kora3 05.01.13, 00:19 Wiele razy przekonywaliście mnie, że taka presja istnieje No to macie przykład z nieodległegło forum forum.gazeta.pl/forum/w,16,141529761,141529761,wybor_chrzestnego_kierowaliscie_sie_wiara_.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
diabollo Re: Macie przyklad presji na obrzedy religijne:) 05.01.13, 18:47 Przepiękna Koro, mi też ręce opadają, jak coś takiego czytam. A oczywiście presja jest - presja kulturowa i czytamy tutaj jej rezultaty. Jakoś tak powszechnie jak do ślubów w obrządku katolickiego zabobonu w Polsce ludzi nie ciągnie np. do zabobonów scientologicznych. Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link
kora3 Żadna presja Diabciu:) 05.01.13, 19:45 Dziewczyna sama pisze, ze lubi po prostu tradycję PL leży na terenie, gdzie dominuje katolicyzm od wieków, to kwestia TRADYCJI, a nie żadnej presji. Tylko, ze jak wiele razy pisałam - nie ma to nic wspólnego z wierzeniami, za to niestety trzeba za to płącić nie tylko gótówką zainteresowany, ale całe społeczeństo etykietą "katolickie" Odpowiedz Link
diabollo Re: Żadna presja Diabciu:) 14.01.13, 19:01 Przepiękna Koro, to typowy przypadek inż. Mamonia - lubi piosenki, które zna. Tylko ktoś musiał ją wcześniej w tych piosenek nauczyć i w tych piosenkach wyćwiczyć. Innych nie pokazać. Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link
kora3 Czyż nie nazbytnio upraszczasz Kochany?:) 15.01.13, 13:56 Bo tak można tłumaczyć wszystko i zawsze: ktoś lubi muzykę biesiadną, bo takiej słuchano u niego w domu, ktoś jest chamski, bo miał/ma chamskich rodziców itd. Człowiek tym sie rózni od np. pchły, że posiada zdolnośc uczenia sie czegoś wiecej, niż tylko spraw okołoinstyktowych i posiada też (powinien posiadać ) zdolnośc analizy. Kazdy z nas wychował się w jakimś srodowisku - mniej albo bardziej zróżnicowanym, ale w jakimś. Autorka tamtego zalinkowanego watku też. Jednakowoż owa pani własnie pisze, ze NIE JEST religijna i ceremonia nadawania dziecku imienia w kościele zwyczajnie sie jej PODOBA! I nie ukrywajmy Diabollo - wielu ludziom w sensie oprawy także SIĘ PODOBA. Powiadasz "innych nie nauczyli" - ni nie nauczyli, bo ich zwyczajnie przynajmniej u nas NIE MA. Poza nielicznymi wyznawcami Światowida, czy podobnych kultów mających korzenie w wierzeniach Słowian zasadniczo poza wyznaniami chrześcijańskimi, które dominują w Europie nie celebruje się jakoś nadawania imienia dziecku. W USC jest to czysta formalność i nie wykształcił się inny model także państwowy i także w czasach, kiedy z racji choćby przynaleznosci partyjnej sporo ludzi rezygnowało w chrztu dzieci. Nie ma zwyczajnie świeckiego odpowiednika takiego aktu i cześc. Cóż zatem innego miałoby "się pokazać" tej kobicie? Nieco, ale tylko nieco inaczej jest ze ślubem. Ceremonia świecka istnieje i kiedyś (w czasach przedkonkordatowych) była ona nawet obligatoryjna PRZED ślubem w kościele (o ile ktoś takowy brał). Jest to jednak, nie czarujmy się, ceremonia znacznie mniej ze tak powiem wystawna. Jest przede wszystkim krótsza no i z mniejszą pompą. Niemniej - stanowi jakąś alternatywę dla ślubu kościelnego. W przypadku nadania imienia - nie ma jej żadnej, ale to takze dlatego, że ludzie zwyczajnie nie stworzyli sobie jakiejś "świeckiej tradycji" na te okolicznośc. Chcę Diabciu (nieustająco przeprzystojny), zebyś mnie dobrze zrozumiał. Ja nie twierdzę, że nikt w PL nigdy nie był pod presją, żeby brać ślub kościelny, chrzcić dziecko itd. Mnie chodzi jedynie o to, żeby właściwie oceniać skalę zjawiska i proporcje. ZDARZAJĄ sie w PL (i nie tylko tu sytuacje autentycznej presji na uczestnictwo czynne w obrzedach religunych - zdarzają się ze strony np. rodziny, a nawet o zgrozo - pracodawcy (!). Ale nie dotyczą one wcale wiekszosci - wiekszosc uczestniczy w nich, bo jej się tak podoba ! Z całym szacunkiem, ale to nie jest wina KRK, ze ludziom się tak podoba oprawa, iż mimo swej ewidentnej niewiary w głoszone przezeń hasła idą tam po coś. Konktrtnie po wstęp do fajnej impry - ich sprawa, ale niech potem nie płączą, że to, czy tamto Odpowiedz Link
diabollo Re: Czyż nie nazbytnio upraszczasz Kochany?:) 15.01.13, 23:16 Przepiękna Koro, Chcesz - masz. Doskonale rozumię. I nigdy nie chodziło mi o pracodawcę. Przemoc symboliczna polega na czymś innym. Nie wiem czy większość uczestniczy "bo lubi". "Lubi" to co z na i w czym jest wyćwiczona. Pozdrawiam i kłaniam się nisko. Odpowiedz Link
kora3 Diabollo :) 16.01.13, 11:03 przykład z pracodawcą miał pokazywać, ze są przypadki realnej presji na człowieka, by uczestniczył w obrzedach. Sa to przypadki raczej rzadkie (na szczescie), ale istnieją, wiec było to gwoli sprawiedliwości. Natomiast w zalinkowanym wątku mamy konkretny INNY przypadek - kobieta chce ochrzcić dziecko, bo jej się to PODOBA. Jasne, prawdą jest, że TO włąsnie zna przypuszczalnie najlepiej i jedynie, ale ten argument jest przyznasz taki sobie. A jest taki sobie, bo chodzi o z tego co zrozumiałam - niemowlaka. Jak pisalam wczesniej - pewne ceremonie religijne nie mają w świeckim swiecie swych odpowiedników. Do takowych należą własnie chrzest, czy I komunia. Urzedowe nadanie dziecku imienia to formalnośc, a I komunia wcale nie ma żadnego, nawet formalnego "odpowiednika" świeckiego. Jestem w stanie pojąć, że dziecku w wieku 8 lat może być zwyczajnie przykro, ze jego rówieśnicy uczestnicz w jakiejś ceremonii, po której w dodatku jest impreza i po której co zwykle niebagatelne dla dzieci otrzymuje się prezenty. Ale chrzest niemowlaka to "Zabawa" TYLKO dla dorosłych Dziecko nie ma świadomości w czym uczestniczy, nie bierze udziału w imprze po i nie jest swiadome, ze dostało jakieś prezenty. Jeśli wiec tu ktoś dal kogoś nie mając przesłanek religijnych odstawia szopkę to tylko rodzice dla siebie i gości. A odstawia w kosciele, bo jak piszesz, to zna - owszem, ale po pierwsze: czy zawsze powtarzamy bezmyślnie to, co znamy? Czy MUSIMY? A po drugie - czyja to wina, że "to zna"? W czasach, gdy nasze państwo było oficjalnie niechętne kościołom NIE WYKSZTAŁCIŁ się zaden świecki model ceremonii nadawania dziecku imienia, ergo - najwyraźniej społeczeństwo nie czuło takiej potrzeby, takze w tych warstwach, które z założenia odrzucały obrzedowosc wyznaniową. Czy u nas jest zabronione zorganizowanie sobie imprezy świeckiej, na której np. wynajęty prezenter przeczyta imię dziecka, przekaże zgromadzonym, że oto te i te osoby są jego "rodzicami z serca" (np. tak moznaby sobie nazwać odpowiedniki chrzestnych świeckie) - no nie. Skoro zatem zainteresowani tak nie robią, tylko jednak zwracają sie o ceremonię w kosciele, to oznacza, ze tak CHCA!!! Nie przekonuje mnie "niby nie ma presji, ale niby jest" i takie mydlenie oczu. Ludzie, którzy są poza KRK i związani z innymi obrzadkami, czy wyznaniami TEZ na ogół obracają się w środowisku, które wychowywało się na obrzedach katolickich. Np. ŚJ, czy Adwentyści, albo Zielonoświatkowcy. NIE uczestniczą w katolickich obrzedach, NIE posyłają dzieci na katechezę i jakoś żyją Oni mają zapewne obrzedową alternatywe w SWOICH obrzadkach, jasne, ale jesli ktoś nie czuje sie czlonkiem jakiejkolwiek wspólnoty religijnej, to chyba nie potrzeba mu też religijnej obrzedowości? Na koniec pewna zabawna sprawa. Jak pisałam tu chyba do Uffa, ostatnio zupełnie przypadkiem natknęłąm sie na kanał TV, na którym nadawano program reality z amerykańskiego salonu sukien ślubnych Oferowane tam kreacje w wiekszosci były tradycyjne - to jest w kolorze białym (ecru, kość słoniowa, rzadko bladoniebieski, czy złotawy), z welonami itd. Generalnie - no suknie typowo kojarzace sie ze ślubem katolickim, czy szerzej - chrzescijańskim. Tymczasem kiientkami salony były panie mające rózne korzenie etniczne i różne wyznania, a także brak takowych. Suknię w takim stylu kupowały panie z korzeniami w judaizmie, w islamie, w hinduizmie, a takze takie, które praktykują jakieś wierzenia afrykańskie, czy celtyckie, nawet zupełnie takie bez etnicznych korzeni w przeszłości, np. elfickie Pomijając elfickie i tego rodzaju kulty, w wiekszosci kultur z których pochodzą te panie był/jest jakiś model stroju dla kobiety wstepującej w zwiazek małżeński. I model ten był/jest na ogół INNY niż biała suknia z welonem Diabollo. Pomimo to jednak, że owe panie biorąc sluby pozaurzedowe chcą nawiązywac do swoich wierzeń i tradycji, CHCĄ także białej sukni z welonem I także CHCĄ jej panie niewierzące, biorące sluby li tylko urzedowe. Tu naprawdę nie mozna powiedzieć, że "tylko to znają, wiec lubią", bo róznorodność kultur i wyznań w USA jest naprawdę ogromna. Chce kobita brać ślub "na Gotha" - może, chce w stroju harleyowca- może, chce w stroju płetwonurka TEŻ moze. I są takie, które biorą, ale jednak przytlczająca wiekszosc bierze te rózne śluby w białych sukniach z welonami, bo takowe im się zwyczajnie PODOBAJĄ. Nawet nie mozna tu mówić o tym, że "kazda kobieta chce RAZ wystąpić w białęj sukni" - bo czasem są to KOLEJNE śluby, ale nadal w takim stroju. Bo wiekszosc CHCE niezaleznie od wyznania, czy jego braku na slubie wlasnym być w boiałej sukni i cześc. Odpowiedz Link
kora3 Jeszcze taka ciekawostka :) 16.01.13, 11:39 Otóż u wiekszości ludów afrykańskich - bez względu na to, jakie wyznanie przyjęły one po pogaństwie (o ile jakieś przyjęły) biel jest kolorem smutku i żałoby. Tymczasem afroamerykanki, takze te dążące obecnie do swoich korzeni kulturowych wybierają na ślub białą bezę Odpowiedz Link
gaika Re: Czyż nie nazbytnio upraszczasz Kochany?:) 16.01.13, 17:35 Tej pani podoba się oprawa. Abstrahując od tego, że innej oprawy w kraju nad Wisłą nie uświadczysz(a natura ludzkich zbiorowości lubi oprawy) i przyjmując założenie, że pani ta nie podlega literalnie żadnym naciskom (ani prywatnym, ani kulturowym-w zasadzie spadła z księżyca), jaki płynie z tego wniosek dla naszego kraju i uwarunkowań kulturowo-religijnych w jakich się on znajduje? Czy ten jednostkowy przykład plus przykład Grzesia i parę innych pozwoli „właściwie oceniać skalę zjawiska i proporcje.” Czy przykład tej pani podważa wypalone żelazem i 'mlekiem matki' typowe odruchy narodowokatolickie? Na co dowodem jest ta pani? Że zdarzają się Polacy niepodlegający presji? Czego jest przykładem orzeczenie pani sędzi w sprawie krzyża na sali sejmowej? Wypowiedź posłanki, że w sprawie rodzin homoseksualnych no pasaran, posła, że zgwałconą żonę zmusiłby do rodzenia, przypadkowego społeczeństwa, które z rzadka chodzi do kościoła, ale dziecko na religię posyła często, ochrona uczuć religijnych w kk, itp., itd. Co pozwala 'właściwiej ocenić zjawiska i proporcje'? Jeżeli obrzędowość, tradycja nie wypływają z głębokiej wiary, nie znaczy, że nie ma presji. Bo religijno-kulturowe tradycje to nie tylko więź z Bogiem i wiara, ale więź społeczna. Identyfikacja, przynależność, istnienie w głównym nurcie (poczucie bezpieczeństwa). Nie każdego stać mentalnie, emocjonalnie na bycie outsiderem. Określenie 'katolicki ateista' nie wzięło się z Marsa, ale z właściwej oceny zjawiska. Odpowiedz Link
kora3 Gaiko miła 16.01.13, 18:25 Rzecz cala w tym, że przyklad owej pani wcale nie jest jednostkowy - podobne podejscie ma około 80 proc. z tych ludzi, którzy obrzedy typu chrzest, czy slub kościelny czynnie kultywują. Że taką mamy tradycję - racja, ale nie nazywajmy tego presją. Tradycja moze komuś odpowiadać, albo nie, można sie z nie wyłamać jesli nie odpowiada, albo nie. Odpowiedz Link
kora3 I jeszcze jedno ważne Gaiko 16.01.13, 18:43 W moim odczuciu to, że ktoś chce na siłę być w jakimś "stadzie" to żadna presja. To jego dysfunkcja, jesli chce być a zasady stada mu nie odpowiadają. Nie wiem też o jakim "ouisajderstwie" hehe prawisz. O tym kto ma ślub koscielny, czy w ogóle jakiś albo ochrzczone dzieci, to moze (niekoniecznie) gfadają ludzie na wsi gdzie jest z 500 mieszkańcow. Zwykle nikt sie tym nie interesuje, moze poza najbliższą rodziną - nie te czasy. Odpowiedz Link
grzespelc Re: Macie przyklad presji na obrzedy religijne:) 06.01.13, 02:49 Nie zauważyłem tu presji. A taj a propos funkcji chrzestnego, to ja wszystkim najbliższym z góry powiedziałem, że o ile forma ślubu należy do nich i jak ktoś chce mnie za świadka, to nie ma sprawy, o tyle do robienia dziecku krzywdy pod żadnym pozorem ręki nie przyłożę. Na razie nie wpłynęło to na relacje. Odpowiedz Link
kora3 Nie zsuważyłeś - bo jej nie ma Grzesiu:) 06.01.13, 11:05 Wrzuciłam to, bo swego czasu moje tłumaczenia, że ludzie biorą sluby kościelne i chrzczą dzieci nie pod wpływem jakiejś "presji" tylko dlatego, ze te obrzedy im się podobają, nieprzekonywały niektórych z Was. Macie zatem przykład całkiem bezstronny - taką postawę reorezentuje jakieś 80 proc. ludzi uczestniczących czynnie w obrzedach religijnych Nie ma żadnej presji, jest chęc na "fajny" i z pompą wstęp do imprezy. Co do Ciebie - świadkiem na ślubie jak najbardziej mógłbyś być - wg mnie nie tylko moralnie, ale i zgodnie z zasadami KRK. Nie wymagają one by świadek slubu był katolikiem, a nawet chrzescijaninem, czy wierzacym w jakimkolwiek wyznaniu. Ma znać język udzielania ślubu na tyle, by wiedzieć co się dzieje (i w razie wu zaswiadczyć, ze sie stało). Pomimo tych zasad ogólnych proboszcz parafgii, gdzie udzielany jest ślub, czy też ksiadz asystyjący przy ślubie może zaządać, by świadek był wierzacy. Natomiast z chrzestnym jest inaczej - wg zasad KRK ma to być osoba wierzaca i PRAKTYKUJĄCA, bo chrzestni mają pomagać rodzicom w wychowaniu dziecka takze w zakresie wiary. Odpowiedz Link
grzespelc Re: Nie zsuważyłeś - bo jej nie ma Grzesiu:) 07.01.13, 21:42 > Co do Ciebie - świadkiem na ślubie jak najbardziej mógłbyś być - wg mnie nie ty > lko moralnie, ale i zgodnie z zasadami KRK. Nie wymagają one by świadek slubu b > ył katolikiem, a nawet chrzescijaninem, czy wierzacym w jakimkolwiek wyznaniu. > Ma znać język udzielania ślubu na tyle, by wiedzieć co się dzieje (i w razie wu > zaswiadczyć, ze sie stało). Pomimo tych zasad ogólnych proboszcz parafgii, gdz > ie udzielany jest ślub, czy też ksiadz asystyjący przy ślubie może zaządać, by > świadek był wierzacy. Mnie nikt o nic nie pytał. Podpisałem, co trzeba i już. > Natomiast z chrzestnym jest inaczej - wg zasad KRK ma to być osoba wierzaca i P > RAKTYKUJĄCA, bo chrzestni mają pomagać rodzicom w wychowaniu dziecka takze w z > akresie wiary. Aha. Ale ja w ogóle na chrzcie u kolegi nie byłem. Wiedział, co o tym mysle, więc mnie nie zaprosił i dobrze. Odpowiedz Link
uff.o Re: Macie przyklad presji na obrzedy religijne:) 06.01.13, 22:47 presja jest zawsze. Szczegolnie w sytuacji iz od polowy 17 wieku Polska tradycja i kultura ulegaly gwaltownej degeneracji obyczajow, z powodu monopolistycznego wplywu KK, ktory chcac nie chcac stal sie 'nowa' tradycja, blichtru i nietolerancyjnosci, jak tez trzymania sie w kupie w czasach niebytu panstwowego. Ta 'tradycja' blichtru, zmyslowosci i pustych rytualow zakorzenila sie na tkance polskiej kultury jak chwasty na zdziczalym polu, niegdys pielegnowanym. Jej latwosc i zmyslowa ponetnosc szybko zadomowily sie w mentalnosci mas, i zdominowaly spoleczenstwo, bedace pod bezustanna presja KK, nastawionej na wplywanie na masy i odindywidualizowanie spoleczenstwa, ktore osiagnelo swoje kulturowe, spoleczne i panstwowe szczytowanie w czasach kiedy KK nie posiadalo tak zmonopolizowanej kontroli nad umyslami, tudziez wyborami ludzkimi odnosnie religijnych, slubnych, etc. ceremonii. Ta otwartosc i dyskurs zostaly zabite przez religijno-polityczna poprawnosc, doprowadzona do absurdu. Ta powierzchowna rytualizacja zycia spolecznego, ulegla tym wiekszemu wzmocnieniu w czasach politycznego niebytu Polski, gdyz scalala narod, potem podczas wojen, a w czasach komuny swietnie wspolgrala z materializmem programowym, ale najbardziej uwidocznia swoje szatanskie rozki w czasach wolnosci. Jak dla mnie, jesli wolno miec odmienne zdanie, presja zawsze istnieje, chocby na poziomie podswiadomym, choc na powierzchni moze sie jawic jako jakies tam swobodne widzi mi sie. Chrzestny braciszek, ktory umie kochac dzieci, bo potrafi trzymac.... krotko..... Juz samo to jest przykladem nie tylko na bycie ofiara presji nakazowej moralnosci (KK), ale tez przykladem podejmowania w takiej sytuacji absurdalnie nieracjonalnych decyzji, byleby tylko zaspokoic presje tej 'tradycji', KK, rodziny (ktora promieniuje takaz sama presja), a jednoczesnie w koncu, o ulgo, wybrac kogos komu sie ufa, skoro juz trzeba, musi sie 'wybrac'. A niech no sprobuje nie chrzcic i zyc pod presja rodzin, zyjacych pod presja KK. Ha,ha,ha,ha.... Taka rodzina bedzie mantrowac negatywna energia na taka wyrodna pare, az w koncu zdarzy im sie jakies nieszczescie. A rodzina ze smutkiem i utajona ulga bedzie mowic: 'A nie mowilam ze zyli nie po bozemu....? 'Na kocia lape'. Czy tradycje katolicka w Polsce od czasu wypedzenia protestantow, mozna nazywac tradycja we wlasciwym pozytywnym, kontruktywnym sensie, wydaje mi sie rzecza dyskusyjna. Czy te najlepsze cechy rozkwitle w rozwoju kulturowym Polski pochodza z tego okresu zmonopolizowania i degeneracji? Smiem watpic. A moze ten ciemny czas Polacy przetrwali dzieki temu co zaprocentowalo w tym wspanialym wysilku z czasow kiedy Polska byla ostoja dla wolnomyslicieli, artystow, Zydow, etc., uciekajacych przed przesladowaniami z innych czesci Europy, wpadajacej w sidla konserwatyzmu? Odpowiedz Link
kora3 wszystko to b. madre wywody Uffuś 06.01.13, 23:42 tylko zapominasz o pewnej sprawie. Mianowicie, zdarza sie, że tzw. małzonkom sakramentalnym nie wyjdzie i ludzie się rozwiodą. Sporo z nich wchodzi w nowe zwiazki, siłą rzeczy niesakramentalne. Znakomita wiekszosc babć, cioć i kogo tam chcesz oraz reszty społeczeństwa nic w tym nadzwycxzajnego nie widzi Ot - młodzi nie biorą slubu kościelnego, bo nie mogą i jakoś nikt szat nie drze. Sytuacje, kiedy rodzina czy otoczenie nie akceptuje nowego niesakramentalnego związku są rzadkie i dotyczą religfijnych ortodoksów. Zatem...? Odpowiedz Link
uff.o Re: wszystko to b. madre wywody Uffuś 08.01.13, 18:10 zgadzam sie z Toba w pelni Korciu, zmiany sie dzieja i owa powierzchownosc katolicka dziala w obie strony, zarowno w sensie nadgorliwej zabobonnosci religijnej, i rozsiewania negatywnych energii po calej rodzinie, i spoleczenstwu, jak tez w strone wyksztalcania wiekszej tolerancji, choc w duzej mierze chyba raczej olewactwa owych sakramentow. Ale, dzieje sie tak dopiero po tym jak rodzina zostanie postawiona pod sciana wobec sytuacji rozpadu zwiazku dzieci, i musi wybierac, albo kocham moje dziecko, wnuki etc., i akceptuje bez wzgledu na to co sie stalo, albo zaczynaja sie oskarzenia typu: wam to trzeba by odebrac dzieci, etc., a konczy na podswiadomym mantrowaniem, podkladaniem nog, tudziez na nieskonczonych konfliktach. Byleby tylko nie zmienic sie pod ta skomplikowana presja, i moc powiedziec pod ta stara zgnila presja KK, 'A nie mowilam!?' skonczyli w gnoju, ona to prostytutka, on to bandzior, pijak' etc. I akurat owo rozbijanie presji tradycji, ktora skadinad trzeba uczciwie przyznac, dominuje w spoleczenstwie polskim, wyksztalca ewentualnie jakas tolerancyjnosc. Z tym ze najczesciej takie rodziny, nie chcac tracic wiary, a jednoczesnie odrzucajac obludnosc i brak jakiejkolwiek elastycznosci tradycji KK, zwracaja sie ku protestanckim wyznaniom, ktore jednak, trzeba rowniez uczciwie przyznac, sa w mniejszosci. Nie watpie w to iz jest spora grupa ktora nie przechodzi do zadnego innego wyznania, czy tez odrzucenia wiary calkowicie, wskutek takich kolizyjnych sytuacji, tkwi w zawieszeniu, choc jednak pod tym wieksza presja, ktora rosnie, i po latach moze prowadzic albo do rewolucyjnego wybuchu, albo do zobojetnienia. W takich sytuacjach konfliktu z tradycja KK ktora dominuje, objawia sie czesto kto naprawde kocha, a kto tylko dba o wlasne wygodnictwo, albo nie potrafi byc otwartym wzgledem skomplikowanych sytuacji w ktorych trzeba zachowywac jakis dystans wobec presji dogmatow i rytualow. kora3 napisała: > tylko zapominasz o pewnej sprawie. Mianowicie, zdarza sie, że tzw. małzonkom sa > kramentalnym nie wyjdzie i ludzie się rozwiodą. Sporo z nich wchodzi w nowe zwi > azki, siłą rzeczy niesakramentalne. Znakomita wiekszosc babć, cioć i kogo tam c > hcesz oraz reszty społeczeństwa nic w tym nadzwycxzajnego nie widzi Ot - młod > zi nie biorą slubu kościelnego, bo nie mogą i jakoś nikt szat nie drze. Sytu > acje, kiedy rodzina czy otoczenie nie akceptuje nowego niesakramentalnego związ > ku są rzadkie i dotyczą religfijnych ortodoksów. Zatem...? Odpowiedz Link
kora3 Wiesz Uffo 09.01.13, 17:49 W swoim życiu spotkalam tylko jeden przyklad rodziny, która całkowicie zerwała kontakty ze swoją córką, gdy ta wyszłą za rozwodnika bez mozliwosci zawarcia ślubu kościelnego. Uwazam poniekąd tych ludzi za świrów. Z innych takich znam osobiscie kilkoro oszołomów, którzy odmówili uczestnictwa w ślubie cywilnym krewnych czy znajomych. Wszystko to są osoby skrajnie pierdzielnięte na tle religijnym. Wszystkie pozostałe, deklarujące się jako osoby głeboko wierzace być moze nie były zachwycone brakiem sakramentalnego ślubu u swych bliskich, ale ich nie odrzucały. Wspomniałeś o protestantach - tu ciekawa rzecz. Ostatnio natknełam się na jakiś idiotyczny program w TV traktujący o salonie sukien ślubnych w Junajtet Stejsie Salon jest nietani, a z paniami mającymi nabyć suknię przychodzą tabuny "kibiców" głownie z rodziny i kregu przyjaciół. W przypadku co drugiej panny młodej mamusia, albo tatuś płakali widząc ją w takiej czy innej sukni ślubnej i welonie a z offu leci tekst, że kobita już trzecią suknię slubną w tym salonie nabywa. Z dużym prawdopodobieństwem to protestantki Nie ma wg mnie nic złego w tym, ze kolejny ślub kobieta bierze w białej sukni i welonie, ale te szlochy rodziny sa trochę zabawne - mozna jeszcze pojąc u rodziców pierwszy raz "wydających" młodziutką córkę, ale trzeci? 40-latkę? To jest jednak, jak owa biała suknia zwyczajnie czesc tradycji - na slubach swoich dzieci i przed nimi wypada ocierać z oczu łzy wzruszenia choćby ślub był to piąty ;D, a dzieci dziesto, albo dzieściletnie Sądzę, że oczekiwanie ślubu kościelnego w wersji first jest zwyczajnie o tzw. katolików oczekiwaniem stosownej pompy zfgodnej z tradycją - białej sukni, kościoła, przysiąg ołtarzowych. Na pewno ślubowanie w USC nie ma takiej oprawy, jak ślubowanie w zborze, kościele, cerkwi, czy innej swiatyni, wiec niektórych to kreci Odpowiedz Link