IP: *.sympatico.ca 02.03.02, 20:45
25 listopada 1967 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie, Kazimierz Dejmek
wystawil inscenizacje III czesci Dziadow Adama Mickiewicza. Dramat ten,
zaprezentowany po dlugiej przerwie, wzbudzil ogromne zainteresowanie. Tekst III
czesci Dziadow jest miejscami niezwykle antyrosyjski, aby przytoczyc tylko trzy
krotkie fragmenty:


Nie dziw, ze nas tu przeklinaja,
Wszak to juz mija wiek,
Jak z Moskwy w Polske nasylaja
Samych lajdakow stek.
...
Trzy pokolenia przeszly, jak nas przemoc dreczy;
Meczyla ojcow naszych, - dzieci, wnukow meczy!
...
Mnichu! czy ty slyszales o ruskim batogu?


Odpowiednia inscenizacja oraz gra Gustawa Holoubka w roli Konrada dopelnily
reszty. Spektakl stal sie natychmiast sensacja, tlumy widzow owacyjnie
przyjmowaly sztuke, a w momentach szczegolnie antyrosyjskich entuzjazm siegal
szczytow. Holoubek wspominal potem, ze nigdy w swojej karierze nie doswiadczyl
wiekszego aplauzu widowni.

www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/pic10.jpg
www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/pic11.jpg
www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/pic12.jpg
www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/pic13.jpg
www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/pic32.jpg
Obserwuj wątek
    • Gość: Mirek Re: Marzec IP: *.sympatico.ca 02.03.02, 21:08
      ANDRZEJ MICHAL KOBOS


      Drugie dziesieciolecie wladzy Wladyslawa Gomulki - "Wieslawa" zaczelo sie w
      Polsce w roku 1966 w atmosferze ogolnej rezygnacji, niespelnionych oczekiwan
      oraz zaciesnionej kontroli partii komunistycznej nad narodem. Juz w roku 1963,
      okolo 40 intelektualistow skierowalo do partii i rzadu tzw. "Memorial 34"
      apelujacy o swobody intelektualne. Dochodzily do tego chroniczne trudnosci lub
      kryzysy ekonomiczne. Na szczytach partii nastapil wyrazny rozlam na kilka
      zwalczajacych sie odlamow, z ktorych kazdy dazyl do przejecia wladzy.

      Zwolennicy liberalizacji, jezeli tacy kiedykolwiek istnieli na gorze partii,
      znalezli sie w mniejszosci bez znaczenia. Rozczarowani mlodzi dzialacze
      partyjni nizszego szczebla, tacy jak Jacek Kuron i Karol Modzelewski, padli
      ofiara czystek. Takze rozczarowani, dawniej stalinizujacy, filozofowie i
      ekonomisci, np. Leszek Kolakowski czy Wlodzimierz Brus, poszli w nielaske
      (Kolakowski w roku 1966, po wygloszeniu przemowienia w dziesiata rocznice
      Pazdziernika, w ktorym ostro skrytykowal polityke kulturalna Gomulki).
      Socrealistyczni literaci o znanych nazwiskach - niedawni heroldowie
      nowego "lepszego" ladu - zaczeli dostrzegac prawdziwa sytuacje i przechodzic na
      pozycje przeciwne ich do niedawna zniewolonym umyslom. Proby uzyskania pewnej
      wolnosci tworczej zaczely przyciagac masy inteligencji i studentow.

      Z drugiej strony, "twardoglowi" w partii, zwani kilka lat wczesniej
      stalinistami, wzrastali w sile. Dodawal im zachety stalinizm odradzajacy sie w
      Zwiazku Sowieckim po upadku Chruszczowa w 1964 roku. Gomulka, ktory nigdy nie
      chcial glebszych reform i nie mial zamiaru spelnic oczekiwan Pazdziernika 1956,
      sprzyjal temu odlamowi, przynajmniej po cichu. Nawet jesli mu nie dowierzal i
      bal sie go, to jego strach przed liberalizacja byl silniejszy. Przykladem tego
      bylo uwiezienie w 1964 roku Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego za ich "List
      otwarty do partii" domagajacy sie liberalizacji kulturalnej i politycznej.

      Na bazie stalinistow, wyrosla w partii grupa tzw. "partyzantow," pod wodza
      Mieczyslawa Moczara. Moczar byl postacia dosc niezwykla, "a man for all
      seasons" w polskiej partii komunistycznej. Podczas okupacji niemieckiej byl
      dowodca oddzialow Gwardii Ludowej w lasach kieleckich, zajetym bardziej
      polowaniem na AKowcow i ukrywajacych sie Zydow niz na Niemcow. Po wojnie, byl
      on wysokim funcjonariuszem UB, zwiazanym z sowieckim NKWD i jego pozniejszymi
      wcieleniami. Wslawil sie ponuro jako szef Urzedu Bezpieczenstwa w Lodzi. W
      polowie lat szescdziesiatych, jego gwiazda w partii zaczela jasniec coraz
      silniej. Skupil wokol siebie zwolennikow powrotu do rzadow silnej reki, grajac
      zas nacjonaliste (nieoficjalnie nawet antysowieckiego) i opiekuna kombatantow
      (wlaczajac Akowcow), wyrosl na "eminence griese" i pierwszego pretendenta do
      zastapienia coraz bardziej bezbarwnego Gomulki.

      Od izraelsko-arabskiej "wojny szesciodniowej" w czerwcu 1967 podzialy w partii
      przybraly na sile. Wykorzystujac pewne, niekiedy groteskowe sympatie na gorze
      partii i wojska dla zwyciestwa "naszych Zydow" nad "ich (sowieckimi) Arabami",
      zaczeto lansowac teorie imperialistyczno-syjonistycznej, piatej kolumny,
      pojecie wprowadzone w przemowieniu Gomulki 19 czerwca 1967 r. Po zerwaniu
      stosunkow dyplomatycznych z Izraelem rozpoczeto zaciekla propagande
      antyizraelska. Juz w czerwcu 1967 nastapila czystka antysemicka w Ludowym
      Wojsku Polskim, ktorej ofiara padlo ponad 300 oficerow, przewaznie wyzszego
      szczebla. Byl to poczatek kampanii antysemickiej w Polsce, chociaz ciagle
      jeszcze nie otwartej i nie na wielka skale. Wszystko to dzialo sie w atmosferze
      zaciskania kontroli przez cenzure i ograniczania jakiejkolwiek swobody
      kulturalnej. Literackie i intelektualne srodowisko Warszawy glosno domagalo sie
      wiekszej swobody, dodatkowo zachecone przez blyskawicznie rozwijajaca sie pod
      wodza Aleksandra Dubceka trasformacje post-stalinowskiego komunizmu
      czechoslowackiego w "socjalizm z ludzka twarza." Powiedzenie "cala Polska czeka
      na swego Dubczeka" szybko stalo bardzo popularne.

      Dejmek mial powazne trudnosci z cenzura, ktora, uznajac owacje za
      antyradzieckie, zadala okrojenia tekstu i zmiany "fideistycznej" inscenizacji.
      Bardzo szybko cenzura ograniczyla liczbe przedstawien do jednego tygodniowo.

      Pewnego styczniowego wieczora Holubek-Konrad, stojac w smudze swiatla obok
      Duryasza-ks. Piotra, potrzasnal kajdanami w strone lozy z wysokimi urzednikami
      ambasady sowieckiej w Warszawie, i... zaczelo sie. 31 stycznia 1968
      Ministerstwo Kultury, niepodpisanym listem zabronilo dalszych spektakli
      Dziadow. Po zakonczeniu ostatniego przedstawienia aktorzy w milczeniu staneli
      przed kurtyna, po czym liczna grupa widzow i aktorow udala sie z kwiatami pod
      pomnik Mickiewicza na Krakowskim Przedmiesciu. (Wg Holoubka, odbylo sie w sumie
      dziesiec przedstawien Dziadow dla publicznosci i jeszcze kilka dla aktywow
      partyjnych (!), juz po zakazie publicznych prezentacji.)

      Warszawski Oddzial Zwiazku Literatow Polskich zebral najpierw podpisy pod
      petycja protestujaca, a 29 lutego 1968 na wniosek Andrzeja Kijowskiego, Pawla
      Jasienicy i Antoniego Slonimskiego, uchwalil formalny ostry protest przeciwko
      zdjeciu Dziadow z afisza, poparty w ciagu kilku nastepnych dni przez
      intelektualistow, profesorow i studentow Uniwersytetu Warszawskiego. Znalazlo
      sie w tym protescie zdanie o szerszym znaczeniu: "Powodowani obywatelska
      troska, wzywamy wladze PRL do przywrocenia, zgodnie z nasza wiekowa tradycja,
      tolerancji i swobody tworczej." Publiczne protesty mialy miejsce przed Teatrem
      Narodowym, po ktorych, 4 marca 1968, kilku studentow Uniwersytetu Warszawskiego
      zostalo wyrzuconych z uniwersytetu (moca nakazu owczesnego ministra szkolnictwa
      wyzszego, a pozniejszego przewodniczacego Rady Panstwa PRL Henryka
      Jablonskiego).

      8 marca 1968 roku na dziedzincu Uniwersytetu Warszawskiego odbyl sie wielki
      wiec studentow. Studenci protestowali przeciwko zakazowi przedstawien Dziadow i
      domagali sie przyjecia z powrotem na uniwersytet ich kolegow wyrzuconych za
      wczesniejsze protesty. Odczytywali art. 71 Konstytucji PRL z 1952 roku,
      gwarantujacy wolnosc slowa, zgromadzen i manifestacji. Podczas wiecu na
      dziedziniec uniwersytetu wjechaly autobusy "wycieczkowe" wypelnione rzekomymi
      robotnikami i urzednikami z kilku instytucji, ktorzy jednak w wiekszosci nie
      opuscili autobusow. Ludzie ci ograniczyli sie do wrogich i lzacych okrzykow
      wobec mlodziezy akademickiej, ale doszlo takze do pobicia niektorych studentow
      przez przywieziona bojowke zbirow z aktywow partyjnych oraz do wciagniecia
      grupy studentow do jednego z autobusow. Po krotkim czasie na Uniwersytet
      niespodziewanie wtargnely silne oddzialy milicji i bardzo brutalnie, dlugimi
      palkami i pejczami rozpedzily studentow, nie oszczedzajac kobiet. Szczegolna
      masakra nastapila pod kosciolem Sw. Krzyza na Krakowskim Przedmiesciu.

      9 marca rozpoczely sie w Warszawie pochody i wiece demonstracyjne studentow na
      Uniwersytecie i Politechnice, poparte przez wiekszosc wykladowcow i
      intelektualistow warszawskich. W poniedzialek 11 marca Trybuna Ludu rozpoczela
      ataki na studentow i na "bankrutow politycznych" rzekomo nimi kierujacych. Tego
      samego dnia Slowo Powszechne, organ Pax-u Boleslawa Piaseckiego, rozpoczelo w
      prasie kampanie "antysyjonistyczna." W ciagu kilku dni, demonstracje
      studenckie, solidaryzujace sie ze studentami warszawskimi i uchwalajace
      rozsadnie wywazone rezolucje domagajace sie swobod i prawdy, rozlaly sie
      spontanicznie na cala niemal Polske. Nie bylo zadnego osrodka kierowniczego
      organizujacego te protesty; braly sie one z poczucia solidarnosci, szczegolnie
      silnego wsrod mlodych ludzi. Zadania wiekszej wolnosci intelektualnej
      formulowano nieomal w biegu na demonstracje. Po kilku dniach okazalo sie, ze
      nastapil w Polsce pierwszy od wojny
    • Gość: Ana&Liza Re: Marzec IP: *.dip.t-dialin.net 02.03.02, 21:09
      SYJONISCI DO SYJONU
      czyli
      ZWYCZAJNY FASZYZM

      ANDRZEJ MICHAL KOBOS

      Drugie dziesieciolecie wladzy Wladyslawa Gomulki - "Wieslawa" zaczelo sie w
      Polsce w roku 1966 w atmosferze ogolnej rezygnacji, niespelnionych oczekiwan
      oraz zaciesnionej kontroli partii komunistycznej nad narodem. Juz w roku 1963,
      okolo 40 intelektualistow skierowalo do partii i rzadu tzw. "Memorial 34"
      apelujacy o swobody intelektualne. Dochodzily do tego chroniczne trudnosci lub
      kryzysy ekonomiczne. Na szczytach partii nastapil wyrazny rozlam na kilka
      zwalczajacych sie odlamow, z ktorych kazdy dazyl do przejecia wladzy.

