10.04.10, 09:57
straszna katastrofa sad
Obserwuj wątek
    • karafka_do_wina Re: [*] 10.04.10, 11:07
      sad
      • taliskerr Chociaż jestem oponentem 10.04.10, 12:22
        chciałbym wszystkich inaczej wierzących, myślących, a nawet tych, których może
        dotknąłem (Diabollo!), jako mocno wierzący, prosić o solidarność w tych dniach!
        Bądźmy razem w zadumie, modlitwie, pochyleniu nad dorobkiem tych zmarłych,
        którzy już nie przemówią... Kochając ten kraj, nie dzielmy łez na właściwe i
        nie-właściwe...

        Z serca płaczący,

        t.
        • kora3 Re: Chociaż jestem oponentem 10.04.10, 12:37
          podzielm Twoje zdanie taliskerze
        • grgkh Re: Chociaż jestem oponentem 10.04.10, 13:51
          W modlitwie nie, bo to nic nie znaczy dla mnie, ale zaduma i współczucie tak.

          Zaduma nad przemijaniem życia, nad tym, co po sobie każdy może pozostawić.
          • uffo Re: Chociaż jestem oponentem 10.04.10, 16:15

            niewiarygodna tragedia. Szkoda ludzi, wspolczuje wszystkim
            dotknietym cierpieniem z powodu utraty bliskich, tylu patriotow.
            Moze ta sytuacja wzbudzi jakies trwale pojednanie, czy tez zdolnosc
            do tworzenia kompromisow, pomimo roznych stanowisk politycznych czy
            religijnych?

            Niemniej pozwole sobie na mala uwage, dygresje, na przyszlosc zycze
            politykom polskim zeby latali bezpieczniejszymi samolotami, albo
            chocby rejsowymi, ktorych bezpieczenstwo jest znacznie solidniejsze
            niz owych nieslawnych rosyjskich samolotow. Znaki ostrzegawcze chyba
            byly, bo bylo juz pare wypadkow wczesniej. Taka oszczednosc, bo
            slyszalem i o oszczedzaniu wydatkow rzadu na te cele, to chyba
            jednak nie poplaca. Ale rzecz jasna wszystko moze sie zdarzyc nawet
            w najbezpieczniejszym samolocie, blad pilota, mgla, srubka, Bog
            jeden wie. Niemniej strzezonego pan Bog strzeze. Same 'modlitwy nie
            orza'.
        • diabollo Re: Chociaż jestem oponentem 10.04.10, 18:24
          taliskerr napisał:

          > chciałbym wszystkich inaczej wierzących, myślących, a nawet tych, których może
          > dotknąłem (Diabollo!), jako mocno wierzący, prosić o solidarność w tych dniach!
          > Bądźmy razem w zadumie, modlitwie, pochyleniu nad dorobkiem tych zmarłych,
          > którzy już nie przemówią... Kochając ten kraj, nie dzielmy łez na właściwe i
          > nie-właściwe...
          >
          > Z serca płaczący,
          >
          > t.

          Czcigodny Taliskerze, wiesz, że nigdy nie miałem do Ciebie żadnych pretensji,
          nigdy mnie nie dotknąłeś.
          Tak naprawdę spieraliśmy się tylko w dość jałowym temacie - jak ma wyglądać
          forum i administrowanie KIR-Reaktywcja.

          Niemniej z przyjemnością przyjmuję Twoją ofertę - właśnie w tych dniach bądzmy
          solidarni, bądźmy razem przeciw polskiej głupocie!

          Przez szacunek dla dorobku ofiar tego tragicznego wypadku - nie uciekajmy w
          przyjemny a bezmyślny resentyment, histerię i patos - solidarnie stańmy przeciw
          głupocie - sprowadzającej takie właśnie nieszczęscia.

          Kłaniam się nisko.
        • witekjs Re: Chociaż jestem oponentem 10.04.10, 20:25
          taliskerr napisał:

          > chciałbym wszystkich inaczej wierzących, myślących, a nawet tych, których może
          > dotknąłem (Diabollo!), jako mocno wierzący, prosić o solidarność w tych dniach!
          > Bądźmy razem w zadumie, modlitwie, pochyleniu nad dorobkiem tych zmarłych,
          > którzy już nie przemówią... Kochając ten kraj, nie dzielmy łez na właściwe i
          > nie-właściwe...
          >
          > Z serca płaczący,
          >
          > t.

          Szanowny Taliskerr . Dołączam się do Twojej rozumnej, pięknej wypowiedzi.
          Bardzo przeżyliśmy z żoną tę tragedię i nie potrafiłem znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić to co czujemy.
          Witek
        • diabollo Re: Chociaż jestem oponentem 10.04.10, 21:26
          taliskerr napisał:

          > chciałbym wszystkich inaczej wierzących, myślących, a nawet tych, których może
          > dotknąłem (Diabollo!), jako mocno wierzący, prosić o solidarność w tych dniach!
          > Bądźmy razem w zadumie, modlitwie, pochyleniu nad dorobkiem tych zmarłych,
          > którzy już nie przemówią... Kochając ten kraj, nie dzielmy łez na właściwe i
          > nie-właściwe...
          >
          > Z serca płaczący,
          >
          > t.

          Czcigodny Taliskerze (obecuję już nigdy więcej nie tytułować Cię "wielebnym") w
          mojej pierwszej reakcji - pełnej mojej wściekłości wobec tej tragedii; być może
          Wy, wierzący macie więcej pokory do "wyroków boskich", jako ateusz mam jej mniej
          - chodziło mi o to, że naprawdę przyjmuję Twoją ofertę solidarności.

          Być może ta tragedia - chciałbym - unaoczni nam, że żyjemy tu i teraz. Jesteśmy
          za tą rzeczywistość odpowiedzialni.
          Powinniśmy walczyć z naszą głupotą, która ową rzeczywistość często rujnuje.
          Jednak mamy wpływ na nasze życie, co więcej odpowiadamy też za innych. Jak to po
          angielsku idzie: każdy z nas jest "human being", a nie "human, who has been",
          czy "human, who will be".

          Nie powinniśmy się - pod dyktando chwilowych emocji, resentymentu czy mitomani
          się zabijać.
          Możemy się różnić poglądami, światopoglądem, kłóćmy się ile wlezie, ale nie
          jesteśmy sami sobie "bezludną wyspą".

          A nasza rzeczywistość zależy często od banałów. Czasami od tego, żeby banalnie
          zdjąć nogę z gazu czy też inaczej: głupio nie gazować wyprzedzając na potrójnej
          ciągłej, z "ułańską fantazją".

          No proszę, jakie banalne "kazanie".

          Nie wiem, czy ciągle jesteś księdzem, życzę powodzenia i wszystkiego dobrego.

          Antyklerykał kłania się nisko.
    • diabollo Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego... 10.04.10, 18:16
      ...wielka tragedia, zginęło tylu wartościowych ludzi, a wszystko
      najprawdopodobniej przez zwykłą głupotę człowieka.

      Czy jako Naród Polski wyciągniemy z tego wnioski i lekcję na przyszłość?

      (Na razie się nie zapowiada, obserwując polskie media widzę dorabianie to tego
      bezsensownego wypadku i bezsensownych śmierci - jak wspomniałem wielu naprawdę
      wielkich ludzi - karkołomnych ideologii, robienie paraleli tego tragicznego
      wypadku do zbrodni katyńskiej, etc, etc - czy my musimy tylko z patosem, z
      tanimi emocjami i przy zerowej refleksji?)

      Kłaniam się nisko.
      • kora3 Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 10.04.10, 18:24
        refleksji zero - fakt ... i jakiś taki strach przed mozliwa prawda.
        Jak ekspert od lotnictwa cywil poniekad i nielatacz przypomniał
        sytuacje z Gruzji Rymanowski zaraz go "zgasił". A przecież to, ze
        śp. pan prezydent mógł wywierac presję na załoge na ladowanie tam
        wydaje się najbardziej prawdopodobne
        • diabollo Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 10.04.10, 20:14
          kora3 napisała:

          > refleksji zero - fakt ... i jakiś taki strach przed mozliwa prawda.
          > Jak ekspert od lotnictwa cywil poniekad i nielatacz przypomniał
          > sytuacje z Gruzji Rymanowski zaraz go "zgasił". A przecież to, ze
          > śp. pan prezydent mógł wywierac presję na załoge na ladowanie tam
          > wydaje się najbardziej prawdopodobne

          Czcigodna Koro,

          Nie wiem czy nie za wcześnie na spekulacje, że to ś.p. pan prezydent wywierał
          presję na załogę (może to polityczne otoczenie ś.p. pana prezydenta, może to
          zwykła brawura pilotów? Nie wiemy. Jednak najprawdopodobniej mieliśmy przykład z
          błędem człowieka wynikającym z hiper-głupoty).

          Fakt pozostaje faktem, że samolot podchodził do lądowania czwarty raz!
          Jak to powiedział pewien ekspert, tylko w czasie wojny może się coś takiego
          przydarzyć - próby lądowoania do skutku.
          W normalnej sytuacji po drugiej nieudanej próbie - z powodu fatalnych warunków
          pogodowych (mgła) piloci o ile mają paliwo lecą do innego najbliższego lotniska.
          (Nie mieli paliwa? Tylko dlaczego mieli paliwo na cztery próby lądowania, wiecie
          ponowne wznoszenie się, nawroty, podjeścia).

          Cóż to za głupota musiała zaważyć, że samolot prezydencki z taką determinacją
          musiał lądować właśnie w takich fatalnych warunkach???

          Oczywiście to straszny dzień dla państwa polskiego. Prezydent ginie w
          tragicznych okolicznościach (prezydent, z którym się absolutnie nie zgadzałem,
          jednak prezydent mojego państwa!), razem z kilkudziesięcioma najwyższymi
          urzędkikami państwowymi...
          W katastrofie zginęli ludzie różnych opcji politycznych, napewno wszyscy w ten
          czy inny sposób oddani i zasłużeni dla III RP.

          Kłaniam się nisko.
          • kora3 Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 10.04.10, 22:09
            diabollo napisał: >
            > Nie wiem czy nie za wcześnie na spekulacje, że to ś.p. pan
            prezydent wywierał
            > presję na załogę (może to polityczne otoczenie ś.p. pana
            prezydenta, może to
            > zwykła brawura pilotów? Nie wiemy. Jednak najprawdopodobniej
            mieliśmy przykład
            > z
            > błędem człowieka wynikającym z hiper-głupoty).
            >


            Przeprystojny Diabollo.
            Jak sam zauwazasz, sa to spekulacje - bynajmniej nie tylko moje, a
            wieły się stąd, e śp. pan preztdent w sierpniu bardo nieelegancko i
            nieopanowanie podwazal decyzje pilota mającego go odtransportowac do
            gruzji i wchodził wjego kompetencje wykazujac się bezprzukladną
            ignorancja.

            Nie zrozum mnie źle, nie gloryfikuje ludi wiazanych lataniem.
            Popelniają błedy, jak my wszyscy. Ale scere Ci powiem: w bezmyslna
            brawure doswiadconej ałogo mającej na pokladzie ok. 100 pasaerów, w
            tym najwazniejse osoby w państwie - NIE WIERZE.
            Ci ludzie licą się z odpwiedzalnoscią za narenie bezpieczeństwa
            pasazerów, a ta odpowiedzialnosc spityka ich takze wówcas , gdy NIC
            się nie stanie, ale BBL, albo cus innego podobnego awyrokuje,ze stac
            sie mogło przez ich lekkomyslnosc, turyne, czy tym bardiej brawure.
            Niefrasobliwa decyzja w stylu "a tam, najwyzej się rozwalimy" ,
            nawet gdyby udało się wyladowac dla ałogi oznaczałaby zarzuty
            narazenia pasaerów, w tym głowy państwa na niebezpieczeństwo bez
            potrzeby - koniec kariery, a moze i wyroki. Nikt dla zabawt na to
            nie pójdzie.

            > Fakt pozostaje faktem, że samolot podchodził do lądowania
            czwarty raz!
            > Jak to powiedział pewien ekspert, tylko w czasie wojny może się
            coś takiego
            > przydarzyć - próby lądowoania do skutku.


            Wiesz, rosyjskie ooficjalne info mówia z klei ze to była 2 próba.
            Ale bez wzgledu na to która: do skutku i z narazeniem pasazerów
            próbuje się ladowac takze w czasie pokoju - gdy się nie ma innej
            altermnatywy, czyli ma takie: albo spadamy, albo podejmujemy próbe
            ladowania.

            > W normalnej sytuacji po drugiej nieudanej próbie - z powodu
            fatalnych warunków
            > pogodowych (mgła) piloci o ile mają paliwo lecą do innego
            najbliższego lotniska


            Dkladnie to samo powiedział mój osobisty pilot, a kolega latajacy na
            pasazerkach - potwierdził. 2 próby to maks. A zcyni się je tylko
            wówczas, gdy ryzyko rozwalki przy nich nie ejst za duze.
            Tylko wówczas się ryzykuje, gdy jest awaria, albo brak paliwa na
            odlot - wtedy nie ma wyboru.
            Rzecz w tum, ze załoga miała w sumie prawie do końca łacznosc z
            kontrola lotów, nie zgłaszała awarii, braku paliwa, jego wycieku.
            Czyli albo nie zauwazyli awarii , co mało prawdopodbne, albo ...jej
            nie było.

            > .
            > (Nie mieli paliwa? Tylko dlaczego mieli paliwo na cztery próby
            lądowania, wieci
            > e
            > ponowne wznoszenie się, nawroty, podjeścia).


            Widzisz, powodem prób mogła byc tez awaria nie pozwalająca na odlot
            na zastepcze. Tylko,ze załoga nic o niej kontroli nie wspomniala.
            Jedna z teorii którą słyszalam, podkreslam - nieoficjalnej teorii -
            mówi tak:
            pas w smoleńsku jest o kilkaset metrów za krótki dla Tu 154. Mimo to
            samoloty te z powodzenieem tam lądują. Jesli samilot nie ejst full
            zapakowany , takze w zbiornikach z paliwem i jest dobra pogoda nie
            ejst to jakis wyczyn dla doswiadczonego pilota wyladować na
            przykrótkim pasie. trzeba wytracic predkosc w powietrzu, by gdy koła
            samotolu juz otkna pasa zdołać się w nim zniescić z hanowaniem.
            Wiąze się to z dosc szybka utratą wysokosci podobno.
            Rzecz w tym, ze ten mabwewr przy słabej widocznosci już taki prosty
            nie jest.
            Czyzby zatankowano nie full paliwa, by odciazyc samlot? Nie wiem.
            Ale mało prawdopodobne - już podczas startu było wiadomo, ze
            smoleńskie lotnisko tonie we mgle. Mgła jest kapryśna i moze dosc
            szybko się rozrzedzić, ale nie przypuszczam, by zaryzykowano zycie
            głowy państwa z załozenia dając mniej paliwa niz wystarczałoby na
            odlot.
            Nie sposób jednak wyjasnic DLACZEGO jeden z najlepszych polsich
            pilotów prowadzacy ten samolot tak zaryzykował, zamiast stamtąd
            odleciec w bezpieczne miejsce.

            >
            > Cóż to za głupota musiała zaważyć, że samolot prezydencki z
            taką determinacją
            > musiał lądować właśnie w takich fatalnych warunkach???


            No wlasnie to jest niezrozumiałe i stad rodza się spekulacje. Nic
            nie wiadomo o awarii, samolot rok temu przeszedł w Samarze remont
            kapitalny, nie miał jak na maszyne tej klasy tak wiele wylatane aż.
            Nie zglaszano zadnych problemów z maszyna wiezy, która odpowiednio
            wczesnie odsyłala na inne lotniska, mimo to doswiadczona załoga z
            takimi tuzami na pokładzie podjeła ogromne ryzyko


            >
            > Oczywiście to straszny dzień dla państwa polskiego. Prezydent
            ginie w
            > tragicznych okolicznościach (prezydent, z którym się absolutnie
            nie zgadzałem,
            > jednak prezydent mojego państwa!), razem z kilkudziesięcioma
            najwyższymi
            > urzędkikami państwowymi...
            > W katastrofie zginęli ludzie różnych opcji politycznych, napewno
            wszyscy w ten
            > czy inny sposób oddani i zasłużeni dla III RP.
            >

            oczywiscie! sama oceniałam prezydenture L. kaczyńskiego jako gorzej
            niz kiepską - z róznych wzgledów. ale mysle, ze ci, którzy życzyli
            mu szczerze, zeby już prezydentem nie był w nastepnej kadencji, na
            pewno nie zyczyli mu smierci, ani tragicznej, ani natuuralnej. Co
            innego uwzać,ze ktos jest kiepskim prezydenyem, a co innego
            dowiedziec się o smierci i to w tak tragicznych okolicznosciach
            takiej osoby. Dlatego nie rozumiem pojawiających się na innych
            forach zarzutów niektórych, ze słowa smutku Millera,
            Kwasniewskiego, Tuska, Komorowskiego, czy Oleksego sa nieszczere. To
            moim zdaniem ohydne, ze ktos nazywa je obłudnymi. Zginał prezydent,
            człowiek, a wraz z nim inni ludzie. Ciekawe czy te osoby, które nie
            lubiły poslanki Jarugi - Nowackiej teraz sie ciesza, ze zgnineła?
            Pewnie nie! Bo nie zgadzać się z kimś to nie znaczy życzyć mu
            zmierci, czy innego nieszczescia.
            Wsród ofiar katastrofy byli ludzie, których znalam, z którymi miałam
            okazje spotkac się czesciej niż z p. prezydentem, kiedy jeszcze nim
            nie był i kiedy juz był. to m. in. senator Stanislaw Zając, poseł
            Leszek Deptuła, który wyprosił to miejsce w samolocie od koloegi z
            klubu sad , Janusz Kochanowski, Janusz Kurtyka, czy Andrzej
            Przewoźnik.
            Jeszcze mam w archiwalnym folderze zdjecia z wizyty L. Kaczyńskiego
            na Podkarpaciu. Nie chce ich teraz ogladac, ale gdy zamykam oczy
            widzę usmiechnieta twarz marszlaka Putry, małego Gosiewskiego,
            Stanisława zająca i L. Kaczyńskiego przemawiającego - dzis juz ich
            nagle nie ma. Nie byłam ich fanką, ale bardzo mi żal i lza mi się
            kreci w oku - pewnie wg niektórych obłudna.
            • diabollo Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 11.04.10, 02:08
              Przepiękna Koro,

              Doskonale Cię rozumiem.

              Co do spraw związanych z lotnictwem - zgadzamy się w zupełności, napewno
              szczegóły i przyczyny tragedii zostaną zanalizowane i upublicznione. "Czarne
              skrzynki" są dostępne (nie jak w przypadku tego lotu AirFrance z Brazyli do
              Francji, gdzie samolot zniknął w głębiach Oceanu Atlantyckiego).

              Nie chcę ferować żadnych przedwczesnych wyroków, ani nikogo osądzać. Bez względu
              na jakiekolwiek domniemane naciski, to kapitan i załoga są odpowiedzialni za
              bezpieczeństwo lotu (niech im ziemia lekką będzie), a nie pasażerowie bez
              względu na ich upierdliwość.

              Jak zawsze pewnie skomplikowane procesy psychologiczo-socjologiczne miały wpływ
              na fatalne decyzje.

              Masz pewnie to samo co ja, przepiękna Koro, że nie przechodzisz do porządku
              dziennego nad tym wypadkiem lotniczym, na zasadzie: rany-boskie, ale się stało.
              No, więc to się tak samo nie stało.
              Poczekajmy, dowiemy się jak to się stało.

              Pewnie drugi wymiar tej tragedii jest mniej techniczy, a bardziej filozoficzny
              czy transcendentny.

              Bum, śmierć! Śmierć publiczna! Śmierć zbiorowa!

              My się, kurwa, lud europejski, generalnie śmierci się boimy i śmierć wypieramy z
              naszej świadomości, próbujemy obłaskawić.
              A tu nagle taka śmierć, że nie da się od niej uciec.

              Każdy by zgłupiał po tym wyparciu i w takiej konfrontacji, a tu nie ma zmiłuj -
              jest czarno na białym, ciągle walą tym po oczach w TVN24 i w publicznej; no więc
              Rodacy reagują tak jak potrafią, czyli jak bezpiecznie.
              Bezpiecznie jest tak, jak znają. Przećwiczone przy śmierci ś.p. pana Wojtyły.
              Znicze, wzruszenia, msze święte i różańce i zdrowaśki i katolickie gesty
              odgrywane na różne sposoby.

              Choć może generalnie obrażam Rodaków takimi diagnozami.
              Decydenci (równie ogłupiali jak wszyscy) i właściciele telewizyjni tak
              zareagowali. Wypowiedzi z "sondy ulicznej", gdzie szlochająca pani w wieku
              balzakowskim na ulicy pewnie Warszawy mówi, że "gdzieś słyszała, ale widać, że
              to prawda, że jesteśmy narodem wybranym" to już naturalna konsekwencja i
              jednocześnie podgrzanie atmospfery (autentyk, widziałem na własne oczy na
              trzecim, informacyjnym kanale TVP).

              Tymczasem wydarzyła się tragedia, polegająca na tym, że wydarzył się wypadek
              lotniczy. Straszny. Najwyraźniej splot strasznie głupich decyzji (zaczynając od
              tego, że w jednym samolocie znalazł się pan prezydent i tylu najwyższych
              urzędkików z dowódcami armii, szczęście w nieszczęściu, że prowiadzimy tylko
              jakieś pośrednie wojny).

              Ofiary wypadku oczywiście teraz to już mają wszystko gdzieś. Rzeczywistą,
              autentyczną i bynajmniej nie-medialną tragedię przeżywają teraz ich bliscy, ich
              rodziny, ich dzieci.

              Reszta musi sobie poradzić z niepokojącą abstrakcją, która wskoczyła im przez
              media do świadomości - mianowicie z dzisiaj, może jutro - z bardziej namacalnym
              pojęciem śmierci.

              Kłaniam się nisko.
              • grgkh Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 11.04.10, 04:06
                Nie pamiętam tego dobrze, ale coś mi się wydaje, ze podczas wizyty w Iraku
                LK też miał jakieś spięcie z pilotem na temat miejsca lądowania.

                Z innego źródła - to relacja ustna od znajomych - słyszałem, ze LK bywał
                bardzo nieprzyjemny w stosunku do niektórych podwładnych i w tym konkretnym
                przypadku "trzymał bardzo krótko" ludzi z ochrony na Helu pozbawiając ich
                elementarnych warunków wygody pełnienia służby. Trochę mi się to kojarzy
                ze "spieprzaj dziadu".
                • kora3 Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 11.04.10, 10:43
                  O Iraku nie wiem, ale w sierpniu podczas lotu do Gruzji, w czasie
                  miedzyladowania na Ukrainie pilot odmówił kontynuakcji lotu do
                  Tbilisi, bo pojawiło sie zagroenie natury zbrojno-terrorystycznej.
                  sp. pan prezydent obszedł się z nim bardzo nieładnie, stracił
                  podobno nad sobą panowanie, a pilota i oficera wprost nazwał
                  tchórzem strasząc "załatwieniem tego w kraju, bo oficer nie moze być
                  taki lekliwy". Mimo tego pilot odmówił.

                  Co natomiast do opinii o panu prezydencie. Trraz wszyscy mówią jaki
                  to był ciepły i miły w prywatnym, a i zawodowym stosunku do innych.
                  Np. teraz pani poseł Jakubiak. Ale wczesniej były słuchy o tym, ze
                  ejst osobą skrajnie apodyktyczna, nierzadko traktującym swoich
                  pracowaników jak dyktator. Chocby to, jak potrafil jeszcze jako nie
                  głowa państwa do kogos "spieprzaj dziadu" niestety swiadczy o tym,
                  ze nie tylko była to osoba tak naprawde nad sobą srednio panujaca,
                  ale i mająca w pogardzie innych, w kazdym razie niektórych.
                  Ani to, ani sytuacja z lotem do Gruzji naturalnie o niczym nie
                  przesądza, ale niestety - rodzi spekulacje, bo trudno, zeby nie.
              • kora3 Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 11.04.10, 10:13
                Przeprzystony D.

                Jetem niestety przekonana, ze jesli zaistnieje CIEŃ podejrzenia o
                to, że ktoś wywierał nacisk na załoge, by ladowała w takich
                warunkach pogodowych na takim pasie, mimo mozliwosci olotu na
                zastepcze, to i tak się NIGDY o tym nie dowiemy.

                Jesli nie zostane znaleziona zadna usterka w Tupolewie, całą winę
                zwalą na nieznanego szerszej publice pilota. Nikt nie zaryzykuje
                rysy na zyciorysie tragicznie zmarłego śp. pana prezydnta, ani innej
                osoby ze swieczika. Dla tzw. lepszej idei, sprawy - przemilczy się
                to, bo "co to teraz da, ze ludzie się dowiedzą?" - niestet mam
                takie przekonanie.

                Natomast co do drugiej czesci twej wypowiedzi. No, niestety - my
                Polacy tak mamy, ze umiemy się wspaniale jednoczyc w chwilach
                zagrozenia czy cierpienia, ale uwielbiamy płąwic sie w bólu i
                nieszczesciu i zgrywac ofiary złego losu, bez ponownie NIESTETY
                wyciagania zadnych wnioskow i nauki na przyszłośc.

                Teraz naturalnie "nie wypada" mówić o tym, że za te sprawe ktos
                odpowiada! A moze po prosyu tak WYGODNIE? Jak mogło osc do tego, ze
                mimo zasad w NATO, którego jesteśmy członkiem cała wierchuszka
                wojskowa leciała JEDNYM SAMOLOTEM? Kto podjął godna debila decyzje,
                ze najwazniejsze osoby w pańśtwie lecą tą sama maszyną. Sytuacja
                jest taka, ze w zasadzie, gdyby do tego samoloru wsiadł jeszcze
                Komorowski i Tusk to zostalibyśmy w jednej chwili bez zadnej władzy
                cywilnej i wojskowej. Noż ludzie!
                A naironiczniejsze ze tak powiem jest to, ze kiedy spotykało sie
                pana prezydenta w oficjalnych sytuacjach to borowiki niemal
                przechodzili po ludziach, tak wazne było jego bepieczeństwo
                zagrozone tym,ze podejdą do niego akredytowani dziennikarze. A tu
                wpakowało się cała wierchuszkę w jeden samolot za uzy dla tego pasa
                i wysłano na lotnisko tonące we mgle, nie mające automatycznego
                systemu naprowadzani. KTO za to odpowiada?
                • witold17 Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 11.04.10, 22:49
                  Droga Koro, pozdrawiam na nowym forum! Sprawa nacisków na pilota,
                  aby lądował mimo niebezpieczeństwa to rzeczywiście spekulacje, ale
                  wiele manych przemawia za tym, że jak najbardziej uzasadnione.
                  Przypomnę inne wydarzenie- katastrofę Casy w Mirosławcu, gdzie
                  zginęła większośc dowodców wojsk lotniczych rozwożonych do domów po
                  spotkaniu (chyba) w Warszawie. Winą obciążono pilota, nie mógł się
                  bronić, bo nie żył. Jego rodzinie nie zezwalano na odsłuchanie
                  nagrań z czarnej skrzynki. Dlaczego? Bo nachlani generałowie i
                  pułkownicy wymusili na pilocie lądowanie w warunkach podobnych jak w
                  Smoleńsku? Oczywiście- tego nie wiemy i nigdy się nie dowiemy. Teraz
                  w samolocie był Kaczyński ale byli też dowódcy wojskowi. Jakoś nie
                  chce mi się wierzyć aby w obu tych przypadkach piloci bez nacisków
                  podjęli decyzje o lądowaniu. To nie sa szaleńcy, ale profesjonalnie
                  przygotowani specjaliści.
                  Myśląc teraz o tak niepotrzebnej śmierci prawie 100 osób przypomina
                  mi się fragment tekstu piosenki z nieodżałowanego Kabaretu Olgi
                  Lipińskiej: "Lata mijają, a ty się trzymasz, odwieczna polska
                  głupoto!". Bo to nie przeklęta ziemia ani my nie jesteśmy takim
                  pokrzywdzonym narodem. Przeklęta jest głupota. I to motto wszelkich
                  polskich poczynań aktualne od kilku wieków: jakoś to będzie! Jak
                  widać - nie zawsze się sprawdza.
                  • gaika Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 11.04.10, 23:04
                    witold17 napisał:

                    > Przeklęta jest głupota. I to motto wszelkich
                    > polskich poczynań aktualne od kilku wieków: jakoś to będzie! Jak
                    > widać - nie zawsze się sprawdza.

                    Wyżej pisał też o tym Diabollo. Po prostu nic do dodania. Może z
                    wyjątkiem tego, że racjonalizowanie tej głupoty przybiera kuriozalne
                    formy.
                  • kora3 Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 12.04.10, 00:07
                    witold17 napisał:

                    > Droga Koro, pozdrawiam na nowym forum! Sprawa nacisków na pilota,
                    > aby lądował mimo niebezpieczeństwa to rzeczywiście spekulacje, ale
                    > wiele manych przemawia za tym, że jak najbardziej uzasadnione.
                    > Przypomnę inne wydarzenie- katastrofę Casy w Mirosławcu, gdzie
                    > zginęła większośc dowodców wojsk lotniczych rozwożonych do domów
                    po
                    > spotkaniu (chyba) w Warszawie. Winą obciążono pilota, nie mógł się
                    > bronić, bo nie żył. Jego rodzinie nie zezwalano na odsłuchanie
                    > nagrań z czarnej skrzynki. Dlaczego? Bo nachlani generałowie i
                    > pułkownicy wymusili na pilocie lądowanie w warunkach podobnych jak
                    w
                    > Smoleńsku?


                    Witaj Witoldzie smile
                    Mimo smutnego czasu miło Cię znów widzieć i czytać.

                    że to spekulacje, hipotezy - to jasne. ale skoo o tym mówimy:
                    przynajmniej kilku pilotóe i ekspertów lotnictwa, mniej lub bardziej
                    wyraxnie wypowiada sie teraz, ze tego rodzaju naciski moga miec i
                    maja wiejsce. Z drugiej strony wszyscy oni podkreslaja,ze pilot nie
                    ma prawa się uginać pod tymi naciskami, nawet najwazniejszych osób w
                    państwie, czy jego przełozonych. I to jest prawda. Tylko, ze
                    postawiwszy sie w sytuacji takiego goscia, teoretycznie oczywiscie,
                    trudno powiedziec, jak się człwiek zachowa - duza presja, krrótki
                    czas do negocjacji, czy przekonywania. Polot wie, ze sie nie moze
                    uginac, ale moze dostac rozkaz, z drygiej strony taki naciskający
                    WIE, ze nie ma nic na pkładzie do gadania, a mimo to robi to. Ja bym
                    nieusprawiedliwiala całkowicie kogoś kto dał się "nacisnąc", ale
                    wina naciskającego jest conbajmniej równa w takiej sytuacji. ja to
                    tak widzę.

                    Oczywiście- tego nie wiemy i nigdy się nie dowiemy. Teraz
                    > w samolocie był Kaczyński ale byli też dowódcy wojskowi. Jakoś nie
                    > chce mi się wierzyć aby w obu tych przypadkach piloci bez nacisków
                    > podjęli decyzje o lądowaniu. To nie sa szaleńcy, ale
                    profesjonalnie
                    > przygotowani specjaliści.


                    To, ze z vipami latają najlepsi z najlepszyc to oczywiste. Widzisz
                    jednak jak wlokla sie sprawa z zarzutami polota śmigłowca z l.
                    millerem - płk Młosz zostal oczyszczony z zarzutów, ale pewnie nie
                    bylo mu latwo.

                    Jestem laikiem lotnictwa, jak kiedyś napisał pewnien człowiek tylko
                    sypiam z pilotem smile ale nie trzeba byc naawt sypiającym z
                    latajacym smile, zeby wiedzieć, ze jesli jest mgła, za krótki pas, a
                    lotnisko nie ma naprowdzania z automatu, to nik majacy na pkladzie
                    100 pasazerów prawie, w tym najwyższe wladze państwa,sam z siebie
                    podjał takie ryzyko. Ryzyko chocby postawienia mu zarzytów
                    narazenia zdrowia i zycia tych pasazerów, a tak by sie stalo, nawet
                    po ladowaniu bez katastrofy.

                    > Myśląc teraz o tak niepotrzebnej śmierci prawie 100 osób
                    przypomina
                    > mi się fragment tekstu piosenki z nieodżałowanego Kabaretu Olgi
                    > Lipińskiej: "Lata mijają, a ty się trzymasz, odwieczna polska
                    > głupoto!". Bo to nie przeklęta ziemia ani my nie jesteśmy takim
                    > pokrzywdzonym narodem. Przeklęta jest głupota. I to motto
                    wszelkich
                    > polskich poczynań aktualne od kilku wieków: jakoś to będzie! Jak
                    > widać - nie zawsze się sprawdza.


                    Madre słowa Witku, niestety prawdziwe. Po wspomnianej przez Ciebia
                    katastrofie wprowadzono zakaz latania razem wszystkich dowódców
                    razem, nie wolno im latacc też ze swymi zastepcami.

                    Zwróc uwagę, ze istnieja rozbieżnosci pomedzy tym co zgodnie mówią
                    CZYNNI piloci w temacie współpodejmowania decyzji przez vipa, a np.
                    były prezydent Lech Kaczyński - to daje do myslenia.

                    Teraz słysze, ze zaloga gadala z wieza po ...rosyjsku, a nie znala
                    tego jezyka (w kazdym razie pewnie nie w stipniu koniecznym wg
                    procedur), jest to sprzeczne z wszelkimi zasadami. Na wiezy niebyło
                    nikogo gadającego po angoelsku Co tu jest grane?
                    • kora3 Oczywicie b. prezydent Lech Wałęsa nit 12.04.10, 00:09

                    • witold17 Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 12.04.10, 00:32
                      Właśnie, ja też nie rozumiem, co tu jest grane. Gdzie my jesteśmy?
                      Czy obsesja pokazania się w Katyniu wyłączyła myślenie?
                      Nie byłem fanem Kaczyńskiego ani PiSu, nie będę na tyle obłudny,
                      żeby napisać, tych ludzi, którzy zginęli będzie mi brakować w
                      polityce (z nielicznymi wyjątkami). Ale poraża mnie idiotyzm całej
                      sytuacji: ryzykować śmierć prawie 100 osób aby nie spóźnić się na
                      imprezę??
                      • kora3 Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 13.04.10, 09:18
                        Witku ...
                        No niewatpliwie - i tu znów chce podkreslic, ze nie tyczy się to
                        konkretnej osoby - wszystko wkazuje na to, ze istotnie zaryzykwano
                        zycie tylu ludzi, zeby wlasnie nie spóxnic się na impreze -
                        jakkolwiek wazną i nierozrywkową, potrzebną, ale IMPREZE.

                        I naprawdę - ktokolwiek podjał te decyzję - pilot, czy inna osoba -
                        trzeba wyciagnąc wnioski z tego. Wnioski,ze nie ma czegoś
                        pilniejszego od uratowania zycia. Mówi się, ze jedynie na własny
                        pogrzeb, człwiek nie moze się spóźnić, w świetle tragedii, która się
                        wydarzyla, to powiedzenie nabiera szczególnego znaczenia.
                    • grzespelc Bardzo Was proszę 12.04.10, 17:56
                      Dajcie spokój. Stawianie zarzutów martwemu, że jest winien śmierci 100 osób bez
                      wyraźnych przesłanek jestmoim zdaniem skrajnie nieodpowiedzialne. Nie
                      zmierzajcie w tym kiernku. Niech się sprawa wyjaśni.
                      • kora3 Grzegorzu nikt zarzutów nie stawia 13.04.10, 08:24
                        nie stawia -nikomu. Po prostu rozmawiamy, dyskutujemy.
                        • grzespelc Re: Grzegorzu nikt zarzutów nie stawia 13.04.10, 17:50
                          No tak, jesteś dziennikarką, chyba Ci weszło w krew. Mnie z kolei weszło nie
                          stawianie hipotez bez poznania sprawy. Mamy już trochę więcej informacji i
                          wygląda na to, że to był błąd pilota - niewielki, ale krytyczny: za nisko
                          leciał. Walczył do końca, brakło kilkaset metrów. Wniosek jest chyba oczywisty -
                          naprawdę nie warto ryzykować.
                          Dla mnie osobiście jest to lekki szok, bo latałem niedawno i myślałem, że w
                          Europie coś takiego nie ma prawa się zdarzyć.
                          • kora3 Najłatwiej nie zawsze jest najlepiej Grzesiu 14.04.10, 00:01
                            grzespelc napisał:

                            > No tak, jesteś dziennikarką, chyba Ci weszło w krew. Mnie z kolei
                            weszło nie
                            > stawianie hipotez bez poznania sprawy.

                            Wiesz, ja przez całe dzieciństwo i młodosc, zanium zaczełam pracować
                            w tym zawodzie zawsze byłam dociekliwasmileMoze dlatego wybrałąm ten, a
                            nie inny zawód.
                            Nie wiem jak to jest byc prwnikiem, ale mam wrazenie, ze TEZ
                            stawiają hpotezy, zwłaszcza prokuratorzy np., na podatwie pewnych
                            danych ze sledztwa, które to hipotezy potem sie nie porwierdzają.

                            Mamy już trochę więcej informacji

                            mamy to, co uznano za stosowne nam podać, to tak na marginesie

                            i
                            > wygląda na to, że to był błąd pilota - niewielki, ale krytyczny:
                            za nisko
                            > leciał. Walczył do końca, brakło kilkaset metrów. Wniosek jest
                            chyba oczywisty
                            > -
                            > naprawdę nie warto ryzykować.

                            Grzegorzu, jako zem w stosunku do Ciebie stara baba, pozwile sobie
                            na taką małą radę: nie przyjmuj najłatwiejszyh rozwiazań i
                            wytłumazeń za dobre, tylko dlatego, ze sa łatwe.

                            Piszesz, ze to był niewielki, ale krytyczny błąd pilota. A prwda
                            jest zgoła inna, to nie był ani BŁAD,ani tym bardziej niewielki.

                            Albowiem Grzegorzu tu nie idzie o to, ze cos mu nie tak poszło przy
                            manewrze - to byłby błąd, a tn moze sie zdarzyć kazdemu, polotowi
                            też.
                            Rzecz w tym, ze sama PRÓBA ladowania na tym lotniksu, tym samolotem
                            i w tych warunkach amosferycznych nie była błedem tylko wariactwem,
                            samobójstwem. Pilot nie miał prawa podejmowac takiej próby, nie miał
                            prawa ze swoją wiedzą i doswiadczeniem.
                            Z grubsza to jest tak jakbym w gestm mgle jadąc samochodem rozwijała
                            na drodze predkosc 140 km/h, a droga byłaby wąska i nieoswietlona.
                            Pokaz mi gliniarza, którego zdołałabym przekonac, ze to był mój
                            bład, jako kierowcy, albo prokuratora. pwnikiem nie ma takich i b.
                            dobrze.!
                            Próba ladowania tam tym samilotem w takich warunkach NIE MOGŁA się
                            zakończyć sukcesem! Nie było szans. Mogła, i tego pewnie wszyscy
                            chcielibyśmy, skończyc sie nie tak tragicznie, po prostu kupą
                            strachu i uszkodzeniem samolotu. W najlepszym przypadku z mozliwych.

                            I dlatego własnie trudno mi uwierzyc, ze pilot bez zadnej przyczyny
                            naraziłby pasazerów, załoge w końcu siebie i maszyne na ogromne
                            ryzyko, które nawet ozy najkorzystniejszym splocie wydarzeń
                            zakończyłoby się dla niego zarzutami narazenia zycia prawie 100
                            ludzi. Po co? dlaczego?
                            To nie popisy powoetrzne, ani zawody - po co miałby to robić? Ni
                            wydaje mi się, by zaryzykował sam z siebie w najlepszym przypadku
                            zarzuty o narazenie pasazerów. Jakiż miałby w tym cel?

                            Polot z taką wiedzą, z tyloma godzinami wylatanymi na tj maszynie,
                            pilot który znał to lotnisko musiał wiedziec, ze tam NIE DA się
                            bezpiecznie wylądować w tych warunkach. Po prostu musiał.

                            A mimo to podjał taka próbe. Nie nurtuje cię: DLACZEGO?

                            Mnie tak. bo lakoniczne stwierdzenie: bład pilota w sytuacji, gdy
                            sama próba ladowania była juz wariactwem mnie nie zadowala. Ciebie
                            moze zadowalac, a mnie nie.

                            Taką próbę usprawiedliwiałaby tylko awaria samolotu uniemozliwiająca
                            odlot, albo brak paliwa. Nic takiego nie miało z tego co wiaomo
                            miejsca, załoga tego nie zglaszała wieży. Choć czego nie mozna
                            wykluczyć, cos im w ostaniej chwili wysiadło, ale to i tak nie
                            usprawiedliwia podjęcia tej próby.

                            > Dla mnie osobiście jest to lekki szok, bo latałem niedawno i
                            myślałem, że w
                            > Europie coś takiego nie ma prawa się zdarzyć.

                            Grzesiu, na Discavery, albo NG jest taki seryjny program "Katastrofa
                            w przestworzach" o wypadkach lotniczych z rzedstawieniem przyczyn i
                            odtwarzaniem wypadku. Drastycznych scen nie ma raczej, mozna
                            obejrzeć. Ja ogladam od dawna i z tego co pokazują, zdarzają sie
                            wypadki i najlepszych samolotów na swiecie latajacych w najlepszych
                            liniach. Zawodzi sprzet, człowiek, pogada sprowadza nieszczescie.
                            Ale takej katastrofy do której doszłoby, bo pilot mający paliwo na
                            odlot i zero usterek dla "fantazji" ladował w miejscu i warunkach na
                            to nie pozwlajacych - nir było chyba.
                            Dlatego powtarzam trudno mi uwierzyć, ze tym razem własnie tam, za
                            sterami prezydenckiego Tupolewa siedział człowiek, który miał
                            taką "fantazje", by w najlepszym przypadku stanąc przed sadem z
                            powaznymi zarztami, a w najgorszych zabić pasazerów, załoge i siebie.

                            pewnie, ze najłatwiej rzucic lakoniczne: bład pilota, bo:
                            -nikomu się życia nie zwróci
                            - załoba jest i wstyd mówic o przyczynach wypadku
                            - nie smie się pomyslec, ze moze któraś z ofiar na siebie i resztę
                            takie nieszczscie ściagneła.
                            Ja to rozumiem, ze ktos nie chce tego analizowac, ale dlaczegóz
                            inni nie moga tego robic?
                            No i pamietac nalezy, ze pilot też zginął w tej katastrofie. Niby
                            lakoniczne :bład pilota, tak naprawde czyi tego człowieka winnym
                            smierci prawie 100 ludzi. Pewnie, ze nie był nikim waznym, znanym,
                            ale z pewnoscia miał rodzine, przyjaciół. Co ludzie bedą musieli zyc
                            z mysla, ze ich: brak, syn, ojciec, mąż, przyjaciel przez brawure i
                            jakieś wariactwo zabił 100 prawie ludzi. Pomyslałes o tym?
                            A jesli tak było tylko czesciowo? Jesli ugiał się pod prezja kogoś
                            znanego, wznego? Nie powinien był - fakt, ale czy mamy prawo nie
                            dochodzić prawny? pozwlic by cala wina spdała na tego niewaznego,
                            nienznaego? Sam sobie odpowiedz
                            -
                            • uffo Re: Najłatwiej nie zawsze jest najlepiej Grzesiu 14.04.10, 00:20

                              tez jestem przekonany ze to blad 'pilota'. Znaczy sie 'pilota
                              narodu'. Kiedy swojego czasu bylem odpiwedzialny za grupy uchodzcow
                              swiezo przybywajacych na lotnisko JFK w NYC, czasem caly autobus
                              musialem wynajmowac zeby ich porozwozic do sponsorow lub na rozne
                              loty wewnatrzkrajowe, to wiedzac iz mam matki z dziecmi pod opieka
                              bylem 100 razy ostrozniejszy i uwazniejszy w podejmowaniu
                              jakichkolwiek decyzji, niz gdybym byl sam. A tu pilot ma na karku
                              polowe elity narodowej,i mialby podejmowac decyzje ktora grozila
                              prawdopodobnym rozbiciem?? A kabinka prezydenta tuz obok pilota. Na
                              pol godziny przed ladowaniem prezydent dzwonil do brata informujac
                              ze wszystko w porzadku. Caly czas z tego widac wszystko mial pod
                              swoja kontrola. I nie spal. A czarne skrzyneczki ponoc nieco
                              uszkodzone..? No tak, swiety to swiety. Zawsze czysty i na strazy.
                              Wszyscy powinnismy sie poddac pod jegoopiekuncze skrzydla. Ale
                              jeszcze nic straconego, wszak zostala druga polowa Aniola.
                              • kora3 Re: Najłatwiej nie zawsze jest najlepiej Grzesiu 14.04.10, 01:17
                                uffo napisał:

                                >
                                > tez jestem przekonany ze to blad 'pilota'. Znaczy sie 'pilota
                                > narodu'.

                                ja przekonana jestem tylko o tym, ze pilot bez przyczyny takiej
                                decyzji by nie podejmował, bo ryzyko bylo ogromne. i przekonana, ze
                                on sobie doskonale z tego ryzyka zdawał sprawe

                                A tu pilot ma na karku
                                > polowe elity narodowej,i mialby podejmowac decyzje ktora grozila
                                > prawdopodobnym rozbiciem??

                                No i przede wszystkim PO CO? DLACZEGO? Naorawde w "polocim"
                                srodowisku to nie jest zaden wstyd nie zdecydowac się na ryzykowne
                                lądowanie. Ludzie skłonni do brawury, jakis popisów za sterami,
                                zwłaszcza za sterami paażerki sa w nim bardzo niemile widziani. Ci
                                ludzie wszyscy mają świadomośc ryzyka i odpowiedzialnosci za
                                paażerów i maszyne, swiadomosc tego, ile moze kosztowac brawurowa
                                decyzja. Jeśli takowe podejmują to wówczas, gdy to jedyne wyjscie,
                                np. kończy sie paliwo i trzeba spróbowc siadać, albo sie spadnie.
                                Tu, przynajmniej z tego co wiadomo - nic takiego miejsca nie miało.


                                A kabinka prezydenta tuz obok pilota. Na
                                > pol godziny przed ladowaniem prezydent dzwonil do brata informujac
                                > ze wszystko w porzadku. Caly czas z tego widac wszystko mial pod
                                > swoja kontrola. I nie spal.


                                To, ze nie spał nie jest niczym nadzwyczajnym - nie było tak
                                wczesnie, a czekało go wazne przemówienie, które pewnie chcial
                                naczytać kilka razy. To,ze bratu mówil, ze wszysyko w porządku a
                                nawet to, ze miał czy chcoałmiec wszystko pod kontrolą nie swiadczy
                                tez źle. Inyeresujące jak bardzo chciał sp. pan prezydent mieć
                                wszystko pod kontrola, kiedy dowiedzial sie, ze nie bedzie mozna tam
                                wyladować. A dowiedział się na bank - vip nr 1 jest informowany
                                natychmiast o tym, ze mają zajsc jakies zmiany w locie. Były
                                prezydenmt L. Wałesa wprost mówil o "konsultowaniu się z vipem",
                                piloci mówia oledniej o informowaniu vipa.


                                A czarne skrzyneczki ponoc nieco
                                > uszkodzone..?


                                No z tego co mówili w całkiem dobrym stanie, jak na taka katastrofe.
                                Prawde mówiąc liczyłam na to,ze Rosjanie, chcąc odsunać od siebie
                                wszelkie podejrzema, co jest zrozumiałe, beda chcieli jak
                                najstaranniej wyjasnić sprawe i oficjalnie, albo przeciekiem
                                poinformowac o tym, co zawierają czarne skrzynki. Wszelako okazało
                                sie teraz, ze jedna skrzynka jest dziwnym trafem robiona przez
                                polskich specjalistów i została, czy zostanie odesłana do Polski, by
                                tam ją odczytac. Troszkę to dziwne, ze Rosja nie ma tchnicznych
                                mozliwosci odczytania tej skrzynki, rzeczy kluczowej dla wypaku,
                                który wydarzył się bądx co bądź na jej terenie.

                                No tak, swiety to swiety. Zawsze czysty i na strazy.
                                > Wszyscy powinnismy sie poddac pod jegoopiekuncze skrzydla. Ale
                                > jeszcze nic straconego, wszak zostala druga polowa Aniola.


                                No wiesz, jesli coś zostanie istotnie w tej sprawie ukryte, to
                                bedzie to tragedia moralna.
                            • grzespelc Re: Najłatwiej nie zawsze jest najlepiej Grzesiu 14.04.10, 18:19
                              > Albowiem Grzegorzu tu nie idzie o to, ze cos mu nie tak poszło przy
                              > manewrze - to byłby błąd, a tn moze sie zdarzyć kazdemu, polotowi
                              > też.
                              > Rzecz w tym, ze sama PRÓBA ladowania na tym lotniksu, tym samolotem
                              > i w tych warunkach amosferycznych nie była błedem tylko wariactwem,
                              > samobójstwem. Pilot nie miał prawa podejmowac takiej próby, nie miał
                              > prawa ze swoją wiedzą i doswiadczeniem.

                              No przecież napisałem, że nie powinien był ryzykować. Chodziło mi o techniczną
                              przyczynę wypadku. Wydaje mi sie jednak, że nie podszedł do sprawy na aż takim
                              luzie. Jeżeli dobrze wyczytałem, to z wieży podano mu, że widoczność wynosi ok.
                              400 m, a w rzeczywistości wynosiła ok. 150 m - różnica oczywiśćie wynika z
                              tego, że przyrządy pomiarowe nie znajdowały się w miejscu katastrofy, tylko
                              gdzie indziej, a cały obszar to kilka kilometrów i lokalnie widoczność może się
                              różnić. Prawdopodobnie piloci przyjęli, że przy 400 m mogą spróbować, a jak
                              zobaczą, że się nie da, to odlecą. No i zahaczyli o ten nieszczęsny radar, a
                              pote nie zdołali podnieść maszyny przed wzniesieniem. Dzisiaj wyczytałem, że do
                              błędu przyznaje się obsługa lotniska - bali się zamknąć lotnisko, żeby nie było
                              skandalu.

                              > Nie wiem jak to jest byc prwnikiem, ale mam wrazenie, ze TEZ
                              > stawiają hpotezy, zwłaszcza prokuratorzy np., na podatwie pewnych
                              > danych ze sledztwa, które to hipotezy potem sie nie porwierdzają.

                              Tyle, że najpierw się te hipotezy sprawdza, a potem przedstawia zarzuty. Z
                              mojego doświadczenia zawoidowego wynika, zę dopóki nie pozna się bardzo
                              dokładnie sprawy - nie warto nic mówić, bo później się może zmienić.
                              • kora3 Re: Najłatwiej nie zawsze jest najlepiej Grzesiu 15.04.10, 07:37
                                Grzegorzu, nie mozna absolutnie wykluczyć hpotezy, którą ty
                                stawiasz.niemniej zwroc uwage,ze hipoteze "bład pilta" (i tylko
                                jego) jednak posrawiłeś.

                                Co do drugiej czesci twejwypowiedzi - gdyby zawsze tak było to nie
                                byłoby procesów zakończonych uniewinnieniem Grzesiu. rokurator wszak
                                stawia zarzuty przekonany o ich słusznosci na podstawie realnych
                                przesłanek, a jednak czasem okazuje sie, ze choc wiele na cos
                                wskazywało, to jednak było inaczej.

                                Niestety, co musze z przykroscia powiedziec-mam niemal pewnosc, ze
                                nie dowiemy się prawdy. Smutne to, ale tak jest.
      • grgkh Re: Głupota największym wrogiem Narodu Polskiego. 11.04.10, 03:51
        Mnie się w pierwszym momencie wydało, że jeśli już zdarzył się ten wypadek,
        to przynajmniej świat będzie miał okazję, by usłyszec o Katyniu i jest to
        ten mały, pozytywny choć przypadkowy efekt.

        Ale łączenie tych zdarzeń we wspólna ideologię też wydaje mi się wstrętne.

        > czy my musimy tylko z patosem, z
        > tanimi emocjami i przy zerowej refleksji?

        Pewnie, że nie powinniśmy, ale to nie my, to oni, a oni tak muszą, bo tacy
        są i nic tego nie zmieni. I nie ma co liczyć na to, że narodowa tragedia
        coś zasadniczo w Polakach zmieni. Narody się zmieniają bardzo powoli, a
        tragedia to krótkotrwały epizod.
    • grgkh Ważne pytanie 11.04.10, 03:42
      To takie tylko hipotetyczne rozważanie...

      Jak powinniśmy potraktować LK jeśli okzałoby się, że zmusił pilota do
      lądowania w warunkach, które praktycznie nie dawały szansy na powodzenie
      tej operacji?

      I drugi aspekt moralny...

      Jeśli pilot dał się "przekonać łagodną perswazją" LK, którą można by
      podciągnąć pod manipulację, to jaki jest "procent" winy pilota?

      Ciekawe to jest o tyle, że przecież można zabić w afekcie, co daje szanse
      na skorzystanie z usprawiedliwienia czynu nadzwyczajnymi okolicznościami.
      Wynika z tego, ze każdy z nas może być w odpowiedniej sytuacji potraktowany
      ulgowo, właściwie jak automat, który został "przeprogramowany" przez
      niezależne od niego czynniki otoczenia. Wystarczy, że pojawi się wpływ,
      który można zakwalifikować jako manipulację.

      Czy manipulujący są karani przez wymiar sprawiedliwości tak jak sprawcy, bo
      tego nie wiem?
      • kora3 Dobre pytania 11.04.10, 08:52
        grgkh napisał:

        > To takie tylko hipotetyczne rozważanie...
        >
        > Jak powinniśmy potraktować LK jeśli okzałoby się, że zmusił pilota
        do
        > lądowania w warunkach, które praktycznie nie dawały szansy na
        powodzenie
        > tej operacji?


        tym razem zadałeś ...
        z mojego puntu widzenia śp. prezydenta w takiej sytuacji, o której
        jesli nawet miała miejsce, nie mamy szans się prawdopodobnie
        dowiedzieć, nalezałoby potraktować z szacunkiem dla zmarłego i dla
        głowy państwa. Natomiasr wyciagnać wnioski na przyszłosc.


        >
        > I drugi aspekt moralny...
        >
        > Jeśli pilot dał się "przekonać łagodną perswazją" LK, którą można
        by
        > podciągnąć pod manipulację, to jaki jest "procent" winy pilota?
        >
        > Ciekawe to jest o tyle, że przecież można zabić w afekcie, co daje
        szanse
        > na skorzystanie z usprawiedliwienia czynu nadzwyczajnymi
        okolicznościami.
        > Wynika z tego, ze każdy z nas może być w odpowiedniej sytuacji
        potraktowany
        > ulgowo, właściwie jak automat, który został "przeprogramowany"
        przez
        > niezależne od niego czynniki otoczenia. Wystarczy, że pojawi się
        wpływ,
        > który można zakwalifikować jako manipulację.


        w opisanej hipotetycznej syuacji wg mojej ocny wina pilota byłaby tu
        co najmniej równa winie wywoerajacego/ wywierających nacisk. Już nie
        praca, a misja w tym przypadku kapitana statku powietrznego polega
        na tym, ze ma uczynić wszystko co potrafi, a zwykle sporo potrafii
        moze by zapewnić maksimum bezpieczeństwa pasażerom. To szczególny
        zawód, szczególna misja i szczególne osoby je wykonują. Muszą być
        odporne na stres, takze taki, że jakas wazna osoba/wazne osoby
        wywieraja na nią nacisk. W samolocie kapitan jest pierwszy po Bogu,
        a jakiekolwiek sugestoe przyjmować moze od kontroli lotów, swej
        załogi (co-pilot, nawigator, mechanik), a nie laików, choćby nie
        wiem kim byli i jaką mieli władze.

        Co do twych uwag, że kazda zla decyyzja moze byc usprawiedliwiona
        przez okolicznosci. cóż, polot jesli nie czuje się z dowolnych
        przyczyn na silach leciec po prosu NIE LECI. Ta zasada obowiązuje
        takze w lotach niepasazerskich - albowiem statk powietrzny z
        niesprawną osobą za sterami - wszystko jedno czy niesprawną
        fizycznie, czy psychicznie - jest niebezpieczny nie tylko dla załogi
        i maszyny, ale dla ludzi na ziemi, moze wszak na nich zwyczajnie
        spasc. Dlatego pilotom nawet pozapasazerskich lotów nie pozwala się
        latac, gdy sa w stanie silnego wzburzenia np. wskutek osobistych
        przezyc, takze radosnych. Piloci nie bywają mazgajami, histerykami,
        desperatam, ale sa ludźmi i podlegają emocjom. Wumagane jest, aby
        umieli nad nimi panować, albo zrezygnowac z lotu, gdy ich poziom ich
        przerasta. Wiekszosc ludzi latajacych, których znam sa to osoby b.
        spokojne, ale też b. stanowcze i b. asertywne. Do tego zawodu sa
        konieczne predyspozycje psychiczne, nie tylko wiedza i umiejetnosci
        czysto techniczne.

        >
        > Czy manipulujący są karani przez wymiar sprawiedliwości tak jak
        sprawcy, bo
        > tego nie wiem?


        Nie jestem prawnikiem, a podawac sie za takowego nie mam zamiaru smile
        ale z tego co wiem to prawo przewiduje ukaranie kogoś kto
        wykorzystując swoje mozliwosci wpływu słuzbowe, czy prywatne usiłuje
        zmusic kogoś do uczynienia czegoś złego, czy też czegoś, co moze na
        innych sprowazic zagrozenie zdrowia, albo zycia.
        O ile wiem i na logike zresztą też - wplyw takiej osoby na te, na
        która wpływ wywiera musi byc realny i na tyle silny, ze mozna mówic
        o mozliwosci podzegania, czy też zmuszania o jakiegoś czynu.
        >
        • grzespelc Re: Dobre pytania 11.04.10, 19:41
          > ale z tego co wiem to prawo przewiduje ukaranie kogoś kto
          > wykorzystując swoje mozliwosci wpływu słuzbowe, czy prywatne usiłuje
          > zmusic kogoś do uczynienia czegoś złego, czy też czegoś, co moze na
          > innych sprowazic zagrozenie zdrowia, albo zycia.
          > O ile wiem i na logike zresztą też - wplyw takiej osoby na te, na
          > która wpływ wywiera musi byc realny i na tyle silny, ze mozna mówic
          > o mozliwosci podzegania, czy też zmuszania o jakiegoś czynu.

          Rzeczywiście jest coś takiego nazywa się sprawstwo kierownicze, oczywiście nie
          zwalnia to z odpowiedzialnosci tego, kto dokonał czynu.

          Mam nadzieję, że całe to zdarzenie zostanie dokładnie wyjaśnione i zostaną
          wyciągnięte wnioski.
    • hawela Re: [*] 12.04.10, 10:15
      Oczywiście wiem, jak bardzo kruche jest ludzkie życie.
      Ale z wiekiem coraz bardziej mnie wszystko przygnębiasad

      Wielkie wyrazy współczucia dla Rodzin ofiar
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka