Witam Wszystkich na forum.
Moja przygoda z medycyną zaczęła się na dobre w marcu tego roku. Zaczęłam odczuwać bóle w klatce piersiowej, kołatania serca. Kilkakrotnie zabierało mnie pogotowie po omdleniach, połączonych z kołataniami, bólami w klatce piersiowej, drżeniem i drętwieniem kończyn, drętwieniem twarzy, zawrotami i potwornym bólem głowy. Tak oto trafiłam do kardiologa. Bo badaniach okazało się, że serce mam zdrowe (kilkanaście razy ekg, badania enzymów sercowych, holter ekg i echo serca). Moja lekarka rodzinna nie miała pomysłu i zaczęła leczyć mnie na nerwy. Przez przypadek trafiłam do innej lekarki, która kazała mi zrobić badanie przeciwciał tarczycowych (mimo, że moje TSH było cały czas na poziomie 1,86 - norma 0.27 - 4.20) i zbadać się u neurologa. Moje wyniki:
anty-TG: 352.2 (norma <115)
anty-TPO: 420.2 (norma <34)
Trafiłam do endokrynologa. Stwierdził na podstawie tych wyników i objawach klinicznych, że mam zapalenie tarczycy i jej niedoczynność. Dał mi euthyrox25. Trudno opisać, co się działo, bo nie zbadał mi ft3 i ft4. Odstawiłam hormon, zrobiłam badania (po przeczytaniu forum

, moje wyniki z czerwca:
TSH: 1.86 (norma 0.27-4.20) 125.70%
FT3: 5.68 (norma 3.13-6.76) 70.25%
Poszłam do innego lekarza. Pani doktor stwierdziła, że mam ukrytą nadczynność. Zapisała metizol 5mg 1xdziennie, 3xdziennie propranolol 10mg, 1xdziennie wit. B6. Zleciła też USG, wynik:
tarczyca niepowiększona, w połowie hypoechogenna, w połowie niejednorodna o prawidłowym unaczynieniu. Obraz zmian jak w początkach autoimunothyreopatii. W płacie prawym jeden normoechogenny, gładkokonturowany, skąpo unaczyniony, guzek o śr. 4mm.
Po miesiącu na metizolu na zlecenie lekarki zrobiłam badania. Moje wyniki:
TSH 5.04 121,37%
FT4 17.04 50.4%
Lekarka zmniejszyła metizol do 3xtydzień, resztę leków utrzymała.
Moje najnowsze wyniki (wrzesień):
TSH 4.31 102,8%
FT4 18.68 66.8%
W międzyczasie neurolog stwierdził migrenę, dostałam leki przeciwmigrenowe, po których czuję się lepiej, ból głowy dokucza mi właściwie tylko przed i w trakcie miesiączki. Oprócz tego badania wykazały zmiany jak w SM (jestem w trakcie diagnostyki). Jednak neurolog wyklucza przyczyny neurologiczne złego samopoczucia.
Po pierwszej wizycie u endo zrobiłam internetowy test i mój wynik to 34.
Pomimo tego, że czuję się zdecydowanie lepiej (mogłam już wrócić do pracy), to jednak cały czas czuję podenerwowanie, takie wewnętrzne rozedrganie, szczególnie rano. Czy to faktycznie może być tarczyca, czy może faktycznie psycholog/psychiatra się kłania?
Wiem, że wątek przydługi, dość długą drogę przeszłam, żeby dojść do jakiejkolwiek diagnozy.
Pozdrawiam serdecznie