiste. Moze teraz tego nie
          rozumieja, ale kiedys beda mi wdzieczni, zobacza, ze naprawde na
          dobre im wyjdzie podporzadkowanie sie pewnym wzorcom spolecznym.
          Swietnie ilustruje to ten kawalek:

          "Jak ktoś tak mówi, to dla niego ten papierek znaczy bardzo dużo. On
          go nienawidzi. Jeśli dla kogoś papierek rzeczywiście nic nie znaczy,
          to on właśnie ślub weźmie, bo nie ma z tym problemu. Bo większość
          ludzi jednak tak robi, bo dzieci, wspólne nazwisko, dziedziczenie,
          spragniona uroczystości rodzina. To dlaczego tego nie zrobić?"

          A niby dlaczego nie mozna probowac dopasowac formy zwiazku do
          naszych (wspolnych) don oczekiwan, byle bysmy byli jak najbardziej
          szczerzy wobec siebie. Moze to oznaczac, ze para ktora najpierw sie
          wzbraniala przed slubem, jednak go wezmie, ale rezgynujac na
          przyklad z rubasznego weseliska, ale moze tez oznaczac cos calkiem
          innego. Dlaczego mam probowac czegos tylko dlatego, ze inni tak
          robia? Zawsze mi sie wydawalo ze w pierwszym rzedzie warto
          koncentrowac na rzeczach na ktorych nam (jako osobie indywidualnej,
          czy jako parze) najbardziej zalezy, zamiast robic cos na odczepne i
          na pol gwizdka? No chyba ze pol gwizdka to maksymalne zaangazowanie
          na jakie nas stac...
          • kazek100 Re: Niebezpieczne związki 17.10.08, 15:38
            > "Jak ktoś tak mówi, to dla niego ten papierek znaczy bardzo dużo.
            On
            > go nienawidzi. Jeśli dla kogoś papierek rzeczywiście nic nie
            znaczy,
            > to on właśnie ślub weźmie, bo nie ma z tym problemu

            masz rację, to taka typowa katolicka brednia, żenujący sofizmat.
            czesto to słyszę - "jak jesteś niewierzący, to znaczy, że jesteś
            wierzący, tylko o tym nie wiesz". W ten sposób można udowodnić
            wszystko.

            Szkoda, bo w sumie w tekscie jest tez kilka ciekawych fragmentów.
            • pedro-ss Re: Niebezpieczne związki 17.10.08, 18:11
              ciekawi mnie ile kobiet na 1000 z wyzszym wyksztalnaceniem, nie chce slubu ale jest jej to obojetne. Bo jak by nie bylo to mi sie jednak troche grono zaweza. Nie rozumiem dlaczego jak ktos nie chce slubu, nie moze zyc z dana osoba cale zycie??

              • aro7 Wysoki Sądzie, ten cham ogląda przy mnie Klan !!! 17.10.08, 18:20
                proszę o rozwód z orzeczeniem winy !!"Jedna odejdzie, gdy on zacznie w jej
                towarzystwie oglądać telewizję,..."
                • zdzichudyrma psychologia to nauka o gów..e 18.10.08, 13:07
                  co z tego ze psycholog "potrafi" wytłumaczyc dlaczego dziewczyna,czy chłopak
                  szuka takiego partnera a nie innego? czy ma sie z tego leczyc? pisanie takich
                  wywodów publicznie i ogólnikowo, spłyca tylko czyjes zycie kto to czyta i sie
                  sugeruje.
                  w psychologi wszystko czyms sie tłumaczy i ma swój powód. ok
                  ale w 99% przypadków lepiej sie o tym nie dowiadywac, poniewaz zamazuje to nam
                  obraz człowieka jako indywidualnej, myslacej, swiadomie dokonujacej wyborów
                  istoty ,która potrafi odczówac,nie dlatego ze matka biła, a ojciec jezdził na
                  ryby ,tylko dlatego ze
                  nasze uczucia sa jedyna rzeczą na tym swiecie, która mamy prywatnie dla siebie i
                  nikt nie ma prawa tego niszczyc i nie zniszczy.
                  • zdzichudyrma Re: psychologia to nauka o gów..e 18.10.08, 13:18
                    mowienie komus "jestes gorszy od tego "normalnego" bo ojca nie było w domu a
                    matka była surowa i dlatego nie masz szans na normalny zwiazek, i kochasz kogos
                    z powodu ojca czy matki,twoja miłosc jest gorsza i nieprawdziwa" jest chore. i
                    ktos tu sie powinien leczyc
                    wychodzi na to ze tylko człowiek wychowany jak robot w super idealnej rodzinie
                    dokonuje "normalnych" wyborów, ale ta jego normalnosc tez jest nienormalna czyz nie.
                    takze nikt nie jest normalny, miłosc to złuda, musimy wszyscy popełnic zbiorowe
                    samobójstwo,albo pacnac kogos mocno w główke to sie moze ocknie
                    • beatka31x Re: psychologia to nauka o gów..e 02.11.08, 14:14
                      Popieram. Zamiast do psychologa lepiej pójść do starszego kumpla ,
                      który ma chociaż jakieś doświadczenie. Albo wypłakać się życzliwej
                      przyjaciółce. Ksiądz lub inny duchowny to też dobra opcja.
                      Psycholodzy uczą się wiedzy niepotrzebnej, motają się w
                      nieudowodnionych teoriach, unoszą się nad ziemią i najczęsciej
                      głównym motywem ich życia jest asertywnoć.
                      • sul_ziemi Psychorostropki rules. 12.11.08, 21:03
                        Pani Zofia Milska-Wrzosińska jest naukowcem i praktykiem z dużą
                        wiedzą i praktyką. W trakcie swojej już "dziestoletniej"
                        kariery "przewaliła" tysiące takich domorosłych psychorostropków
                        bzdeciarzy, co się powyżej zaprodukowali. Oczywiste jest, że w takim
                        wywiadzie dotyka się spraw znajdujących się w głównym nurcie i
                        często wprowadza się uogólnienia. Wiadomo, że na forach ględzą
                        głównie tacy, co mają w danym temacie jakiś problem i z reguły z
                        prawdziwą wiedzą są na bakier. Jak macie problemy to skorzystajcie z
                        jej usług, ale wątpie czy się Wam uda, ze względu na dużą ilość
                        oczekujących.
                        • teraz_juz_spokojniej Re: Psychorostropki rules. 16.11.08, 18:30
                          sul_ziemi napisał:

                          > prawdziwą wiedzą są na bakier. Jak macie problemy to skorzystajcie z
                          > jej usług, ale wątpie czy się Wam uda, ze względu na dużą ilość
                          > oczekujących.

                          Współczuje tym oczekującym. Znam ja już takie sławy naukowe.
                        • dosia2308 Re: Psychorostropki rules. 27.08.09, 20:31
                          Na marginesie...ciekawa jestem jak Pani Zofia poradziła sobie z własną córką?
                          Znałam ją jak byłyśmy nastoletnie i niezły był z niej pokręcony dzieciak.
                          Wiecie, taka rozczochrana dziewczyna, wyrzucona z kolejnej szkoły, z kiepem w
                          zębach.... Nie sprawiała wrażenia poukładanej a na pewno nie sprawiała wrażenia
                          szczęśliwej.
          • andrzejto1 Re: Niebezpieczne związki 10.11.08, 09:29
            zmieszaniec napisała:

            > Bo ta pani jest jakas dziwna, nie pierwszy raz mam takie
            ambiwalente
            > uczucia czytajac jej wynurzenia - z jednej strony wiele ciekawych
            > spostrzezen (ktore niekoniecznie traktuje/nalezy traktowac jako
            > uniwersalne prawdy), a z drugiej ow protekcjonalny ton - bo ja
            > jednak wiem ze to naprawde chodzi o to i o to i jesli ktos uwaza
            > inaczej to sie oszukuje - taki szantazyk w stylu katolickim, zeby
            > wzbudzic poczucie winy i wzbudzic/wzmocnic niepokoj osob dla
            ktorych
            > nie jest to bynajmniej takie oczywiste.

            Wiesz sznatażu emocjonalnego nie przypisuj tylko katolicyzmowi. Jak
            się nim posługuje lewica doskonale pokazała sprawa Mola. Laski szły
            z nim do łóżka bez zabezpieczeń w obawie, że zostaną oskarżone o
            rasizm. Ciekawe co byś zrobiła, gdyby Tobie ktoś zaczął walić teksty
            o tym że jego sperma jest święta...
            • zmieszaniec Re: Niebezpieczne związki 21.03.09, 13:12
              Chyba nie pozostałoby mi nic innego jak go wyśmiać i zwinąć się czym prędzej.
              Nie przypisuję szantażu emocjonalnego wyłącznie katolikom - skojarzyło mi się to po prostu z pewnym typem szantażu (do tego odnosi się określenie "w stylu"), który jest w moim odczuciu dla katolicyzmu dość charakterystyczny - wiedzenia co dla Ciebie najlepsze (poczekajmy, zobaczymy co powiesz na łożu śmierci...). Szantaż odnoszący się do rasizmu to dla mnie przede wszystkim próba wmówienia ludziom, że łamią pewne zasady, które zobowiązali się przestrzegać (nawet jeśli o tym hmm nie wiedzą).
      • andrzejto1 Re: Niebezpieczne związki 10.11.08, 09:24
        gondra napisała:

        > A ja widzę w artykule kilka celnych spostrzeżeń. Tylko nie
        rozumiem dlaczego ta
        > pani nie może przyjąć do wiadomości, iż zdarzają sie związki w
        których ani
        > jedna, ani druga strona nie chce ślubu? Tylko ZAWSZE jedna nie
        chce a druga w
        > bólach sie dostosowuje i cierpi.:)))


        Dwie sprawy: Karma jako pierwsza a obciążenie ewolucyjne jako druga.
        Pierwszej tłumaczyl nie będę, a druga: Po prostu w czasach
        jaskiniowców miły i sympatyczny facet nie był w stanie zapewnić
        kobiecie i ich dzieciom bezpieczeństwa i pożywienia. Więc szukały
        sprawnych myśliwych i wojowników... I tak co niektórym zostało. Cały
        proces podobania się lub nie zachodzi poza kontrolą świadomego
        umysłu.
        Poza tym jesteśmy na tym świecie, by przeżywać emocje...
    • amambilis Niebezpieczne związki 13.10.08, 21:45
      Po 100 dniach od ślubu niczego jeszcze nie da się podsumować.
      I niepotrzebne jest to demonizowanie relacji z rodzicami: jak miała
      nieobecnego ojca to wybierze sobie żonatego mężczyznę - to nie jest reguła,
      wbrew temu, co się ciągle powtarza.
      amabilis.blox.pl
      • iluminacja256 To nie sa niebezpieczne związki... 14.10.08, 09:48
        A ja bym chciała, zeby wreszcie ktoś zrobił w "Wysokich Obcasach"
        duży reportaż i do tego podsumowanie psychologa z prawdziwego
        zdarzenia o naprawdę toksycznych i trudnych zwiazkach - mysle, z e
        niejednemu by się to przydało przeczytać . A nie takie pitu-pitu.
        O chorych zwiazkach z księzmi i tym jak to wygląda dla kobiety,
        która "zakochuje się z wzajemnoscią " w księdzu katolickim i jak
        wygląda dalej to jej "zycie w związku". O miłosci do jednego z
        braci, podczas, gdy drugi jest zakochany w tej samej kobiecie i o
        tym, jaka to potrafi być katastrofa dla rodziny latami. Nie wspomnę
        już o chorobliwych miłosciach do własnych profesorów poza wiekeim
        nastoletnim czy rolach zakochanych w psychoterapeutach zon, które
        znoszą frustracje męza i jego problemy psychologiczne latami ( bo
        facet juz nie wyrabia sam z sobą)
        To sa rzeczy toksyczne, a nie jakies pitu- pierdu o Kopciuszku i
        slubie.
        • zdzichudyrma Re: To nie sa niebezpieczne związki... 18.10.08, 13:23
          tobie to,widzę ,ze big brother juz nie wystarcza

          jak Cie temat, który poruszyłas dotyczy to skonsultuj sie prywatnie,a jak nie to
          nie wsciubiaj nochala w czyjes osobiste sprawy
    • verey Niebezpieczne związki 14.10.08, 10:00
      A może by tak o czyms znanym z własnego doswiadczenia jak np zwiazki z młodszymi
      męzczyznami i trzymanie ich na uwiezi emocjonalnej przez lata, mieszanie relacji
      zawodowych i osobistych.
      Wiecej konkretu mniej bełkotu,poprosze...
    • agatkama obrzydliwe... 14.10.08, 14:11
      A czy ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego jest tyle kobiet, które dążą do związku
      z osobą starszą od siebie?! Jak ta kobieta z szefem. Co może pociągać kobietę w
      starym łysiejącym śmierdzącym szefie?! JA TEGO NIE JESTEM W STANIE ZROZUMIEĆ.
      PRZECIEŻ TO OBRZYDLIWE!
      • opolkan Re: obrzydliwe... 14.10.08, 14:36
        agatkama napisała:

        > A czy ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego jest tyle kobiet, które dążą do związku
        > z osobą starszą od siebie?! Jak ta kobieta z szefem. Co może pociągać kobietę w
        > starym łysiejącym śmierdzącym szefie?! JA TEGO NIE JESTEM W STANIE ZROZUMIEĆ.
        > PRZECIEŻ TO OBRZYDLIWE!


        Hehe, dla Ciebie obrzydliwe a ja np lubie starszych mezatych facetow. Nawet
        sobie nie zdajesz sprawy jak taki o ciebie dba. Ile mozesz w nim robic w lozku:)
        Pozdrawiam:)
        • mastelmind Re: obrzydliwe... 15.10.08, 14:14
          Nie chciałabym nikogo urazić, ale chyba się nie uda powiem więc wprost: Niczym
          się nie różnicie od pań do towarzystwa. Zrobiłybyście wszystko dla kariery, a Ci
          starzy faceci tylko was wykorzystują. Każdy dostaje to na co zasłużył.
          • andrzejto1 Re: obrzydliwe... 10.11.08, 09:37
            mastelmind napisał:

            > Nie chciałabym nikogo urazić, ale chyba się nie uda powiem więc
            wprost: Niczym
            > się nie różnicie od pań do towarzystwa. Zrobiłybyście wszystko dla
            kariery, a C
            > i
            > starzy faceci tylko was wykorzystują. Każdy dostaje to na co
            zasłużył.


            Hmm... a co masz jakieś kompleksy wobec starszego faceta?? Wyjął ci
            jakąś laskę?? Wiesz, może był stabilniejszy emocjonalnie, ustawiony
            materialnie i lepszy w łóżku??
            A może lepiej się znał na kobietach...
            • skrzydlate Re: obrzydliwe... 16.11.08, 20:06
              tak, na ogól duzo wiecej wiedza o zyciu i sa madrzejsi, jest z nimi o czym
              pogadac, i rozmowy sa na ogół głebsze
        • butters77 Re: obrzydliwe... 16.10.08, 00:00
          opolkan napisała:
          > Hehe, dla Ciebie obrzydliwe a ja np lubie starszych mezatych facetow.

          Mężatych???:)
      • pani_kapitan Re: obrzydliwe... 16.10.08, 15:09
        wcale nie obrzydliwe, mój szef jest wiele starszy i żonaty. Nie śmierdzi, wręcz przeciwnie, zawsze pachnie dobrą wodą kolońską, zawsze ma idealnie dopasywany garnitur i koszulę doskonale wyprasowaną. Inteligenty, z nieco ironicznym poczuciem humoru. do tego jeszcze "SZEF" jak to brzmi :)a na koniec dobry samochód, gruby portfel i zauroczenie gotowe. Mnie wcale nie dziwią takie romanse biurowe, wręcz przeciwnie wydaje mi się, że łatwiej to wytłumaczyć niż dziką namiętność do obszarpanego młodzieniaszka z siankiem w głowie.
        • wymiatator1 Re: obrzydliwe... 17.10.08, 16:55
          Sianko w głowie to zazwyczaj kobiety mają :P
        • juesej2 Re: obrzydliwe... 04.12.08, 07:37
          A ciekawe, kto mu te jego wspaniale uprasowana koszule wyprasowal?I
          na dodatek ulatwial codzienne funkcjonowanie??? Hmmmmmmmmm......
      • proboszcz_z_tylawy Masz widocznie obrzydliwego szefa i sie czepiasz 17.10.08, 20:12
        Ja pracuję w dużej korporacji na wysokim stanowisku i wcale nie jestem ani
        łysiejący ani śmierdzący bo po prostu dbam o siebie. Mimo, że mam już ponad
        czterdziestkę na karku mało kto daje mi 35 lat (tak na marginesie nie wiem czy
        to, że ktoś jest łysiejący przekreśla go jako atrakcyjną partię dla wartościowej
        osoby - moim zdaniem nie - ale zostawmy to teraz). Mam kochającą żonę i dwoje
        dużych już dzieci ale chętnie angażuję się w romanse z koleżankami z pracy
        względnie ze swojego środowiska biznesowego. To na ogół młode skórki, bardzo
        atrakcyjne, wykształcone, oczytane singielki albo nowe mężatki, które szukają
        jakiegoś oderwania od rzeczywistości i intelektualno-cielesnej przygody. Nie
        widzę w tym co robią nic złego - wszak wszystko jest dla ludzi. Nie każdy szef
        musi być brudny i obdarty i nie każdy musi żądać świadczeń seksualnych za
        otwarcie drzwi do kariery. Ludzie romansują ze sobą od wieków i będą to robić
        niezależnie od tego czy Ci się to podoba czy nie. Czasami wśród nich znajdą się
        też pary będące ze sobą w zależności służbowej. Dopóki jest to niewinna rozrywka
        a nie kupczenie własnym ciałem dla kariery - nie widzę w tym nic złego.

        agatkama napisała:

        > A czy ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego jest tyle kobiet, które dążą do związku
        > z osobą starszą od siebie?! Jak ta kobieta z szefem. Co może pociągać kobietę w
        > starym łysiejącym śmierdzącym szefie?! JA TEGO NIE JESTEM W STANIE ZROZUMIEĆ.
        > PRZECIEŻ TO OBRZYDLIWE!
        • juesej2 Re: Masz widocznie obrzydliwego szefa i sie czepi 04.12.08, 07:43
          Tylko ,ze z tej niby niewinnej rozrywki ,wychodzi przewaznie cos
          calkiem "winnego"........
    • diorissimo Niebezpieczne związki 14.10.08, 14:54
      Agatko

      patrz na mężczyzn nie estetycznie
      ale głownie …. praktycznie …

      mężczyźni to nie dzieła sztuki ….

      arcydzieła nabierają wartości z czasem
      a mężczyźnie wiątczeje wszystko, włącznie z ku…
    • naczor Niebezpieczne związki 14.10.08, 14:55
      NIE JESTEM ANI SPECJALISTĄ ANI KOBIETĄ, ALE WYDAJE MI SIĘ, ŻE CHODZI O WŁADZĘ
      JAKĄ SPRAWUJĄ:) SAM TEŻ NIE SPECJALNIE LUBIĘ STARSZE PANIE
      • naczor Re: Niebezpieczne związki 14.10.08, 15:12
        Władza...phi też mi coś!! Co do starszych mężatych facetów to dalej nie rozumiem
        co Ci Opolkan po kolesiu z zaburzeniami erekcji?!
        • naczor [...] 14.10.08, 15:19
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • juesej2 Re: Niebezpieczne związki 04.12.08, 07:47
        Dlaczego uzywasz wielkich liter?Przeciez tym sposobem krzyczysz!!
        Ponadto,- widac po tym ,co napisales,ze jestes jeszcze
        szczawik.....:)
    • jorgest Niebezpieczne związki 14.10.08, 15:24
      Agatko zapewniam Cię, że nie każdy facet po 40 ma problemy ze wzwodem. Ja mam
      43, chodzę co tydzień na dyskoteki, kobitkom się podobam, a czasami się
      wspomagam maxigrą i mogę więcej niż większość 20 latków. Szkoda, że masz takie
      poglądy. Chętnie się kiedyś spotkam to porozmawiamy i możesz ocenić, czy
      rzeczywiście jestem starym łysiejącym śmierdzącym szefem. Czekam na odpowiedź.
      Pozdrawiam, Jorgest
    • computerro Niebezpieczne związki 15.10.08, 08:43
      Chciałabym dowiedzieć się, co to znaczy "odejść". Czy to znaczy, że
      trzeba zaciągnąć kredyt na swoje oddzielne mieszkanie, na tyle duże
      żeby jeszcze zmieścić do niego dzieci? Przeprowadzić się i wtedy
      odetchnąć z ulgą? No tak, według autorki artykułu jakie to proste
      • zdanka1 Re: Niebezpieczne związki 15.10.08, 08:59
        Jesli miesięcznie zarabiasz 8 tysięcy nie zrozumiesz kogoś kto
        zarabia 3, a w istnienie takich, którzy zarabiaja 1500 - nie
        wierzysz...Tak to niestety działa...
        • margherita_22 Re: Niebezpieczne związki 15.10.08, 15:05
          Nie zgodzę się z opinią większości forumowiczów, że wywiad jest
          głupi. Studiuję psychologę i uczę się na zajęciach o dokładnie
          takich samych mechanizmach, tylko że p. Milska-Wrzosińska opisała to
          na banalnych przykładach typu : "młoda dziewczyna i starszy żonaty
          szef z pracy (w dodatku kasiasty)".
          • drugi.tamtaramta Re: Niebezpieczne związki 16.10.08, 14:44
            pewnie ze nie jest głupi, ale zawsze znajdzie sie ktos kto przyczepi sie do przecinka czy czegokolwiek. Milska-Wrzosinska jak mało kto wali prosto z mostu i odziera rzeczywistosc z romantycznej otoczki. Wielu sie to nie podoba, wiec marudzą. Jednoczesnie pani M-W ma rzadki dar wyciagania samego sedna sprawy i podawania go w czytelny sposób. Psychologia nie musli byc podana w trudny sposób, po to zeby wydawała sie mądrzejsza. Poza tym to nieco śmieszne, jak ludzie pisujący na forach internetowych pozują na znawców wszystkiego. Znają sie na psychologii lepiej niz psycholog z wieloletnim doswiadczeniem. Ubawiło mnie to. :) Pewnie tak samo znają sie na chirurgii i mechanice samochodowej ;) Mam tylko zarzut do sposobu poprowadzenia rozmowy przez redaktorke. Jakos to leci bez ładu i składu, to o tym, to o tamtym. Zwróccie uwage ze w takim artykule nie da sie opisac wszystkich przypadków, wiec artykuł na poczatku mówi o konkretnym przypadku młodych dziewczyn wiazacych sie z facetami, ktorzy nie rokują dobrze. Poza tym w dalszej czesci wywiadu jest wiele naprwde cennych spostrzezen..... niestety całosc sie rozłazi z powodu nieprzygotowania pani redaktor do tej romowy.
            • falka32 Re: Niebezpieczne związki 16.10.08, 16:23
              Mnie w tym tekście zabrakło czegoś głębszego, pani MW się prześlizgnęła po
              temacie. Tzn wszystko co powiedziała, to się zgadza, ale nie jest tak, że każdy
              taki przypadek jest zupełnie inny. U podłoża wchodzenia w toksyczne związki leży
              przede wszystkim głęboki brak akceptacji własnej osoby, nawet, jeżeli mówimy
              pięknej, eleganckiej, pewnej siebie, przebojowej i twardej kobiecie. Różne są
              historie ludzkie, które powodują, że się wybiera taki a nie inny typ toksycznego
              związku (np. zawsze z żonatymi, zawsze z kobieciarzami, zawsze z nałogowcami
              itp), ale to jest tylko różnica formy, a sama pierwotna przyczyna jest zawsze
              taka sama: brak pełnej akceptacji siebie.
            • skogkatt Re: Niebezpieczne związki 17.10.08, 16:15
              Zgadzam się. Bardzo ciekawy wywiad. A jak ktoś nie rozumie lub nie
              chce zrozmieć meriutm (bo np. go dotyczy:)) to czepia się
              szczegółow.
            • klonbelkot ja w zyciu 17.10.08, 19:49
              nie spotkałem pani psycholog albo psychiatra ,jktórej by nie
              brakowało piątej klepki i by miała normalnie ułożone życie
              prywatne... te paranauki robią widocznie kobietom wodę z mózgu..Na
              dodatek materiał zakłada coś takiego jak "związek" jako stan
              oczywisty,naturalny i bezwględnie konieczny..a najlepiej w formie
              ślubnej.. a to kulturowowsiowokołtuńskokatolicka bzdura..
              • baba67 Re: ja w zyciu 10.11.08, 13:12
                Moge Ci taka przedstawic-lat 46, szczesliwa mezatka, przemile dziecko. Rozmowa z
                nia to prawdziwa przyjemnosc.Szkoda ze masz tak malo znajomych...
            • zdzichudyrma Re: Niebezpieczne związki 18.10.08, 13:35
              no ale jaki jest tego sens?

              ze kazdy człowiek jest uwikłany w zaszłosci z dziecinstwa i podaza torem na
              jakim sie wychował?
              i co z tego
              tania sensacyjka i tyle ,a zycie toczy sie jak toczyło sie wczesniej
              • baba67 Re: Niebezpieczne związki 10.11.08, 13:14
                Jest uwiklany we wzory rodzinne-niekiedy uczy sie na bledach rodzicow, niekiedy
                je powiela.Zawsze to co widzial w rodzinie ma na niego wplyw.
          • beatka31x ...a czego Wy się uczycie na tej psychologii? 02.11.08, 14:07
            Zawsze mnie zastanawiało, jak młoda kobieta po studiach
            psychologicznych może pomóc starszemu człowiekowi z problemami.
            Czytałam program studiów psychologicznych i zastanawiam się, w jaki
            sposób ta wiedza może ułatwić rozwiązanie problemów damsko-
            męskich.Moim zdaniem- nie może. Owszem, wyjaśnia pewne mechanizmy,
            którymi posługuje się człowiek w sytuacjach typowych i nietypowych,
            ale nie umożliwia pomocy. Psycholog to nie lekarz i celem jego
            działania jest pomoc ludziom psychicznie zdrowym (od chorych jest
            psychiatra- osoba z gruntownym wykształceniem lekarskim). Moją
            opinię opieram na fakcie, że mój partner, po spotkaniach z
            niejednym psychologiem (w poszukiwaniu dobrego) stwierdził,że
            najlepszym psychologiem jest dobra książka lub film. Psycholodzy
            sami sie gubią w swoich tezach.Pozdrawiam.
    • lilka69 prosze wszystkich panstwa 17.10.08, 12:53
      nie wyniesliscie ze szkoly wiedzy o statystyce. a na tym opiera wywiad z autorka.
      • funny_sam Re: prosze wszystkich panstwa 17.10.08, 17:52
        A mnie kobiety statystycznie w ogóle nie wytrapiają.
      • hermina5 Re: prosze wszystkich panstwa 17.10.08, 18:50
        Skoro wywiad z autorką opiera sie na statystyce, to zdaje się, ze
        rozmawia się z socjologiem, a nie psychologiem;/
        • lilka69 Re: hermina 17.10.08, 19:58
          nieprawda- kazdy zawod moze opierac sie na statystyce.
          • iluminacja256 Re: hermina 18.10.08, 11:41
            Tyle tylko, ze statystyka to nic więcej jak narzedzie badawcze przy
            zastosowaniu ilościowych metod badawczych. Nie ma już racji bytu
            przy jakościowych, a tymi gownie operuje psychologia, w opozycji do
            socjologii. Tak wiec niestety, ale póki co, to zaden zawód nie
            opiera się na statystyce, moze ją tylko wykorzystywać - w
            psychologii z duzymi zastrzezeniami.
    • zbujowachata Niebezpieczne związki/Czego absolutnie nie zazdros 17.10.08, 16:10
      Jednego czego absolutnie nie zazdroszcę starm wapniakom mojego
      pokroju - to młodych dziewczyn, kochanek i wspólnych znimi
      dzieci !!! i nikt mnie nie przekona do zmiany zdania !!!!!
    • magdapaw4 Niebezpieczne związki 17.10.08, 16:58
      pani psycholog zapisała się chyba do partii ojca Redaktora. Stanowcze
      twierdzenie, ze kobieta, ktora nie zalegalizuje swojego zwiazku ma ze soba
      problemy jest naprawde obrazliwe. Bo kazdy ma prawo wyboru co do tego, jak
      spedzic z kims zycie. ja np nei jestem religijna ( koscielny slub odpada), a
      cywilny wykluczam dlatego, ze w razie koniecznosci rozejscia sie z partnerem nie
      mam zamiaru pytac sie o zgode jakiegos urzednika i udowadniac mu zanik pożycia.
      Poza tym w rozmowie z pania psycholog jest pełno innych niesprawiedliwych
      uproszczen i naprawde sie dziwie, po co to wydrukowano
      • gamil-wasim Magdo,chyba nikt ci nie zaproponowal slubu,dlatego 17.10.08, 20:09
        sie tak oburzasz :)
      • leszczka Re: Niebezpieczne związki 18.10.08, 21:02
        Po 1. W wywiadzie nikt nie stwierdza, ze kobieta, ktora nie chce
        legalizacji zwiazku ma problemy ze soba

        Po 2. Zadnego urzednika o zgode na rozwod (czego oczywiscie Ci nie
        zycze) prosic nie bedziesz. Rozwod to, rzeklabym, rutynowe
        postepowanie, raptem 2 sprawy. Jezeli dogadasz sie z malzonkiem,
        niczego udowadniac przed sadem nie musisz.

        Pozdr.

        Leszczka
    • jordanbull Niebezpieczne związki 17.10.08, 17:18
      Jezus Maria!
      Dobrze że nie poddałem sie psychoterapii!!
      Wole być zupełnie popieprzony niż oddać sie w łapy takiej babie!!

      Rogal
    • strzelec51 Niektore kobiety 17.10.08, 17:21
      ...wierza swiecie, ze sa na tyle wyjatkowe iz uda im sie wybranego
      partnera przemodelowac na wlasna wymarzona modle niezaleznie od tego
      jak w rzeczywistosci ten je traktuje i jak sam postepuje. Czym
      gorzej tym lepiej.

      Skadinad wiadomo, ze tzw. "bad boys" ciesza sie znacznie wiekszym
      wzieciem u dziewczyn anizeli tzw. "nice guys". To zelazne prawo
      flirtu. Na szczescie wiekszosc kobiet dosc szybko 'trzezwieje' z
      owych zauroczen, wiele - niestety - nie uznaje realiow i obstaje
      przy wlasnych urojeniach tkwiac z uporem maniaka w przeswiadcznieu,
      ze im sie uda. Jedynym na to wytlumaczeniem jest, jak sadze, ta
      prosta prawda, ze ludzie wcale nie naleza do istot racjonalnych.
      Emocje, uczucia, marzenia czy wyobrazenia odgrywaja rownie wielka
      role w dokonywanych wyborach - a moze i wieksza - anizeli "rozum".
      • zocha14 Re: Niektore kobiety 18.10.08, 13:30
        Niektore kobiety wierza swiecie, ze sa na tyle wyjatkowe iz uda im
        sie wybranego
        > partnera przemodelowac na wlasna wymarzona modle niezaleznie od
        tego
        > jak w rzeczywistosci ten je traktuje i jak sam postepuje. Czym
        > gorzej tym lepiej.

        Troche zle to pojmujesz. Jezeli ktos swiadomie decyduje sie na
        budowanie zwiazku, decyduje sie tez na zmiany. Akcepuje, ze bedzie
        musial zrezygnowac z czesci siebie tak samo jak i partner.
        Niejednokrotnie bedzie musial sie dostosowac, pojsc na kompromis. Na
        tym to polega.
        Celem pewnych wyrzeczen jest otrzymanie czegos, co ma wieksza
        wartosc.
        Meskie pojmowanie problemu "bo ona chce mnie zmienic" swiadczy o
        braku dojrzalosci i niezrozumienia problemu podstaw zwiazkow.

        Ludzie, ktorzy nie chca sie dostosowywac albo buduja chore relacje
        albo sa samotni. Nie bez powodu mowi sie tez, ze samotni ludzie
        czesto dziwaczeja. Oni nie chca sie dostosowac do swiata a jakos
        swiat nie chce sie dostosowac do nich.

        Oczywiscie nie pomijajm faktu, ze pewne granice owych zmian zawsze
        istnieja.
    • hands0n Niebezpieczne związki 17.10.08, 17:22
      milska wrzesinska to uznany psycholog a nie zwykla redaktorka

      w mojej opinii m-w nie ocenia malzenstwa jako cos wyzszego od zwiazku bez papierka

      wskazuje tylko na to ze malzenstwo jest uznanym spolecznie symbolem zaangazowania partnerow

      jezeli partnerzy sa w stanie uzyskac takie zaangazowanie bez malzenstwa to jest to ok

      czasami sie okazuje jednakze ze brak papierka oznacza tez bezbolesne i szybkie odchodzenie od partnera gdyz wewnetrznie nie bylismy z nim tak naprawde na 100%
      • gondra Re: Niebezpieczne związki 17.10.08, 17:30
        Rzeczywiście, będąc po ślubie ciężej odejść. Ale najczęściej z powodu
        formalności, przyzwyczajenia i właśnie papierka, a nie głębokiego wewnętrznego
        zaangażowania.
        • strzelec51 Z drugiej strony... 17.10.08, 17:59
          ...odmowa sformalizowania zwiazku w drodze slubu moze swiadczyc o
          braku prawdziwego zaangazowania.

          Stad zreszta slowo "slub": slubuje, oswiadczam, ze... do konca
          zycia. "Eeee, nie, wcale nie wiem, ze to przetrwa". Naturalnie, nie
          widze nic zlego w zwiazkach "na teraz". Jezeli taka jest wola obojga
          partnerow.
          • hermina5 Re: Z drugiej strony... 17.10.08, 18:48
            >...odmowa sformalizowania zwiazku w drodze slubu moze swiadczyc o
            > braku prawdziwego zaangazowania.

            Tak, jakby slub swiadczył o prawdziwym zaangazowaniu, akurat...Pełno
            jest par, które niby ze sobą są, a praktycznie nie sa - biorą
            slub, bo to swiadczy o prawdziwym zaangazowaniu i po dwóch latach
            rozwód w trybie przyspieszonym. Wole 10 lat tzw. kohabitatu niż slub
            z kimś kogo znałabym przez dwa lata z randek i wakacji.
            • strzelec51 Re: Z drugiej strony... 17.10.08, 20:29
              Celowo napisalem "moze swiadczyc", a nie ze swiadczy.

              Rzeczywiscie, okazuje sie czesto, ze samo slubowanie milosci i
              dozgonnej wiernosci, etc. pozostaje pustym ceremonialem. Ludzie,
              wydaje sie, czesto wypowiadaja rozmaite obietnice, zobowiazania...
              calkowicie bezmyslnie, nie na serio, ot dla
              zadoscuczynienia "tradycji", obyczajom, ceremonialowi...

              W tym swietle nalezy wiekszym uznaniem darzyc tych co wlasnie
              odmawiaja owych slubowan. Przynajmniej nie plota bzdur i nie
              klamia.
        • zocha14 Re: Niebezpieczne związki 18.10.08, 13:10
          Czesto tez dlatego, ze nikt nie chce sie przyznac do porazki.
          Malzenstwo co by nie bylo zawierane jest z zalozenia na cale zycie,
          40, 50 czy wiecej lat. Powazna inwestycja dlugoteminowa.
          Powiedziec otwarcie nie udalo sie, nie dalem rady, przyznac ze
          poleglem w tak waznej sprawienie jest latwe.
          • zocha14 Re: Niebezpieczne związki 18.10.08, 13:32
            Czesto tez dlatego, ze nikt nie chce sie przyznac do porazki.
            Malzenstwo co by nie bylo zawierane jest z zalozenia na cale zycie,
            40, 50 czy wiecej lat. Powazna inwestycja dlugoteminowa.
            Powiedziec otwarcie nie udalo sie, nie dalem rady, przyznac ze
            poleglem w tak waznej sprawienie jest latwe.
            Mialo byc NIE JEST LATWE.
    • ch3heg Re: Niebezpieczne związki 17.10.08, 17:38
      Widzę, że sami specjaliści na forum - czy ktokolwiek z was jest psychoterapeutą
      czy też wasze 'spostrzeżenia' to wynik przemyśleń w trakcie pichcenia obiadu?
      • gondra Re: Niebezpieczne związki 17.10.08, 20:43
        Ale chyba mało kto podważa wnioski pani psycholog, tylko raczej kategoryczność
        niektórych jej osądów. Imo mało jest sytuacji w których można stwierdzić, że coś
        występuje ZAWSZE. Często, przeważnie - tak, ale nie zawsze.
      • monica_vitti Re: Niebezpieczne związki 18.10.08, 09:42
        tak :) jestem psychologiem i psychoterapeutą, czytałam artykuł pani Milskiej-
        Wrzosinskiej i moim skromnym zdaniem, bez obrazy, ta pani sama ma ze sobą
        niejakie problemy.Czuc straszną wrogośc do ludzi i kobiet w szczególności,
        zastanawia mnie jej obraz siebie w takim razie. Gdybym miała polecac z różnych
        względów innego specjalistę któremus z moich klientów, tej pani bym nie
        polecała. Z kliku artykułów i rozmów z nią wynika dla mnie obraz osoby o
        stereotypowym spostrzeganiu rzeczywistości, ludzi, a szczególnie kwestii płci.
        Zauważyłam ze skupia sie w dużej mierze na indukowaniu czytelnikom ze kazda z
        nas kobiet MUSI lubic i robic to do czego nas matka natura stworzyła, musi
        chcieć slubu i gotować dla męża, bo jak nie to jestesmy w zaprzeczeniu i nie
        przeznajemny sie same przed sobą. Rzeczony artykuł nie jest cały zły- pani M-W
        ma pewna wiedze o funkcjonowaniu zwiazków, o ich dynamice i często niezdrowych
        relacjach w jakie ludzie wchodzą- trudno zresztą zeby po tylu latach pracy i
        prestizu jakim sie cieszy nie mogła sie tym wykazać- ale jej osobowość która
        wyziera z tego tekstu mnie przeraża. sama bym do niej nie przyszła z
        jakimkolwiek problemem.
        Notabene, jestem terapeutą systemowym rodzin i par. Zyje w wolnym zwiazku,nie
        potrzebuje ślubu i uważam ze nie na ślubie i sformalizowaniu związku opiera sie
        jego funkcjonalność, trwałości i satysfakcja. To jest kwestia indywidualnego
        wyboru i w moim przekonaniu każdy terapeuta i psycholog powinien to rozumieć,
        zamiast naruzcac każdemu ten sam schemat myślenia.
        • beatka31x Re: Niebezpieczne związki 02.11.08, 14:21
          Co takiego tkwi w psychologach, że są wobec siebie mega-nielojalni?
          Każdy uważa siebie za najlepszego fachowca,a kolega to już
          napewno "ma problemy ze sobą". Prawda jest taka, że jeśli psycholog
          jest miłym człowiekiem, to doda człowiekowi otuchy, a jeśli
          niemiłym- stłamsi i wyciśnie łzy. Tylko do tego nie trzeba
          studiować wiedzy o niczym przez pięć lat, która i tak nic nie wnosi
          do możliwości pomagania innym ludziom, a jedynie powoduje zamęt w
          głowie młodego człowieka. Psychologu- jeśli masz ze sobą- idź do
          psychiatry.
        • juesej2 Re: Niebezpieczne związki 04.12.08, 08:05
          Ble,ble,ble pani psycholozko.Widac ,jak na dloni ,kto ma problemy a
          imputuje je innym.....
    • alexandra220 Niebezpieczne związki 17.10.08, 17:58
      to tam stawiam na tak.. moze nawet z calym tematem korporacji..
      pasuje tez do womanizer bs
    • karol131281 Re: Niebezpieczne związki 17.10.08, 19:34
      W imieniu ksiegowych protestuje! :)

      Tak sie sklada, ze akurat ja jestem ksiegowym i w dodatku od
      niedawna nosze okulary. I... dlaczego niby przystojny (podobno),
      dobrze zarabiajacy, przedsiebiorczy, pelen pasji i ciekawy swiata
      ksiegowy w okularach to gorszy kandydat na dlugoletni zwiazek niz
      instruktor nurkowania?

      Tiaaa...grunt to byc niewolnikiem kanonow myslowych:/
    • klonbelkot zawracanie ..d... 17.10.08, 19:41
      nawiedzonej psycholożki... po kiego takimi artykułem babom we łbach
      mieszać...ciekawe jak tej mądrali życie wygląda..pewnie faceci dają
      nogę gdzie pieprz rośnie..
    • ak21_1999 Niebezpieczne związki 17.10.08, 19:41
      caly ten artykul/wywiad jest tendencyjny gdyz zaklada ze dlugoletni
      zwiazek jest czyms naturalnym. gdy przestanie celem byc dlugoletnie
      malzenstwo, gdy zacznemy zyc dla siebie, to moze wowczas okaze sie
      ze bedziemy bardziej zadowoleni. moze wowczas mniej bedziemy
      oczekiwac od innych i latwiej bedzie nam z nimi zyc (jesli bedziemy
      tego chcieli)
    • klonbelkot brak piątej klepki u psycholożek 17.10.08, 19:51
      jest faktem powszechnie znanym..znacie jakąś z normalnym życiem
      osobistym? ja nie..
      • omfala Re: brak piątej klepki u psycholożek 29.10.08, 14:41
        klonbelkot napisał:

        > jest faktem powszechnie znanym..znacie jakąś z normalnym życiem
        > osobistym? ja nie..

        Ja mnóstwo. Ale jest faktem powszechnie znanym, że idioci wypisują głupie komentarze pod wszystkimi artykułami, nawet tymi sensownymi.

        Artykuł mi się podobał. Sensowny, wyważony. Coś tam opisuje, coś wyjaśnia.
        Nie widzę w nim stawania po którejś ze stron. Ani powodów do bicia piany.
      • juesej2 Re: brak piątej klepki u psycholożek 04.12.08, 08:08
        Widocznie znasz ich bardzo malo......
    • klonbelkot psychologia to paranauka dla debili 17.10.08, 19:56
      a autorka robi z kobiet idiotki... w świecie realnym większość
      cwanych bab wybrałaby księgowego
    • komentare Prawda poniża? 17.10.08, 21:12
      Prawda poniża?
      Sam nie wiem, ale myślę że tak, a za dowód uznaję powszechny zwyczaj
      robienia makijażu oraz noszenie staników typu push-up.

      Bardzo mądry artykuł, ale targetowi Gazety się nie podoba.
      Mnie to w sumie nie dziwi.
      Przecież skąłda się on: z singielek, zwanych dawniej starymi pannami,
      rozwódek ( nie powiem, jak dawniej zwanymi) i innych nieszczęśników
      zaplątanych w kulturę nadmiernej podaży wszystkiego.

      Zajadłe komentarze na forum są ciekawą ilustracją znanego powiedzenia
      o nożycach i stole.

      • pearson.ltd Re: Wszystkiemu winni są mężczyźni 17.10.08, 22:22
        Nawet to, że żona zaniedbała siebie i męża i ogląda seriale. No to gdzie on
        wtedy był?:)))
        To ja pytam: jak ona sobie na to pozwoliła?
        Odwracanie kota ogonem.

        Znowu edukacyjny artykuł dla kobiet wymierzony w mężczyzn. To musi być jakiś
        objaw permanentnego poczucia niższości.
        • strzelec51 > objaw permanentnego poczucia niższości 17.10.08, 22:50
          Nonsens. Ten artykul nie jest wymierzony przeciwko mezczyznom.

          /Cytat/
          "Ale co ta dziewczyna jest winna, że jej ukochany instruktor pije?
          - Winna nie. Ale współodpowiedzialna. Pozwoliła się otumanić, nie
          chce widzieć, słyszeć ani rozumieć. Nawet postawić granicy nie
          próbuje. I to jest jej odpowiedzialność. Ta kobieta może widzieć i
          rozumieć to, że poddaje się niszczącemu zaczadzeniu."

          ***
          Artykul jest adresowany przede wszystkim do kobiet. Tych naiwnych,
          zaslepionych... glupich, ktore nie biora rzeczy takimi jakie one sa
          lecz przepuszczaja przez filter wlasnych fantazji i oczekiwan. Oraz
          proznych wyobrazen, ze wlasnym oddzialywaniem moga 'przeflancowac'
          mezczyzne na wlasna modle.


          pearson.ltd napisał:

          > Znowu edukacyjny artykuł dla kobiet wymierzony w mężczyzn. To musi
          być jakiś
          > objaw permanentnego poczucia niższości.
        • skrzydlate Re: Wszystkiemu winni są mężczyźni 16.11.08, 20:04
          jak to? jesli pozwalam zeby jakies palant okradal mnie w autobusie kladac na
          wierzchu moje pieniadze, to nie jestem za to współodpowiedzialna? jestem!
          jesli pozwalam zeby mezczyzna robil ze mnie w zywe oczy idiotke, oszukiwal albo
          inne jakies glupoty robil, ktore mnie obrazaja, to nie jestem
          współodpowiedzialna? jestem, jak najbardziej!

          jeśli to coś jest edukacyjne, myślę, że skierowane jest do ludzi ktorym brak
          wiedzy, niezaleznie od płci
      • samentu Re: :) 17.10.08, 23:10
        he he,
        to widać gołym okiem po dzikich i przepojonych furiacka agresją forumek, że
        zostały trafione w najbardziej bolesne miejsca:)
      • zdzichudyrma Re: Prawda poniża? 18.10.08, 13:40
        pusch-up, target, singielki

        a bizi nie jestes czasem?
    • gryzli papierek 18.10.08, 08:44
      najlepsza koncówka o tym papierku... piekna i praqwdziwa puenta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka