Dodaj do ulubionych

szpacyr po Glywicach

13.08.04, 20:20
Spacer po Gliwicach z Krzysztofem Nitschem




Fot. Bartosz Wrzesniowski / AGEN



Fot. Bartosz Wrzesniowski / AGEN



Fot. Bartosz Wrzesniowski / AGEN




Tomasz Głogowski 30-07-2004 , ostatnia aktualizacja 30-07-2004 15:14



Urodzony w Zabrzu, wykształcony w Krakowie, od lat związany z Gliwicami. Po
pracy na krakowskiej ASP Krzysztof Nitsch wsiada do pociągu i na weekendy
przyjeżdża do Gliwic. W ogromnym mieszkaniu czeka na niego żona Jadwiga i
pracownia, w której tworzy rzeźby i medale. Swego czasu Nitsch zastanawiał
się, czy nie porzucić Gliwic i osiąść na stałe w Krakowie. Miłość do Gliwic
okazała się jednak silniejsza

Gliwickie Zakłady Urządzeń Technicznych

Pierwszy raz pojawiłem się w odlewni w 1972 roku. Byłem na drugim roku
Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i mój profesor Jarzy Bandura cały czas
powtarzał: "pięć dni projektuj, a szóstego dnia spróbuj odlać to, co
narysowałeś". I tak zasiedziałem się w odlewni przez 30 lat. Tu powstały moje
największe pomniki: ołtarz dla Jana Pawła II czy fontanna, która stoi przed
muzeum. Mam tu swoje stanowisko i znajomych formierzy, których znam od lat.
To znakomici fachowcy, jakich nie znajdzie pan gdzie indziej. A praca jest
piekielnie trudna. Po dwanaście godzin dziennie, w potwornym hałasie i
zgiełku.

Do GZUT trafiłem z powodu fascynacji ogniem. W dzieciństwie często jeździłem
z ojcem pociągiem z Zabrza do Krakowa. Zawsze przejeżdżaliśmy przez
Świętochłowice. Z tamtejszej huty wydobywały się ogromne płomienie. Prawdziwe
języki ognia. I odtąd już zawsze chciałem ujarzmić ten żywioł.



Radiostacja

To prawdziwa śląska wieża Eiffla! Gdy wracam wieczorem z podróży samochodem i
na horyzoncie dostrzegam oświetloną radiostację, to wiem, że jestem już w
Gliwicach. Zbudowana z modrzewiu, to bodajże najwyższa drewniana konstrukcja
na świecie. Ma ponad 110 metrów wysokości. Kiedyś myślałem, żeby po drabinach
wejść na szczyt. Ale potem zrezygnowałem. Czubek wieży chwieje się na wietrze
jak chorągiewka. Nie dałbym chyba rady.



Pociągi

Nie potrafiłbym żyć bez pociągów. Drogę z Krakowa do Gliwic pokonuję
zazwyczaj w wagonie. Tam mogę odpocząć i tworzyć. Nawet bezmyślne gapienie
się w szybę pomaga mi się zrelaksować. Zawsze noszę przy sobie nożyk i
plastelinę. Podczas podróży skrobię sobie tym nożykiem malutkie rzeźby. Tak
szukam natchnienia. Nie potrafię już zliczyć, ile razy ten nożyk mnie
uratował, gdy ktoś chciał mnie okraść albo napaść. Bo pociąg jest
fascynujący, ale może być też bardzo niebezpieczny. To prawdziwa dżungla, w
której trzeba umieć się poruszać.



Pomnik w Parku Chopina

Ostrze noża zanurzone w kamieniu, z którego wydobywa się kropla krwi. Prace
nad pomnikiem w parku Chopina skończyłem 8 września 2001 roku. Trzy dni
później dwa samoloty uderzyły w wieże Word Trade Center. Zginęło ponad trzy
tysiące ludzi. I pod moim pomnikiem, który stał przecież zaledwie od
kilkudziesięciu godzin, mieszkańcy zapalili znicze. Nikt im nie kazał, nie
namawiał. Zrobili to, bo uznali, że to dobre miejsce, by oddać cześć ofiarom
terrorystycznego zamachu. Czyż może być lepsza nagroda dla artysty?



Ruiny Teatru

Ruiny teatru spalonego przez Sowietów i do tej pory nieodbudowanego. Lubię tu
przychodzić, bo często występują na tej scenie krakowianie. Jednymi z
pierwszych, którzy tu zagrali, byli artyści Piwnicy pod Baranami. Poza tym
przed wejściem wisi popiersie Ewy Strzelczyk, założycielki Fundacji Odbudowy
Teatru Miejskiego, które wykonałem już po jej tragicznej śmierci w Alpach.
Pracowałem, patrząc tylko na fotografię pani Ewy. Często zastanawiam się, czy
moja rzeźba spodobałaby się jej. Podobno nie lubiła swojego nosa, bo uważała,
że jest za duży.



Fontanna przed muzeum

Kiedyś, będąc w muzeum, zobaczyłem w kącie starą, podrapaną, zniszczoną ramę,
którą ktoś przysłał do konserwacji. Gdy muzeum zaproponowało mi zbudowanie
fontanny, postanowiłem, że będzie ona w kształcie zniszczonej ramy, a
specjalne światło stworzy w połączeniu z wodą niewiarygodne obrazy. Bo
nieważna jest przecież rama, ale to, co jest w jej wnętrzu.

Obserwuj wątek
    • meg_s Re: szpacyr po Glywicach 13.08.04, 23:36
      laband napisał:

      a jakiś komentarz ?
      • laband Re: szpacyr po Glywicach 14.08.04, 16:38
        A mozno jo liczou na komyntarz od Ciebie?

        • meg_s Re: szpacyr po Glywicach 14.08.04, 18:33
          to się teraz będziemy licytować ;)
          moje pytanie o komentarz wzięło się stąd, że zastanawiałam się czy Ty to
          cytujesz "za" czy "przeciw" :) - facet wprawdzie z Zabrza (o tak - z Zabrza
          pochodzą wielcy ludzie), ale podejrzanie za bardzo lubi Kraków

          a jeśli chodzi o jego twórczość - to ja akurat jestem zdecydowanie na "tak"
          • ballest Re: szpacyr po Glywicach 15.08.04, 11:16
            (o tak - z Zabrza
            pochodzą wielcy ludzie),
            Tu mou Meg recht !!! Jou tysz szpacery po Gliwicach robiou !
          • laband Re: szpacyr po Glywicach 22.08.04, 11:15
            jo wpo prowdzie niy chca sie ani licytowac a ni Cie brac pod wos, ale wydowauo
            mi sie ize Ty jako rodzono we Zabrzu wiysz, co kozdy "Slonski Pieron" mysli
            o "Krakusach". A tak na powaznie - nojwiynksze ludzie pochodzom przeca ze
            Glywic!
    • laband Re: szpacyr po Glywicach 18.09.04, 12:15
      Spacer po Gliwicach z Leszkiem Jodlińskim, dyrektorem muzeum




      Dom tekstylny Weichmanna
      Fot. Eliza Oleksy / AGENCJA GAZE



      Cmentarz Hutniczy przy ul. Robotniczej
      Fot. Eliza Oleksy / AGENCJA GAZE



      Śluza w Łabędach
      Fot. Eliza Oleksy / AGENCJA GAZE



      Klatka schodowa w kamienicy przy ul. Berbeckiego
      Fot. Eliza Oleksy / AGENCJA GAZE



      Haus Oberschlesien, dziś mieści się tu magistrat
      Fot. Eliza Oleksy / AGENCJA GAZE




      Bartek Wieliński 17-09-2004 , ostatnia aktualizacja 17-09-2004 14:25

      Na gliwicki rynek trafić nietrudno, ale by w kamieniczkach odnaleźć niesamowite
      płaskorzeźby, potrzeba już doświadczonego przewodnika. Podobnie łatwo zachwycać
      się ruinami teatru, ale trafić w miejsce, gdzie pod nogami przepływają barki z
      węglem, jest o wiele trudniej. Leszek Jodliński, dyrektor gliwickiego muzeum,
      oprowadza nas po magicznych zakątkach swojego miasta.

      Nowe centrum Gliwic - plac Piłsudskiego

      Nawet pędzące ulicami samochody i nowoczesne reklamy nie są w stanie zabić
      klimatu międzywojnia, który odczuwa się w tym miejscu. Tu właśnie miało przed
      wojną powstać nowe centrum miasta, symbol przeobrażenia Gliwic. Otóż
      niespodziewanie po podziale Śląska Gliwice rozkwitały. Wcześniej kojarzono je
      wyłącznie z hutami, kopalniami i koszarami, a tu nagle przekształciły się w
      śląską metropolię, która gwałtownie się powiększała. W efekcie obok starego
      centrum trzeba było wznieść i nowe. O zlecenia na projekty nowego centrum
      rywalizowało wówczas wielu uznanych architektów z całych Niemiec. Wygrał jednak
      Karl Schabik, gliwicki radca budowlany, doskonały urbanista i architekt, autor
      wielu realizacji na terenie całego miasta.

      Plany zrealizowano tylko częściowo. Wybudowano nowoczesne kamienice, ale nie
      udało się postawić nowoczesnego ratusza, który nie powstał zresztą w Gliwicach
      do dziś. Ratusz miał stanąć na placu, na którym obecnie stoi pomnik
      Piłsudskiego. Wcześniej, w czasach PRL-u, stał tu obelisk z czerwoną gwiazdą,
      wystawiony Armii Czerwonej.



      Haus Oberschlesien



      Dziś trudno uwierzyć, że niegdyś wyglądał inaczej. Powstały w 1928 r. Haus
      Oberschlesien był wyższy, miał spadzisty dach i inny układ okien, a jego fasadę
      zdobiła płaskorzeźba Germanii. Jego obecny kształt to efekt spalenia budynku
      przez Rosjan i jego powojennej odbudowy. Dziś w budynku mieści się magistrat,
      niegdyś był tu renomowany hotel, a jednocześnie wizytówka całego miasta. Haus
      Oberschlesien był świątynią mieszczańskiego snobizmu. Tu należało bywać:
      uczestniczyć w przyjęciach, bawić się na balach czy chociaż raz na jakiś czas
      odwiedzać mieszczącą się w budynku kawiarnię. Wiele par tutaj właśnie
      organizowało przyjęcia ślubne. Budynek unieśmiertelnił w "Pierwszej Polce"
      Horst Bienek.



      Kłodnica

      To niepokorna rzeka Gliwic. Meandrowała, podtapiała miasto i w ogóle utrudniała
      jego rozwój. W końcu postanowiono ją uregulować. Od początku służyła okolicznym
      zakładom przemysłowym jako kanał ściekowy, a nad jej brzegami szybko pojawiły
      się tabliczki ostrzegające, że wejście do wody grozi wszelkimi możliwymi
      chorobami. Mimo to mieszkańcy znali miejsca, w których można było się bez obaw
      kąpać i plażować. Miejskie legendy głoszą, że w rzece żyły nawet raki. Dziś
      Kłodnica to jeden wielki ściek. Mam nadzieję, że dożyję czasów, gdy woda w
      rzece będzie przejrzysta.



      Tajemnice klatek schodowych

      Dziś może się wydawać, że gliwiccy mieszczanie z drugiej połowy XIX wieku byli
      wielkimi miłośnikami sztuki. W końcu bogato zdobili fasady swoich kamienic i
      ich wnętrza. Wynikało to raczej z panującej wówczas mody i chęci pozbycia się
      łatki prostaka-parweniusza, jaką mieszczanom przyklejano. We wnętrzach kamienic
      możemy odnaleźć przepiękne klatki schodowe. W tej na przykład widnieje
      olbrzymia płaskorzeźba, przedstawiająca zaprzężony rydwan. Dzieło wykonano na
      specjalne zamówienie. Do tego dodajmy jeszcze sztukaterię na suficie, rzeźbione
      drzwi i żeliwną balustradę. Notabene balustrady odlewała gliwicka odlewnia, a
      zgodnie z uchwałą Rady Miasta budujący domy mieli obowiązek zamawiać je właśnie
      tam. Szkoda tylko, że z reguły wnętrza budynków są mocno zdewastowane.



      Dom tekstylny Weichmanna

      To architektoniczna perełka Gliwic, dzieło wybitnego niemieckiego architekta
      Ericha Mendelsohna. Wzniesiono go w 1922 r. To budynek na wskroś kontrastowy.
      Nie dość, że nie wpisuje się w zabudowę ul. Zwycięstwa, czyli dawnej
      Wilhelmstraße, swoim stylem, to nawet wyłamuje się linii zabudowy. Wyróżnia się
      nawet nocą, gdy zapalają się światła w jego wnętrzu. Wtedy patrząc na budynek,
      mamy wrażenie, że patrzymy na negatyw Domu Tekstylnego, jaki widzieliśmy za
      dnia. Wszystko za sprawą specjalnie zaprojektowanych okien. Był to pierwszy
      nowoczesny dom towarowy w Gliwicach. Sprzedawano tu, zgodnie z nazwą, rozmaite
      tekstylia. W piwnicach mieścił się nawet prężny dział sprzedaży wysyłkowej.
      Właścicielem był Erwin Wiechmann, kupiec żydowskiego pochodzenia. Gdy naziści
      doszli do władzy w Niemczech, sprzedał interes i wyjechał do USA. Tam jego
      rodzina zmieniła nazwisko. Na cześć Churchilla przemianowała się z Weichmann na
      Winston.



      Śluza w Łabędach

      To jedno z niewielu miejsc w Gliwicach, gdzie można przyglądać się barkom
      rzecznym. Wystarczy stanąć na moście, naprzeciw sterowni śluzy, i czekać na
      nadpływające statki.

      Jeszcze pół wieku temu po Kanale Gliwickim pływały sznury barek wiozących
      węgiel i wyroby śląskich hut. Dziś ruch jest o wiele mniejszy, ale barki na
      kanale wcale nie są rzadkością. Otwarto go w 1940 r. Łączy podgliwcki port
      rzeczny z Odrą. Można nim dopłynąć albo do Szczecina i dalej dotrzeć na Bałtyk,
      albo też siecią niemieckich kanałów do Renu i dalej na Morze Północne. Pierwsza
      śluza, jaką barki napotykają po wypłynięciu z portu, znajduje się w Łabędach,
      druga jest w Pławniowicach [śluzy to urządzenia pozwalające pokonywać barkom
      różnice w poziomach na kanale - przyp. red.]. Na jednym z unikatowych budynków
      sterowni przez pięćdziesiąt lat widniał Laband, czyli niemiecka nazwa Łabęd.
      Zamalowywano go wielokrotnie - bez rezultatu. Wreszcie zasłonięto go metalowymi
      literami.



      Cmentarz Hutniczy

      Na tym cmentarzu spoczęli zasłużeni ludzie związani z gliwicką hutą. Dawniej
      można było tu znaleźć nagrobki pioniera przemysłu Johna Baildona czy artysty
      rzeźbiarza Theodora Kalidego. Dziś próżno ich szukać. Nie ma już też rzeźb
      siedzących lwów, strzegących wejścia na cmentarz. Cmentarz właściwie przypomina
      park: wysokie drzewa i wszechobecny bluszcz oraz wystające gdzieniegdzie
      kamienne płyty oraz krzyże. Nekropolia została prawie doszczętnie zdewastowana,
      a żeliwne nagrobki rozkradziono. W tylnej części cmentarza niegdyś stała
      stylizowana na antyczną kaplica cmentarna. Tylko ona nie została zniszczona
      przez miejscowych wandali. Wysadzono ją podczas zamachu, jaki zorganizowano na
      francuskich żołnierzy w okresie plebiscytu. Dziś specjalne stowarzyszenie
      miłośników miasta stara się odnowić cmentarz. Czeka ich bardzo żmudna praca.

      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35065,2290768.html
    • meg_s Re: szpacyr po Glywicach 16.11.04, 17:43
      a to "podrzucam" dla siebie, żeby sobie potem "w spokojności" skopiować :)
      • Gość: Nitsch Re: szpacyr po Glywicach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.04, 01:33
        czyli utylitaryzm a la meg?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka