Dodaj do ulubionych

moje dziecko ;-(((

04.12.07, 10:02
Moj syn -prawie 18-latek obudzil mnie dzis w nocy i mowi- mamo bierze
mnie...juz zaczal sie ciac...
Na poczatku roku stwierdzono u niego przewlekle zaburzenia depresyjne-i
podejzenie CHAD.Byl wtedy w szpitalu.
Nigdy nie uwierzylabym ze w szpitalu moze byc tak okropnie dopoki sama tego
nie zobaczylam.Dzieciaki na b silnych lekach,z synem dogadac sie nie
moglam.Pozostawieni sami sobie,bez terapii,bez opieki.Zabralam Go do domu,byl
tak naszprycowany ze holowalam Go cala droge...
Znowu wrocilo...a myslalam ze to tylko tak bylo,ze nie zdarzy sie.Tak bardzo
balam sie i drzalam.Stalo sie...
-Mamo obiecaj ze nie pojde do szpitala...
-obiecuje...
Obiecalam...Tylko co teraz? W nocy dalam mu 2 lyzki hydrokortizonum-spi do teraz.
Jego lekarz ma do 10-tego wolne-a kazdy inny powie do szpitala (przerabialismy
juz to)
Syn dostaje moklar...chce mu do 10-tego podawac moj tegretol-co o tym sadzicie?
Boje sie,tak cholernie sie boje...
Obserwuj wątek
    • beatrix-kiddo Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 10:06
      Asiu, a inny lekarz?
      • kr1970 Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 10:10
        Napewno inny lekarz,idz za radą przdmówczyni nie zaszkodzi a
        napewno pomoże
    • poetkam Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 10:23
      Spokojnie, Asiu, spokojnie.
      Rozmawiaj z synem. Faktycznie, M. ma rację, zabierz syna do innego
      lekarza. W przychodni specjalistycznej na pewno inny lekarz przyjmie
      go w sytuacji tak awaryjnej. Porozmawiaj z nim telefonicznie
      najpierw. A jeśli się nie da, zawsze zostaje wizyta prywatna. Jest
      to wydatek, ale czasem nie ma innego wyjścia, wiem to po sobie...
      Spokojnie, będzie dobrze.
    • o-solitude Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 11:08
      nie podawaj mu leków na własną rękę, bo tegretol lubi wchodzić w różne straszne
      interakcje, a ten moklar chyba też.
      • asiuniaa36 Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 12:27
        Dzieki juz mamy wizyte zamowiona na pozne popoludnie-tak tylko zeby wytrzymal do
        poniedzialku w poniedzialek jest juz Jego lekarz.Bylam w szkole u pedagoga
        rozmawialam z syna przyjacielem...nikt nic nie zauwazyl...
        Napisze jak wrocimy...Jesli pojedziemy narazie On mowi-nigdzie nie jade!!! ech...
        • poetkam Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 13:35
          Asiu, będzie dobrze. Koniecznie napisz po wizycie, co i jak. Trzymaj
          się.
          • asiuniaa36 Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 14:52
            Lipa.Syn nie zgodzil sie na wizyte u tej p. dok ma zle wspomnienia.Boi sie ze
            bedzie musial isc na leczenie przez sad-tak jak jego wiekszosc kolegow ze
            szpitala...
            Mowi ze jutro pojdzie do szkoly...
            W tej chwili lezy,jest bardzo wycofany...
            Moze podam mu depakine-kiedys ja bral...
            Kurcze w ulotce moklaru pisze wyraznie,ze lek ten moze wywolac manie w przypadku
            CHAD.
            Jestem bezsilna...nie wiem co mam zrobic...
            Obiecalam ze nie pojdzie do szpitala...ech...
            • poetkam Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 15:47
              Kurczę, może jeszcze pójdzie. Spokojnie. A jak nie, to pozostaje Ci
              czekać do poniedziałku. Sama nie kumbinuj z lekami. A czy lekarz
              syna nie ma domowego telefonu? Nie mogli Ci podać w przychodni?
              No tak, z obietnicami tak potem jest...Ale bądź dobrej myśli, może
              szpital nie będzie potrzebny.
              Trzymaj, się biedactwo.
              • audrey2 Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 16:09
                Asiunia, przepraszam, ze sie wtracam. MOze juz jest za pozno i
                wizyta Wam przepadla, ale przeciez nie wezma go sila do szpitala.
                Jest pelnoletni i decyduje o sobie. Nawet gdyby wkroczyl sad, to nie
                nastapi to od razu. Przede wszystkim jednak idziecie prywatnie, a to
                znaczy, ze mozecie ponegocjowac. Lekarz sie Twoim synem pewnie
                zajmie lepiej, niz zrobilby to w przychodni. No i najwazniejsze- sa
                rozne szpitale. Byc moze tym razem, jesli zajdzoe potrzeba
                hospitalizacji, uda Ci sie zalatwic jakas porzadna placowke. To, co
                opisalas, to jakis horror. Asiunia, sprobuj go namowic na wizyte.
                Chlopak przezyl traume, ale trzeba zeby go ktos zbadal.
                • asiuniaa36 Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 16:43
                  Nie pisalam ze prywatnie ani ze syn jest pelnoletni...
                  Wizyta przepadla.Moklar Mu odstawilam dalam depakine.
                  Mowi,ze czuje sie dobrze tylko Mu wstyd za reke...
                  Jutro chce isc do szkoly.
                  Aby do poniedzialku.
                  • audrey2 Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 19:12
                    Nie zauważyłam, że jest "prawie" 18-letni. Sorry, że się wtrąciłam.

                  • i_am_the_army Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 19:30
                    Jeśli nie chce iść do szpitala (a wcale mu się nie dziwię), to musi iść do
                    lekarza, MUSI. Na pewno jest więcej lekarzy "do wyboru", nie tylko tacy, z
                    którymi ma złe wspomnienia. Wizyta u lekarza jest według mnie niezbędna - i to
                    natychmiast. A z samodzielnym podawaniem leków chyba bym nie ryzykowała... Choć
                    oczywiście trudno mi się postawić w tak ciężkiej sytuacji... Trzymam kciuki,
                    żeby było OK
                    • dol_inka Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 20:00
                      Jeśli jesteś z Wa-wy,okolic to może coś mogę pomóc?(moj nastolatek
                      leczy depresję,próby samobójcze itp). Zawsze możesz pisać na mail
                      gazetowy...
                      • asiuniaa36 Re: moje dziecko ;-((( 04.12.07, 20:15
                        Re: moje dziecko ;-(((
                        audrey2 04.12.07, 19:12 Odpowiedz

                        Nie zauważyłam, że jest "prawie" 18-letni. Sorry, że się wtrąciłam.
                        Przepraszam,moze jestem niegrzeczna-wybacz mi prosze-audrey2...
                        Nie jestem z okolic wa-wy.
                        Teraz to i ja zaczynam zle sie czuc...ech...
                        • audrey2 Re: moje dziecko ;-((( 05.12.07, 13:35
                          Asiuniu, to ja przepraszam. Wczoraj bylam przewrazliwiona.

                          Dzwigasz strasznie duzo powaznych problemow. serdecznie wspolczuje
                          • asiuniaa36 Re: moje dziecko ;-((( 05.12.07, 19:32
                            Eeee nie robcie ze mnie silaczki-zreszta za syna chorobe czuje sie
                            odpowiedzialna,ale coz teraz musze z tym zyc-i walczyc-pozdrawiam
                            • poetkam Re: moje dziecko ;-((( 05.12.07, 19:53
                              za syna chorobe czuje sie
                              > odpowiedzialna

                              A dlaczego? No co Ty? Nie możesz czuć się za to odpowiedzialna. To
                              tak, jakbyś powiedziała, że za grzechy ludzi na świecie jesteś
                              odpowiedzialna. Nie przesadzaj, Asiunia. Poczucie winy to paskudna
                              sprawa. Nie obwiniaj się bezpodstawnie!
                              Trzymaj się cieplutko smile
                              • asiuniaa36 Re: moje dziecko ;-((( 05.12.07, 21:00
                                10 lat temu zmarl moj maz.Ja zamiast zastapic dziecia ojca i byc dobra
                                matka-ucieklam w alkohol.Pilam zeby spac,nie myslec,nie czuc...zeby
                                zyc-uzaleznilam sie.Stad moje wyrzuty
                                • i_am_the_army Re: do Asiuniaa 05.12.07, 21:56
                                  Super z Ciebie babka, silna - i basta!
                                  • asiuniaa36 Re: do Asiuniaa 10.12.07, 13:12
                                    Mam wielki problem...
                                    Moj 17,5 letni syn zmierza ku samozagladzie.Wogole mam 3 dzieci.Pierwsza 2
                                    wychwowuje sama-ich tata a moj maz,umarl 10 lat temu.
                                    Dzis bylam w syna technikum.Oceny i obecnosc tragedia.
                                    Syn mnie wogole nie slucha.Kiedy mowie mu ze sie martwie o niego-slysze ze on
                                    kiedys tez sie martwil.(chodzi o moj okres picia)Kiedy mowie ze rujnuje swoje
                                    zycie-mowi ze to jego zycie.Cokolwiek mu chce przekazac odp. ze jest prawie
                                    dorosly...
                                    Calymi dniami siedzi na kompie-gra w ogłupiającą gre TIBIA.Do zeszytow wogole
                                    nie zajzy...nic z siebie nie daje...
                                    Wiem,ze to wina mojego picia.Kiedy nie stawialam granic,dawalam i pozwalalam
                                    na wszystko-a teraz...juz za pozno...
                                    Nie moge do niego dotrzec.Niby czasem przemysli i przeprosi,ale na kilka dni i
                                    od nowa...
                                    Wiem tez ze to sa konsekwencje mojego picia.Ze nie mial normalnego domu-co
                                    zreszta czesto slysze od niego-"zmarnowalas mi dziecinstwo!!!"
                                    Wiem ze nie moge pic,bo to juz katastrofa by grozilo...
                                    Wiem,ze juz nic nie wiem...
                                    • rumpa Re: do Asiuniaa 10.12.07, 22:30
                                      Wiesz, kiedyś przeczytałam w "jak mówić żeby dzieci słuchały, jak
                                      słuchać żeby dzieci mówiły", może zresztą to nie była ta książka,
                                      ale na pewno książka tych samych autorek, że największy prezent jaki
                                      możemy dzieciom dać, to nie dać im wzbudzić w sobie poczucia winy,
                                      nie tłumaczyć się, szanować siebie ze wszystkim co się
                                      zrobiło.Cokolwiek nie zrobiłas, piłaś czy ćpałaś, puszczałaś się czy
                                      żyłaś w cnocie, robiłaś to co musiałaś. To bełkot debili że mogłaś
                                      cos innego - to nieprawda. Tak się ułożyło w twoim życiu, że nie
                                      mogłaś - koniec, kropka.Twoje życie jest historią która zaczeła się
                                      dawno temu, jeszcze zanim twoja matka pojawiła się na świecie.
                                      Dostałaś swój bagaż - i go niosłaś. Upadałaś, to ludzkie. Podniosłaś
                                      się - coś takiego może zlekceważyć tylko kompletny idiota albo
                                      zagubiony dzieciak, który chce ulżyć sobie zadając ból tej która w
                                      jego mniemaniu go skrzywdziła. Ale to jest tylko jego mniemanie - Ty
                                      nie jesteś Matka Boska hollyłódzka która zawsze znajduje
                                      rozwiązanie, zawsze jest dyspozycyjna, mądra, opanowana i jeszcze
                                      tam jakies halucynacje poetów - jesteś człowiekiem który swoje
                                      dostał od życia w d... . To są konsekwencje twojego picia? jesteś
                                      bogiem że wiesz? Moja matka nie piła, a ja też mam za sobą próby
                                      samobójcze. I też przez całe lata oskarżałam moją matkę i babcię o
                                      zniszczenie mojego życia. I wiesz czego mi brakuje - że żadna z nich
                                      , zamiast zaprzeczać i tłumaczyć, nie powie po prostu - wiem że
                                      cierpiałaś, czułaś się osamotniona, przerażona, upokorzona. Ale
                                      prawda jest taka że dałam ci wszystko co mogłam. Być może było to o
                                      wiele za mało, ale wystarczyło żebyś przeżyła.Teraz twoje życie jest
                                      w twoich rękach. Jesteś bogatsza o wiedzę której ja nie miałam. Jest
                                      mi przykro że cierpisz ale ja już nic nie mogę na to poradzić. Czy
                                      ty poradzisz sobie ze swoim cierpieniem lepiej niż ja? Bo jesli nie
                                      to jakim prawem mną gardzisz? Ja też miałam matkę.Wytrzymam twój
                                      ból, krzyk i rozpacz, a może nie?Ale nie zgadzam się na upokarzanie
                                      mnie, obwinianie , wyżywanie się.Jestem człowiekiem. I jeśli nie
                                      pokazałam Ci tego wcześniej, to zrobię to własnie teraz.

                                      Jeśli chcesz pomóc synowi, spróbuj odzyskać szacunek do samej siebie
                                      i samej sobie wybaczyć. Nie, zrób to dla siebie, bo jesteś abolutnie
                                      wspaniałą kobietą - łatwo iść po równej drodze, wyleźć z wilczego
                                      dołu - potrafi mało kto. Szacunek dla Ciebie.
                                      Czy masz w ogóle wsparcie?Czy walczysz z tymi wszystkimi demonami
                                      sama?
                                      • i_am_the_army Re: do Asiuniaa 10.12.07, 22:46
                                        "Jesteś absolutnie wspaniałą kobietą", Asiunia, naprawdę jesteś.
                                        • asiuniaa36 Re: do Asiuniaa 11.12.07, 06:49
                                          Dziekuje...lezki mi poplynely...Boze...mozna tak naprawde mnie wytlumaczyc? Cale
                                          zycie bylam do niczego wedlog rodzicow...teraz syna...Dzis jade z nim do
                                          psychologa-powiem mu wszystko,ale co dadza tabletki? Moja psycholog
                                          powiedziala,ze syn powinien spotykac sie z psychologiem-a on nie chce.Napisze
                                          jak wroce.
                                          Stokrotne dzieki!!!!
                                          Milego dnia smile))
                                          • ramos67 Re: do Asiuniaa 11.12.07, 07:25
                                            Tak sie szczesliwie dla mnie zlozylo,ze znam Asie bardzo dobrze i
                                            widze z bliska jak walczy z choroba,ze swoimi slabosciami a przede
                                            wszystkim jak bardzo chce wynagrodzic swoim dzieciom utracone
                                            dziecinstwo.Bardzo duze wrazenie zrobila na mnie wypowiedz
                                            rumpy,mysle ze lepiej tego stanu okreslic nie mozna. Nie mozemy
                                            czuc sie winni do konca zycia za bledy wychowawcze,one sa poprostu
                                            nieuniknione.Podziwiam Asie za jej wytrwalosc w dazeniu do celu bo
                                            bedac blisko niej widze ile wklada w to wysilku i czasem jej sie za
                                            to obrywa. Kiedys powiedzialem Asi ze nie wiem czy tak czeste
                                            bywanie na forum i utozsamianie sie z Wami jest dobre dla niej
                                            samej.Mialem ogromne watpliwosci,ktore potwierdzila pani
                                            psychiatra.Czytam Wasze forum codziennie i wiem jedno,nigdzie
                                            naprawde nigdzie nie uslysze tak madrych i trafnych uwag jak wlasnie
                                            od Was.Jestescie bardzo cennym zrodlem wiedzy o tej chorobie a co
                                            jeszcze wazniejsze potraficie wspaniale sie wspierac i to jest
                                            niedoocenienia,bo w zadnej chorobie czlowiek nie chce byc sam.Ja nie
                                            chce byc tylko obserwatorem,chce uczestniczyc w walce z ta choroba i
                                            okazywac milosc osobie ktora jest dla mnie wszystkim.Pozdrawiam Was
                                            wszystkich trzymajcie sie bo zycie potrafi byc takze piekne.....
                                            • kajka68 Re: do Asiuniaa 11.12.07, 13:21
                                              Asiu...przede wszystkim trzymam kciuki za wizytę u psycho...
                                              Tibia...zmora ,która trwała bodaj 3 lata...na szczęscie poszła w
                                              zapomnienie..jakim cudem nie wiem ,ale się udało.mój syn 16,5 roku ,po tym
                                              wszystkim co się wydarzyło też mówi ,ze ma ochotę się zabić,że zycie nie ma
                                              sensu...zdaję sobie sprawę z tego ,że przez tyle lat piekła ma za co mnie winic
                                              czasem próbuje...ale nie daję się w to wmanewrować...powiedziałam twardo i jasno
                                              : mnie też nie było łatwo i nie jest.i nie wiem czy będzie?nikt tego nie wie
                                              przez to ,że miałam trudne dzieciństwo*DDA)może teraz mimo wszystko jestem tak
                                              silna?Może to ,ze przeżył to co przeżył pozwoli mu w zyciu być silniejszym i
                                              widziec to czego inni nie widzą?syn próbował za mną sztuczek z poxnymi powrotami
                                              do domu itp. powiedziałam chcesz ,żebym odeszła od taty ,ale nie ułatwiasz mi
                                              tego...jak mam się zdecydować kiedy ty masz gdzieś moje nerwy itp. poszliśmy na
                                              jasne zdecydowane zasady chcesz wyjść jasno i wyraźnie mówisz mi o tym łącznie z
                                              godziną powrotu.ja odpowiadam za ciebie.skończysz szkołę decyduj o sobie na
                                              razie nie masz jeszcze zawodu,mieszkania ,kasy aby decydować o sobie.Syn poszedł
                                              na ten układ teraz jest ok.Nie wiem ,może duzo dobrego jest w tym ,że zawsze
                                              bylismy blisko wiem o nim wszystko,nigdy mnie nie okłamał.może dlatego jest mi
                                              łatwiej.
                                              tibia miesza w głowach strasznie to niesamowite co ta gra wyrządza
                                              ludziom.Pamiętacie tą historię jak syn przywalił matce taboretem bo mu wyłączyła
                                              grę?o czyms to świadczy.
                                              asiunia jesteś silna ja w to wierzę.głęboko.prawdziwie.nie obwiniaj się o
                                              picie...nie obwiniaj się o nic,nie na tym rzecz polega.Mnie mąż obwiniał całe
                                              życie za wszystko.tesciowa też,ale ja w głebi duszy wiem ,że nie jestem niczemu
                                              winna.Znajdx w sobie tę głębię.Ja też piłam ,na szczeście znalazłam w sobie cos
                                              co pozwoliło mi przestać pić kiedy urodził się syn.Ale nie wpotrafiłam stworzyć
                                              mu bezpieczenstwa - ojciec pił i nie umiałam odejsć ,żeby syn miał
                                              bezpieczeństwo i ja też ,żyliśmy na wulkanie.Może gdybym odeszła bylibyśmy
                                              szczęsliwsi a moze wcale nie?a moze wydarzyło by się coś znacznie gorszego?
                                              Wszystko dzieje się po coś.Wszystko.Nie ma dobrej recepty na życie.Kazdy z nas
                                              ma jakieś problemy.Asiu...podnies głowę.Nie daj się wmanewrować w poczucie
                                              winy.Mam nadzieję,że syn jednak pójdzie z Tobą do psychologa,ze pozwoli sobie
                                              otworzyc oczy ,że tak naprawdę krzywdzi najbliższą mu osobę.Ze powinien wziać
                                              się w garśc i pomóc Tobie...nie jest już malutkim smykiem ale praWOie dorosłym
                                              facetem,który obwinia mamę za to ,ze mu się po prostu nie chce.Nie chce
                                              uczyć,pomagac,zrozumieć...Ja też mogłam obwiniać swoją mamę że nie odeszła od
                                              ojca...i pewnie w duchu miałam żal...ale nigdy jej tego nie powiedziałam a teraz
                                              dokładnie ją rozumiem...buziaki..przytulam mocno...
                                            • poetkam Ramos67 11.12.07, 15:45
                                              A ja jestem pod Twoim wrażeniem, Ramos67. Pięknie piszesz o Asi,
                                              wspierasz ją duchowo, moralnie...Jesteś obecny na forum, dowiadujesz
                                              się sporo o chorobie swojej ukochanej. Starasz się ją rozumieć,
                                              akceptować. Kurczę, i jak tu potem nie cytować :"liczy się tylko
                                              miłość" (choć przyznaję się do złośliwości i ironizmu bez bicia! he
                                              he)
                                              Jestem pod wielkim wrażeniem, takim pozytywnym!
                                              • asiuniaa36 Re: Ramos67 11.12.07, 19:52
                                                Dziekuje Wam za cieple dodajace wiary i otuchy slowa.Ramos 67 dziekuje.
                                                Dzis nie dostalam sie z synem do psychiatry,jedziemy jutro.Ale zaczynam
                                                przestawac wierzyc,zeby tabletki Go zmienily.Chodzi obrazony-mowie mu ze musimy
                                                porozmawiac-o czym-mowi...On nie widzi problemu...rece opadaja.
                                                Ja sie trzymam.Napisze co po wizycie u psychiatry,jutro.
                                                Dzieki,dobrze ze JESTESCIE
                                                • i_am_the_army Re: Ramos67 11.12.07, 20:13
                                                  Trzymaj się Aśka, może to głupio i naiwnie teraz zabrzmi, ale: będzie dobrze,
                                                  zobaczysz. MUSI. No nie? Trzymam kciuki
                                                • kajka68 Re: Ramos67 11.12.07, 21:14
                                                  Może trafi Ci się ktoś taki jak mopja pani Iwonka?Taki anioł co nagle wyrasta ni
                                                  stad ni z owąd?...ktoś kto powie synowi ,że jednak jest o czym rozmawiać?Bardzo
                                                  Ci tego życzę..a teraz dobrej nmocy...niech moc będzie z Tobąsmileulubiony tekst
                                                  mojej siostrysmile
                                                  • kmka Re: Ramos67 11.12.07, 22:10
                                                    ja też coś dodam od siebie. wrócę do ksiązki jużw spomnianej w tym
                                                    wątku; "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać zeby dzieci
                                                    do nas mówiły" od 6 lat staram się stosowac do zaleceń taj ksiażki i
                                                    udaje mi sie to w 50% procentach i muszę wam powiedzieć ze zmiana
                                                    jest ogromna. Bo w rodzicielstwi miłośc i dobra wola to stanowczo za
                                                    mało. W końcu chodzi nam o to żebyśmy byli skuteczni w nzszych
                                                    metodach wychowawczych a tam są zawarte podstawowe wskazówki.Polecam
                                                    oczywiscie oprócz psychologa. najlepiej działac na kilka frątow,
                                                    zreszta pogadaj o tej książce z psychologiem. podobno ukazała sie
                                                    ksiażka tych samych autorek o nastolatkach. Chciaż"jak....." pomoze
                                                    w kazdej relacji miedzyludzkiej. troche duzo, sorry za madzrenie sie
                                                • rumpa Re: Ramos67 12.12.07, 00:15
                                                  Jasne że nie widzi problemu - to tak fajnie poznęcać się troszkę nad
                                                  starą

                                                  sama to przerabiałam, jako młoda
                                                  była chora satysfakcja
                                                  i złość że tak się daje wkręcać, że się wije, że nie ustawi sprawy

                                                  Nie do końca wiem czy na tym etapie da się rozmawiać - ze mną sie
                                                  nie dało - każde zdanie wykorzystywałam do przerzucenia
                                                  odpowiedzialności, wzbudzenia poczucia winy, informowania o mojej
                                                  opinii na temat umysłu, jakości życia i zdrowia psychicznego tudzież
                                                  wyglądu mojej matki i babci = znęcania się psychicznego, mówiąc
                                                  wprost. Tatusia jakoś omijało - a na kimś trzeba się było wyżyć że
                                                  poszedł precz.
                                                  Mnie się wydaje, z mojego punktu widzenia osoby która fundowała
                                                  matce takie akcje, że najpierw chyba trzeba ustawić całą sytuację do
                                                  normy matka - dziecko : co wolno, co nie wolno i jakie konsekwencje,
                                                  jak rozmawiamy ( nie obrażamy, nie obwiniamy, mówimy tylko o swoich
                                                  uczuciach, bez "bo ty zawsze, bo ty nigdy", ), myślę że to robota
                                                  dla was dwojga z psychologiem lub negocjatorem. I przede wszystkim
                                                  dla Ciebie, bo sorry, ale z pomysłem na życie od rodziców "jestem do
                                                  niczego i to wszystko moja wina, bądź tak łaskaw i wybacz mi
                                                  syneczku, mama będzie szczęśliwa jak przestaniesz sobie robić
                                                  krzywdę" to niestety on tę rozrywkę będzie kontynuował.
                                                  Tak czy inaczej wracamy do punktu wyjścia - szacunku dla samej
                                                  siebie i absolutnego, granitowego przekonania, że nie zasługujesz na
                                                  takie traktowanie i się na nie nie zgadzasz. On tę zmianę, jesli
                                                  będzie prawdziwa, zobaczy w Twoich oczach, usłyszy w głosie.

                                                  Napisałaś "moje dziecko" chwyciło mnie to za gardło, była w tym taka
                                                  miłość i bezradność jednoczesnie, taki bezbrzeżny smutek, zobaczyłam
                                                  kobietę stojącą samotnie w jesiennej szarówce, matkę pod
                                                  krzyżem.Teraz wiem że nie jesteś sama i bardzo się cieszę.
                                                  Będzie dobrze, tylko dbaj o siebie smile))
                                                  A i jeszcze jedna historia z mojego życia - po latach mojego
                                                  ulewania sobie jej kosztem , moja babcia któregos dnia powiedziała
                                                  spokojnie - wiesz, ja uważam że osiągnełam bardzo dużo - w końcu
                                                  wodę w kranie zobaczyłam jak miałam 20 lat, a miałam biznes, kupiłam
                                                  ziemię, wyrobiłam się. Przyznałam jej rację, bo były to fakty a nie
                                                  błaganie o odrobinę uznania, prawdziwe zadowolenie z pracy i efektów
                                                  - i mój stosunek do niej sie zmienił. Szacunek budzi szacunek.
                                                  Dopóki moja babcia przepraszła że żyje, nie wymagała, znosiła
                                                  wszystko od wszystkich, ciągle się oskarżała - wkurzała mnie
                                                  potwornie, wolę tego nawet nie wspominać. Gdy staneła dumnie
                                                  wyprostowana na całe swoje 148 cm - poczułam wdzięczność, że mówiąc
                                                  z szacunkiem o sobie przywróciła mi szacunek dla siebie - bo to
                                                  super mieć taką babcię. smile))
                                                  • kajka68 Re:rumpa 12.12.07, 01:12
                                                    Rumpa..dzięki za ten ostatni akapit w szczególności..włąśnie tego mi
                                                    brakowało...w całej mojej układance...nigdy nie powiedziałam ani mężowi ani
                                                    teściowej konkretów...a Ty jasno udawadniasz ,ze tak trzeba...spróbuję w ten
                                                    sposób...może i mnie to w jakiś sposób pomoże...Jesteś niesamowita,a Twoje
                                                    spojrzenie rozjaśnia mrok w którym się skryłam...mam nadzieję,że Asi tez
                                                    rozjaśni...jeszcze raz dzieki...
                                                  • asiuniaa36 Re:rumpa 12.12.07, 07:38
                                                    Rumpa dzieki Jestes niesamowita.Wierze nie nie jest Ci latwo pisac o tym co bylo
                                                    kiedys,ale dzielisz sie swoim doswiadczeniem i rozjasniasz mrok-jak pisze
                                                    Kajka.Niesamowite...Czuje ze masz absolutna racje i zamierzam zmienic
                                                    sie-szanowac.Juz sie wyprostowalam wink))
                                                    Zaraz jedziemy z synem do lekarza-wiem ze dzis czeka mnie ciezki dzien-ale dam
                                                    rady.W duzej mierze tez dzieki Tobie Rampa.Kurcze sama bym chyba na to nie wpadla.
                                                    Zycze Wszystkim milego dnia-buziaki smile))
                                                  • kajka68 Re:rumpa 12.12.07, 08:20
                                                    Asia..trzymam oba kciuki mocno...wierzę,że jest dobrzesmile
                                                  • rumpa Re:rumpa 12.12.07, 11:30
                                                    Ja też na to sama nie wpadłam - mnie się to przydarzyło.
                                                    I też Wam dziękuję za miłe słowa, bo akurat teraz mi trochę ciężej niż
                                                    zwykle.
                                                    Po prostu nie lubię końca roku smile
                                                  • kajka68 Re:rumpa 12.12.07, 13:20
                                                    A ja nie lubię świąt ..lubię same przygotowania ale potem ...masakra...
                                                  • asiuniaa36 Re:rumpa 12.12.07, 18:29
                                                    No to jestem po wizycie.Lekarz powiedzial synowi,ze jak bedzie dalej tak robil
                                                    to w kryminale skaczy.Ze kiedys zamiast sobie zrobi krzywde komus,a wtedy nikogo
                                                    nie bedzie obchodzic ,ze go nosilo...
                                                    Koniecznie terapia,ale on jak osiol nie i koniec.Leki nadal moklar i atarax na
                                                    noc i doraznie.Za 2 miesiace do kontroli.
                                                    Ale po tej wizycie troszku zmiekl.Udalo mi sie w miare z nim pogadac.Narazie
                                                    jest dobrze.Obiecal sie uczyc i chodzic do szkoly.Zobaczymy.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • poetkam Re:rumpa 12.12.07, 18:58
                                                    Ale po tej wizycie troszku zmiekl.Udalo mi sie w miare z nim
                                                    pogadac.Narazie
                                                    > jest dobrze.Obiecal sie uczyc i chodzic do szkoly.Zobaczymy.
                                                    >

                                                    Asia, będzie dobrze. Zobaczysz.
                                                  • kajka68 Re:rumpa 12.12.07, 19:19
                                                    Ja też wierze...będzie dobrze..wiesz jak obca osoba mówi to zawsze to inaczej
                                                    dociera...
                                                  • asiuniaa36 Re:rumpa 12.12.07, 19:43
                                                    Wierze w to.Bede z nim walczyc o niego...Ale mam jeszcze dziwczynki i na nich
                                                    tez trzeba mi sie skupic.A syn musi tez zrozumiec,ze nie jest pepkiem swiata.
                                                    Dziekuje dziwczynki,Jestescie niezastapione smile))
                                                  • i_am_the_army Re:rumpa 12.12.07, 19:53
                                                    Dasz radę!!!
                                                    dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz
                                                    dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz
                                                    dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz
                                                    dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz dasz
                                                    dasz dasz dasz dasz dasz
                                                    radę big_grin
                                                  • asiuniaa36 Re:rumpa 13.12.07, 08:51
                                                    Ps piszac dziewczynki za 1x mialam na mysli moje coreczki smile
                                                  • asiuniaa36 Re:rumpa 13.12.07, 09:07
                                                    Dziekuje Gasieniczko,ze wierzysz we mnie moze nawet bardziej niz ja sama.Bardzo
                                                    Cie polubilam i nie cukruje Ci teraz-mam nadzieje,ze czujesz sie choc troszke
                                                    lepiej...

                                                    U mnie od rana mlyn...Syn wzial tabletke na sen,wstal rano nawet chetnie.Wzial
                                                    moklar i bylo super dopoki zapytal o wyjazd do Torunia do fabryki babek...
                                                    Jada jego kumple,wyjazd zamknie sie w ok 30zl wiec taniocha-pozatym on nakradnie
                                                    babek-bo inni tak robia.I gada jak nakrecony.Wtedy ja mowie stop-nigdzie nie
                                                    jedziesz.Wojna...Powiedzialam-nie pojedziesz,bo nie zasluzyles.Nie chodzisz do
                                                    szkoly masz same paly...
                                                    Niewiele z tego slyszal,bo krzyczal-dobra nie chce mi sie tego sluchac,zepsulas
                                                    mi humor,zepsulas mi caly dzien!!!


                                                    I nawzajem synku...
                                                    Musze walczyc,bo stlamsi mnie...Walka z wlasnym dzieckeim,to trudne doswiadczenie...
                                                  • poetkam Asiunia 13.12.07, 12:39
                                                    Słoneczko, skoro Twój syn wziął już tabletki wczoraj i dzisiaj bez
                                                    zbytniego marudzenia, to wszystko jest na dobrej drodze.
                                                    Nie od razu Kraków zbudowano! Spokojnie, Asiu, spokojnie. Małymi
                                                    kroczkami, byle do przodu.
                                                    Trochę do przodu, kroczek do tyłu, 5 kroków do przodu, kroczek do
                                                    tyłu. Początki są zawsze trudne. Dacie radę! Ja w Ciebie wierzę.
                                                    Może Ty tego teraz nie czujesz, ale jesteś silną kobietą i
                                                    osobowością!
                                                    Buziaki
                                                  • rumpa Re:rumpa 13.12.07, 13:18
                                                    Hmmmmm... Nie wiem jak było naprawdę, ale odebrałam to w ten sposób,
                                                    że nigdzie NIE BYŁO JASNO POWIEDZIANE że wyjazd jest nagrodą za cos
                                                    tam. Mam wrażenie ,popraw jeśli się mylę, że wyskoczył znienacka i
                                                    stał się doskonałym pretekstem do ucielesnienia Twojego oburzenia na
                                                    jego złe postepowanie. Więc tak, jeśli było ustalone że ma
                                                    "zasłużyć" na wyjazd to dalsza część jest tylko teoretyczna.Ale
                                                    jesli nie...
                                                    Inna rzecz "zasłużyć" jest szalenie nieprecyzyjnym okresleniem samym
                                                    w sobie, bo w takiej sytuacji on sam niejako nie może kontrolować
                                                    tego procesu zasługiwania - jest on w Twojej dyspozycji, jesteś
                                                    pania życia i smierci, a takie panie też maja humory i odbicia. Przy
                                                    "zapracowywaniu" wie co ma wykonać i jak, i co najważniejsze, żadne
                                                    INNE przewinienie NIE MOŻE go pozbawić tego na co sobie zpracował -
                                                    bo taka była UMOWA-robię to i to, mam to i to. I sam może się
                                                    kontrolować, wie co i jak.Ale wszystko musi być jasno sformułowane i
                                                    dopowiedziane, nic na zasadzie - no to przecież oczywiste, jak ma
                                                    byc dobrze, każdy to wie. NIE, nie każdy.
                                                    Nic dziwnego że się wkurzył - bo to kara. Nikogo nie zmotywujesz
                                                    przy pomocy kary. Co innego - konsekwencja. Zapis - co ma zrobić i
                                                    co za to dostanie.Jeśli nie zrobi to nie dostanie - a nie straci co
                                                    już ma. Nigdy nie wolno odbierać czegoś co dziecko już ma - kto daje
                                                    i odbiera ten sie w piekle poniewiera - dodam w piekle które sam
                                                    sobie robi smile .Również, Co dostanie niezależnie od wszystkiego.
                                                    Daleko nie pojedziesz jesli sprawa wygląda tak - on ma coś robić,
                                                    zrobi pare rzeczy, cos mu nie wyjdzie i - traci wszystko. Nie będzie
                                                    mu się chciało. Będzie się bał i wkurzał.Będzie się czuł bezsilny.
                                                    Wydaje mi się że tu potrakowałaś go tak jak traktujesz samą siebie i
                                                    jak prawdopodobnie traktowali
                                                    Cię twoi rodzice - nie ważne co zrobiłaś dobrze, ważne czego nie
                                                    zrobiłaś. Jak na przykład rodzice mojego starego - dostał 5 z
                                                    klasówki. Gdyby była 5- to by się czepiali o "-". Jak myslisz o co
                                                    można się przyczepić i jak zgnoić gdy jest 5 ? Tak , własnie zapytać
                                                    się , ile było 5. Zawsze jest szansa że chociaż dwie i już moxna
                                                    powiedziec - znaczy nie było takie trudne i nie masz z czego być
                                                    dumny.

                                                    portal.adhd.org.pl/phpbb/
                                                    Bardzo Ci polecam ten portal i książki o których była mowa w tym
                                                    wątku.
                                                    I druga sprawa - specjalnie do dołu zrobię, bo nie chcę się narzucać
                                                    z radami ale przypominam że :poszedł do lekarza, bierze leki i
                                                    chodzi do szkoły TERAZ.


                                                    Otóż ja uważam że jest bardzo możliwe w sytuacji, gdy nie zostały
                                                    ustalone warunki umowy że teraz mu tylko pokazałaś że jest do bani -
                                                    jak twoi starzy tobie. I chociaż oni ,pewnie podobnie jak ty jego,
                                                    chcieli Cie tylko zdopingować, to to jest to, co oboje z tego
                                                    dopingu zapamiętacie.
                                                    Ja bym zrobiła tak {mam nadzieję smile} " Synku, przemyslałam sprawę,
                                                    doszłam do wniosku że poszedłeś do lekarza, bierzesz leki i
                                                    zobowiązałeś się do paru rzeczy.Wiem że nie było to dla ciebie łatwe
                                                    ale się przemogłeś.
                                                    To dla mnie bardzo ważne i uważam że nie byłam sprawiedliwa dając ci
                                                    do zrozumienie że na nic nie zasługujesz i nie robisz żadnych
                                                    wysiłków." i tutaj może się ale nie musi pojawić: "I dlatego
                                                    wycofuję się z zakazu - trochę mnie poniosło"
                                                    Ewentualnie bez tego wycofania z zakazu ale jakaś propozycja coś co
                                                    mu pomoże uwierzyć że warto się starać, może same słowa
                                                    wystarczą.Ale nie daj się wkręcić w poczucie winy - uważaj, bo może
                                                    zacząc gierkę "bo ty nigdy mnie nie doceniasz" na przykład.
                                                    Odpowiedź jest prosta - teraz jest teraz i właśnie doceniłam( nie
                                                    wchodzisz w pyskówkę pod tytułem - jak to ja cię nie doceniam? W
                                                    15.12.2002 to kto Cię docenił? No kto?, dajesz do zrozumienia że
                                                    liczysz się z jego pogladem ale twój jest inny, a w dodatku, nawet
                                                    jeśli jego jest prawdziwy to ty robisz wysiłek i nie dasz sobą
                                                    pomiatać za to co było - cenna lekcja dla kogoś, kto wie że nie
                                                    wszystko było ok) .
                                                    Ale zrób coś proszę żeby zneutralizować nieco "nie zasłużyłeś" sad
                                                    bo to naprawdę dobijające okreslenie.Zwłaszcza jeśli nigdzie nie
                                                    było powiedziane że na wyjazd "zasługiwać" miał. Każdą rzecz można
                                                    powiedzieć tak że dobije albo postawi na nogi. Ćwicz na samej sobie,
                                                    z Twoim własnym życiorysem smile))))!!!!

                                                    Ja bym tak zrobiła - chyba. Ty jesteś inna i lepiej znasz sytuację.
                                                    Nie mogę
                                                    być na 100% pewna że ta odpowiedź do niej pasuje. Ale może ...
                                                    pasuje?
                                                    Ale tylko wtedy gdy to POCZUJESZ.
                                                    Warto z kimś zaufanym smile poćwiczyć - każdy chyba może się wczuć w
                                                    najeżonego nastolatka. I niech Ci opowie co czuł i jak
                                                    reagował w zależnosci od tego co mówiłaś. Tak robilismy na szkoleniu
                                                    w fundacji "Rodzić po ludzku" - to bardzo pomaga zapobiec narobieniu
                                                    sobie samej dodatkowych kłopotów przez nieszczęśliwe sformułowania

                                                    Inna rzecz - a to w ogóle kradzież? Jak byliśmy na wycieczce w
                                                    Wedlu, to moglismy jeść ile chcieliśmy, tylko nie można było
                                                    wynosić. Takie były zasady.Może tu podobnie? Bo tak samo na przykład
                                                    było w Anglii w gospodarstwie z jakimiś hiper-biper owocami, co moja
                                                    babcia zwiedzała.

                                                  • rumpa Re:rumpa 13.12.07, 13:37
                                                    > mi humor,zepsulas mi caly dzien!!!
                                                    >
                                                    >
                                                    > I nawzajem synku...
                                                    >
                                                    Wiesz, mnie się taki zepsuty humor po scysjach zdarza jak czuję że
                                                    coś ważnego mi umknęło i tak na prawdę to czegoś nie rozumiem - niby
                                                    postawiłam na swoim ale...chyba tak nie do końca lubię ten sposób
                                                    postawienia i czy rzeczywiscie to było własnie to czego chciałam?
                                                    Może tylko coś podobnego?
                                                    Dzisiaj miałam kolejna scysję z moim czteroletnim maluchem - jak
                                                    codzień. Często mam takie regresje i zapominam o wielu sprawach. No
                                                    wiec od jakiegoś czasu dzień w dzień on nie chce się ubierać przed
                                                    wyjściem do przedszkola, ja sie dre, nie chcę sie spóźnić, bo
                                                    jeszcze starszy do szkoły, w końcu go ubieram, on marudzi cała droge
                                                    - a ja mam zniszczony humor. A dzis mnie olśniło - konsekwencje. Nie
                                                    kłóciłam się, wydałam polecenie, ubrałam siebie, otworzyłam drzwi,
                                                    wyszedł starszy, mały burak strajkował z ponurą miną, więc go
                                                    wystawiłam za drzwi i poinformowałam że ja te drzwi zamykam a on się
                                                    ubiera - jesli nie - pójdzie na bosaka smile starszy tylko pokiwał
                                                    głową bo go do przedszkola raz w samej piżamie wysłałam i od tej
                                                    pory problemu z ubieraniem sie nie było. Zanim skończyłam zamykać
                                                    drzwi, maleństwo miało na nogach buty - prawidłowo, bez mendzenia
                                                    który na którą nogę - i kurtkę. Poszedł jak aniołek - bez jednego
                                                    kwęknięcia, z uśmiechem na ustach. Jaki ja mam wreszcie po
                                                    tygodniach świetny humor - rozwiazałam problem .
                                                  • dol_inka Re:rumpa 13.12.07, 16:44
                                                    Asiu, naprawdę bardzo fajnie napisała na ten temat rumpa.Spojrzenie
                                                    z innej perspektywy na karę,nagrodę,zaufanie itp.
                                                    Od siebie dodam że pewnie dobrze by było gdyby Twój syn zaczął
                                                    chodzić terapię.Moje dziecko chodziło najpierw tylko gdy była taka
                                                    potrzeba,po roku raz w tygodniu.Dlaczego tak radzę? Bo będzie się
                                                    uczył nazywać emocje i o nich mówić (a faceci przeważnie mają z tym
                                                    problem). Bo rozmowa pomaga,bo będzie mimowoli oswajał się z tym że
                                                    gdy ma problemy różni ludzie mogą mu pomóc.
                                                    Nieśmiało się zapytam: dlaczego dopiero za dwa miesiące ma wizytę u
                                                    psych.? No chyba że ma naprawdę dobrze ustawione leki.
                                                    Pozdrawiam ciepło smile)
                                                  • asiuniaa36 Re:rumpa 13.12.07, 21:13
                                                    Oj Rumpa Jestes nieoceniona-czy Jestes psychologiem?
                                                    Przemyslalam.Syn przyszedl ze szkoly spokojny nawet zaladowal i
                                                    wlaczyl zmywarke-czego nie robil juz dawno.Powiedzialam mu
                                                    spokojnie,ze zle powiedzialam mu rano i niesprawiedliwie.Syn ze
                                                    ok.Ja,ze niepojedzie,bo nie mam kasy-on,ze rozumie.Wiec skaczylo sie
                                                    super.Chyba pojde do Ciebie rumpo na terapie wink))
                                                    Syn ma wizyte za 2m bo wczesniej juz bral te same leki...chyba
                                                    temu...
                                                  • rumpa Re:rumpa 13.12.07, 22:17
                                                    Nieeee jestem pacjentką wieloletnią psychoterapeutów - spędziłam
                                                    pewenie 5 lat na terapii. Odwaliłam szkołę dla rodziców, "Jak mówić
                                                    żeby dzieci słuchały, jak słuchać żeby dzieci mówiły" "Wyzwoleni
                                                    rodzice, wyzwolone dzieci" (Tytuł tragiczny, prawie mnie zniechęcił)
                                                    i reszte ksiąxek tych samych autorek
                                                    i ciagle ląduję na pysku w błocie wychowując własne dzieci smile)))
                                                    Ale podobno okłady z błota dobrze robią na cerę.
                                                    Mój syn mi mówi że jak jestem miła to jestem miła...hmmmm
                                                    Trzymaj się i do przodu smile
                                                    Ewa
                                                  • asiuniaa36 Re:rumpa 14.12.07, 09:38
                                                    A jednak syn pojechal...Poszedl do szkoly i kumple Go namowili i wyloza mu
                                                    kase,a jutro im oddam.Przyszedl zapytac-zgodzilam sie.Dzieki Tobie
                                                    Rumpo-Ewo.Rzeczywiscie wiele razy traktuje moje dzieci tak jak mnie rodzice
                                                    traktowali,czyli tak jak bym nie chciala...
                                                    Teraz pomalu,ale konsekwentnie do celu.Nie zabralam Mu Tibii,netu,tv...
                                                    Nie chce byc tyranem ktory po pijackim przebudzeniu zaczyna "wychowywac"
                                                    dzieci,ktore dotad jakos same sobie dawaly rade w niejednej sytuacji...
                                                    Zmieniam sie ,czuje to.Moze temu,ze czuje sie stabilna-silniejsza.Umiem sie tez
                                                    postawic mojej 3-latce-ktora i tak w moim towarzystwie jest nie zawsze
                                                    grzeczna(z opinii otoczenia).Wlasnie jak pisalas,mowie spokojnie patrzac Jej w
                                                    oczka i nie dyskutuje kiedy ona reaguje odmowa-robie swoje.Mala juz jest na tym
                                                    etapie,ze szybko odpuszcza.Ale z klnieciem,nie wiem jak sobie poradzic...Raz
                                                    uslyszy-powtorzy starsze dzieciaki i ich koledzy smieja sie z tego-wiec na
                                                    widownie i nagrode-ich smiech...i kolo sie zamyka.Mowie nie reagujcie...na nic...
                                                    Kiedys w osrodku zdrowia spiewala sobie-pipa...
                                                    Mam nadzieje,ze wyrosnie.
                                                    Najmniej problemu-juz od samych narodzin mam z moja coreczka 14-latka.To dopiero
                                                    kochane dziecko.Pomogla mi wychowac najmlodsza-naprawde, nie przesadzam.Potrafi
                                                    w domu zrobic kompletnie wszystko.Ale teraz na to Jej nie pozwalam-nie
                                                    wymagam-nie tyle.Daje wiecej luzu.Bo przeciez to ja jestem dorosla...ech...
                                                    Czuje tez swoje zdrowienie jak przeklada sie na moja rodzinke.(Mieszkam z
                                                    dziecmi sama).
                                                    To dzieki WAM (i niech mi nikt nie mowi,ze forum doluje!)dzieki terapi
                                                    indywidualnej i grupowej,dzieki mitingom,dzieki dzieciom,ktore najbardziej
                                                    motywuja,dzieki mezczyznie ktory tlumaczy mi zycie, rzeczy oczywiste jak dziecku
                                                    ktore widzi pierwszy raz plac zabaw.Sama nie dalabym rady...
                                                    I wiesz co Ewo? Tak sobie mysle,ze dziecko nie rodzi sie z instrukcja
                                                    obslugi.Wiec i tak niezle nam wychodzi.I nie ukrywam,ze Twoje spojrzenie na
                                                    sprawe z drugiej strony,dalo mi sporo do myslenia-dzieki.
                                                    Milego dnia
                                                  • rumpa Re:rumpa 14.12.07, 10:21
                                                    Oj tak nawet w postach z paru dni widać jak się zmieniasz, jak
                                                    nabierasz siły i zaufania do siebie. To prawdziwa przyjemność móc
                                                    widzieć coś takiego. Tak trzymaj. To wszystko w tobie jest i nawet
                                                    jeśli czasem o tym zapomnisz albo nie będziesz wiedziała jak do tego
                                                    dotrzeć, pamiętaj że to tylko kwestia czasu i odnajdziesz drogę.

                                                    Teraz pomalu,ale konsekwentnie do celu.Nie zabralam Mu
                                                    Tibii,netu,tv...
                                                    > Nie chce byc tyranem ktory po pijackim przebudzeniu zaczyna
                                                    "wychowywac"
                                                    > dzieci,ktore dotad jakos same sobie dawaly rade w niejednej
                                                    sytuacji...

                                                    genialne smile)))

                                                    Sama nie dalabym rady...

                                                    A kto daje sam radę? Zawsze są ludzie dookoła. Mówi się że geniusz
                                                    Elżbiety I polegał na wyczuciu ludzi którymi się otaczała.To samo
                                                    można powiedzieć o każdym wodzu. A ty przecież jesteś wodzem!

                                                    Najmniej problemu-juz od samych narodzin mam z moja coreczka 14-
                                                    latka.To dopier
                                                    > o
                                                    > kochane dziecko.Pomogla mi wychowac najmlodsza-naprawde, nie
                                                    przesadzam.Potrafi
                                                    > w domu zrobic kompletnie wszystko.Ale teraz na to Jej nie
                                                    pozwalam-nie
                                                    > wymagam-nie tyle.Daje wiecej luzu.Bo przeciez to ja jestem
                                                    dorosla...ech..

                                                    Nie ech, tylko wow! Czy ty zdajesz sobie sprawę ile matek kóre nigdy
                                                    nie wypiły kieliszka i uważają sie za trzeźwe, NIGDY czegoś takiego
                                                    nie zauważy?

                                                    Sama taką jedną znam - zawsze mnie zastanawia, do jakiego stopnia
                                                    można być nietrzeźwym na trzeźwo? sad

                                                    A co do przeklinania - pewnie i na to dałoby się znaleźć jakąs
                                                    motywację dla małej i dla starych. Ale nie wszystko na raz bo jak
                                                    sama napisałaś pewnie z tego wyrośnie. Córka znajomych klęła tak że
                                                    wstydzili się wyjść na ulicę i zapewniam Cię, że "pipa" by ich
                                                    uszczęśliwiła.

                                                    Zawsze na tak , Asiunia, nie walcz o to czego nie chcesz, tylko o to
                                                    czego chcesz - nie o to żeby dzieciak nie przeklinał bo wtedy
                                                    pojawia się ochota ukarania, tylko żeby ładnie mówił - wtedy możesz
                                                    chwalić i nagradzać.

                                                    Jakie to upierdliwe, to wiem sama, bo mnie głównie karano i nie mam
                                                    nawyku wychwytywania dobrych rzeczy tylko złych, nie cieszenia się
                                                    osiągnięciami, tylko dołowania niedociągnięciami.

                                                    20 lat temu byłam u mojej ciotki we Francji i czytałam poradnik dla
                                                    rodziców - zapamiętałam "prawo zimnej frytki" : wszystkie dzieci
                                                    wolą ciepłe frytki (pochwały), ale jakby co to niech już będzie
                                                    zimna (nagana).Byle ten rodzic zwracał uwagę,zauważał.

                                                    I wiesz co Ewo? Tak sobie mysle,ze dziecko nie rodzi sie z
                                                    instrukcja
                                                    > obslugi.Wiec i tak niezle nam wychodzi.

                                                    Też tak myslę, zwłaszcza że po drodze okazało się że nie mamy nawet
                                                    instrukcji obsługi do nas samych smile)))Ciągle coś zgrzyta i warczy...
                                                    To co, składamy reklamację?
                                                    Pzdr
                                                    Ewa

                                                  • rumpa Re:rumpa 14.12.07, 10:23

                                                    Rzeczywiscie wiele razy traktuje moje dzieci tak jak mnie rodzice
                                                    > traktowali,czyli tak jak bym nie chciala...
                                                    >
                                                    To był najgorszy dzień w moim życiu, gdy nagle usłyszałam typowe
                                                    "ględzenie" mojej matki, niemal słowo w słowo, wypływjące z moich ust.

                                                    Łooooooojezuuuuuuuu
                                                  • asiuniaa36 Re:rumpa 14.12.07, 22:05
                                                    Zgodzic sie dla 14-latki na akrylowe pazury???W prezencie
                                                    gwiazdkowym...
                                                    Wczesniej byly pomysly na kolczyk w pepku-NIE!
                                                    kolczyk w nosie-NIE!
                                                    w brwi-NIE!
                                                    Tatuaz-NIE!
                                                  • rumpa Re:rumpa 14.12.07, 22:24
                                                    Dlaczego nie kolczyk w nosie? sama o nim marzę smile))) a mam 35 lat
                                                    tylko się boję
                                                    W pępku - syf po ciąży więc nieeeee
                                                    Generalnie miałabym problemy higieniczne

                                                    Tatuaż - trudny do usunięcia - może na początek z henny - sam
                                                    zejdzie po miesiącu, a są naprawdę piekne i nie kojarzą się z
                                                    kryminałem i co miesiąc może byc inny

                                                    A tipsy - jakoś tak tandetą zalatują - ale zawsze je można zdjąć -
                                                    może wyjątkowo na sylwestra ?
                                                    mała chce być kobieca i trochę tu z bólem wyjeżdża
                                                    ciekawe
                                                    temat do pogadania "być kobietą, być kobietą"

                                                    smile))))
                                                  • rumpa Re:rumpa 15.12.07, 00:15
                                                    Konkrety:
                                                    dziura w nosie zarasta szybciej niż w uchu - zdaniem mojej
                                                    kosmetyczki, nie wnikałam, trzeba sprawdzić

                                                    paznokcie pod tipsami się niszczą - moja znajoma nosiła takowe przez
                                                    pare lat - efekt: jak wysubtelniała i je zdjęła, to przez pół roku
                                                    co najmniej wyglądała jakby miała na nich grzyba albo je wkładała w
                                                    obcęgi - koszmar. Potem zaczęło się poprawiać, teraz wygląda
                                                    normalnie i przysięga że nigdy więcej.
                                                    Ale są takie w sklepach jednorazowe - w sam raz na jeden raz - może
                                                    jak sobie w czymś takim pochodzi przez dwa dni i się okaże że nic
                                                    normalnie zrobić nie może to jej wychłódnie. A jak mówiłam Sylwester
                                                    jest dobrą okazją.
                                                    LUz LUZ LUZ
                                                    Swoją drogą - współczuje.
                                                    dziewczynka zmieniająca się w kobitę - ciężki orzech do zgryzienia,
                                                    żeby nauczyła się cieszyć kobiecością we wszystkich wymiarach
                                                    Ja... nie potrafię
                                                    i obawiam się że do końca życia będę takie ni to ni owo
                                                    byłam ładną i zgrabną dziewczyną ale powodzenie miałam zerowe
                                                    matka mi skutecznie wytłumaczyła że tylko przygłupy bez` ambicji
                                                    cieszą się wrażeniem jakie robią na facetach i że powinnam imponować
                                                    charakterem i rozumem - no to imponowałam, samotna i marząca o
                                                    obcisłej spódniczce i kręceniu pupą na szpilkach.
                                                    Tylko że cholera chciałabym żeby choć raz ustawiła się do mnie
                                                    kolejka
                                                    I chciałabym mieć pewność że radość z czegoś takiego nie robi ze
                                                    mnie - idiotki
                                                    I to właśnie bylo najtrudniejsze i najboleśniejsze ze wszystkich
                                                    rzeczy jakie napisałam tutaj
                                                    Dobrze że mam synów
                                                    Córkę bym zniszczyła - najpierw zrobiłabym wszystko żeby była
                                                    "rozsądna" jak ja, a potem - miała pretensje o jej suche życie.
                                                    Obawiam się że nie wszystko można przeskoczyć. A kobiecość to akurat
                                                    takie pole, które strasznie dużo sprawia problemów - i emocjonalnie
                                                    i kulturowo i religijnie. I estetycznie.I seksualnie.Bo postawowe.
                                                    Całe życie się pocieszałam że chcę byc przede wszystkim człowiekiem.
                                                    Bo co mi pozostało smile
                                                    Szczerze, to jest to właśnie miejsce gdzie ja się poddaję.
                                                    Z tym nie umiem sobie poradzić.
                                                    Jakiś chłopak pisał kiedys na forum karate , że ma koleżankę, która
                                                    jak walczy, to zawsze ma trochę rozsunięte kimono ukazujące
                                                    atrakcyjną klatkę piersiową. Panna uważnie śledzi oczy faceta i jak
                                                    on się zagapi i straci koncentrację, to wtedy wyprowadza cios.
                                                    Chłopak był tym zachwycony. A ja jej zazdroszczę - sama bym sie
                                                    ubrała w golfik pod kimono zamiast korzystać z atutów. Zresztą mój
                                                    mąż podziela jego zdanie. Uważa że kobieta z dekoltem jest po prostu
                                                    rozsądna i sam chetnie lub mniej płaci "gapowe".
                                                    Ot i tak. I tego najbardziej mi żal.Tak się ulało. Sorry za
                                                    zaśmiecanie watku ale to akurat boli - bo nie załatwione. a może
                                                    dlatego że się boję że nigdy załatwione nie będzie. Bo za bardzo
                                                    boli.
                                                  • czareg Re:rumpa 15.12.07, 07:46
                                                    Pisz, uwielbiam Cię czytać.
                                                  • kajka68 Re:rumpa 15.12.07, 10:56
                                                    ja też...mogłabym godzinamismile...a ten numer z rozpiętym kimono ekstra...tylko
                                                    ja nie miałabym po co rozpinać...sad
                                                  • asiuniaa36 Re:rumpa 16.12.07, 09:49
                                                    Wlasnie,zebym jej nie zniszczyla.To dziwne,ale mam problemy z okazywaniem uczuc
                                                    mojej 14-nastce.Nie mam tego z synem ani z malenstwem.Widze wsiebie w niej.Widze
                                                    moj charakter.Widze balaganiarstwo,niedbalstwo,czasem agresje.W szkole tez orlem
                                                    nie jest.I choc podobna jest do zmarlego taty jak by Go zjadla...charakter ma
                                                    moj.Ma wiecej cech pozytywnych.Ma wiecje luzu niz ja mialam.Ma wieksza mozliwosc
                                                    rozwoju,niz ja.Ale chyba jej nie zazdroszcze...Zwlaszcza okresu kiedy ja pilam,a
                                                    ona byla mama.
                                                    Kobiecosc...moja mama...
                                                    Nigdy sie nie malowala.Nie mialam pojecia do czego sluza
                                                    kremy,maseczki,balsamy.Tego nauczylam sie troszke od meza mamy...
                                                    Mam starsza o 7 lat siostre.Mieszka z rodzicami przez plot.Nie rozmawiaja od
                                                    lat...Teraz widze ze matka nas obie niszczyla.
                                                    Uciekalam do dziadka pedofila przed zimnym i obojetnym domem.Jedyne uczucia to
                                                    karcenie za to co zrobilam zle.Nic ani slowa jesli cos mi wyszlo...BOLI...A
                                                    dziadek-zboczeniec bardzo mnie "kochal".Mial dla mnie dobre slowo,czas na
                                                    gry,czas na spacer-czas tylko dla mnie.Miala 7 lat jak "to" sie zaczelo,a trwalo
                                                    4.Nie wiem co wtedy myslalam,czulam.Chyba myslalam ze tak musi byc-cos za cos.I
                                                    te cholerne cos za cos mam po dzis dzien...Czasem robie cos wbrew sobie,tylko po
                                                    to zeby nie rozczarowac kogos swoja osoba.
                                                    Kazdy facet ktory zbliza sie do moich dzieci,idzie u mnie "pod
                                                    obstrzal"-zabilabym gdyby je niewlasciwie dotknal.
                                                    Przepraszam...za to ze pisze o tym.To bardzo boli.Cala sie trzese i lzy plyna
                                                    same.Tak od rana tak w niedziele.To we mnie zyje...
                                                    Czasem widze w sobie moja matke-kiedy oceniam moje dzieci,mowie ze sa do
                                                    niczego,ze nic nie znacza...potem czuje sie jak smiec...tule i przepraszam(matka
                                                    nigdy mnie za nic nie przeprosila,nie tylila...)
                                                    Kocham moje dzieci nad zycie.
                                                    Dzieki Ewo,inspirujesz mnie.
                                                    Bede sie jeszcze bardziej sobie przygladac,pracowac.Zeby tylko JEJ kobiecosci
                                                    nie zniszczyc.Zeby miala szacunek do siebie,0 kompleksow,pewnosc siebie...zeby
                                                    byla szczesliwa bezwarunkowo.Zeby nie byla mna.
                                                    Sory za chaos,ale wysylam bez korekty-
                                                  • rumpa Re:rumpa 17.12.07, 09:53
                                                    Uda Ci się Asiuniaa, zobaczysz że Ci się uda.
                                                    Też mi łzy popłynęły. I Ty po tym co przeszłaś jeszcze masz jakieś
                                                    wąty do siebie? Przecież to cud że żyjesz.Nie nie cud, tylko dowód
                                                    na Twoją olbrzymią siłę wewnętrzną.
                                                    Dbaj o SIEBIE, odzyskaj swoje życie, swój spokój, swoją kobiecość i
                                                    wszystko jakoś się ułoży.

                                                    Widze wsiebie w niej

                                                    Ja też mam tak ze starszym synem - współczuję mu strasznie, ale
                                                    jednocześnie nie mogę go czasem znieść - za każdym razem gdy
                                                    postępuje jak ja. Gdy nawala na innym polu - luz blus. To tylko
                                                    pokazuje mój poziom akceptacji samej siebie. Myślę że dokładnie tak
                                                    samo musiała się czuć moja matka patrząc na mnie - myslała że dobre
                                                    chęci załatwią wszystko - a tu się okazało że zamiast męczyć się
                                                    tylko ze swoimi demonami, ze swoją matką, ma jeszcze do kompletu -
                                                    mnie. Chyba nigdy nie zauważyła że najbardziej mnie gnoi za to w
                                                    czym jestem do niej podobna.
                                                    Takie rozczarowanie sobą, macierzyństwem, dzieckiem jest szalnie
                                                    niszczące.

                                                    Bede sie jeszcze bardziej sobie przygladac,pracowac.Zeby tylko JEJ
                                                    kobiecosci
                                                    > nie zniszczyc.Zeby miala szacunek do siebie,0 kompleksow,pewnosc
                                                    siebie...zeby
                                                    > byla szczesliwa bezwarunkowo.Zeby nie byla mna.

                                                    A ja Ci życzę żeby Twoja córka odziedziczyła Twoją siłę, odwagę,
                                                    miłośc i mądrość i żebyście któregoś dnia, OBIE, wolne, odnalazły
                                                    siebie, może z paroma kompleksami smile, może nie do końca doskonałe,
                                                    na pewno z wieloma wylanymi łzami, gorzkimi słowami, ale ludzkie,
                                                    kochające i wspierające się.

                                                    Mój mąż ostatnio zmusił mnie( ciekawością) do obejrzenia filmu "
                                                    Jabłka Adama".
                                                    Coś jak "przełamując fale" tylko z molestowaniem dziecka w tle. To
                                                    był koszmar, przeryczałam cały film - ale dobrze że go zobaczyłam.
                                                    Nie wiem czy mogę go polecać.
                                                  • rumpa Re:rumpa 17.12.07, 10:38
                                                    a propos kompleksów
                                                    Moja babcia ma przepiękne, równe zęby ale małe oczy - co nie zmienia
                                                    faktu że jest bardzo piękną kobietą. Zamiast zająć sie swoimi
                                                    komplekasami usiłowała podnieść na duchu mnie ciągle mi powtarzając
                                                    jakie mam piękne oczy. Oczy jakie mam takie mam, na pewno większe -
                                                    ale zęby - jeszcze do niedawna - katastrofalnie krzywe sad((
                                                    I to jakoś jej nie przeszkadzało.
                                                    Jak narzekałam że jestem gruba usiłowała mi wmówić że nie -
                                                    doprowadzalo mnie to do szału - czułam się zlekceważona i
                                                    niezrozumiana.
                                                    Nie znosiłam swojego ciała - bo przypominało mi ciało matki a to był
                                                    mój priorytet - w niczym jej nie przypominać.
                                                    Generalnie kompleksy fizyczne mi się pojawiały jak się źle czułam
                                                    psychicznie - nie kochana, nie zrozumiana, wyobcowana.
                                                    Później zaobserwowałam podobne zjawisko u koleżanek i ostatecznie
                                                    upewniłam się po ..."Bridget Jones"
                                                    Pierwsze oświecenie przyszło jak miałam prawie 20 lat. Przeglądałam
                                                    się rano w lustrze i uważałam że ok. Nagle usłyszałam głos matki żę
                                                    jak zwykle znowu coś źle zrobiłam i dosłownie zobaczyłam jak w
                                                    lustrze mój tyłek rośnie.
                                                    Moja matka osoba z zerowym dystansem do siebie, uważa że człowiek
                                                    zupelnie nie może zobaczyć jak wyglada naprawdę - zawsze ktoś musi
                                                    jej powiedzieć czy jest OK. Po co w takim razie wymyślono lustra?
                                                    I jakim cudem udało mi się przejść od tego poglądu do sytuacji w
                                                    której jestem w stanie kupić sobie sama ubranie?I dlaczego
                                                    większość osób wyraża kompletne niezrozumienie wobec takiego
                                                    stwierdzenia?
                                                    Widzimy siebie naszą duszą, nie oczami.To moje skromne zdanie.

                                                  • asiuniaa36 Re:rumpa 17.12.07, 11:12
                                                    Dzieki Ewo za zrozumienie.Czekalam na post od Ciebie...
                                                    A co do kompleksow-tez tak mam,jak zle sie czuje psychicznie mysle o sobie
                                                    bardzo zle,a kiedy czuje sie stabilnie akceptuje swoje cialo.Kiedy jestem na
                                                    gorce uwazam siebie za wampa...hihihi
                                                    Teraz jest dobrze.Duzo schudlam-nie odchudzajac sie.Ale od stycznia rzucam
                                                    smierdzace papierosy no i wtedy przytyje.Ale coz cos za cos.Pozatym rusze
                                                    tylek,pogimnastykuje sie.Nie bede obzerac i jesc na noc wiec moze nie bedzie tak
                                                    zle.Nie wiem dlaczego w swoim mniemaniu powiennam byc idealna-najpierw zeby
                                                    zdobyc,a potem przytrzymac przy sobie mezczyzne...Moj skarb mowi,ze jestem
                                                    najpiekniejsza kobieta jaka mial,ale nie to Go do mnie przyciagnelo.To madrosc i
                                                    inne spojzenie na zycie.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • dol_inka Re:rumpa 18.12.07, 19:00
                                                    Rumpo! W sprawie relacji "ja córka" a matka mam identyczne
                                                    doswiadczenia/odczucia. Mam syna(nowe terytoria poznania) i też mam
                                                    wrażenie że córce pewnie zrobiłabym krzywdę(nieświadomie,poprzez
                                                    automatyczne odwzorowywanie znanych reguł wychowawczych).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka