fesia
31.10.06, 16:13
W gliwickiej ścisłej staromiejskiej zabudowie, w śladzie średniowiecznych
murów, przeprowadzono prace rozbiórkowe bez udziału służb ochrony dziedzictwa.
Rozbiórki nie poprzedzono nawet zinwentaryzowaniem pozostałości po synagodze.
Zgodził się na to śląski konserwator zabytków.
Ze względu na wagę historyczną miejsca wydawało się oczywiste, że jakiekolwiek
prace w tym rejonie prowadzone będą pod kontrolą służb ochrony zabytków.
Swoją wartość posiada sam układ architektoniczny, wpisany do rejestru
zabytków. A że nie zachowała się żadna dokumentacja budowlana synagogi, cennym
źródłem informacji stałby się również rozkład jej piwnic.
Sposób prowadzenia rozbiórki wzbudził niepokój zwykłych mieszkańców.
Wydzwaniali aż do Katowic. Zainteresowanie urzędników magistrackich
ograniczyło się do wygrzebania z szafy pozwolenia konserwatora i umieszczenia
go w Miejskim Serwisie Informacyjnym.
Podkładka, która pozwoliła odfajkować sprawę.
Po interwencjach urzędnicy poniewczasie próbowali naprawić swój błąd. Ale z
powierzchni ziemi starto już ostatnie ślady po synagodze spalonej przez
hitlerowców w 1938 r. w Noc Kryształową.
Podpiwniczenie żydowskiej świątyni, które w czasach wojny przerobiono na
schron przeciwlotniczy, wybrano z ziemi w kilka dni, a wykop zasypano. Prace z
wykorzystaniem ciężkiego sprzętu przeprowadzono w jednym z najstarszych
rejonów miasta, który może kryć ślady odległej historii Gliwic.
I co tu wymagac szacunku do śladów pamięci od jakiegoś inwestora który chciał
tylko uporzadkowac teren przed dalsza sprzedażą , jak Konserwator zabytków
lekką ręką zgodził się na wejście ciężkich maszyn w rejon objęty z urzędu
ścisłą ochroną....wygląda na to ,ze Śląski Urząd Ochrony Zabytków nie
zatrudnia fachowców , tylko rzuca "spadochroniarzy" ;))