Dodaj do ulubionych

Wspomagane samobójstwo

15.06.11, 19:52
Już nam się zdarzyło o tego typu dylematach rozmawiać, ale wkurzyło mnie zdanie autora z komentarza do filmu Pratchetta:


Pytany o swój stosunek do zasady świętości życia, odpowiedział nieco wymijająco: "A co z godnością życia? Jej brak wystarczy niektórym, żeby ze sobą skończyć".



Jakie wymijająco w mordę jeża? Cała istota filmu i przekazu Pratchetta opiera się na tym, żeby móc wybrać godną śmierć. To oś wszystkiego.

wyborcza.pl/1,75477,9783339,Po_filmie_Pratchetta_Brytyjczycy_kloca_sie_o_eutanazje.html
Obserwuj wątek
    • grgkh Re: Wspomagane samobójstwo 15.06.11, 20:38
      Jestem zdecydowanie ZA eutanazją. Każdy z nas musi mieć prawo do decydowania o własnym życiu. Nikt nie powinien w to prawo ingerować. Nikt nikogo nie może zmuszać do życia w upodleniu i cierpieniu.
      • gaika Re: Wspomagane samobójstwo 15.06.11, 21:19
        grgkh napisał:

        > Jestem zdecydowanie ZA eutanazją. Każdy z nas musi mieć prawo do decydowania o
        > własnym życiu. Nikt nie powinien w to prawo ingerować. Nikt nikogo nie może zmu
        > szać do życia w upodleniu i cierpieniu.

        Ten film nie był nawet o eutanazji, ale o wspomaganym samobójstwie.
        Człowiek ma prawo popełnić samobójstwo, ale jest skazany na samotne umieranie i 'chałupnicze' metody, bo 'świętość' życia jest ważniejsza niż godność.
    • grzespelc Re: Wspomagane samobójstwo 16.06.11, 02:03
      > Pytany o swój stosunek do zasady świętości życia

      A gdzie taka zasada obowiązuje, bo nigdy o niej nie słyszałem?
      • uffo Re: Wspomagane samobójstwo 16.06.11, 07:07
        osobiście uważam, że godna śmierć to wyraz najwyższego szacunku do świętości życia, w sytuacji ekstremalnej. Zdecydował się na to nawet JPII. Oczywiście gdyby stracił świadomość, i nie mógł samodzielnie podjąć decyzji, to inni 'dobroczyńcy' z pewnością trzymaliby go w doniczce, jak pocieszyciele-przyjaciele Hioba, bo dyskusja mogłaby się toczyć w nieskończoność (jest to jeden z tych tematów-rzek które wzbudzają skrajną polaryzację opinii publicznej). Poza tym inaczej ocenia się cierpienie osoby umierającej, czy też nieuleczalnie chorej, od wewnątrz, a inaczej z zewnątrz. Dlatego każdy powinien, w miarę możliwości decydować o tym prywatnie. Co do wspomagania instytucjonalnego to kryją się tu jak zwykle możliwości nadużyć. Tak jak teraz ubezpieczalnie i szpitale zarabiają krocie na 'roślinkach', tak przy wspomaganiu mogą wytworzyć się jakieś 'skórkowe' biznesy. Nie wiem jak to wypadałoby zabezpieczyć od strony prawnej. Sprawa jest skomplikowana,tym bardziej że 'cierpienie' faktycznie, do pewnego stopnia.... 'uszlachetnia'. Ale, co za dużo to też niezdrowo. A tak czy siak,trzeba się kiedyś narodzić na nowo. zregenerować, lub choćby stać pokarmem świata, który się przecież przez jakiś czas pożerało. Hiob co prawda co przecierpiał to przecierpiał, ale też w końcu się zbuntował przeciwko cierpieniu, a więc wystąpił w obronie godności swojego życia. I gdyby Bóg mu się nie objawił, pewnie przekląłby i Boga i życie samo (jak mu radziła współczująca żona). A tak, dożył swoich dni syty i szczęśliwy. Jak w holly-łódzkim romasidle). Czasem bunt przeciwko cierpieniu dokonuje się aktem odejścia z tego świata bez widocznego obiektywnie oświecenia czy pogodzenia z Bogiem, życiem, etc. Ale to już nie powinno podlegać żadnemu innemu osądowi, poza osobistą relacją między danym człowiekiem, a jego życiem/ciałem, i/lub Bogiem. Są tajemnice które można doświadczać jedynie osobiście, wewnętrznie. Liczenie na cud albo heroizm męczeństwa, posiada nierzadko oblicze morderstwa (i to ze szczególnym okrucieństwem). Jeśli Bóg jest miłosierny, a każdy zna swoje granice wytrzymałości, to po co dodawać cierpienie do już istniejącego? Kto wymyślił że Bogu nie podoba się samobójstwo? Judasz? Jezus też oddał swoje życie dobrowolnie, i to nie chorując na żadną nieuleczalną chorobę. A to że miał misję, wcale nie czyni go wyjątkiem, lecz wzorem do naśladowania! wink
        Wszak Jezus rzekł: 'Jam jest Drogą'. No ale cóż, o tym jak już wspomniałem można gadać w nieskończoność.
        • gaika Re: Wspomagane samobójstwo 17.06.11, 00:03
          uffo napisał:

          > osobiście uważam, że godna śmierć to wyraz najwyższego szacunku do świętości ży
          > cia, w sytuacji ekstremalnej. Zdecydował się na to nawet JPII. Oczywiście gdyb
          > y stracił świadomość, i nie mógł samodzielnie podjąć decyzji, to inni 'dobrocz
          > yńcy' z pewnością trzymaliby go w doniczce, jak pocieszyciele-przyjaciele Hioba
          > , bo dyskusja mogłaby się toczyć w nieskończoność (jest to jeden z tych tematów
          > -rzek które wzbudzają skrajną polaryzację opinii publicznej). Poza tym inaczej
          > ocenia się cierpienie osoby umierającej, czy też nieuleczalnie chorej, od wewn
          > ątrz, a inaczej z zewnątrz. Dlatego każdy powinien, w miarę możliwości decydowa
          > ć o tym prywatnie. Co do wspomagania instytucjonalnego to kryją się tu jak zwyk
          > le możliwości nadużyć. Tak jak teraz ubezpieczalnie i szpitale zarabiają kroci
          > e na 'roślinkach', tak przy wspomaganiu mogą wytworzyć się jakieś 'skórkowe' bi
          > znesy. Nie wiem jak to wypadałoby zabezpieczyć od strony prawnej. Sprawa jest s
          > komplikowana,tym bardziej że 'cierpienie' faktycznie, do pewnego stopnia.... 'u
          > szlachetnia'. Ale, co za dużo to też niezdrowo.

          Myślę, że godna śmierć należy się tym, którzy już nie uznają swojego życia za godne. Żeby się nie dać zeszmacić, zagubić tego, kim się było. Oczywiście w sytuacji, w której ktoś taką degradację człowieczeństwa odczuwa, bo nie każdy odczuwa. Dlatego tak zasadnicza jest wola i decyzja konkretnej osoby. Co do cierpienia-choćby ból jest kwestią skrajnie indywidualną i nie dającą się zobiektywizować-więc rzeczywiście z zewnątrz widać niewiele.

          To prawda, że możliwości nadużyć istnieją i dobrze wiemy, że procedury mogą zawodzić, ale przecież można dołożyć wszelkich starań, żeby były obwarowane szeregiem zabezpieczeń, żeby ludzie, którzy czują się potencjalnie zagrożeni, mieli poczucie bezpieczeństwa. Dlatego z jednej strony mniejsze wątpliwości budzi we mnie 'zinstytucjonalizowane' wspomagane samobójstwo niż eutanazja, choć z drugiej strony wspomagane samobójstwo dokonywane być musi na wcześniejszym etapie choroby...

          No i czy rzeczywiście metodą na brak nadużyć jest brak regulacji w ogóle? Czy nie powinno się robić przeszczepów skoro bywa, że wiążą się z nadużyciami? Czy nie powinno się uregulować kwestii in vitro, skoro zdarzają się i będą zdarzać nadużycia? I czy rzeczywiście jest tak, że dziś, bez tej istniejącej opcji dla niektórych, umierają tylko ci, którzy 'chcą'.
          • filolozka113 Wspomagane samobójstwo 17.06.11, 18:53
            nie rozumiem ludzi, którzy mają myśli samobójcze.
            Samobójca to człowiek odważny, a może raczej tchórz?
            Ci którzy "pomagają innym umrzeć", to mordercy, a może przyjaciele.
            Skąd mamy wiedzieć, czy ktoś chce śmierci, jeżeli nie jest on w stanie mówić, nie daje znaku życia... ale nadal czuje, jego uszy słyszą, jego serce bije, a w żyłach płynie krew.
            Każdemu z nas przypisany jest dzień sądu ostatecznego.
            Kto w nim będzie bardziej karany? Ten, który odebrał sobie życie, ten który pomógł komuś w tym czynie?
            A może ten kto czekał, aż śmierć po niego sama przyjdzie. Czekał... a kochana mu osoba, czekała razem z nim trzymając go za rękę.
            Wejdź na poznajdate.com/kopary.html sprawdź swoją datę.
            Żyj tak, abyś się po tamtej stronie nie musiał wstydzić za to co zrobiłeś!!!
            • oby.watel Re: Wspomagane samobójstwo 17.06.11, 19:17
              filolozka113 napisała:

              > nie rozumiem ludzi, którzy mają myśli samobójcze.

              A tych, którzy nie maja rozumiesz?

              > Skąd mamy wiedzieć, czy ktoś chce śmierci, jeżeli nie jest on w stanie mówić, n
              > ie daje znaku życia... ale nadal czuje, jego uszy słyszą, jego serce bije, a w
              > żyłach płynie krew.

              A skąd mamy wiedzieć, czy ktoś nie chce śmierci, skoro nie jest w stanie mówić, nie daje znaku życia? Męczące się zwierzę humanitaryzm nakazuje dobić. Człowieka ten sam humanitaryzm zmusza do niewyobrażalnych męczarni.

              > Każdemu z nas przypisany jest dzień sądu ostatecznego.

              Skoro każdemu z was przypisany jest dzień sądu ostatecznego, to żyjcie tak, abyście ostatecznie po tamtej stronie nie musieli wstydzić się za to robiliście! Ale pozwólcie każdemu wstydzić się za siebie!
            • uffo Re: Wspomagane samobójstwo 23.06.11, 02:26
              nie samym rozumem, nie samym rozumem się widzi i wie kto i ile cierpi. I nie sądzi się drugiego z uczynków moralnych, bo nikt nie jest Bogiem. I nikt nie jest doskonały. Bóg jest zresztą Bogiem miłości, i wybaczenia, więc tak jak w wypadku absurdalności wsadzania, za Boga, nieochrzczonych niemowląt do limba, tak i w wypadku samobójców, nie wierzę w żadne karanie za odebranie sobie życia, czy wspomożenie kogoś kto na to się decyduje. Nie sądź drugiego bo Cię sąd Twój własny nad sobą dosięgnie skoro tak w niego wierzysz. Bóg który karze za cokolwiek jest 'Bogiem' w zboczonym umyśle tego kto ma takie krzywe wyobrażenia o Bogu. Mój Bóg jest inny. Mój Bóg nie chce żebym przywiązywał się do cielesności, szczególniej bezużytecznej, jak do wieczności. Życie ziemskie nie jest dla człowieka prawdziwie wierzącego żadną ostatecznością. Co więcej kto czci życie cielesne za wszelką cenę, jest bałwochwalcą materializmu, a nie miłośnikiem duchowości. 'A może...' to wypowiada wątpiciel, a nie osoba wierząca w Boga miłości. W zabobony i inne daty też raczej nie wierzę, choć nie przecze iż są całkowicie bezużyteczne. Niemniej siła wolnej woli jest czynnikiem istotniejszym, niż astrologiczne wycieczki w determinizm i przeznaczenie. Wstydzić się czasem nie zaszkodzi. Człowiek powinien mieć odwagę objawiać całą swoją naturę, ażeby móc się zmieniać, rozwijać. Życie ludzkie, również to duchowe, to nie robaczywe wegetowanie za wszelką cenę. Ale do tego trzeba mieć odwagę. Odwagę do sprzeciwienia sie normom, tradycjom, zabobonom, zakorzenionym w mentalności stadnego trwania na ziemi. Pod taka histeryczną 'pobożnością' względem ciała, widzę tylko zwierzęce instynkty, a nie człowieczeńśtwo.

              filolozka113 napisała:

              > nie rozumiem ludzi, którzy mają myśli samobójcze.
              > Samobójca to człowiek odważny, a może raczej tchórz?
              > Ci którzy "pomagają innym umrzeć", to mordercy, a może przyjaciele.
              > Skąd mamy wiedzieć, czy ktoś chce śmierci, jeżeli nie jest on w stanie mówić, n
              > ie daje znaku życia... ale nadal czuje, jego uszy słyszą, jego serce bije, a w
              > żyłach płynie krew.
              > Każdemu z nas przypisany jest dzień sądu ostatecznego.
              > Kto w nim będzie bardziej karany? Ten, który odebrał sobie życie, ten który pom
              > ógł komuś w tym czynie?
              > A może ten kto czekał, aż śmierć po niego sama przyjdzie. Czekał... a kochana m
              > u osoba, czekała razem z nim trzymając go za rękę.
              > Wejdź na poznajdate.com/kopary.html sprawdź swoją datę.
              > Żyj tak, abyś się po tamtej stronie nie musiał wstydzić za to co zrobiłeś!!!
              • uffo Re: Wspomagane samobójstwo 23.06.11, 03:07
                zreszta, uważam iż osoba uważająca się za religijną, która chce za wszelką cenę wegetować na ziemi, i takąż postawę chce narzucać drugim, w imię domniemanej szczęśliwości pozaziemskiej, jest tchórzem duchowym, krypto-materialistą. Bywają i tacy, niechaj więc cierpią podwójnie potrójnie, etc., skoro muszą, bo de facto chcą.Ale żeby jeszcze innym wygrażać jakąś Bożą karą?! Toż to bezmózgowy szantaż, bezczelność, arogancja ignorancji. Problemy z powierzchwnością moralno-duchową i zboczeniami seksualnymi wśród predstawicieli struktury instytucji podającej się za 'duchową' świadczą o tym dobitnie iż choć ustami wyznają Boga, uczynkami, owocami swoich żyć są tylko zwierzętami udającymi iż zwalczyli już swoją od-zwierzęcość. Postawa ateistyczno-humanistyczna jest mi tu bliższa, bo skoro widzę iż przestaję funkcjonować, przestaję być użyteczny, to chcę jak najszybciej stać się przynajmniej pokarmem życia, a nie ssać w nieskończoność jak ciągle zdychająca wielka kupa mięsa, pożerająca życie innym, a sama będąca niezdolnym do jakiegoś dalszego rozowoju. Oczywiście bywają i tacy którzy z takiego masochizmu ofiarności względem takich roślinek robią mistykę prawie że.... duchową, podczas gdy jest to nieznośna wegetacja. Ale, cóż, bywają i tacy. Współczuję, ale nie popieram, i idę w swoją drogę. Mój ojciec dajmy na to jest dla mnie bardzo pozytywnym przykładem. Nie żył zbyt zdrowo, ale był człowiekiem wolnym i niezależnym. Funkcjonował do końca, aż kiedyś dostał wylewu. Wpierw mały (zazwyczaj tak jest). Zdążył sie jakoś inyuicyjnie pożegnać ze wszystkimi, nie będąc świadomym tego co się stało. Ja tylko miałem mocne podejrzenia, bo po pracowałem wówczas u Domana i wiedziałem mniej więcej czym to pachnie. Konwencjonalne konowały naturalnie nic nie kapowały. Po kilku miesiącach dostał duży wylew. Padł, i tylko zdążył powiedzieć do (drugiej) żony, ktora przy tym była (też konowałka konwencjonalna) i za wszelką cenę starała się żeby nie utracił świadomości: 'Jeśli to jest To to niech to będzie jak najszybciej'. Po czym stracił świadomość i już nigdy nie odzyskał. Umarł po kilkunastu godzinach w szpitalu. Ale, myślę, uważam, że to była jego śmierć na życzenie, poniekąd smobójstwo. I bardzo dobrze. Zresztą niechaj wszyscy katolicy w tym względzie biorą przykład z błogosławionego, niebawem świętego JPII. I basta. Z osoby która cierpiała, i nie chciała ani już więcej tego cierpienia, ani innym obciążenia, etc. Natomiast kto robi z cierpienia nadmierną filozofię czy religię ten ma według mnie poważne problemy sado-maso.
                Kończąc na temat mojego ojca, ażeby nie obyło się bez holy-łódzkiego happy endu. Niedługo po jego śmierci przyszedł do mnie we śnie, a nigdy w życiu ojciec mi się nie śnił, i mieliśmy taką nieskończoną wymianę wzajemnej miłości, poprzez uśmiechy, a nie słowa. Trwało to wieczność całą, i poza wieczność, po czym powiedział mi że z chęcia zostałby moim dzieckiem w następnym wcieleniu. wink


                > filolozka113 napisała:
    • diabollo Re: Wspomagane samobójstwo 16.06.11, 08:00
      Dobrze, że ten film BBC i dyskusja po nim w Polsce prostuje kato-łgarstwa polskiego kleru; jeszcze parę lat temu musieliśmy tłumaczyć hardcorowym katolikom forumowym, że eutanazja nie ma nic wspólnego z "mordowaniem staruszków".

      Kłaniam się nisko.
    • gaika Re: Wspomagane samobójstwo 21.06.11, 21:32
      Magdalena Środa

      Umierając, chciałabym mieć zagwarantowane prawo do godnej śmierci.
      Nie musiałabym z tego prawa skorzystać. Może bałabym się. Może histerycznie trzymałabym się życia. Ale chciałabym mieć – jak niegdyś Seneka – ową „złotą bramę", legalną, by ujść męczarniom i bezsensowi umierania. Ujść z godnością. Jak człowiek wolny, którego autonomia nie jest ograniczona ani zabobonem, ani religią, ani władzą. Narodziny i śmierć nie są bowiem przedmiotem mojej decyzji, ale życie i umieranie – powinny być.

      W BBC pokazano film o umieraniu „eutanastycznym". Peter Smedley chory na stwardnienie rozsiane udał się z rodziną do jedynego miejsca w Europie, gdzie prawo do godnej śmierci (również dla cudzoziemców) jest zagwarantowane. Do kliniki Dignitas w Szwajcarii. Relację z „wydarzenia” nakręcił Terry Pratchett chory na chorobę Alzheimera. Film miał pobudzić społeczeństwo angielskie do dyskusji nad prawem do eutanazji. Dyskusja w większym stopniu skupiła się jednak na tym, co wolno mediom i czy epatowanie umieraniem może być moralnie uzasadnione. To też ważny problem, ale nie najważniejszy.
      Obejrzałam ten film. Dawał do myślenia. Akt samobójstwa wyrafinowanego (wielodniowe przygotowania), złożonego (kilka etapów pobierania trucizny), świadomego (składanie pisemnych deklaracji dobrowolności śmierci przed kamerą) wymaga niewiarygodnej determinacji i odwagi. Ale wolność często stawia takie wymagania.
      Szymon Hołownia („Newsweek", 19.06), potępiając eutanazję, pisze, że samobójstwo jest aktem słabości, nie wolności, oraz że życie jest „darem”, a nie przedmiotem naszej własności. To podejście katolickie. Powiedziałabym, że również umieranie za ojczyznę można określić jako akt słabości, bo przecież można by dalej dla niej żyć (na przykład w trudnej niewoli) i że życie to nader dziwny „dar”, skoro nie można nim dysponować zgodnie z własną wolą. To raczej bankowy „depozyt”, na którego straży stoją biskupi potępiający i samobójstwo, i eutanazję z powodów doktrynalnych.



      ciąg dalszy tu:

      www.wprost.pl/ar/249563/Zlota-brama/
      • oby.watel Re: Wspomagane samobójstwo 21.06.11, 22:17
        Szymon Hołownia

        BBC pokazała w tym tygodniu relację z ostatnich chwil brytyjskiego milionera Petera Smedleya, którego poważna choroba zawiodła do szwajcarskiego ośrodka Dignitas, gdzie pozbawił się życia. Współautorem filmu jest pisarz Terry Pratchett, sam zmagający się z chorobą Alzheimera, rzecznik prawa do wspomaganego samobójstwa i eutanazji. Mówi, że walczy o wolność, by ci, którzy chcą się zabić, mogli to zrobić bez przeszkód. Jak jednak pogodzić taki pogląd z tym, co głosi współczesna psychiatria: człowiek decydujący się na zabicie siebie nie jest w pełni psychicznej dyspozycji, nie odpowiada za to, co robi? Gdybym miał okazję rozmawiać z Pratchettem, chciałbym pewnie, aby wytłumaczył mi tę sprzeczność, z której współcześni „humaniści” nie umieją się jakoś wyplątać, by wyjaśnił, czym jest dla niego samobójstwo: wzniosłym aktem wolności czy wymuszonym przejawem słabości, mimowolnym krzykiem człowieka zdeptanego przez lęk i cierpienie? Jednym i drugim? Nie ma rzeczy dobrych i złych równocześnie. Jeśli są złe – dlaczego je wspierać? Dobre? Czy może być dobrem coś, co w patrzącym nań człowieku rodzi wstrząs, strach, oburzenie?

        Na początek – rzut oka na Szwajcarię i wspomniany ośrodek Dignitas, w którym szczytne idee głoszone przez Pratchetta zamieniane są na praktykę. Na biznes. Zeznania podatkowe założyciela ośrodka Ludwiga Minellego wykazują roczne dochody w wysokości kilku milionów franków, wprowadzone przez niego karty klubowe uprawniają – po latach wnoszenia składek – do zniżek w opłatach za umieranie. W cenie przedśmiertny rytuał jak przed egzekucją: odebranie z lotniska, spacer, kolacja, a później obskurny pokoik i koktajl z leków, które nie zawsze dobrze się wchłaniają i czasem agonii towarzyszą straszne męki (wszystko przed kamerą, żeby uchronić Minellego przed więzieniem). Co dalej? Miejscowa policja na dnie pobliskiego jeziora znalazła dziesiątki urn, tropy wiodą do Dignitasu. W najbiedniejszych zakątkach świata widziałem ludzi, których niesprawiedliwy los postawił na granicy śmierci. Do końca ściskali w dłoniach ostatnią rzecz, której nie odbierze człowiekowi nikt – swoją godność. W Europie Minelli skąpany w pięknych słowach ostrożnie wyjmuje im ją z rąk, przerabia na pieniądze, po czym topi w jeziorze. Wydaje się, że jest tylko jedna rzecz, która może zmusić do podjęcia kontaktu z tym człowiekiem: to lęk przed dalszym bólem, samotnością. Czy drzewo o takich korzeniach może dać dobre owoce? Czy dobrem jest wyrządzić sobie (albo bliskiemu) zło, zanim ktoś wyrządzi je nam?

        Dwa miesiące temu w Wielkiej Brytanii ukazała się książka Kay Gilderdale, matki ciężko chorej dziewczyny, która nie mogąc sama podać sobie śmiertelnej dawki morfiny, błagała o pomoc mamę. Ta przez ponad dobę, miksując znalezione w domu leki, wstrzykując córce powietrze, szukając technicznych porad w internecie i na eutanazyjnej infolinii, próbowała doprowadzić ją do śmierci (sąd ostatecznie uniewinnił ją od zarzutu zabójstwa). Takich przypadków w samej tylko Wielkiej Brytanii było ostatnio kilka. Wierzę Kay Gilderdale, że nie chodziło o to, by jej córka umarła, ale o to, by nie musiała już cierpieć. A ponieważ jej cierpienia nie dało się odłączyć od jej życia, trzeba było przerwać obydwa naraz. Poświęcono tu jednak większe dobro (życie), by uzyskać mniejsze (brak bólu). Które per saldo i tak okazało się złem. Bo zabicie człowieka – nawet w rozpaczy, nawet gdy o to prosi – zawsze jest złem, niezależnie od emocji i wielkich słów, w jakie się je owinie. Tych, którzy mówią, że to rzecz do indywidualnej oceny, chcę się wystrzegać za wszelką cenę. Mam nadzieję, że nigdy nie staną nade mną.

        Takie sytuacje odsłaniają też jednak zwykle sedno sprawy: na wielkie nieszczęścia składa się zawsze suma małych deficytów dobra. Ktoś stracił wiarę, nadzieję, ktoś ma ograniczonego lekarza, ktoś nie ma już skąd brać siły. Ostatnio w Polsce kolejna matka napisała do sądu prośbę o zgodę na eutanazję ciężko chorego syna. I podobnie jak w poprzedniej głośnej sprawie Janusza Świtaja był to nie tyle głos za śmiercią, ile oskarżenie żywych. Lekarzy, którzy nierokującego pacjenta traktują jak warzywo, państwa, miejscowego Kościoła, organizacji pomocowych. To lekcja: od wielkich haseł lepsza jest odrobina wyobraźni. Przykład: prowadzone przez o. Filipa Buczyńskiego lubelskie Hospicjum Małego Księcia organizuje rodzinom ciężko chorych dzieciaków turnusy, podczas których specjaliści przejmują opiekę nad pacjentem, a wycieńczona obowiązkami rodzina „ładuje akumulator” – idzie do kina, na spacer, do lekarza, dentysty.

        W dyskusjach tak zasadniczych nie ma miejsca na kompromisy. Ja wierzę, że życie jest darem, inny, że życie i śmierć należą do niego, a „jakość życia” to wartość najwyższa. Wiem też jednak, że człowieka siedzącego przy łóżku chorego nie interesują debaty, on chce po prostu, po ludzku o kogoś się oprzeć. Nie zostać sam jak palec z garścią szlachetnych intencji. Które – jak pokaże to nam film Pratchetta – mogą czasem prowadzić nas do końca Człowieka. Początku końca ludzkości.
        • uffo Re: Wspomagane samobójstwo 22.06.11, 00:51
          'Myśl o samobójstwie jest wielką ulgą - pomaga przetrwać niejedną złą noc.' (Nietzsche)

          'Tzw. "wolność ducha" pojmuję całkiem definitywnie - jako bezwarunkową wolę mówienia 'Nie' kiedy niebezpiecznym byłoby coś takiego powiedzieć.' (Nietzsche)

          Ciekawe że starożytni nie piętnowali samobójstwa tak jak zaczęto to robić w czasach chrześcijańskich.

          Niektórzy filozofowie-samobójcy :


          Philosophers and Suicide 16oct07
          Since we are looking at philosophical responses to suicide, it might be interesting to note that a number of well-known philosophers have taken their own lives. Here is a brief list…

          435 B.C.E. According to legend, Empedocles leapt to his death into the crater of Etna.
          399 B.C.E. Socrates, condemned to death for corrupting the young, drank hemlock amongst his friends. The events are described in Plato’s dialogue known as ‘Phaedo’. In the ‘Crito’, Socrates is offered a chance to escape but refuses.
          338 B.C.E. According to legend, Isocrates starved himself to death.
          52 B.C.E. Lucretius is alleged to have killed himself after being driven mad by taking a love potion.
          65 Seneca was forced to commit suicide after falling out with Emperor Nero.
          1903 Otto Weininger committed suicide at the age of 23.
          1940 Walter Benjamin committed suicide with poison at the Spanish-French border, after attempting to flee from the Nazis.
          1943 Simone Weil starved herself to death.
          1954 Alan Turing is believed to have committed suicide by eating a poisoned apple.
          1978 Kurt Gödel starved himself to death by refusing to eat for fear of being poisoned.
          1979 Evald Ilyenkov committed suicide.
          1983 Arthur Koestler committed joint suicide with his third wife, Cynthia, by taking an overdose of drugs. He suffered from Parkinson’s disease and lukemia.
          1994 Sarah Kofman, French philosopher, committed suicide on Nietzsche’s birthday.
          1994 Guy Debord, suffering from diseases brought about by excessive alcohol consumption, shot himself in his cottage in Champot.
          1994 David Stove committed suicide after a painful struggle with disease.
          1995 Gilles Deleuze committed suicide by jumping out of his fourth-story apartment window.

          Interestingly, these cases seem to be concentrated around the ancients and 20th century philosophers. Obviously, the ancients did not stigmatise suicide in the same way as the Christian tradition; in fact, it was often seen as somthing supremely noble or rational. Many of the modern suicides of philosophers are associated with the effects of world war or mental illness.

          • gaika Re: Wspomagane samobójstwo 22.06.11, 19:41
            uffo napisał:

            > 'Myśl o samobójstwie jest wielką ulgą - pomaga przetrwać niejedną złą noc.' (N
            > ietzsche)

            Wcześniejszy film, z amerykańskiego rynku, o wspomaganym samobójstwie w Dignitas

            The suicide tourist


            Bardzo, bardzo poruszający(zadedykowałabym Hołowni).

            www.youtube.com/watch?v=bxQYTFIZi8A&feature=related
            www.youtube.com/watch?v=67TJL5F9CI0&NR=1
            www.youtube.com/watch?v=LWWx-G6rxvc&NR=1
            www.youtube.com/watch?v=dbyZpDPBW-A&NR=1
            www.youtube.com/watch?v=V-lgadWNGMY&NR=1

            Rozmowa z John'em Zaritsky'm, reżyserem filmu.

            www.youtube.com/watch?v=MeZvM34H5so
        • gaika Re: Wspomagane samobójstwo 22.06.11, 19:57
          W dyskusjach tak zasadniczych nie ma miejsca na kompromisy. Ja wierzę, że życie jest darem, inny, że życie i śmierć należą do niego, a „jakość życia” to wartość najwyższa. Wiem też jednak, że człowieka siedzącego przy łóżku chorego nie interesują debaty, on chce po prostu, po ludzku o kogoś się oprzeć. Nie zostać sam jak palec z garścią szlachetnych intencji. Które – jak pokaże to nam film Pratchetta – mogą czasem prowadzić nas do końca Człowieka. Początku końca ludzkości.


          Od końca zaczynając-inna opinia, inne widzenie tego problemu jest ok i powinno skłaniać ku dyskusji bez udawania, że tematu nie ma, czy zapotrzebowanie nie istnieje, bo można to zastąpić lepsza opieką paliatywną.
          Jednak im bliżej początku tym większy bełkot- Środa chociaż widziała film, a Hołownia przeczytał... świętą Wikipedię.

          Jak jednak pogodzić taki pogląd z tym, co głosi współczesna psychiatria: człowiek decydujący się na zabicie siebie nie jest w pełni psychicznej dyspozycji, nie odpowiada za to, co robi? Gdybym miał okazję rozmawiać z Pratchettem, chciałbym pewnie, aby wytłumaczył mi tę sprzeczność, z której współcześni „humaniści” nie umieją się jakoś wyplątać, by wyjaśnił, czym jest dla niego samobójstwo: wzniosłym aktem wolności czy wymuszonym przejawem słabości, mimowolnym krzykiem człowieka zdeptanego przez lęk i cierpienie? Jednym i drugim?

          Odpowiedziałby zapewne pytaniem-których psychiatrów i psychologów ma na myśli? Bo chyba nie tych, którzy konsultują takie przypadki i nie tych, którzy uznają istnienie 'racjonalnego samobójstwa'.
          A żeby znaleźć odpowiedzi na drążące pytania trzeba posłuchać choćby tych ludzi z filmów, czy tych, którzy takie rozwiązanie biorą pod uwagę.

          Ostatnio w Polsce kolejna matka napisała do sądu prośbę o zgodę na eutanazję ciężko chorego syna. I podobnie jak w poprzedniej głośnej sprawie Janusza Świtaja był to nie tyle głos za śmiercią, ile oskarżenie żywych. Lekarzy, którzy nierokującego pacjenta traktują jak warzywo, państwa, miejscowego Kościoła, organizacji pomocowych. To lekcja: od wielkich haseł lepsza jest odrobina wyobraźni. Przykład: prowadzone przez o. Filipa Buczyńskiego lubelskie Hospicjum Małego Księcia organizuje rodzinom ciężko chorych dzieciaków turnusy, podczas których specjaliści przejmują opiekę nad pacjentem, a wycieńczona obowiązkami rodzina „ładuje akumulator” – idzie do kina, na spacer, do lekarza, dentysty.


          To nie jest po prostu chory dzieciak i po prostu wycieńczona matka. To matka, która nie może patrzeć na cierpienie swojego dziecka, które jest warzywem.


          Barbara Jackiewicz dwa lata temu pisała do sądu o zgodę na eutanazję dla syna. Jej historia obiegła wtedy całą Polskę. W 1985 roku syn (wtedy w wieku 16 lat) stracił w szkole przytomność. Okazało się, że to powikłanie po przebytej odrze, które niszczy mózg (SSPE). - Poruszyłam niebo i ziemię, pisałam do wszystkich placówek w kraju i za granicą. Okazało się, że to beznadziejne i nic pomóc nie można. Chory żyje zwykle jeszcze przez trzy lata - mówi Barbara Jackiewicz.
          Było coraz gorzej, aż do całkowitej utraty kontaktu z otoczeniem i władzy nad ciałem. Ale Krzysztof Jackiewicz ciągle żył. Od blisko 26 lat wegetuje. Dwa lata temu matka - która opiekuje się nim samotnie - uszkodziła sobie kręgosłup, podnosząc syna. Wtedy się załamała i napisała prośbę o eutanazję. Kiedy sprawę nagłośniły media, zgłosiła się toruńska fundacja Światło prowadząca ośrodek dla chorych w stanie wegetatywnym. Krzysztof Jackiewicz został tam przewieziony.

          - Jeździłam do niego, kiedy mogłam, ale zaczęły mi się kłopoty z sercem, więc przeniosłam go bliżej domu, do ośrodka w Warszawie. Od jakiegoś czasu obserwowałam u niego objawy bólu: pocił się obficie, miał ślinotok, jęczał. W końcu okazało się, że nie oddaje moczu - opowiada matka. - Zawiozłam go do szpitala na Bielanach i tam się okazało, że zarosła mu cewka moczowa. Kiedy ten zrost przebijano - chyba bez znieczulenia - widziałam, jak podnosi ręce, zaciska pięści i się poci. Ja nie mogę patrzeć na cierpienie zwierzęcia, a co dopiero własnego dziecka! On ma już dwie dziury w ciele: w gardle - po tracheotomii (do oddychania) i w brzuchu - do odżywiania jelitowego. Teraz zrobią mu kolejną dziurę - do pęcherza. Jak długo można tak męczyć człowieka?! On cały czas cierpi, a lekarze tylko rozkładają ręce, że to przypadek nierokujący. Nawet nie wykonano porządnego badania mózgu, bo badanie jest drogie, a on nie rokuje. A kiedy w szpitalu widzą, jak koło niego chodzę, jak mu poprawiam skarpetki, jak go wycieram, kiedy się poci, to słyszę, że jestem nadopiekuńcza. A ja przecież wiem, że jak go takiego mokrego wyniosą do karetki, to będzie następna infekcja. Nie chodzi mi o to, że od tego umrze - bo śmierć jest dla niego wyzwoleniem. Chodzi o to, że to będzie dla niego dodatkowe cierpienie. Całe jego życie to cierpienie: od odleżyn, zalegającego śluzu, zapaleń w kolejnych miejscach od tych wszystkich rurek.



          wyborcza.pl/1,75478,9660902,Pozwolcie_mu_umrzec.html

          Mógł Hołownia napisać komentarz skłaniający ku przemyśleniom, coś sensownego na drugą nóżkę, ale wsparł się żenującą argumentacją.

          • oby.watel Re: Wspomagane samobójstwo 22.06.11, 20:36
            Przytoczyłem głos p. Hołowni nie po to, by z nim polemizować, ale po to by pokazać, że religia bardziej niż amfetamina, heroina i ecstasy razem wzięte rzuca się na mózg. Człowiek, który sam nigdy nie cierpiąc beznadziejnie poucza innych, moralizuje, nie jest żadnym filozofem czy etykiem, ale zwykłym durniem.
            • chickenshorts Re: Wspomagane samobójstwo 22.06.11, 22:17
              A co gorsze, w przeciwieństwie do ćpunów i ich stuffu, religianci i ich obłęd mają ochronę prawną, zaś ich dealerzy współdecydują politycznie, są zwolnieni od podatków i utrzymywani przez społeczeństwo... I jeszcze domagają się szacunku.

              • oby.watel Re: Wspomagane samobójstwo 22.06.11, 22:39
                Ale taki sposób na bezstresowe życie zasługuje na szacunek! Zwykli ludzie harują od świtu do nocy, żeby związać koniec z końcem. Mniej zwykłym "się należy", ale też muszą zapieprzać. A ci przez całe życie kochają boga i pouczają innych jak mają żyć sami żyjąc jak pączki w maśle, obskakiwani przez usłużne parafianki, i utrzymywani przez parafian.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka