Dodaj do ulubionych

Volksdeutsche

IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 17:54
Volksdeutsche, określenie obywateli państw okupowanych przez Niemcy 1939-
1945, nie będących obywatelami niemieckimi ani austriackimi czy
szwajcarskimi, których wpisano na niemiecką listę narodową...

Niemiecka lista narodowościowa

Z tej możliwości skorzystać mogli : z Okręgu Rzeszy Gdańsk - Prusy Zachodnie -
120 tysięcy* Kaszubów oraz około 100 tysięcy* ludności polskiej posiadającej
pochodzenie niemieckie (określanej jako rodziny niemiecko-polskie), z
Rejencji Katowickiej - 120 tysięcy* Ślązaków i 400-500 tysięcy* Górnoślązaków
(tzw. Wasserpolen), z Rejencji Ciechanowskiej oraz z Powiatu Suwałki - około
5 tysięcy* Mazurów. Te osoby uzyskały możliwość wpisania do III grupy DVL i
otrzymania niemieckiej przynależności państwowej do odwołania, chyba że dana
osoba przed 1 września 1939 roku była członkiem Mniejszości Niemieckiej w
Polsce, wtedy mogła uzyskać I lub II Grupę DVL.
Obserwuj wątek
    • Gość: lowca jeleni Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 17:56

      POGROM WIELKANOCNY

      Na początku okupacji Warszawy w 1939 roku na ulicach miasta dokonywały się akty
      terroru niemieckiego przeciwko ludności żydowskiej. Niemcy dokonywali
      bezprawnych konfiskat mienia, przypadki bicia Żydów spotykały się z entuzjazmem
      motłochu. Po pewnym czasie akty agresji niemieckiej i towarzyszącej jej agresji
      polskiej ludności cywilnej na przełomie 1939/40 roku nabrały charakteru fali
      pogromowej, jak określa Izrael Gutman w pracy "Żydzi warszawscy 1939 - 1943".

      2 stycznia 1940 r. Ch. Kapłan pisał: "W ostatnich dniach nie ustają napaści na
      Żydów, w dziennym świetle, w publicznych miejscach. Okupant przymyka oczy".
      E. Ringelblum w pracy "Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny
      światowej. Uwagi i spostrzeżenia" pisze wręcz o polsko-niemieckiej współpracy.
      Niemiecki rabunek był zwykle dokonywany przy entuzjazmie polskiego tłumu, zaś po
      kradzieży do sklepów wdzierali się Polacy - "gawiedź uliczna, która sklep taki
      oczyszczała do cna".
      W czasie zimy 1939/40 napady Polaków i Niemców na Żydów stały się powszechne.
      Ringelblum, sam będąc świadkiem i ofiarą ataków tak opisywał ulice warszawskie
      codziennie będące widownią aktów terroru: "Dla Niemców Żydzi w kapotach, z
      brodami, byli niezwykłą atrakcją. Byli specjaliści, którzy zatrzymywali
      ortodoksyjnych Żydów i obcinali im brody nożyczkami, częściej obrzynali brody
      nożami wraz z kawałkami mięsa. Za przykładem Niemców poszła miejscowa łobuzeria,
      która śmiechem i wyciem dodawała ducha niemieckim pobratymcom po nożu do
      "kulturalnego" dzieła cywilizowania Żydów. Role były czasem podzielone. Polak
      wyszukiwał brodacza, Niemiec zatrzymywał go, Polak go przytrzymywał, podczas gdy
      Niemiec mu obcinał lub obrzynał brodę. Za przykładem Niemców antysemici polscy
      zatrzymywali przechodniów żydowskich i bili ich niemiłosiernie. W obawie przed
      "porządnymi" Niemcami, którzy stawali czasem w obronie Żydów, chuliganeria
      musiała w dzień ograniczyć swoje wyczyny. Wieczór za to był ich niepodzielną
      domeną. Wtedy hulali bezkarnie. Były ulice, na których nie wolno się było Żydowi
      pokazać, o ile nie chciał powrócić do domu pobity do krwi, obrabowany z
      pieniędzy, a nawet z odzieży".

      Ringelblum datuje nasilenie się ataków już na luty, jednak prawdziwy,
      wielodniowy pogrom wybuchł w marcu 1940 roku. Zgodnie z wielowiekową tradycją
      chrześcijańską, w dniu obchodzonej w milczeniu i smutku śmierci Chrystusa, w
      Wielki Piątek 22 marca. Tłum dokonywał napadów na sklepy żydowskie w wielu
      dzielnicach warszawskich. Pogrom prowadzony był pod kierunkiem Niemców;
      Ringelblum opisując pogrom na ulicy Grzybowskiej wymienia wśród polskiego tłumu
      niemieckich żołnierzy, lotników strzelających na wiwat przy wtórze polskich
      okrzyków: "Niech żyje wolna Polska bez Żydów".

      Pogrom przypominał "Kristallnacht" - tłum wybijał szyby w żydowskich sklepach,
      oznaczonych wcześniej gwiazdami Dawida, sklepy rabowano, spotkanych po drodze
      Żydów bito do nieprzytomności. Pogrom trwał kilka dni, w czasie których Niemcy
      nie interweniowali. Dokonał się w zupełnej ciszy, Polska Podziemna milczała.

      W "Kronice getta warszawskiego" Ringelblum daje taki obraz pogromu: "Począwszy
      od piątku (22) marca do dzisiaj, czwartku 28 marca, miały miejsce ekscesy
      przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na
      ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu
      Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (onegdaj odbył się tam wiec, na
      którym wznoszono antyżydowskie okrzyki) Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej,
      Chłodnej, Mazowieckiej i innych. Wszędzie ograbiono żydowskie sklepy (mówią, że
      na Niecałej także polskie, nie słyszałem o takich wypadkach w innych stronach).
      Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach
      zadowalali się tłuczeniem szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na
      Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i
      chuliganami. Podobno został tam zabity chrześcijanin".

      Ludwik Landau w "Kronice lat wojny i okupacji" będącej zapisem codziennych
      wydarzeń w Generalnym Gubernatorstwie relacjonuje pogrom marcowy szczegółowo.

      "Dnia 24 marca 1940 r. - Święta zaznaczyły się zwiększoną liczbą wypadków
      napadów wyrostków w dzielnicy żydowskiej - napadów połączonych z biciem
      noszących opaski przechodniów, ale mających jako cel istotny po prostu rabunek.

      Dnia 27 marca 1940 r. - Zajścia antyżydowskie nie skończyły się, wczoraj, dziś
      znowu te same bandy w różnych okolicach miasta grabiły sklepy. Bandzie zupełnie
      małych chłopców przewodził podobno jakiś starszy młodzieniec, student czy coś w
      tym rodzaju. Niektórzy z obserwatorów tych wypadków twierdzą, że widzieli w
      pobliżu auto niemieckie, obserwujące przebieg awantur. Podobno organizatorem
      tych band jest jakieś wyspecjalizowane w akcji antysemickiej stowarzyszenie
      "Atak", zupełnie wyraźnie zresztą faworyzowane przez Niemców, jak świadczą
      napisy na kolportowanych przez nie tabliczkach dla sklepów, wzywających do
      bojkotowania Żydów.

      Dnia 28 marca 1940 r. - Sprawa, która wysunęła się teraz w Warszawie na plan
      pierwszy, to sprawa zajść antyżydowskich. Rozwinęły się one w wielkich
      rozmiarach, tak że ludność żydowska żyje znów w strachu i w głównych dzielnicach
      żydowskich boi się pokazywać na ulicy. Rabowane są zwłaszcza sklepy - wybijane
      szyby, niszczone urządzenia, a przede wszystkim grabione towary; ale obok nich
      ofiarą napadów padają i mieszkania, tym częściej zaś przechodnie, którzy,
      rozpoznawani po opaskach, są bici i obrabowywani. Wszystkiego tego dokonywają
      bandy włóczące się po całym mieście, zarówno w dzielnicach żydowskich, jak i w
      śródmieściu: na Franciszkańskiej, na Lesznie, na Marszałkowskiej, na Powiślu, na
      Pradze. Bandy dochodzą do siły 500 ludzi, przeważnie młodych wyrostków i różnych
      szumowin. Inscenizowanie tych zajść przez Niemców staje się coraz wyraźniejsze.
      Powszechnie obserwowane jest robienie przez Niemców, wcale się z tym nie
      kryjących, zdjęć fotograficznych i filmowych; zdarza się, że z początku
      przyjeżdża auto niemieckie, wychodzą z niego operatorzy filmowi i potem dopiero
      zjawia się tłum rabusiów. Do udziału w akcji wzięto też polskich policjantów:
      podobno w jakimś punkcie policjant kazał otworzyć zamknięty sklep, po czym
      zwrócił się do czekającego tłumu, aby brać co się chce; w każdym razie nie
      zdarzyło się, aby gdziekolwiek policja interweniowała. Tak samo zresztą policja
      niemiecka przygląda się spokojnie akcji: tłum z jakichś 500 osób, kierując się
      na Pragę, przeszedł spokojnie koło pałacu Blanka, siedziby niemieckiego
      prezydenta Warszawy [...]. Wypadki te zresztą odbywają się nie tylko w
      Warszawie, ale i różnych miastach prowincjonalnych.

      Dnia 29 marca 1940 r. - Jeden ciąg wypadków - to zajścia antyżydowskie. Trwają
      one dalej i przybierają coraz groźniejsze rozmiary. Sklepy w dzielnicach
      żydowskich są porozbijane na miazgę - tak że trudno się zorientować, że w ogóle
      w tym miejscu był sklep. Jest wielu poranionych, są podobno i zabici - w każdym
      razie jest zabity jakiś chłopiec-chrześcijanin z grupy napastników, ugodzony
      kamieniem gdzieś na Franciszkańskiej czy Bonifraterskiej. Gmina Żydowska była
      przez kilka godzin oblegana przez ogromny tłum, tak że pracownicy gminy mogli
      wyjść z jej biur dopiero pod opieką żandarmów niemieckich. Tak więc działanie
      Niemców jako obrońców Żydów przed polską ludnością chrześcijańską już się
      zaczęło. Także w innych miejscach były podobno wypadki wystąpień niemieckich
      przeciw bandom przez nich samych zorganizowanym - wystąpień połączonych z
      niemiłosiernym biciem. I te wystąpienia były fotografowane - jako akcja Niemców
      w obronie ładu (policjanci polscy w paru, rzadkich zresztą wypadkach, gdy
      chcieli interweniować, byli pobici przez niemieckich policjantów, przeważnie co
      prawda policja okazywała dla "pogromców Żydów" całą swą sympatię )".

      Naoczny świadek pogromu wielkanocnego złożył po latach w Palestynie zeznanie:
      "Pogrom do
      • Gość: lowca jeleni Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 17:57
        Naoczny świadek pogromu wielkanocnego złożył po latach w Palestynie zeznanie:
        "Pogrom dokonany na Żydach w Warszawie w dniach świąt Pesach, trwał około 8 dni.
        Pogromu dokonał tłum chuliganów, którego liczebność dochodziła do tysiąca. Na
        ulicach pojawili się nagle. Nikt ich razem nie widział ani przedtem, ani potem.
        Byli to prawdopodobnie lekkomyślni i nieodpowiedzialni młodzi ludzie, którzy
        zeszli się specjalnie w tym celu ze wszystkich ulic miasta... W większości
        wypadków działali sami, ale zdarzało się również, że niemieccy żołnierze
        przyłączali się do tych ekscesów".

        Pod datą 27 marca 1940 r. Ringelblum notuje: "Mówią, że wystąpiono przeciwko
        smutnym wydarzeniom. W Krakowie wypadki te trwały cały dzień. Interweniowano u
        dowódcy SS Krugera, i dzięki temu ukrócono ekscesy. Aresztowano niejakiego
        Puławskiego, który miał pono coś wspólnego z tymi zajściami".

        W listopadzie 1940 roku Niemcy na trwałe powstrzymali możliwość ponawiania się
        awantur ulicznych, warszawskie getto zostało zamknięte.

        Kilka słów wyjaśnienia co politycznego kontekstu pogromu wielkanocnego, bo
        istniał taki. Na przełomie września i października sam Hitler wspominał o
        możliwości stworzenia niewielkiego, 8-10 milionowego państewka polskiego, tworu
        podobnego do czeskiego protektoratu.
        Niemieckie koła wojskowe w 1939 r. rozpoczęły rozmowy sondażowe w sprawie
        utworzenia rządu. Rozmowy powyższe przeciągnęły się do początku 1940 r. Sondaże
        przeprowadzono wśród znanych polityków ludowych - Witosa, Rataja i
        konserwatystów - prof. Estreichera. Rozmowy nic nie dały.
        Na początku listopada 1939 r. Hitler zdecydował, że Rzesza zatrzyma utworzoną 26
        X 1939 r. Generalną Gubernię, a nie jak poprzednio planowano tylko pozostawi GG
        w strefie wpływów niemieckich. Polskie warstwy kierownicze miały być likwidowane.
        Mimo tego jeszcze na początku 1940 r. niektóre koła polskie żywiły złudzenia co
        możliwości porozumienia z Niemcami. O najpoważniejszej próbie oferty kolaboracji
        pisze Antoni Dudek w biografii Bolesława Piaseckiego.
        W październiku 1939 r. w Warszawie powstała organizacja NOR - Narodowa
        Organizacja Radykalna. Organizację tworzyły różne środowiska. Przywódca NOR
        Andrzej Świetlicki i wielu innych jej członków związanych było przed wojną z
        ONR-Falangą. Udział przywódcy ONR Bolesława Piaseckiego w NOR jest
        prawdopodobny, choć nie został całkowicie potwierdzony.
        W NOR znaleźli się także przedwojenni sympatycy narodowego socjalizmu,
        członkowie Polskiego Towarzystwa Kultury i Oświaty Robotniczej "Pochodnia" -
        Erazm Samborski i Podgórski oraz germanofile - Władysław Studnicki, Pułaski,
        Zygmunt Cybichowski i ksiądz Stanisław Trzeciak.
        Program NOR znany jest w niewielkim stopniu - NOR uznawał straty ziem zajętych
        przez Niemców (Pomorze, Poznańskie i Śląsk) za możliwe do zaakceptowania, pod
        warunkiem uzyskania rekompensat na Wschodzie. Polska miała utworzyć armię, która
        u boku Niemiec walczyć miała z ZSRR. Funduszy potrzebnych na wystawienie armii i
        odbudowę przyszłego państwa polskiego dostarczyć miała konfiskata mienia
        żydowskiego.

        NOR korzystał z opieki niemieckich kół wojskowych, ale po likwidacji wojskowej
        administracji na terenach okupowanych i przejęciu kontroli przez Gestapo NOR
        musiał się czuć mniej pewnie.
        Być może pogrom wielkanocny miał być próbą zdobycia wiarygodności u Niemców.
        Próba ta całkowicie zawiodła, w kwietniu 1940 r. Hitler zabronił niemieckiemu
        dowództwu mieszania się w problemy polityczne na zajętych terenach. W marcu 1940
        r, Hitler zalecał gubernatorowi Frankowi poddanie Wschodu kontroli i utrzymania
        całkowitego spokoju, w związku z sytuacją na Zachodzie. Te i wcześniejsze
        decyzje fuhrera co do przyszłości GG całkowicie uniemożliwiały dalsze istnienie
        NOR. Zajścia oczywiście musiały być uzgadniane z władzami niemieckimi, ale byli
        to najwyraźniej niscy rangą funkcjonariusze. O tym, że wyższe władze niemieckie
        zostały zaskoczone pogromem dowodzi sposób jego zakończenia. W ostatnim dniu
        pogromu 29 marca 1940 r. Niemcy rozpoczęli akcję AB, likwidacji polskiej elity.
        Przy tej okazji dokonali aresztowań wśród przywódców NOR, Andrzej Świetlicki,
        Tadeusz Lipkowski i Wojciech Kwasieborski zostali zamordowani w czerwcu 1940 r.

        Najbardziej może absurdalnym epizodem związanym z historią NOR była...próba
        wywołania kolejnego pogromu w Warszawie 5 lipca 1940 r. NOR-owcy przeszli wtedy
        przez stolicę w pochodzie, wznosząc okrzyki: "Precz z żydokomuną i Stalinem",
        "Niech żyje Hitler". Żydów bito i rabowano sklepy.
        Mord na przywódcach, masowe zbrodnie w Palmirach - nawet to nie powstrzymało NOR
        przed kolejnymi ekscesami.
        Cóż jednak stałoby się, gdyby Niemcy przyjęli ofertę NOR? Czy udałoby się
        uaktywnić "oficjalnie", we współpracy z Niemcami zasobów polskiego
        antysemityzmu? Na szczęście Adolf Hitler zwolnił nas z konieczności zadawania
        sobie takich pytań.

        Całą sprawę podsumował 21 czerwca 1940 r. "Biuletyn Informacyjny": "Już w parę
        miesięcy po okupacji przez Niemców Warszawy pojawiły się za strony
        niepoczytalnych jednostek społeczeństwa polskiego próby nawiązania kontaktu z
        okupantem (akcja samodzielna Studnickiego, tworzenie organizacji Radykalno -
        Narodowej - z Cybichowskim, ks. Trzeciakiem, Podgórskim, mjr. Pułaskim,
        Świetlickim etc., tym ostatnim poczynaniom patronowało jak wiadomo Gestapo).
        Byliśmy świadkami wystąpień pogromowych antyżydowskich, wydawania ulotek etc. Od
        prawie dwóch miesięcy - wszystko to ucichło i zamarło. Były jakieś aresztowania
        wśród kierowników partii Radykalno - Narodowej. Jak się zdaje - obie strony
        rozczarowały się do siebie".

        Pewną wskazówką dla zrozumienia nastrojów okupacyjnej Polski są fakty podane
        przez Jana Tomasza Grossa w artykule "Ten jest z Ojczyzny mojej..". w "Aneksie"
        nr. 41/42 z roku 1986. Jan Karski wiosną 1940 r. przebywał we Francji i złożył
        tam generałowi Sikorskiemu raport o losie Żydów w kraju. Raport ten zawierał
        opinię, iż Niemcom udało się znaleźć wąską platformę porozumienia "z dużą
        częścią polskiego społeczeństwa" w kwestii postępowania wobec Żydów. Konkluzja
        ta była tak szokująca, że sporządzając raport oficjalny dla aliantów rząd
        sfałszował raport Karskiego. Uznano, że informacje o antysemickich nastrojach w
        Polsce zaszkodzą polskim interesom.

        25 września 1941 r. dowódca Armii Krajowej, generał Stefan Rowecki - Grot
        meldował Londynowi: "Melduję, że wszystkie oświadczenia i posunięcia Rządu i
        członków Rady Narodowej dotyczące Żydów w Polsce, wywołują w Kraju jak najgorsze
        wrażenie i znakomicie ułatwiają propagandę Rządowi nieprzychylną lub wrogą. Tak
        było z "Dniem Żydowstwa" i przemówieniem Szwarcenberga, nominacją Liebermana i
        życzeniami na żydowski nowy rok. Proszę przyjąć jako fakt zupełnie realny, że
        przygniatająca większość kraju jest nastrojona antysemicko. Nawet socjaliści nie
        są tu wyjątkiem. Różnice dotyczą tylko taktyki postępowania. Zalecających
        naśladowanie metod niemieckich prawie nie ma. Nawet tajne organizacje
        pozostające pod wpływem przedwojennych aktywistów Klubów Demokratycznych lub
        Polskiej Partii Socjalistycznej, akceptują postulat emigracji jako rozwiązanie
        problemu żydowskiego. Jest to dla wszystkich równie oczywiste, jak, na przykład,
        konieczność usunięcia z kraju Niemców... Antysemityzm jest obecnie postawą
        szeroko rozpowszechnioną ".

        Dnia 28 grudnia 1939 r. Ludwik Landau zapisał w swej "Kronice..." : "Zajścia
        jakieś były w Częstochowie: gazeta warszawska podaje wiadomość, że chłopcy
        polscy spalili synagogę i że za to ukarano zarówno Polaków, jak i Żydów zakazem
        wychodzenia po godzinie 19 względnie 18 i zakazem sprzedaży wódki; jaki był
        istotny przebieg zajść, trudno się z tego domyślić".

        W czasie pierwszych dni inwazji niemieckiej na ZSRR doszło do przeszło 50
        pogromów, w których padły ofiary śmiertelne. Pogromów głównie dokonywali
        Ukraińcy, ale wiele zbrodni obciąża Polaków - fala pogromów przeszła przez
        ziemie białostockie i łomżyńskie. Dane na temat ofiar śmiertelnych mogą być
        zawyżone
        • Gość: lowca jeleni Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 17:59
          W czasie pierwszych dni inwazji niemieckiej na ZSRR doszło do przeszło 50
          pogromów, w których padły ofiary śmiertelne. Pogromów głównie dokonywali
          Ukraińcy, ale wiele zbrodni obciąża Polaków - fala pogromów przeszła przez
          ziemie białostockie i łomżyńskie. Dane na temat ofiar śmiertelnych mogą być
          zawyżone, profesjonalne badania nad tymi wypadkami dopiero się rozpoczęły,
          niemniej wymienić należy pogromy w Jedwabnem (ok. 1600 zabitych), w Jasionówce
          (74 zabitych), w Szczuczynie (300 zabitych), w Wąsoszu Grajewskim (1000
          zabitych), w Radziłowie (1500 zabitych), w Rajgrodzie (100 zabitych), w Kolnie
          (30 zabitych), w Goniądzu (217 zabitych).
          Pogromy, w których nie było śmiertelnych ofiar, a tylko ranni liczy się na co
          najmniej 20, w Białymstoku, Stanisławowie i Stołopcach dokonali ich Polacy i
          Białorusini, w Grodnie Polacy z Litwinami, w Tykocinach sami Polacy.

          Najtragiczniejszym z fali pogromów z 1941 r. był pogrom we Lwowie dokonany w
          dniach między 30 VI a 3 VII 1941 r. zabito wtedy 4 tys. Żydów; w pogromie obok
          Ukraińców i Niemców brali udział Polacy.

          Ile było podobnych "zajść" w okupowanej Polsce można się tylko domyślać, polscy
          historycy bowiem na "antygoizm" (takiego epitetu użył znany historyk na
          określenie tekstu Michała Cichego o mordach, jakich dokonywali powstańcy
          warszawscy na Żydach) nie cierpią. Nie ma odważnych, którzy poważyliby się
          oświetlić strefę mroku. Kiedy wreszcie nasi historycy łaskawie wyjaśnią udział
          polskiej ludności przy akcji likwidowania gett przez Niemców?
          Milczą wszyscy, prócz naszych wspaniałych moralistów - intelektualistów. Mamy
          przecież wspaniały wierszyk Miłosza o karuzeli, która kręciła się w dniach
          likwidacji getta warszawskiego. Ta sama karuzela wywołała prawdziwy wstrząs
          moralny w duszy zawodowego moralnego autorytetu - Andrzeja Szczypiorskiego...
          Likwidacja getta zbiegła się z Wielkim Tygodniem, pogrom z 1940 r. też. Ale
          karuzela jako symbol polskiej winy jest alegorią o wiele strawniejszą, niż obraz
          tłumu mordującego wraz z niemieckimi żołnierzami Żydów. O pogromie wielkanocnym
          nikt nie napisał wiersza, i nie napisze nigdy.


          *Landau L. "Kronika lat wojny i okupacji", 1962 PWN
          *Dudek A. "Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej", 1990 Londyn
          *Szarota T. "Zajścia antyżydowskie i pogromy w okupowanej Europie" w: "Holocaust
          z perspektywy półwiecza" ŻIH 1993 Warszawa
          *Ringelblum E. "Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939 - styczeń 1943", 1983
          Warszawa
          *Gutman Y. "Żydzi warszawscy 1939-1943: getto - podziemie - walka", 1993 Warszawa
          *Ringelblum E. "Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej:
          uwagi i spostrzeżenia", Czytelnik 1988
          *Madajczyk Cz. "Generalna Gubernia w planach hitlerowskich. Studia", PWN 1961

          * wszystkie podkreślenia w tekście są mojego autorstwa
          Andrzej Krzemiński.
          • Gość: RODAK Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 18:01
            Posługujesz się iście goebbelsowską metodą
            • Gość: RODAK Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 18:02
              Antysemityzm Bolesława Prusa


              I Prus nie stanowił wyjątku wśród oświeconej opinii, gdy w 1874 roku pisał:
              "Liczna a próżniacza ludność faktorów i małomiasteczkowych giełdowiczów ma wiele
              podobieństwa do grzybów i pleśni drzewnej..."
              I jak reszta opinii oświeconej gromił z zapałem żydowską odrębność. W 1877 tak
              definiował, dręczącą inteligentów jego czasu kwestię żydowską: "...oto ciemnota
              i kastowość [...], dodajmy żargon, chałat i wczesne zawieranie związków
              małżeńskich, ocukrujmy to wszystko biedą, wywołującą oszustwo i lichwę, a mieć
              będziemy cały tort nazywający się kwestią żydowską. Że on jest niesmaczny - to
              prawda, ale żeby nie miał kiedyś prysnąć pod naciskiem oświaty i idei
              postępowych - w to nie uwierzę".
              Program więc cokolwiek prostolinijny, postęp miał zlikwidować odrębność,
              asymilacja miała Żydów zbliżyć do jedynie słusznej kultury polskiej. Jednak Prus
              do typowego programu pozytywistycznego dołączył antyżydowską obsesję, która tak
              jak w przypadku Świętochowskiego w końcu zwyciężyła. Już w latach 70-tych
              protestował przeciwko żydowskiej dominacji w gospodarce. W 1877 r. protestował
              przeciwko nazywaniu Żydów narodem, dla niego "ciemne masy" były tylko kastą i
              materiałem dla "tego lub owego społeczeństwa". Wszystko to jednak mieściło się w
              ramach środowiskowej filozofii, antyżydowski język miał tylko znaczenie perswazyjne.

              Prawdziwym przełomem dla Prusa w postrzeganiu przez niego kwestii żydowskiej
              była pisana w latach 1887-89 "Lalka", w czasopiśmiennym pierwodruku powieść
              dwutomowa. Porównanie zawartości tomów dowodzi, jak wielkich zmian dokonał Prus
              w tomie II.
              Społeczeństwo, ukazane w tomie I powieści znajduje się w stanie głębokiego
              kryzysu gospodarczego i nade wszystko duchowego, rozkład jest najbardziej
              adekwatnym pojęciem. Poszczególne warstwy nie tworzą organicznej społecznej
              tkanki, kasty arystokracji, burżuazji i drobnomieszczaństwa szamoczą się w
              bezsensownym, ambicjonalnym konflikcie. Droga awansu indywidualnego jest
              nierealna, stanowy status jest barierą nie do pokonania, Wokulski licząc tylko
              na własne siły musi pozostać subiektem, przy czym status "subiekta" jest niemal
              feudalnym statusem przynależności do klasy niższej; młody Szlangbaum i doktor
              Szuman cierpiąc antysemickie docinki pozostają na granicy dwu światów, polskiego
              i żydowskiego, nie będą faktycznie akceptowanymi przez żaden z nich. Zastój
              cywilizacyjny, konserwatyzm kastowy, takie są symptomy kryzysu społeczeństwa w I
              tomie "Lalki". Przełomem ma być praca organiczna, spółka do handlu z cesarstwem,
              która zaktywizuje elitę kraju, posiadającą kapitał, lecz nie ducha
              przedsiębiorczości. Przedsięwzięcie to przez samego Prusa ukazane jako
              inicjatywa heroiczna, wobec całkowitego, wszechobecnego marazmu staje się w
              istocie fikcją.
              Żydzi w I tomie to trzy postaci: stary Szlangbaum, ortodoks, zasymilowani Szuman
              i Henryk Szlangbaum, dwaj ostatni uczestnicy wraz z Wokulskim powstania
              styczniowego, mający za sobą zesłanie na Syberii. Obaj dotkliwie znoszą
              antysemityzm i kastowe bariery; gdy Wokulski daje pracę pogardzanemu przez
              Polaków i Żydów młodemu Szlangbaumowi (nie przyszedłbym, gdyby nie troska o
              dzieci, mówi ten) opinia polska ma mu to za złe. Szuman to postać głęboko
              tragiczna, po osobistym dramacie jest wypalony, zgorzkniały, mimo, że
              asymilator, to świadomy swego statusu mieszkańca dwu światów, z których żaden go
              nie zechce. Stary Szlangbaum to żydowski biznesmen, Prus opisuje go z sympatią,
              gdy staruch jadąc dorożką zmuszony jest zapłacić większą taryfę czuje słabość
              "około serca". Umowa, jaką zawiera z nim Wokulski o kupno kamienicy jest tak
              mętna, że jej realizacja może się oprzeć tylko na wzajemnym zaufaniu. Lojalność
              i zaufanie łączą tych dwu ludzi, zapamiętajmy to.
              Pozytywnego obrazu Żydów dopełnia przedstawienie przez Szlangbauma rozrywek
              młodych Żydów, mających ćwiczyć rozum; mądrość i cierpliwość mają być typowymi
              żydowskimi cechami. Żydzi zasymilowani w tomie I "Lalki" noszą piętno tragizmu,
              są postaciami psychologicznie skomplikowanymi.

              Naraz w II tomie przechodzimy do innego świata stosunków polsko-żydowskich,
              spotykamy Wokulskiego rozmawiającego z Rzeckim o rozpanoszeniu się Żydów i
              możliwej sprzedaży sklepu, Rzecki zapowiada: "Będzie kiedyś awantura z tymi
              Żydami", Wokulski odpowiadając wygłasza słowa znamienne - Prześladowania Żydów
              trwają już osiemnaście wieków, jedynym ich rezultatem jest wyginięcie jednostek
              szlachetnych, a pozostanie przy życiu tylko Żydów "wytrwałych, cierpliwych,
              podstępnych, solidarnych, sprytnych i po mistrzowsku władających jedyną bronią,
              jaka im pozostała - pieniędzmi. Tępiąc wszystko, co lepsze, zrobiliśmy dobór
              sztuczny i wypielęgnowaliśmy najgorszych." Pamiętajmy, mówi to przyjaciel Żydów
              z I tomu, która to przyjaźń budziła wrogość polskiej opinii.
              Spotykamy także młodego Szlangbauma, niegdyś tak poniżanego, teraz zhardziałego,
              który wie już, że jest prawie właścicielem sklepu. Wrócił do papy, i to wcale
              nie z powodu antysemickich przytyków, lecz dla majątku. W rozmowie z Rzeckim
              oświadcza, że pożycza arystokratom, by ich przyjmować na salonach. W duszy jest
              demokratą, ale czegóż nie robi się dla stosunków. Pamiętajmy, mówi to
              ex-powstaniec, zasymilowany, upokarzany przez Żydów i Polaków, obecnie wróciwszy
              do papy staje się on Żydkiem - geszefciarzem.
              W tomie II, po długiej nieobecności, naraz spotykamy doktora Szumana, niegdyś
              zgorzkniałego, teraz pełnego optymizmu...żydowskiego optymizmu. Odwiedzającemu
              go Rzeckiemu objawia, że w jego duszy nastąpił przełom, ba, to prawdziwa
              iluminacja. Postanowił bowiem zająć się biznesem. Wyrzeka, że dziesięć lat
              strawił na bezwartościowe badania włosów, na publikację broszury o tychże
              włosach wyłożył rubli 1000. I żadnego odzewu. Obecnie postanowił zająć się
              robieniem pieniędzy, czyli geszeftem, bo pieniądz jest sezamem, przed którym
              otwierają się wszystkie drzwi, za pieniądze ma się nawet gotowych do ofiar
              przyjaciół. Przestał już wierzyć w "polski system" ten bowiem jest uosobieniem
              marzycielstwa i braku rozsądku, jedynym efektem działania "polskiego systemu" są
              bankructwa moralne i materialne.
              Na pytanie ogłupiałego Rzeckiego, jakiż system proponuje w zamian, odpowiada:
              "nasz żydowski". Wedłu niego Żydzi są cierpliwi i genialni, zaś Polacy głupi
              bankruci. Wszyscy arystokraci trwonią majątki, na czele z Łęckimi i
              Krzeszowskim. Nawet Wokulski to bankrut. "Wszyscy bankrutujecie, wszyscy... Całe
              szczęście, że wasze miejsce zajmują świeże siły. Są nimi Żydzi, są oni sprytni,
              nawet ich postępowanie z kobietami jest zupełnie inne niż sentymentalizm
              Polaków. Żyd finansista bierze żonę bogatą, nic nie znaczą dlań czułości. Jeśli
              wziąłby żonę ubogą, to wtedy musiałyby procentować jej wdzięki. "Ona
              prowadziłaby mu salon, zwabiała gości, uśmiechałaby się do możnych,
              romansowałaby z najważniejszymi, słowem - na wszelki sposób popierałaby interes
              firmy" - tak oto dowiadujemy się, że wśród Żydów w powszechnym zwyczaju jest
              prostytuowanie żon (zresztą za ich zgodą) dla geszeftu. Przy okazji dowiadujemy
              się, że szczery przyjaciel Wokulskiego z I tomu Szuman teraz właśnie zajęty jest
              sprawdzaniem rachunków księgowych sklepu Wokulskiego, który chce nabyć stary
              Szlangbaum.
              Były przyjaciel Szlangbaum kupujący sklep, wcześniej jednak wydobywający
              rachunki (czy aby wszystko prowadzone uczciwie), i były przyjaciel Szuman,
              dokładnie kontrolujący stan kasy. Czegóż nie robi się dla geszeftu.
              Cały powyższy wywód o żydowskich przewagach nad polską bezmyślnością głosi,
              pamiętajmy, niedawny szczery patriota polski, powstaniec, mający za sobą
              syberyjską katorgę. Ten właśnie człowiek, pamiętajmy zasymilowany Żyd doznaje
              olśnienia i bredzi, niczym podpity półanalfabeta, który przebrnął właśnie przez
              trzy strony "Protokołów mędrców Syjonu". Postać tragiczna, ofiara polskich
              przesądów kastowych staje się żydowskim geszefciarzem. Dusza żydowska? Dlaczego?
              Prus mieć musiał bardzo ważny powód, że uczyn
              • Gość: RODAK Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 18:04
                Były przyjaciel Szlangbaum kupujący sklep, wcześniej jednak wydobywający
                rachunki (czy aby wszystko prowadzone uczciwie), i były przyjaciel Szuman,
                dokładnie kontrolujący stan kasy. Czegóż nie robi się dla geszeftu.
                Cały powyższy wywód o żydowskich przewagach nad polską bezmyślnością głosi,
                pamiętajmy, niedawny szczery patriota polski, powstaniec, mający za sobą
                syberyjską katorgę. Ten właśnie człowiek, pamiętajmy zasymilowany Żyd doznaje
                olśnienia i bredzi, niczym podpity półanalfabeta, który przebrnął właśnie przez
                trzy strony "Protokołów mędrców Syjonu". Postać tragiczna, ofiara polskich
                przesądów kastowych staje się żydowskim geszefciarzem. Dusza żydowska? Dlaczego?
                Prus mieć musiał bardzo ważny powód, że uczynił trzech żydowskich bohaterów I
                tomu "Lalki" wrogami polskości.
                W niedługi czas potem znowu widzimy Szumana, teraz skarżącego się na okpienie
                przez Szlangbaumów, którzy proponowali mu spółkę. Oszukany przez swoich "braci"
                staje się Żydem cynikiem, świadomym łotrostw swego narodu. W rozmowie z
                Wokulskim mówi: "Genialna rasa te Żydki, ale cóż za łajdaki", z zadowoleniem
                stwierdza u siebie odrodzenie żydowskiej natury: "A właśnie teraz zaczyna się
                budzić we mnie instynkt przodków: skłonność do geszefciarstwa". Z niepokojem
                wspomina, że nieomal ową naturę asymilując się w polskim środowisku zagubił:
                "Tak długo kręciłem się w waszym świecie, żem w końcu utracił najcenniejsze
                przymioty mojej rasy", rasy, która cały świat zdobędzie, i to nawet nie rozumem,
                ale szachrajstwem i bezczelnością. Szuman jest pewien, że niedługo wybuchnie
                nowe prześladowanie Żydów, z którego wyjdą oni jeszcze mędrsi, jeszcze silniejsi
                i jeszcze solidarniejsi. I odgraża się Żydzisko bezczelne: "A jak oni wam kiedyś
                zapłacą! [...] Co tu gadać... Pięknym jest Izrael triumfujący i miło pomyśleć,
                że w tym tryumfie uciśnionych jest cząstka mojej pracy!" Kusi Wokulskiego, niby
                demon, z początku drażni jego ambicję przypominając upokorzenia jakich zaznał od
                arystokratów, by roztoczyć obraz wspaniałości, jakich zazna łącząc się z Żydami:
                "Zdublujesz majątek i jak mówi Stary Testament, zobaczysz nieprzyjacioły twoje u
                podnóżka nóg twoich".
                Nie koniec to jednak kuszenia przez żydowskiego demona, Wokulski staje się
                świadkiem prorokowania przyszłości kraju: "Z konieczności połączymy się z waszym
                ludem, będziemy jego inteligencją, której dziś nie posiada... Nauczymy go naszej
                filozofii, naszej polityki, naszej ekonomii i z pewnością lepiej wyjdzie na nas
                aniżeli na swoich dotychczasowych przewodnikach... Przewodnikach!... - dodał ze
                śmiechem."
                Pisał to Prus w 1889, groźba zażydzenie inteligencji i zażydzenia polskiej
                świadomości narodowej poprzez asymilację już wtedy drążyła sumienia polskich
                inteligentów.
                Odrodzenie się żydowskiej natury u Szumana i Szlangbauma to dowód na szybkie
                przyswojenie sobie przez Prusa teorii kulturowego rasizmu, żydowska dusza
                przecież zwycięża u obu, bez znaczenia stają się długie lata lojalności,
                przecież wystawionej niegdyś na ciężką próbę - zesłanie. Jak się okazuje Żyd
                zawsze będzie Żydkiem, geszefciarstwo zawsze wyjdzie na wierzch. Obcy, nawet
                zasymilowany będzie w sobie przechowywał obce wartości. Zagrożeniem dla Polaków
                są asymilatorzy, Żydzi tajni, zamaskowani. Charakterystyczne, że starego
                Szlangbauma niewiele widać w II tomie, za to musimy wysłuchiwać monologów
                ex-Polaka doktora Szumana. Przecież Żyd "w chałacie" tylko wyzyskuje, asymilator
                może zniszczyć duszę polską.
                Ta zmiana, metamorfoza, jaka się dokonała w asymilatorach w "Lalce" została z
                lubością odnotowana przez, jak zwykle czujny "Głos". Wybrzydzano tylko na to, że
                "proces przeobrażania" Szlangbauma i Szumana powinien być poddany, ze względów
                społecznych (!-AK) drobiazgowej analizie psychologicznej, czego brak w powieści.
                Dowiadujemy się, że o spółkę do handlu z cesarstwem kierowaną przez Wokulskiego
                walczą dwie partie żydowskie. "Nie było bowiem w kraju nikogo, kto by mógł dalej
                rozwijać jego pomysły; nikogo, prócz Żydów, którzy występowali z cała kastową
                arogancją, przebiegłością, bezwzględnością i jeszcze kazali mu wierzyć, że jego
                upadek, a ich triumf - będzie korzystnym dla kraju..."
                W czasie rozmowy Wokulskiego z księciem, zatroskanym o nieszczęsny kraj
                dowiadują się czytelnicy, jak to przebiegli Żydzi wykorzystują gospodarczy
                bezwład społeczeństwa. W nieszczęsnym kraju brak finansistów i godnych zaufania,
                chrześcijańskich kupców. Arystokraci zaś nie dbają o przemysł krajowy i wydają
                kapitały za granicą. Tacy zaś ludzie jak Wokulski, przedsiębiorcze jednostki są
                tępione. Kastowa arystokracja odsuwa się od wątłej burżuazji, ta zaś nie
                pozostaje dłużna.
                Obraz rozkładu społeczeństwa podobny jak i w tomie I, już jednak w tomie II
                książę z rozpaczą woła do Wokulskiego - "więc zostawisz nas na pastwę
                starozakonnym." Ostatecznym triumfem Żydów jest opanowanie spółki, której
                kierownikiem zostaje były Polak, były powstaniec, były demokrata - Henryk
                Szlangbaum. Przedsięwzięcie, które miało w tomie I służyć wzmocnieniu polskiej
                gospodarki, w tomie II zostaje opanowane przez żydowskich aferzystów. A więc
                mamy tu inną niż w tomie I diagnozę społeczeństwa polskiego, zdolnego do
                gospodarczej aktywności, ale niszczonego przez Żydów. Stąd już niedaleko do
                porzucenia programu pracy organicznej, cóż bowiem znaczy nawet mrówcza praca
                wobec żydowskiej wojny ekonomicznej. Ale nie uprzedzajmy faktów.
                Epizod z przejęciem spółki przez Żydów ma symbolizować przejmowanie polskiej
                gospodarki, ale to nic, zagrożona jest także przez rozpanoszone żydostwo polska
                inteligencja (Szuman wyznaje, że Żydzi narzucą Polakom swą inteligencję i własną
                filozofię), Żydzi przez małżeństwa z Polkami (takie proponuje się Szumanowi)
                dążą do opanowania elity - arystokracji. Polska staje wobec śmiertelnego
                zagrożenia - żydowskiej okupacji.

                Prezentacja podstępnej "rasy żydowskiej" w II t. "Lalki" zawiera typowy dla tego
                rodzaju literatury błąd logiczny. Żydzi, na przykładzie Szumana raz wychwalają
                "najcenniejsze przymioty żydowskiej rasy", to znów padają z ust samych Żydów
                epitety "cóż z nas za łajdaki", "zdobędziemy świat szachrajstwem i bezwzględnością".
                Prus, tak jak choćby autorzy "Protokołów Mędrców Syjonu" nie trzyma się jednej
                "wykładni" żydowskości. Nie bardzo dowierzając inteligencji czytelnika karze
                swym żydowskim bohaterom to wychwalać pod niebiosa swą "rasę", to znów taplać ją
                w błocie. Koniec końców czytelnik porażony żydowską mocą i wyliczeniem
                wspaniałych cech narodowych Żydów mógłby jeszcze uwierzyć i wstąpić do Zakonu!
                Musi mieć zatem całkowitą jasność co do "prawdziwych" motywów i "prawdziwych"
                cech żydowskiej rasy, a będzie to najbardziej oczywiste, jeśli skompromitują się
                sami Żydzi.

                Nieprawdopodobna wolta, jakiej dokonał Prus w trakcie tworzenia "Lalki" tylko
                wydaje się nielogiczna, tom I będący ilustracją koncepcji pozytywistycznej,
                aprobaty asymilacji Żydów, przedsiębiorczości, krytyki kastowości i inercji
                społeczeństwa jest świadectwem świadomości zagrożenia gospodarczym zacofaniem,
                rozkładu społeczeństwa, także świadomości konieczności dokonania wielkiej pracy,
                tak wielkiej, że niemożliwej. Tom I to obraz kryzysu, dezintegracji tak
                potężnej, tak przerażającej, że polski pisarz nie potrafi obwinić o ten stan
                samych Polaków. Znajduje więc prawdziwy czynnik dezintegracyjny, wygodnego kozła
                ofiarnego.
                W "Lalce" Prus, nieświadomie, ukazał swą własną intelektualną drogę i swego
                środowiska pozytywistycznego. Od punktu wyjścia - przełomu lat 60/70 XIX w.,
                pesymizmu diagnozy gospodarczej, cywilizacyjnej zapaści Królestwa, ale i
                optymizmu przekonania o możliwej szybkiej mobilizacji narodowej i łatwości
                budowy społeczeństwa organicznego.
                Społeczeństwo organiczne, społeczeństwo przyszłości miało być płaszczyzną
                bezkonfliktowej współpracy klas i grup etnicznych. Asymilacja mniejszości
                (Niemców, Żydów) prowadzić miała do likwidacji separatyzmu etnicznego,
                współpraca klas społecznych prowadzić miała do fun
                • Gość: RODAK Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 18:06
                  Tom I to obraz kryzysu, dezintegracji tak potężnej, tak przerażającej, że polski
                  pisarz nie potrafi obwinić o ten stan samych Polaków. Znajduje więc prawdziwy
                  czynnik dezintegracyjny, wygodnego kozła ofiarnego.
                  W "Lalce" Prus, nieświadomie, ukazał swą własną intelektualną drogę i swego
                  środowiska pozytywistycznego. Od punktu wyjścia - przełomu lat 60/70 XIX w.,
                  pesymizmu diagnozy gospodarczej, cywilizacyjnej zapaści Królestwa, ale i
                  optymizmu przekonania o możliwej szybkiej mobilizacji narodowej i łatwości
                  budowy społeczeństwa organicznego.
                  Społeczeństwo organiczne, społeczeństwo przyszłości miało być płaszczyzną
                  bezkonfliktowej współpracy klas i grup etnicznych. Asymilacja mniejszości
                  (Niemców, Żydów) prowadzić miała do likwidacji separatyzmu etnicznego,
                  współpraca klas społecznych prowadzić miała do funkcjonowania "społecznego
                  kapitalizmu", jak można by to określić współczesnym językiem. Wreszcie praca
                  organiczna to rozwój oświaty, transfer idei i osiągnięć naukowych.
                  Lata 80-te pokazały dobitnie, iż gwałtowna ekspansja kapitalizmu w Królestwie
                  nie ma nic wspólnego z poczciwością programu pozytywistów. Brutalny wyzysk,
                  zubożenie, fikcja oświaty ludowej, wreszcie wystąpienie na scenę publiczną
                  konserwatystów i socjalistów - pozytywiści nie mogli mieć wątpliwości, że przegrali.
                  Czas było szukać winnych, Prus ich odnalazł.

                  Tom II to już ilustracja powszechnych w latach 80-tych tendencji antysemickich,
                  a także pokryzysowego pozytywizmu, który pochłonięty etnocentryzmem zwrócił się
                  przeciwko Żydom. Załamanie się pozytywnego programu pracy organicznej jest w II
                  tomie "Lalki" widoczne, cała wina, całe zło trapiące społeczeństwo zostaje
                  przeniesione na Żydów. Diagnoza kryzysu społeczeństwa zostaje zachowana, lecz
                  metody rozwiązania tegoż kryzysu nie, Prus znajduje rozwiązanie tyleż proste,
                  co, nie da się ukryć znajdujące oddźwięk w opinii publicznej.

                  Kozioł ofiarny-Żydzi z II tomu "Lalki" zostaje przedstawiony według wszelkich
                  reguł, jako zbiorowość anormalna, kierująca się antywartościami. Nihilizm
                  "żydowskiego systemu" w konfrontacji z polskością staje się nihilizmem
                  prawdziwych wartości.
                  Kozioł ofiarny zawsze obarczany jest fundamentalnymi dla zagrożonej zbiorowości
                  wykroczeniami. W powieści jest to wystąpienie przeciwko gospodarczym podstawom
                  społeczeństwa, ale i kultury. U Prusa, przecież postępowca, nie widać jeszcze
                  zanadto wyraźnie wszystkich cech kozła ofiarnego. Jednak znać w II tomie
                  przekonanie o wszechstronnej winie Żydów, która jest proporcjonalna do kryzysu
                  społecznego. U innych autorów mechanizm kozła ofiarnego zostanie przedstawiony w
                  bardziej wyrafinowany sposób, Żydzi staną się winnymi wszelkich polskich
                  utrapień i strachów. Żydzi zyskają wiele wizerunków, zwykle sprzecznych ze sobą,
                  ale dzięki nim społeczeństwo zyska znaczący czynnik integracyjny. Ewolucja
                  koncepcji powieściowej "Lalki" daje jasne obraz funkcji mechanizmu kozła
                  ofiarnego - integracji zdezintegrowanego narodu środkami negatywnymi.

                  Dalszy ciąg, przecież kończącej się niepowodzeniem społecznych zamierzeń "Lalki"
                  znajdziemy w "Kronikach". W Kronice z lutego 1891 Prus alarmował, że polska
                  ziemia masowo wykupywana jest przez obcych, w Galicji wykupywana przez Żydów,
                  którzy dzięki prawu wyborczemu zasiądą w ławach sejmu galicyjskiego, zaś w
                  Wielkopolsce przez pupilków komisji kolonizacyjnej. Królestwo jest jeszcze
                  bezpieczne dzięki prawu przed tymi praktykami, "lecz przypuśćmy zmianę prawa, co
                  wówczas stanie się z krajem?..." Niezwykłe, że mimo tych alarmów, Prus w innych
                  Kronikach piętnował tychże samych Żydów za niechęć do pracy na roli, a ich
                  upodobanie do pośrednictwa, które nie dość, że nie jest prawdziwą pracą, to
                  doszczętnie Żydów demoralizuje.

                  W tym samym roku Prus stwierdza, że mieszczaństwo chrześcijańskie w kraju musi
                  istnieć w należytej proporcji do ludności, co, jak wylicza, oznacza, że jeśli w
                  kraju mieszka 87% chrześcijan, a 13% Żydów, to mieszczaństwo chrześcijańskie
                  musi stanowić 87% ogółu mieszczaństwa. Dodaje, że Polsce nie potrzebne jest
                  żydowskie mieszczaństwo, inteligencja i arystokracja.
                  Asymilacja dla Prusa - pesymisty, piszącego w 1891 r. to tworzenie oświeconych
                  Żydów, którzy próbują być czym innym, niż są i z całą namiętnością popierają
                  bezwyznaniowość, kosmopolityzm i socjalizm, wszelkie "Lassalle, Marxy, Singery
                  więcej szkodzą sprawie żydowskiej, aniżeli pomagają, dają bowiem nowy powód do
                  nienawiści. A w Europie coraz ciaśniej i nienawistniej, i tylko czekać, jak
                  kwestia, nierozwiązalna dla cywilizacji, rozwiąże się w najohydniejszy sposób
                  przez tłumy."

                  W Kronice z 1892 tak definiuje (zupełnie inaczej niż w 1877) kwestię żydowską:
                  "Tę lichwę, handel dziewczętami, fałszywe miary i wagi, usuwanie się od
                  publicznych ciężarów, odmienny ubiór i język, inne cele i dążenia, inne święta,
                  a nawet - niemożność zetknięcia się przy jednym stole i jednej misce. Są to
                  różnobarwne nici, z których - nie został utkany, ale - sam utkał się - jaskrawy
                  sztandar antysemityzmu". Prus z radością obwieszcza, że znalazł się sposób na
                  rozwiązanie kwestii, która " w wysokim stopniu paraliżuje normalny rozwój
                  społeczeństwa". Żydzi bowiem są narodem w wysokim stopniu różniącym się od
                  innych strukturą profesjonalną, brak im rolników, przez co nie posiadają organu
                  do czerpania soków z ziemi, wysysa inne społeczeństwa i czyni im zgryzotę.
                  Dlatego osławiony baron Hirsch naprawił swój dawny błąd wspierania żydowskiego
                  separatyzmu na ziemiach polskich i zwrócił się do rządu rosyjskiego o zgodę na
                  masową emigrację rosyjskich Żydów do Argentyny. Tam dopiero Żydzi "wydoskonalą
                  się, uszlachetnią i może staną się niezmiernie ważnym czynnikiem wszechludzkiej
                  cywilizacji". Prus określa tę operację jako zdjęcie "niepotrzebnego ciężaru" z
                  piersi ludów słowiańskich.
                  Emigracja do Argentyny z początku będzie szła opieszale, lecz po kilku latach
                  nabierze masowego charakteru "i pochłonie bodaj czy nie całą ludność izraelską,
                  która dziś w Europie cierpi niechęć i niedostatek." Dopiero projekt masowej
                  emigracji europejskich Żydów zadowala wielkiego polskiego pisarza, kwestia
                  żydowska rozwiązana zostanie tylko wtedy, gdy Żydów w Europie już nie będzie.
                  Pisze to człowiek, którego Czesław Miłosz nazwał człowiekiem dobrodusznym i
                  umiarkowanym, zawsze gotowym bronić słabszego, organicznie niezdolnym do
                  nienawiści, zaś jego "Kroniki" wedle Miłosza miały się wryć w świadomość
                  postępowej inteligencji. Choć w tym ostatnim nasz noblista nie kłamie...
                  W kwietniu 1893 Prus z obrzydzeniem komentuje sprawę pogromu żydowskiego w
                  Kolinie, w Czechach. Widzi rozdwojenie współczesnego antysemityzmu, z którym
                  solidaryzuje się każdy uczciwy człowiek, "walka z lichwą, wyzyskiem, arogancją i
                  reklamą żydowską" były ze wszech miar słusznymi hasłami, jakie głosił przed
                  kilku laty antysemityzm. "Idąc spokojnie a wytrwale w tym kierunku, mógł był
                  spłukać wiele nadużyć, obmyć wiele brudów i zasłużyć się ludzkości" lecz
                  niestety zabrakło w obozie antysemitów serc szlachetnych (AK-!!!). Niestety,
                  antysemityzm współczesny realizuje się głównie przez afery polityczne i pogromy,
                  i niestety opinia publiczna może dnia pewnego stwierdzić: "-Ehe!
                  kochankowie...Jeżeli tyle wartą jest wasza prawdomówność, to wy i na Żydów
                  ciskacie oszczerstwa...Więc Żydzi są to gołąbki i baranki, którym wy gwałtem
                  przypinacie wilcze albo lisie ogony". Jeśli dobrze rozumieć duchowe męki Prusa,
                  obawia się, że może skompromitować się słuszna idea, realizowana jednak przez
                  ludzi niegodnych szacunku.

                  Kampania antyżydowska wzbudzona przy udziale pozytywistów, kierujących jak się
                  im zdawało przesłankami racjonalnymi, a przez innych, bardziej konsekwentnych
                  kontynuowana zaowocowała utworzeniem stereotypu Żyda-obcego, całkowicie
                  odrębnego kulturowo. Obcego, któremu daje się szansę asymilacji, przejścia
                  etnocentrycznych wrót swojskości. Kiedy po pogromie warszawskim tendencje
                  asymilatorskie słabną okazuje się, że trwałym osiągnięciem pozytywist
                  • Gość: RODAK Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 18:07
                    Kampania antyżydowska wzbudzona przy udziale pozytywistów, kierujących jak się
                    im zdawało przesłankami racjonalnymi, a przez innych, bardziej konsekwentnych
                    kontynuowana zaowocowała utworzeniem stereotypu Żyda-obcego, całkowicie
                    odrębnego kulturowo. Obcego, któremu daje się szansę asymilacji, przejścia
                    etnocentrycznych wrót swojskości. Kiedy po pogromie warszawskim tendencje
                    asymilatorskie słabną okazuje się, że trwałym osiągnięciem pozytywistów jest
                    wprowadzenie do polskiej świadomości stereotypu Żyda-obcego, winnego niemożności
                    zbudowania nowoczesnego społeczeństwa. Postulat polonizacji Żydów ma genezę już
                    w oświeceniu, ale dopiero pozytywiści posłużyli się agresywnym językiem
                    publicystyki, by polonizację przyspieszyć.
                    W latach 80-tych i 90-tych XIX wieku na stereotyp Żyda-obcego nakłada się
                    ideologiczny stereotyp Żyda-wroga. Zagrożeniem stają się wszyscy Żydzi,
                    finansiści i ubodzy, zasymilowani i ortodoksi. Następuje "judaizacja zła", całe
                    zło grożące Polsce zostaje przeniesione na obcych-Żydów. Żydzi zostają
                    zmistyfikowani, mianowani wrogami. Niechęć, jaka budzi asymilacja jest przecież
                    nieracjonalna, z perspektywy polskiej asymilacja obcych oznacza przecież
                    likwidację separatyzmu. Zmistyfikowany Obcy, groźny i przerażający musi jednak
                    zostać odrzucony poza granice swojskości, obcy-Żyd staje się odtąd wrogiem
                    naczelnym polskości. Winnymi kryzysu społeczeństwa, narodu stają się Żydzi, a
                    więc by ów kryzys narodowy rozwiązać najpierw należy "rozwiązać" kwestię
                    żydowską. Winnym kryzysu jest "kozioł ofiarny", ofiara z niego ma dokonać
                    oczyszczenia z grzechów.
                    Prus w "Lalce" daje świadectwo ewolucji, od racjonalnego antysemityzmu
                    pozytywistycznego, który miał wymusić integrację społeczną, od afirmacji pracy
                    organicznej dochodzi do konfrontacyjnego, afirmującego działania negatywne
                    antysemityzmu ideologicznego. Jednak podobna ewolucja nie była wcale wyjątkiem,
                    istotą podobnych apostazji był głęboki etnocentryzm zawierający się, w różnych
                    proporcjach i w pozytywistycznej asymilacji i rasizmie. Dla obu idei Żyd był
                    obcym niezwykle niebezpiecznym dla społecznego życia, dla Świętochowskiego
                    konieczne wydawało się uczłowieczenie tego stwora, dla Orzeszkowej, wszak
                    "filosemitki" Żydzi stanowili wielostronnie szkodliwą grupę. Tylko obłaskawienie
                    obcego, jego asymilacja mogła wyeliminować jego groźne cechy. Jak wskazuje casus
                    Prusa przejście od akceptacji asymilacji do kulturowego rasizmu nie było wcale
                    takie trudne... Możliwe, że wobec istnienia milionowej masy Żydów i wzrastającej
                    popularności idei rasizmu kulturowego asymilacja wydała się inteligentom końca
                    XIX w. absurdalna. Antysemityzm oferował prostsze i bardziej logiczne rozwiązania.

                    Jak wielki wpływ miał antysemityzm na narodową mentalność już w wieku XIX, jak
                    wiązał się z ogólnie przyjętą koncepcją narodu homogenicznego
                    kulturowo-etnicznie świadczy publicystyka Bolesława Wysłoucha, inicjatora
                    galicyjskiego ruchu ludowego, nie będącego nacjonalistą, tolerancyjnego dla
                    mniejszości narodowych zamieszkujących tereny polski. Wysłouch tak pisał u
                    schyłku wieku XIX: "Uznajemy prawo wszelkich narodowości, które kiedykolwiek w
                    skład państwa polskiego wchodziły - do samodzielnego rozwoju. Rozszerzanie
                    polskości kosztem innych ludów jest rzeczą dla ludu polskiego nie tylko rzeczą
                    obojętną, ale nawet szkodliwą dla przyszłości narodowej, bo drogą tą tworzymy
                    sobie wrogów tam, gdzie byśmy przyjaciół mieć mieli".
                    Ten niezwykle liberalny stosunek do kwestii mniejszości w czasie, gdy naturalne
                    było w polskiej publicystyce politycznej utożsamienie etnicznej inności z
                    wrogością budzi szacunek. Jednak ten sam człowiek całkowicie nietolerancyjnie
                    odnosił się do Żydów, o których pisał: "Miasta polskie przepełnione są
                    żydostwem, żywiołem obojętnym albo i wrogim dla celów narodowych [...]
                    postawione być winno załatwienie kwestii żydowskiej. Tu dwojakiego rodzaju
                    środki stosować należy: odnośnie do wykształconej i podatnej dla wpływów
                    kulturalnych mniejszości ludności izraelskiej - polityka asymilacyjna dążąca do
                    uczynienia z Żydów obywateli kraju. Odnośnie zaś do większości, do ciemnych mas
                    ludności starozakonnej, których nigdy nie zasymilujemy, i których asymilacja,
                    gdyby nawet była możliwa, mogłaby oddziałać ujemnie na nasz byt narodowy -
                    emigracja, choćby kosztem znacznych ofiar ze strony państwa i narodu podjęta."
                    Tezy te przeniesiono do programu PSL z 1903 r., w którym życzono syjonistom, aby
                    spełnił się "najistotniejszy punkt ich programu, dotyczący emigracji do Palestyny".

                    Etnocentryzm Polski XIX w. był tak silny, że kiedy w 1892 roku Zjazd Paryski PPS
                    sformułował postulat równouprawnienia wszystkich narodowości, codzienna praktyka
                    podważyła to piękne hasło. Sam Józef Piłsudski był przeciwnikiem utworzenia
                    żydowskiej organizacji socjalistycznej, mającej prowadzić indoktrynację w języku
                    jidysz wśród żydowskiego proletariatu. Był zwolennikiem asymilacji a tendencje
                    narodowe wśród Żydów traktował jako wymierzone w polskość. O tym, że postawy
                    etnocentryczne dominowały w ówczesnej PPS świadczą słowa W. Goldberga napisane
                    na zesłaniu w 1898 r.: "Zgadzam się najzupełniej z programem PPS, ale sposób, w
                    jaki PPS ustosunkowuje się do Żydów, jest niemożliwy i honorowany być nie może
                    [...]. PPS żąda samodzielności dla każdej narodowości, czemu więc odbiera ją
                    Żydom, czemu za to, że ci zorganizowali się w oddzielną partię [Bund], obrzuca
                    się ich błotem? Wstrętne to. Zgodzicie się, że jeżeli Żydzi sami się uważają za
                    narodowość, to nie upoważnia to PPS do twierdzenia, że są wrogami Polaków".
                    Ludowiec piszący o groźbie asymilacji Żydów, socjaliści traktujący powstanie
                    żydowskiego "Bundu" jako organizacji wrogiej Polsce, mimo, że socjalistycznej.
                    Pamiętajmy o tym, argumenty takie formułowane były przez ludzi nie związanych z
                    nacjonalizmem integralnym. Środowiska postępowe, lewicowe, światłe zwolna
                    dochodziły w kwestii żydowskiej do pewnego konsensu ze środowiskami radykalnymi
                    narodowo. Etnocentryzm, będący podstawą mentalności polskich inteligentów w
                    wieku XIX pchnął ich do akceptacji idei jeszcze niedawno graniczących z ciemnotą
                    umysłową. Ale już w 1912 r. postulat emigracji i bojkotu, rasizm kulturowy staną
                    się nie świadectwem ciemnoty, lecz obowiązkiem patriotycznym. Granica, jaka
                    oddzielała grupy lewicowe i prawicowe, wobec wybuchu powszechnego antysemityzmu
                    przestała istnieć. W latach 80-tych XIX w. świadomymi, "naukowymi" antysemitami
                    byli jeszcze nieliczni, w 1912 r. już właściwie wszyscy.


                    *Cała A. "Asymilacja Żydów w Królestwie Polskim (1864 - 1897)", PIW 1989

                    * wszystkie podkreślenia w tekście są mojego autorstwa
                    Andrzej Krzemiński .
                    • Gość: Nu! Re: Volksdeutsche IP: 84.234.114.* 31.01.05, 18:16
                      No, kolego. Książek na te "tematy" ukazało się
                      ostatnio mnóstwo. Chcesz wszystkie je tutaj cytować?
                      I po co???

                      Przecież to jest cudza praca naukowa. Musisz jakoś uzasadnić
                      posługiwanie się czyims dorobkiem naukowym, jak już to robisz.

                      A może się sam wysil po prostu. Copy i paste każdy potrafi.
                      • Gość: lowca jeleni Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 22:12
                        polskaludowa.com/dzwiek/nagrania/Gomulka_V_zjazd.mp3
    • Gość: LABAND Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 18:09
      www.historiaradia.neostrada.pl/Okupacja%201939-44.html
      • Gość: LABAND Re: Volksdeutsche IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 18:19
        polskaludowa.com/dzwiek/nagrania/Gomulka_1-5-63.mp3
        • Gość: Diego Debilek IP: *.dip0.t-ipconnect.de 31.01.05, 19:58
          Debilek zmienil Nicka i dalej swoje.
          • Gość: lowca jeleni Re: Debilek IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 22:08
            polskaludowa.com/dzwiek/nagrania/Gomulka_X_56.mp3
        • ballest To nie Polacy?;) 31.01.05, 20:28
          Nie wierze, ze to byli Polacy, te pogromy napewno robili komunisci a z tymi
          Polacy nie maja nic wspolnego.
          • Gość: RODAK Re: To nie Polacy?;) IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 22:14
            polskaludowa.com/dzwiek/nagrania/Cyrankiewicz_stalin.mp3

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka