harmoniak
04.02.10, 20:06
To, że dużo osób na tym forum sądzi, że leczenie za pomocą TSH to najczęściej zabawa w szamana, nie jest wymysłem szalonych pacjentów z Polski.
Co jakiś czas odwiedzam bloga Mary Shomon. Ostatnio pojawiła się notka na temat pewnego programu w TV, program był o tarczycy. Bohaterką była kobieta po menopauzie, która miała objawy niedoczynności, m.in. depresję i nadwagę (180 kg...). Miała TSH w normie i nikt nie chciał jej leczyć. W końcu dostała leczenie i już po 2 tygodniach odczuła poprawę.
W materiale wypowiada się dwóch lekarzy. Jeden mówi (nazwijmy go X), że za pomocą TSH można "wyłapać" tylko 20% zaburzeń tarczycy i że należy wykonać inne badania poza TSH.
Drugi dr (Y) powiedział, że obecnie używa się w endokrynologii bardzo czułych testów i że nie ma podstaw naukowych do robienia badań innych niż TSH. Uważa, że pacjenci dr X czują się lepiej, bo X kładzie po prostu na nich swoje ręce. (że niby placebo).
Polecam osobom znającym angielski:
thyroid.about.com/b/2010/01/28/today-show-thyroid-awareness.htm
Dla pozostałych pozostaje to, co wypluje translator.