Dodaj do ulubionych

Od tego jest matka, nie?

27.07.09, 02:56
Cześć
Po napisaniu tego listu pewnie spadną na Ciebie gromy i padną nieprzyjemne
słowa ze strony czytaczy. Wiesz, przeraził mnie Twój list. Bardzo mi szkoda i
Ciebie i Twojego dziecka. Życzę Ci abyś pokochała swoją córeczkę i aby Wasze
wspólne życie było nie tylko z obowiązku ale i z wyboru.

Cytrynka, mama Julci (22.04.2003, Domisia (01.10.2004) i Adasia (09.10.2006)

forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24707
Obserwuj wątek
    • aurita Re: Od tego jest matka, nie? 27.07.09, 08:28
      Przeczytalam to i plakalam. Nad Twoim dzieckiem i na Toba.
      Nie wiem co powiedziec, :(
    • kamalaska Od tego jest matka, nie? 27.07.09, 10:05
      Jakie to smutne:(,że ktoś cię kocha- a ty jego nie!
    • echtom Re: Od tego jest matka, nie? 27.07.09, 11:18
      Ten list to de facto przestroga, by ważnych życiowych decyzji nie
      podejmować dla kogoś.
      • meg303 Re: Od tego jest matka, nie? 27.07.09, 11:33
        Ten list jest pisany do tych, którzy nie chcą mieć dzieci. Nie ma większego
        dramatu niż urodzenie dziecka, którego sie nie chce. Jestem takim dzieckiem,
        wiem jak bardzo utrudnia to życie.
        • mama.dwojki Re: Od tego jest matka, nie? 03.08.09, 10:43
          Jestem dzieckiem "bo tata zagroził mi, że odejdzie jeśli nie urodze
          dziecka". To bardzo boli. Że można powołac na świat dziecko tylko po
          to, aby zatrzymać męża. Autorko, dziecko to nie prezent, to nie
          rzecz. I 10 sukienek na bal szytych po nocach nie zatrze wrażenia,
          że Twoja mała jest niechciana. Im bardziej się starasz, im więcej
          tych języków, balów, zabawek, drogich prezentów tym bardziej mała
          czuje, że coś jest nie tak. Dzieci musza cos jeść i miec ubranie itd
          podstawowe potrzeby zapewnione, ale równie ważne jest aby poświęcać
          im czas z miłością i chęcią a nie z obowiązku, jak psu oddanemu pod
          opiekę.
          Masz prawo miec dzieci czy nie mieć, ale aby jeśli już masz i
          traktujesz w ten sposoób dziecko to oczekuj takiego samego
          traktowania od córki.
          Tez długo nie chciałam miec dzieci i nie miałam, bo dziecko nie jest
          rzeczą!! Nie zwykłam innych ludzi traktować podmiotowo.

          Chciałabym, zaproponować coś... Ale nic konstruktywnego mi się nie
          nasuwa, nic. Tylko może to, że terapia psychologiczna mogłaby chyuba
          dużo zdziałać. Nie pokochasz na zawołanie bo to niemozliwe. Ale da
          się niektóre rzeczy oswoić a niektóre chwile z małym dzieckiem są
          fajne /niestety, jest ich mało :-/
      • sir.vimes Tak, żeby się nie poświęcać 28.07.09, 09:54
        bo to nigdy nie przynosi nic dobrego.
    • olja.b Od tego jest matka, nie? 27.07.09, 12:02
      Dzięki, że to napisałaś. Jesteś jedną z niewielu, która łamie
      kolejne tabu. Doceniam odwagę :) Pozdrawiam, trzymaj się
    • awroble Nie wierzę 27.07.09, 12:03
      Nic z tego. Nie wierzę i nikt mnie nie przekona, że ten list jest
      prawdziwy. Tylko po co go wydrukowaliście?
      • pan_i_wladca_mx Re: Nie wierzę 27.07.09, 13:29
        a w co tu nie wierzyc? ze z bezdzietnej mentalnie mezus zrobil dzietna? malo to
        kobiet poswieca sie dla meza? od prasowania mu spodni o 3 nad ranem bo biedaczek
        byl w barze po wszelakie przejawy "niesienia krzyza"? w dupie to mam, ten list
        jets dobry, moze nie byc prawdziwy ale jets dobry, niech kazda kobieta, ktora
        nie mdleje na widok malych nozek nie godzi sie na takie rozwiazanie, facetowi
        zawsze latwiej uciec od odpowiedzialnosci a ta kobieta co? dala mezowi
        najwiekszy prezent na swiecie, a potem z nim zostala.

        i nie, nie pokocha juz tego dziecka
      • ambivalent Re: Nie wierzę 27.07.09, 13:49
        Bo madrosc ludowa mowi, ze jak sie przytuli to pokocha?

        awroble napisała:

        > Nic z tego. Nie wierzę i nikt mnie nie przekona, że ten list jest
        > prawdziwy. Tylko po co go wydrukowaliście?
      • p.s.j Re: Nie wierzę 29.07.09, 13:22
        > Nie wierzę i nikt mnie nie przekona, że ten list jest
        > prawdziwy.

        Z takim nastawieniem, to po kiego grzyba w ogóle zabierasz głos w dyskusji na
        forum? Bo trudno jest prowadzić "dyskusję" z kimś, kto w ogóle odrzuca istnienie
        jej tematu.
      • rychu_taxi_drajwer Re: Nie wierzę 18.09.09, 18:02
        Jak to po co? Promocja zboczeństw to misja GW.
    • gondra Re: Od tego jest matka, nie? 27.07.09, 16:10
      Smutna historia i mądre przesłanie.
      Ten list powinni przeczytać (i zrozumieć) ludzie, którzy narzucają innym swoje
      wizje "prawidłowego" życia. I próbują wmówić kobietom, że o ich wartości
      świadczy posiadanie chłopa i urodzenie dziecka, a kobiety, które nie chcą mieć
      dzieci, kiedyś zmądrzeją/dorosną.
      • jaroslawjerzy Re: Od tego jest matka, nie? 03.08.09, 15:21
        Masz całkowitą rację...

        To życiowa tragedia. I dla matki i dla dziecka. I trudno obwiniać
        matkę, bo za co? Za to, że nie ma instynktu macierzyńskiego? To tak,
        jakby obwiniać np. mnie za to, że mam astmę. I ja np. nie mam
        instynktu ojcowskiego (istnieje coś takiego w ogóle?) i nie
        potrafiłbym pokochać własnego dziecka... I co? Kamienie już w
        łapkach?

        Współczuję... To jedyne, co mogę zrobić.
        • majself Re: Od tego jest matka, nie? 09.08.09, 15:02
          jaroslawjerzy napisał:

          > Masz całkowitą rację...
          >
          > To życiowa tragedia. I dla matki i dla dziecka. I trudno obwiniać
          > matkę, bo za co? Za to, że nie ma instynktu macierzyńskiego? To tak,
          > jakby obwiniać np. mnie za to, że mam astmę. I ja np. nie mam
          > instynktu ojcowskiego (istnieje coś takiego w ogóle?) i nie
          > potrafiłbym pokochać własnego dziecka... I co? Kamienie już w
          > łapkach?
          >
          > Współczuję... To jedyne, co mogę zrobić.

          Ale mądrość ludowa mówi, że jak będziesz miał własne, to ten instynkt
          poczujesz... I to jest właśnie najstraszniejsze. Biedne dziecko, ofiara braku
          asertywności. A może - ofiara bezmyślnej miłości?
    • czarnyewa Od tego jest matka, nie? 27.07.09, 17:05
      Bardzo Ci dziękuję za ten artykuł. Nigdy nie chciałam mieć dzieci.
      Wiem, że gdybym je miała to bym je porzuciła prędzej czy później.
      Mój były nalegał na dzieci i zastanawiałam się czy się dla niego nie
      złamać. Okazał się totalnie nieodpowiedzialnym egoistą i jestem
      pewna, że gdybym mu wtedy uległa to by mnie porzucił samą z
      dzieckiem. Nie podziwiam Cię, że je wychowujesz, bo to dla mnie
      frajerstwo. Mężczyźni nigdy nie ponoszą konsekwencji i duża część
      kobiet też nie - ja też nie zamierzam ponosić konsekwencji swoich
      błędów. Współczuję Ci bardzo.
      • kaska82 Re: Od tego jest matka, nie? 29.07.09, 10:00
        To wielka odwaga napisać taki list, mając zapewne świadomość, że
        zostanie się wystawioną na osąd tabunu Polaków i Polek z wypisanym
        na sztandarach "JAK TO TAK TO...!!!" Nie usprawiedliwiam Ciebie.
        Wiesz, że krzywdzisz swoje dziecko. Współczuje mu. Nikt jednak nie
        skupia się na osobie twojego partnera. Zła matka zawsze idzie na
        pierwszy ogień. Tak jak w przypadku pięciorga matrwych dzieci w
        beczkach sąd przez długi czas ani myślał postawić zarzuty ich ojcu.
        Dlaczego? A bo "od tego jest matka, nie?".
        wielu z nas nie ma wystarczająco silnej woli by nie dać się wtłoczyć
        w schemat. Żyjemy w społeczeństwie gdzie miarą sukcesu jest wyjść za
        mąż w wieku lat 25. Mając 28 należy koniecznie postarać się o dwójkę
        blond aniołków o niebieskich oczkach i nie zapomnieć - Broń Boże -
        wrzucić odpowiednie fotki na któryś z portali społecznościowych. Aby
        dopełnić obrazek powszechnie akceptowany należy jeszcze zakupić psa
        labradora, kredyt mieszkaniowy na 30 lat i wakacje pod palmami.
        Moja ciotka suszy głowę swojej wnuczce , bo ta zamiast posłusznie 5
        (!) lat po ślubie postarać się o "brakujący element", zajmuje się
        jakimś głupawym hobby. Nasłuchała się przy tym, że jest egoistką.
        Ciotka sama postarała się o kilkoro dzieci by, jak sama
        mówi, "zawsze któreś było na jej zawołanie". Żyć w zgodzie ze sobą w
        takim społeczeństwie jak nasze to wielka, trudna sztuka.
        • jus1981 Polska tradycja 05.08.09, 17:56
          Zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci. Odpowiedzialnosc za rodzine jest w
          naszym kraju z reguly zrzucana na kobiete. To standard. Natomiast mezczyzna
          (sam) wychowujacy dziecko to prawie heros. Jako kobieta nie wyobrazam sobie
          nagiac sie do oczekiwan naszcego zaklamanego spoleczenstwa. Ale wiem, ze w wielu
          srodowiskach pojscie swoja droga baaardzo wiele kosztuje. Trzymajcie sie odwazne
          kobiety!
    • old_ewa Od tego jest matka, nie? 27.07.09, 17:30
      To tak jakbym to ja pisała ten list. Nigy nie chciałam dzieci, kiedy
      byłam mała byłam gotowa zostać zakonnicą, żeby ich nie mieć (głupia,
      myślałam że tylko to mnie uchroni przed macierzyństwem). Mój facet
      też się zmył i też na drugi koniec świata. To, co różni oba nasze
      przypadki, to fakt, że ja byłam bardziej wredna dla mojego dziecka
      niż ty. I też chciałam żeby wreszcie dorosło, poszło sobie i dało mi
      święty spokój. Nie poszło, choć dorosło. To ja poszłam i tak się
      teraz włóczę po świecie. Nasze kontakty są poprawne, choć czasem z
      przewagą wzajemnych pretensji, kiedy się widzimy. Jedyne co naprawdę
      mamy wspólnego to to, że obydwie uważamy, że dzieci o zakała
      ludzkości.
      Jakoś się ułoży. Jesteśmy dzielne i obowiązkowe, i opinia
      nawiedzonych matek tego nie zmieni. Pozdrawiam.
    • cherry07 Od tego jest matka, nie? 27.07.09, 23:04
      Wolałabym już aby moja matka była alkoholiczką lub złodziejką która mnie
      kocha, niż taką osobą jak ty, która w każdej chwili może wykrzyczeć mi w twarz
      jak ją zdenerwuje (np. przy nieposprzątaniu pokoju) ze mnie nie kocha, nie
      chciała i nigdy nie potrzebowała, że urodziła mnie po to aby zatrzymać swojego
      faceta a poźniej opiekowała sie mną z łaski bo nie było mnie komu oddać.I to
      żałosne wymawianie sie tym że mąż chciał, bo odszedłby itp itd i tak cie
      zostawił a dziecko ci jeszcze bardziej przypomina to co cie boli. Potrafiłas
      zrobić wszystko dla jakiegoś faceta, który i tak cie wystawił a nie potrafiłas
      pokochac swojego dziecka, które i tak bezwarunkowo cie kocha? Nosz fak... brak
      słów.
      • gondra Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 08:49
        Zła kobieta, dla faceta zrobiła, a dla dziecka nie. A przeciecz polska kobieta
        jest na 1. miejscu matką, dopiero na 2. żoną, a gdzieś tak na 8. osobą. Niech
        się zmusi i pokocha. A później zostanie alkoholiczką.
        • cherry07 Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 10:40
          Nie opowiadaj głupot, co tu do rzeczy ma ten sterotyp "matki polki". Wygodna
          wymówka, bo tylko matki polki kochają ponad życie swoje dziecko, faceta
          stawiając w drugim szeregu. Miłośc do dziecka nie przekreśla miłości do męża, tu
          jest inny problem. Już u zwierząt samice oddałyby życie za swe młode, czego ta
          kobieta w zyciu by nie zrobiła.
          • princess_yoyo Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 11:27
            wybacz ale pier... jak potluczona! domyslam sie ze bierze sie to z
            ignorancji, ale to tez niczego nie tlumaczy.
            takie sytuacje sie zdarzaja i to czesciej niz myslisz i glownie z
            powodu tego glupiego kompleksu matki polki ktorym sie kiedys karmilo
            dziewczynki od dziecka. moja matka tez mnie nigdy nie lubila, bylam
            dla niej wiecznym problemem, rozczarowaniem itd. oczywiscie przy tym
            karmila mnie frazesami jak to by dla mnie zrobila wszystko bo matka
            dla dziecka to da sie pokroic blablabla, najczesciej przy ludziach
            zeby nikt nie pomyslal ze nie jest 'dobra matka'. a prawda byla taka
            ze zaszla w ciaze zeby wyjsc za maz (nie ona jedna oczywiscie).
            teraz kiedy zostalo jej kilka miesiecy zycia, przykro mi bo kazda
            osoba chora wzbudza we mnie taka reakcje ale rownoczesnie nie jest
            to dla mnie traumatyczne przezycie, natomiast dgyby moj ojciec zyl z
            wyrokiem smierci bardzo trudno byloby mi sie pogodzic z sytuacja.
            ciesze sie ze twoje doswiadczenia zyciowe sa lepsze ale wypadaloby
            troche dorosnac i zrozumiec ze nie wszyscy sa tak prosci jak ty.
          • mondego1 Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 21:12
            z tym porownywaniem do natury to uwazaj, czesto w przyrodzie jest
            tak , ze albo samice bronia do upadlego swoich mlodych lub same je
            zabijaja jezeli nie moga ich wykarmic, lub gdy miot jest za duzy a
            mlode za slabe
          • annubis74 Re: Od tego jest matka, nie? 31.07.09, 12:30
            >Już u zwierząt samice oddałyby życie za młode (...)

            to akurat rzadko się zdarza, oczywiście samice chronią młode z
            narażeniem życia, ale też chronią siebie, by przekazać dalej swoje
            geny
            poza tym zamiast od razu wychodzić z argumentami oddawania życia (co
            niestety jest wpisane w macierzyństwo, ponieważ ciąża zawsze jest
            potencjalnym zagrożeniem dla matki) wystarczyłoby żeby matka dziecko
            wychowywała (bez poświęcania się) i dbała o jego dobro. Kochając je.
            nie zgodzę się jednak że lepsza jest alkoholiczka, która kocha
            dziecko i regularnie je leje, niż troskliwa matka która o nie dba
            (mimo, że twierdzi że go nie kochA)
          • jaroslawjerzy Re: Od tego jest matka, nie? 03.08.09, 15:25
            cherry07 napisała:

            > Już u zwierząt samice oddałyby życie za swe młode, czego ta
            > kobieta w zyciu by nie zrobiła.

            No i? Nie ma instynktu macieżyńskiego. Po prostu. Tego się nie da nauczyć, tak samo jak nie da się pokochać na zawołanie. Czyja w tym
            wina? Niczyja. Jedynym (i niestety ogromnym) błędem autorki było to,
            że dała się złamać mężowi, że uległa mu mimo że było to tak bardzo
            wbrew niej samej...
          • kshak Re: Od tego jest matka, nie? 07.08.09, 11:18
            ale brednie....nawet zwierzęta zabiją swoje młode. przykład? suka u znajomych
            zadeptała i zadusiła szczenięta. i co ty na to?
      • bene_gesserit Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 19:18
        cherry07 napisała:

        > Wolałabym już aby moja matka była alkoholiczką lub złodziejką
        która mnie
        > kocha, niż taką osobą jak ty, która w każdej chwili może
        wykrzyczeć mi w twarz
        > jak ją zdenerwuje (np. przy nieposprzątaniu pokoju) ze mnie nie
        kocha, nie
        > chciała i nigdy nie potrzebowała, że urodziła mnie po to aby
        zatrzymać swojego
        > faceta a poźniej opiekowała sie mną z łaski bo nie było mnie komu
        oddać.I to
        > żałosne wymawianie sie tym że mąż chciał, bo odszedłby itp itd i
        tak cie
        > zostawił a dziecko ci jeszcze bardziej przypomina to co cie boli.
        Potrafiłas
        > zrobić wszystko dla jakiegoś faceta, który i tak cie wystawił a
        nie potrafiłas
        > pokochac swojego dziecka, które i tak bezwarunkowo cie kocha?
        Nosz fak... brak
        > słów.

        Tak. Wez i pokochaj, tak na rozkaz, bo trzeba.
        Pewnie, ze byloby latwiej, gdyby ona to dziecko kochala, ale milosc
        nie da sie wytresowac. Imho autorka listu robi to, co w tej
        sytuacji najlepsze, chociaz pewnie dzieciak bedzie mial spieprzone
        zycie albo bedzie tulal po terapiach, jak dorosnie.
      • p.s.j Re: Od tego jest matka, nie? 29.07.09, 13:28
        > Wolałabym już aby moja matka była alkoholiczką lub złodziejką

        Jestem przekonany, że wiele osób, które nie mają rąk lub nóg, wolałyby jednak je
        mieć. Co to jednak za argument? Masz sytuację daną, i twoja wola nie zmieni jej
        wstecznie - dziękujemy za podzielenie się z nami "pobożnymi życzeniami", chociaż
        dla omówienia problemu wnosi to tyle, co zrobienie makijażu ofierze wypadku. Co
        najwyżej odwraca uwagę.

        > Potrafiłas
        > zrobić wszystko dla jakiegoś faceta, który i tak cie wystawił a nie potrafiłas
        > pokochac swojego dziecka, które i tak bezwarunkowo cie kocha?

        Po pierwsze - jeśli uznajemy miłość za jakieś uczucie wyższe i powiązane z wolną
        wolą, to nie da się "zmusić do pokochania" (ani siebie samego, ani innej osoby).
        Albo się kocha, albo nie - podział dychotomiczny.

        Po drugie - bezwarunkowość miłości dziecka nie ma nic do rzeczy. Czy jeśli w
        podstawówce czy liceum zakochałem się w jednej czy drugiej koleżance, to ona z
        tego tylko powodu automatycznie powinna zapałać pasją miłosną do mojej osoby?
    • awroble Właśnie dlatego nie wierzę 28.07.09, 08:48
      Piszą tu kobiety, które nie chciały mieć dzieci i ich nie mają. I
      bardzo dobrze. Po to mamy wolną wolę.

      Ale urodzić i wychowywać dziecko, będąc dla niego jedyną, najbliższą
      osobą nie obdarzając go uczuciem??? A CÓŻ ONO ZAWINIŁO?

      Jestem przekonana, że nie tylko każda matka, ale każdy człowiek,
      który ma bijące serce, pośród największych nieszczęść życia ma
      chwile, w których potrafi dopóścić do głosu swe prawdziwe ja - i
      poczuć i okazać, że naprawdę kocha. I dla tych chwil warto żyć.

      Najbiedniejsze dziecko z patologicznej rodziny żyje dlatego, że jego
      niedobra matka nie chce jego krzywdy i w końcu przytuli je i całą
      sobą powie: kocham Cię!
      • gondra Re: Właśnie dlatego nie wierzę 28.07.09, 08:50
        Sorry, ale to co piszesz to jakiś bełkot.:/
      • meg303 Re: Właśnie dlatego nie wierzę 28.07.09, 09:00
        Zapewniam cię, ze nie przytuli, nie pokocha, nie pochwali. Będzie je
        nienawidzić świadomie lub nie.
        Wiem to z autopsji niestety. Moja matka robi to od blisko czterdziestu lat.
        Dla tego lepiej nie rodzić niechcianych dzieci.
      • sir.vimes A jak się zmusić do uczuć, których się nie czuje? 28.07.09, 09:57
        "Ale urodzić i wychowywać dziecko, będąc dla niego jedyną, najbliższą
        osobą nie obdarzając go uczuciem??? A CÓŻ ONO ZAWINIŁO? "

        Znasz sposób?
        • nett1980 Re: A jak się zmusić do uczuć, których się nie cz 28.07.09, 10:31
          Jesli dyskusja ma zmierzac do tego, czy matka ma prawo nie kochac
          swego dziecka, to coz oczywiscie, ze ma prawo do takich uczuc. Nie
          ma jednak prawa go zabic, gdy jej sie wyczerpie cierpliowsc, gdy
          wyczerpie sie konformizm wobec reszty spolecznosci i zawracanie
          sobie glowy tym co ludzie powiedza? . Moze autorka poczula
          sie lepiej po tym, jak wyrzucila z siebie gorzka prawde?
          Dziwne to jest dla mnie jednak, bo nawet moj maz, ktory nie lubi
          kotow, po 4 latach bardziej niz polubil przygarnieta kocice.
          • ambivalent Re: A jak się zmusić do uczuć, których się nie cz 28.07.09, 11:06





            Mysle, ze to jednak kolosalna roznica. Nielubienie kotow a niechec
            do posiadania potomstwa. Kocica nie zyla w Twoim mezu przez 9
            miesiecy, nie bedzie tez na jego glowie przez kolejne 18 lat
            (conajmniej) 24 godziny na dobe. I jestem pewna, ze ta
            kobieta "bardziej niz lubi" swoja corke, ale do milosci temu daleko.

            Nie mozna zaczac kogos kochac na sile.






            nett1980 napisała:

            > Jesli dyskusja ma zmierzac do tego, czy matka ma prawo nie kochac
            > swego dziecka, to coz oczywiscie, ze ma prawo do takich uczuc.
            Nie
            > ma jednak prawa go zabic, gdy jej sie wyczerpie cierpliowsc, gdy
            > wyczerpie sie konformizm wobec reszty spolecznosci i zawracanie
            > sobie glowy tym co ludzie powiedza? . Moze autorka poczula
            > sie lepiej po tym, jak wyrzucila z siebie gorzka prawde?
            > Dziwne to jest dla mnie jednak, bo nawet moj maz, ktory nie lubi
            > kotow, po 4 latach bardziej niz polubil przygarnieta kocice.
            >
            • nett1980 Re: A jak się zmusić do uczuć, których się nie cz 28.07.09, 11:56
              > Mysle, ze to jednak kolosalna roznica. Nielubienie kotow a niechec
              > do posiadania potomstwa. Kocica nie zyla w Twoim mezu przez 9
              > miesiecy, nie bedzie tez na jego glowie przez kolejne 18 lat
              > (conajmniej) 24 godziny na dobe.

              A czemu? Musial ja zaakceptowac, bo ja uznalam, ze trzeba sie
              malenstwem zaopiekowac( czyli postawialam go w podobnej sytacji jak
              byly maz autorke listy). Kocica zyje z nami juz 4 lata i pozyje co
              najmniej kolejne 10. To jest zywe stworzenie i dziecko tez, wskoczy
              na kolana, sie lasi, prosi o karme, rozsmiesza minami i pozami :)Nie
              zostawisz jej w domu samej dluzej niz 2 dni, trzeba brac ze soba na
              kazdy urlop. Sa ludzie, ktorzy kochaja swoje zwierzaki, tak jak inni
              swoje dzieci. Moze az takim ludzmi nie jestesmy, ale pociesze cie,
              ze widze niewielkie, ale jednak roznice miedzy zwierzakiem a
              dzieckiem.

              > Nie mozna zaczac kogos kochac na sile.

              A czy ja uwazam inaczej? Przygarnelismy tez kiedys psice,
              traktowalam ja doslownie, jak ta matka swoja corke. Szczepienia,
              spacery, karmienie. Jak kochalam od dziecinstwa inne psy, tak do tej
              suki nic nie moglam wykrzesac. Musielismy ja w koncu oddac na wies,
              do domu z ogrodem, ona meczyla sie z nami w malym mieszkaniu, a my z
              nia. Tylko wiem, ze do mnie sie przywiazala, okazywala to co roku,
              gdy jezdzilismy do miejsca, gdzie wydeptywala sciezki wkolo podworka.
              • gondra Re: A jak się zmusić do uczuć, których się nie cz 28.07.09, 12:14
                Lol...

                Nett1980, nie rozumiesz jak można nie pokochać/nie przywiązać się do dziecka,
                które się wychowuje. Nie rozumiesz również jaka jest różnica między nielubieniem
                kotów i niechęcią do posiadania dziecka. Ok, Twoja sprawa, ale komentarz na ten
                list "dziwne, bo mój mąż nie lubi kotów, a naszego polubił" - no wymiękam.:)))
                • nett1980 Re: A jak się zmusić do uczuć, których się nie cz 28.07.09, 12:28
                  >Sa ludzie, ktorzy kochaja swoje zwierzaki, tak jak inni
                  >swoje dzieci. Moze az takim ludzmi nie jestesmy, ale pociesze cie,
                  >ze widze niewielkie, ale jednak roznice miedzy zwierzakiem a
                  >dzieckiem.

                  Serio, serio widze drobne roznice. A autorka listu, ma podejscie
                  jakie mial moj maz, czyli mam to zlo konieczne w domu, bo zona
                  kolki na glowie strugala, ze male, ze bezbronne, ze bezdomne

                  . Pewnie, ze to analogia na sile, mysle jednak, ze jako ktos,
                  kto urodzil chciane dziecko, sam bedac owocem letnich uniesien, mam
                  prawo tolerowac to, ze sa ludzie, ktorzy nie kochaja swoich dzieci,
                  bo frajer do wiatru wystawil. Mam tez prawo akceptowac
                  decyzje ludzi, ktorzy nie chca miec dzieci. Prawa do dziwienia sie
                  tez prosze mi nie odmawiac, bo kto sie dziwi, ten zyje (CHYBA?).
          • sir.vimes no i nie robi nic 28.07.09, 14:43
            złego. Nie zabija. Nie kocha.
            Tylko i aż tyle.

            Bardzo mi szkoda tej kobiety, bardzo mi szkoda tego dziecka.

            > Jesli dyskusja ma zmierzac do tego, czy matka ma prawo nie kochac
            > swego dziecka, to coz oczywiscie, ze ma prawo do takich uczuc. Nie
            > ma jednak prawa go zabic,
      • mondego1 Re: Właśnie dlatego nie wierzę 28.07.09, 21:16
        co ty palilas albo pilas zeeby pisac takie grafomanskie bzdety
        • mondego1 Re: Właśnie dlatego nie wierzę 28.07.09, 21:22
          to bylo do awroble mondego1 napisała:

          > co ty palilas albo pilas zeeby pisac takie grafomanskie bzdety
      • fotel_bujany Re: Właśnie dlatego nie wierzę 04.08.09, 16:10
        >ale każdy człowiek,
        >który ma bijące serce,

        nosz q...
        Widziałaś kiedyś człowieka, który miał nie-bijące serce?
        co to za bzdury quasi-katolickie?

        A co z matką która nigdy w życiu tego "kocham" dziecku nie powie? Pewnie nie
        istnieje w twoim świętym i jedynie słusznym wyobrażeniu świata więc możesz
        spokojnie to zignorować i udawać że to się nie dzieje? Bo nie pasuje do twoich
        wyobrażeń?
        Dorośnij. Życie tak nie wygląda.
      • megg2003 Re: Właśnie dlatego nie wierzę 13.08.09, 17:27
        Rany, co za naiwność!!!
    • kachulinda Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 12:00
      Chciałam ogromnie podziękować za ten list.

      Parę dni temu podjęłam "życiową" decyzję wewnętrznie czując, że to dobra decyzja. Nie uwolniło mnie to jednak od bezsennych nocy przepełnionych rozmyślaniami czy dobrze zrobiłam i co by było gdyby....a wszystko przez to co myślą inni..Bo inni mówili, że to idealny wiek, że przecież mam cudownego faceta, prace i właściwie czego mi więcej potrzeba? No właśnie - czego? Na pewno nie tak ogromnej zmiany, na pewno jeszcze nie teraz.

      Dzięki. Wiem, że nie jestem sama i że są kobiety, które nie pomyślą o mnie w kategoriach ułomnej emocjonalnie osoby.
    • cartahena Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 12:21
      Po pierwsze nie wydaje mi sie, zeby ten list napisala czytelniczka
      WO. Raczej popelnila go ktoras z Pan redaktorek. Przecietne kobiety
      zyjace w rozpaczy nie uzywaja takiego zgrabnego stylu.
      Ale, zalozmy, ze taka osoba istnieje. Mam w zwiazku z tym do niej
      pytanie: dlaczego nie oddala dziecka do adopcji? Wiele kobiet
      daremnie czeka w kolejce po niemowle. Pewnie bylyby lepszymi
      matkami, dziecko szczesliwsze, a autorka listu nie przezywalaby
      takiego dramatu.
      • nett1980 Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 12:32
        Myślałam o oddaniu dziecka komuś, ale nikt w otoczeniu się nie
        nadaje


        Przeciez wyjasnila, a w pierwszych latach maz byl przy niej, a potem
        nie znalazla kogos, kto sie nadaje. Mysle, ze nie dzialal tu syndrom
        psa ogrodnika, tylko cos wiecej niz lubienie.
        A z uwagami, ze listy pisza panie z redakcji tez czesto tu sie
        spotkac mozna. Calkiem prawdopodobne.
        • mamacat Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 19:21
          bzdura, maz odszedl od niej jak dziecko bylo jeszcze w pieluchach,
          wiec nie lata...mogla oddac do adopcji obcej osobie, ktora bardzo
          chciala a nie mogla... ta kobieta mnie rozsmiesza--nikogo w
          otoczeniu nie bylo kto by sie nadawal, wiec zostawila przy sobie! a
          ona sie nadawala??? wtretna egocentryczka i megalomanka: zobaczcie
          jak cierpie, szyje sukienki do przedszkola po nocach, jestem
          niewyspana, nie moge wyjechac na wakacje, poswiecam sie wbrew
          siebie, buuuuuuu...napiszcie kilka dobrych slow, poglaskajcie po
          glowce...bla bla bla...rzygac mi sie chce. mam nadzieje, ze mala
          odejdzie od ciebie jak tylko dorosnie i nigdy sie do ciebie nie
          odezwie. a jak bedzie za pozno to zdasz sobie sprawe ze zalujesz ze
          jej nie ma w ostatnich chwilach twojego zycia.
          • gondra Re: Od tego jest matka, nie? 29.07.09, 09:22
            Mało zrozumiałaś z tego listu.
            • kola Re: Od tego jest matka, nie? 29.07.09, 12:27
              wrecz przeciwnie, mamacat ma zupełną słuszność- kobieta jest egoistką,
              tchórzem i ma coś z Dulskiej do tego; bardzo współczuję jej dziecku.
              • gondra Re: Od tego jest matka, nie? 31.07.09, 09:19
                Ty chyba też mało zrozumiałeś. Z reszta whatever, każdy interpretuje po swojemu.
                • zdanka1 Re: Od tego jest matka, nie? 31.07.09, 15:39
                  Bo moze ludzie nie chca, albo nie potrafią zrozumiec, za to ocenić
                  chcą bardzo.

                  To o wiele łatwiejsze,zawsze czlowiek moze poczuć sie lepszy i
                  powiedzieć sobie, no na szczęscie ja jestem normalny/-lna,
                  altruistyczny od 8 rano do 20, a to egoistka jakaś.


                  Całe pisanie Jelinek to pisanie dorosłego dziecka, ktorego sie nie
                  kochało, ale wychowywało i tresowało na kobietę.
              • tyr-em Re: Od tego jest matka, nie? 04.08.09, 08:24
                Kola, aleś Ty głupia!
    • bertrada Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 15:22
      Jakaś podpucha. Nie mniej jednak naprawdę zdarzają się takie kobiety.
      Dla mnie jednak nie jest to powiastka o kobiecie, która musi cierpieć w wyniku
      takich a nie innych uwarunkowań społecznych, tylko historia chorej psychicznie
      osoby, która nie potrafi odnaleźć się w życiu. Która nie wie czego chce, ulega
      presji otoczenia a potem robi z siebie poświęcającą się nieszczęśnice. Zdrowy
      człowiek, nawet jak z obcą osobą zaczyna dzielić życie, to wcześniej czy
      później przywiąże się do niej i nawiąże z nią jakieś emocjonalne relacje.
      Natomiast karmienie się nienawiścią do drugiego człowieka i obwinianie
      wszystkich tylko nie siebie o swoje niepowodzenia i jeszcze tkwienie w miejscu
      bez żadnej próby znalezienia optymalnego rozwiązania problemu, kwalifikuje się
      do leczenia.
      Dziecko zawsze można oddać do adopcji, do rodziny zastępczej, a nawet odesłać
      ojcu.
      • sir.vimes Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 17:40
        Dziecko zawsze można oddać do adopcji, do rodziny zastępczej, a nawet odesłać
        ojcu.

        Ale tutaj ewidentnie ten "chcący" ojciec nie nadaje się na opiekuna. A matka
        mogła potraktować sprawę zadaniowo. Jak wiele matek przez wieki. Czy list jest
        prawdziwy - nie wiem, ale sytuacja raczej prawdopodobna.
        • bertrada Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 18:31
          >> Dziecko zawsze można oddać do adopcji, do rodziny zastępczej, a nawet odesłać
          ojcu.
          >
          > Ale tutaj ewidentnie ten "chcący" ojciec nie nadaje się na opiekuna.

          Nie chcąca matka też na opiekunkę się nie nadaje. A jednak jakoś sobie radzi.
          Ojcu nikt szansy na bycie opiekunem nie dał. Wszyscy od razu wyszli z założenia,
          że sobie nie poradzi a matka, jako że jest kobietą, poradzi sobie na pewno.
          Jakby pobył z dzieckiem sam na sam, to kto wie?
          • sir.vimes Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 23:19
            > Ojcu nikt szansy na bycie opiekunem nie dał.

            Z tego co czytamy w liście to sam sobie nie dał. Bo nie chciał.
            • pinup Re: Od tego jest matka, nie? 07.08.09, 17:08
              bo sobie mogl pozwolic na to, zeby nie chciec.

              zaden facet nie zastanawia sie odchodzac z walizka, co jego dziecko
              jutro zje, albo w co sie ubierze. porzucona kobieta musi sobie
              poradzic z wlasnymi uczuciami, nadal wykonujac codzienne czynnosci
              opiekunczo - wychowawcze, bo zycie toczy sie dalej. tatus za to fika
              juz z nowa panna, nierzadko "zapominajac" nawet o placeniu alimentow.

              czesto sie zastanawiam, czy faceci byliby tacy sklonni do porzucania
              zon, gdyby to im przypisywana byla automatycznie opieka nad dziecmi.
              jakos trudo mi sobie wyobrazic, jak rwa sie do samodzielnego
              wypelniania obowiazkow rodzicielskich. mam kolezanke, ktorej mezowi
              zdarza sie straszyc ja rozwodem. ucina spory krotko "prosze bardzo,
              ale ty bierzesz dzieci":)
      • gondra Re: Od tego jest matka, nie? 29.07.09, 09:25
        > Zdrowy człowiek, nawet jak z obcą osobą zaczyna dzielić życie, to
        > wcześniej czy później przywiąże się do niej i nawiąże z nią jakieś
        > emocjonalne relacje.

        Lol, ale to proste, nie? Tym bardziej, że to nie jest jakaś tam relacja, tylko
        relacja matka-córka, ta kobieta jest matką dla tego dziecka, chociaż nie chciała
        nią być i popełniła błąd pod presja (do czego się przyznaje). Ja nie widzę w tym
        liście postawy o której piszesz, a raczej ostrzeżenie.
        • bertrada Re: Od tego jest matka, nie? 29.07.09, 11:10
          A pewnie, że proste. Bo to nawet nie chodzi o to, że autorka listu nie nawiązała
          relacji matka-dziecko. Nie nawiązała relacji człowiek-człowiek. Nie nawiązała
          nawet relacji człowiek-istota żywa ani człowiek-otaczający go świat.
          Zdrowy człowiek po ok 2tyg zaczyna nawiązywać więź z osobami z którymi przebywa.
          I nie tylko z osobami. Jak się przypląta zagubiony pies to jeśli w ciągu 2tyg
          nie znajdzie nowego lub dotychczasowego opiekuna, to później trudno jest się z
          nim rozstać. Mimo, że był niechciany i nieplanowany a do domu trafił wbrew woli
          domowników lub nawet przy ich zdecydowanym sprzeciwie. I ten mechanizm jest
          powszechnie wykorzystywany przez osoby, które na co dzień zajmują się szukaniem
          domów dla zwierząt.
          I podobnie jest z dziadkami, którzy nie akceptując wyboru partnera swoich
          dorosłych dzieci albo tego, że wnuk będzie nieślubny, z góry zakładają, że
          takowego nie chcą i że takowy to dla nich tragedia i porażka życiowa. I nawet
          oni, w momencie jak się ten niechciany przez nich wnuk pojawi i pobędzie z nimi
          przez jakiś czas, albo trafi pod ich stałą opiekę, potrafią nawiązać z nim więź
          i pozytywne relacje.
          Ludzie przywiązują się nawet do mebli, ubrań, samochodów, itp. Tak działa ludzki
          mózg. A mózgi osób z zaburzeniami osobowości działają inaczej.
          • gondra Re: Od tego jest matka, nie? 29.07.09, 12:20
            Nie zgodzę się z Tobą. Autorka nawiązała pewną więź z córką - zajmuje się nią,
            dba o nią. Więź nie musi oznaczać miłości. Nie wiesz jak wygląda ich
            codzienność, a z opisu wynika, że przebywają razem, nie ma tak, że jedna w
            jednym pokoju, druga w drugim i ani be, ani me. Po prostu autorka buduje relacje
            na poczuciu obowiązku, nie na miłości i przywiązaniu - Ty też nie pokochasz
            każdego z kim zamieszkasz pod jednym dachem, ba - nawet możesz nie lubić tej osoby.
            Owszem, ludzie przywiązują się do ludzi, zwierząt, rzeczy. Ale przywiązanie czy
            przyzwyczajenie nie wyklucza oschłości. I powtórzę się - imo zamieszanie stąd,
            ze to kobieta i ze mówi wprost. Bo coś mi się zdaje, że rodzin o podobnych
            wzajemnych relacjach jest wiele.
            • echtom Bertrada ma rację 29.07.09, 13:24
              Autorka listu sama zresztą mówi, może trochę prowokacyjnie, o swoim
              kalectwie emocjonalnym. A przywiązanie to relacja pozytywna i
              ciepła, więc wyklucza oschłość (chyba że ktoś ją udaje, by
              zamaskować prawdziwe uczucia i nie wyjść na mięczaka). Można się
              spierać, czy zaistniała sytuacja jest w jakiś sposób zawiniona przez
              autorkę, czy też wynika z funkcjonowania jej mózgu, na co ona nie ma
              wpływu, niemniej odbiega od uczuciowej normy. Pełna zgoda, że osoba
              o takiej emocjonalnej konstrukcji nie powinna mieć dziecka.
    • shiringol35 Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 17:28
      Myślę, że to jest bardzo trudna sytuacja dla tej kobiety. A jednak: jest to
      także olbrzymia odpowiedzialność. Jako mama wiem, że dziecko zauważa więcej
      niż myślimy. Ono sobie kształtuje świat przez pryzmat doświadczeń z własnego
      domu: jak ta perspektywa jest krzywa to i ładna sukienka nie pomoże, ani
      język. Bardzo mi żal tej małej - jednak najważniejsza dla malucha jest
      potrzeba bezpieczeństwa.
      • mamacat Re: Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 19:23
        amen siostro, dobrze piszesz, shiringol35
    • geelongman Od tego jest matka, nie? 28.07.09, 22:41
      kompletnie Cie rozumiem. Nie wszyscy nadaja sie do pewnych ról i nie nalezy
      ich za to potepiac. Milosc do dzieci nie jest dana z natury. Sama zastanawiam
      sie czy chce je miec. Juz dawno przestalam sie wypowiadac na ten temat, bo od
      razu pojawiaja sie komentarze, ze sie naucze jak zobacze to malenstwo albo ze
      jestem zimna, itp. A jest odwrotnie, jest we mnie duzo radosci i milosci do
      swiata. Niekoniecznie pragne dziecka.
    • mhm6 Od tego jest matka, nie? 29.07.09, 12:24
      współczuję Pani...
      i dziecku, bo się niestety z Wami obiema utożsamiam...

      a byłemu mężowi bym jaj obcięła i przyszyła na czole
    • bamawe Od tego jest matka, nie? 29.07.09, 13:59
      Z tego, jak dbasz o dziecko wynika, że jesteś Wystarczająco Dobrą
      Matką, wiesz? Brakuje Ci tylko wsparcia, kogoś bliskiego, komu
      mogłabyś opowiedzieć o swojej rozpaczy i swoich wątpliwościach. Nie
      musisz być matką perfekcyjną, cudowną etc. Może nawet lepiej, żebyś
      taka nie była, bo to najlepszy sposób, by unieszczęśliwić dziecko. Z
      całego serca Ci życzę, byś potrafiła zawrzeć ze swoim dzieckiem
      przymierze i w przyszłości zaprzyjaźnić się z nim. Wszystkie
      zaległości nadrobisz, wierz mi! Życzę Ci dużo wyrozumiałości dla
      samej siebie!
      • oldbay Re: Od tego jest matka, nie? 21.08.09, 20:03
        Ja myślę podobnie. Sam fakt, że ona się boi, ze dziecko coś wyczuje
        świadczy o tym, że jednak chyba są tam jakieś uczucia. I ze nikt ze
        znajomych się według niej nie nadaje na opiekuna dla dziecka. To
        znaczy, że nie odda małej byle komu, zeby tylko się jej pozbyć, bo
        inaczej już dawno by to zrobiła. Mi sie wydaje, że ona kocha tego
        dzieciaka i to bardzo ale wściekła jest na byłego męża za to ze ją
        porzucił.
        Współczuję historii życiowej i współczuję dzieciakowi.
        -
        oldbay
    • kingaesden Od tego jest matka, nie? 30.07.09, 09:03
      Mnie ten list przeraził. Społeczeństwo nam się atomizuje, żyjemy wśród coraz większej ilości "indywidualistów". Dookoła tylko: ja, moje życie, moja kariera, moje ...
      Autorka tego listu najwyraźniej ma głęboko gdzieś wszystkie inne osoby poza samą sobą. Sądzę, ze granica naszej wolności jest drugi człowiek, którego krzywdzić nam nie wolno. Ktoś nie chce/nie lubi dzieci -ok. Ale pełne hipokryzji wyznanie, ze się nie chciało, ale się zrobiło, bo maż by odszedł, a potem użalanie się nad sobą, ze to dziecko to życie i karierę złamało jest obrzydliwe. i jeszcze to zadowolenie z siebie, że się jest kaleką emocjonalną i to wszystko usprawiedliwia.
      Jeżeli ktoś Ci, autorko tego listu życie i karierę złamał zrobiłaś to Ty sama. Nie użalaj się nad sobą, bo ponosisz konsekwencje swoich własnych decyzji. Pewnie, ze nie jest łatwo, miło i przyjemnie wychowywać samotnie dziecko, ale to też Ty sprowadziłaś córkę na świat i jesteś za nią odpowiedzialna. Obudź się dziewczyno i dorośnij. Już nie ma "ja" a jest "my". To się nazywa rodzina, nawet jeśli ojciec głupek uleciał w siną dal. I nie chodzi o to,że trzeba szyć sukienki na bal do 3 nad ranem.
      • sasetka_19 Re: Od tego jest matka, nie? 30.07.09, 09:25
        "Nie groził rozwodem... (...) Mamy być razem do końca życia, a dla niego to jest
        ważne. (...) Zdecydowałam się na dziecko dla niego."

        W liście nie było mowy, że odejdzie, jak mu nie da dziecka. Może gdyby ten,
        który tego dziecka tak pragnął, nie zostawił tej, która wbrew sobie urodziła mu
        je, sytuacja wyglądałaby inaczej? Nie uważasz, że ta kobieta poświęciła się dla
        tego "złamasa"? On jakoś nie poświęcił się dla niej i nie zrezygnował z dziecka,
        którego tak bardzo pragnął, że aż zostawił. A w liście jest dalej, że
        prawdopodobnie wyjechał do Australii, autorka nie wie tego na pewno. A dlaczego?
        Bo on się właśnie tak intensywnie interesuje tym bardzo przez niego chcianym
        dzieckiem. Powinniśmy współczuć tej kobiecie, a nie jej wypominać. To ona
        stanęła na wysokości zadania i dalej wychowuje to dziecko.
      • gondra Re: Od tego jest matka, nie? 31.07.09, 09:24
        A ja uważam, że indywidualizm i stawianie siebie na pierwszym miejscu to zdrowa
        postawa i nie musi oznaczać od razu, olaboga, egoizmu i deptania po innych
        ludziach, jak wynika z czarno-białych wypowiedzi.
    • sasetka_19 Od tego jest matka, nie? 30.07.09, 09:13
      Bardzo dziękuję za ten list. Czytając go, czułam jakbym to ja miała napisać,
      jeśli urodziłabym dziecko za kilka lat. Ja czuję dokładnie to samo. Mam 24
      lata, jestem już 5 lat w związku, kocham mojego narzeczonego, ale dzieci nie
      chcę mieć żadnych. Nikt tego nie rozumie, ludzie zaraz pytają, a dlaczego nie
      weźmiecie ślubu i kiedy chcecie mieć dzieci, przecież już czas. Dla świętego
      spokoju odpowiadam, że "na razie" nie. To "na razie" mam nadzieję rozciągnąć
      na wiele lat. Rozumiem, że autorka listu nie kocha córki. Ja mam bardzo
      podobne sny do jej, że ją w środku coś rozrywa. Na samą myśl o ciąży bolą mnie
      wnętrzności. Mam też ogromną nadzieję, że okaże się, że jestem bezpłodna.
      Potraktowałabym to jak wybawienie. Ale ludzie nie rozumieją, że czyjeś decyzje
      należy uszanować. Autorce bardzo współczuję sytuacji.
      • sonajda Re: Od tego jest matka, nie? 30.07.09, 12:21
        Autorka tego listu, jest moim zdaniem, bardzo odpowiedzialną i
        uczciwą osobą. Popełniła błąd - uległa w kwestii dziecka dla
        ukochanego mężczyzny, ale któż z nas nie podejmuje błędnych decyzji!
        Postanowiła, jednak ponieść konsekwencje swojej decyzji i stara się
        robic to jak najlepiej potrafi. A, że nie potrafi lepiej, to się nie
        ma co bulwersować.
        Ja sama nie chcę mieć dzieci. Jestem tego pewna na 100 %. Na
        szczęście mój mąż też nie chce. Natomiast, na każdym spotkaniu
        towarzyskim, czy rodzinnym muszę wysłuchiwać tekstów pod
        tytułem "jeszcze zachcesz", "później będzie za późno", "zrób, bo
        będziesz żałowała"....
        Ale tak, jak nie można się najeść na zapas, tak nie można sobie
        zrobić dziecka na zapas. Co, prawda teraz nie chcę, ale sobie
        zrobię, bo a nóż się przyda....
        Współczuję Pani i podziwiam. Trzymam kciuki za Panią i córkę. Wiem,
        że ciężko jest czasem nawiązać relację z dzieckiem, zwłaszcza małym.
        Ja i moja mama zaprzyjaźniłyśmy się dopiero, kiedy byłam w szkole
        podstawowej, a nie mogę odmówić mojej mamie troski i miłości w
        stosunku do mnie kiedy byłam mała. Jednak, przyjaciółkami i
        wsparciem stałyśmy się dla siebie o wiele później.
        Mam nadzieję, że autorce (czy też kobietom do niej podobnym) też się
        to uda.
        Powodzenia :)
        • gondra Re: Od tego jest matka, nie? 31.07.09, 09:24
          > Autorka tego listu, jest moim zdaniem, bardzo odpowiedzialną i
          > uczciwą osobą. Popełniła błąd - uległa w kwestii dziecka dla
          > ukochanego mężczyzny, ale któż z nas nie podejmuje błędnych decyzji!
          > Postanowiła, jednak ponieść konsekwencje swojej decyzji i stara się
          > robic to jak najlepiej potrafi. A, że nie potrafi lepiej, to się nie
          > ma co bulwersować.

          Zgadzam się z Tobą.
    • cigala Od tego jest matka, nie? 30.07.09, 13:01
      Odwaznie i uczciwie, choc takie zycie jest straszne. Mala sie
      zorientuje, prawdopodobnie juz sie zorientowala. Zal mi jej, bo
      zadnemu dziecku nie nalezy sie taki los. Pewnie, sporo dzieci ma
      gozej, ale kazde chce byc kochane.

      Mam jednak nadzieje, iz z czasem bedzie Pani lepiej w zyciu i zycze
      jednak mimo wszystko zmiany wewnetrznej... ja wierze w sile
      pozytywnej mysli - wszystko sie da, jesli sie chce.
    • nola9 Od tego jest matka, nie? 30.07.09, 16:24
      Najgorsze ze takie nie zdolne do uczuc wyzszych psychopatki rodza zdrowe
      dzieci i łamią im życie a te ktore bylyby wspanialymi matkami maja albo
      problem z zajsciem w ciaze albo dziecko jest martwe itp itd nienawidze
      psychopatów, socjopatów i wszystkich zboczencow niech zdychaja w piekle!!
      • nola9 Re: Od tego jest matka, nie? 30.07.09, 16:30
        Zastanawia mnie dlaczego zdrowe na umyśle kobiety ktore są zdolne do uczuc
        wyzszych nazywacie nawiedzonymi?? normalnym, zdrowym jest posiadac uczucia
        wyzsze takie wlasnie jakie odczuwanie milosci do swojego dziecka, zdolnosc do
        epmatii itp itd a chorobą jest urodzic dziecko i wychowywac je latami i po
        prostu nic do niego nie czuc...patologia i to jest fakt a nie opinia nawidzonej!
        opinia ZDROWEJ!
      • gondra Re: Od tego jest matka, nie? 31.07.09, 09:27
        > nienawidze psychopatów, socjopatów i wszystkich zboczencow niech
        > zdychaja w piekle!!

        To masz problem, bo chyba sama się do nich zaliczasz.
      • jaroslawjerzy Re: Od tego jest matka, nie? 03.08.09, 15:35
        nola9 napisała:

        > nienawidze
        > psychopatów, socjopatów i wszystkich zboczencow niech zdychaja w
        piekle!!

        Piekło to inni ludzie. W tym przypadku Ty.
    • moofiaczek A ja chcę mieć dziecko i mnie odwodzą :( 30.07.09, 18:01
      Mam 25 lat właśnie skończyłam studia i od jakiegoś czasu już chcę
      mieć dziecko. Mój chłopak też chcę ale mówi, że za 2-3 lata będzie
      go stać na dom to lepiej wtedy. Wychowałam się w biedzie, w
      mieszkanku połowę mniejszym niż nasze i uważam, że mieszkanie, praca
      i samochód to więcej niż dość aby mieć dziecko. Mama wychowywała nas
      sama, ale było naprawdę super i też chcę mieć rodzinę. A wszyscy są
      przeciw mama chłopaka, że ona chciała podróżować a miała dzieci
      musiała chować. Moja mama żebym nieco bardziej rozhulała karierę
      zanim pójdę na macierzyński. Ciągle można mieć coś więcej lepiej. I
      wszyscy mi mówią, że dla mojego dziecka będzie lepiej jak będę
      wyszumiana, spełniona, bogatsza. A ja chciałabym mieć je teraz
      najdalej naprawdę za te 2 lata, ale czuję, że wciąga mnie praca im
      dłużej pracuję tym bardziej chcę pracować i boję się, że
      następna "okazja" będzie za 10 lat :(
      Dlaczego zawsze wszyscy wiedzą lepiej co dla mnie dobre :S

      I najgorsze, że ciągle mi mówią (rodzina koleżanki), że teraz się
      tak wcześnie nie rodzi dzieci, że 30 to ten czas. A ja nie chcę
      czekać i czekać frustruje mnie to.
      • katerina24 Re: A ja chcę mieć dziecko i mnie odwodzą :( 30.07.09, 18:10
        Proszę pani to jest prywatna sprawa każdego człowieka - trochę dojrzałości, czy
        będzie się pani zawsze sugerowała tym co inni mówią?
        • moofiaczek A ja chcę mieć dziecko i mnie odwodzą :( 30.07.09, 18:31
          Może tak jest,
          Ale to nie jest tylko moja decyzja do podjęcia. Nie chcę aby
          ktokolwiek czuł się oszukany czy "wrobiony". Nie chcę też
          rozczarować mojej rodziny i wstydzę się, że wcale nie chcę robić
          tych wszystkich rzeczy, które jako nowoczesna kobieta powinnam
          chcieć "dla siebie" zrobić. Wcale nie mam ochoty "podróżować po
          świecie" ani "wyszumieć się" zanim będę miała dziecko.

          Nie chcę też aby koleżanki patrzyły na mnie z góry. Albo żeby mama
          mi mówiła, że się po mnie więcej spodziewała. Nikt nie żyje tylko
          dla siebie a ja żyję bardzo blisko z moją rodziną i nie chcę
          podejmowac decyzji, której one są zdecydowanie przeciwne.
          • katerina24 Re: A ja chcę mieć dziecko i mnie odwodzą :( 30.07.09, 20:59
            moofiaczek napisała:

            > Może tak jest,
            > Ale to nie jest tylko moja decyzja do podjęcia. Nie chcę aby
            > ktokolwiek czuł się oszukany czy "wrobiony". Nie chcę też
            > rozczarować mojej rodziny i wstydzę się, że wcale nie chcę robić
            > tych wszystkich rzeczy, które jako nowoczesna kobieta powinnam
            > chcieć "dla siebie" zrobić. Wcale nie mam ochoty "podróżować po
            > świecie" ani "wyszumieć się" zanim będę miała dziecko.
            >
            > Nie chcę też aby koleżanki patrzyły na mnie z góry. Albo żeby mama
            > mi mówiła, że się po mnie więcej spodziewała. Nikt nie żyje tylko
            > dla siebie a ja żyję bardzo blisko z moją rodziną i nie chcę
            > podejmowac decyzji, której one są zdecydowanie przeciwne.

            Proszę pani w takim razie z całym szacunkiem nie jest pani dojrzała z
            psychicznego pkt widzenia ponieważ to pani a nie pani matka/znajomi/dalsza
            rodzina będą ponosili konsekwencje pani wyborów i ZAWSZE ale to zawsze komuś się
            będzie coś nie podobać ktoś będzie miał inne potrzeby i priorytety - ja jestem
            teraz bardzo chora wskutek leczenia mnie przez pewną dr i z perspektywy czasu
            {jestem parę lat od pani starsza} powiem pani, że jeśli nie umie się żyć i
            dokonywać wyborów na własny rachunek nawet przy dezaprobacie najbliższych to
            będzie pani, w skrytości ducha -bo na zewnątrz można udawać, nieszczęśliwa}.
            Jeśli ktoś nie lubi/kocha pani za to jaka pani jest i za wybory które pani
            podejmuje a nie są tożsame z tym co wybrała Kasia albo Joasia to nie jest pani
            przyjacielem. Ja nigdy np nie chcę mieć dzieci ale to jest mój wybór i gdy ktoś
            myśli inaczej nie uważam, ze jest zły, jest wariatem albo inne łatki tego typu.
            Pani ma już 25 lat a pani Mama swoje lata i jeśli jutro ona będzie biegać nago
            po mieście zrobi to iwyłącznie na swój rachunek i nie pani będzie za to
            odpowiadać choć to pani matka. Podobno rodzimy się jako oryginały a umieramy
            jako czyjeś kopie czy pani chce uzależniać swoje życie od tego co ONI {choćby
            nie wiem jak dobre relacje pani miała z nimi i jakby ich kochała nie jest ZDROWE
            psychicznie, że bierze pani aż tak pod uwagę zdanie kogoś na swój temat i swego
            życia!!!!} "Wrobiony" jak to pani określa mógłby się poczuć pani partner gdyby
            np. miała pani jak to robię pewne kretynki etc. wpadkę kontrolowaną i inne temu
            podobne opcje a nie pani znajomi czy matka - na boga proszę spojrzeć z dystansem
            na swój wpis to jest przerażające! Nie uważa pani i serio to piszę, że coś jest
            nie tak w tej całej sytuacji? Sama pani napisała, że facet nie ma nic przeciwko
            abyście mieli dziecko!
            Proszę pani oczywiście, że głównie aby żyć trzeba rozpoznać siebie - nie jest
            pani niańką matki ,koleżanek. Ludzie i ja sama zresztą mają problem z tak zwanym
            zdrowym egoizmem. To nie polega na tym, że tylko ja od pon do niedzi., nie ale
            jeśli nie umie się żyć i odnajdywać radości w swoim własnym towarzystwie i
            robieniu rzeczy rozmaitych na własne konto i dla siebie to jest to tragedia.
            Traktuje pani siebie tak wynika z tego postu jako przedłużenie swej matki - jak
            by miała pani jej coś zrekompensować swoimi wyborami {być może ona też tak o
            zgrozo uważa, albo radzi tak pani z racji swego wieku i doświadczenia -to jest
            ok ale tylko do pewnego stopnia - nikt za nikogo życia nie przeżyje i człowiek
            -pani nie jest niczyją własnością etc. Juliet Binoche powiedziała kiedyś ładne
            zdanie: "że dzieci są jak kwiaty w wazonie należą do siebie nie do wazonu". Pani
            niestety należy do wazonu -proszę wybaczyć - ja wiem, że permanentnie tak nie
            jest, że nie bierze pani non stop pod uwagę racji innych. I wiem, że nie jest
            pani bezwolna lalką. Ale nie jest dobrze traktować siebie {ze strachu/niemocy}
            jako wypadkową czyichś postanowień, dążeń!
            Każdy ma w życiu różne priorytety, dążenia. Może się okazać, że to do czego się
            dążyło,pożądało okaże się koniec końców mrzonką - dobrze jest nawet przy
            chichocie i szyderstwach innych podnieść się {można dłuugo poleżeć} otrzepać
            mundurek, zweryfikować plany i ruszyć w drogę - to uniwersytet życia! Nie będzie
            piątek, dyplomów ale może PANI zrobić coś dla siebie -bez poczucia winy, blasku
            i akceptacji. Może to pani zrobić dla siebie i często gęsto tylko pani będzie
            wiedziała jak coś osiągnie/zrobi ile to panią kosztowało ale jaka pani jest
            szczęśliwa. Nie żeby się komuś przypodobać, wrócić w aureoli- nie żyje pani po
            to zresztą, wielu nie powinno tylko dlatego żyć! Arystoteles powiedział kiedyś
            "nie znam niezawodnego przepisu na sukces ale znam jeden na porażkę :próbować
            zadowolić wszystkich". Proszę przemyśleć czy pani naprawdę jest gotowa żeby
            zostać matką i czego pani naprawdę chce. Nie da się zadowolić oponentów - jeśli
            są na nie dla samego tylko faktu aby to powiedzieć to zawsze coś znajdą. A
            powiem pani z własnego doświadczenia najgorzej jest zawieść samego siebie -prócz
            problemów ze zdrowiem to jest straszna rzecz bo innych się zawsze oszuka siebie
            niekoniecznie!
          • malila Re: A ja chcę mieć dziecko i mnie odwodzą :( 04.09.09, 11:03
            Obawiam sie, że wychodzisz z błędnego założenia, iż zawsze da się
            znalexć takie rozwiązanie, którego będziecie chcieli wszyscy. Że nie
            będzie sprzeczności między tym, czego Ty chcesz, a tym, czego od
            Ciebie chcą inni.
            Nikt Ci nie mówi, żebyś żyła tylko dla siebie. Rzecz w tym, że to, o
            czym piszesz, to życie dla innych, a nie pogodzenie jednego z
            drugim. To tak jakbyś nie istniała, bo nie ma Twoich decyzji, Twojej
            woli, Twojej chęci. Są decyzje i chęci Twojej rodziny, znajomych,
            koleżanek.
    • p.wieslawa Od tego jest matka, nie? 30.07.09, 19:11
      Nie mogłam się doczekać możliwości skomentowania ale tak się złożyło,że mogę to zrobić dopiero teraz,toteż watki,które moją uwagę przykuły zostały już poruszone .Pewnie się powtórzę.Też pomyślałam,że ten tekst nie jest prawdziwy ale jeśli ,to poruszył mnie i może Autorce będzie łatwiej po napisaniu,nazwaniu problemu.Nie oddała córki -dobrze rokuje albo miała zbyt mało odwagi ,by to zrobić? Zastanawia mnie jakie było je dorastanie? Uczymy się wielu rzeczy ,poradniki rozmaite ale jak być rodzicem ? trudne,można się tego uczyć i nauczyć( w swoim osądzie)i zazdrościć,że inni pełnią tę rolę intuicyjnie niejako.Nie jest chyba sama,bo skoro pisze o depresji i słabościach to córką ktoś się wtedy musiał zajmować,gdy ona dochodziła do siebie.Córka może zorientuje się o braku uczucia albo i nie bo tyle może dziać w naszej głębi bez uzewnętrzniania wewnętrznej walki.I jeszcze jedno-nie wydaje się dziecka na świat dla kogoś!
    • prowodyra Od tego jest matka, nie? 30.07.09, 19:24
      hmm, mam wrażenie, że ten list nie jest prawdziwy... wygląda raczej na zręczne
      prowokowanie dyskusji. Jak widać na tym forum - udane. Pewnie niedługo pojawi
      się na ten temat większy artykuł w 'Obcasach'.
      Tak czy inaczej temat "wymuszonego macierzyństwa" jest istotny i warto by się
      nim zająć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka