Witam,
za radą admina, tworzę własny wątek, aby w nim głowe zawracać temu,
kto będzie tak miły by zajrzeć
Tydzień temu powlokłam sie do rodzinnego lekarza, bo samopoczucie
jak zdepniety naleśnik, a przyczyn brak.
Rodzinny mnie nie wyśmiał, dał przekaz na morfologie, a dziś
określił wyniki jako lekka niedoczynność i skierował do
endokrynologa.
TSH 5,21 (0,3-4,5)
Glukoza 116 (70-105)
Zelazko 40 (25-156)
W teście na niedoczynność osiagnęłam niechlubne 47 punktów.
Zapisałam sie do prywatnie do dr.Guta, bo jestem z Wlkp.
Poszłabym na Kase, ale zaraz bedę zdechniętym nalesnikiem, więc nie
chcę czekać.
Chce korzystać ze wsparcia forum, bo świadomość problemów
tarczycowych w otoczeniu jest żadna.
Teściowa (reumatolog) na moje wyniki zawolała: to nie masz
niedoczynności , bo do 5 jest w porządku!
Za to ochrzaniła mnie za cukier. O cukrzycy wiecej sie mówi.
Zresztą może teściowa ma rację, objawy z testu nie są swoiste tylko
dla niedoczynności.
Poprosze o porade w sprawie suplementacji żelazka. Może byc na
receptę. Koleżanka farmaceutka wspominała o gumach rozpuszczalnych
do ssania, w nazwie coś: Ferrum... Wypadło mi z głowy, tak jak
wpadło,masakra z tą pamięcią u zdepnietych naleśników. Moze ktoś
kojarzy?
I poradźcie, Tarczycoludki, z jakimi dodatkowymi badaniami iśc do
endo, żeby nie robic z geby cholewy za 150 zela
duze pozdro!!!