Dodaj do ulubionych

Syndrom poaborcyjny

13.12.10, 07:17
www.dziennikzachodni.pl/fakty24/344576,rodzice-zapalili-swiece-dla-utraconych-dzieci,id,t.html
Jeżeli rodzice, którzy nie z własnej winy stracili swoje nienarodzone dzieci, mają takie przezycia, to moim skromnym zdaniem syndrom poaborcyjny nie jest mitem.
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Syndrom poaborcyjny 13.12.10, 07:30
      z2006 napisał:

      > www.dziennikzachodni.pl/fakty24/344576,rodzice-zapalili-swiece-dla-utraconych-dzieci,id,t.html
      > Jeżeli rodzice, którzy nie z własnej winy stracili swoje nienarodzone dzieci, m
      > ają takie przezycia, to moim skromnym zdaniem syndrom poaborcyjny nie jest mite
      > m.

      Ależ kto mówi, że jest mitem, czcigodny Arcykrze?

      To takie same zjawisko jak kiedyś, kiedy Kościół Ginekologiczno-Katolicki wmawiał ludziom (młodym), że od auto-masturbacji dostaną rozwodnienia mózgu, grozi im impotencja, oślepną i spandną na nich wszystkie plagi egipskie (ostatnio się przerzucili na wmawianie, że od auto-mastrubacji do ciężkiego uzależniania od seksu to mały krok, dodajmy, że owo uzależnienie uniemożliwi "normalne" stosunki seksualne).
      Ci ludzie przez długi czas naprawdę mieli przejebane i psychicznie czuli się naprawdę zdołowani.
      Coś jak katoliczki, które dają wmówić sobie katolickie kłamstwa, a potem idą na skrobankę.

      Kłaniam się nisko.
      • z2006 Re: Syndrom poaborcyjny 13.12.10, 08:41
        Kosciół katolicki niezmiennie naucza, że za masturbację idzie sie do piekła - ślepota to mały pikuś.

        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6f/Memling%2C_giudizio_universale_17.jpg
        • kora3 mały pikuś pasuje na okreslenie prącia pana 13.12.10, 09:51
          po lewej stronie. Jesli to mu sie stało od matrurbacji, to faktycznie kanałsmile
        • gaika Re: Syndrom poaborcyjny 13.12.10, 17:23
          z2006 napisał:

          > Kosciół katolicki niezmiennie naucza, że za masturbację idzie sie do piekła - ś
          > lepota to mały pikuś.

          Ale trafią tam z rozmiękczonym mózgiem i uschniętym kręgosłupem, czy nauczanie zawęziło się do spotkania z kopytkowymi.
        • diabollo Re: Syndrom poaborcyjny 13.12.10, 17:43
          Już Ci kiedyś tłumaczyłem, czcigodny Arcykrze, że mam dla Ciebie dwie wiadomości: dobrą i złą.
          Dobra jest taka, że piekła nie ma.
          A zła, że właściwie jest, ale tu na ziemi, dla ogromnej części (o ile nie większości) ludzkości. Z resztą nie tylko ludzkości.

          Kłaniam się nisko.
    • kora3 Możesz miec złe wrazenie 13.12.10, 09:46
      co jest rczej oczywiste
      • gaika Tak ogólnie 13.12.10, 21:30
        Kiedy okazało się, że aborcja z punktu widzenia zdrowia fizycznego jest zabiegiem bezpiecznym (nie wywołującym bezpłodności), dużo bezpieczniejszym dla zdrowia i życia niż ciąża i poród, to pojawił się wynalazek w postaci syndromu.

