diabollo
13.05.10, 16:48
Gdy zdradza ksiądz
Łamanie celibatu, pedofilia, kryptohomoseksualizm – Watykan ma rosnący problem
z aktywnością seksualną księży. Kościołowi grozi kryzys wiarygodności na
niespotykaną skalę.
Sanctitati et veritati – świętości i prawdzie – tak brzmi hasło Wydziału
Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Niewiele ponad
rok temu profesor tego wydziału Józef Baniak, wybitny socjolog religii, a przy
tym człowiek mający opinię przykładnego katolika, opowiedział gazetom o
wynikach swoich ostatnich badań. Sondaż na reprezentatywnej grupie polskich
księży wykazał, że ponad połowa chciałaby założyć rodziny, a 12 proc. żyje w
stałych związkach. W Poznaniu zawrzało. Rada Wydziału Teologicznego, w której
zasiada 22 księży profesorów, urządziła debatę „o postawie i poglądach”
Baniaka, niewiele później on sam musiał przenieść się na Wydział Nauk
Społecznych. Dlaczego? Profesor, który od 25 lat bada byłych księży, tym razem
dotknął tabu: seksualności czynnych kapłanów. Prawda musiała ustąpić miejsca
świętości.
Nie inaczej było osiem lat temu, gdy Poznaniem wstrząsnął skandal z
molestowaniem kleryków przez abp. Juliusza Paetza. Dla wielu równie wielkim
szokiem było to, co nastąpiło później: Paetz pozostał w kurii jako arcybiskup
senior, a ks. prof. Tomasz Węcławski, który doprowadził do jego ustąpienia,
musiał pożegnać się z funkcją dziekana Wydziału Teologicznego UAM. W 2007 r.
porzucił stan duchowny, rok później wystąpił także z Kościoła katolickiego.
Dziś nazywa się Tomasz Polak, ale jego kłopoty bynajmniej się nie skończyły:
we wrześniu ubiegłego roku senat UAM odmówił powołania go na kierownika
Pracowni Pytań Granicznych, którą Polak sam wcześniej stworzył. Teologowie nie
życzyli sobie, by placówką państwowej uczelni kierował jawny apostata, a co
dopiero były ksiądz, który ośmielił się jeszcze ożenić.
Kościół instytucjonalny mści się i zastrasza, bo nie chce publicznej dyskusji
na temat seksualności księży. Ale ta dyskusja już się toczy, głównie za sprawą
samych duchownych. Łamanie celibatu, kryptohomoseksualizm, wreszcie ujawniane
w kolejnych krajach afery pedofilskie – to, co do niedawna uchodziło za
wewnętrzne problemy duchowieństwa, dziś zajmuje świeckich, opinię publiczną,
władze państwowe, a niekiedy organy ścigania. Żadne z tych zjawisk nie jest
nowe, występują wśród kleru jak w każdej grupie społecznej. Nowa jest swoboda,
z jaką się o nich mówi, a w konsekwencji coraz wyraźniejsza przepaść między
teorią a praktyką celibatu i rażąca sprzeczność między restrykcyjną etyką
seksualną, jaką duchowni narzucają świeckim, a rozluźnieniem obyczajów w ich
własnych szeregach. Wierni, także w Polsce, stawiają sobie pytania.
Kryzys na tle seksualności duchownych godzi w filary Kościoła
instytucjonalnego. W formację, bo podważa system kształcenia księży oparty na
represji popędu seksualnego i obietnicy wywyższenia kapłana ponad wiernych. W
hierarchię, bo kwestionuje racjonalność celibatu, na którym opiera się władza
biskupów nad księżmi. W doktrynę, bo pokazuje, że nauczanie Kościoła nie
ogarnia ludzkiej seksualności, co widać najlepiej w zmaganiach Watykanu z
homoseksualizmem księży. Wreszcie w autorytet, bo w sprawie pedofilii władze
kościelne, z papieżem na czele, stanęły po stronie sprawców zamiast ofiar.
Kościół instytucjonalny wszedł w głęboki kryzys wiarygodności, za który płaci
dziś uczciwa większość księży – na każdego kapłana pada dziś podejrzenie, że i
on mógł w przeszłości tuszować przestępstwa seksualne na nieletnich.
Plastyczny kleryk
Do polskich seminariów diecezjalnych zgłosiło się w ubiegłym roku 687
kandydatów na księży. To 40 proc. mniej niż przed pięcioma laty, choć pod
względem powołań Polska wciąż plasuje się w europejskiej czołówce. Na różnych
latach studiuje 3732 kleryków, kolejnych 1630 w seminariach zakonnych. Z tych,
którzy rozpoczęli naukę w ubiegłym roku, około połowa nie dotrwa do święceń
kapłańskich, pozostali podczas sześcioletnich studiów nauczą się wszystkiego,
co będzie im potrzebne w zawodzie księdza: filozofii, teologii, historii
Kościoła, psychologii, a także liturgii, przemawiania, pisania kazań, śpiewu,
spowiadania i prowadzenia parafii. Równolegle będą rozeznawać powołanie
kapłańskie i pogłębiać wiarę pod okiem ojców duchownych i spowiedników. Rozwój
duchowy i intelektualny – to dwa główne wymiary kształcenia seminaryjnego.
Ale oprócz powołania i umysłu alumn przynosi do seminarium także swoją
cielesność, w tym seksualność – w wypadku dziewiętnastolatka rzadko dojrzałą,
najczęściej niezintegrowaną z innymi wymiarami osobowości. Dlatego wszyscy
klerycy przechodzą na wejściu badania psychologiczne. – Ich celem jest
wykrycie psychopatologii i ewentualnych deficytów rozwojowych – mówi ks. Jacek
Prusak, jezuita i psychoterapeuta. – Jeśli patologie są na poziomie
chorobowym, kandydat nie jest przyjmowany. Jeśli ma deficyty, powstaje
pytanie, czy w seminarium da się je wyrównać. Wyniki badań na polskich
klerykach są objęte tajemnicą, ale według różnych studiów zagranicznych,
cytowanych przez Prusaka, od 60 do 80 proc. kandydatów na księży to osoby
niedojrzałe osobowo i emocjonalnie. Reszta dzieli się mniej więcej po równo –
na ludzi w pełni dojrzałych i tych wykazujących patologie.
Niedojrzałość to jeden z powodów, dla których zagraniczne seminaria rzadko
przyjmują alumnów tuż po maturze – niektóre zakony wręcz wymagają, by
kandydaci najpierw ukończyli studia, popracowali, zebrali doświadczenia
życiowe, także osobiste. W Polsce z racji dużej liczby powołań wciąż łączy się
przygotowanie do kapłaństwa ze studiami – w czasach PRL możliwość zdobycia
wykształcenia była dodatkowym motorem powołań. Dziś diecezje często wysyłają
kleryków na wydział teologiczny miejscowego uniwersytetu, a samo seminarium
jest przede wszystkim miejscem formacji – zajmuje się nie tyle kształceniem,
ile kształtowaniem osobowości przyszłych kadr kościelnych. A tutaj wiek
odgrywa kluczową rolę. – Jeśli ktoś ma 25 lat, to już nie jest tak plastyczny
– wyjaśnia ks. prof. Grzegorz Ryś, rektor Wyższego Seminarium Duchownego w
Krakowie.
Kleryków obowiązują ścisłe nakazy obyczajowe. Od wstąpienia do seminarium nie
wolno uprawiać seksu, po święceniach diakońskich na piątym roku niedozwolona
jest także masturbacja. W pierwszych dwóch latach przełożeni wykazują większą
wyrozumiałość – jeśli alumn zgrzeszył przeciw czystości, ale rokuje dobrze na
innych polach, mogą dać mu drugą szansę, niekiedy kierują na urlop pastoralny.
Od diakona wymaga się już takiej samej wstrzemięźliwości jak od kapłana, a
spowiednik, któremu wyzna akt seksualny, ma obowiązek nakazać mu wystąpienie z
seminarium. Jeśli diakon to zignoruje lub zatai sam grzech, późniejsze
święcenia mogą być nieważne. – Do kapłaństwa w Kościele rzymskim może
aspirować tylko ten, kto odkrył w sobie charyzmat celibatu – mówi ks. Ryś.
CDN...