sss9
16.02.06, 08:45
Włodzimierz Kac, przewodniczący Gminy Żydowskiej w Katowicach, ma nadzieję, że
w tym roku uda się rozpocząć zbiórkę pieniędzy niezbędnych na renowację
zabytkowego domu przedpogrzebowego znajdującego się na cmentarzu żydowskim
przy ulicy Poniatowskiego. Jak mówi Włodzimierz Kac przyjeżdżający do Polski
amerykańscy i niemieccy Żydzi coraz bardziej uświadamiają sobie, że w Polsce
nikogo nie będzie stać na ratowanie dziedzictwa. Płot, który pojawił się przed
datowanym na 1903 rok budynkiem nie oznacza jednak rozpoczęcia remontu.
- Udało się nam porozumieć z kamieniarzem. Przed budynkiem będzie on
eksponował nagrobki, w tym również macewy, a gmina żydowska będzie miała z
tego trochę pieniędzy. W żadnym stopniu nie koliduje to z charakterem miejsca,
gdzie grzebani byli nasi przodkowie - mówi Włodzimierz Kac.
(Ogrodzenie, które pojawiło się przed żydowskim domem przedpogrzebowym nie
oznacza wcale, że wkrótce ruszy jego remont – tłumaczy Włodzimierz Kac.)
Kilka lat temu pomysł na ratowanie budynku autorstwa wiedeńskiego architekta
Maxa Fleischera miała Fundacja Forum Dialogu Między Narodami. W neogotyckim
budynku miało się znaleźć centrum upamiętniające żydowską społeczność, miały
się tu odbywać konferencje i warsztaty uczące tolerancji. Skończyło się na
tablicy upamiętniającej gliwickich Żydów zlokalizowanej w miejscu spalonej
przy pl. Inwalidów Wojennych, a Dolnych Wałów, synagogi.
- Sami nie udźwignęlibyśmy tych kosztów. Adaptacja nieczynnego od lat obiektu
i remont kosztowałyby około miliona dolarów - mówi prezes Fundacji, Andrzej
Folwarczny.
Budynek w ostatnich latach nie jest nawet pilnowany. Mieszkający w
pomieszczeniach domu przedpogrzebowego dozorca urządził tu bowiem melinę. Na
jej trop wpadli policjanci, a sprawa odbiła się w mediach. Właścicielem
budynku nadal jest Skarb Państwa, bo gmina żydowska nie wyraziła na razie
chęci jego przejęcia. Cmentarz od lat jest nieużywany, gdyż gliwicka gmina
żydowska ma już tylko kilku wyznawców. Włodzimierz Kac podkreśla, że gdyby na
koncie gminy pojawiła się chociaż część kwoty pozwalającej na ruszenie z
pracami, zapewne łatwiej byłoby wówczas wystąpić również do gliwickiego
magistratu z propozycją współpracy. Nie rozpatrywano jeszcze, jaki charakter
miałby mieć obiekt.
- Gdyby miały się tu odbywać np. koncerty, musiałbym uzyskać najpierw zgodę
rabina. O czym tu jednak mówić, gdy na razie nie mam pieniędzy. Podczas
ubiegłorocznego projektu realizowanego przez Muzeum w Gliwicach, a dotyczącego
gliwickich Żydów, zorganizowana została kwesta. Uzbieraliśmy tak mało
pieniędzy, że ledwo starczyło na naprawę części ogrodzenia - dodaje
Włodzimierz Kac.
gliwice.naszemiasto.pl/wydarzenia/569589.html
naprawdę szkoda, że z tymi obiektami ciągle nic (niewiele) się nie dzieje.
może takie kwesty powinny odbywać się częściej?