braid
21.05.07, 09:42
Bienek, jego poglądy i książki to był przez wiele lat ulubiony temat sporów
podczas dorocznych zjazdów niemieckich wypędzonych. Z wypiekami na twarzy
szukali w jego historiach zapamiętanych na zawsze drzew, ulic i kamienic. A
potem szeptali: - Zdrajca, polski sprzedawczyk.
Bo głosi, że to niemiecki faszyzm zniszczył śląski raj, w którym w symbiozie
żyli Polacy i Niemcy. Bo krytykuje Niemców za milczenie wobec faszystowskich
zbrodni. Bo uważa za nieuzasadnione pretensje wypędzonych do Śląska. Bo
przyjaźni się z Polakami i wspierał "Solidarność". W końcu - bo Gliwice,
które opisuje, są za mało niemieckie, a za bardzo słowiańskie.
Bienek nazywał adwersarzy "zawodowymi wypędzonymi", a ich pretensje kwitował
wzruszeniem ramion: "My, którzy wywodzimy się ze Wschodu, mamy podwójną
naturę: dusza i rozum, mity i oświecenie, ciemna wiara i jasny protest.
Również i ja rozumem jestem na Zachodzie. Ale moja dusza ma słowiańskie
korzenie".
Wokół głównej arterii Gliwic, Wilhelmstrasse (dziś Zwycięstwa), królowała
mentalność mieszczańska, od XIX wieku formowana w dużej mierze przez
przybywające tu i szybko bogacące się żydowskie rodziny przemysłowców,
adwokatów, kupców i intelektualistów. Byli wprawdzie mniejszością, całkowicie
zniemczoną językowo, ale kultywującą swą religię. Spotykali się w imponującej
synagodze. Jednak już kilkaset metrów od renesansowego rynku i secesyjnych
kamienic Wilhelmstrasse zaczynało się miasto na wskroś proletariackie, pełne
neogotyckich szkół, szpitali, budynków fabrycznych i robotniczych osiedli. Tu
zaczynał się tygiel kulturowy i językowy, w którym nic nie było jednoznaczne
Bardzo ciekawy tekst na lamach GW:
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4143177.html
"Nie krzyczał za odwetem, nie był nigdy wehrwolfem, partyzantem, snajperem.
Był tylko kimś, kto wpadł w tryby maszynerii. Niewinnym. Portret Horsta
Bienka - Niemca, Ślązaka, pisarza "