      Zwolennicy liberalizacji, jezeli tacy kiedykolwiek istnieli na gorze partii,
      znalezli sie w mniejszosci bez znaczenia. Rozczarowani mlodzi dzialacze
      partyjni nizszego szczebla, tacy jak Jacek Kuron i Karol Modzelewski, padli
      ofiara czystek. Takze rozczarowani, dawniej stalinizujacy, filozofowie i
      ekonomisci, np. Leszek Kolakowski czy Wlodzimierz Brus, poszli w nielaske
      (Kolakowski w roku 1966, po wygloszeniu przemowienia w dziesiata rocznice
      Pazdziernika, w ktorym ostro skrytykowal polityke kulturalna Gomulki).
      Socrealistyczni literaci o znanych nazwiskach - niedawni heroldowie
      nowego "lepszego" ladu - zaczeli dostrzegac prawdziwa sytuacje i przechodzic na
      pozycje przeciwne ich do niedawna zniewolonym umyslom. Proby uzyskania pewnej
      wolnosci tworczej zaczely przyciagac masy inteligencji i studentow.

      Z drugiej strony, "twardoglowi" w partii, zwani kilka lat wczesniej
      stalinistami, wzrastali w sile. Dodawal im zachety stalinizm odradzajacy sie w
      Zwiazku Sowieckim po upadku Chruszczowa w 1964 roku. Gomulka, ktory nigdy nie
      chcial glebszych reform i nie mial zamiaru spelnic oczekiwan Pazdziernika 1956,
      sprzyjal temu odlamowi, przynajmniej po cichu. Nawet jesli mu nie dowierzal i
      bal sie go, to jego strach przed liberalizacja byl silniejszy. Przykladem tego
      bylo uwiezienie w 1964 roku Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego za ich "List
      otwarty do partii" domagajacy sie liberalizacji kulturalnej i politycznej.

      Na bazie stalinistow, wyrosla w partii grupa tzw. "partyzantow," pod wodza
      Mieczyslawa Moczara. Moczar byl postacia dosc niezwykla, "a man for all
      seasons" w polskiej partii komunistycznej. Podczas okupacji niemieckiej byl
      dowodca oddzialow Gwardii Ludowej w lasach kieleckich, zajetym bardziej
      polowaniem na AKowcow i ukrywajacych sie Zydow niz na Niemcow. Po wojnie, byl
      on wysokim funcjonariuszem UB, zwiazanym z sowieckim NKWD i jego pozniejszymi
      wcieleniami. Wslawil sie ponuro jako szef Urzedu Bezpieczenstwa w Lodzi. W
      polowie lat szescdziesiatych, jego gwiazda w partii zaczela jasniec coraz
      silniej. Skupil wokol siebie zwolennikow powrotu do rzadow silnej reki, grajac
      zas nacjonaliste (nieoficjalnie nawet antysowieckiego) i opiekuna kombatantow
      (wlaczajac Akowcow), wyrosl na "eminence griese" i pierwszego pretendenta do
      zastapienia coraz bardziej bezbarwnego Gomulki.

      Od izraelsko-arabskiej "wojny szesciodniowej" w czerwcu 1967 podzialy w partii
      przybraly na sile. Wykorzystujac pewne, niekiedy groteskowe sympatie na gorze
      partii i wojska dla zwyciestwa "naszych Zydow" nad "ich (sowieckimi) Arabami",
      zaczeto lansowac teorie imperialistyczno-syjonistycznej, piatej kolumny,
      pojecie wprowadzone w przemowieniu Gomulki 19 czerwca 1967 r. Po zerwaniu
      stosunkow dyplomatycznych z Izraelem rozpoczeto zaciekla propagande
      antyizraelska. Juz w czerwcu 1967 nastapila czystka antysemicka w Ludowym
      Wojsku Polskim, ktorej ofiara padlo ponad 300 oficerow, przewaznie wyzszego
      szczebla. Byl to poczatek kampanii antysemickiej w Polsce, chociaz ciagle
      jeszcze nie otwartej i nie na wielka skale. Wszystko to dzialo sie w atmosferze
      zaciskania kontroli przez cenzure i ograniczania jakiejkolwiek swobody
      kulturalnej. Literackie i intelektualne srodowisko Warszawy glosno domagalo sie
      wiekszej swobody, dodatkowo zachecone przez blyskawicznie rozwijajaca sie pod
      wodza Aleksandra Dubceka trasformacje post-stalinowskiego komunizmu
      czechoslowackiego w "socjalizm z ludzka twarza." Powiedzenie "cala Polska czeka
      na swego Dubczeka" szybko stalo bardzo popularne.



      * * *
      25 listopada 1967 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie, Kazimierz Dejmek
      wystawil inscenizacje III czesci Dziadow Adama Mickiewicza. Dramat
      zaprezentowany po dlugiej przerwie, wzbudzil ogromne zainteresowanie. Tekst III
      czesci Dziadow jest miejscami niezwykle antyrosyjski, aby przytoczyc tylko trzy
      krotkie fragmenty:
      Nie dziw, ze nas tu przeklinaja,
      Wszak to juz mija wiek,
      Jak z Moskwy w Polske nasylaja
      Samych lajdakow stek.
      …………………………………………………..
      Trzy pokolenia przeszly, jak nas przemoc dreczy;
      Meczyla ojcow naszych, - dzieci, wnukow meczy!
      …………………………………………………..
      Mnichu! czy ty slyszales o ruskim batogu?

      Odpowiednia inscenizacja oraz gra Gustawa Holoubka w roli Konrada dopelnily
      reszty. Spektakl stal sie natychmiast sensacja, tlumy widzow owacyjnie
      przyjmowaly sztuke, a w momentach szczegolnie antyrosyjskich entuzjazm siegal
      szczytow. Holoubek wspominal potem, ze nigdy w swojej karierze nie doswiadczyl
      wiekszego aplauzu widowni. Dejmek mial powazne trudnosci z cenzura, ktora,
      uznajac owacje za antyradzieckie, zadala okrojenia tekstu i
      zmiany "fideistycznej" inscenizacji. Bardzo szybko cenzura ograniczyla liczbe
      przedstawien do jednego tygodniowo.

      Pewnego styczniowego wieczora Holubek-Konrad, stojac w smudze swiatla obok
      Duryasza-ks. Piotra, potrzasnal kajdanami w strone lozy z wysokimi urzednikami
      ambasady sowieckiej w Warszawie, i... zaczelo sie. 31 stycznia 1968
      Ministerstwo Kultury, niepodpisanym listem zabronilo dalszych spektakli
      Dziadow. Po zakonczeniu ostatniego przedstawienia aktorzy w milczeniu staneli
      przed kurtyna, po czym liczna grupa widzow i aktorow udala sie z kwiatami pod
      pomnik Mickiewicza na Krakowskim Przedmiesciu. (Wg Holoubka, odbylo sie w sumie
      dziesiec przedstawien Dziadow dla publicznosci i jeszcze kilka dla aktywow
      partyjnych (!), juz po zakazie publicznych prezentacji.)

      Warszawski Oddzial Zwiazku Literatow Polskich zebral najpierw podpisy pod
      petycja protestujaca, a 29 lutego 1968 na wniosek Andrzeja Kijowskiego, Pawla
      Jasienicy i Antoniego Slonimskiego, uchwalil formalny ostry protest przeciwko
      zdjeciu Dziadow z afisza, poparty w ciagu kilku nastepnych dni przez
      intelektualistow, profesorow i studentow Uniwersytetu Warszawskiego. Znalazlo
      sie w tym protescie zdanie o szerszym znaczeniu: "Powodowani obywatelska
      troska, wzywamy wladze PRL do przywrocenia, zgodnie z nasza wiekowa tradycja,
      tolerancji i swobody tworczej." Publiczne protesty mialy miejsce przed Teatrem
      Narodowym, po ktorych, 4 marca 1968, kilku studentow Uniwersytetu Warszawskiego
      zostalo wyrzuconych z uniwersytetu (moca nakazu owczesnego ministra szkolnictwa
      wyzszego, a pozniejszego przewodniczacego Rady Panstwa PRL Henryka
      Jablonskiego).

      http://www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/pic10.jpg

      8 marca 1968 roku na dziedzincu Uniwersytetu Warszawskiego odbyl sie wielki
      wiec studentow. Studenci protestowali przeciwko zakazowi przedstawien Dziadow i
      domagali sie przyjecia z powrotem na uniwersytet ich kolegow wyrzuconych za
      wczesniejsze protesty. Odczytywali art. 71 Konstytucji PRL z 1952 roku,
      gwarantujacy wolnosc slowa, zgromadzen i manifestacji. Podczas wiecu na
      dziedziniec uniwersytetu wjechaly autobusy "wycieczkowe" wypelnione rzekomymi
      robotnikami i urzednikami z kilku instytucji, ktorzy jednak w wiekszosci nie
      opuscili autobusow. Ludzie ci ograniczyli sie do wrogich i lzacych okrzykow
      wobec mlodziezy akademickiej, ale doszlo takze do pobicia niektorych studentow
      przez przywieziona bojowk
      • Gość: Ana&Liza Re: Marzec IP: *.dip.t-dialin.net 02.03.02, 21:15
        Ludzie ci ograniczyli sie do wrogich i lzacych okrzykow wobec mlodziezy
        akademickiej, ale doszlo takze do pobicia niektorych studentow przez
        przywieziona bojowke zbirow z aktywow partyjnych oraz do wciagniecia grupy
        studentow do jednego z autobusow. Po krotkim czasie na Uniwersytet
        niespodziewanie wtargnely silne oddzialy milicji i bardzo brutalnie, dlugimi
        palkami i pejczami rozpedzily studentow, nie oszczedzajac kobiet. Szczegolna
        masakra nastapila pod kosciolem Sw. Krzyza na Krakowskim Przedmiesciu.

        http://www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/pic11.jpg

        9 marca rozpoczely sie w Warszawie pochody i wiece demonstracyjne studentow na
        Uniwersytecie i Politechnice, poparte przez wiekszosc wykladowcow i
        intelektualistow warszawskich. W poniedzialek 11 marca Trybuna Ludu rozpoczela
        ataki na studentow i na "bankrutow politycznych" rzekomo nimi kierujacych. Tego
        samego dnia Slowo Powszechne, organ Pax-u Boleslawa Piaseckiego, rozpoczelo w
        prasie kampanie "antysyjonistyczna." W ciagu kilku dni, demonstracje
        studenckie, solidaryzujace sie ze studentami warszawskimi i uchwalajace
        rozsadnie wywazone rezolucje domagajace sie swobod i prawdy, rozlaly sie
        spontanicznie na cala niemal Polske. Nie bylo zadnego osrodka kierowniczego
        organizujacego te protesty; braly sie one z poczucia solidarnosci, szczegolnie
        silnego wsrod mlodych ludzi. Zadania wiekszej wolnosci intelektualnej
        formulowano nieomal w biegu na demonstracje. Po kilku dniach okazalo sie, ze
        nastapil w Polsce pierwszy od wojny autentyczny, spontaniczny i masowy protest
        przeciwko rezimowi komunistycznemu, chociaz ograniczony glownie do studentow.
        Polaczyl on cale niemal srodowisko akademickie w Polsce. Brutalnie rozpedzone
        demonstracje studenckie mialy miejsce w Krakowie, Poznaniu, Lodzi, Wroclawiu,
        Gdansku, Lublinie. W kilku wiekszych nieuniwersyteckich miastach (Bielsko-
        Biala, Tarnow, Radom, Legnica) doszlo do demonstracji uczniow liceow. Studenci
        probowali (z niewielkim skutkiem) zorganizowac bojkot prasy. W domach
        akademickich i podczas demonstracji wznosili okrzyki i niesli napisy "Prasa
        klamie," palili gazety, rozlepiali ulotki, ktore wzywaly do nieczytania gazet.
        Po przemowieniu Gomulki, na Uniwersytecie Warszawskim i Politechnice
        Warszawskiej rozpoczely sie 20 marca strajki okupacyjne studentow, rychlo
        przerwane pod grozba rozwiazania uczelni. Demonstracje i uchwalanie rezolucji
        domagajacych sie wolnosci slowa, zgromadzen i tworczosci kulturalnej oraz opor
        wygasly praktycznie 23 marca.

        http://www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/pic12.jpg

        Wszystko to bylo okazja, na ktora czekali zwolennicy silnej reki. W calej
        Polsce demonstracje studenckie rozpedzane byly z brutalnoscia nie znana od
        wielu lat. Milicja, wspierana przez ORMO, bestialsko bila studentow dlugimi
        palkami i kablami, rozpedzala gazem lzawiacym, dzialkami wodnymi i groznymi
        psami. Bardzo wielu studentow aresztowano. Jedyna obrona demonstrujacych przed
        szarzami milicji byly okrzyki "Gestapo."


        * * *
        Tutaj dygresja o ORMO. Skrot pochodzi od "Ochotnicza Rezerwa Milicji
        Obywatelskiej." ORMO, zorganizowane tuz po wojnie, niby z
        robotnikow "strzegacych wladzy ludowej jak zrenicy oka," pelnilo podobne
        funkcje. W ORMO byli specjalnie przeszkoleni ludzie, oddani systemowi, zwykle
        bardzo ograniczeni, czasem rzeczywiscie robotnicy, podjudzeni, oszukani i
        przekupieni, czesto pelniacy na codzien role donosicieli. Koncepcja ORMO byla
        zlowieszcza: wladza komunistyczna prezentujac owych bojowkarzy jako robotnikow,
        pokazywala, ze ma "klase robotnicza" na swoja obrone.
        W marcu 1968, bojowki ORMO uzbrojono w drewniane paly i dlugie pejcze z grubego
        kabla i w czerwonych opaskach na rekawach wypuszczono na ulice u boku milicji.
        (Podobno byli wowczas wsrod ormowcow rowniez oficerowie wojska w cywilnych
        ubraniach). Wodzowie PRL mogli pokazac, ze "prawdziwi robotnicy" przeciwni sa
        reakcyjnym i syjonistycznym inteligentom i studentom, ktorzy podnosza reke na
        wladze ludowa, i to wlasnie robotnicy spontanicznie (kablami) obcinaja te rece
        (wg zapowiedzi Jozefa Cyrankiewicza jeszcze w Poznaniu w czerwcu roku 1956).

        Warto zacytowac slowa Kazimierza Wierzynskiego:

        "W stolicy policyjnego panstwa ludzi bito z takim smakiem, ze w Warszawie mogly
        przywidziec sie szarze kozakow. Rodzima ochrana nie zapomniala o klasycznych
        sposobach prowokacji. Budy policyjne gnaly po ulicach jak za czasow gestapo.
        Zrywano wiece studentow na eksterytorialnych terenach uniwersytetow."
        (Wiadomosci 21/1156, Londyn 26 maja 1968)
        * * *
        Pamietam bardziej szczegolowo wydarzenia w Krakowie, chociaz nie bylem juz
        studentem.
        Tak jak w Warszawie i w wielu miastach uniwersyteckich, i w Krakowie *) 13
        marca 1968 studenci urzadzili pochod z wiencem pod pomnik Adama Mickiewicza na
        Rynku. (Adam Mickiewicz w 113 lat po smierci, poprzez Dziady urosl
        blyskawicznie do symbolu wolnosci.) Spokojny pochod studentow, ktory po wiecu
        manifestacyjnym wyruszyl spod domu akademickiego "Zaczek" w Oleandrach, ale
        uformowal sie dopiero pod Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellonskiego, nie
        zdolal dojsc do Rynku; rozpedzono go w okolicach ulic Golebiej, Jagiellonskiej
        i Sw. Anny. Studentow pedzono, bijac i strzelajac do nich petardami z gazem, z
        powrotem w kierunku Collegium Novum. Wiekszosc studentow schronila sie do tego
        historycznego gmachu, do sal wykladowych i biur administracji. Milicja wpadla
        tam za nimi. Nie pomogly proby rektora nie wpuszczenia milicji do budynku.
        Profesor Mieczyslaw Klimaszewski, rektor najstarszego uniwersytetu w Polsce,
        jednego z najstarszych w swiecie, zastepca przewodniczacego Rady Panstwa PRL,
        powolujacy sie na immunitet uniwersytetu i swoj poselski, zostal brutalnie
        odepchniety. Niezwykle zasluzony dla kultury polskiej Profesor Karol Estreicher
        zostal dotkliwie pobity przy probie zamkniecia bramy budynku przed milicja.
        Profesor Adam Bielanski, chemik, zostal zraniony. Zbiry z MO wpadali do sal i
        biur, strzelali gazem, wywlekali i bili studentow i personel, ze starszymi
        urzedniczkami wlacznie. (Byl to drugi w 604-letniej historii UJ, przypadek
        wtargniecia uzbrojonych oddzialow na teren Uniwersytetu Jagiellonskiego.
        Pierwszym bylo wejscie Gestapo w dniu 6 listopada 1939, ktore aresztowalo i
        wywiozlo do obozu w Sachsenhausen profesorow Uniwesytetu Jagiellonskiego.)

        Ironia bylo, iz cztery lata wczesniej w tym samym budynku, na tych samych
        uliczkach i Rynku, odbyly sie z wielka pompa obchody 600-lecia Uniwersytetu
        Jagiellonskiego; ta sama trasa przeszedl pochod rektorow i profesorow
        najstarszych i najwiekszych uniwersytetow Europy i swiata, a wszystko w
        obecnosci rozpromienionych Gomulki i Cyrankiewicza.

        Przez chyba tydzien nie mozna bylo wejsc do Collegium Novum z uwagi na lzawiacy
        i duszacy gaz. Podobnie zreszta nie mozna bylo wejsc na okoliczne uliczki.
        Przez dwa tygodnie wszystkie ulice prowadzace do Rynku i uniwesytetu
        zablokowane byly stojacymi wpoprzek "sukami" milicyjnymi i kordonem milicji i
        ORMO. Pomnik Mickiewicza zagrodzony byl plotem z desek. Wejscie do Rynku bylo
        najpierw niemozliwe dla tych, ktorzy tam nie mieszkali, a potem trzeba bylo
        udowodnic, ze nie bylo sie studentem. W pomieszczeniach biurowych w starych
        domach przy Rynku kwaterowala bez przerwy milicja. Uniwersytet zamknieto,
        studentow spoza Krakowa odeslano do domow. Miasteczko studenckie spacyfikowano
        z podobna brutalnoscia. Miasteczko to cztery lata wczesniej przekazywal
        studentom-"przyszlosci narodu," sam tow. Wieslaw.

        W Katowicach, pochod studentow w okolicy budynkow owczesnej filii Uniwersytetu
        Jagiellonskiego przy ul. Bankowej z niezwykla brutalnoscia wpedzono palkami i
        rozwscieczonymi psami do przyleglego otwartego rowu z nieczystosciami i
        sciekami przemyslowymi.

        Kosciol listem Episkopatu Polski z 21 marca protestowal przeciwko brutalnosci
        milicji wobec studentow. Pieciu katolickich pos
        • Gość: Ana&Liza Re: Marzec IP: *.dip.t-dialin.net 02.03.02, 21:18
          Kosciol listem Episkopatu Polski z 21 marca protestowal przeciwko brutalnosci
          milicji wobec studentow. Pieciu katolickich poslow ze ZNAK-u, ze Stanislawem
          Stomma na czele, zlozylo w Sejmie protestujaca interpretacje do premiera
          Cyrankiewicza, narazajac sie na wsciekle ataki z jego strony. Niedlugo potem,
          Jerzy Zawieyski zostal usuniety z tytularnego stanowiska czlonka Rady Panstwa.
          11 marca Pen Club polski domagal sie polozenia kresu represjom wobec mlodziezy
          akademickiej.


          * * *
          Sprawa to bez znaczenia, ale pamietam, jak po biciu i gazowaniu studentow kolo
          i w budynku Colegium Novum, Roman Wolski, Ala Janiszewska, Waldek Karcz i ja
          pisalismy przez cala noc na panstwowym ekwipunku w Instytucie Fizyki Jadrowej w
          Krakowie ulotki, ktore Roman Wolski, zawozil do Nowej Huty. Pamietam, ze ulotka
          ta konczyla sie: "Nie chcemy aby palka milicyjna byla symbolem wladzy w
          Polsce." W ulotce chodzilo o zdobycie poparcia robotnikow dla protestow
          studentow i intelektualistow. Rzeczywiscie, w Nowej Hucie robotnicy przerwali
          wiec potepiajacy studentow i zostali sami rozproszeni przez psy milicyjne. Byl
          to chyba jeden z niewielu takich wypadkow w kraju. Absolutnie, nie przypisuje
          tego naszym ulotkom; takich jak nasze bylo wiecej. Roman Wolski powtarzal
          wtedy: "czarna sotnia, zwyczajny faszyzm." Stad druga czesc tytulu tego
          artykulu. Rzeczywiscie, metoda stara, stosowana wczesniej jako "biej Zidow,
          spasaj Rassiju," okreslona przez Engelsa jako "znamie zacofanych kultur,"
          zepchnela na dluzszy czas Polske w ciemne wieki, jezeli nie w niedawny morowy
          czas faszyzmu.
          Trzeba otwarcie przyznac, ze widocznego poparcia ze strony robotnikow nie bylo
          wtedy zupelnie, chociaz obecnie (1998) pojawiaja sie informacje z archiwow SB,
          jakoby ulotki solidaryzujace sie ze studentami pojawily sie wowczas w okolo 100
          miastach. Przed hotelami robotniczymi, studenci bezskutecznie wolali "Chodzcie
          z nami." Marzec '68 byl jakby prywatnym protestem inteligencji. Do porzuconych
          wiecowych hasel "Studenci do nauki, pisarze do piora" dopisywano
          czasem "Robotnicy do lopaty." Sytuacja, choc odwrotna, powtorzyla sie niestety
          w prawie trzy lata pozniej, w Grudniu 1970 roku na Wybrzezu. Wowczas
          protestowali i gineli robotnicy, zas inteligenci nie odezwali sie ani jednym
          slowem.


          * * *
          Brutalnosc milicji i ORMO zaogniala sytuacje i obliczona byla na podsycanie
          demonstracji studenckich. Dla dolania oliwy do ognia rozpuszczano pogloski o
          ofiarach smiertelnych. Wszystko dlatego, ze demonstracje te wykorzystywane byly
          w walce o wladze w kierownictwie partii. Slusznym demonstracjom w obronie
          kultury nadano natychmiast etykietke organizowanych przez ugrupowania zydowskie
          w srodowisku intelektualnym. Rzekomymi prowodyrami rozruchow okrzyknieto
          studentow o nazwiskach nietypowo polskich. Posypaly sie w prasie, radiu i
          telewizji nieslychanie napastliwe publikacje z bardzo silnymi akcentami
          antysemickimi. Tym razem, organizowanie demonstracji przypisano juz nie
          chuliganom, niemieckim odwetowcom albo amerykanskim imperialistom, ale
          polskim "Zydom-syjonistom," "zydowskim kosmopolitom" itp. Dodano jeszcze do
          nich "bankrutow politycznych" i "wichrzycieli" sposrod intelektualistow,
          pisarzy i studentow.

          http://www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/pic13.jpg

          Chwyt byl sprytny, gdyz niektorym wysokim partyjniakom oficjalnie przypomniano
          ich niedawna stalinowska i ubowska przeszlosc. Zgrabnosc, a zarazem obluda tej
          intrygi polegaly na tym, ze wszyscy w Polsce wiedzieli, ze duza czesc
          komunistow najbardziej wplywowych po wojnie i kierujacych jego krwawym
          utrwalaniem byla pochodzenia zydowskiego. Dosyc powszechna nienawisc do
          panujacego politycznego systemu probowano, z niezlym skutkiem, skierowac na
          ogol Zydow ocalalych po wojnie (jezeli do tej liczebnie garstki mozna uzyc
          okreslenia "ogol"). Oficjalna propaganda, a nawet niestety sporo "szarych"
          ludzi wolalo nie dostrzegac, ze ogol Polakow zydowskiego pochodzenia, ocalalych
          z Zaglady, odzegnywal sie od owej grupy ubowskich renegatow. Nie mowiac juz o
          tym, ze nikt nie przypomnial roli samego Wladyslawa Gomulki, w
          Polsce "lubelskiej" I sekretarza PPR, w organizowaniu w latach 1944-
          1947 "bezlitosnej walki z reakcja" czyli we wprowadzeniu terroru powojennego.
          Nikt tez nie przypomnial bezposredniego udzialu Moczara w aparacie UB.

          Byc moze bardziej okrutna niz stosowanie przemocy cecha Marca 1968 byla plugawa
          w swoim klamstwie propaganda. Pomarcowej propagandzie antysemickiej i
          antyintelektualnej przewodzilo kilkudziesieciu "aryjskich" dziennikarzy, wsrod
          ktorych szczegolnie plugawym piorem wyroznili sie Ryszard Gontarz, Tadeusz
          Walichnowski i Janusz Kolczynski. Marcowy cykl artykulow Gontarza, pod nazwa
          Szargam swietosci, sprowadzal sie do ohydnych paszkwili, a obiekty Gontarz
          kwalifikowal po brzmieniu ich nazwiska. Ludziom wmawiano, ze syjonistyczni
          zdrajcy (choc niemal nikt nie wiedzial co oznaczal przedziwny
          termin "syjonisci") chcieli przejec wladze po to, zeby sprzedac "nasza" Polske
          syjonistom z Izraela, a co by jeszcze zostalo - innym imperialistom.

          Do bicia i aresztowan studentow wnet dodano bicie pisarzy. Ubecka bojowka
          napadla na Stefana Kisielewskiego i dotkliwie go pobila, prawdopodobnie za jego
          stwierdzenie w przemowieniu na zebraniu Zwiazku Literatow Polskich 29 lutego w
          Warszawie o "skandalicznej dyktaturze ciemniakow" w Polsce. Przedmiotem
          wstretnych atakow stal sie pisarz-historyk Pawel Jasienica, za zorganizowanie
          pierwszego protestu pisarzy warszawskich po zdjeciu Dziadow ze sceny
          teatralnej.


          * * *
          Przez ponad dwa tygodnie nikt nie wiedzial kto w Polsce rzadzil (rzadzila palka
          milicyjna) i co dzialo sie z Gomulka, nie odzywal sie on bowiem wcale. Zapewne
          dopiero po zawarciu ukladu z Moczarem, wyglosil on w koncu dlugie przemowienie
          na partyjnym wiecu terrorystycznym w Warszawie 19 marca 1968. Przemowienie to
          bylo istotne, bardzo zlowrogie, a zarazem zalosne. Istotne dlatego, ze
          pokazalo, iz Gomulka obronil wladze, ale za cene przyjecia warunkow Moczara.
          Pod absurdalna i groteskowa nazwa antysyjonizmu, zadeklarowal antysemityzm jako
          oficjalna polityke panstwowa. Zapowiedzial czystke antyzydowska, nie tylko w
          partii, ale na uniwersytetach, w nauce i gospodarce. Rozbudzil nienawisc wobec
          w ogromnej wiekszosci niewinnych ludzi, tylko dlatego, ze byli Zydami.
          Nienawisc w gruncie rzeczy rasistowska. I gorzkie grona gniewu za te nienawisc
          zbiera Polska do dzisiaj, w 30 lat pozniej.
          Przemowienie Gomulki bylo zlowrogie dlatego, ze imiennie zniszczyl kilku
          intelektualistow. Pienil sie na Kisielewskiego za jego epitet "ciemniaki."
          Najgrozniej i najbrutalniej zaatakowal Pawla Jasienice. Dal do zrozumienia, ze
          Jasienica po wojnie wyszedl z wiezienia UB za cene wydania swoich partyzanckich
          towarzyszy z Brygady Wilenskiej AK i z oddzialow mjr. Zygmunta
          Szendzielarza "Lupaszki" (w Gdanskiem). Jasienica stal sie natychmiast nie
          tylko osoba nieistniejaca, ale zaszczuty, sam zerwal wszystkie znajomosci i
          zamknal sie w sobie. Wedlug slow Antoniego Golubiewa, Jasienica pisywal podobno
          przez dwa lata czeste listy do Gomulki wyjasniajac, ze to wszystko nieprawda,
          co Gomulka musial doskonale wiedziec. Nigdy nie otrzymal zadnej odpowiedzi i
          zagryzl sie w ciagu dwoch lat na smierc. Tak wiec Gomulka pozbawil nas i
          przyszle pokolenia Polakow dalszych czesci niezwyklych i w pewnym sensie
          odkrywczych "dziejow Polski," nad ktorymi Jasienica pracowal. Nigdy juz nie
          dowiemy sie, jak ten historyk, widzacy historie Polski przez pryzmat dominacji
          jednostek i ich kolei zycia nad wydarzeniami zbiorowymi, interpretowalby okres
          zaborow i Polski niepodleglej. Byla to wiec tez jakas zbrodnia przeciw kulturze
          narodowej.

          Przemowienie Gomulki bylo takze zalosne z powodu jego oceny dzialalnosci wielu
          wybitnych ludzi kultury. Niszczac Dejmka za jego wystawienie Dziadow,
          stwier
          • Gość: Ana&Liza Re: Marzec IP: *.dip.t-dialin.net 02.03.02, 21:21
            Przemowienie Gomulki nasililo represje, wywolalo fale antysemityzmu, czystek,
            deportacji. Uczynilo rasistowskie represje otwartymi i widocznymi, awansowalo
            je do "rangi" polityki panstwa i rzekomej polskiej racji stanu. Represje i
            banicje objely doslownie tysiace ludzi, ktorym przypisano zydowskie
            pochodzenie, lub podejrzanych o sympatie liberalne. Niemal dwie trzecie ludzi
            pochodzenia zydowskiego wyrzucono z ich stanowisk. W ministerstwach zarzadzono
            weryfikacje personelu. Urzednicy musieli wykazywac swoje aryjskie pochodzenie
            az od pokolenia dziadkow wlacznie. Podobno minister spraw zagranicznych PRL
            Adam Rapacki w protescie odmawial wejscia do budynku (Palacu Bruhla) swojego
            ministerstwa. Wyrzucono go za to w kilka miesiecy pozniej. Byl to chyba jedyny
            protest na tak wysokim szczeblu rzadowym.

            http://www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/pic32.jpg

            Zacieklej propagandzie towarzyszyly wiece "klasy robotniczej i prawdziwych
            polskich patriotow polskich." Na wiecu "aktywu partyjnego stolicy," Jozef Kepa,
            I sekretarz warszawskiej partii, wyglosil faszytowskie w tresci przemowienie, w
            ktorym padlo haslo "Syjonisci do Izraela." We wszystkich wiekszych miastach
            organizowano masowe wiece, na ktore zwozono tysiace poslusznych, zastraszonych
            ludzi z zakladow pracy. Po przemowieniach antysemickich i dzikich wrzaskach na
            czesc "prawdziwych patriotow," takich jak sprzymierzeni z soba Mieczyslaw
            Moczar i Boleslaw Piasecki (ten ostatni z PAXu, dawniej z faszystowskiej
            Falangi), wiekszosc uczestnikow odwozono, a reszta smutnie sie rozchodzila.
            Pozostawaly porzucone, bezdomne transparenty i tablice z haslami, ktore mogly
            by byc nawet zabawne w swojej glupocie, gdyby nie wyjatkowa groza calej
            sytuacji, o ktorej nikt nie wiedzial czym sie skonczy. Jedno z takich hasel bez
            sensu, obnoszone w Krakowie, brzmialo: "Syjonisci do Syjonu"; stad pierwsza
            czesc tytulu tego artykulu.
            Pierwsza liczniejsza grupe 34 studentow relegowal z Uniwersytetu Warszawskiego
            rektor Stanislaw Turski juz 23 marca. Rozwiazal chwilowo szesc kierunkow
            studiow, w tym cale wydzialy ekonomii, filozofii i socjologii. W samej
            Warszawie liczba wyrzuconych studentow wyniosla okolo 1600. 25 marca zwolniono
            z pracy pieciu profesorow Uniwersytetu Warszawskiego, w tym Leszka
            Kolakowskiego. W ciagu nastepnych miesiecy dziesiatki profesorow, pracownikow
            naukowych, dziennikarzy, wydawcow, muzykow i innych, nie tylko zreszta
            pochodzenia zydowskiego, utracilo prace i wkrotce opuscilo Polske. Leszek
            Kolakowski wyjechal jako jeden z pierwszych i osiadl w All Souls College
            Uniwersytetu w Oxfordzie. Wlodzimierz Brus zostal jeszcze przez dwa lata,
            usilujac bronic studentow, po czym wyjechal tez do Oxfordu.


            * * *
            Z calej Polski wygnano ludzi, ktorzy wniesli byli bardzo wiele do kultury
            polskiej, szczegolnie w okresie powojennym. W Lodzi czystki antyzydowskie mialy
            przebieg zaplanowany praktycznie wedlug wzorow nazistowskich, tyle, ze bez
            mordowania ludzi. Wybijano szyby, wyrzucano nawet zydowskie dzieci z
            przedszkoli. Wydzialy historii i filozofii Uniwersytetu Lodzkiego przestaly
            istniec. W malych miastach zwolniono z pracy a potem wygnano zwyklych ludzi
            pochodzenia zydowskiego. Wygnano ludzi ocalalych z obozow koncentracyjnych, z
            Zaglady. Zdarzaly sie przypadki obledu. Terror psychiczny doprowadzil do
            emigracji calych rodzin osiadlych w Polsce od stuleci, lacznie z "aryjskimi"
            malzonkami. Ludzie ci zabierali zwykle z soba jedyny kawalek Polski - ksiazki,
            bo chyba z kultura polska zwiazani byli najsilniej. Zostaly tylko groby
            zydowskie, jezeli nie zrujnowane 25 lat wczesniej przez hitlerowcow. Wyjazdom
            towarzyszyly ogromne ograniczenia celne i szykany. Pamietam bal pozegnalny
            w "Piwnicy pod Baranami" w Krakowie dla Rysia Taedlinga, znakomitego
            dziennikarza krakowskiego Dziennika Polskiego. Wygnano wielu mlodych ludzi,
            niedawno wyksztalconych, albo jeszcze studentow, szczegolnie z Warszawy. O
            studentow i o zwyklych ludzi, traktowanych najbrutalniej fizycznie, nie
            upomnial sie nikt, nawet na Zachodzie.
            Byla to fala banicyjno-emigracyjna, w ramach ktorej wyjechalo z Polski ponad
            20,000 osob, zaopatrzonych w polski dokument podrozy w jedna strone, bez prawa
            powrotu. Zbiorowo pozbawiono tych ludzi obywatelstwa polskiego. (Przywrocil im
            je, rowniez zbiorowo, dopiero Prezydent RP Aleksander Kwasniewski w dniu 11
            marca 1998 roku.) Ci nieliczni Zydzi, ktorzy mimo wszystko pozostali w Polsce
            poczuli sie czesto jak w obcym, wrogim kraju, osamotnieni, wyalienowani.
            Musialo minac prawie dwadziescia lat, zanim narodzila sie idea dialogu zydowsko-
            polskiego i pojednania; nieliczni tylko nie porzucili tej misji. Przykladem
            Stanislaw Krajewski, obecnie prezes Forum Zydowskiego i wspolprzewodniczacy
            Polskiej Rady Chrzescijan i Zydow, autor wydanej w 1997 roku wspanialej ksiazki
            Zydzi, Judaizm, Polska


            * * *
            Otwarty antysemityzm utrzymal sie jako oficjalna polityka przez dluzszy czas.
            Trwal jakby maly stan wyjatkowy. Termin "syjonisci" uzupelniono, ze strachu
            przed wplywem dubczekowskiej odwilzy w Czechoslowacji, niesprecyzowanym
            terminem "rewizjonisci."
            Wyrzuconych naukowcow zastapiono docentami i profesorami mianowanymi sposrod
            wiernych. Stad powstalo slynne okreslenie "docent marcowy.'' Liczni z nich
            utrzymali swoje stanowiska do dzisiaj. W calej Polsce tysiace studentow
            wyrzucono z wyzszych uczelni. Bezpieka aresztowala ponad tysiac studentow, np.
            tych rozpoznanych z fotografii demonstracji, wysylala ich do wojska do
            odleglych garnizonow, w ktorych stworzono karno- reedukacyjne bataliony pracy.
            Dopiero w 30 lat pozniej okazalo sie, ze w calym wojsku polskim bylo wowczas
            tylko dwoch wyzszych oficerow, ktorzy odmowili codziennego przesladowania
            studentow wcielonych do wojska.

            Intelektualistow szykanowano, ludzi szkalowano, urzadzano "polowania na
            czarownice." Swoboda kulturalna zniknela zupelnie. Zaczeto przepisywac
            podreczniki historii Polski i hasla do Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN.
            Namawiano czytelnikow i subskrybentow do zamiany calych stronic w tej
            ostatniej! Chodzilo o wymazanie Zydow z historii Polski, o pomniejszenie ich
            tragedii w czasie ostatniej wojny, o pominiecie tych, ktorzy przetrwali
            Holocaust, a w koncu o rozdmuchanie znaczenia moczarowych "gwardzistow" w
            polskim ruchu oporu podczas okupacji. Czystka objela wydawnictwa, szczegolnie
            Panstwowe Wydawnictwo Naukowe i "Aurige." Wydawca pieknych albumow malarstwa,
            dyrektor "Aurigi" Rafal Glucksman, zaszczuty popelnil samobojstwo.

            Hamletyzujacego nieco Dejmka (pochodzenia czeskiego, nie zydowskiego) wyrzucono
            najpierw z partii, a potem z dyrektorowania Teatrem Narodowym.

            Cenzura szalala. Stanislaw Ptak, byly krakowski cenzor, opowiadal w latach
            siedemdziesiatych Profesorowi Adamowi Strzalkowskiemu w Instytucie Fizyki
            Jadrowej, gdzie wowczas kierowal "osrodkiem informacji," o swoim cenzurowaniu,
            niedlugo po Marcu'68, recenzji dla Tygodnika Powszechnego z ksiazki Ten jest z
            Ojczyzny mojej Wladyslawa Bartoszewskiego i Zofii Lewinowny. Ocenzurowanie
            recenzji mialo odbyc sie "liberalnie," w/g zasady "martwy Zyd, dobry Zyd." Ale
            pan Ptak i tak przeoczyl zamieszczenie zdjecia dzieci ocalalych z getta
            warszawskiego (na zdjeciu juz doroslych Zydow!) i w wyniku wscieklosci Gomulki
            wyrzucono go za to z cenzury.

            Marzec 1968 zrodzil twardych, "zawodowych" opozycjonistow, niemal
            rewolucjonistow, ktorzy w kilka lat pozniej walnie przyczynili sie do powstania
            zorganizowanej, podziemnej opozycji politycznej w Polsce. Marzec dal poczatek
            tzw. "drugiemu obiegowi," szerokiemu rozpowszechnianiu "nielegalnych" drukow
            (nie tylko politycznych), co przez nastepne dwadziescia lat bylo
            niezaprzeczalnie waznym atrybutem wolnej polskiej kultury.


            * * *
            Na koniec o dlugofalowych skutkach Marca.
            Najbolesniejszym skutkiem nie sa nawet sami marcowi wygnancy. Najbolesn
            • Gość: Ana&Liza Re: Marzec IP: *.dip.t-dialin.net 02.03.02, 21:23
              Na koniec o dlugofalowych skutkach Marca.
              Najbolesniejszym skutkiem nie sa nawet sami marcowi wygnancy. Najbolesniejszym
              jest sposob w jaki zostali oni wypedzeni. Marzec 1968 i pozniejsze prawie
              deportacje utrwalily na Zachodzie mniemanie o "typowym Polakom antysemityzmie."
              Historycznie, termin ten byl po czesci uzasadniony; w oczach wielu Marzec go
              potwierdzil. Bardzo negatywne skutki takiego mniemania o polskim antysemityzmie
              odczuwa Polska do dzisiaj. I w tym lezy zbrodniczosc antysemickiego szalenstwa
              Gomulki, Moczara i innych dygnitarzy partyjnych oraz aparatu SB wobec panstwa
              polskiego.

              Uogolnianie, ze antysemityzm w koncu lat szescdziesiatych byl antysemityzmem
              wszystkich Polakow jest dla Polakow krzywdzace. Przyczynia sie do tego
              uogolniania sluszna gorycz wygnancow, ludzi skadinad w olbrzymiej wiekszosci
              bardzo inteligentnych. Podam konkretny przyklad: w 1976 roku spotkalem na
              konferencji fizyki jadrowej w Krakowie Haline Rubinstein, ktora wraz z
              narzeczonym wyjechala z Warszawy w roku 1968. Z wielka gorycza opowiadala mi
              jak w Marcu '68, po demonstracjach studenckich w Warszawie, wieziono ich i
              bito, przyznajac otwarcie, ze tylko dlatego, ze byli Zydami. Ktoz by nie
              uogolnial w takiej sytuacji ?

              Filozof i logik O. Jozef Bochenski, OP, podsumowal (Wiadomosci 21/1156, Londyn
              26 maja 1968) rugi wsrod warszawskich filozofow:

              "To co sie stalo ostatnio w Warszawie mozna opisac nastepujaco: praktycznie
              wszystko w powojennym pokoleniu polskim, co mialo jakiekolwiek miedzynarodowe
              znaczenie w filozofii, zostalo wyrzucone na bruk. Mamy do czynienia z prawdziwa
              likwidacja polskiej mysli filozoficznej w tej mierze przynajmniej, w jakiej
              policja i administracja mysl likwidowac moga. […] Chodzi o rzecz zasadnicza. O
              to mianowicie, ze mysl, jakakolwiek by ona nie byla, probuje sie w Polsce
              zgnebic metodami administracyjnymi. To jest - jesli wolno uzyc tego wyrazenia
              (i uzywam go swiadomie): bestialstwo w scislym tego slowa znaczeniu. Chodzi o
              podludzki, zwierzecy wyczyn. Czlowiek jest jedynym stworzeniem, ktore szanuje
              mysl. Gdy jej nie szanuje, gdy probuje ja zgnebic fizyczna sila, postepuje nie
              jak czlowiek - ale jak zwierz, jak bestia. […]
              Powiedzialbym, ze skandal polski (bo to jest skandal) jest jedynym w swoim
              rodzaju. […] Z polskiego punktu widzenia to jest bardzo bolesna rzecz. Narod
              polski jest jednym z pierwszych w swiecie, ktory jasno sformulowal idee
              wolnosci mysli. To nasz krol Zygmunt August powiedzial kiedys: 'Nie jestem
              panem sumien waszych.' To polski kanclerz, Jan Zamoyski, dal taka odprawe
              moskiewskim poslom: 'W tej Rzeczypospolitej ksiag drukowac ani nakazujem, ani
              zakazujem.' Dlatego dla Polaka wyrzucenie na bruk praktycznie calej filozofii
              obecnej, tylu myslicieli, jest niezmiernie upokarzajace. Bo choc za tym
              wszystkim stoi Czerwona Armia, choc bez niej nie byloby ani pana Gomulki, ani
              pana Moczara, ani rzadow partii w Polsce - to jednak gnebienie mysli odbywa sie
              teraz polskimi rekami. To jest - powtarzam - bolesne i upokarzajace."

              Stwierdzenie Ojca Bochenskiego o "gnebieniu mysli polskimi rekami" jest bardzo
              istotne. Niestety i czystki antysemickie odbywaly sie polskimi rekami. Jest
              bowiem jeszcze inny aspekt Marca '68, nie zupelnie zamkniety po trzydziestu juz
              latach: spoleczny, nawet specyficznie polski. Gomulka, Moczar, inni nie zyja,
              albo poszli w odstawke. Nikt nie odpowiedzial sadownie za zorganizowanie Marca
              i czystki i zapewne juz nie odpowie. Byc moze dlatego, ze odpowiedzialnych jest
              zbyt wielu. W marcu 1998 Alina Grabowska napisala w krakowskim Dzienniku
              Polskim, ze ciagle nieznane sa mechanizmy marcowej hanby. Ktos przeciez ukladal
              listy wyrzucanych lekarzy, inzynierow, pisarzy, dziennikarzy, studentow,
              naukowcow. Ktos tym lokalnie zarzadzal, zwolywal wiece, grozil uczestnikom
              wiecow, izolowal rzekomych syjonistow. Zaangazowana w to byla dobrze dzialajaca
              maszyneria, setki, jesli nie tysiace ludzi. Wyzwolono najciemniejsze instykty u
              ogromnej liczby ludzi.

              To wszystko prawda. Dodam jeszcze, ze tragedia Marca 1968, obok dramatu
              pobitych, szykanowych, wypedzonych, skrzywdzonych i ponizonych byla tragedia
              samoobnazenia sie spoleczenstwa polskiego. Zdumiewajaco wielu ludzi pozostalo
              obojetnymi nie tylko na bicie studentow, ale przede wszystkim na czystki
              antysemickie i deportacje. Jeszcze bolesniejszym jest to, ze wielu ludzi
              przyjelo to za cos slusznego. To nie byla wylacznie aprobata z przymusu. To
              byla aprobata tamtych wydarzen jako czegos slusznego, co sie "im - Zydom
              nalezalo." Nie twierdze, ze aprobowala to wiekszosc ludzi w Polsce, ale na tyle
              wielu, aby uznac to za spoleczna hanbe. I niestety, przerazajaca we wnioskach
              jest proba zastanowienia sie nad hipotetycznym, na szczescie chyba
              niewykonalnym, powtorzeniem sie w Polsce tamtej marcowej sytuacji.

              Moj wieloletni wspolpracownik naukowy, Ray Mackintosh, Nowozelandczyk,
              powiedzial mi kiedys w Oxfordzie w przystepie szczerosci, ze Polacy maja "the
              worst antisemitic record." Na moje zaprzeczenia i pytanie dlaczego tak uwazal,
              jako wspolczesny dowod wymienil Marzec '68. Chociaz opinie takie krzywdza ogol
              Polakow, Marzec 1968 dostarczyl niestety wazkich argumentow dla formulowania
              takich sadow.




              --------------------------------------------------------------------------------

              *)

              Odezwa studentow Krakowa do spoleczenstwa
              uchwalona 11 marca 1968 o godzinie 12

              My studenci Krakowa, pragniemy poinformowac caly Narod o postulatach i
              wypadkach zaistnialych w ciagu ostatnich dni w Krakowie.
              W pelni popieramy przemiany spoleczne i ustrojowe, ktore zaszly w Polsce w
              okresie dwudziestolecia powojennego. Popieramy i uznajemy jako jedynie mozliwa
              w obecnej sytuacji polityke zagraniczna PRL.
              Dzialamy z wlasnej woli w trosce o rozwoj swobod demokracji socjalistycznej w
              naszym kraju.
              Wszystkie sugestie jakobysmy dzialali z inspiracji wrogich Polsce sa nieprawda.
              Protestujemy przeciwko niewlasciwym informacjom jakie ukazaly sie w prasie na
              temat wystapien studenckich. Informacje te blednie okreslaja przyczyny,
              przebieg i cele naszej akcji.
              Stwierdzamy, ze nie istnieja z naszej strony rozbieznosci miedzy dazeniami
              klasy robotniczej a dazeniami studentow. Rownoczesnie protestujemy z cala
              stanowczoscia przeciwko wytwarzaniu sztucznych przegrod miedzy tymi
              srodowiskami.
              Zadamy przestrzegania i poszanowania swobod zagwarantowanych nam przez
              Konstytucje PRL.
              Potepiamy i domagamy sie ukarania funkcjonariuszy MO i ORMO odpowiedzialnych za
              brutalne i nieuzasadnione akcje wobec studentow w srodowisku warszawskim i
              krakowskim.
              Solidaryzujemy sie z wystapieniami innych studenckich srodowisk, odcinajac sie
              rownoczesnie od chuliganskich i niedojrzalych wybrykow.
              Zadamy zwolnienia wszystkich studentow zatrzymanych przez organa MO w czasie
              naszych wystapien.
              Zadamy opublikowania naszej uchwaly w radiostacjach akademickich a takze w
              prasie, radiu i telewizji.
              Studenci Krakowa


    • Gość: Mirek Re: Marzec IP: *.sympatico.ca 02.03.02, 21:13
      ...autentyczny, spontaniczny i masowy protest przeciwko rezimowi
      komunistycznemu, chociaz ograniczony glownie do studentow. Polaczyl on cale
      niemal srodowisko akademickie w Polsce. Brutalnie rozpedzone demonstracje
      studenckie mialy miejsce w Krakowie, Poznaniu, Lodzi, Wroclawiu, Gdansku,
      Lublinie. W kilku wiekszych nieuniwersyteckich miastach (Bielsko-Biala, Tarnow,
      Radom, Legnica) doszlo do demonstracji uczniow liceow. Studenci probowali (z
      niewielkim skutkiem) zorganizowac bojkot prasy. W domach akademickich i podczas
      demonstracji wznosili okrzyki i niesli napisy "Prasa klamie," palili gazety,
      rozlepiali ulotki, ktore wzywaly do nieczytania gazet. Po przemowieniu Gomulki,
      na Uniwersytecie Warszawskim i Politechnice Warszawskiej rozpoczely sie 20
      marca strajki okupacyjne studentow, rychlo przerwane pod grozba rozwiazania
      uczelni. Demonstracje i uchwalanie rezolucji domagajacych sie wolnosci slowa,
      zgromadzen i tworczosci kulturalnej oraz opor wygasly praktycznie 23 marca.

      Wszystko to bylo okazja, na ktora czekali zwolennicy silnej reki. W calej
      Polsce demonstracje studenckie rozpedzane byly z brutalnoscia nie znana od
      wielu lat. Milicja, wspierana przez ORMO, bestialsko bila studentow dlugimi
      palkami i kablami, rozpedzala gazem lzawiacym, dzialkami wodnymi i groznymi
      psami. Bardzo wielu studentow aresztowano. Jedyna obrona demonstrujacych przed
      szarzami milicji byly okrzyki "Gestapo."

      * * *
      Tutaj dygresja o ORMO. Skrot pochodzi od "Ochotnicza Rezerwa Milicji
      Obywatelskiej." ORMO, zorganizowane tuz po wojnie, niby z
      robotnikow "strzegacych wladzy ludowej jak zrenicy oka," pelnilo podobne
      funkcje. W ORMO byli specjalnie przeszkoleni ludzie, oddani systemowi, zwykle
      bardzo ograniczeni, czasem rzeczywiscie robotnicy, podjudzeni, oszukani i
      przekupieni, czesto pelniacy na codzien role donosicieli. Koncepcja ORMO byla
      zlowieszcza: wladza komunistyczna prezentujac owych bojowkarzy jako robotnikow,
      pokazywala, ze ma "klase robotnicza" na swoja obrone.
      W marcu 1968, bojowki ORMO uzbrojono w drewniane paly i dlugie pejcze z grubego
      kabla i w czerwonych opaskach na rekawach wypuszczono na ulice u boku milicji.
      (Podobno byli wowczas wsrod ormowcow rowniez oficerowie wojska w cywilnych
      ubraniach). Wodzowie PRL mogli pokazac, ze "prawdziwi robotnicy" przeciwni sa
      reakcyjnym i syjonistycznym inteligentom i studentom, ktorzy podnosza reke na
      wladze ludowa, i to wlasnie robotnicy spontanicznie (kablami) obcinaja te rece
      (wg zapowiedzi Jozefa Cyrankiewicza jeszcze w Poznaniu w czerwcu roku 1956).

      Warto zacytowac slowa Kazimierza Wierzynskiego:

      "W stolicy policyjnego panstwa ludzi bito z takim smakiem, ze w Warszawie mogly
      przywidziec sie szarze kozakow. Rodzima ochrana nie zapomniala o klasycznych
      sposobach prowokacji. Budy policyjne gnaly po ulicach jak za czasow gestapo.
      Zrywano wiece studentow na eksterytorialnych terenach uniwersytetow."
      (Wiadomosci 21/1156, Londyn 26 maja 1968)
      * * *

      Pamietam bardziej szczegolowo wydarzenia w Krakowie, chociaz nie bylem juz
      studentem.
      Tak jak w Warszawie i w wielu miastach uniwersyteckich, i w Krakowie *) 13
      marca 1968 studenci urzadzili pochod z wiencem pod pomnik Adama Mickiewicza na
      Rynku. (Adam Mickiewicz w 113 lat po smierci, poprzez Dziady urosl
      blyskawicznie do symbolu wolnosci.) Spokojny pochod studentow, ktory po wiecu
      manifestacyjnym wyruszyl spod domu akademickiego "Zaczek" w Oleandrach, ale
      uformowal sie dopiero pod Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellonskiego, nie
      zdolal dojsc do Rynku; rozpedzono go w okolicach ulic Golebiej, Jagiellonskiej
      i Sw. Anny. Studentow pedzono, bijac i strzelajac do nich petardami z gazem, z
      powrotem w kierunku Collegium Novum. Wiekszosc studentow schronila sie do tego
      historycznego gmachu, do sal wykladowych i biur administracji. Milicja wpadla
      tam za nimi. Nie pomogly proby rektora nie wpuszczenia milicji do budynku.
      Profesor Mieczyslaw Klimaszewski, rektor najstarszego uniwersytetu w Polsce,
      jednego z najstarszych w swiecie, zastepca przewodniczacego Rady Panstwa PRL,
      powolujacy sie na immunitet uniwersytetu i swoj poselski, zostal brutalnie
      odepchniety. Niezwykle zasluzony dla kultury polskiej Profesor Karol Estreicher
      zostal dotkliwie pobity przy probie zamkniecia bramy budynku przed milicja.
      Profesor Adam Bielanski, chemik, zostal zraniony. Zbiry z MO wpadali do sal i
      biur, strzelali gazem, wywlekali i bili studentow i personel, ze starszymi
      urzedniczkami wlacznie. (Byl to drugi w 604-letniej historii UJ, przypadek
      wtargniecia uzbrojonych oddzialow na teren Uniwersytetu Jagiellonskiego.
      Pierwszym bylo wejscie Gestapo w dniu 6 listopada 1939, ktore aresztowalo i
      wywiozlo do obozu w Sachsenhausen profesorow Uniwesytetu Jagiellonskiego.)

      Ironia bylo, iz cztery lata wczesniej w tym samym budynku, na tych samych
      uliczkach i Rynku, odbyly sie z wielka pompa obchody 600-lecia Uniwersytetu
      Jagiellonskiego; ta sama trasa przeszedl pochod rektorow i profesorow
      najstarszych i najwiekszych uniwersytetow Europy i swiata, a wszystko w
      obecnosci rozpromienionych Gomulki i Cyrankiewicza.

      Przez chyba tydzien nie mozna bylo wejsc do Collegium Novum z uwagi na lzawiacy
      i duszacy gaz. Podobnie zreszta nie mozna bylo wejsc na okoliczne uliczki.
      Przez dwa tygodnie wszystkie ulice prowadzace do Rynku i uniwesytetu
      zablokowane byly stojacymi wpoprzek "sukami" milicyjnymi i kordonem milicji i
      ORMO. Pomnik Mickiewicza zagrodzony byl plotem z desek. Wejscie do Rynku bylo
      najpierw niemozliwe dla tych, ktorzy tam nie mieszkali, a potem trzeba bylo
      udowodnic, ze nie bylo sie studentem. W pomieszczeniach biurowych w starych
      domach przy Rynku kwaterowala bez przerwy milicja. Uniwersytet zamknieto,
      studentow spoza Krakowa odeslano do domow. Miasteczko studenckie spacyfikowano
      z podobna brutalnoscia. Miasteczko to cztery lata wczesniej przekazywal
      studentom-"przyszlosci narodu," sam tow. Wieslaw.

      W Katowicach, pochod studentow w okolicy budynkow owczesnej filii Uniwersytetu
      Jagiellonskiego przy ul. Bankowej z niezwykla brutalnoscia wpedzono palkami i
      rozwscieczonymi psami do przyleglego otwartego rowu z nieczystosciami i
      sciekami przemyslowymi.

      Kosciol listem Episkopatu Polski z 21 marca protestowal przeciwko brutalnosci
      milicji wobec studentow. Pieciu katolickich poslow ze ZNAK-u, ze Stanislawem
      Stomma na czele, zlozylo w Sejmie protestujaca interpretacje do premiera
      Cyrankiewicza, narazajac sie na wsciekle ataki z jego strony. Niedlugo potem,
      Jerzy Zawieyski zostal usuniety z tytularnego stanowiska czlonka Rady Panstwa.
      11 marca Pen Club polski domagal sie polozenia kresu represjom wobec mlodziezy
      akademickiej.

      * * *
      Sprawa to bez znaczenia, ale pamietam, jak po biciu i gazowaniu studentow kolo
      i w budynku Colegium Novum, Roman Wolski, Ala Janiszewska, Waldek Karcz i ja
      pisalismy przez cala noc na panstwowym ekwipunku w Instytucie Fizyki Jadrowej w
      Krakowie ulotki, ktore Roman Wolski, zawozil do Nowej Huty. Pamietam, ze ulotka
      ta konczyla sie: "Nie chcemy aby palka milicyjna byla symbolem wladzy w
      Polsce." W ulotce chodzilo o zdobycie poparcia robotnikow dla protestow
      studentow i intelektualistow. Rzeczywiscie, w Nowej Hucie robotnicy przerwali
      wiec potepiajacy studentow i zostali sami rozproszeni przez psy milicyjne. Byl
      to chyba jeden z niewielu takich wypadkow w kraju. Absolutnie, nie przypisuje
      tego naszym ulotkom; takich jak nasze bylo wiecej. Roman Wolski powtarzal
      wtedy: "czarna sotnia, zwyczajny faszyzm." Stad druga czesc tytulu tego
      artykulu. Rzeczywiscie, metoda stara, stosowana wczesniej jako "biej Zidow,
      spasaj Rassiju," okreslona przez Engelsa jako "znamie zacofanych kultur,"
      zepchnela na dluzszy czas Polske w ciemne wieki, jezeli nie w niedawny morowy
      czas faszyzmu.
      Trzeba otwarcie przyznac, ze widocznego poparcia ze strony robotnikow nie bylo
      wtedy zupelnie, chocia
    • Gość: Mirek Re: Marzec IP: *.sympatico.ca 02.03.02, 21:15
      ...obecnie (1998) pojawiaja sie informacje z archiwow SB, jakoby ulotki
      solidaryzujace sie ze studentami pojawily sie wowczas w okolo 100 miastach.
      Przed hotelami robotniczymi, studenci bezskutecznie wolali "Chodzcie z nami."
      Marzec '68 byl jakby prywatnym protestem inteligencji. Do porzuconych wiecowych
      hasel "Studenci do nauki, pisarze do piora" dopisywano czasem "Robotnicy do
      lopaty." Sytuacja, choc odwrotna, powtorzyla sie niestety w prawie trzy lata
      pozniej, w Grudniu 1970 roku na Wybrzezu. Wowczas protestowali i gineli
      robotnicy, zas inteligenci nie odezwali sie ani jednym slowem.

      * * *
      Brutalnosc milicji i ORMO zaogniala sytuacje i obliczona byla na podsycanie
      demonstracji studenckich. Dla dolania oliwy do ognia rozpuszczano pogloski o
      ofiarach smiertelnych. Wszystko dlatego, ze demonstracje te wykorzystywane byly
      w walce o wladze w kierownictwie partii. Slusznym demonstracjom w obronie
      kultury nadano natychmiast etykietke organizowanych przez ugrupowania zydowskie
      w srodowisku intelektualnym. Rzekomymi prowodyrami rozruchow okrzyknieto
      studentow o nazwiskach nietypowo polskich. Posypaly sie w prasie, radiu i
      telewizji nieslychanie napastliwe publikacje z bardzo silnymi akcentami
      antysemickimi. Tym razem, organizowanie demonstracji przypisano juz nie
      chuliganom, niemieckim odwetowcom albo amerykanskim imperialistom, ale
      polskim "Zydom-syjonistom," "zydowskim kosmopolitom" itp. Dodano jeszcze do
      nich "bankrutow politycznych" i "wichrzycieli" sposrod intelektualistow,
      pisarzy i studentow.

      Chwyt byl sprytny, gdyz niektorym wysokim partyjniakom oficjalnie przypomniano
      ich niedawna stalinowska i ubowska przeszlosc. Zgrabnosc, a zarazem obluda tej
      intrygi polegaly na tym, ze wszyscy w Polsce wiedzieli, ze duza czesc
      komunistow najbardziej wplywowych po wojnie i kierujacych jego krwawym
      utrwalaniem byla pochodzenia zydowskiego. Dosyc powszechna nienawisc do
      panujacego politycznego systemu probowano, z niezlym skutkiem, skierowac na
      ogol Zydow ocalalych po wojnie (jezeli do tej liczebnie garstki mozna uzyc
      okreslenia "ogol"). Oficjalna propaganda, a nawet niestety sporo "szarych"
      ludzi wolalo nie dostrzegac, ze ogol Polakow zydowskiego pochodzenia, ocalalych
      z Zaglady, odzegnywal sie od owej grupy ubowskich renegatow. Nie mowiac juz o
      tym, ze nikt nie przypomnial roli samego Wladyslawa Gomulki, w
      Polsce "lubelskiej" I sekretarza PPR, w organizowaniu w latach 1944-
      1947 "bezlitosnej walki z reakcja" czyli we wprowadzeniu terroru powojennego.
      Nikt tez nie przypomnial bezposredniego udzialu Moczara w aparacie UB.

      Byc moze bardziej okrutna niz stosowanie przemocy cecha Marca 1968 byla plugawa
      w swoim klamstwie propaganda. Pomarcowej propagandzie antysemickiej i
      antyintelektualnej przewodzilo kilkudziesieciu "aryjskich" dziennikarzy, wsrod
      ktorych szczegolnie plugawym piorem wyroznili sie Ryszard Gontarz, Tadeusz
      Walichnowski i Janusz Kolczynski. Marcowy cykl artykulow Gontarza, pod nazwa
      Szargam swietosci, sprowadzal sie do ohydnych paszkwili, a obiekty Gontarz
      kwalifikowal po brzmieniu ich nazwiska. Ludziom wmawiano, ze syjonistyczni
      zdrajcy (choc niemal nikt nie wiedzial co oznaczal przedziwny
      termin "syjonisci") chcieli przejec wladze po to, zeby sprzedac "nasza" Polske
      syjonistom z Izraela, a co by jeszcze zostalo - innym imperialistom.

      Do bicia i aresztowan studentow wnet dodano bicie pisarzy. Ubecka bojowka
      napadla na Stefana Kisielewskiego i dotkliwie go pobila, prawdopodobnie za jego
      stwierdzenie w przemowieniu na zebraniu Zwiazku Literatow Polskich 29 lutego w
      Warszawie o "skandalicznej dyktaturze ciemniakow" w Polsce. Przedmiotem
      wstretnych atakow stal sie pisarz-historyk Pawel Jasienica, za zorganizowanie
      pierwszego protestu pisarzy warszawskich po zdjeciu Dziadow ze sceny
      teatralnej.

      * * *
      Przez ponad dwa tygodnie nikt nie wiedzial kto w Polsce rzadzil (rzadzila palka
      milicyjna) i co dzialo sie z Gomulka, nie odzywal sie on bowiem wcale. Zapewne
      dopiero po zawarciu ukladu z Moczarem, wyglosil on w koncu dlugie przemowienie
      na partyjnym wiecu terrorystycznym w Warszawie 19 marca 1968. Przemowienie to
      bylo istotne, bardzo zlowrogie, a zarazem zalosne. Istotne dlatego, ze
      pokazalo, iz Gomulka obronil wladze, ale za cene przyjecia warunkow Moczara.
      Pod absurdalna i groteskowa nazwa antysyjonizmu, zadeklarowal antysemityzm jako
      oficjalna polityke panstwowa. Zapowiedzial czystke antyzydowska, nie tylko w
      partii, ale na uniwersytetach, w nauce i gospodarce. Rozbudzil nienawisc wobec
      w ogromnej wiekszosci niewinnych ludzi, tylko dlatego, ze byli Zydami.
      Nienawisc w gruncie rzeczy rasistowska. I gorzkie grona gniewu za te nienawisc
      zbiera Polska do dzisiaj, w 30 lat pozniej.
      Przemowienie Gomulki bylo zlowrogie dlatego, ze imiennie zniszczyl kilku
      intelektualistow. Pienil sie na Kisielewskiego za jego epitet "ciemniaki."
      Najgrozniej i najbrutalniej zaatakowal Pawla Jasienice. Dal do zrozumienia, ze
      Jasienica po wojnie wyszedl z wiezienia UB za cene wydania swoich partyzanckich
      towarzyszy z Brygady Wilenskiej AK i z oddzialow mjr. Zygmunta
      Szendzielarza "Lupaszki" (w Gdanskiem). Jasienica stal sie natychmiast nie
      tylko osoba nieistniejaca, ale zaszczuty, sam zerwal wszystkie znajomosci i
      zamknal sie w sobie. Wedlug slow Antoniego Golubiewa, Jasienica pisywal podobno
      przez dwa lata czeste listy do Gomulki wyjasniajac, ze to wszystko nieprawda,
      co Gomulka musial doskonale wiedziec. Nigdy nie otrzymal zadnej odpowiedzi i
      zagryzl sie w ciagu dwoch lat na smierc. Tak wiec Gomulka pozbawil nas i
      przyszle pokolenia Polakow dalszych czesci niezwyklych i w pewnym sensie
      odkrywczych "dziejow Polski," nad ktorymi Jasienica pracowal. Nigdy juz nie
      dowiemy sie, jak ten historyk, widzacy historie Polski przez pryzmat dominacji
      jednostek i ich kolei zycia nad wydarzeniami zbiorowymi, interpretowalby okres
      zaborow i Polski niepodleglej. Byla to wiec tez jakas zbrodnia przeciw kulturze
      narodowej.

      Przemowienie Gomulki bylo takze zalosne z powodu jego oceny dzialalnosci wielu
      wybitnych ludzi kultury. Niszczac Dejmka za jego wystawienie Dziadow,
      stwierdzal jednak "Ja nie wiem, czy rezyserowi wolno..., dziedzina ta [teatr]
      jest mi obca." Antoniego Slonimskiego nazwal "Zydem-kosmopolita." Janusza
      Szpotanskiego, za jego satyryczny poemat Cisi i gegacze, nazwal "czlowiekiem o
      moralnosci alfonsa." (Szpotanski odsiedzial za "Gnoma"-Gomulke z tego poematu
      trzy lata na mocy Malego Kodeksu Karnego). Gomulka atakowal paryska Kulture,
      drukowane w niej felietony politologiczne Juliusza Mieroszewskiego
      nazwal "naukowo" "dywagacjami," a o nim samym powiedzial: "ni pies ni wydra,
      cos na ksztalt swidra." Taki byl swojski humor ukochanego przez narod I
      sekretarza, tow. Wieslawa.

      Przemowienie Gomulki nasililo represje, wywolalo fale antysemityzmu, czystek,
      deportacji. Uczynilo rasistowskie represje otwartymi i widocznymi, awansowalo
      je do "rangi" polityki panstwa i rzekomej polskiej racji stanu. Represje i
      banicje objely doslownie tysiace ludzi, ktorym przypisano zydowskie
      pochodzenie, lub podejrzanych o sympatie liberalne. Niemal dwie trzecie ludzi
      pochodzenia zydowskiego wyrzucono z ich stanowisk. W ministerstwach zarzadzono
      weryfikacje personelu. Urzednicy musieli wykazywac swoje aryjskie pochodzenie
      az od pokolenia dziadkow wlacznie. Podobno minister spraw zagranicznych PRL
      Adam Rapacki w protescie odmawial wejscia do budynku (Palacu Bruhla) swojego
      ministerstwa. Wyrzucono go za to w kilka miesiecy pozniej. Byl to chyba jedyny
      protest na tak wysokim szczeblu rzadowym.

      Zacieklej propagandzie towarzyszyly wiece "klasy robotniczej i prawdziwych
      polskich patriotow polskich." Na wiecu "aktywu partyjnego stolicy," Jozef Kepa,
      I sekretarz warszawskiej partii, wyglosil faszytowskie w tresci przemowienie, w
      ktorym padlo haslo "Syjonisci do Izraela." We wszystkich wieksz
    • Gość: Mirek Re: Marzec IP: *.sympatico.ca 02.03.02, 21:17
      ...miastach organizowano masowe wiece, na ktore zwozono tysiace poslusznych,
      zastraszonych ludzi z zakladow pracy. Po przemowieniach antysemickich i dzikich
      wrzaskach na czesc "prawdziwych patriotow," takich jak sprzymierzeni z soba
      Mieczyslaw Moczar i Boleslaw Piasecki (ten ostatni z PAXu, dawniej z
      faszystowskiej Falangi), wiekszosc uczestnikow odwozono, a reszta smutnie sie
      rozchodzila. Pozostawaly porzucone, bezdomne transparenty i tablice z haslami,
      ktore mogly by byc nawet zabawne w swojej glupocie, gdyby nie wyjatkowa groza
      calej sytuacji, o ktorej nikt nie wiedzial czym sie skonczy. Jedno z takich
      hasel bez sensu, obnoszone w Krakowie, brzmialo: "Syjonisci do Syjonu"; stad
      pierwsza czesc tytulu tego artykulu.
      Pierwsza liczniejsza grupe 34 studentow relegowal z Uniwersytetu Warszawskiego
      rektor Stanislaw Turski juz 23 marca. Rozwiazal chwilowo szesc kierunkow
      studiow, w tym cale wydzialy ekonomii, filozofii i socjologii. W samej
      Warszawie liczba wyrzuconych studentow wyniosla okolo 1600. 25 marca zwolniono
      z pracy pieciu profesorow Uniwersytetu Warszawskiego, w tym Leszka
      Kolakowskiego. W ciagu nastepnych miesiecy dziesiatki profesorow, pracownikow
      naukowych, dziennikarzy, wydawcow, muzykow i innych, nie tylko zreszta
      pochodzenia zydowskiego, utracilo prace i wkrotce opuscilo Polske. Leszek
      Kolakowski wyjechal jako jeden z pierwszych i osiadl w All Souls College
      Uniwersytetu w Oxfordzie. Wlodzimierz Brus zostal jeszcze przez dwa lata,
      usilujac bronic studentow, po czym wyjechal tez do Oxfordu.

      * * *
      Z calej Polski wygnano ludzi, ktorzy wniesli byli bardzo wiele do kultury
      polskiej, szczegolnie w okresie powojennym. W Lodzi czystki antyzydowskie mialy
      przebieg zaplanowany praktycznie wedlug wzorow nazistowskich, tyle, ze bez
      mordowania ludzi. Wybijano szyby, wyrzucano nawet zydowskie dzieci z
      przedszkoli. Wydzialy historii i filozofii Uniwersytetu Lodzkiego przestaly
      istniec. W malych miastach zwolniono z pracy a potem wygnano zwyklych ludzi
      pochodzenia zydowskiego. Wygnano ludzi ocalalych z obozow koncentracyjnych, z
      Zaglady. Zdarzaly sie przypadki obledu. Terror psychiczny doprowadzil do
      emigracji calych rodzin osiadlych w Polsce od stuleci, lacznie z "aryjskimi"
      malzonkami. Ludzie ci zabierali zwykle z soba jedyny kawalek Polski - ksiazki,
      bo chyba z kultura polska zwiazani byli najsilniej. Zostaly tylko groby
      zydowskie, jezeli nie zrujnowane 25 lat wczesniej przez hitlerowcow. Wyjazdom
      towarzyszyly ogromne ograniczenia celne i szykany. Pamietam bal pozegnalny
      w "Piwnicy pod Baranami" w Krakowie dla Rysia Taedlinga, znakomitego
      dziennikarza krakowskiego Dziennika Polskiego. Wygnano wielu mlodych ludzi,
      niedawno wyksztalconych, albo jeszcze studentow, szczegolnie z Warszawy. O
      studentow i o zwyklych ludzi, traktowanych najbrutalniej fizycznie, nie
      upomnial sie nikt, nawet na Zachodzie.
      Byla to fala banicyjno-emigracyjna, w ramach ktorej wyjechalo z Polski ponad
      20,000 osob, zaopatrzonych w polski dokument podrozy w jedna strone, bez prawa
      powrotu. Zbiorowo pozbawiono tych ludzi obywatelstwa polskiego. (Przywrocil im
      je, rowniez zbiorowo, dopiero Prezydent RP Aleksander Kwasniewski w dniu 11
      marca 1998 roku.) Ci nieliczni Zydzi, ktorzy mimo wszystko pozostali w Polsce
      poczuli sie czesto jak w obcym, wrogim kraju, osamotnieni, wyalienowani.
      Musialo minac prawie dwadziescia lat, zanim narodzila sie idea dialogu zydowsko-
      polskiego i pojednania; nieliczni tylko nie porzucili tej misji. Przykladem
      Stanislaw Krajewski, obecnie prezes Forum Zydowskiego i wspolprzewodniczacy
      Polskiej Rady Chrzescijan i Zydow, autor wydanej w 1997 roku wspanialej ksiazki
      Zydzi, Judaizm, Polska

      * * *
      Otwarty antysemityzm utrzymal sie jako oficjalna polityka przez dluzszy czas.
      Trwal jakby maly stan wyjatkowy. Termin "syjonisci" uzupelniono, ze strachu
      przed wplywem dubczekowskiej odwilzy w Czechoslowacji, niesprecyzowanym
      terminem "rewizjonisci."
      Wyrzuconych naukowcow zastapiono docentami i profesorami mianowanymi sposrod
      wiernych. Stad powstalo slynne okreslenie "docent marcowy.'' Liczni z nich
      utrzymali swoje stanowiska do dzisiaj. W calej Polsce tysiace studentow
      wyrzucono z wyzszych uczelni. Bezpieka aresztowala ponad tysiac studentow, np.
      tych rozpoznanych z fotografii demonstracji, wysylala ich do wojska do
      odleglych garnizonow, w ktorych stworzono karno- reedukacyjne bataliony pracy.
      Dopiero w 30 lat pozniej okazalo sie, ze w calym wojsku polskim bylo wowczas
      tylko dwoch wyzszych oficerow, ktorzy odmowili codziennego przesladowania
      studentow wcielonych do wojska.

      Intelektualistow szykanowano, ludzi szkalowano, urzadzano "polowania na
      czarownice." Swoboda kulturalna zniknela zupelnie. Zaczeto przepisywac
      podreczniki historii Polski i hasla do Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN.
      Namawiano czytelnikow i subskrybentow do zamiany calych stronic w tej
      ostatniej! Chodzilo o wymazanie Zydow z historii Polski, o pomniejszenie ich
      tragedii w czasie ostatniej wojny, o pominiecie tych, ktorzy przetrwali
      Holocaust, a w koncu o rozdmuchanie znaczenia moczarowych "gwardzistow" w
      polskim ruchu oporu podczas okupacji. Czystka objela wydawnictwa, szczegolnie
      Panstwowe Wydawnictwo Naukowe i "Aurige." Wydawca pieknych albumow malarstwa,
      dyrektor "Aurigi" Rafal Glucksman, zaszczuty popelnil samobojstwo.

      Hamletyzujacego nieco Dejmka (pochodzenia czeskiego, nie zydowskiego) wyrzucono
      najpierw z partii, a potem z dyrektorowania Teatrem Narodowym.

      Cenzura szalala. Stanislaw Ptak, byly krakowski cenzor, opowiadal w latach
      siedemdziesiatych Profesorowi Adamowi Strzalkowskiemu w Instytucie Fizyki
      Jadrowej, gdzie wowczas kierowal "osrodkiem informacji," o swoim cenzurowaniu,
      niedlugo po Marcu'68, recenzji dla Tygodnika Powszechnego z ksiazki Ten jest z
      Ojczyzny mojej Wladyslawa Bartoszewskiego i Zofii Lewinowny. Ocenzurowanie
      recenzji mialo odbyc sie "liberalnie," w/g zasady "martwy Zyd, dobry Zyd." Ale
      pan Ptak i tak przeoczyl zamieszczenie zdjecia dzieci ocalalych z getta
      warszawskiego (na zdjeciu juz doroslych Zydow!) i w wyniku wscieklosci Gomulki
      wyrzucono go za to z cenzury.

      Marzec 1968 zrodzil twardych, "zawodowych" opozycjonistow, niemal
      rewolucjonistow, ktorzy w kilka lat pozniej walnie przyczynili sie do powstania
      zorganizowanej, podziemnej opozycji politycznej w Polsce. Marzec dal poczatek
      tzw. "drugiemu obiegowi," szerokiemu rozpowszechnianiu "nielegalnych" drukow
      (nie tylko politycznych), co przez nastepne dwadziescia lat bylo
      niezaprzeczalnie waznym atrybutem wolnej polskiej kultury.

      * * *
      Na koniec o dlugofalowych skutkach Marca.
      Najbolesniejszym skutkiem nie sa nawet sami marcowi wygnancy. Najbolesniejszym
      jest sposob w jaki zostali oni wypedzeni. Marzec 1968 i pozniejsze prawie
      deportacje utrwalily na Zachodzie mniemanie o "typowym Polakom antysemityzmie."
      Historycznie, termin ten byl po czesci uzasadniony; w oczach wielu Marzec go
      potwierdzil. Bardzo negatywne skutki takiego mniemania o polskim antysemityzmie
      odczuwa Polska do dzisiaj. I w tym lezy zbrodniczosc antysemickiego szalenstwa
      Gomulki, Moczara i innych dygnitarzy partyjnych oraz aparatu SB wobec panstwa
      polskiego.

      Uogolnianie, ze antysemityzm w koncu lat szescdziesiatych byl antysemityzmem
      wszystkich Polakow jest dla Polakow krzywdzace. Przyczynia sie do tego
      uogolniania sluszna gorycz wygnancow, ludzi skadinad w olbrzymiej wiekszosci
      bardzo inteligentnych. Podam konkretny przyklad: w 1976 roku spotkalem na
      konferencji fizyki jadrowej w Krakowie Haline Rubinstein, ktora wraz z
      narzeczonym wyjechala z Warszawy w roku 1968. Z wielka gorycza opowiadala mi
      jak w Marcu '68, po demonstracjach studenckich w Warszawie, wieziono ich i
      bito, przyznajac otwarcie, ze tylko dlatego, ze byli Zydami. Ktoz by nie
      uogolnial w takiej sytuacji ?

      Filozof i logik O. Jozef Bochenski, OP, podsumowa
    • Gość: Mirek Re: Marzec IP: *.sympatico.ca 02.03.02, 21:19
      ...(Wiadomosci 21/1156, Londyn 26 maja 1968) rugi wsrod warszawskich filozofow:

      "To co sie stalo ostatnio w Warszawie mozna opisac nastepujaco: praktycznie
      wszystko w powojennym pokoleniu polskim, co mialo jakiekolwiek miedzynarodowe
      znaczenie w filozofii, zostalo wyrzucone na bruk. Mamy do czynienia z prawdziwa
      likwidacja polskiej mysli filozoficznej w tej mierze przynajmniej, w jakiej
      policja i administracja mysl likwidowac moga. [�] Chodzi o rzecz zasadnicza. O
      to mianowicie, ze mysl, jakakolwiek by ona nie byla, probuje sie w Polsce
      zgnebic metodami administracyjnymi. To jest - jesli wolno uzyc tego wyrazenia
      (i uzywam go swiadomie): bestialstwo w scislym tego slowa znaczeniu. Chodzi o
      podludzki, zwierzecy wyczyn. Czlowiek jest jedynym stworzeniem, ktore szanuje
      mysl. Gdy jej nie szanuje, gdy probuje ja zgnebic fizyczna sila, postepuje nie
      jak czlowiek - ale jak zwierz, jak bestia. [�]
      Powiedzialbym, ze skandal polski (bo to jest skandal) jest jedynym w swoim
      rodzaju. [�] Z polskiego punktu widzenia to jest bardzo bolesna rzecz. Narod
      polski jest jednym z pierwszych w swiecie, ktory jasno sformulowal idee
      wolnosci mysli. To nasz krol Zygmunt August powiedzial kiedys: 'Nie jestem
      panem sumien waszych.' To polski kanclerz, Jan Zamoyski, dal taka odprawe
      moskiewskim poslom: 'W tej Rzeczypospolitej ksiag drukowac ani nakazujem, ani
      zakazujem.' Dlatego dla Polaka wyrzucenie na bruk praktycznie calej filozofii
      obecnej, tylu myslicieli, jest niezmiernie upokarzajace. Bo choc za tym
      wszystkim stoi Czerwona Armia, choc bez niej nie byloby ani pana Gomulki, ani
      pana Moczara, ani rzadow partii w Polsce - to jednak gnebienie mysli odbywa sie
      teraz polskimi rekami. To jest - powtarzam - bolesne i upokarzajace."

      Stwierdzenie Ojca Bochenskiego o "gnebieniu mysli polskimi rekami" jest bardzo
      istotne. Niestety i czystki antysemickie odbywaly sie polskimi rekami. Jest
      bowiem jeszcze inny aspekt Marca '68, nie zupelnie zamkniety po trzydziestu juz
      latach: spoleczny, nawet specyficznie polski. Gomulka, Moczar, inni nie zyja,
      albo poszli w odstawke. Nikt nie odpowiedzial sadownie za zorganizowanie Marca
      i czystki i zapewne juz nie odpowie. Byc moze dlatego, ze odpowiedzialnych jest
      zbyt wielu. W marcu 1998 Alina Grabowska napisala w krakowskim Dzienniku
      Polskim, ze ciagle nieznane sa mechanizmy marcowej hanby. Ktos przeciez ukladal
      listy wyrzucanych lekarzy, inzynierow, pisarzy, dziennikarzy, studentow,
      naukowcow. Ktos tym lokalnie zarzadzal, zwolywal wiece, grozil uczestnikom
      wiecow, izolowal rzekomych syjonistow. Zaangazowana w to byla dobrze dzialajaca
      maszyneria, setki, jesli nie tysiace ludzi. Wyzwolono najciemniejsze instykty u
      ogromnej liczby ludzi.

      To wszystko prawda. Dodam jeszcze, ze tragedia Marca 1968, obok dramatu
      pobitych, szykanowych, wypedzonych, skrzywdzonych i ponizonych byla tragedia
      samoobnazenia sie spoleczenstwa polskiego. Zdumiewajaco wielu ludzi pozostalo
      obojetnymi nie tylko na bicie studentow, ale przede wszystkim na czystki
      antysemickie i deportacje. Jeszcze bolesniejszym jest to, ze wielu ludzi
      przyjelo to za cos slusznego. To nie byla wylacznie aprobata z przymusu. To
      byla aprobata tamtych wydarzen jako czegos slusznego, co sie "im - Zydom
      nalezalo." Nie twierdze, ze aprobowala to wiekszosc ludzi w Polsce, ale na tyle
      wielu, aby uznac to za spoleczna hanbe. I niestety, przerazajaca we wnioskach
      jest proba zastanowienia sie nad hipotetycznym, na szczescie chyba
      niewykonalnym, powtorzeniem sie w Polsce tamtej marcowej sytuacji.

      Moj wieloletni wspolpracownik naukowy, Ray Mackintosh, Nowozelandczyk,
      powiedzial mi kiedys w Oxfordzie w przystepie szczerosci, ze Polacy maja "the
      worst antisemitic record." Na moje zaprzeczenia i pytanie dlaczego tak uwazal,
      jako wspolczesny dowod wymienil Marzec '68. Chociaz opinie takie krzywdza ogol
      Polakow, Marzec 1968 dostarczyl niestety wazkich argumentow dla formulowania
      takich sadow.

      --------------------------------------------------------------------------------

      *)

      Odezwa studentow Krakowa do spoleczenstwa
      uchwalona 11 marca 1968 o godzinie 12

      My studenci Krakowa, pragniemy poinformowac caly Narod o postulatach i
      wypadkach zaistnialych w ciagu ostatnich dni w Krakowie.
      W pelni popieramy przemiany spoleczne i ustrojowe, ktore zaszly w Polsce w
      okresie dwudziestolecia powojennego. Popieramy i uznajemy jako jedynie mozliwa
      w obecnej sytuacji polityke zagraniczna PRL.
      Dzialamy z wlasnej woli w trosce o rozwoj swobod demokracji socjalistycznej w
      naszym kraju.
      Wszystkie sugestie jakobysmy dzialali z inspiracji wrogich Polsce sa nieprawda.
      Protestujemy przeciwko niewlasciwym informacjom jakie ukazaly sie w prasie na
      temat wystapien studenckich. Informacje te blednie okreslaja przyczyny,
      przebieg i cele naszej akcji.
      Stwierdzamy, ze nie istnieja z naszej strony rozbieznosci miedzy dazeniami
      klasy robotniczej a dazeniami studentow. Rownoczesnie protestujemy z cala
      stanowczoscia przeciwko wytwarzaniu sztucznych przegrod miedzy tymi
      srodowiskami.
      Zadamy przestrzegania i poszanowania swobod zagwarantowanych nam przez
      Konstytucje PRL.
      Potepiamy i domagamy sie ukarania funkcjonariuszy MO i ORMO odpowiedzialnych za
      brutalne i nieuzasadnione akcje wobec studentow w srodowisku warszawskim i
      krakowskim.
      Solidaryzujemy sie z wystapieniami innych studenckich srodowisk, odcinajac sie
      rownoczesnie od chuliganskich i niedojrzalych wybrykow.
      Zadamy zwolnienia wszystkich studentow zatrzymanych przez organa MO w czasie
      naszych wystapien.
      Zadamy opublikowania naszej uchwaly w radiostacjach akademickich a takze w
      prasie, radiu i telewizji.
      Studenci Krakowa


      • Gość: Mirek Re: Marzec IP: *.sympatico.ca 02.03.02, 21:25
        Widze ze niepotrzebnie sie sprezalem, ale przynajmniej mamy teraz podwojne,
        ciekawe czytanie ;)))
        Tak a propos - przypomina mi sie rozmowa z Hahorem; spytales co chce wiedziec -
        odpowiadam; chce wiedziec jak wydarzenia roku 1968 wpynely na sytuacje na
        Slasku. Nie mowie tu o Zydach, czy studentach (pamietam cos bylo pod pomnikiem
        Mickiewicza w Gliwicach), ale o Slasakach i Niemcach.
      • Gość: Ana&Liza Re: Marzec IP: *.dip.t-dialin.net 02.03.02, 21:26


        Artykul ponizszy jest rezultatem glebokiego przekonania autora, iz w obliczu
        krzywd wyrzadzonych przez Marzec 1968 nie mozna wyszukiwac okolicznosci
        lagodzacych dla ukrycia zla. Jest rowniez rezultatem niepokoju moralnego
        autora, niepokoju nie nowego. Tekst ponizszy powstaje, rozszerza sie, ewoluuje
        od rowno 10 lat. Nie pretenduje on do bycia jakims skrotem historii Marca 1968,
        tj. geneza, przebiegiem i analiza skutkow tamtych bolesnych wydarzen. Zawiera
        raczej szkicowy, niechronologiczny opis istotnych (wg autora) elementow tych
        trzech aspektow, uzupelniony kilkoma osobistymi wspomnieniami i refleksjami.
        (AMK)

        www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje07/text04.htm

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka