Dodaj do ulubionych

Gdy zdradza ksiądz

13.05.10, 16:48
Gdy zdradza ksiądz

Łamanie celibatu, pedofilia, kryptohomoseksualizm – Watykan ma rosnący problem
z aktywnością seksualną księży. Kościołowi grozi kryzys wiarygodności na
niespotykaną skalę.

Sanctitati et veritati – świętości i prawdzie – tak brzmi hasło Wydziału
Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Niewiele ponad
rok temu profesor tego wydziału Józef Baniak, wybitny socjolog religii, a przy
tym człowiek mający opinię przykładnego katolika, opowiedział gazetom o
wynikach swoich ostatnich badań. Sondaż na reprezentatywnej grupie polskich
księży wykazał, że ponad połowa chciałaby założyć rodziny, a 12 proc. żyje w
stałych związkach. W Poznaniu zawrzało. Rada Wydziału Teologicznego, w której
zasiada 22 księży profesorów, urządziła debatę „o postawie i poglądach”
Baniaka, niewiele później on sam musiał przenieść się na Wydział Nauk
Społecznych. Dlaczego? Profesor, który od 25 lat bada byłych księży, tym razem
dotknął tabu: seksualności czynnych kapłanów. Prawda musiała ustąpić miejsca
świętości.

Nie inaczej było osiem lat temu, gdy Poznaniem wstrząsnął skandal z
molestowaniem kleryków przez abp. Juliusza Paetza. Dla wielu równie wielkim
szokiem było to, co nastąpiło później: Paetz pozostał w kurii jako arcybiskup
senior, a ks. prof. Tomasz Węcławski, który doprowadził do jego ustąpienia,
musiał pożegnać się z funkcją dziekana Wydziału Teologicznego UAM. W 2007 r.
porzucił stan duchowny, rok później wystąpił także z Kościoła katolickiego.
Dziś nazywa się Tomasz Polak, ale jego kłopoty bynajmniej się nie skończyły:
we wrześniu ubiegłego roku senat UAM odmówił powołania go na kierownika
Pracowni Pytań Granicznych, którą Polak sam wcześniej stworzył. Teologowie nie
życzyli sobie, by placówką państwowej uczelni kierował jawny apostata, a co
dopiero były ksiądz, który ośmielił się jeszcze ożenić.

Kościół instytucjonalny mści się i zastrasza, bo nie chce publicznej dyskusji
na temat seksualności księży. Ale ta dyskusja już się toczy, głównie za sprawą
samych duchownych. Łamanie celibatu, kryptohomoseksualizm, wreszcie ujawniane
w kolejnych krajach afery pedofilskie – to, co do niedawna uchodziło za
wewnętrzne problemy duchowieństwa, dziś zajmuje świeckich, opinię publiczną,
władze państwowe, a niekiedy organy ścigania. Żadne z tych zjawisk nie jest
nowe, występują wśród kleru jak w każdej grupie społecznej. Nowa jest swoboda,
z jaką się o nich mówi, a w konsekwencji coraz wyraźniejsza przepaść między
teorią a praktyką celibatu i rażąca sprzeczność między restrykcyjną etyką
seksualną, jaką duchowni narzucają świeckim, a rozluźnieniem obyczajów w ich
własnych szeregach. Wierni, także w Polsce, stawiają sobie pytania.

Kryzys na tle seksualności duchownych godzi w filary Kościoła
instytucjonalnego. W formację, bo podważa system kształcenia księży oparty na
represji popędu seksualnego i obietnicy wywyższenia kapłana ponad wiernych. W
hierarchię, bo kwestionuje racjonalność celibatu, na którym opiera się władza
biskupów nad księżmi. W doktrynę, bo pokazuje, że nauczanie Kościoła nie
ogarnia ludzkiej seksualności, co widać najlepiej w zmaganiach Watykanu z
homoseksualizmem księży. Wreszcie w autorytet, bo w sprawie pedofilii władze
kościelne, z papieżem na czele, stanęły po stronie sprawców zamiast ofiar.
Kościół instytucjonalny wszedł w głęboki kryzys wiarygodności, za który płaci
dziś uczciwa większość księży – na każdego kapłana pada dziś podejrzenie, że i
on mógł w przeszłości tuszować przestępstwa seksualne na nieletnich.

Plastyczny kleryk

Do polskich seminariów diecezjalnych zgłosiło się w ubiegłym roku 687
kandydatów na księży. To 40 proc. mniej niż przed pięcioma laty, choć pod
względem powołań Polska wciąż plasuje się w europejskiej czołówce. Na różnych
latach studiuje 3732 kleryków, kolejnych 1630 w seminariach zakonnych. Z tych,
którzy rozpoczęli naukę w ubiegłym roku, około połowa nie dotrwa do święceń
kapłańskich, pozostali podczas sześcioletnich studiów nauczą się wszystkiego,
co będzie im potrzebne w zawodzie księdza: filozofii, teologii, historii
Kościoła, psychologii, a także liturgii, przemawiania, pisania kazań, śpiewu,
spowiadania i prowadzenia parafii. Równolegle będą rozeznawać powołanie
kapłańskie i pogłębiać wiarę pod okiem ojców duchownych i spowiedników. Rozwój
duchowy i intelektualny – to dwa główne wymiary kształcenia seminaryjnego.

Ale oprócz powołania i umysłu alumn przynosi do seminarium także swoją
cielesność, w tym seksualność – w wypadku dziewiętnastolatka rzadko dojrzałą,
najczęściej niezintegrowaną z innymi wymiarami osobowości. Dlatego wszyscy
klerycy przechodzą na wejściu badania psychologiczne. – Ich celem jest
wykrycie psychopatologii i ewentualnych deficytów rozwojowych – mówi ks. Jacek
Prusak, jezuita i psychoterapeuta. – Jeśli patologie są na poziomie
chorobowym, kandydat nie jest przyjmowany. Jeśli ma deficyty, powstaje
pytanie, czy w seminarium da się je wyrównać. Wyniki badań na polskich
klerykach są objęte tajemnicą, ale według różnych studiów zagranicznych,
cytowanych przez Prusaka, od 60 do 80 proc. kandydatów na księży to osoby
niedojrzałe osobowo i emocjonalnie. Reszta dzieli się mniej więcej po równo –
na ludzi w pełni dojrzałych i tych wykazujących patologie.

Niedojrzałość to jeden z powodów, dla których zagraniczne seminaria rzadko
przyjmują alumnów tuż po maturze – niektóre zakony wręcz wymagają, by
kandydaci najpierw ukończyli studia, popracowali, zebrali doświadczenia
życiowe, także osobiste. W Polsce z racji dużej liczby powołań wciąż łączy się
przygotowanie do kapłaństwa ze studiami – w czasach PRL możliwość zdobycia
wykształcenia była dodatkowym motorem powołań. Dziś diecezje często wysyłają
kleryków na wydział teologiczny miejscowego uniwersytetu, a samo seminarium
jest przede wszystkim miejscem formacji – zajmuje się nie tyle kształceniem,
ile kształtowaniem osobowości przyszłych kadr kościelnych. A tutaj wiek
odgrywa kluczową rolę. – Jeśli ktoś ma 25 lat, to już nie jest tak plastyczny
– wyjaśnia ks. prof. Grzegorz Ryś, rektor Wyższego Seminarium Duchownego w
Krakowie.

Kleryków obowiązują ścisłe nakazy obyczajowe. Od wstąpienia do seminarium nie
wolno uprawiać seksu, po święceniach diakońskich na piątym roku niedozwolona
jest także masturbacja. W pierwszych dwóch latach przełożeni wykazują większą
wyrozumiałość – jeśli alumn zgrzeszył przeciw czystości, ale rokuje dobrze na
innych polach, mogą dać mu drugą szansę, niekiedy kierują na urlop pastoralny.
Od diakona wymaga się już takiej samej wstrzemięźliwości jak od kapłana, a
spowiednik, któremu wyzna akt seksualny, ma obowiązek nakazać mu wystąpienie z
seminarium. Jeśli diakon to zignoruje lub zatai sam grzech, późniejsze
święcenia mogą być nieważne. – Do kapłaństwa w Kościele rzymskim może
aspirować tylko ten, kto odkrył w sobie charyzmat celibatu – mówi ks. Ryś.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Gdy zdradza ksiądz 13.05.10, 16:49
      Według Kościoła, celibat nie jest bowiem zakazem, tylko darem Ducha Św. Jezus
      wprawdzie o nim nie wspomniał, a wszyscy apostołowie poza Janem byli żonaci,
      mimo to dzisiejszy Kościół wymaga od księży, by dobrowolnie wyrzekali się
      małżeństwa i seksu, a potem się z tego cieszyli, traktując tę decyzję jako dowód
      swojego oddania Bogu. – Miarą tego, że kleryk odkrył celibat jako dar, jest to,
      że potrafi za niego dziękować – wyjaśnia Ryś. Brzmi pięknie, ale teologizacja
      celibatu maskuje jego opresyjny charakter. Kleryk ma odnaleźć w sobie łaskę od
      Boga, czytaj: jeśli nie zapanuje nas swoim popędem, nie nadaje się na kapłana.
      Co gorsza, z tym wyzwaniem zostaje najczęściej sam i w praktyce kończy się na
      tym, że tłumi popęd albo wypiera całą swoją seksualność. – Do celibatu trzeba
      nauczyć się żyć. A tego nie nauczy samo seminarium – mówi Prusak.

      Modlitwa i cnota

      W sześcioletnim programie nauczania klerycy nie mają żadnych zajęć na temat
      przeżywania seksualności w warunkach celibatu. Na ostatnim roku przez jeden
      semestr uczą się tzw. medycyny pastoralnej, ale jak sama nazwa wskazuje,
      przedmiot ma pomagać w duszpasterstwie, więc wykłady na temat seksualności
      skupiają się na problemach wiernych. Nawet gdyby dotyczyły księży, na pomoc jest
      już za późno – kto zaszedł tak daleko, nauczył się już tłumić popęd i radzi
      sobie z celibatem zapewne najlepiej w całym swoim życiu kapłańskim. Na
      pragnienia cielesne klerycy dostają jedną praktyczną radę: modlitwę. Dzięki niej
      powołanie ma zostać rozniecone, a pożądanie wygaszone. – Językiem artykulacji
      popędu staje się obyczaj religijny, sam kleryk ma przez sześć lat stać się
      aseksualny – mówi Tadeusz Bartoś, były dominikanin, dziś profesor Akademii
      Humanistycznej w Pułtusku.

      Kłopoty zaczynają się po święceniach. Po rygorach seminarium młodzi księża
      diecezjalni trafiają do parafii, gdzie cieszą się znaczną swobodą osobistą.
      Wracają też do świata świeckich, gdzie granice między kapłaństwem a laikatem
      bywają zatarte, a ksiądz jest nieustannie konfrontowany ze swoim wyborem, w tym
      także z decyzją o bezżeństwie. Dla zakonników sytuacja jest nieco prostsza:
      wspólnota klasztorna przypomina tę z seminarium, świat świeckich zostaje za
      murem. Dla obu grup silnym nowym przeżyciem jest samotność, której nie było w
      seminarium. Według badań prof. Józefa Baniaka, połowa polskich księży przeżywa
      kryzys tożsamości kapłańskiej, a przebudzenie wypartej lub stłumionej wcześniej
      seksualności odgrywa w nim istotną rolę.

      Księża lubią mówić, że złamanie celibatu oznacza tak naprawdę słabość wiary –
      jakby seks duchownych wynikał z niedostatku powołania i nie miał związku z samym
      celibatem. Badania prof. Baniaka wywołały burzę, bo zadają kłam tej tezie.
      Owszem, jako wiodące źródło swoich kryzysów kapłańskich księża podają przyczyny
      religijno-kościelne – na czele z zaniedbywaniem spowiedzi (73,3 proc. wskazań)
      oraz modlitwy i brewiarza (68,4 proc.). Ale niemal równie ważne są przyczyny
      świeckie, wśród których siedem najczęściej wymienianych ma związek z celibatem.
      Są to: trwałe relacje seksualne z kobietami (79,1 proc.), trwałe więzi uczuciowe
      (74,4 proc.), chęć posiadania rodziny (70,4 proc.), chęć posiadania dzieci (67,2
      proc.), brak uzdolnień do celibatu (64,8 proc.), niechęć do niego (63,9 proc.),
      wreszcie lęk przed samotnością (63,7 proc.).

      Trud życia w celibacie obnaża niedojrzałość psychoseksualną. – Ksiądz o
      skonsolidowanej osobowości wie, jak ma się odnosić do kobiet i mężczyzn, nie
      zakłada kółek modlitewnych z myślą o gratyfikacji własnych potrzeb – mówi ks.
      Prusak. Sami kapłani uważają, że zbyt bliskie kontakty ze świeckimi są
      ryzykowne; „kto stroni od braci, ten cnotę traci” – głosi księżowskie
      powiedzenie. Obok wyjściowej dojrzałości na zdolność do trwania w bezżeństwie
      wpływa także rozwój osobowości już w czasie posługi. Bywa, że ksiądz szczerze i
      dojrzale wybrał celibat, ale z czasem z niego wyrasta. Na zrzucenie sutanny lub
      habitu nie decydują się wcale najbardziej grzeszni, tylko najbardziej
      samodzielni spośród księży – z tej perspektywy widać najlepiej, jak obowiązkowy
      celibat hamuje rozwój osobowości księży, a potem skłania do trwania w obłudzie.

      CDN...
      • diabollo Re: Gdy zdradza ksiądz 13.05.10, 16:50
        Pani na plebanii

        Według oficjalnych danych, szeregi polskiego duchowieństwa opuszcza ok. 70
        księży rocznie. Nieoficjalnie – dwa, trzy razy więcej. Na każdy głośny
        przypadek, o którym słyszeliśmy w ostatnich latach, przypada kilkadziesiąt
        odejść cichych. Te głośne są motywowane konfliktami z władzą kościelną lub
        wewnętrznym sprzeciwem wobec nauczania Kościoła, ale po fakcie okazuje się
        często, że w tle był także związek z kobietą. W przypadku odejść cichych mało
        kto sięga po argumenty filozoficzno-teologiczne – pod bramą klasztoru lub
        parafii czeka narzeczona, poczęcie dziecka przyspiesza często decyzję o
        wystąpieniu. W obu grupach trafiają się oczywiście księża, którzy podejmują ten
        krok z przyczyn niezwiązanych z celibatem – bo nie znajdują dla siebie miejsca w
        Kościele instytucjonalnym lub stracili powołanie.

        Większość księży łamiących celibat pozostaje jednak w Kościele. Jedni próbują
        odnowić swoje śluby lub przyrzeczenia czystości, nieraz z dobrym skutkiem, inni
        z rozmysłem lub z bezsilności prowadzą podwójne życie. W małych miejscowościach
        częstym zjawiskiem są półjawne konkubinaty księży z gospodyniami albo samotnymi
        parafiankami. Miejscowi o tych związkach zwykle wiedzą, ale dopóki proboszcz czy
        wikary jest ceniony jako duszpasterz, może robić, co chce – wierni będą
        tolerować, niekiedy nawet aprobować jego zachowanie, a biskup przymknie oko,
        jeśli ksiądz jest dyskretny i nie gorszy wiernych. W dużych miastach o
        prywatność jest znacznie łatwiej. Według respondentów prof. Baniaka, 12 proc.
        polskich księży żyje w stałych związkach, a 30 proc. samych sondowanych
        przyznało się do przelotnych kontaktów seksualnych.

        Co na to Kościół? Nic. Po święceniach księdzu nie grozi już usunięcie ze stanu
        duchownego, biskup lub prowincjał może go za karę najwyżej przenieść, by oddalić
        od kobiety. Z grzechu przeciw czystości kapłan może się wyspowiadać – księża
        lubią porównywać go do zdrady małżeńskiej, powszechnej przecież wśród świeckich.
        Kościół ma też sprawdzone sposoby radzenia sobie ze skutkami „zdrad”
        kapłańskich. Jeśli ksiądz spłodzi dziecko, biskup radzi często: płacić alimenty,
        ojcostwa nie uznawać. Zakony mają w budżetach wydzielone fundusze na utrzymanie
        potomstwa współbraci. Wszystko po to, by ułatwić księdzu decyzję o pozostaniu, a
        tym samym uniknąć ewentualnej szkody dla wizerunku kleru. Kościół nazywa to
        górnolotnie „ratowaniem kapłaństwa”, choć świeckiego w podobnej sytuacji
        nakłaniałby do szybkiego ślubu.



        Księga Gomory

        Z homoseksualizmem księży Kościół boryka się dłużej, niż istnieje celibat.
        Kontakty płciowe między mężczyznami piętnują już penitencjały staroirlandzkie, a
        w XI w. św. Piotr Damian pisze „Liber Gomorrhianus”, traktat moralny przeciw
        homoseksualizmowi duchownych. W dziele tym, adresowanym do papieża,
        charyzmatyczny zakonnik z Italii wylicza po kolei różne rodzaje stosunków, do
        każdego podając odpowiednią karę. Leon IX zaleceń nie przyjął, jak się
        przypuszcza dlatego, że „grzech przeciw naturze” był już wśród kleru zbyt
        powszechny. Wskazuje na to list św. Anzelma z Canterbury, który po ogłoszeniu w
        1102 r. ciężkich sankcji dla księży współżyjących z mężczyznami kazał
        spowiednikom nakładać je z umiarem, bo „mało kto się tego grzechu wstydzi”. Sam
        Anzelm zasłynie z na wpół miłosnych listów do diakonów.

        Dziś osoby nieżyczliwe Kościołowi mówią, że jest on największą organizacją
        gejowską na świecie. Pogląd ten można by obalić, gdyby Kościół zechciał ujawnić
        choćby zbiorcze wyniki badań na klerykach – tyle że odsetek gejów wśród księży
        dla wielu i tak byłby nie do przyjęcia. Poza tym obnażyłby hipokryzję Kościoła w
        walce z homoseksualizmem. Z braku całościowych statystyk jesteśmy zdani na
        wycinkowe badania socjologów i szacunki psychologów. Richard Sipe, były
        benedyktyn i terapeuta duchownych z 30-letnim doświadczeniem, szacuje odsetek
        gejów wśród amerykańskich księży na 30 proc., wśród biskupów na 50 proc. W
        Polsce o szacunki pokusił się tylko prof. Baniak, który mówi o 20–30 proc. Nawet
        u nas nadreprezentacja jest więc wysoka, zważywszy, że odsetek osób orientacji
        homoseksualnej w społeczeństwie ocenia się na 2–3 proc.

        Zakaz wyświęcania kobiet w połączeniu z obowiązkowym celibatem stworzył
        społeczność, która w naturalny sposób przyciąga gejów. Nie chodzi o banalną
        obietnicę życia wśród mężczyzn, raczej o drogę życiową, która pozwoli stłamsić
        odrzucaną seksualność. Dla wierzącego homoseksualisty, który słyszy, że
        spełnienie jego pragnień jest grzechem, celibat może wydawać się najlepszym
        sposobem na „zagospodarowanie” swojej orientacji albo związanej z nią
        niepewności. Dwuznaczną rolę odgrywają tu grupy ministranckie. – Dla
        homoseksualnej młodzieży całkowicie męskie środowisko może stanowić atrakcyjne
        miejsce, a wstąpienie do seminarium wydawać się naturalnym następstwem – mówi
        Bartoś. Nie oznacza to, że powołanie tych kleryków jest nieszczere, ale bywa
        podszyte lękiem przed własną tożsamością seksualną.

        Gej w krypcie

        Księża geje przyrzekają celibat tak samo jak heterycy i podobnie jak oni
        niekiedy go łamią. Tu zaczynają się jednak różnice: ponieważ seks między
        mężczyznami jest w Kościele tak silnie piętnowany, księża uprawiają go w
        głębokiej konspiracji, często we własnym gronie. W rezultacie, jeśli cokolwiek
        wychodzi na jaw, to przypadki skandalizujące – jak zdjęcia z austriackiego
        seminarium Sankt Pölten, na których przełożeni całowali się z klerykami, czy
        wynurzenia prałata watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa, któremu włoska
        telewizja podstawiła męską prostytutkę. Wstyd i zakłamanie sprzyjają kulturze
        tuszowania kompromitujących sytuacji, szantażom i chorym zależnościom w łonie
        hierarchii kościelnej, czego ilustracją był choćby finał sprawy Paetza. –
        Problemem jest kryptohomoseksualizm księży, okłamywanie samych siebie i
        otoczenia – mówi ks. Prusak.

        Według Sipe’a, wewnętrzna kultura kleru sprzyja też tzw. homoseksualizmowi
        sytuacyjnemu. – Bywa, że młody mężczyzna, często z żarliwym powołaniem, trafia w
        środowisko praktykujące homoseksualizm i sam w niego popada, choć jest
        heteroseksualistą – mówi amerykański terapeuta. – Podobne zjawisko obserwuje się
        w więzieniach i w armii. To wszystko nie oznacza bynajmniej, że księża geje są
        bardziej rozwiąźli – według badań amerykańskich, odsetek homoseksualistów,
        którzy łamią celibat, jest taki sam jak u heteroseksualistów i wynosi ok. 20
        proc. U niektórych jedyną formą aktywności jest homoerotyzm, zapatrzenie w
        innych mężczyzn, np. braci zakonnych, w najlepszym razie platoniczny związek,
        wyrażający się poufałą przyjaźnią. Wielu przestrzega celibatu w całej
        rozciągłości. Nie zmienia to faktu, że odsetek gejów wśród kleryków rośnie.

        CDN...
        • diabollo Re: Gdy zdradza ksiądz 13.05.10, 16:51
          Tendencje i lęki

          To jeden z powodów, dla których w 2005 r. Kongregacja ds. Wychowania
          Katolickiego wydała specjalną instrukcję, nakazującą usuwać z seminariów osoby z
          „głęboko zakorzenionymi tendencjami homoseksualnymi”, a te z „lękami
          homoseksualnymi” kierować na terapię i również usuwać, jeśli lęki nie ustąpią w
          ciągu dwóch lat. Kościół potwierdził tym samym, że nie uznaje homoseksualizmu za
          możliwą orientację dojrzałego człowieka, a jedynie za niewłaściwą ścieżkę
          rozwoju heteroseksualnego, z której można zawrócić na jasny szlak ku małżeństwu
          lub kapłaństwu. Stanowisko to pokazuje bezradność doktrynalną Kościoła wobec
          ludzkiej seksualności: zamiast rewidować nauczanie w obliczu ustaleń nauki,
          Watykan dyskryminuje kandydatów na księży, a wyświęconych gejów spycha w jeszcze
          głębsze podziemie, utrwalając zakłamanie i wynikające z niego patologie.

          Stopień ignorancji Watykanu w dziedzinie seksuologii ilustruje fakt, że zakaz
          przyjmowania gejów do seminariów miał być remedium na pedofilię duchownych. Od
          dekady Kościołem wstrząsają doniesienia o rozpowszechnionym, seryjnym
          wykorzystywaniu dzieci przez księży. Chronologia ujawniania skandali odpowiada
          pozycji Kościoła w poszczególnych krajach: zaczęło się w 2002 r. od purytańskiej
          Ameryki, gdzie katolicyzm jest mniejszościowym wyznaniem, dalej była katolicka,
          ale też anglosaska Irlandia, dziś ujawniają się ofiary w protestanckich
          Niemczech. Wyjąwszy pojedyncze przypadki, kryzys omija dotychczas tradycyjne
          bastiony Kościoła jak Włochy czy Hiszpania – mimo że od wieków działają tam
          szkoły katolickie, główne miejsce popełniania przestępstw na nieletnich, jak
          wynika z dotychczas ujawnionych skandali. Wybuch kolejnych jest zatem tylko
          kwestią czasu.

          Skala już znanych jest zatrważająca. Tylko w USA w latach 1950–2002 diecezjom
          zgłoszono 10 667 przypadków wykorzystywania dzieci przez księży. W Irlandii,
          gdzie państwo i Kościół zawarły zbiorową ugodę z ofiarami, wypłacono
          odszkodowania 12 tys. osób. W Niemczech w ciągu dwóch miesięcy ujawniło się już
          250 ofiar, w Holandii – 200, w Szwajcarii – 60, w Belgii – 30. Wszystkie mówią o
          tym samym: gwałtach, masturbowaniu, zmuszaniu do masturbacji, seksu oralnego i
          analnego. Większość zgłoszeń dotyczy przestępstw sprzed 20–30 lat – tyle czasu
          zajęło ofiarom uporanie się z traumą, przełamanie poczucia wstydu i winy
          zaszczepionej przez księży, wreszcie przedarcie się do organów ścigania
          nieskorych do zadzierania z Kościołem. Często tylko po to, by usłyszeć od
          prokuratora, że sprawa uległa przedawnieniu albo sprawca od kilku lat nie żyje.

          Pedofilii nie dopuszczają się siwi, niedołężni księża, których kojarzymy ze
          skandalami w Bostonie czy Dublinie. Molestowali jako młodzi wikariusze krótko po
          seminarium – w Stanach większość sprawców zaczynała krzywdzić w ciągu pięciu lat
          od święceń. 80 proc. amerykańskich ofiar to chłopcy – ale nie dlatego, że
          pedofile byli homoseksualni, jak chce Kościół, tylko dlatego, że do chłopców
          mieli ułatwiony dostęp i większą pewność, że będą oni milczeli ze wstydu.
          Pedofilia nie jest następstwem homoseksualizmu. Jej przyczyną jest zatrzymanie
          lub regres w rozwoju psychoseksualnym, który powoduje, że sprawca nie wykształca
          orientacji hetero- lub homoseksualnej. W kontaktach z dorosłymi może mieć
          preferencję dla mężczyzn lub kobiet – jak ks. Marcial Maciel Degollado,
          założyciel zakonu Legion Chrystusa, który gwałcił chłopców, żyjąc jednocześnie w
          konkubinatach z kobietami i płodząc z nimi dzieci.



          Grzech zaniechania

          Winą Kościoła nie jest to, że wśród księży znaleźli się pedofile (w USA ich
          odsetek jest niższy niż wśród nauczycieli), ale fakt, że hierarchia świadomie i
          metodycznie ukrywała ich działalność. Biskupi na całym świecie nie tylko nie
          zgłaszali przypadków molestowania na policję, ale rutynowo przenosili pedofilów
          z parafii do parafii, nie dbając nawet o to, by nie mieli styczności z dziećmi.
          Zaniechanie jest tym większe, że Kościół miał narzędzia, by rozprawić się z
          problemem. Księża podlegają sądom kościelnym, prawo kanoniczne zna przestępstwa
          seksualne na nieletnich, a zamiast więzień papież ma klasztory, do których może
          zsyłać grzeszników na dożywotnią pokutę – Benedykt XVI zrobił tak z ks.
          Macielem. Ale w ogromnej większości spraw nie wszczynano nawet procesów, zamiast
          tego kierując sprawców na terapię. A potem z powrotem do duszpasterstwa.

          Priorytetem Kościoła nie było bowiem ukaranie winnych, tylko uniknięcie
          skandalu. Już w 1962 r. Watykan wydał tajną instrukcję „Crimen Sollicitationis”
          na temat postępowania z księżmi, którzy nakłaniali do seksu podczas sakramentu
          spowiedzi. Obok wyliczenia niezbędnych procedur dokument nakazuje objąć całe
          dochodzenie diecezjalne tzw. tajemnicą Świętego Officium, której złamanie grozi
          automatyczną ekskomuniką. W 2001 r. tamtą instrukcję uzupełniła nowa, „De
          delictis gravioribus”, wymagająca od biskupów, by sprawy o molestowanie
          przekazywali bezpośrednio do Kongregacji Nauki Wiary – tak zarządził jej
          ówczesny prefekt kard. Joseph Ratzinger. Wymogów tajności dopełniono w całej
          rozciągłości, za to w wydalaniu księży Watykan był nad wyraz powściągliwy i
          łaskawy nawet dla zatwardziałych pedofilów. Także za pontyfikatu Jana Pawła II.

          CDN...
          • diabollo Re: Gdy zdradza ksiądz 13.05.10, 16:51
            Jeszcze w 1996 r. do biura Ratzingera trafiły dwa listy arcybiskupa Milwaukee w
            sprawie ks. Lawrence’a Murphy’ego, który w latach 60. i 70. wykorzystał co
            najmniej 34 chłopców w szkole dla głuchoniemych w Wisconsin. Kardynał na listy
            nie odpowiedział. Arcybiskup wszczął proces, ale w 1998 r. Kongregacja zaleciła,
            by postępowanie umorzyć i nie usuwać Murphy’ego ze stanu duchownego. Na 3 tys.
            spraw, jakie spłynęły do Watykanu od 2001 r., aż 60 proc. zakończyło się w
            podobny sposób. Tylko w 20 proc. przypadków wszczęto procesy, w 10 proc. papież
            osobiście wydalił sprawcę ze stanu duchownego, w pozostałych 10 z kapłaństwa
            zrezygnował sam oskarżony. Pod koniec kwietnia jedna z ofiar Murphy’ego złożyła
            w amerykańskim sądzie pozew przeciwko Benedyktowi XVI, inne chcą, by zeznawał na
            procesach jako świadek.

            Benedykta XVI chroni immunitet dyplomatyczny głowy państwa Watykan, ale nic nie
            zwalnia go z moralnej odpowiedzialności za tuszowanie pedofilii. Świeccy zostali
            zgorszeni najpierw postępowaniem sprawców, potem postawą hierarchów z papieżem
            na czele, niezdolnych do elementarnej empatii dla ofiar i refleksji nad własną
            rolą w skandalu. Sam Ratzinger zawiódł podwójnie: jako urzędnik kurii rzymskiej,
            odpowiedzialny za wyjaśnienie afer, i jako przywódca Kościoła instytucjonalnego,
            tak bardzo dotknięty oskarżeniami pod swoim adresem, że niezdolny do
            zaprowadzenia porządku we własnym domu. Podczas wizyty na Malcie Benedykt XVI
            spotkał się z ofiarami pedofilii duchownych, ale opinia publiczna oczekuje
            czegoś więcej niż wspólnej modlitwy z pokrzywdzonymi i wezwania Kościoła do
            pokuty – ujawnienia wszystkich starych i nowych przypadków pedofilii.

            Nawet naprawa krzywd nie rozwiąże jednak zasadniczego problemu, przed którym
            stoi dziś papież: co zrobić z seksualnością duchownych? Tak jak nie da się
            dłużej udawać, że wśród księży nie było pedofilów, tak też nie sposób trwać w
            obłudzie na temat celibatu duchownych ani twierdzić, że w Kościele nie ma gejów.
            Księża mają popęd seksualny, wielu go zaspokaja, a wypieranie tego pierwszego i
            zakazywanie drugiego jest nie tylko krzywdzące dla kapłanów, ale także
            niebezpieczne dla samego Kościoła. Pojmowanie seksualności w kategoriach grzechu
            i domniemanie, że można ją kontrolować za pomocą modlitwy i zakazów, uczyniło z
            Kościoła instytucję obsesyjnie skupioną na seksie. Świeccy od tej obsesji już
            się uwolnili, ale teraz mści się ona na duchownych, a konsekwencją mnożących się
            skandali jest brutalna desakralizacja kapłaństwa i gwałtowny spadek zaufania do
            Kościoła.

            Wielu powie, że Kościół przechodził już nie takie kryzysy, a bywały okresy,
            kiedy rozwiązłość kleru sięgała apartamentów papieskich. To prawda, ale jeszcze
            nigdy samoświadomość laikatu nie była tak wysoka, a władza świecka nie miała tak
            mocnych argumentów, by wpływać na Kościół z zewnątrz. To ona robi dziś porządek
            w Kościele instytucjonalnym, publikując raporty z nadużyć w irlandzkich
            diecezjach, przeczesując niemieckie klasztory w poszukiwaniu dziecięcej
            pornografii czy rekwirując grunty amerykańskich diecezji na poczet odszkodowań
            dla ofiar molestowania. Połączona presja opinii publicznej i rządów zmusza
            papieża do przyjmowania dymisji biskupich, które w innych warunkach być może by
            odrzucił – Waltera Mixy z Augsburga, pierwszego niemieckiego biskupa mianowanego
            przez Benedykta XVI, który jako ksiądz parafialny bił dzieci z sierocińca, czy
            Rogera Vangheluwe z Brugii, który przyznał się do molestowania chłopca.

            Reformacja kobiet

            Co dalej? Zniesienie obowiązkowego celibatu księży brzmiałoby mądrze, gdyby było
            wykonalne. A nie jest, bo na bezżeństwie opiera się władza kościelna – nie bez
            powodu jego największymi zwolennikami są hierarchowie. Jak wskazuje prof.
            Baniak, mają po temu co najmniej trzy powody. Po pierwsze, instytucjonalny:
            księży z rodzinami nie można by już arbitralnie przenosić z parafii do parafii,
            co pozwala biskupom zarządzać diecezjami i dyscyplinować księży. Po drugie,
            finansowy: dopuszczenie małżeństw księży znacząco podniosłoby koszty ich
            utrzymania i zmusiło Kościół do wypłacania stałych pensji. Jest jeszcze trzeci
            powód, doktrynalny: jeśli Watykan zniósłby obowiązkowy celibat, z czasem
            musiałby zrewidować poglądy na seksualność człowieka, a przecież na tym polu
            toczy dziś największe batalie moralne. Wszystko razem zakrawałoby na drugą
            reformację.

            Tymczasem w Watykanie nie ma nawet klimatu do zwołania soboru. Króluje
            mentalność oblężonej twierdzy, przekonanie, że hierarchia musi bronić status
            quo, a kryzys wystarczy przeczekać. Gesty papieża zdają się wymuszone, kroki
            prawne i decyzje personalne spóźnione co najmniej o kilka lat. Za Benedykta XVI
            do przełomu nie dojdzie – będziemy raczej świadkami gwałtownej laicyzacji
            świeckich i nowej fali odejść ze stanu kapłańskiego.

            Najwyraźniej tak głęboki kryzys jest konieczny, by Kościół instytucjonalny
            zebrał siły do wewnętrznej odnowy. Kluczem do niej nie jest jednak samo
            zniesienie celibatu, lecz dopuszczenie do kapłaństwa kobiet – tylko one mogą
            przełamać paternalizm władzy kościelnej, mafijną solidarność hierarchów i
            zinstytucjonalizowaną pogardę dla świeckich, która pozwoliła na tak absurdalny
            krok, jak tuszowanie pedofilii księży dla dobra Kościoła.

            CDN...
            • diabollo Re: Gdy zdradza ksiądz 13.05.10, 16:54
              Kobiety i kryzys

              Świeckie przyczyny kryzysu tożsamości kapłańskiej polskich księży (w proc.
              wskazań, można było wskazać kilka przyczyn)
              Trwałe stosunki seksualne z kobietami 79,1
              Trwałe więzi uczuciowe z kobietami 74,4
              Chęć posiadania rodziny 70,4
              Chęć posiadania dzieci 67,2
              Brak uzdolnień do celibatu 64,8
              Lęk przed samotnością 63,7
              Alkoholizm i pijaństwo 63,4
              Wygodnictwo życiowe 63,2
              Laicki styl życia 62,2
              Poczucie bezsensu życia 60,5
              Homoseksualizm księży 58,4

              Źródło: Józef Baniak, "Źródła i przyczyny kryzysu tożsamości kapłańskiej księży
              rzymskokatolickich w Polsce", 2009 r.

              Geje w sutannach

              Szacowany odsetek homoseksualistów wśród księży
              USA 30–50 proc.
              Polska 20–30 proc.

              www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1505562,1,debata-ksiadz-powolanie-i-seks.read

              I jeszcze kilka linków:

              www.polityka.pl/spoleczenstwo/reportaze/295201,1,pedofilia-w-kosciele.read?backTo=http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1505562,1,debata-ksiadz-powolanie-i-seks.read

              www.polityka.pl/swiat/analizy/1504206,1,sekskandale-w-kosciele.read?backTo=http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1505562,1,debata-ksiadz-powolanie-i-seks.read

    • diabollo Mój biblijny komentarz... 13.05.10, 17:44
      ..."kto mieczem wojuje od miecza ginie".

      Kościół od dwóch tysięcy lat obwąchuje majtki ludziom, dzisiaj opinia publiczna
      zaczęła obwąchiwać gacie kleru.

      Kłaniam się nisko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka