diabollo
14.01.12, 19:52
ZIOBRO i jego zdrajca
Autor: JOANNA SKIBNIEWSKA
Prawo Wełny: wszyscy jesteście podejrzani.
Skruszony prokurator Marek Wełna z Krakowa przyznaje, że Zbigniew Ziobro i Bogdan Święczkowski naciskali na niego, żeby zdobył dowody na przestępstwa popełnione przez przedstawicieli lewicy. To zapewne prawda. Tyle że na Wełnę nikt nie musiał naciskać. Nie sposób wymienić wszystkich ofiar prokuratora Wełny. Nie da się nawet wymienić ich większości ani powiedzieć, które przypadki są najbardziej drastyczne.
Leszek S.: oślepł w areszcie
Leszka Szlachcica, człowieka starego, schorowanego, inwalidę I grupy, przetrzymywano w areszcie za rzekome wyłudzenie leasingu (swojądrogą, jak można wyłudzić leasing?). Tam prokurator Wełna w bezpośredniej rozmowie 14 sierpnia 2001 r. miał powiedzieć: ? Dobrze, że chce pan zeznawać (Szlachcicoświadczył, że będzie zeznawać, gdyż czuje się niewinny i nie ma nic do ukrycia), bo tak zaaresztowalibyśmy bardzo wielu niewinnych ludzi, w tym połowę pana rodziny. Gdy jednak Szlachcic nie przyznał się do winy, Wełna wziął się za jego najbliższych. Głównie synów. Zajęcie majątku, szykany, zarzuty wyssane z palca. Wreszcie zatrzymania i wielogodzinne przesłuchania. Sam Leszek Szlachcic został skrzywdzony najbardziej. Oślepł w więzieniu. Gdy trafił do aresztu, był po operacji oczu. Miał zaświadczenie od lekarza, że musi być pod stałą kontrolą okulisty. Miał też takie, w których okuliści pisali, że nie może przebywać w areszcie. Wełna nie tylko wnioskował o areszt i co 3 miesiące go przedłużał, ale nie zgadzał się też na leczenie aresztanta. A jak się już zgodził, to po wielu miesiącach od chwili, gdy Szlachcic o to błagał. Było już za późno. Szlachcic stracił wzrok. On sam nie ma najmniejszych wątpliwości, że przez Wełnę. Po 27 miesiącach bezsensownego aresztu został kaleką do końca życia.
Stanisława C.: była zakładniczką
Stanisława Chmielewska została aresztowana przez Wełnę, żeby "zmiękczyć?jej syna aresztowanego wcześniej. Miała być zakładniczką. Zresztą dosłownie tak nazywał ją Marek Wełna w rozmowie z jej synem. Chłopak nie chciał mówić tego, co chciał prokurator, Wełna przymknął więc matkę, stawiając jej absurdalne zarzuty. Chmielewska była w areszcie 15 miesięcy. Wyszła w stanie agonalnym w pierwszej fazie udaru mózgu. Badający Chmielewską lekarz z krakowskiego pogotowia po badaniu przed aresztowaniem napisał, że wyjątkowo wyraża zgodę na jeden dzień jej pobytu w izbie zatrzymań. Ona będąc już w pudle, błagała o badanie lekarskie. Wełna się nie zgadzał. Przeprowadzono takie badanie 15 miesięcy od złożenia wniosku! Chmielewska jest wrakiem człowieka. Sześć guzów tarczycy, guz piersi, osteoporoza, cukrzyca, dyskopatia, pierwsza faza udaru mózgu z postępującym paraliżem kończyn dolnych i mimicznymi zmianami na twarzy. Gdy z powodu konwulsji wreszcie zbadał ją więzienny lekarz i zrobił EKG, wyrwał z aparatu wydruk i darł go na strzępy. Znowu robił pomiar i znowu darł, a pielęgniarka tylko pytała: "Wołamypogotowie?!?. Nie zawołali.
Adam C.: ledwo przeżył
Jej syn Adam do aresztu przy ul. Montelupich trafił zdrowy. Wielkie, silne chłopisko. Po dwóch miesiącach zaczęły się zawroty głowy, silne bóle, utraty przytomności. Prosił o konsultację lekarską. Wełna napisał, że symuluje. Raz zmierzono mu ciśnienie: 200/120. Lekarz się uśmiał i wysłał go do celi. Niedługo potem Chmielewskiego sparaliżowało. Służbę więzienną zaalarmowali współwięźniowie. Gdy przyszedł lekarz, pociął mu nogę, żeby udowodnić, że aresztant ma czucie w nogach. Adam do dziś ma blizny. Lekarz stwierdził, że "cośjest nie tak? i zostawili go w celi. Na rok. W międzyczasie wysiadło mu serce. Gdyby nie więźniowie, Chmielewski umarłby z głodu, bo nie miał siły utrzymać łyżki. Wełna jednak nie wyrażał zgody na wizytę lekarza. Kiedyś w drodze na przesłuchanie Chmielewski zaczął umierać. Służba więzienna zatrzymała się przy pierwszym w mieście szpitalu. Ledwo przeżył. Lekarz więzienny chwilę przedtem napisał, że więzień jest zdrowy i może brać udział w przesłuchaniu.
Wojciech L.: rok w piekle
Wojciecha Lenka, zasłużonego policjanta, dopadnięto w krótkich spodenkach na lotnisku 21 lipca 2002 r. Wracał z rodziną z urlopu. Zatrzymała go grupa uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy CBŚ z Krakowa. Jego zawieźli do Krakowa, rodzinę do Radomska. ? "O,Książę przyjechał?, powitał mnie prokurator Marek Wełna ? wspomina Lenk. Sześciu potężnych funkcjonariuszy 45 mkw. mieszkania przeszukali w 3 godziny. W nakazie wpisane mieli przeszukać domy, posiadłości itp. Bo przecież Książę nie może mieszkać w bloku. Nic nie znaleźli. Ale Lenk przesiedział w areszcie rok. Głównymi świadkami byli dwaj bandyci, którym miesiąc po złożeniu zeznań obciążających policjanta Wełna uchylił areszty tymczasowe. Jednym z nich jest płatny agent, ksywa Komandos, z którym Lenk nie chciał współpracować. Kartoteka Komandosa zawiera wachlarz przestępstw ? od gwałtów przez wymuszenia po rozboje. Drugi świadek też bardzo nie lubił Lenka, bo nie chciał z nim wchodzić w układy. Poza zeznaniami przestępców dowodem przestępstw Lenka była kaseta magnetofonowa ? jak ustalili biegli ? kasowana i manipulowana. Aby uzyskać przedłużenie aresztu, prokurator Wełna za każdym razem informował sąd o konieczności przesłuchania kolejnych świadków, przeprowadzenia rewizji mających ujawnić materiały wybuchowe, broń i pojazdy, powoływał się na udział policjanta w zorganizowanej grupie przestępczej itp. Większość z tych czynności nigdy nie nastąpiła. A Lenk siedział 356 dni w więzieniu w Wadowicach. Schudł 30 kilo. ? Prokurator Wełna złożył mi propozycję ? mówi Lenk. ? Chciał, żebym obciążył zeznaniami prokuratora Włodzimierza Wiaderka z Radomska lub inną ważną osobę. W zamian obiecał, że natychmiast opuszczę areszt. Wojciecha Lenka oczyszczono z zarzutów. Ale przez rok przeżył piekło.
CDN...