24.11.10, 20:13
Napisałas" A ja mam Hashi od dawna i nie tyję, przy słabych hormonach nawet chudnę, bo nie trawię. Iwazę od około 15 lat 50kg plus minus 2kg."
Ja takze, wiecej przytylam w ciagu 15 lat, ale bylam bardzo chuda.
Mi tez sie wydaje, ze przy niedoczynnosci chudnę, a raczej nie tyje i mam wrazenie, ze nie trawi mi sie wszystko?
A skad ty wiesz, ze Ci sie nie trawi?
Obserwuj wątek
    • djpa Re: Do Dipja 24.11.10, 22:01
      A skad ty wiesz, ze Ci sie nie trawi?

      W niedoczynności:
      1. Odbija mi się. Smażone nawet 24 godziny, ale nie mam przy tym niestrawności.
      2. Mam wzdęcia.
      3. Nie czuję głodu.
      4. Mam zatwardzenia.
      5. Jeśli jem z innymi, to ci inni już dawno są głodni, a ja wcale, cały czas czuję jedzenie w żołądku.
      6. W rezultacie bardzo mało jem.

      Przy hormonkach OK niczego z tych rzeczy nie mam.

      Kiedyś miałam TSH ponad 75 i karmiłam synka piersią. Potrafiłam zjeść 2 bułki dziennie i nic więcej - aż się bałam... że się skończę...
      • anka.83 Re: Do Dipja 25.11.10, 14:44
        przy okazji dopnę się do tego wątku z pytaniem - jak się czyta Twoją ksywkę? Z angielskiego didżejpiej czy jak?big_grin
        • djpa Re: Do Dipja 25.11.10, 17:09
          jak się czyta Twoją ksywkę?

          Nie wiem sad

          To inicjały naszej rodzinnej czwórki.

          Gdybyśmy się doczekali jeszcze jednego potomka, to trzeba by login zmienić wink
      • grudzien2007 Re: Do Dipja 25.11.10, 19:44
        Dzięki za odpowiedz.
        Powiem Ci, ze gdyby właśnie dokładnie nie takie objawy jak opisałaś, to bym stwierdziła, ze nie mam niedoczynności i ze niepotrzebnie brałam leki, bo przy nich nie było lepiej a gorzej.
        Ale brzuszek pracował przy E super, głodniałam szybko, mało zatwardzeń, TRAWIŁO mi się a to zaleganie w żołądku, podchodzenie treści żołądkowej do gardła to masakra... I zatwardzenia... wrociły. To sporo obniza mi poziom zycia. Ja sie szczerze dziwie, jak osoby z niedoczynnosci moga tyc? Nie zrozum mnie zle, ja poprostu jak mnie złapie to nie mogę jesc dużo i często i tyle i jak tutaj byc grubym? Chyba bym umarła na niestrawność. Czesto jem z rozsadku, badz dlatego, ze jest pora, albo mam na cos smaczka, coraz rzadziej z powodu głodu. Jakbym kierowała sie tym ostatnim to nieźle bym schudła.
        Ja jak mam niedoczynność (nie wiedziałam wczesniej, ze to od tego, leczyłam sie na brzuch juz ponad 15 lat... i zawsze badano TSH i było w graniach 1,4-raz max 2).
        A nie jak ja karmiłam piersią to jadłam sporo, a jak przez jakis okres jadłam mniej to bardzoooo schudłam, bardzo. 2 bułki.... to chyba nawet kosci by ze mnie nie zostaly smile A ty przy 2 bułkach i karmieniu nie chudłas?
        • psychofinka Re: Do Dipja 25.11.10, 20:07
          "Ja sie szczerze dziwie, jak osoby z niedoczynnosci moga tyc?"
          big_grin A ja z podziwu wyjść nie mogę, jak osoby z niedoczynnością mogą być czasem bardzo szczupłe big_grin
          Mam stale lekką nadwagę, teraz trochę schudłam, parę kilo, natomiast w niedoczynności bym jadła i jadła... Najchętniej węglowodany, potrawy bardzo słone, np. frytki czy coś w tym stylu... Jak byłam w bardzo złym stanie, to miałam nieustanną chęć na słodycze, najchętniej takie "zawiesiste"...

          "jak mnie złapie to nie mogę jesc dużo i często i tyle i jak tutaj byc grubym?"
          Wydaje mi się, że w niedoczynności na tyle zaburzone są procesy metaboliczne, że nawet jak się je mało, to kilogramów nie ubywa, a może być wręcz przeciwnie. Wszystko zamiast się trawić, odkłada się w postaci tłuszczu... Co dopiero, jeśli się ma apetyt...

          Zatem widać, jak każda osoba inaczej znosi to samo schorzenie. Przy czym, niestety, nadwaga przy niedoczynności jest jednak, mam wrażenie, częstszym zjawiskiem.
          • grudzien2007 Re: Do Dipja 25.11.10, 20:23
            Nie chwale sie wszem i wobec, ze mam niedoczynność, kilka razy wspomiałam w pracy kolezanką, a one ze zdziwieniem ta inforamcje przyjeły, bo ja tak, szczupła, bardzo szczupła a ich kolezanki z takim problemem "to puchną" w oczach.
            I przeciez, chyba jem więcej anizeli one? Tak mało wcale nie jem, to prawda.
            Ha konkretnie mowiac, roznica miedzy nami jest taka, ze ja poprostu ja w pewnych okresach nie moge jesc chocbym chciała i tyle.
            Z tego co piszesz, to masz dobre trawienie, moze wolne? ale trawisz, nie masz ciągłego kamienia w żołądku? Ja z kolei jak juz po takiej mega zgadze zrobie sie glodna, to jestem glodna nie na zarty, a i zawsze rano jestem glodna i od razu jem. A teraz wlasnie teraz siedze, przelyk przepalony od podchodzacej żółci, kamień w żołądku, uczucie pełności (no dobra, dzisiaj zjadłam mega pizze, ale moja domowa, wiec). Jak mnie to nie dopada, to moge spoko jesc, jak dopadnie, koniec kropka, musze uwazac.
            Zawszze mowie, ze jak ktos ma za duzo kg. moze mi przekazac ja je zgubie bez duzego wysilku, nie wiem jak z efektem jojo, tego nie gwarantuje.
            Tak powaznie to fajnie, ze ci sie trawi, a apetyt i smaczki na pewne rzeczy to chyba takze kwestia wrodzona poniekad i tego co w danym momencie potrzebuje organizm?
            • psychofinka Re: Do Dipja 25.11.10, 21:11
              "apetyt i smaczki na pewne rzeczy to chyba takze kwestia wrodzona poniekad i tego co w danym momencie potrzebuje organizm?"

              Osobiście też jestem tego zdania, ta zasada się u mnie zasadniczo sprawdza, nie mogę się kierować zasadą jedzenia tego, co powszechnie uznaje się "za zdrowe", bo wiele tych rzeczy mnie zwyczajnie szkodzi (np. większość surowych warzyw, ciemne pieczywo - tak, tak! herezja... indifferent). Siłą rzeczy, jak coś mi szkodzi, to nie mam za bardzo na to ochoty. Odkąd ujawniła mi się przepuklina rozworu przełykowego miewam często uczucie zgagi i pełności w przełyku, jak zjem coś cięższego. Np. pizzę. Kamienia w żołądku raczej nie czuję. Częste problemy jelitowe, ale to wiąże się zarówno z niedoczynnością, jak i endometriozą. W okresach niedoczynności często zaparcia sad Ale są i okresy biegunek.
              Pewnych rzeczy nie trawię wcale, np. cebula, czosnek, choć lubiłam kiedyś, już nie miewam na nie ochoty, bo wiem, co będzie.
              Mam też taką koleżankę, jak Ty smile Baaaardzo szczupła, figura modelki. Je mnóstwo, lubi polską kuchnię, słodycze smile Ma niedoczynność i Hashimoto. Nie wiem, czy miewa okresy niejedzenia smile

              A piszesz o żółci w przełyku - skąd ona? Nie masz jakiegoś refluksu? Robiłaś gastroskopię?
              • czupakabra27 Re: Do Dipja 25.11.10, 21:19
                Psychofinka_mam takie samo heretyckie podejście jak Tysmile Jak słyszę, że WSZYSCY powinniśmy surówki przegryzać chlebem żytnim z otrębami, popijać świeżo wyciśniętym sokiem, a na deser wciągać kiszoną kapustą, to już od samego słuchania robi mi się brzuch jak balon. Jakbym poszła do dietetyka, to by nie wiedział co ze mną robić.
                Mimo niedoczynności od dawna mam skłonność do biegunek, a równocześnie tycia.
                • psychofinka Re: Do Dipja 25.11.10, 23:17
                  czupakabra27 big_grin big_grin Witaj, ziomalko smile
                  Rzadko kto mnie rozumie, jeśli chodzi o te herezje big_grin
                  Niedawno czytałam takie zalecenia dietetyczne na dzień pracy, rano obowiązkowo musli z mlekiem albo koktajl mleczny (ja nabiał rano wykluczam - niech tyroksyna się dobre wchłonie), a potem kanapki z ciemnego chleba i sałatki z surowizny... Zero białego pieczywa. To bym dopiero była wydajna, trzymając się za brzuch...
                  Sałatki zasadniczo lubię i jadam, ale muszę pilnować, co w nich jest.
                  Biegunki tycia nie wykluczają.
                  Ja w ogóle zauważyłam, że jak nie idę do pracy, to moje kłopoty jelitowe się normalizują, wszystko jest regularnie i w normie. Jak jestem w pracy, to wszystko jest rozchwiane i pojawiają się zaparcia... Hmm.
                  • anka.83 Re: Do Dipja 26.11.10, 10:36
                    Hehe, sładam akces do Waszego gronasmile

                    Jakbym miała się paść dietetycznie, zdrowo i w ogóle po bożemu, to zacznijmy od tego, że ważyłabym już nie 44 kg ale chyba 34big_grin A zdrowe jedzonko rodzinny chyba (albo dietetyk, nie pamiętam) zalecił mi właśnie na moje mega wzdęcia.

                    Mam ten sam problem, że w pracy tracę apetyt, rozregulowuję się. Zauważyłam, że jak rano muszę wstać (tzn. nie wyśpię się), to jest mi niedobrze i przez ok 2 godz. nie mogę nic jeść.

                    Generalnie odżywiam się tłusto, słono i niezdrowo, trochę warzywek (uwielbiam kiszonki!!!). Słodkiego nie lubię w zbyt dużej ilości (wyjątek - cola, napój bogów, dzień bez niej to dzień straconybig_grin no może przesadzam, ale 2 razy na tydzień szklanka minimum).

                    Byłam kiedyś przez chwilę na diecie lekkostrawnej, przez tydzień zrzuciłam 4 kg (a wtedy byłam w niedoczynności dość znacznej). Never again.
                    • czupakabra27 Re: Do Dipja 26.11.10, 11:57
                      Psychofinka, Anka - to mamy grupę heretykówbig_grin
                      Produkty mleczne wszelakie oraz surówki, sałatki i kiszonki uwielbiam, ale to jest dla mnie owoc zakazany. Idą święta i trudny czas, bo przepyszna kapusta z grzybami króluje. Jest w uszkach, pysznych krokiecikach mojej mamy, a tu NIC nie można jeść. No i barszcz - mój ulubiony też przesadzić nie mogę. Dla mnie niestety bezpieczny posiłek, po którym wiem że mogę wyjść z domu i nie cierpieć to mięso, ryba, biała buła. Takie jedzenie szybko się nudzi i jest monotonne, ale często to jedyne rozwiązanie.
                      A jeśli chodzi o wcześniejsze wstawanie, to u mnie równa się biegunce+mdłości. Jelita jeszcze śpią, a ja im każę wstawaćwink
                      • anka.83 Re: Do Dipja 26.11.10, 15:58
                        Bidulasad Mało barszczyku, bez kapusty, bez grzybków...co to za święta?

                        UWIELBIAM barszcz, uwielbiam kapustę z grzybkami, pierogi z kapustą i grzybami i sosem grzybowym na tłustej śmietance, karpika ze smażoną cebulką (moje ulubione warzywo, cebula!), te trzy dania jem (żrę!) naprzemiennie całe święta. Przy czym mi po tym specjalnie nic nie jest, natomiast cierpię po jogurtach i serkach (wzdęcia), surowych warzywkach i owocach, otrębach i w ogóle po całym tym syfnym zdrowym żarciu.

                        Za słodkim nie przepadam, chyba, że w prostej formie (typu słodzone napoje, landrynki), natomiast, parafrazując piosenkę, "gdy widzę bigos to kwiczę".

                        Mięcho to sens mego istnienia. Salami, boczuś - zawsze znajdziesz w mojej lodówce. Pasztety, parówki... Gdzieś tam między nimi szlajała się ostatnio zeschła czerwona papryka, musiałam ją wyrzucić.

                        Dobra, kończę, bo głodna się zrobiłambig_grin
                        • czupakabra27 Re: Do Dipja 26.11.10, 16:37
                          No niestetysad
                          Napoje mleczne fermentowane, które to podobno nie mają dużo laktozy są u mnie na czarnej liście. Kiedyś jak obsesyjnie dbałam o wagę jadłam codziennie 2-3 jogurty i efekty pod względem gastrycznym były opłakane. Najgorszy był Actimel. Z mlecznych prawdziwe masło i żółty ser są ok, z resztą muszę uważać.

                          Boczuś to Twój klucz do szczupłej sylwetkibig_grin
                          • psychofinka Re: Do Dipja 26.11.10, 18:04
                            Produkty mleczne mnie z kolei nie szkodzą, na szczęście... Przynajmniej na razie.
                            Biała buła, białe pieczywo - tak. Czasem mam chęć i na ciemne, ale źle się to kończy, dlatego unikam.
                            W tym roku świąteczna wyżerka też mnie raczej ominie. Po letniej operacji, gdy poruszono mi jelita, przestałam tolerować kapustę i grzyby sad(((((( Niedawno rozmroziłam bigos z lodówki, no i nie było za wesoło sad Szkoda.
                            Mięso mi nie szkodzi, także tłuste, bez sensu nieco smile
                            Jabłka też muszę omijać. Winogrona. Śliwki. Czereśnie. Orzechy laskowe. Banany są ok.
                            I kto mi każe jeść codziennie świeże owoce? Warzywa? Ewentualnie soki mogę popijać, a i to zależy, z czego.
                            Musli zbożowe - dramat.
                            Kefiry itp. mi nie szkodzą, pomagają trochę na trawienie w pracy.

                            Chyba coś faktycznie w tym jest, że jelita muszą się "wyspać"! Jak wstaję o tej 6.40, to właściwie siłą rozpędu. Wstając przed 8, jestem jak z krzyża zdjęta. Przełknąć nic nie mogę. Jak się wyśpię, to mam chęć na śniadanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka