Dodaj do ulubionych

Ludzie, literatura, polityka - gęba urazów, czyli.

24.08.10, 21:36
... pan Palikot:

Ludzie, literatura, polityka - gęba urazów

Janusz Palikot, poseł PO

Gdy się czyta "Trans-Atlantyk" i słucha ludzi pod krzyżem przed Pałacem
Prezydenckim, to aż strach bierze. Przecież były i wojna, i rewolucja
bolszewicka, stalinizm i "Solidarność". A mimo to - trwa nieustające Święto
Dziadów
Na sali sejmowej od kwietnia do sierpnia leżały zdjęcia posłów i posłanek PiS,
którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem. Zdjęcia dekorowały
biało-czerwone szarfy. Leżały na miejscach, gdzie kiedyś siedzieli ci
przedstawiciele klubu PiS, którzy zginęli w tym wypadku. Wszyscy mieliśmy
poczucie niestosowności tego faktu, ale nikt nie miał odwagi tego powiedzieć.
Nie miały tej odwagi także służby sejmowe. Coś nas wszystkich paraliżowało, i
to pomimo że podobne zdjęcia zniknęły już z ław PO, PSL, SLD - gdyż wszyscy
ponieśliśmy odpowiednie straty. Pytanie, co nas tak trzymało. Dlaczego nie
mogliśmy? Jest jakiś demon w nas silniejszy od naszej dzisiejszej polityki?

Zastanawiając się nad tym, zadałem sobie sprawę z tego, że istnieje związek
między niemocą a historią urazów. I raz jeszcze spojrzałem na podstawy
dzisiejszej polityki.

1.

Jest taka scena w "Trans-Atlantyku" Gombrowicza (wydanie "Kultury", 1957 r.,
s. 141):

„Teraz do Związku naszego Kawalerów Ostrygi należysz i Rozkazy moje masz
wypełniać, a także dbać, żeby tamci rozkazy moje należycie wypełniali.

Ucieczki, ani żadnej zdrady, nie próbuj, bo Ci Ostrogę zadadzą, a jeślibyś
choć najmniejszą chęć Zdrady, Ucieczki w którym z Towarzyszów twoich
spostrzegł, jemu masz Ostrogę wrzepić.

A jeślibyś tego zaniedbał, tobie ją wrzepią.

A jeśliby ten, kto tobie Ostrogę wsadzić ma, tego zaniechał, jemu niech inny
Ostrogę wsadzi.

Pilnuj się tedy, a i innych pilnuj i na najlżejsze Poruszenie uważaj, jeśli
nie chcesz Szpikulca doznać Bolesnego, ach, Strasznego, ach Piekielnego
Szpikulca tego diabelskiego! I , pot z czoła bladego otarłszy, ciszej powiada:
- Pofolguj mięsień, to ci wyjmę”.

Bohaterowie (Baron, Ciumkała i Pyckala, i Gombrowicz narrator) siedzą i nikt
nie ma odwagi się ruszyć, aby o zdradę lub chęć ucieczki nie być posądzonym!
Więc siedzą znieruchomiali.

Czy nie jest to istota naszej relacji z poległymi w nieudolnych powstaniach?
Relacji z naszym "rozbiorami"? I co więcej - czy nie jest to relacja między
wszystkimi bohaterami dzisiejszego świata polskiej polityki?

W tym znieruchomieniu wobec możliwego zarzutu o zdradę, o ucieczkę, o niebycie
we wspólnocie cierpienia - w tym tkwi niemoc polityki i dorobiona do tego idea
pragmatyzmu małych kroków Tuska, to znaczy brak wielkich reform, bo niosą
cierpienia, i konserwatyzm w sprawach symbolicznych jak Wawel, krzyż, pomnik
czy tablica dla Kaczyńskiego. Można w tym widzieć układ - jak to interpretował
Jarosław Kaczyński - ale to wyjątkowo trywialne i dość powierzchowne, choć
politycznie użyteczne. Idea układu jako magicznego wytłumaczenia niemocy
polskiej polityki zbankrutowała w latach 2005-07 w ramach projektu IV RP, a
ostatecznie utopiła się w nonsensach na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej.

To nie żaden układ, ale zaklęta w literaturze historia trzyma nas w uścisku i
znieruchomieniu i w strachu przed bólem. Choć szczęśliwym trafem i tak, tym
razem, Historia dba o nas jak nigdy i sypie złoto pod kopyta, używając do tego
Unii Europejskiej. A mimo wszystko my się męczymy.

I jak zawsze rozwiązanie dla naszych problemów może przyjść tylko ze strony
literatury i języka. Z tego miejsca, gdzie urodziła się nasza dzisiejsza
słabość, która była może niezbędna, aby przetrwać w obliczu historycznych
zawieruch, ale teraz, gdy jesteśmy wolni, jest naszym przekleństwem.

2.

Wszczęta przez Annę Sobecką i PiS dyskusja, czy przyszły rok powinien być
rokiem Miłosza, bo choć będziemy mieli setną rocznicę jego urodzin, to nie
wiadomo - zdaniem tej posłanki - czy to był poeta polski - pokazuje, z jakimi
demonami mamy do czynienia.

Dlaczego środowisko PiS atakuje Miłosza? Z wielu powodów. Ale istotą sprawy
jest to, że Miłosz, Gombrowicz, Brzozowski (tu niezdecydowanie), Mrożek - to
literatura odkrywania i umacniania Polaka, a nie Polski! Tak więc zajmująca
się całkiem czymś Innym niż to, co było u wszystkich pisarzy XIX wieku - nie
tylko romantyków, a i Sienkiewicza czy Żeromskiego. Jeden Prus może odstaje od
tego towarzystwa. I dlatego literatura międzywojnia, literatura w wolnej
Polsce, tak bardzo ustawiła się przeciw romantyzmowi. A wszystko, co z niej
przetrwało próbę czasu (Gombrowicz, Schulz, Witkacy, Leśmian), ukształtowało
się w opozycji do literatury o "Polsce". Stąd obsesja Sobeckiej, że Miłosz,
który należy do tego samego nurtu, nie jest poetą polskim!

Do tego dochodzi jeszcze w przypadku Miłosza fakt, że był pisarzem, który jak
żaden inny po wojnie nawiązał dialog ze współczesną mu kulturą Zachodu. Stąd
jego ogromne oddziaływanie na poezję całego świata w XX wieku, a w
szczególności Ameryki, Rosji i Irlandii. A ta współczesność to zasadnicze
odejście od wszystkiego, co było symbolem poprzedniej epoki.

Anachroniczność PiS - taka dziewiętnastowieczność - to efekt przywiązania do
dziewiętnastowiecznej literatury. To ta literatura wiąże dzisiejszą politykę,
bo to literatura jest tu podmiotem. I dlatego to wszystko, co się z
martyrologią wiąże, staje się centralną kwestią tego obozu politycznego. Jak
zawsze, gdy coś się tak nachalnie i instrumentalnie powtarza, zamienia się w
karykaturę. Tym razem - w postaci porównania katastrofy lotniczej w Smoleńsku
do ludobójstwa w Katyniu.

To dlatego bez chwili zastanowienia pochowano Kaczyńskiego na Wawelu, a
odmawiano tego Miloszowi. Gdy działa literatura, fakty się nie liczą! - a te
są oczywiste; pochowano miernego polityka, a odmówiono pochówku geniusza.

Literatura dawnych mistrzów broni swojego podwórka i nie wpuszcza Nowych
Wielkich!!!

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Ludzie, literatura, polityka - gęba urazów, c 24.08.10, 21:36
      3.

      Pamiętam inną historię sprzed lat, jeszcze daleko byłem od polityki. Rok 2001 i
      spotkanie z Ryszardem Kapuścińskim. Rozmawialiśmy o jego nowej, wówczas w
      przygotowaniu, książce "Podróże z Herodotem". Starałem się namówić pana Ryszarda
      do wydania jej w wydawnictwie słowo/obraz terytoria". I przeplatając rozmowę
      wódką i zakąską, uciekając w anegdoty i opowieści kusiłem a to luksusowym
      wydaniem, a to pomysłami promocji, a to innymi jeszcze projektami książek, a
      wreszcie i wysokim honorarium. Wszystkie te zabiegi, nieodmiennie spotykały się
      z jednym i tym samym pogodnym uśmiechem Kapuścińskiego. Zdesperowany zapytałem:
      A zatem co? Co jest dla pana najważniejsze? - Drogi panie Januszu, to jest coś,
      czego mi pan nie może zaoferować. Ani pieniądze, ani edytorskie mistrzostwo
      Stanisława Rośka [redaktora i prezesa SOT], ani pana talent marketingowy. Ja mam
      ponad sto konferencji rocznie, setki wykładów i spotkań, honoraria i tytuły;
      właśnie wróciłem z Meksyku, gdzie wręczyłem czek na 100 tys. dol. w imieniu
      pewnego towarzystwa, któremu honorowo przewodniczę. Mi dziś potrzebne jest tylko
      jedno - miejsce w literaturze.

      No i wypiliśmy jeszcze po wódce! A książka ukazała się w Znaku.

      Słuchając wówczas Kapuścińskiego, zrozumiałem demoniczną rolę literatury.
      Kapuściński już niby był nieśmiertelny, ale jeszcze wciąż się bił o nią właśnie.
      "Rząd dusz" - to jest narkotyk, ale nie tylko dla Kapuścińskiego czy Miłosza,
      ale i dla Michnika, i dla Sierakowskiego, i dla Tuska czy Kaczyńskiego.
      Dzisiejsze rządy nie mają tej siły - może to i dobrze, i jest to oznaką
      demokracji. Gorzej, jeśli polityka jest we władaniu literatury i nie potrafi się
      jej przeciwstawić. Wówczas - jak w Smoleńsku - trup ściele się gęsto.

      Innego więc wyjścia - jak zmiana kanonu lektur i większe nakłady na kulturę i
      edukację - nie ma. Doskonale i instynktownie rozumiał to Giertych, obejmując nie
      tylko Ministerstwo Edukacji, ale jeszcze próbując zmienić kanon lektur, który i
      tak jest dziś z punktu widzenia zbyt dużego wpływu romantycznej literatury. I
      nic dziwnego, że pierwsza ofiarą IV RP w historii literatury, ofiarą Giertycha,
      miał być Gombrowicz.

      4.

      Wszyscy wielcy dwudziestolecia - Witkacy, Schulz, Leśmian - byli piewcami
      ludzkiej indywidualności. Schulz - mitycznej siły wyobraźni, Leśmian - urody i
      przewrotności istnienia, Witkacy - eksperymentu z granicami siebie. I wszyscy
      oni poniekąd realizowali zamierzenia bliskie Gombrowiczowi. Ale to on właśnie
      wziął sobie na cel uwolnienie Polaka z historycznej formy polskości. Dlatego też
      to on spotkał się i spotyka z największym zacietrzewieniem polityków
      uzależnionych od tradycji romantycznej. A dziełem najbardziej prowokacyjnym był
      i jest właśnie "Trans-Atlantyk".

      Gdy się tę książkę dziś czyta i jednocześnie słucha ludzi pod krzyżem przed
      Pałacem Prezydenckim, to aż strach bierze, że nic się nie zmieniło. Że wciąż
      jest tak samo jak w dwudziestoleciu! A przecież były i wojna, i rewolucja
      bolszewicka, stalinizm i "Solidarność". A mimo to ma się wrażenie, że to nic
      innego, jak nieustające Święto Dziadów!

      Jest bowiem"Trans-Atlantyk" świadomym nawiązaniem do Adama Mickiewicza, do tej
      metafizyki, która miała uświęcić rozbiory i ofiary powstań ideą stanu idealnego
      ducha polskiego, Arkadii. Jest nawiązaniem, ale po to aby rozwiązać nasz
      stosunek z Polską, a ściślej - odwrócić relacje. Niech Polak przez siebie tworzy
      Polskę, a nie odwrotnie. Rozluźnić związanie Polaka w Polsce - oto cel tej
      literatury. I dla PiS to będzie oczywiście zadanie antypolskie.

      5.

      „Naród nie tylko was paraliżował, lecz ponadto zmuszał, abyście ten paraliż
      akceptowali jako skarb najwyższy i rzucał was na kolana przed tym, co was
      właśnie osłabiało i paczyło. Polacy! Polacy! Musicie kochać własny niedorozwój -
      oto klęska” („Trans-Atlantyk", s. 26, wprowadzenie Witolda Gombrowicza).

      Każdy, kto oglądał 3 sierpnia niemoc państwa polskiego wobec kilkunastu
      fanatyków - obrońców krzyża upamiętniającego katastrofę w Smoleńsku, ten wie,
      jaka jest siła tego paraliżu. Wystarczy przypomnieć, że przez cztery lata
      ścigano pewną artystkę za to, że powiesiła genitalia na krzyżu, a w obliczu
      ludzi bezczeszczących uczucia religijne i sam krzyż państwo znieruchomiało.
      Państwo polskie wobec pojedynczego człowieka jest twarde, a wobec literatury
      słabe. Nie chce zadzierać z językiem dominującej literatury. Wszak to romantyzm
      właśnie ukształtował związek krzyża i narodu. I to dopiero pokazuje nam, jakiego
      trzeba wysiłku, aby wymienić języki i dać szansę nowoczesności.

      Znów trzeba powiedzieć, że historia nas trochę wyręcza i proces integracji
      europejskiej za nas decyduje o rozwoju języka i przyswojeniu, choćby w
      konsekwencji, Gombrowicza. Czy jest wyjście inne niż czekać, aż procesy
      europejskie zrobią to za nas? Jest, i to dość banalne - potrzebny nam Giertych
      obywatelski, Giertych a rebours, i premier, dla którego to priorytet rządzenia.

      6. I po co Palikot? Czyli puenta

      Jak wiadomo, jak sam siebie nie pochwalisz, to kto cię pochwali? Trzymając się
      więc tej Gombrowiczowskiej reguły, wyjaśniam: taka będzie polityka, jaki jest i
      będzie naród, a to w niemałym stopniu zależy od tego, jakiej będziemy uczyć
      literatury. Moją rolą popychać to w tę Gombrowiczowską stronę za pomocą tej
      mojej poppolityki.

      Ja nie z Wami walczę, a z Mickiewiczem.

      wyborcza.pl/1,97863,8277185,Ludzie__literatura__polityka___geba_urazow.html
      • grzespelc O żesz! 25.08.10, 22:23
        Ja na kolana padłem.

        smile
        • diabollo Re: O żesz! 25.08.10, 23:15
          grzespelc napisał:

          > Ja na kolana padłem.
          >
          > smile

          Mocny tekst, prawda?
          Szkoda, że dla 95% społeczeństwa nie zrozumiały.
          Chyba do takich wniosków dochodzi pan Palikot, więc decyduje się na happening
          polityczny i błazenadę.

          Kłaniam się nisko.
          • grzespelc Re: O żesz! 26.08.10, 01:00
            > Mocny tekst, prawda?

            Nie wierzę, że sam go napisał... Ale może go niedoceniałem? Teraz już go lubię.
            A Gombrowicz to dla najważniejszy polski pisarz wszechczasów.

            Ale tak sobie myślę, że większość społeczeństwa nie czytało Mickiewicza, pomimo
            szkolnego przymusu, albo nie rozumiało, o co mu chodzi, a na lekcjach polskiego
            szkole nie uważała. Więc to chyba nie wina literatury, tylko państwowej
            propagandy i podatności zwykłego człowieka na identyfikację z grupą. Zresztą ta
            podatność dotyczy też sporej części tych bardziej wykształconych Polaków:
            pamiętam, jak u mnie w liceum większość koleżanek i kolegów pozytywnie oceniała
            np. "Quo vadis" czy jakieś inne bzdury, nawet typu "Nad Niemnem" (ja nie wiem,
            po co się to czyta w szkole...), a krytykowała "Kandyda" i właśnie Gombrowicza,
            a ściślej "Ferdydurke" (no chyba to trzeba złożyć na karb młodego wieku) A ja
            pamiętam , ze 2/3 lektur nie mogłem po prostu przebrnąć, a jak już wziąłem
            "Ferdydurke". I to przeczytałem w 2 dni. "Trans-Atlantyk" niestety nie był
            lekturą, a szkoda, bo jest genialny, i chyba lepszy niż "Ferdydurke".
    • grzespelc Ha, znalazłem! :) 26.08.10, 18:46
      http://www.google.com/url?sa=t&source=web&cd=4&ved=0CCIQFjAD&url=http%3A%2F%2Fvilo.bialystok.pl%2Fbiblioteka%2Ffile%2Flektury%2FGombrowicz_Witold_Trans_Atlantyk.pdf&ei=d5Z2TNONOJKFOOu4oeYG&usg=AFQjCNG2-UVvV0j6ilWkmefawSF9sqhaqQ&sig2=839osZ42jhCFvfOABShwxg
      • diabollo Re: Ha, znalazłem! :) 26.08.10, 19:42
        Dzięki, czcigodny Grzespelcu, to znaczy mam "Transatlantyk" jako książkę na
        półce, ale pdf wszak też się przyda!

        Najepszego i kłaniam się nnisko.
      • witekjs Re: Ha, znalazłem! :) 26.08.10, 20:02
        Dziękuję bardzo smile

        Nie czytałem, Ferdydurke oglądałem w TV.
        Jestem z tego pokolenia, które nie miało możliwości, w odpowiednim czasie poznać Gombrowicza.
        Muszę to nadrobić. Czeka mnie niemało pracy smile

        Witek

        Myślę, że pomocne będzie również i to:

        Gombrowicz, Jarzębski, Jerzy
        Jakub Beczek

        2005-03-07, ostatnia aktualizacja 2005-03-07 18:54
        Czy o Gombrowiczu można jeszcze mówić w sposób swobodny, niezobowiązująco? Okazuje się, że tak. Dowodem monografia autorstwa Jerzego Jarzębskiego

        Więcej... wyborcza.pl/1,75517,2589136.html#ixzz0xjhUXGJK

        wyborcza.pl/1,75517,2589136.html

        Lepiej zrozumieć dzieło Witolda Gombrowicza
        www.gombrowicz.net/spip.php?rubrique174
        Witolda Gombrowicza prowokacje i koncepty
        www.racjonalista.pl/kk.php/s,6307
        Jacek Pietrzak
        Deformacje międzyludzkie, czyli o pojęciu formy w "nadwrażliwologii" W.Gombrowicza.

        www.filozof.uni.lodz.pl/hybris/pdf/Pietrzak%201.pdf
        www.cytaty.info/autor/witoldgombrowicz/1
        www.youtube.com/watch?v=LJLDN9Chz5Q
        www.oswoicgombrowicza.neostrada.pl/postr/01zyc/3.htm


        • diabollo Re: Ha, znalazłem! :) 26.08.10, 20:37
          W takim razie, czcigodny Wojtkujs, za czcigodnym Grzespelcem gorąco polecam
          "Transatlantyk".

          Kłaniam się nisko.
          • grzespelc Re: Ha, znalazłem! :) 26.08.10, 21:11
            No ba, kto nie czytał, ten trąba! tongue_out
            • witekjs Re: Ha, znalazłem! :) 26.08.10, 21:27
              Dobrze, niech będzie trąba smile
              • grzespelc Re: Ha, znalazłem! :) 26.08.10, 22:28
                Jak przeczytasz to się podziel wrażeniami smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka