diabollo
14.10.11, 18:20
O ironio
Tomasz Piątek
Pod moim ostatnim felietonem pojawił się komentarz, a właściwie zarzut: że niby moje ataki na Kościół katolicki pozbawione są finezji, szlachetnej ironii, że to zwykła chamówa jest. No cóż, może i jest. Ale niektórzy ludzie nie zasługują na ironię. Nie sądzę, żeby szczególnie zabolała panów w sutannach, a większość z nich pewnie nawet by jej nie zrozumiała. Moja działalność ma charakter dydaktyczny. Katolicy twierdzą, że są prześladowani, obrzucani błotem, traktowani z pogardą. Ja na to odpowiadam: mówisz – masz. Zobacz, jak to miło, kiedy naprawdę jesteś przez kogoś traktowany z pogardą. Jest to pogarda dydaktyczna na zimno, bo tak naprawdę żadnej pogardy dla katolików nie czuję. Uważam tylko, że są w grubym błędzie.
Innym człowiekiem, który nie zasługuje na ironię, jest Wiktor Janukowycz. Przyznam się, że nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem Julii Tymoszenko. Nawet wtedy, gdy porwał mnie entuzjazm dla entuzjazmu Ukraińców, nawet podczas pomarańczowej rewolucji. Tym bardziej teraz, kiedy widzę, o co w tej rewolucji chodziło: żeby nieszczęsny towar ludzki, jakim są Ukraińcy, wyjąć ze stanu posiadania lokalnych oligarchów i przenieść do stanu posiadania międzynarodowych korporacji. Nie zaprzeczam, że takie przejęcie mogło być na jakiś czas korzystne dla Ukraińców, ale jasne jest, że celem całej operacji nie było ich dopieszczenie, tylko zarobienie na nich.
Julia Tymoszenko była jedną z wykonawczyń tego nieudanego przejęcia. Nie bardzo wierzę w jej szlachetne motywacje. Nie mam też pojęcia, czy słynne umowy, które podpisała z Rosjanami, były korzystne dla Ukrainy czy nie. Może i były niekorzystne. Jasne jest jednak, że to nie za rosyjskie umowy Janukowycz wsadził ją do więzienia. Wsadził ją, żeby uniemożliwić jej start w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Bał się z nią przegrać.
Jakkolwiek byśmy oceniali Janukowycza i Tymoszenko, nie tak się robi politykę w demokracji. Pisząc ten felieton, wymyślałem dla ukraińskiego prezydenta różne ironiczne przydomki i finezyjne obelgi. Ale niektórzy ludzie nie zasługują na finezję. Powiem po prostu: Janukowycz to dyktator. Lecę na Ukrainę osiemnastego października, będę na lotnisku w Kijowie o trzynastej trzydzieści pięć. To informacja dla Janukowycza, na wypadek gdyby chciał mnie aresztować. Tyle w kwestii ironii.
W kwestii ataków na tak zwany Kościół katolicki: Palikot zapowiedział, że wystąpi do marszałka Schetyny o usunięcie krzyża z sali sejmowej. Palikota nie znoszę, ale w tym przypadku się z nim zgadzam. Podobnie jak mój pastor Semko Koroza, który uważa, że łatwiej jest budować wspólną przestrzeń bezwyznaniową niż wielowyznaniową. Dlatego jeśli Sejm ma być przestrzenią wspólną wszystkich obywateli RP, najlepiej byłoby usunąć stamtąd krzyż. Tym bardziej że to, co się tam dzieje, jest nieraz obrazą dla idei chrześcijaństwa, a więc dla symbolizującego ją krzyża (ale to już inna sprawa).
Zatem zgadzam się z Palikotem. Tyle że moim zdaniem Palikot nie powinien występować oficjalnie do marszałka Schetyny o zdjęcie krzyża. Krzyż został powieszony nielegalnie przez dwóch posłów AWS, którzy przy okazji zdemolowali futrynę (nawet krzyża nie potrafili tak powiesić, żeby nie zrobić wokół zniszczeń). W nocy, nie pytając nikogo o zgodę, ot, tak sobie, krzyż powiesili. Palikot powinien ot, tak sobie, ten krzyż zdjąć, nikogo nie pytając o zgodę. Skoro katolicy działają metodą faktów dokonanych, antyklerykałowie też powinni.
Ale niestety Palikot zapowiedział, że tak nie zrobi. Chce działać zgodnie z protokołem, grzecznie. Chce się pozbyć maski swawolnego Dyzia polskiej polityki. Chce być szacowny. Już po tej pierwszej decyzji widać, że Ruch Palikota traci swój pierwotny błazeński impet i grzęźnie w poprawności. Czy można sobie wyobrazić coś równie beznadziejnego jak szacowny Palikot?
www.krytykapolityczna.pl/TomaszPiatek/PiatekOironio/menuid-215.html