        -nie istnieje syndrom postaborcyjny -żadne towarzystwo psychiatryczne czy psychologiczne nie uznało tego za istniejące zaburzenie
        -większość kobiet po aborcji odczuwa ulgę

        Taki układ i szara sieć.
        • kora3 Miałam ostatnio okazję gadać z 13.12.10, 21:56
          psychologiem klinicznym na temat syndromów poinvirowgo i poaborcyjnego.
          Jego zdaniem ów symdrom istnieje. ale nie tak, jak przedstawiają to jego entuzjasci
          Otóz zdaniem p. profa wszystkie nasze reakcje na to, co się dzieje w naszym życiu są wtórne. Także te, które mu sami uznajemy za pierwotne.
          zdarza się wiec, ze wychowanie w okreslonym srodowsku pozostawia slad, nawet jesli człowiek już jako dorosły nie identyfikuje się z nm zupełnie. Taka osoba moze byc łatwo zmanupilowana ww "syndromami" w aki sposób, ze jest atakowana informacjami bezposrednio, albo posrednio o tym, ze dokonała czegos moralnie zabronionego Jesli zakorzenione w niej wychowanie jest na tyle silne, że postrzega je, jako cos pierwotnego, mimo odrzucenia, moze ilegac takim stanom.

          Mowa rzecz jasna o sytuacji, kiedy kobieta podejmuje decyzje o aborcji samodzielnie i dobrowolnie Jesli nie - odczuwac moze gniew, zal i poczucie straty niezależnie od reakcjo otoczenia, bo stało sie cos, czego nie akceptuje
          • gaika Re: Miałam ostatnio okazję gadać z 13.12.10, 22:16
            Z faktu, że kobiety czują się różnie, nawet dostają depresji (również z powodów, o których piszesz) nie wynika, że istnieje syndrom poaborycyjny. Nie ma takiej ‘jednostki zaburzeniowej’ zweryfikowanej naukowo.
            • kora3 Masz racje :) 13.12.10, 22:18
              syndrom to cos powtarzalnego niezaleznie od okolicznosci
              • oby.watel Miałem ostatnio okazję oglądać 14.12.10, 00:41
                Miałem ostatnio okazję oglądać stare kroniki filmowe. Wystarczyło zamknąć oczy, bo wrócić do teraźniejszości - ten sam militarny język - ciągła walka a to ze stonką, a to z kułakiem, a to z cinkciarzem, a to z groźnym spekulantem. Ten sam poziom zagrożenia - wróg czyha na każdym kroku, rogu i zaułku. I oczywiście nie śpi. Trzeba być czujnym. Ten sam język określających wrogów klasowych...

                Warto sięgnąć po źródło inspiracji wodza i hierarchów kościelnych. Język ludzi mających ciągoty totalitarne jest jak widać zawsze taki sam.

                https://images2.fotosik.pl/73/b3ff8f9ee55548b9med.jpg
    • kora3 Myslę Azrcu, ze Ty jako osoba odrwana od normalneg 13.12.10, 18:30
      o życia nie jesteś w stanie rozróznić pewnych rzeczy. Dlatego wyciagasz b błedne wnioski.
      Po pierwsze: reakcja na pewne zdarzenia życiowe, wszystko jedno jakie, zalezy od yrgo czego w danym momencie oczekujemy. I tak para, która stara się o dziecko dziko sie cieszy, gdy im na tescie wyjdzie kreseczka wiecej, a para, która pragneła ciąży iniknać, wrecz przeciwnie na ogół.
      Ludzie, którzy pragna dziecka i straca wczesną ciąze, czesto przezywają to równie mocno, jakby stracili narodzone dziecko, natomiast kobieta, która usuwa ciaze z własnej nieprzypmuszonej woli czuje ilge, na ogół

      Symdrom poaborcyjny nie ejst mitem, jest zjawiskiem wtórnym wynikajacym ze sprzecznosci pomieszy tym, jaka decyzje się podjeło, a tym, jak sie ją postrzega za czas jakiś. A to jak się ją posttzega za zcas jakiś moze miec źródło np w tym, ze się kobiecie, która dokonała aborcji wmawia, ze zrobiła coś strasznego.
      • witekjs Re: Myslę Azrcu, ze Ty jako osoba odrwana od norm 13.12.10, 19:16
        Oprócz wyrzutów sumienia, które bardzo często się pojawiają, niemałą rolę w poważnym dyskomforcie może odgrywać lęk, przed możliwością bezpłodności po aborcji.
        Bardzo istotne są przyczyny, dla których było konieczne usunięcie ciąży.
        W tym bardzo ważne jest, jak bliski jest związek z partnerem.
        • oby.watel Re: Myslę Azrcu, ze Ty jako osoba odrwana od norm 13.12.10, 19:22
          Zazwyczaj na aborcję nie decydują się kobiety mające bliski związek z partnerem, a wręcz przeciwnie - takie, które do partnera mają stosunek przeważnie obojętny.
          • gaika Re: Myslę Azrcu, ze Ty jako osoba odrwana od norm 13.12.10, 21:32
            oby.watel napisał:

            > Zazwyczaj na aborcję nie decydują się kobiety mające bliski związek z partnerem
            > , a wręcz przeciwnie - takie, które do partnera mają stosunek przeważnie obojęt
            > ny.

            Aaaalbo odwrotnie. Jedną z głównych zeznawanych przyczyn jest brak wsparcia ze strony partnera.
          • kora3 Slad takie przekonanie? 13.12.10, 22:01
            oby.watel napisał:

            > Zazwyczaj na aborcję nie decydują się kobiety mające bliski związek z partnerem
            > , a wręcz przeciwnie - takie, które do partnera mają stosunek przeważnie obojęt
            > ny.

            >
            Odniosłam wrazenie, ze lecisz teraz stereotypem, byc moze na podstawie opinii jakiegoś srodowiska. To znaczy, mam wrazenie, ze masz byc moze wrórne przekonaniesmile, że kobieta, która kocha pragnie miec dziecko kochanego mezczyzny niezaleznie od jego posrau. Tak BYWA, a nie jest obligatoryjnie
            • oby.watel Re: Slad takie przekonanie? 14.12.10, 00:48
              Nie wiem, czym lecę, nie wiem czy kobieta chce mieć dziecko ukochanego niezależnie od tego czy się posrau. Wiem, że znowu przypisujesz mi jakieś niecne myśli, których w moim poście nie ma. Czy bardzo byłabyś na mnie oburzona gdybym Cię pokornie poprosił, byśmy rozmawiali o tym, co napisane, a nie o tym, co Ci się wydaje, że chciałem napisać, a jedynie z Tobie wiadomych względów nie napisałem, więc to zdemaskowałaś?
              • kora3 a to nie ty napisałes, ze kobieta 14.12.10, 19:48
                która dokonuje abrcji ma do partnera stosunek raczej obojetny?
                • oby.watel Re: a to nie ty napisałes, ze kobieta 14.12.10, 20:22
                  Napisałem, że ma stosunek obojętny, dlatego dokonuje aborcji. Bo nie może liczyć ani na uczucie, ani wsparcie ze strony. Być może nawet czasem go kocha i to był akt desperacji, by go przy sobie zatrzymać, ale wrócił zdrowy rozsądek. Gdzie tu jest miejsce na latający stereotyp i na czym on polega?
                  • kora3 Re: a to nie ty napisałes, ze kobieta 14.12.10, 20:25
                    oby.watel napisał:

                    > Napisałem, że ma stosunek obojętny, dlatego dokonuje aborcji. Bo nie może liczy
                    > ć ani na uczucie, ani wsparcie ze strony. Być może nawet czasem go kocha i to b
                    > ył akt desperacji, by go przy sobie zatrzymać, ale wrócił zdrowy rozsądek. Gdzi
                    > e tu jest miejsce na latający stereotyp i na czym on polega?


                    Chyba inaczej pojmujemy znaczenie słow: obojetn stosunek do kogoś wyklucza kochanie tegoż. przynajmnuej wg mnie
                    >
                    • oby.watel Re: a to nie ty napisałes, ze kobieta 14.12.10, 21:39
                      No tak. Chodziło o to, że żeby zajść, trzeba mieć stosunek. Stąd nieprecyzyjność.
        • kora3 Jak napisałam wyżej do Gaiki 13.12.10, 21:58
          wazne jest czy decyzje kobieta podjeła samodzielnie i dobrowolnie. wazne jest też na ile postrzega jako puerwotne nauczanie srodowiska, z którego sie wywodzi, nawet jesli je odrzuciła.
          Z pewnoscia straszenie niepłodnoscia ma spory wpływ.
    • grgkh Re: Syndrom poaborcyjny 14.12.10, 00:25
      z2006 napisał:

      > Jeżeli rodzice, którzy nie z własnej winy stracili swoje nienarodzone dzieci, m
      > ają takie przezycia, to moim skromnym zdaniem syndrom poaborcyjny nie jest mite
      > m.

      Jeżeli są tacy rodzice, którzy nie z własnej winy stracili swoje nienarodzone dzieci, i NIE mają takich przeżyć, to - zgodnie z metodyką naukową - syndrom poaborcyjny jest mitem.
    • witekjs O słynnym syndromie, który oficjalnie nie istnieje 14.12.10, 15:43
      Syndrom postantyaborcyjny
      Kinga Dunin 2004-02-21, ostatnia aktualizacja 2004-02-16 16:58:52.0
      To wspaniale, że "Wysokie Obcasy" zdecydowały się zabrać głos w sprawie aborcji i w reportażu Lidii Ostałowskiej pokazały kawałek prawdy o ludzkich dramatach, jakie się z tym wiążą. Nagłośniły to, o czym od lat mówią organizacje kobiece i wielu światłych ludzi. To dobrze, że ukazują się teksty zajmujące się kobietami i ich przeżyciami, a nie tylko moralnymi dylematami związanymi z tym, czy płód jest, czy nie jest człowiekiem i co z tego miałoby wynikać.

      Reportaż Lidii Ostałowskiej otwiera retoryczne pytanie: Kobieta walczy ze sobą i swoim sumieniem, do końca życia bije się z myślami. Czemu jeszcze ma się czuć jak szmata, jak przestępca?

      Retoryczne czy nieretoryczne - spróbujmy na nie mimo wszystko odpowiedzieć. I odpowiedź możemy znaleźć we wspomnianym reportażu, pod warunkiem że sprostujemy pewne fakty. Otóż zdaniem Ostałowskiej w latach 70. kobiety traktowały aborcję jak środek antykoncepcyjny, zachodziły w ciążę, żeby się odmłodzić - jednym słowem nie miały z tym problemów. Nie wstydziły się też o tym mówić. Sytuacja zmieniła się, kiedy w demokratycznej Polsce Kościół mógł podjąć działania w obronie życia i "poruszył sumienia". Dopiero wówczas kobiety pojęły, że aborcja jest problemem moralnym. To dopiero od tego czasu walczą ze "sobą i ze swoim sumieniem". Dlaczego muszą się jeszcze czuć jak szmaty?

      Tak się składa, że doskonale pamiętam lata 70. I wiele kobiet, które podejmowały wówczas takie decyzje. Znam również wiele młodych kobiet, które zdecydowały się na zabieg w ostatnich latach. I zgadzam się, że ich reakcje są odmienne. Dawniej kobiety biły się z myślami i ze swoim sumieniem, brały pod uwagę wiele różnych czynników i okoliczności. Często cierpiały z tego powodu, miały też jednak prawo powiedzieć sobie, że podjęły w końcu słuszną decyzję. Sobie, bo wcale nie innym. Wczoraj, tak jak i dziś, w społecznym odbiorze aborcja była kwestią moralną, trudną i taką, o której raczej się milczy, niż opowiada wszem i wobec.

      Ostatecznie jednak nie czuły się jak szmaty i przestępczynie.

      Dzisiaj, co zresztą widać w reportażu, kobiety myślą i czują podobnie. Dodatkowo zostały jednak obarczone poczuciem winy, karą za złamanie najwyższej normy. Zostały morderczyniami. I jak wnikliwie zauważa Ostałowska, jest to związane z działaniami Kościoła oraz z wprowadzeniem zakazu aborcji. To przez to do zawsze obecnych dylematów moralnych zostało dopisane poczucie bycia szmatą.

      Moja młoda przyjaciółka, która dręcząc się i ważąc racje, podjęła wcale niełatwą (ale chyba słuszną) decyzję o aborcji, jeszcze po latach zmaga się z poczuciem winy, że "zabiła życie nienarodzone". Choć z drugiej strony wie, że wybrała inne wartości - odpowiedzialność za swój związek, za pierwsze dziecko, za jakość życia, które powołałaby na świat. Kiedy później długo rozmawiamy, sama dochodzi do tego, że to religia w szkole, powszechny sposób mówienia o tych sprawach włożyły jej to do głowy, choć tak naprawdę nie są to jej wartości. Mówi w końcu - jestem ofiarą indoktrynacji.

      Na takie ofiary indoktrynacji czeka następna pułapka zwana syndromem postaborcyjnym. To, co zostało wytworzone przez ideologiczne zabiegi, następnie nazywa się chorobą, reakcją organizmu na nienaturalne zachowanie. I traktuje się jako dowód, że kobieta, która złamała naturalne prawo, musi ponieść naturalne konsekwencje swego postępowania. Oczywiście, jesteśmy humanitarni, więc zabieramy się do leczenia. To, co jest produktem chorego systemu, nazywamy chorobą jednostki.

      Zanim doczekamy się zmiany ustawy, może przynajmniej niektórzy z nas mogliby zmienić język, którym mówimy o jej skutkach. Nie syndrom postaborcyjny, tylko syndrom postantyaborcyjny. Taka nazwa zdecydowanie lepiej oddaje istotę rzeczy.
      Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA


      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102113,1916308.html
      www.federa.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=3&Itemid=11
      www.prochoice.org/about_abortion/myths/post_abortion_syndrome.html
      www.wiadomosci24.pl/artykul/nie_istniejacy_syndrom_78465.html
      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=11427

      • diabollo Re: O słynnym syndromie, który oficjalnie nie ist 14.12.10, 18:42
        Cieszę się, że pani Dunin doszła do identycznych wniosków jak moje.

        Kłaniam się nisko.
      • witekjs Re: O słynnym syndromie, który oficjalnie nie ist 14.12.10, 21:36
        Pro-choice, o co chodzi?
        www.nieaborcji.pl/polska/pro-choice-o-co-chodzi/
        /.../Czy syndrom poaborcyjny jest konsekwencją aborcji? Czy w ogóle istnieje?

        Katolickie strony w internecie: „...Psychologia nazywa to syndromem poaborcyjnym. Opracowane zostały różne techniki pozwalające kobietom pozbyć się tego uczucia, ale pozbywanie się go za wszelką cenę to nie jest dobry pomysł, przede wszystkim musisz wiedzieć, że ocena, jaką sama sobie wystawiłaś, jest całkiem sprawiedliwa, zrobiłaś coś podłego, więc czujesz się podle; aborcja to rzeźnik naszych dzieci...". W TV, także publicznej przedstawia się aborcję krwawo. Małgorzata Kołodziejek, psycholog z telefonu zaufania Federacji Na Rzecz Kobiet, twierdzi, że najważniejsza jest pewność decyzji. Co innego, kiedy decyzję podejmują kobiety pod przymusem. Najtrudniej jest kobietom wierzącym, nie potrafią pogodzić się z grzechem, szukają pocieszenia i pokuty. Jednak, gdy usłyszą w konfesjonale, że są morderczyniami to odechciewa im się żyć, popadają w rozpacz, przytłacza ich poczucie winy" 10. Jednak wcale tak nie musi być, specjalnie przedstawia się to tak, żeby odwołać się do uczuć i pielęgnować w kobiecie poczucie winy i uświadamiać jej, jaką zbrodnie popełniła. Miałoby to wytłumaczenie, gdybyśmy uważali kobiety za istoty o niższym poczuciu odpowiedzialności, moralności, podejrzewalibyśmy u nich brak uczuć wyższych. Sądzę jednak, że tak nie jest. Mit matki Polki jest w naszym kraju silny nie bez powodu. To one stały zawsze na straży rodziny, polskości, one brały na siebie ciężar wychowywania dzieci bez ojców, którzy odchodzili na wojnę i ginęli. Powinniśmy, więc mieć więcej zaufania do kobiet i widzieć w nich również skrzywdzonego człowieka, który ma prawo do wyborów, czasem dobrych, czasem złych, ale własnych wyborów. Ryzyko problemów psychologicznych po aborcji jest większe w następujących grupach: emocjonalnie niedojrzałe nastolatki, kobiety uskarżające się poprzednio na problemy psychiczne, kobiety usuwające chcianą ciążę z powodów medycznych lub genetycznych, kobiety, których partner bądź rodzina byli przeciwni ciąży, kobiety głęboko religijne, kobiety zmuszone do aborcji, kobiety niepewne własnej decyzji, kobiety, które poddały się późnej aborcji. Mimo pewnych problemów doświadczanych przez nieliczną grupę kobiet większość ekspertów podaje w wątpliwość istnienie tzw. syndromu poaborcyjnego. Generalny chirurg USA C. Everett Koop, sam zresztą znany przeciwnik aborcji, poproszony przez prezydenta Ronalda Reagana na wniosek grup antyaborcyjnych o raport nt. skutków zdrowotnych aborcji dla kobiet, stwierdził w sprawozdaniu (wprawdzie z 1989 roku), że skutki te są niewielkie, dotykają małą grupę kobiet i są nieistotne z punktu widzenia zdrowia publicznego. „Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne w badaniach trwających osiem lat ustaliło, że 75 proc. kobiet bezpośrednio po zabiegu usunięcia ciąży odczuwa ulgę lub zadowolenie. Co trzecia czuje żal i ma poczucie winy, które ustępuje po kilku tygodniach. Po paru miesiącach czy latach większość kobiet nie żałuje swej decyzji. Duże i długotrwałe badania brytyjskie dowodzą, że najcięższe zaburzenia - psychozy - dotykają 0,3 proc. kobiet. Badania duńskie potwierdzają opinię, że psychiczne skutki aborcji należą do rzadkości, są łagodne i krótkotrwałe, zazwyczaj są kontynuacją objawów sprzed zabiegu. Artykuły w prestiżowych pismach „Science" czy „American Journal of Psychiatry" z początku lat 90. są z tym zgodne." 10 Medialna promocja tzw. syndromu poaborcyjnego odniosła sukces w Polsce i wpływa na zdrowie psychiczne kobiet. Systemy ochrony zdrowia państw Unii europejskiej nie mają poważnych problemów z długotrwałymi skutkami usunięcia ciąży, które w Unii jest legalne i dostępne. W Polsce jest znacznie gorzej z powodu wymuszania na kobietach oczekiwanych przez innych, postaw, zachowań i uczuć. Tymczasem popularyzowanie zjawiska jakim jest syndrom poaborcyjny czyni więcej szkody niż pożytku. Nie powstrzyma bowiem kobiet od przerywania ciąży, natomiast wmawiając poczucie winy, może wielu kobietom zaszkodzić. Takie tendencyjne podejście do kobiecych wyborów jest przejawem przedmiotowego traktowania kobiet i ich funkcji rozrodczych. Uświadomienie sobie nieuczciwości i hipokryzji podobnej propagandy w obliczu dobrze prosperującego „podziemia aborcyjnego" może pozwolić społeczeństwu na przyznanie kobietom prawa do stanowienia o sobie i swoim życiu z wiarą w ich mądrość i przedmiotowość. Wymaga to jednak wiary w społeczeństwo solidarne z biednymi, pokrzywdzonymi i opuszczonymi, a do tego moim zdaniem nam o wiele dalej niż kobietom do podejmowania trudnych wyborów./.../

        prywatnezdrowie.pl/artykuly/zdrowie-seksualne/aborcja-jest-zlem/

        Countering misinformation:
        Mental health issues and abortion
        The myth of “post-abortion syndrome”


        www.ansirh.org/research/late-abortion/mental-health-abortion.php
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka