sss9
17.06.05, 07:59
Janosch opowiada o szkole, dzieciństwie, kolegach i życiu na Teneryfie
not. bart 16-06-2005 , ostatnia aktualizacja 16-06-2005 18:08
O swojej szkole
Szczerze jej nienawidziłem. Nauczyciele byli paskudni. Jeden z nich zapewniał
mnie, że po wojnie zostanę zagazowany, bo jestem zbyt cherlawy, by móc żyć.
Nauka w ogóle mi nie szła. W wieku 13 lat rzuciłem to w diabły. Zostałem
ślusarzem. W 1945 r. zapisano mnie do polskiej szkoły. Pamiętam, jak jeden z
polskich nauczycieli dosłownie wyrzucił jednego z uczniów, bo uznał go za
Niemca, mimo że tamten miał polskie nazwisko Panek.
W polskiej szkole spędziłem całe trzy dni. To wtedy nauczyłem się mówić po
polsku. Nie wierzycie? Znam trochę rosyjski. Uczył mnie w Niemczech jeden
facet. Za godzinę nauki brał papierosa.
O kolegach
Mój pierwszy kolega nazywał się Helmut. Był moim rówieśnikiem, mieszkał na
parterze w tym samym familoku co ja. Moi późniejsi koledzy zawsze byli kilka
razy szersi ode mnie w barach. Zawsze mnie bronili. Raz chciałem ich namówić,
by założyć grupę pomocy starszym ludziom. Mieliśmy im nosić torby z zakupami i
walizki. Udało mi się zwerbować tylko dwóch kolegów. Do dziś, gdy widzę panią,
niekoniecznie starszą, która taszczy walizę, spieszę jej z pomocą.
O dziecięcych marzeniach
Marzyło mi się życie rozbójnika. Mój pradziadek znał słynnego Eliasza
Pistulkę, takiego śląskiego Robin Hooda, który napadał na dobra księcia
pszczyńskiego, a to, co zrabował, rozdawał ubogim. Żandarmi przez długi czas
nie potrafili go złapać. Chciałem też łupić Donnersmarcków i innych śląskich
magnatów i rozdawać pieniądze biednym sąsiadom - górnikom z Poremby. Niestety,
wyszło inaczej. Może i dobrze, bo Pistulka zgnił w więzieniu w Raciborzu.
O bajkach
W Porembie nigdy nie usłyszałem ani jednej. Chyba że do bajek zaliczymy
opowieści o diable. Tych nasłuchałem się mnóstwo. Diabłem nieustannie mnie
straszono. Pamiętam, gdy miałem kilka lat, dwie małe Żydówki usłyszały, jak
matka krzyczała, że przyjdzie diabeł i mnie zabierze. Podeszły do niej i
ostrzegły, że jak będzie tak dalej mówić, to faktycznie diabeł mnie weźmie, bo
tak już raz się w okolicy stało. O dziwo, matka ich posłuchała. Była
przesądna. Jednak miejsce diabła szybko zajął Bóg, który miał mnie ukarać.
Wyszło na to samo.
O Polakach
Sam po trochu czuję się Polakiem. W mojej rodzinie tylko nazwisko Eckert jest
niemieckie. Pozostali moi dziadkowie nazywali się Piecha, Morawiec, Głodny. W
Zabrzu nie wolno mi było mieć polskich kolegów. Wyczuwałem, że między Polakami
a Niemcami istniał konflikt, ale ja Polaków pamiętam jak najlepiej. Zaraz po
wojnie, gdy chodziłem strasznie głodny, jedna Polka nakarmiła mnie kaszą.
O Bogu
Bóg jest moim przyjacielem, choć gdy byłem dzieckiem, uczono mnie, że należy
się Go bać. Z Bogiem bardzo łatwo się zaprzyjaźnić. Skąd to wiem? Proszę na
mnie popatrzeć. Nie choruję, dobrze wyglądam, jestem szczęśliwy.
O zwierzętach
Jestem wielkim miłośnikiem przyrody. Działam w kole ekologicznym i przygarniam
bezpańskie koty. Mam też psa obronnego. Niestety, jest strasznym tchórzem.
O Teneryfie
Mieszkam w miasteczku St. Miquel, w domu, który niegdyś należał do miejscowego
piekarza. Co za zbieżność! W Zabrzu mieszkałem przy ul. Piekarskiej.
Codziennie wstaję o czwartej nad ranem, chyba że muszę wcześnie zabrać się do
pracy. Wtedy, na złość sobie, śpię do południa. Jem jajka, sery, warzywa i raz
na kilka dni mięso.
Nikt w okolicy nie wie, kim jestem. Zna mnie tylko miejscowy adwokat. W 2000
r. był na wystawie Expo w Hanowerze, gdzie zobaczył moje popiersie, stojące
obok popiersia Goethego. Mam teraz u niego zniżki.
O dzieciach
Dzieci uwielbiam, choć sam nigdy ich nie miałem. Uznałem, że na świecie jest
zbyt wielu złych ludzi i nie chciałem, by moje dzieci musiały mieć z nimi do
czynienia. Mam za to duchową córkę. Jej matką jest Ines, kobieta, z którą
dzielę życie na Teneryfie.