laband
16.04.05, 09:19
Wojenny dramat gliwickiej Brzezinki pamiętają tylko mieszkańcy
Zobacz powiększenie
Mieszkańcy Brzezinki skrzyknęli się, by uratować pomnik radzieckich żołnierzy.
Od prawej: Ernest Majkowski, Hildegarda Muller, Włodzimierz Zieliński, Gerard
Spyrka, Antoni Dworczak i Tadeusz Poplicha
Fot. Grzegorz Celejewski / AG
Małgorzata Goślińska 15-04-2005 , ostatnia aktualizacja 15-04-2005 20:22
Ktoś przewrócił obelisk ku czci żołnierzy radzieckich w Brzezince. Mieszkańcy
dzielnicy chcą go uratować. Większość z nich ma niemieckie pochodzenie
Tadeusz Poplicha przyjechał do Gliwic po II wojnie światowej z Ukrainy. W
listopadzie zeszłego roku zauważył, że ktoś przewrócił pomnik przy ul.
Lubelskiej. Napisał więc do Urzędu Miasta prośbę o jego ratowanie. W zeszły
czwartek dostał odpowiedź z prośbą o dodatkowe informacje, "a szczególnie, czy
obelisk jest pomnikiem, czy też miejscem pochówku żołnierzy tam poległych, z
jakiego okresu pochodzi obelisk i kto był jego wykonawcą".
Okazało się bowiem, że pomnik z Brzezinki nie figuruje w ewidencji gliwickich
miejsc pamięci. 60 lat po wojnie i pół roku po petycji Poplichy urząd "wszczął
postępowanie dotyczące ustalenia historii tego obiektu".
Na tablica pod obeliskiem napis: "Żołnierzom Radzieckim poległym w latach
1941-1943". Emilia Młot, emerytowana nauczycielka rosyjskiego z Brzezinki, aż
do 1974 roku we Wszystkich Świętych i w rocznicę rewolucji październikowej
prowadzała pod pomnik swoich uczniów. Potem rozgrabiono płyty chodnikowe i
łańcuchy. Do dziś jednak 1 listopada palą się tu znicze, a ludzie składają kwiaty.
Ludzie, którzy spędzili w Brzezince wojnę, opowiadają o tym, jak ginęli
Rosjanie. Antoni Dworczyk: - W sąsiednim Kozłowie, naprzeciw dzisiejszego
boiska, był obóz jeniecki dla Ruskich. Chodzili do pracy do lasu. Dawaliśmy im
po drodze chleb. Niemcy odbierali im całe bochenki, więc kroiliśmy je na
kromki, bo takie było łatwiej ukryć.
Hildegarda Muller: - Martwych jeńców żywi wywozili furmanką. Z początku w
trumnach, potem tylko posypanych wapnem. Po 10, 15 trupów naraz. W sumie ponad
setkę. Wrzucali ich do dołów w lasku przy ul. Lubelskiej.
Na bezimiennych mogiłach zaraz po wojnie wyrósł obelisk. Nikt we wsi nie
widział ekshumacji. Wszyscy się burzyli: - Czemu ich nie pochowają na
cmentarzu? Tłumaczono sobie: - Bo to wróg.
W Brzezince przed wojną mieszkali sami Niemcy. O radzieckich żołnierzach,
którzy przyszli tutaj w 1945 roku, nie mają dobrych wspomnień. Klara Spyrka: -
Puszczali z dymem opuszczone domy. My zdążyliśmy wrócić przed podpaleniem, ale
w każdym kącie było nasrane. Pili, strzelali do ludzi. Wystarczyło, że kto
wyjrzał przez okno. A za Niemców był porządek.
Syn Spyrki Gerard za czasów Polski Ludowej potajemnie zapalał znicze na
przydrożnym grobie niemieckiego żołnierza. Pod obelisk ku czci żołnierzy
radzieckich chodził, "bo Młotka kazała". Z kolegami umawiał się pod pomnikiem
na piłkę albo cigarety. Dzisiaj porządkuje teren cmentarzyska. Mieszkańcy
Brzezinki, zniecierpliwieni opieszałością urzędników, sami pozbierali śmieci w
lasku i powycinali chaszcze, żeby pomnik był widoczny z ulicy.
Dworczyk: - Tam zginęli ludzie niewinni, bo im kazano iść na wojnę. Trzeba to
uszanować. Nas też bolało serce, jak trzeba było zdrapywać niemieckie napisy z
grobów, bo demolowano nasze cmentarze.
Młot: - Czy zginął Ruski, czy Niemiec, jakie to ma znaczenie? Zostawił żonę,
dzieci, oddał życie za kogoś.
Poplicha: - Ten obelisk to jedyna pamiątka historyczna, jaka została w
Brzezince. Gdyby był na nim inny napis, nie żołnierze, ale jeńcy, lepiej by go
traktowano.
Barbara Grabowska, która zajęła się sprawą w gliwickim urzędzie, zapewnia, że
obelisk zostanie jak najszybciej postawiony. Potrzebuje tylko pieniędzy na
dźwig, bo "pomnika nie podniesie nawet czterech osiłków".
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,2657848.html