Dodaj do ulubionych

Kompromis eutanazyjny

07.08.13, 10:45
Tomasz Piątek

Jak wiadomo, katolicy są mistrzami kompromisu. Najlepszym przykładem jest kompromis aborcyjny, który uszczęśliwił wszystkich. Katolicy są szczęśliwi, bo można zabić człowieka za to, że został spłodzony podczas gwałtu i/lub kazirodztwa, jest upośledzony albo zagraża życiu swojej matki. Niekatolicy są równie szczęśliwi z tego powodu, że – poza wyżej wymienionymi przypadkami – katolicy każą im traktować maluśki kawałek cytoplazmy jak człowieka.

Pozwolę sobie zaproponować podobny kompromis w kwestii eutanazji. Oczywiście nie sięgam tak daleko fantazją, żeby przypuszczać, że katolicy mogliby się zgodzić na prawo do eutanazji dla osób cierpiących nieustanny fizyczny ból. Katolicyzm, a szczególnie polski katolicyzm, nie jest szczególnie empatyczny wobec wszystkiego, co nie jest embrionem. No, chyba że jest to plemnik. Unaoczniło mi się to szczególnie jasno, gdy przeczytałem tekst Piotra Zaremby na temat papieża Franciszka. „On zwraca najwięcej uwagi na kwestie społeczne. My chcielibyśmy przede wszystkim pryncypialnej obrony ortodoksji”. Czyli mówiąc po polsku: niech ludzie umierają z głodu, byle tylko nie używali prezerwatyw.

Proszę państwa, zanim Polskę zalała woda święcona, nasze prawo dopuszczało aborcję z ważnych przyczyn społecznych. Nie mam zamiaru nikogo namawiać, żebyśmy wrócili do tamtego barbarzyństwa. Wiadomo, zarodek rzecz święta. Święta dla katolików, ale jak coś jest święte dla katolików, to ma być święte dla każdego. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza wystarczająco się o tym przekonaliśmy. Towarzysz Napoleon zawsze ma rację, jak mawiał pewien koń.

Ale wszystko wskazuje na to, że zarodek rozwinięty i urodzony już tak bardzo święty dla katolików nie jest. Wystarczy sobie poczytać w Internecie, kogo by różni katolicy chcieli pozabijać: homoseksualistów, Żydów, Romów, Niemców, feministki, komunistów, socjalistów, socjaldemokratów, dawną Unię Wolności i w ogóle okrągłostołowców, kibiców Polonii i w ogóle kibiców dowolnego klubu poza własnym, układowych oligarchów, dziennikarzy Wyborczej i TVN, masonów, Rosjan, Ukraińców, czarnych, żółtych, muzułmanów etc. Policzyłem sobie, że gdyby te pobożne życzenia się spełniły, byłoby nas mniej o jakieś pięć miliardów. I jest w tym logika: rozwiązane zostałyby problemy demograficzne, których, jak wiadomo, nie wolno rozwiązywać za pomocą prezerwatyw.

No więc, drodzy katolicy, proponuję wam kompromis eutanazyjny, dzięki któremu będziecie trochę mniej prześladowani (jak wiadomo, obecność czegokolwiek niekatolickiego jest dla katolika prześladowaniem – w związku z tym obok mojej głównej propozycji, którą przedstawię za chwilę, dodatkowo sugeruję, żeby wieszać krucyfiksy i tak zwane Matki Boskie nie tylko w Sejmach, urzędach, szkołach, szpitalach i aptekach, ale także na kioskach, dworcach, pociągach, autobusach, samochodach, budynkach mieszkalnych, drzewach, latarniach, słupkach-pachołkach, kominach fabrycznych – a zwierzętom na szyjach zawiesi się medaliki).

Proszę państwa, tak się szczęśliwie składa, że katolickie lub katolubne rządy naszej Rzeczypospolitej stworzyły system, w którym bardzo wielu z nas nigdy nie będzie miało żadnej emerytury. Proponuję więc, żeby osobnik, który osiągnie stałą wiekową niezdolność do pracy, mógł skorzystać z socjalnej eutanazji. Domy Spokojnej Starości przerobi się na Domy Spokojnej Śmierci, o wiele tańsze i łatwiejsze w obsłudze. I nie byłaby to jedyna oszczędność. Stary, niedołężny i bezrobotny człowiek jest zawsze ciężarem. Nawet jeśli nie płacimy mu emerytury, to obciąża rodzinę, MOPS czy inne ośrodki pomocy społecznej. Jeśli żebrze, to swoją obecnością paskudzi ulice naszych miast, szczególnie te zrewitalizowane. Z tych wszystkich powodów jestem pewien, że katoliccy publicyści chętnie przyklasną mojej propozycji. Są przecież nie tylko katolikami, ale także neoliberałami.

Dzięki takiemu rozwiązaniu społeczeństwo będzie bardziej katolickie. No bo przecież katolicy z możliwości eutanazji nie skorzystają, oni tak skrupulatnie przestrzegają nakazów swojej religii. Na społeczną eutanazję zdecydują się tylko liberałowie i lewicowcy, przez co w narodzie będzie ich mniej.

I powtarzam: żadne względy etyczne nie powinny stanowić tu przeszkody. Przecież niedawno pewien katolik proponował referendum w sprawie wystrzelania lewactwa, a inny chciał je rozgniatać jak karaluchy. Moja propozycja jest tylko łagodną adaptacją ich myśli do bieżących realiów społeczno-ekonomicznych.

Całość:
www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130806/kompromis-eutanazyjny
Obserwuj wątek
    • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 08.08.13, 16:49
      Właśnie, dlaczego zarodek jest taki święty ?
      Dlaczego otacza się nimbem świętości coś co nie myśli, nie jest samodzielnym bytem, nie ma świadomości?
      Nie wspominając o wyższej świadomości lub wyższych władzach umysłowych?
      Dlaczego tak bardzo zabiega się o poczęcie , płodzenie, powoływanie do życia , wychowywanie, a w kręgach eklezjalnych odżegnują się od tych samych rzeczy ?

      Mam kolegę, on mieszka w Stanach jest księdzem, jest uprzejmy, ma rodzinę , dzieci.
      Jest to bardzo dobre, pokazywanie na własnym przykładzie, jakim się jest ojcem, mężem , człowiekiem, a a dopiero potem chęć angażowania się w sprawy religijno duchowe.
      Ktoś kto nie jest ojcem własnych dzieci, nie ma prawa umoralniać, jak należy wychowywać.
      • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 08.08.13, 21:14
        to trochę za daleko chyba, żeby warunkiem "umoralniania" innych, było posiadanie dzieci. Samo posiadanie dzieci nie jest gwarantem posiadania odpowiednio rozwiniętych władz, zasad morlanych. I ksiądz nie jest tu dla mnie żadnym tego przykładem. Mógłbym równie dobrze powiedzieć iż człowiek który posiada dzieci staje się jeszcze większym egoistą niż był kiedy nie posiadał dzieci, gdyż jego/jej własne dieci, stały się przedłużenim jego/jej egoizmu i wygodnym argumentem do usprawiedliwiania tegoż. Można mieć wysoką zdolność do współodczuwania, empatii, zrozumienia i akceptacji inności jako inności, a nie części mojego ja, kiedy ma się rozwiniętą wyobraźnię twórczą, intelekt, otwartość i po orostu miłość życia jako takiego. Kto posiada pewne, nieuświadomione problemy, ten odreagowuje je na innych, i obojętnie czy będzie posiadał dzeci czy nie, może zionąć nenawiścią życia na najbliższych i najdalszach, i na siebie samego.

        Dla osób wierzących, w tej kwestii aborcji, nie ma granicy racjonalnej gdzie zaczyna się byt czujący, myślący, a gdzie go jeszcze/już nie ma. Skoro wierzą w duchowość istoty, to biologiczna forma jest dla nich pewnego rodzju medium jedynie, częścią, zewnętrzną formą danej duszy/istoty. Nie jet esencją, ale jest jej projekcją, więc posiada istotny element związku z esencją duchową. Obojętnie w którym momencie zaczyna się jej zewnętrznie, racjonalnie postrzegalne istnienie. Oczywiście ta pozycja, jedna z wielu, wcale nie zobowiązuje do nakazywania innym ażeby się do niej stosowali. Niemniej rozumiem wierzących iż owa wiara w świętość życia dramatyzuje ich opiniowanie o tym jak wszyscy "powinni" w tym względzie postępować, ale jest to objaw raczej zaślepionej, ignoranckiej wiary, a często i nieuświadomionej pychy, bez której być może wielu z takich ludzi musiałoby samemu przejść przez mocny okres zwątpienia w wiarę samą. Taka jest cena wiary na poziomie masowym i rytualnym - zaślepienie, dogmatyzm, nietolerancja. Analogiczne alkoholik stara się zawsze ściągać wszystkich do swojego poziomu. Nawracać na alkoholizm. Potwierdzać status quo. Niemniej, jeśli już przekroczy się to zrównywanie wszystkich do siebie, i odda się decydowanie o innych samym zainteresowanym, i, jeśli nie utraci się przy tym pitrzeby wiary, a nie utajonego posiadania kontroli nad otoczeniem zewnętrznym, i zawirzy się faktycznie Bogu smemu, to przecież i żyć lżej, i znośniej i bardziej kolorowo i różnorodnie, i spontanicznie, wedle zasady wzajemnego miłowania i akceptowania(wybaczania) innym ich inności, i ma się dzięki temu głębszą psychikę, bardziej kompleksową i zindywidualizowaną. No, ale nie jest to łatwy i wygodny poces, szczególnue dla ego, więc ludzie bronią się, bo ujednolicanie problemów społecznych do monolityczno-monopolistycznych rozwiązań jest proste, wygodnickie, nie wymaga natężana myśli i uczuć, rozwoju isoby, etc. Dlatego masa woli taką prostolinijną prostackość, wegetację, oroblemami sezonowymi, z dziecmi czy bez, siira wno, ale lepiej z dzieçmi, najlepiej z tabunem zasmarksnych, niedouczonych, bo nie ma na to wszystko środków finansiwych, żeby porządnie wychować, ykształcić, usamodzielnić, etc.. Ale, spoko, nigdy nie zniknie napięcie między masą a indywidualizmem. Dzięki masie można się od niej uwalniać. smile
        • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 08.08.13, 22:26
          Oczywiście. ..
          Nie rozszerzyłem tego tak bardzo.
          POSIADANIE WŁASNYCH DZIECI, jest warunkiem wstępnym na pokazanie przykładu. Czasem to wystarczy, bez werbalizowania, ludzie to zauważą , gdyż kapłan jest osoba publiczną , oczywiście chrześcijaństwo i jego sekty różnią się prawem kanonicznym.
          Jeżeli jego rodzina będzie szczęśliwa, BĘDZIE O NIĄ DBAŁ , TROSZYŁ SIĘ prawdopodobne że zostanie to rozpoznane.
          (oczywiście w krajach gdzie pastorzy mają dzieci, żone, nie podlegają restrykcji bezżeństwa. To jest problem, bo jeżeli ktoś chce być pastorem-księdzem i posiadać żonę i dzieci, to uważam że jest to bardzo piękne połączenie, niezwykle dostojne! Kategoryczny zakaz czyli antytezę - celibat postrzegam jako żródło wielu psychoz, frustracji, neuroz cierpienia, bo oczywistym jest że wprowadza schizofreniczny podział i dramat ludzki.)

          Natomiast nie posiadania własnych dzieci a upominanie, umoralnianie innych jest dla mnie hipokryzją , bo tacy ludzie nie wychowują, nie wkładają trudu w autentyczną troską, tylko wyselekcjonują poglądy innych ( biblia, filozofia) i niejako przypisują sobie prawo ZASŁUG a celem jest swoista indoktrynacja, dla establishmentu eklezjalnego . TO JEST PROGRAM. Takie osoby często poniżają innych , a wychwalają siebie. Oczywiście może to z równym powodzeniem służyć konstruktywnym wartościom , ale wychowanie będzie indoktrynacją religijną , więc wartości mogą również być wątpliwe, erystyczne.
          To w tym ujęciu dla mnie zwykła hipokryzja, gdyż nie jest tak że, pastorzy mający żonę, dzieci, pracujący, oraz zajmujący się sprawami religijno-duchowymi sa na równi z księżmi katolickimi. ( wieczne dziewice ) Naturalnie oni za to nie odpowiadają, gdyż taki jest "PROGRAM" W SKUTEK CZEGO SAMI CIERPIĄ , CIERPIĄ TEŻ ICH DZIECI- posiadanie ich to piętno.
          To był warunek wstępny, a ważniejsze jest to co zostało zauważone; czyli posiadanie cech szlachetnych jak współczucie, troska, i wiele innych cnót. Nic nie może tego zagwarantować, ani dzieci, rodzice, wychowanie, studiowanie, inteligencja i wszystko inne.
          Są pewne rzeczy które mogą dość radykalnie przeszkadzać, aby je rozwinąć, ale nic nie może zagwarantować, choć pewne rzeczy mogą być pomocne, dlatego warto je rozwijać.
          Czasem nie posiadanie dzieci jet błogosławieństwem, choć tradycje religijne przypisują raczej odwrotnie , religie abrahamiczne. Ja uważam że dojrzewanie psyche następuje w samotności, dzieci w tym jęciu bardzo rozpraszają ( ze swej natury).
          • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 09.08.13, 07:24
            no tak, prawda uproszczona zazwyczaj jest iluzoryczna. Jest wpływ zewnętrzny, jest wpływ wewnętrzny. Uwarunkowania fizjologiczne, biologiczne, genetyczne, psychologiczne, środowiskowe, kulturowe, cywilizacyjne. No i są geniusze, którzy nie zdarzają się często, ale się zdarzają. I niejeden z nich dowiódł iż można być wielkim wychowawcą moralnym nie posiadając żadnych dzieci....fizycznych....Albo inaczej, można mieć dzieci "duchowe", owoce własnej aktywnści twórczej, intelektualnej, etc. Niemniej upieram się iż posiadanie dzieci może ale nie musi być żadnym warunkiem. Zbyt wielu widziałem polityków targających na konwencje polityczne tabun swoich bachorków (w tym tych upośledzonych) byleby tylko stworzyć wrażenie moralnego imagu. A przecież wiadomo iż konwencje polityczne, jak dworce kolejowe w dużych miastach, pełne są bakterii i wirusów. Resztę moźna sobie dopowiedzieć wyibraźnią o tym jakà troskę posiada taki polityk/autorytet który epatuje takim rodzinnym wizerunkiem. Dzieci mogą, ale nie muszą, uczyć pokory, współistnienia, etc. Szkoła, przyjaźń też uczą pokory i współistnienia. Zresztą w idealnym przykładzie moralnym powinien znajdować się pewien umiar, równowaga między troską o innych i troską o siebie. Wychowywanie dzieci natomiast wymaga skrajnego, niemal masochistycznego samopoświęcenia. Jak się tkwi po uszy albo wychodzi z takiego magla (w miarę usamodzielniania się dzieci), to nie wiem kogo można umoralniać. Chyba tylko siebie? Dlatego taki człowiek nie jest w moim odczuciu dobrym warunkiem, nawet wstępnym. Zależy zresztą gdzie, dla kogo, w którym momencie życia, rozwoju. Artysta, prawdziwy artysta, który poświęca się dla działania artystycznego, też zatraca się w swoim działaniu i doświadcza bardzo kompleksowych relacji i przemian rozwojowych, estetyczno-moralnych. Nierzadko odbywa się to w stanie który porównać moźna do całkowitego celibatu, odosbnienia, lub odwrotnie, w całkowitym burdelu. A przecież ich dzieci, owszem, też orawdziwe, owoce ich twórczości, stają się częścią procesu edukacyjnego pokoleń.

            Celibat sam w sobie nie uważam za winny czegokolwiek pośród kięży. W tym względzie zmieniam swoje poprzednie stanowisko, podobne jak widzę do Twojego. Raczej myślę iż to fakt iż w stanie celibatu księża nic nie robią ażeby przesublimować ową energię w jakąś aktywność faktycznie twórczą, duchową czy intelektualną, albo użyteczną społecznie, tylko pozostają na poziomie zmysłowym, rytualnym, powierzchownym, powoduje degenerację i pewne zmysłowe obsesje, utajone relacje, a może i dewiacje.
            Jeśli już zakładać jakieś przemiany to uważam iż trzeba wykształcić stanowisko bardziej neutralne względem celibatu, bez popadania w odwrotną skrajność. Tak żeby ksiądz mógł, ale nie żeby musiał, albo żeby był pod jakąkolwek presją posiadnia rodziny, dzieci, etc. Nie będzie to łatwe, bo widzę iż w ocenach krytykujących celibat już teraz dominuje pozycja rodziny, jako dowdu, warunku na byce względnie "normalnym", a więc na prawo zabierania głosu w kwestiach nie doświadczanych tak samo jak reszta pospólstwa.
            Tak w ogóle poddaję w wątpliwość społecznie, edukacyjnie wartościowy przekaz pod wpływem tylko zmysłowo-fizycznych doświadczeń, relacji. Zrobiono kiedyś taki porównawczy eksperyment wpływu edukacyjnego treści wierszy pisanych przez więźniów obozów koncentracyjnych, którzy bezpośrednio doświadczali skrajnych sytuacji, a wierszy pisanych przez artystów który nie doświadczali bezpośrednio takich srajności fzycznych, i okazało się że bardziej edukacyjne i przemawiające do wyobrazni i intelektu czytelnika były teksty pisane przez artystów z wyobraźni, współ-odczuwania, zdolności do wyobraźniowego wczuwania się, a nie z bezpośredniego przeżywania. A wręcz, owo bezpośrednie doświadczanie blokowało komunikatywność przekazu. Stopień wpółodczuwania z drugim człowiekiem i zdolność do przekazu wartości moralnych wcale nie musi zleżeć od bycia rodzicem. Moźna być dobrym opiekunem roślin, zwierząt, samego siebie, można wynieść z domu rodzinnego pewien przekaz, ale można też mieć przekaz genetyczny na tyle mocny i pozytywny, iż człowiek posiada zasady etyczne szachetne jak diamenty lub stare wino. Zależy od konkretnej osoby.
            Owszem, nie posiadanie własnych dzieci i upominanie odnośnie posiadania czy nie posiadania dzieci jest hipokryzją, ale jestem raczej przekonany iż taki człowiek gdyby miał swoje dzieci, nie tylko nie zmieniłby swojego stanowiska, ale być może byłby jeszcze bardziej konserwatywny i okrutny w narzucaniu innym swojego zdania. Pewne cechy można zmienić, inne pozostają niezmienione. To czy ktoś potrafi tolerować inność jako inność, a nie część siebie, swoich przekonań, zależy od różnych czynników, a nie tylko od braku posiadania dzieci, rodziny. Tu, jak już wspomniałem wcześniej dostrzegam problem z koniecznością bezpiecznej egzystencji poprzez posiadanie kontroli nad rzeczywistością zewnętrzną. A nie jakiś brak wynikający z ignorancji, czy braku własnego doświadczenia. Taki człowiek posiadając dzieci, utrzymywałby długo skrajną kontrolę nad nimi, aż do ew. rewolucyjnego sprzeciwu samych dzieci, rodziny, etc. A wówczas byłby jeszcze bardzo mizernym wychowawcą, choć może już nue hipokrytà. Ale z przykładu róźnych wyznań protestanckich jakie widzę, szczególnie w Stanach, wyciągam wniosek iż pomimo wszystko, pomimo tej prawdziwszej troski, opartej na konkretnym wychowywaniu dzieci, posiadaniu fizycznej rodziny, współpartenrów, dominuje tam jednak konserwatyzm, zmordyzm dekalogiczny i pewna zbyt bliska i podświadoma emocjonalnść między współwyznawcami, uniemożliwiająca posiadanie własnej przestrzeni, wolności. Teologizm protestancki, przyswojony intensywnie przez katolicyzm, jest, tak jak zmysłowość, rytualizm i materializm w katolicyzmie, bardzo powierzchowny intelektualnie. Choć oczywiście różnica jest. Ale, jakby nie było, to prezydent katolicki, nie prtestancki, przeszedł do historii jako twórca najbardziej wpółodczuwających reform i ustaw. Jeśli już porównywać te wpływy na umoralnianie społeczeństwa. Osobiśce ten związek między katolicyzmem czy protestantyzmem a umoralnianem jakoś mi się tutaj nie trzyma kupy. Raczej znowu powracam do aspektu indywidualnego i wyobraźniowego. Rodzina Kennedych np. miała sporo dzieci, ale to raczej pewne utraty, cierpienia (zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne) z których ta rodzina słynie skądinąd, wzmacniały tu troskę i stymulację wpółodczuwania, jak teź intelektualnego radzenia sobie z owymi utratami i bólami.(np. John Kennedy cierpiał na chroniczne bóle kręgosłupa, zanim jeszcze były szczepionki sterydowe). Albo z kolei Robert Kennedy znał ponoć wszystkie pisma Thoreau. A jest ich kilkadziesiąt opasłych tomów. Jego (R.K.) wyczulenie na kwestie niesprawiedliwości i nierówności społecznych było bardzo mocne, i tak też odczuwane przez ówczesne społeczeństwo. A przecież Thoreau zainspirował Gandhiego, Gandhi M.L. Kinga, etc. Ale nie uważam żeby tu posiadanie/nie posiadanie własnych dzieci było czynnikiem dominującym czy warunkującym posiadanie prawdziwej troski o dobro narodu i jakiś przekaz rzeczywistych jakości moralnych. Jeśli osoba ma spontaniczną otwartość i wpółodczuwające predyspozycje to obecność dzieci może działać rozbudzająco i rozwojowo, ale jeśli nie dzieci, to może to być co innego, wewnętrzna skłonność do zgłębiania sensu jakości życia poprzez refleksję, dziłanie twórcze, inspiracja wyobraźniowe, intelektulna, miłość życia, etc.
            • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 09.08.13, 10:16
              odnośnie Thoreau chciałbym tylko sprostować, gdyż zagalopowałem się nieco. W latach 60-ątych nie było pełnego wydania Dzienników Thoreau, więc powinienem był powiedzieć kilkanaście, a nie kilkadziesiąt tomów. Zdaje się że ciągle trwają prace nad opracowaniem wydania pełnego, które ma zawierać łącznie 30 tomów. W każdym razie jeśli można posłużyć się jego przykładem, choć niewątpliwie jest to wyjątkowa i unikalna postać, to przecieżc ani on posiadał własne dzieci, ani jakąś trwałą relację małżeńską, rodzinną, ani bogate życie społeczne, ani żył długo, a żył właściwie w celibacie i samotności, a natchnienie i informacje o świecie czerpał z literatury. a przede wszystkim z bardzo uważnej obserwacji natury. A przecież stał się natchnieniem i inspiracją moralną dla tylu współczesnych ruchów społecznych, ekologicznych, odnowy moralno-duchowej i politycznej. W naturze widział on nieskończone społeczności i mądrość koegzystencji, a pisał o tym w poetycki sposób który niejednen umysł natchnął i wyedukował. A z tego jego wpływu na tych którzy jego refleksjami poetycko-filozoficznymi mocno się przejmowali i nimi uwrażliwiali własne człowieczeństwo, ewidentnie płynie nauka iż wypadałoby go intensywniej studiować w ramach podnoszenia wrażliwości moralnej i współodczuwania w relacjach międzyludzkich, jak też w relacjach człowieka z naturą.
              • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 09.08.13, 16:27
                Liczba nie jest tutaj jakoś szczególnie istotna, ważne jest sugestywne podkreślenie jego twórczości. Przyznam że chyba nie czytałem, lub zwyczajnie nie pamiętam.
                Przebuszuję chomika i poczytam, ponieważ dziedziny są przednie!

                Tak czy siak błąd został naprawiony. A na drugi raz nie ma potrzeby poprawiania, ponieważ i tak nie wpłynie to , ani na obszerność jego liryki, ani Ciebie nie zdyskredytuje.
                ( Zauważyłem tą rozbieżność, ale zbyt słabo znam jego dzieła by o tym pisać).

                Dziękujemy!
            • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 09.08.13, 16:07
              uff.o napisał:
              > Celibat sam w sobie nie uważam za winny czegokolwiek pośród kięży. W tym względ
              > zie zmieniam swoje poprzednie stanowisko, podobne jak widzę do Twojego. Raczej
              > myślę iż to fakt iż w stanie celibatu księża nic nie robią ażeby przesublimować
              > ową energię w jakąś aktywność faktycznie twórczą, duchową czy intelektualną,
              > albo użyteczną społecznie, tylko pozostają na poziomie zmysłowym, rytualnym, p
              > owierzchownym, powoduje degenerację i pewne zmysłowe obsesje, utajone relacje,
              > a może i dewiacje.

              Widzę że skrupulatnie wyraziłeś swe myśli. To dobrze, cieszę się że uwzględniłeś poprawki co do celibatu, gdyż powinien być wybór względem niego. Nie wybór w ślubowaniu, bo taka postawa niechybnie z priori podzieli księży na A i pośledniejszego B, tylko dobrowolny w praktyce.( powinien być dozwolony lecz tabu jak tradycyjnym małżeństwie)
              Poprawki należy też ( substancjalnie) nałożyć dopóki nie przeakcentujemy
              np; postaw wrogości , lub przynajmniej podejrzliwości , nie doprowadzimy do deficytu ocen i osądów, w stosunku do kręgów monastycznych , bo będziemy mieli wypaczone widzenie , co przełożyło by się na brak zrozumienia problemów i cierpienia tegoż establishmentu. W modzie jest antyteizm , ateizm, apateizm i wiele innych silnych bodźców ideologicznych , które są podatnym gruntem przeważnie dla młodych wiekiem. Czasem się zdarza że ktoś wpadnie w ten dołek, przekonany co do słuszności i kierując się obrzeżami prawdziwości argumentów zaczyna mniemać że jest wyzwolony, sprytny , inteligentny, oraz pożal się boże mniema że jest mądry. W rzeczywistości konformista nieświadomy skutków ubocznych czytania literatury , która go przetransformowała , którą sam na własną zgubę się zainfekował, czego efektem są liczne afronty, nienawiść, jawna pogarda do desygnatu
              "czarnego". I wcale nie pisze o kolorze skóry smile
              Zrzucając i zauważając te ograniczenia zrozumiałem że ważne jest to co się czyta, ponieważ skutkiem tego jest autoindoktrynajca
              ( właśnie wymyśliłem "moje" nowe słowo, ale widzę że ktoś już niezależnie od moich tu ataneum autonomicznie również doszedł przez rozważanie to tożsamej konkluzji bo widzę że istnieje takie takowe pojęcie w google) no i oczywiście silna obstrukcja. Rozumiejąc tego znaczenie zacząłem czytać bardziej konstruktywne i spirytualistyczne książki, wraz z kanonami wschodnimi , przedstawicielami różnych kultur, wyznań i religii głownie bhikkhu, gesze, guru, ryszi, sri, swami, sufi, choć myślę że wiele z tych nauczycieli nie da się monolitycznie przegrupować względem wyłącznie samej religii, gdyż postrzegam spirytualizm ewidentnie pluralistycznie. Tych zaś których tu nie wymieniłem a dotyczą pozostałych religii profetycznych, tych odrzucam, przez wzgląd na teologię fundamentalną, którą osobiści nie autoryzuję.

              > Zrobiono kiedyś taki
              > porównawczy eksperyment wpływu edukacyjnego treści wierszy pisanych przez więź
              > niów obozów koncentracyjnych, którzy bezpośrednio doświadczali skrajnych sytuac
              > ji, a wierszy pisanych przez artystów który nie doświadczali bezpośrednio takic
              > h srajności fzycznych, i okazało się że bardziej edukacyjne i przemawiające do
              > wyobrazni i intelektu czytelnika były teksty pisane przez artystów z wyobraźni
              > , współ-odczuwania, zdolności do wyobraźniowego wczuwania się, a nie z bezpośre
              > dniego przeżywania. A wręcz, owo bezpośrednie doświadczanie blokowało komunika
              > tywność przekazu.

              Być może dlatego ponieważ filozofowie wyszkolili się w moralności, sprawiedliwości, mądrości, empatii, ponieważ kreowali ją, stwarzali fundamenty oraz tonizowali piękno i estetytkę , być może są naturalnymi filozofami , predystynowani do filozofii, bo sami są mądrzy i ciągną to tego co mądre.
              Druga grupa nie miała tej możliwości, tej błogości i szczęścia poznania przejawiającego się w braku dyspozycji właściwego czasu , miejsca.
              Zresztą nawet gdyby byli na równi to przez traumatyczne przeżycia stracili by zdolność
              komunikatywności , wyrazistości przekazu i piękna gdyż zostali brutalnie skrzywdzeni, niczym depresja u zgwałconej lub molestowanej dziewczyny. ( zmarnowanie jako ofiara ).
              Tak czy siak interesujący eksperyment, odsłania nieco obiektywizmu demaskując eternalizm jakoby autopsja > braku autopsji. ( spotęgowanego cierpienia).

              - Tak w ogóle nie zauważyłem znaczących kwestii spornych lub nawet niuansów, w których bym oponował, wiec tylko rozszerzyłem niektóre kwestie. To rzadko się zdarza,



              • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 10.08.13, 07:07
                dzięki za konstruktywne uwagi, szanowny Malludo. Jak też za inspirującą rozmowę. Tylko dzięki tym naszym dywagacjom przypomniałem sobie o Thoreau, którego kiedyś czytałem szczątkowo, a chyba przyszedł czas żebym mu się przyjrzał bliżej.

                Tak, ateizm, etc. jest na topie. Jednocześnie upadają autorytety. Widać, czas wzmacniania się osobowości, indywidualności. Traumatyczne, jakby nie było, dla wykluwających się z mentalności masowej, indywidualizowanie, spoleganie na sobie. Faktycznie, pewnie jest taka faza, na początku tej transformacji z bierności i posłuszeństwa względem wyczerpujących się autorytetów/opiekunów, kiedy siła uaktywnionego intelektu daje poczucie niemal boskiego zaślepienia. Ale ikarowy to lot. Pamiętam z młodości jak nagle uaktywnił mi się mózg po intensywnej lekturze różnych filozofów, głównie Pascala i Kierkegaarda, i podekscytowany mówiłem do mojego przyjaciela: "Pytaj mnie o co chcesz. Wiem wszystko!" Ale życie pełne jest paradoksów-koanów zdolnych zrównoważyć ową
                za-rozumiałość. U mnie to spontaniczne dążenie do równowagi objawiało się chyba w aktywności alogicznej (no i w popadnięciu w pewne zdrowotne niedomogi). Zamiast kontynuować filozofię, zacząłem intensywnie pisać wiersze, grać na instrumentach muzycznych, etc. Nie było to nic ciekawego jakościowo, obiektywnie. Ale, praca ujarzmiania rozbudzonego intelektu wrzała jak się patrzy. Wspominam o tym, ponieważ uważam iż rozbudzanie aktywności twórczej, wraz z intelektualną, jest dosyć istotne by zapewnić dynamiczny i zrównoważony rozwój wszystkich, jakby nie było, sprzecznych, aspektów psyche. U mnie istniał zresztą pewien naturalny pociąg do tzw. emocjonalnych filozofów, czyli istniał chyba wrodzony, wykształcony w poprzednich wcieleniach być może, pociąg do pojmowania świata emocjonalnie, a nie stricte intelektualnie. Owo napięcie tych sprzecznych sił, daje chyba zdolność wczuwania się w tzw. byt obiektywny, inność, przy jednoczesnej penetracji intelektualnej, choć osłabionej logicznie, to jednak trzymającej się pewnych konkretnych podstaw. Zresztą uważam iż, ujmując rzecz historycznie, dominujący nad innymi aspektami psyche, intelekt, zawsze dochodzi do monstrualnego samozaprzeczenia, czyli sprowadzenia wysiłków cywilizacyjnych na manowce rzezi niwiniątek emocjonalnych. Faraon, Herod, Hitler, Stalin etc. rozkuci, pastwiący się nad niemowlętami w clu spełnienia swego królowania. Ego w intelekcie ma znacznie dłuższe i okrutniejsze macki niż w amoku emocjonalnym.
                W tej transformacji struktur religijnych, chyba wykształci się pewna dwubiegunowość. Kontemplacyjność i posługa społeczna. Ale musiałby zaniknąć prozelityzm. Wolny wybór jak najbardziej wskazany. Bywają takie rzadkie ptaki które potrafią łączyć kontemplację wenętrzną z udzielaniem się społecznym. A może o to chodzi? O łączenie się i miesznie przeciwieństw.
                Tak, owo "zainfekowanie" jak mówisz, owocujące pogardą, nienawiścią, jest pewnie jakąś formą odwetowego, niekontrolowanego odreagowania. Potem trudno się zatrzymać, dopóki się porządnie nie przesadzi. Przyłapanie się na takiej absurdalności bywa zbawiennym stanem wytrzeźwienia. Ale ile w międzyczasie wylało się pomyj, które ktoś gdzieś kiedyś musi zneutralizować, przeżuć, wybaczyć.... Wszak gniew można spożytkować jako energię.
                Cóż, religia instytucjonalna jednak nabroiła sporo. Niemniej to była zawsze korelacja, naczynia połączone, wzajemne pie-szczoty.
                Wschód osiągnął wyższy poziom duchowości, czy też radzenia sobie z irracjonalnością i podświadomością, więc te ich techniki, doświadczenia trzeba zasymilować. Bo przecież nie ma czasu na samodzielne ich wykształcanie. Tak jak zdobycze społeczno-ekonomiczne Zachodu wchłaniane są i doskonalone w tempie przyśpieszonym przez Wschód. Widać tu objawiającą się współ-pracę ewolucyjną.
                Mistycy wszystkich religii zazwyczaj są eklektyczni, ponad tradycjonalizmem, więc prawdziwie uniwersalni. Zachód swoich mistyków wytrzebił. Wschód uszanował, zachował.

                Niewątpliwie ta druga grupa była "zatkana" emocjonalnie. Jeśli prawdą jest iż "myśl jest martwym uczuciem." Ich uczucia zbyt były intensywne ażeby mogły się werbalizować w sposób komunikatywny i edukacyjny. Musi być jakiś dystans, zdolność do wyjścia poza samego siebie. Przy jednoczesnym pewnym czuciu i wczuwaniu się w inność. Lecz skrajność odczuwania czyni chyba tę niemoc. Potrzebna Wolność podróżowania między bytami bez ich posiadania. Nadwrażliwość, przeduchowienie również uniemożliwiają otwarcie się na zmianę, rozwój. Medytacja daje taki dystans. Tzw. proces twórczy, również. Doświadczenie śmierci, bezpowrotnej utraty, też się dorzucają do wykształcania takiej zdolności.

                Czyżby zmniejszenie, broń boże likwidacja, cierpienia (które wszak jest drugą stroną radości, czyli cząstką wrażliwości jako takiej) miała zależeć od stopnia wykształconej zdolności wyobrażania sobie i wczuwania się w stan konsekwencji pewnych czynów, słów, prowadzących do takich nadmiernych przeżyć?
                Pewnie w tym też tkwi odruch samozachowawczy filozofii iż przestała być systematyczna, schematyczna, monolityczna, zbliżyła się do formy literackiej, poetyckiej, artystycznej, szczątkowej, w tym sensie że podaje pewne ziarna, inspiracje, które każdy wedle siebie, jak chce i może rozwija i trawi na własny użytek. W tym też zachowuje szacunek dla wolności umysłu jednostki w tworzeniu Jedności-w-różnorodności. Czy też, jak mawiali kabaliści: "Tyle jest prawowitych interpretacji Tory ilu jej interpretatorów."
                • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 12.08.13, 15:16
                  Witam Uffo.
                  Na wstępie zaznaczę że teraz ( jak wolisz) możesz się zwracać po imieniu , moje to Wojciech.

                  Cóż, absolutnie nie zgadzam się z poglądem który głosisz, jakoby autorytety upadały.
                  ( W moim odczuciu to nigdy nie będzie możliwe).
                  Dla Ciebie, może tak być z czworakiego powodu, ale żadnego z poza nich.

                  1 autorytetu nie znalazłeś ( pomimo wszystko)
                  2 autorytet stracił swój (pierwotny) status względem Ciebie
                  3 nieświadomie sam stałeś się już autorytatywny, autorytetem
                  ( teraz możesz dysponować na tyle silnym potencjałem, środkami że wysubtelniłeś się)
                  4 mogłeś uznać receptywną myśl ideologiczną (jako swoją) , która neguje wszelkie jej aspekty m.in ateizm, nihilizm, apateizm, antyteizm, komunizm, środowisko, literatura etc

                  Zakładam że negacja autorytetów nastąpiła NIE w związku z psychologią, pedagogiką, raczej dotyczy socjologicznej percepcji w związku z "pluralizmem duchowych nauczycieli"
                  -bo sam napisałeś o" intelektualnym boskim zaślepieniu" . Więc tego rodzaju autorytety są liczne, ale kłócą się dziedzinami lub krytyką aksjologii.
                  Jestem zdumiony że piszesz to akurat Ty...

                  Owszem, masz rację "aktywność twórcza" jest w zasadzie aksjomatem jeżeli masz wystarczająco dużo owego potencjału i chcesz z niego socjologicznie wykorzystać, lub raczej w sposób niekontrolowany samoistnie się wylał. Skoro już tak się stało , to warte jest aby się wylał (na zewnątrz) , to bardzo zdrowe, twórcze, ale przede wszystkim oczyszczające ciało , umysł, świadomość, percepcje, ducha.
                  Wiem co czujesz, Ty chciałbyś go metakonstruktywnie wykorzystać, a ponieważ coś takiego jest ( nie oszukujmy się ) de percepcją , po prostu uległeś pewnemu złudzeniu, gdyż często filozofowie są na to narażeni, lub posiadają zbytnie napełnienie przez wiedzę.

                  Przychylam się też w kwestii iż wykształciłeś umiejętność przyswajania filozofii w przeszłych inkarnacjach. Zapewne wiesz że w starożytności lub jeszcze wstecz, to jedynie filozofowie zajmowali się RELIGIĄ. Tym się zajmowaliśmy oboje, a nawet więcej...
                  Również i ja prowadzę continuum nad tym co jeszcze nie skończyłem,
                  mianowicie nauki religiologii i filozofii wschodu,widocznie byłem silnie związany z tym . Oczywiście z czasów gdy jeszcze nie urodziłem się jako dziecko katolickich rodziców.


                  > niwiniątek emocjonalnych. Faraon, Herod, Hitler, Stalin etc. rozkuci, pastwiąc
                  > y się nad niemowlętami w clu spełnienia swego królowania. Ego w intelekcie ma z
                  > nacznie dłuższe i okrutniejsze macki niż w amoku emocjonalnym.

                  Hitler w młodości naczytał się postaw eugenicznych, a potem wprowadzał to szaleństwo w realnym życiu. W owych czasach eugenika cieszyła się uznaniem , popularyzacją w wielu narodach , a przedstawiciele jej to sama elita ( nauczyciele, doktorzy etc) . Nawet najbardziej inteligentnie i zawoalowane pozytywne intencje powinny zostać szybko rozpoznane jako tradycyjna metoda dyskryminacji społecznej.
                  Prozelityzm JEST wolnym wyborem, zauważ nikt na siłę nie ewangelizuje, "oni" robią to zgodnie ze swoim duchem, swoim poziomem świadomości, natomiast wydaje mnie się że chodzi Tobie o natarczywość prozelityzmu , który bądź co bądź niektóre sekty chrześcijańskie jeszcze nie opanowały, ( oni też się uczą nad nim panować).

                  Napisałeś :

                  "Ego w intelekcie ma znacznie dłuższe i okrutniejsze macki niż w amoku emocjonalnym".

                  A dlaczego tak jest?
                  Czy nie powinieneś był dać znak równości między nimi?


                  _____________________

                  Jeżeli chodzi o drugi komentarz , to przeczytam go ( jak bogowie pozwolą ) jutro.
                  Dziękuję za sugestię zapoznania się z Panem T.
                  ( wczoraj przeczytałem polskie pozycje, przyznam jak na książeczki jest tego niewiele.)
                  Ja mam dużo czasu, ale nie przywykłem do tak obszernych komentarzy, oraz częstotliwości, ponieważ żyję bardzo medytacyjnie i studiuję.. różne książki .
                  Wysiłek i odpoczynek, o czym dobrze wiesz.



                  • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 13.08.13, 07:34
                    odnośnie autorytetów, miałem raczej na myśli to co dzieje się ogólnie, na zewnątrz, w tradycyjnych strukturach społecznych. Autorytet kościoła, księdza, polityka, męża stanu, lekarza, psychiatry, terapeuty, pedagoga, etc. Chyba słyszałeś czytałeś o aferach, nadużyciach, molestowaniach, ze strony tych którzy kiedyś traktowani byli jako osoby o wielkim poważaniu, nietykalne i o ogromnym wpływie na większość. Ewidentnie, w moim odczuciu ta energia rozproszyła się i nie jest już tak skoncentrowana na pewne jednostki czy grupy zawodowe. Róźnice się zacierają, czyli następuje większe zjednoczenie przeciwieństw, technologia i media wchodzą pod strzechy i wszystko wyciągają na wierzch publiczny. Człowiek nie może się czuć tak bezpiecznie jak kiedyś w tzw. grupie, mentalności masowej. Dlatego w tym rosnącym relatywizmie dostrzegam stymulację intelektualną, świadomościową, dla poszczególnego człowieka. Pozytywna rzecz, choć pewnie tymczasowa. Dopóki nie wykrystalizuje się pewien stopień niezleżnej, wyższej formy świadomości. "Dezintegracja Pozytywna". To że "autorytety padają" nie znaczy że się nie podniosą, albo że znikają całkowicie. A może nastąpi reintegracja i odrodzenie autorytetów na takim poziomie iż będzie ich więcej niż kiedykolwiek? Ale w zupełnie inny sposób niż miało to miejsce dotychczas. Sztuka współczesna sporo się natrudziła by zniwelować podział na twórców i artystów, czyli na czcicieli i ich bożków. Filozofia w tym kontekście doszła do ściany, wyczerpała się. I zaczęła szukać sposobów na przetrwanie w ekspresji bardziej emocjonalnej niż czysto logicznej, intelektualnej.
                    Nie wiem po co od razu wszedłeś na jakieś domniemane wywody o moich autorytetetach, skoro mogłeś zapytać czy mam jakieś i jaki jest mój do nich stosunek. Ja tylko wyraziłem stan obiektywny, faktyczny w kontekści rozwojowym społeczeństw, cywilizacji.
                    Co do religii to nie zgadzam się. Pierwsi byli poeci, prorocy, bardzi. To oni tworzyli wizje, które potem ich naśladowcy i papugi zamieniły w skostniały kanon. Potem przyszli interpretatorzy, teolodzy, filozofowie. Mędrkowie żerujący na cudzej twórczości.

                    Z tego co mi wiadomo Hitler zaczytywał się pismami generałów ze starożytnego Rzymu. Kto wie, może gdyby pozostał przy malarstwie, byłby nie bardziej szkodliwy niż Salvadore Dali ze swoimi pokrojonymi ciałami. Ale gdyby nie on, mentalność masowa znalazłaby innego charyzmatycznego histeryka. Sztuka wyzwala i sublimuje negatywne energie. Ale to fakt że tamte czasy, przedwojenne, to optymizm pozytywistyczno-racjonalistyczny, którego kompletny ikarowy upadek objawił się nie tylko w wyrachowanym "tworzeniu" rasy czystej, ultra-intelektualnej, czy wojnach, i ich okrucieństwie, ale również w pozbawionej elementu współczucia i wyobraźni za-rozumiałej technologii,np. konstrukcji Zeppelina Hindenburga czy Titanica, bombek atomowych, etc. Przerost rozumu nad emocjami.

                    Swoją drogą, to zastanawiające dlaczego w języku polskim tak mało pana T., albo Jakuba Boehmego, Angelusa Silesiusa, Swedenborga (nazywanego "Buddą Północy" przez D.T. Suzukiego), Blake'a. A może raczej jest to symptomatyczne, iż Polska podświadomie broni się wszystkimi swoimi siłami od głębszej refleksji i wglądu w strukturę rzeczywistości?

                    No przecież nawet w sądach robi się rozróżnienie pomiędzy przestępstwem z wyrachowania (intelektualnego), a przestępstwem popełnionym w zaślepieniu emocjonalnym. I to popełnione w amoku emocjonalnym traktuje się bardziej ulgowo. Chyba nie bez powodu? Zasięg destrukcyjny kalkulującego rozumu np. jakiegoś biznesu, któremu bardziej opłaca się spalić, wyrzucić jakieś nadmiary żywności niż dać biednym, lub opłacić wysyłkę tejże do biednych krajów gdzie ludzie głodują, a morderstwo popełnione w amoku emocjonalnym przez zdradzonego męża, który odruchowo złapał za nóż, to jednak konkretna różnica. Jaki znak równości? Oczywiście dyskutować można, ale prawdę powiedziawszy nie jestem filozofem, nawet jeśli kiedyś nim byłem lub będę. Liczą się teraźniejsze przekonania.
                    • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 13.08.13, 11:22
                      Widzisz, wielu dyletantów religioznawstwa zazdrości mnie dobitnej znajomości historii religii, co nie jest ( samo w sobie) monolityczną kwestią gdyż de facto obiektywizm historii religii można między bajki włożyć przez wzgląd na pluralizm percepcji np. orientalistykę, epistemologie, fenomenologię, religioznawstwo, oraz brak uwzględnia historycznych zapisów przeżyć różnych form hierofanii , etc Osobiście religie chłonąłem niczym gąbka, począwszy od teologii fundamentalnej , religie profetyczne, dharmiczne, poszerzając wiedze intelektualną, studiowaniem kanonów religii świata, obcowaniem z mistykami, mędrcami, oświeconymi, znajomością mitologii , ale zadecydowanie najwięcej uwagi poświęciłem filozofii wschodniej, oraz ewoluowaniem religii starożytnych po własne praktyki medytacyjne…Powodem o nie spytanie Twojego autorytetu było niedbałe podejście, oraz przeakcentowanie uwagi na osobach i ich błędach.Przecież nie jesteś mierny, nieinteligentny, czy bezrefleksyjny, jesteś filozofem i czy się Tobie to podoba czy nie zmienisz swej dostojności! Rozumiem tego znaczenie ( upadku autorytetów o którym piszesz) , ale nie rozumiem dlaczego skupiasz się i koncentrujesz na ocenianiu i osądach tych , którzy nie zachowali ostrożności, zamiast na estetyce? I po cóż miałbym czytać o pedofilach w sutannach, skoro to nie prowadzi do mądrości? Tak czynią ludzi mierni, i kierują się tym co bezużyteczne! Co do religii to prorok, zawsze idzie na końcu….A samo religioznawstwo wyłoniło się przez swoistą soteriologię nauk przyrodniczych. Prekursorami religii byli filozofowie, bo w starożytności najwięcej uwagi poświęcili na rzeczy święte. Poeci ? Być może, na pewno trzeba ich brać pod uwagę.
                      Różnice się zacierają? Nie, różnią się jedynie warunki, ale telewizora można się pozbyć ,tożsamo jak niekorzystnych warunków- ja swój oddałem. Ty o tym decydujesz.
                      Te 8000 znaków zabrakło by abym miał zrobić synkretyzm wymieniając choćby same personalia...Nie jest to metafora czy żart. Naturalnie nie chciałbym abyś nieopatrznie mniemał że takich osób jest mało, gdyż jak wiesz mądrość (kompleksowo) przejawia się w praktyce , a sam przekaz intelektualny jest wtórny i pośledni, znacząco dziesiątkując ich liczbę. A także wiele innych sygnałów których już nie wymieniam, a są ostem dla przeciętnego logika- racjotumana, szkieletu ateisty. Naturalnie można , a nawet trzeba korzystać z ich mądrości ale trzeba pamiętać o intersubiektywnym źródle!

                      Stosowne linki do stron , które założyłem zapodam Tobie na p.w. będziesz mógł sobie pobrać sporo filmów naukowo religioznawczych choćby z you tube i za darmo.
                      Już dostaję sporo podziękowań za upload na p.w. w kanale y.t. więc widzę że istnieje pewne zainteresowanie, pomimo faktu że filmy są świeże. Bazę natomiast mam na hdd - 2 tera oraz na portalu chomikuj gdzie przechowuje je jako kopia zapasowa, aczkolwiek nie blokuję do nich dostępu. Ostatnimi czasy klasyfikowałem je i stwierdziłem że samych religijno naukowych filmów w postaci dokumentów jest ok. 700 pełnometrażowych filmów włączając cykliczne odcinki filozoficzne na ogół z planete. Ponieważ są moim uploadem mam możliwość zapodania ich również za free, ( na życzenie) a transfer mam praktycznie nieograniczony.

                      Rzecz jasna permanentnie poznaję esencję tego o czym pisze , bo jest to swoista
                      „studnia bez dna”. Nie wiem czy się orientujesz ( w wiki tego nie podają) istnieje
                      25000. 30.000 wszystkich sutt, czyni rozdziałów buddyjskich , a bywa że sutta dzieli się na kilkaset lub kilka tysięcy wersetów! Samo zaś redagowanie i stworzenie jakże pożądanych wersetów do np. Majjihima Nikaya ( drugi zbiór, drugiego kosza Tipitaki ) uczynił w 1950 1955 r. Nanomoli T. Sam pamiętam jak pierwsze przekłady nie zawierały wersetów w tym zbiorze MN. W chrześcijaństwie natomiast miało to miejsce w 1528 uczynił to Pagnin , bardzo ułatwiło to odwoływania się do konkretnych treści w gąszczu biblii, szczególnie szukających natchnienia eks- chrześcijanom lub pseudo chrześcijanom.

                      Moja żelazna zasada, (proporcja medytacji –studiowania) ogranicza korespondencje, analogicznie anihilowałem oglądanie TV przez pozbycie się „pudła”, kontaktami towarzyskimi a uczyniłem to ok. 10 lat wstecz ( bez żalu z mojej strony) Mam na komputerze dokumenty, i filmy religioznawcze, przyrodnicze, filozoficzne i naukowe, które zgodnie z prawdą od czasu do czasu lubię obejrzeć. ( na komputerze) , a oglądam wyłącznie to co mnie interesuje. Ostatnio jakaś cholera mnie podkusiła i zacząłem się intensywniej interesować także wojnami historyczni m.in. I, II, W. Ś. Wietnamską i Koreańską, które już uzupełniam na portal w chomiku. Myślę że Seneka , Lukrecjusz, Eutyfron, Fedon, Sokrates, Heraklit, Gotama, i całą reszta musi teraz intensywnie zwracać na to uwagę , żyjąc pomiędzy nami,. Choć ( rzecz jasna) mają teraz inne imiona, pokarm, przyjaciół , wrogów, doświadczenia radości i cierpienia, itd.
                      Cieszy mnie nasza zarówno liryczna korespondencja ,jak i analityczne presupozycje. Analogicznie jak Twoja ocena i ja nie przeakcentowuje intelektu, dlatego uważam że wszystko poza czystą formą medytacji niechybnie prowadzi do uzależnienia. Choć lepiej
                      ( rzecz jasna) uchwycą moje stwierdzenie filozofowie w intersubiektywnej praktyce aniżeli ci co nie praktykują w ogóle.

                      > Swoją drogą, to zastanawiające dlaczego w języku polskim tak mało pana T., albo
                      > Jakuba Boehmego, Angelusa Silesiusa, Swedenborga (nazywanego "Buddą Północy" p
                      > rzez D.T. Suzukiego), Blake'a. A może raczej jest to symptomatyczne, iż Polska
                      > podświadomie broni się wszystkimi swoimi siłami od głębszej refleksji i wglądu
                      > w strukturę rzeczywistości?

                      Te ostatnie zdanie może jest prawdziwe, ale ja nie jestem polską więc nie wiem.
                      Wiem natomiast że ani Pan T, ani tym bardziej Swedenborg nie byli filozoficznie płodni , tak jak był konwencjonalny budda północny , a przede wszystkim historyczny , który nazywał się Nagarjuna (bramin) . To dlatego on jest nazywany "Drugim Buddą" i nie tylko przez
                      (jedną osobę) wzgląd na swoje arcydzieło Mula Madhjamaka Karika - który czytałem wielokrotnie, ( polecam zapoznać się w wszystkimi jego dziełami) , ale także na wartość swoistej i oryginalnej filozofii zjawiskowej natury pustki - Madhjamaki. W buddyzmie północnym zaklepał swoje miejsce nieprzypadkowo i to nie tylko w tradycyjnych przekazach mahajany, ,ale też usytuowali go niemal "ikoną" jako przedstawiciela najwyższej wiedzy teoretycznej, która jest przekazywana we wszystkich szkołach tradycji tybetańskiej.
                      W Japonii również cieszy się uznaniem głownie w Zen jak i w Wietnamie czy Korei.

                      > No przecież nawet w sądach robi się rozróżnienie pomiędzy przestępstwem z wyrac
                      > howania (intelektualnego), a przestępstwem popełnionym w zaślepieniu emocjonaln
                      > ym. I to popełnione w amoku emocjonalnym traktuje się bardziej ulgowo. Chyba ni
                      > e bez powodu? Zasięg destrukcyjny kalkulującego rozumu np. jakiegoś biznesu, kt
                      > óremu bardziej opłaca się spalić, wyrzucić jakieś nadmiary żywności niż dać bi
                      > ednym, lub opłacić wysyłkę tejże do biednych krajów gdzie ludzie głodują, a mor
                      > derstwo popełnione w amoku emocjonalnym przez zdradzonego męża, który odruchowo
                      > złapał za nóż, to jednak konkretna różnica. Jaki znak równości? Oczywiście dy
                      > skutować można, ale prawdę powiedziawszy nie jestem filozofem, nawet jeśli kied
                      > yś nim byłem lub będę.
                      Jesteś filozofem, a będziesz jeszcze znakomitszym. To kwestia interakcji filozofów.
                      Nawiasem mówiąc czekałem , bo miałem za mało danych aby zrozumieć ten pogląd.
                      No więc teraz już widzę czytelniej. Stwierdzam że masz słuszność jeżeli chodzi o rozróżnienie intencjonalności sprawy.
                      Natomiast nie ma absolutnie żadnej różnicy w sprawie skutku ( ofiary) ;

                      zarżniętego mężczyzny w wyniku przemyślnej zbrodni
                      = pobicie ( skutek śmiertelny) za krzywdę zniesławienia np siostry
                      = zgon przew
                      • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 13.08.13, 18:20

                        "Płomień samemu sibie ne jest tak jasny jak tym których oświeca. " Dyletantem każdy czasem jest, bywa. A nie strzela się do celu z całej siły, całą wiedzą. Ze znajomością religii, jak ze znajomością języków obcych. Im więcej ich się zna, tym bardziej powierzchowna jet ta wiedza. Wystarczy znać dwa, no, trzy, ażeby móc poznać je dogłębnie. A przy tym pogłębia się znajomość własnego, I rozkosz z jego używania.
                        Hehehe, prekursorami byli filozofowie...? Widzę że bawisz się wybirnie. Pewnie z nudów.
                        Albo masz za dużo białych plamek w tej swojej masie wiedzy, której wymówić ne śmiesz, tak jej dużo, dlatego opisujesz ją jak krążąwnik, od zewnątrz? O, jakie to wruszające że wzbudzasz tyle podziwu siją dobricynnością. Idę się popłakać. Dobrzy ludzie jeszcze istnieją. na tym padole.

                        To bardzo zacne że wyrzuciłeś TV, ale osobiście wolę wiedzieć gdzie żyję i co się dzieje. Kontakt z rzeczywistością trzeba mieć. Ale i owszem, internet wystarczy. Ja mam zresztą bardzo dobry publiczny rogrm, dużo dzienników TV z cłego świta. Można w tej różnorodności wyrobić sibie własny punkt widzenia.

                        Nie, nie optuję przeciw intelektowi, za medytacją etc. czy jakąkolwiek ekskluzywnością. Umiar we wszytkim, równowaga. Czyli partnerstwo. Tego nie wyczytałeś w swoich księgach religijno-filozoficznych? Dziwne. Zaczynam wątpić w jakość tych ksiąg, filmów dokumentlnych, etc. Może powinieneś sprawdzić dokładnie gdzie, kto je publikował, czy produkował? Bolywood?

                        Akceptacja kogoś jako autorytetu intelektualnego, czy religijnego przez masę, nie jest dla mne wymiernym wyznacznikiem wiarygodności takiej opinii. Chyba że preferuje się ilość nad jakość. Można i tak. Ale nie jets to żaden argument na określenie jakości czyjegoś przekazu. Skupiasz się na ilości, która niwiele mnie wzrusza, ani o niczym ne przekonuje. Masz coś jeszcze w rękawie, poza miernymi prowokacjami?
                        • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 14.08.13, 12:19
                          Widzę że nie zrozumiałeś tego co napisałem. NIE ja stwierdzam immanentnie że prekursorami religii byli, filozofowie, gdybyś znał religioznawstwo, wiedział byś że z tej percepcji pisałem....Myślałem że się domyślisz. A ty się zachowałeś jakbym miał prowadzić polemikę o prywatne przekonanie.
                          Osobiście twórcami i prekursorami religii (dla mnie) mogą być ignoranci lokalnej prowincji z równym skutkiem jak Mahavira, czy Bodhidharma.
                          Co do twego sceptycyzmu to możesz go chyba konstruktywniej wyrażać , jak przez sarkazm?
                          Tak czynią sprowokowane psy, które jak się sprowokuje ugryzą, nie filozofowie.
                          Filozofowie kierując się estetyką nie łączą tego z sarkazmem.
                          Teraz wizę że filozofia choćby ta zachodnia (poślednia) rzeczywiście nie jest mocną stroną ponieważ nie kierujesz się ich charakterystykami, raczej introjekcją.
                          I kto teraz przeakcentował intelekt jako wartość nadżędną?!
                          Ja nie przeakcentowuję intelektu nad estetyką, fub konstruktywnością rozróżniamia, ale mogę być tak odebrany. A to jest zasadnicza różnica, ponieważ pisze intelektualnie aby być zrozumiały. gdybym pisał z pozycji filozofii wschodu ( samodzielnie ) byłbym mało czytelny
                          ( mógłbym być) więc zapewniam że nie jest to prowokacją.
                          Co prawda napisałeś " że nie jesteś filozofem. ( nie czujesz się teraz)"
                          Napisałeś że kiedyś pisałeś , byłeś twórczy literacko. (bez efektów).

                          Dlaczego tak się dzieje już am sobie odpowiedziałeś (przez odpowiedź) ;

                          " To bardzo zacne że wyrzuciłeś TV, ale osobiście wolę wiedzieć gdzie żyję i co się dzieje. Kontakt z rzeczywistością trzeba mieć. Ale i owszem, internet wystarczy. Ja mam zresztą bardzo dobry publiczny rogrm, dużo dzienników TV z cłego świta. Można w tej różnorodności wyrobić sibie własny punkt widzenia"

                          A czy chciałbyś się dowiedzieć jak jest w istocie?

                          Ja np.; jak wiesz sporo czytałem filozoficznych traktatów wschodu, filozofie zachodnią uważam za poślednią z powodu badania natury samego ducha
                          ( estetyki, boskości, świętości). Niezależnie od Twego sceptycznego podejścia, absolutnie nie umniejszy to mojej estetyki , wiedzy , mądrości ( jak i nie wzbogaci) .
                          To zawsze jest szlachetne, ale mnie nie zaspokaja. Po cholerę mi taki spekulacyjny monizm?! On mnie nie zadowolił, nie jest dla mnie pełnią filozofii raczej czymś charakterotwórczym głownie dla myśli greckiej. Wówczas gdy filozofia wschodu bada aktualną naturę
                          ( mikroskopijną) rzeczywistości, metodologia, kognitywistyka, psychologia, oraz elementy rządzące tym światem, lub precyzyjniej zależności permutacji zachodzącej pomiędzy dhammami oraz wiele więcej, z którymi rzeczami ludzie zachodu nie są gruntownie zaznajomieni. Nie chodzi nawet o to, czy jest to słuszne czy nie słuszne, ponieważ np. Abhidhamma nie występuje w języku polskim, a na angielski jest tłumaczona pobieżnie, więc przez wzgląd na niepochlebność autorytetu Theravady dla Abhidhammy a pochlebność Visuddhimaggi sami bhikkhu uznali tłumaczenie za niepożądane.
                          (negacja - gdyż uważają że nie napisał to Budda- a fee! ) niestety nie będziemy mieli pełnego dostępu do niej jaką mają Azjaci ,przynajmniej trzeba być świadomym tych ograniczeń.
                          (Osobiście kompleksowy kosz Abhidhammy jest teraz najbardziej przez mnie pożądany.)
                          Mam zaledwie konstatacje praw, trzeciego kosza, który nie występuje w drugim koszu. a sutta Pitaka mówi wcześniej o pewnych przyczynach warunkujących dotyczących determinacji naszego powstania, do śmierci zwana Paticcasamuppada. Co również jest interesujące, choć (jak na ironię) stało się jakby pustą doktryną. Sami mnisi często przyznają że albo nie rozumieją, a ci bardziej światli ją permanentnie konceptualizują.
                          W każdym bądź razie warto się zapoznać, uczynić starania aby się zagłębić. Jest fascynująca!

                          Sama twórczość Nagarjuny , a czytałem już trochę już lat wstecz,
                          (zdążyłem intelektualnie zapomnieć przez wzgląd na obszerność) choć mam pewność z autopsji że od tego czasu rozwinąłem samodzielną umiejętność pewnego analitycznego myślenia ( nazwałem to umiejętność rozróżniania). Bardzo trudno jest werbalizować tą umiejętność gdyż (rzecz jasna) nie ma znaczeń, reguł, definicji, twierdzeń dających powiedzmy jurysdykcje pomyślności filozofa. Wystarczy wspomnieć o nibbanie czy kammie w języku ojczystym Sakjamuniego, aby uzmysłowić sobie że to tylko dwa prawa, a jak są pokomplikowane i pluralistyczne oraz jak precyzyjnie omawiane na wszystkich płaszczyznach spektrum świadomości , aby docenić tego wartość. Kiedyś zrobiłem drobiazgowy synkretyzm tych doktryn różniący się nawet szkołami, po dziś dzień żałuję że nie zapisałem sobie tego,( wartość religioznawcza) zostawiając go na jakimś zapomnianym forum- ale wiele osób skorzystało, to tez dobre.

                          Ważnym czynnikiem który mógłby mnie pomóc rozpoznać czy odrębna jednostka jest filozofem; ma potencjał ( on jest nie wyczerpany- innym być nie może) jest;

                          -Czy ktoś chce być tak postrzegany?
                          -Czy też krępuje się w skutek (źle pojętej) pruderyjności względem innych osób?
                          -Materiały, traktaty filozoficzne
                          -krzyżowy zestaw moich pytań wykreowany na płaszczyźnie pre personalnej

                          Chodzi o to że nie będzie to typowy psychologiczny test, raczej wnikliwa moja analiza , która albo autoryzuje pewne struktury percepcji, albo jej deficyt. Moim zdaniem nie jest to rzecz trudna dla rozpoznania tych struktur przez jednostki które je rozwinęły. Myślę że istotnymi czynnikami są uwrażliwienie, humanizm, introspekcja, percepcja introwertyka
                          (ostatni czynnik i wiele innych można rozpoznać po analizie grafologii, a kiedyś się w to bawiłem. O dziwo trzy na trzy osoby w 100% się sprawdziły, z czego przetestowałem najpierw siebie ni jestem sympatykiem czy oponentem , uczyniłem raczej tak z ciekawości i możności zweryfikowania.)



                          1
                          Przyjmijmy iż cofniemy się w rok 1967 jest wojna Wietnamska, jesteś lekarzem , takiego ruchomego szpitala polnego ( blisko frontu, to fakt historyczny). Codziennie operujesz rannych, postrzelonych. Oni są mięsem armatnim, ty ich wykurujesz aby dalej mogli wrócić na wojaczkę i zabijać nieprzyjaciół, jest kapelan wojskowy….gdyż to system amerykańsko – chrześcijański. Masz świadomość swojej roli jako lekarza, czasem ci sami wyleczeni wracają po raz wtóry, jesteś trybem w tym swoistym systemie. Oczywiście nienawidzisz tego miejsca, swojej roli. Co więc robisz jako filozof ?
                          -Uzasadnij swoje stanowisko, jak można to precyzyjnie i w miarę obszernie.

                          Inny przykład

                          2
                          Na początku naszej ery król Syngalezów ( Sri Lanca) Valagambahu wygnany został przez spiskowców, najeźdźcy z południa Indii zajęli jego stolicę. Schronienie zapewnili mu buddyjscy mnisi. Kiedy odzyskał koronę odwdzięczył się życzliwym mnichom i ufundował pierwsze posągi Buddy a w granicie kazał wybudować wspaniałą świątynie. Dziś ta świątynia nazywa się „wiszącą skała” a wysokość jej to 350 metrów a znajduje się Nad Dambullą.

                          Ty jesteś tym ocalonym królem.

                          Człowiek uczynił majestatycznego Buddę na 30 metrów. Ludzie przychodzą i podziwiają piękno monumentu przyozdobionego różnym rodzajem odcieni , dają datki lub pielgrzymują, zwiedzają.
                          Porzucając percepcje religijne i ich antagonizmy, inne izmy, anihilując całą wiedzę którą posiadasz PYTAM;

                          Czy słuszny jest wysiłek i środki na taki cel?
                          Czy estetyczny jest TWÓJ zachwyt ?
                          Czy szlachetny jest cel ?
                          Czy właściwe jest że pojawi się naśladownictwo postaw ?

                          Ty jesteś tym KRÓLEM , jesteś autorytatywny!
                          Przemyśl i uzasadnij wszystko.
                          ( nie mówisz do ludu, myślisz immanentnie rozważając słuszność emanujących działań i odczuć )


                          Mam nadzieję że pytania są wystarczająco głębokie ,abyś uznał że ( w przeciwieństwie) kieruję się estetyką , aby uruchomić percepcję pre personalną u odrębnej jednostki.
                          Aczkolwiek PAMIĘTAJ, że starałem się jak mogłem aby było dość frapująco, teraz chodzi jedynie o myśli , odczucia, przemyślenia. Nie będę tego żadną miarą oceniał ani komentował żadnej z analiz. Chciałbym ją poznać, jak pozwolis
                          • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 14.08.13, 14:55

                            no tak, to nie TY wyrażasz to co wyrażasz, tylko TY wyrażasz to co inni wyrazili. I to nie byle inni, tylko autorytety z dziada pradziada. Myśliwi z osiągnięciami. . Hahaha. Tzw. obiektywizm iluzoryczny, w subiektywnym mózgu? A potrafisz wyrazić własną myśl bez powoływania się na żadne autorytety? Bo jeśli ja będę chciał sobie z nimi pogadać, to ja sobie ich sam znajdę. A oni mnie. Nie martw się. Teologów filozoficznych nie potrzebuję. Jak już Ci mówiłem wcześniej prozelityzm, nawet ten intelektualny, nie wabi mnie. Moja, jak z góry osądziłeś, błędnie, przygoda z literacką twórczością, miała bardzo efektywne rozwiązanie. Ale nie wiem, czy wobec Twojej agresywnej i monolitycznej postawy intelektualnej, która u podstaw odrzuca wszelką możliwość dialogu, zrzucając odpowiedzialność wymiany intelektualnej na nieobecnych innych, autorytety, ba, Bogów i Bożyszcz, jak mniemam, niepodważalne, to niby jaki ma z tego wynikać dialog, czy partnerstwo? Na kolanach?
                            A dla mnie, wybacz, z tego całego werbalnego bełkotu wschodnio-zachodniego, filozoficzno-teologicznego, najważniejsze, esencjonalne, są dwie ekspresje. Jedna chrześcijańska: "Tam skarb gdzie serce" Druga, to kazanie Buddy, podczas którego trzymał ryja na kłódkę, i tylko się uśmiechał.....smile Czego i Tobie życzę, od czasu do czasu. Zanim zaczniesz ciurkiem lać po ludziach swój ślinotok.. Uśmiech Buddy.
                            • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 14.08.13, 16:38
                              uff.o napisał:

                              > no tak, to nie TY wyrażasz to co wyrażasz, tylko TY wyrażasz to co inni wyrazil
                              > i. I to nie byle inni, tylko autorytety z dziada pradziada. Myśliwi z osiągnięc
                              > iami. . Hahaha. Tzw. obiektywizm iluzoryczny, w subiektywnym mózgu? A potrafisz
                              > wyrazić własną myśl bez powoływania się na żadne autorytety?

                              Potrafię. Jednak nie dla Ciebie, ponieważ (dla Ciebie) myśli są zapożyczone, słowa są zapożyczone, ideologie są zapożyczone, poza tym będzie to intelektualny bełkot. Więc to pytanie jest (samo w sobie) rezultatem błędnego receptywnego myślenia, abym miał swoje myśli tu wyrażać.

                              -Jak już Ci mówiłem wcześniej p
                              > rozelityzm, nawet ten intelektualny, nie wabi mnie.
                              > Moja, jak z góry osądziłeś,
                              > błędnie, przygoda z literacką twórczością, miała bardzo efektywne rozwiązanie.

                              Nie rozumiesz ani jednego słowa z tego co sam piszesz a niezgrabność tonizujesz co post.
                              Sam napisałeś że nie jesteś filozofem. ( nie czujesz się teraz).
                              Napisałeś że, byłeś twórczy literacko. (bez efektów- to moje ) , ponieważ nie byłeś z tego zadowolony. A jeżeli ktoś nie jest z czegoś zadowolony to (może mieć efekty), ale nie można tego wydedukować w intelektualnym dialogu.
                              Jak zatem miałbym odczytać (nawet błędnie osądzać) , coś co niemal cytowałem?
                              Pomyśl trochę nad tym co piszesz, gdyż jesteś coraz bardziej pokrętny. No chyba że powinienem wydedukować że miałeś efekty ,tylko dlatego że nie byłeś zadowolony.
                              ( a co napisałeś o swojej twórczości)
                              W takim wypadku musisz zaprzestać niedbałości i stosowania mechanizmów projekcji, tylko dlatego że sam jesteś uzależniony od osądzania innych. Z czasem może to stać się Twoim kompleksem, ( a co juz nastąpiło) a innych będzie tylko razić taka niedbałości.
                              Zresztą jak sobie prześledzić swoje posty , to sam uznasz mnie słuszność w związku że nigdzie nie osądziłem "braku efektu" , lecz wydedukowałem na podstawie Twojego intelektualnego niedbalstwa!
                              Ponieważ sam lekceważysz intelektualny przekaz w sposób niedopuszczalny, czepiasz się zarzucając wyimaginowane rzeczy, tonizując swoją pozycję ofiary sam odpowiadasz za argumenty które rzucasz, a które są swoistym kłamstwem, gdyż samemu nie osądzam, kierując się estetyką i myśleniem przez umiejętność rozróżniania.
                              Jeżeli już korzystasz z dialogu ( ja robię to rzadko) to musisz przestać gardzić intelektem, a jeżeli chcesz być dalej pokrętny i niedbały to nie ze mną.
                              Ja odżegnuję się od osądów i ludzi miernych oraz ich fałszywości i wrażliwości.
                              ( nawet będąc tego nieświadomi, ponieważ sami ponoszą odpowiedzialność za taki stan )


                              > Ale nie wiem, czy wobec Twojej agresywnej i monolitycznej postawy intelektualn
                              > ej, która u podstaw odrzuca wszelką możliwość dialogu, zrzucając odpowiedzialno
                              > ść wymiany intelektualnej na nieobecnych innych, autorytety, ba, Bogów i Bożys
                              > zcz, jak mniemam, niepodważalne, to niby jaki ma z tego wynikać dialog, czy par
                              > tnerstwo? Na kolanach?

                              A czy zmuszam Ciebie do płaszczyzny wyłącznie intelektualnej?
                              Czy uwiązałem Ciebie kajdanami intelektualnymi , które ograniczają Ciebie do pisania rzeczy , których od Ciebie nie wymagam?!
                              Czy raczej sam nie możesz rozprostować skrzydeł, ponieważ ugrzęzłeś w tak pojętej fiksacji która mnie przypisujesz?
                              Gdybyś zrozumiał co wcześniej pisałem sam być przeszedł na ezoteryczne płaszczyzny naszego życia, z czego nie jest to sama gnoza, lecz rozważania, odczucia w tym co estetyczne i konstruktywne a o czym pisałem w dwóch przykładach.

                              > A dla mnie, wybacz, z tego całego werbalnego bełkotu wschodnio-zachodniego, fi
                              > lozoficzno-teologicznego, najważniejsze, esencjonalne, są dwie ekspresje. Jedna
                              > chrześcijańska: "Tam skarb gdzie serce" Druga, to kazanie Buddy, podczas które
                              > go trzymał ryja na kłódkę, i tylko się uśmiechał.....smile Czego i Tobie życzę, o
                              > d czasu do czasu. Zanim zaczniesz ciurkiem lać po ludziach swój ślinotok.. Uśmi
                              > ech Buddy.
                              >
                              Przecież nigdzie nie pisałem że są to moje najwyższe PRIORYTETY lub coś do naśladowania.
                              Jedynie dziwi mnie brak poszanowania w jaki sposób się odnosisz, do czegoś co dla mnie jest cenne. Świadczy to że estetyka nie jest ( a powinna) być dla Ciebie ważna.
                              Tym się różnimy.
                              Same zaś ekspresje są doświadczeniami zbyt intymnymi aby o nich pisać.
                              Z czego to co cytujesz nie jest ekspresją , tylko sentencją, a drugie coś co nie kwalifikuje się na martwy zapis, bo stanów egzystencjalnych Buddy nie da się werbalizować , czy intelektualnie doświadczać, podobnie jak i każdego człowieka.
                              Chyba że na płaszczyźnie intelektualnej aby w taki to mierny sposób przekazywać o tym
                              " tylko wiedzę". Przynajmniej dla mnie.
                              • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 14.08.13, 17:49
                                znaczy się kiedy ja pytam o Twoje zdanie, na całe Twoje wylanie epistomonologiczne, z poparciem tradycjonalistycznym filozofii starożytnych Indii, toznaczy że to ja posługuję się "zapożyczeniami" a Twoje wówczas wyrażanie byłoby "bełkotem" zbyt "intymnym" ? Hahaha... smile Mów do mnie jeszcze, kochanie.
                                ----------
                                Człowiek bez wiary jest tylko półczłowiekiem - J.W. Goethe
                                Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa - A. Einstein
                                Zorganizowana religia jest głównym źródłem zła na świecie - Ch. Hitchens
                                • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 15.08.13, 10:33
                                  uff.o napisał:

                                  > znaczy się kiedy ja pytam o Twoje zdanie, na całe Twoje wylanie epistomonologic
                                  > zne, z poparciem tradycjonalistycznym filozofii starożytnych Indii, toznaczy że
                                  > to ja posługuję się "zapożyczeniami" a Twoje wówczas wyrażanie byłoby "bełkote
                                  > m" zbyt "intymnym" ? Hahaha... smile Mów do mnie jeszcze, kochanie.


                                  Nie, bo zauważyłem że ciągnie Ciebie do sarkazmu.
                                  Natomiast nie ciągnie do estetyki , dlatego pozostałeś milczący w dwóch moich przykładach.Ciekawe czy inni przybiorą analogiczną postawę?
                              • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 15.08.13, 20:04
                                Tyle jest poprawnych punktów widzenia danego krajobrazu, ilu obserwatorów. Tyle poprawnych interpretacji Tory ilu jej interpretatorów (jak mawiają kabaliści nieortodoksyjni). Nie interesuje mnie ortodoksja. I z pewnością z jakiegoś monolitycznego punktu widzenia, zawsze takie stanowisko będzie negowane, czyli wartościowane jako "niedbalstwo", albo wyszydzane i poddawane róźnym prowokacjom i oszczerstwom. O, nie, mój drogi Malludo, nie dlatego że ja się boję dyskusji rzetelnej, na poziomie intelektualnym, ale dlatego iż Ty czujesz się zagrożony ewentualnością wyściubiena noska poza własną pozycję, poza własną bezpieczną ortodoksję, monolitycznych i monopolistycznych reguł i zasad, jakich się wyuczyłeś z lektur filozoficznych, i których trzymasz się biernie i wiernie, jak Świadek Jehowy klepania dosłownych cytatów z Pisma. A przecież, jak uczy natura, a za nią Thoreau, jej czuły obserwator - Jedno prawo dla orła i krowy, to Opresja. A przecież obie te istoty w swej odrębności i unikalności, są nieodzwnymi elementami struktury życia? To po co odbierać któremuś jej specyfikę? Mało Ci że masz co masz? Musisz jeszcze jak alkoholik, starać się sprowadzać innych do swojego poziomu, bo jak nie to beee? I rzucać się z histerycznym atakiem, używając, jako rzekomo przemyślane kontrargumenty, argumentów oponenta? Oj, bezwstydna technika, która właście jest konsekwencją i odzwierciedleniem ogólnym sposobu w jaki nabywasz swą wiedzę, jak widzę.
                                Ale dobrze, na wszelki wypadek. podam Ci kroplę homeopatycznej cykuty, skoroś się uczepił jak rzep. Otóż dla przegrzanego własną narcystyczną aktywnością umysłu najlepszym lekarstwem jest na początku odurnienie. Stąd mstrzowie zadają uczniom koany. Ale samo życie też je ludziom, i wszystkim istotom zadaje. Wszak paradoksów i sprzeczności doświadczeń źyciowych trudno uniknąć. Porozwiązuj sobie parę koanów, albo zakochaj się, a zobaczysz jaka mądrość jest w irracjonalizmue i "niedbalstwie", nielogiczniści, irracjonalizmie językowym i prawdziwych psradoksach życiowych. Ręczę iź mózg Ci się zröwnoważy bez żadnych magicznych mantrowań. "Niedbalstwo" logiczne, zawsze wywołuje agresję w zarozumialcu. Zresztą wartość intelektualną owego niedbalstwa, przed którym tak się wzbranasz (a jakże, wolno Ci, ale nieładnie jest innym jego obecność wytykać, bo to już świadczy o żarłoczności rozbestwionego ego ) jak już wcżeśniej wspominałem zauważyła współczesna filozofia. Stąd róźne niekonwencjonalne i asystemowe wybryki takich filozofów jak Kierkegaard, Nietzsche, Szestow, Emerson, Derrida, Sartre, czy nawet Scheler, albo Swedenborg, etc. Nie, mój drogi, Zachód nie jest taki zły, jak Tradycja hinduska ne jest taka złota. Budda wystąpił przeciw kpłanom, Braminom, tak jak Jezus przeciw kapłanom, Faryzeuszom, saduceuszom, przeciw rytualizmowi, zorganizowanej mafii,niesprawiedliwości społecznej, kastowości, etc. A że kapłani i filozofowie, róźne mędrki tego świata, patriarchalne to były mózgi, dorobili im systemy, instytucje, i swoimi zarozumiałymi interpretacjami zaprzeczyli ich początkowym ideałom, to też stara śpiewka. Ale żeby wiedzieć więcej, niż reszta, musisz płacić za to słoną cenę, bo nie wolno przy tym tracić z oczu również ścieżki współodczuwania, Bodhisattwy, rozwoju emocjonalnego. Jak to mówił inny mistyk-przyjaciel: "Po co iść gdzieś tam z przodu, samotnie, będàc kompletnie niezrozumiałym, jak Razem raźniej, weselej?" A szczyt góry jest pośrodku góry, a nie na szczycie. Na szczycie nie ma już życia. Dlatego Ikar skończył jak skończył.
                                W odmętach.
                                • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 17.08.13, 15:46
                                  uff.o napisał:
                                  >"Niedbalstwo" logiczne, zawsze wywołuje agresję w zarozumialcu. Zresz
                                  > tą wartość intelektualną owego niedbalstwa, przed którym tak się wzbranasz (a j
                                  > akże, wolno Ci, ale nieładnie jest innym jego obecność wytykać, bo to już świad
                                  > czy o żarłoczności rozbestwionego ego )

                                  Zgadza się, dlatego wtedy kiedy nie używałem interpunkcji, ( świadczącej że żartuję) inaczej pisałeś , gdybym miał ją używać. Jednak widzę że jesteś (byłeś) bardzo niedbały intelektualnie, w kwestiach które mogły by mnie zainteresować. np twórczość , o której tak pokrętnie przecież się wypowiadałaś jak gdyby były elekubracjami , potem, antytezą.
                                  Jednak odłóżmy te błędy , gdyż one wydarzyły się w przeszłości, ( teraz nie występują).

                                  >Nie, mój drogi, Zachód nie jest taki zły,
                                  > jak Tradycja hinduska ne jest taka złota. Budda wystąpił przeciw kpłanom, Brami
                                  > nom, tak jak Jezus przeciw kapłanom, Faryzeuszom, saduceuszom, przeciw rytualiz
                                  > mowi, zorganizowanej mafii,niesprawiedliwości społecznej, kastowości, etc. A ż
                                  > e kapłani i filozofowie, róźne mędrki tego świata, patriarchalne to były mózgi,
                                  > dorobili im systemy, instytucje, i swoimi zarozumiałymi interpretacjami zaprze
                                  > czyli ich początkowym ideałom, to też stara śpiewka.

                                  No tak. Tyle że notabene Gotama był postacią historyczną, a Jezusów było wielu.
                                  Modne Hebrajskie imię, o czym większość chrześcijan nie zdaje sobie sprawy.
                                  ( Na szczęście w wierzeniach , nie ma to absolutnie zasadniczego znaczenia, raczej w POSTAWACH , być może to nawet lepiej.)

                                  No widzisz szanowny Uffo ja również nie jestem monolityczny, ani sekciarzem związany z wyłącznie jedną religią, filozofia, tradycją czy szkoła religijna, systemu filozoficzno etycznego etc. Tak, słusznie negacja tejże sekciarskiej percepcji jest nieunikniona przez inną idee, która jest antagonistyczna, choć nie musi, może być na poły.
                                  Myślę że wyjaśnianie mojego stanowiska jest zbyteczne, ponieważ sądzę
                                  (niezależnie od moich niektórych wcześniejszych żartów -bez interpunkcji ) że intuicyjnie o tym doskonale wiesz.
                                  Jeżeli chodzi o mnie to jestem zdumiony że w ogóle piszesz takie rzeczy i miałbym się czegoś kurczowo trzymać, choćby dlatego że wspomniałem o religiologii i filozofii wschodu, a TY napisałeś że teologia i filozofia wschodu to "prozelityzm". Lub wyraziłeś się tak niedbale intelektualnie że można tak stwierdzić. W każdym bądź razie teologii i filozofię przypisałeś ;
                                  telogia=filozofia.
                                  Wyjaśniać tego nie ma potrzeby, bo nie chodzi tu (myślę) o merytoryczną prawdę tego stwierdzenia, tylko i subiektywną negacje. Gdybym trzymał się cytatów, których używam wyłącznie dydaktycznie, mówiłbyś prawdę, ale dlatego że właśnie nie cytuję, mogę być bardziej twórczy. Zresztą cytaty uważam za merytorycznie niezbędne gdy dokonywałem np synkretyzmów religioznawczych , egzegezy nibbany, egzegezy reinkarnacji i wiele innych prac, które szczątkowo zostawiłem po niektórych forach.
                                  ( oryginały mam zabezpieczone)
                                  A jestem jednym z niewielu Polaków, którzy bardzo pluralistycznie analizują każdą kwestię życia religijnego, archetyp, stany egzystencjalny, nibbany, rezurekcie, stany egzystencjalne.Być może pierwszym który dokonał ich egzegezy. Nie jetem zwolennikiem cytowania czegokolwiek w tym ujęciu jak to komicznie napisałeś. Uważam że gdybym je zastosował, podał źródła, byłbyś zachwycony ich oryginalnością, estetyką, patosem, precyzją, bo pewnei ich nie znasz, ale kto wie?
                                  Byłem sympatykiem świadków Jehowy, ponieważ studiowałem ich książki oraz przysłuchiwałem się ich soteriologii chrześcijańskiej. Kiedyś mnie to bardzo interesowało, a teraz mam wgląd na płaszczyźnie religioznawstwa. Niestety ich nauki były usystematyzowane programowo i powtarzały się ...przez co były jałowe i nużyły.
                                  ( Nie byłem zadowolony z ich nauk oraz wysoce zdogmatyzowanych "prawd wiary". Znam "starszych" -do którego należał -może jeszcze należy- jeden z moich kolegów , który zaopatrywał mnie w ABSOLUTNIE w każdą książkę , która mnie zainteresowała. Po dziś dzień zachowałem sobie te , które uznałem najbardziej wiarogodne historycznie oraz interesujące, wiele z odpowiedzi frapująca, pod warunkiem że jest się chrześcijaninem. )
                                  Co nie zmienia faktu że mam kilka istotniejszych specjalizacji, w których (rzecz jasna) lepiej jestem zorientowany , aniżeli tego co specjalizacją moją nie jest , a tylko jestem orientalistą, lub posiadam jakiś zasób wiedzy , który jest pośledniejszy, bo taki być musi. Mam tu na myśli systemy filozoficzno etyczne wschodu , jak tez religie, czasem określane jest to jako jedno i to samo-ale zależy dla kogo. Jednak przede wszystkim prywatne praktyki medytacyjne i inedii.
                                  ( 38 dni bez pokarmów, bez żadnego wysiłku z mojej strony , ale przyjmowałem soki np pomidorowy, owocowy, wodę, uprawiałem jeszcze intensywny sport kilkugodzinny, a
                                  wyniki np; zachowałem jako pamiątkę niejedzenia
                                  TSH 0,009 przy NORMACH 0,35- 5,50 plU/ml
                                  i to był jedyny negatywny wynik. Ciekaw jaki byłby przy 3-5 miesiącach? Niestety przypadkowo zacząłem znów jeść. Ja przestałem od razu przyjmować jedzenie, wówczas gdy powinno się stopniowo ograniczyć. Więc wiem po dziś dzień że nie jet to ani cud , ani rzecz wielka, , a na wschodzie dosyć popularna, choć na zachodzie wiele nie dało by wiary. Więc piszę o praktykach -nie koniecznie religijnych ( dla mnie) ale religia im przewodzi, uważam ją za ich zwierzchnika, bo to przez religię powstałej, oraz ludzi którzy ją praktykowali. Można tego eksperymenty przeprowadzać bez wiary teistycznej, którego byłem przykładek kilka lat wstecz. A kto wie, może znów powtórze? Może się uda? A ..gdy zacząłem jeść szybko ths wróciło do normy- bezpośredni związek z metabolizmem.
                                  Wiem że przez narkotyki również może ulega manipulacji
                                  25-27 kg schudłem przez ok 3-4 tygodnie, ale miąłem z czego.


                                  Paralela moją i Pana T, jest to że jestem obserwatorem raczej ryb, to bezpośrednia wiedza, mógłbym bardzo, bardzo dużo o tym napisać, tyle że ja jestem w dogodniejszej sytuacji bo T bo mam je przed nosem w 300 litrowym więzieniu....Archetypem świadomości ryb jest STRACH - dlatego skonstatować mogę jedynie to że , dzięki "wibracji" ( linia boczna) ryba nigdy nie dopuszczą większej ryby na niewidzialną odległość między sobą, w przeciwnym wypadku już po rybie. No chyba że odpoczywa, gdzie ta aktywność praktycznie nie występuje, jest wtedy bezbronna i nieruchoma. Choć nie śpi , bo nie ma powiek,ale zauważyłem że elipsa źrenicy (oka ryby) ma charakterystycznie przekrzywiony układ. To znaczy, można rozpoznać efekt "zaspanej ryby" lub takiej która przejawia aktualna ( nocna ) aktywność. Chodzi mnie o sam element oka, ( nie ruchu).

                                  Nie jestem zwolennikiem koanów, a to o czym piszesz nie ma związku z koanami w percepcji religijnej. Paradoksy mogą być estetyczne, ale mogą być też marnotrastwem energii, które rzecz jasna nie prowadzą do mądrości.
                                  W ogóle trzeba odróżnić religijny koan od paradoksu, który jest efemeryczny, przypadkowy, zapożyczony i ma znaczenie wyłącznie intelektualnego zrozumienia.
                        • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 14.08.13, 15:08
                          uff.o napisał:

                          > Masz coś jeszcze w rękawie, poza miernymi
                          > prowokacjami?

                          Co do prowokacji to wiedź że Ciebie prowokuje sama rozmowa ze mną.
                          Zresztą WIDZĄC to zacząłem się zastanawiać czy ma ona słuszność?
                          Dlatego właśnie już sam się sprowokowałeś i sam zacząłeś płakać ( w umyśle) i działaniu, gdyż sam to zasugerowałeś, a wystarczyło abym napisałem pochlebnie o sobie.
                          ( Choć to prawda)
                          Myśląc w ten (tożsamy) sposób sprowokowałem Ciebie również , gdy pisałem pochlebnie o Tobie, niestety tego już nie dodałeś. ( zadowolenie , wyróżnienie )

                          Samo mniemanie że nastąpiła tu jakaś prowokacja jest dekonstrukcja postrzegania. . Gdybym chciał sprowokować, to skoncentrował byś się na wyolbrzymieniu antagonistów przez wzgląd na zainfekowanie Twego umysłu. Dziwie się tylko że tak mizernie skonstatowałeś mój wysiłek. Nie jest on jednak próżny , ponieważ mój wysiłek nie stanowi antytezy dla podtrzymywania, przekonywania, unikania, pokonywania, rozwijania.

                          "Krążownik" , bardzo precyzyjne określenie. Czujesz się upokorzony, zbombardowany?
                          Spokojnie, to tylko wiedza, Ty możesz tylko z niej korzystać ( gdy ją poruszam) .
                          Moja wiedza nie jest dla Ciebie żadnym zagrożeniem, jedynie dla mnie, bo może stać się podmiotowym sabotażem. Na szczęście jestem świadomy jej percepcji niebezpieczeństw i nie mam zamiaru Ciebie "znokautować" smile

                          - Nie znam języków obcych, zbyt powierzchownie abym mógł je np . wykorzystywać w religioznawstwie ( dla własnego rozwoju). Nie znam tez argumentu dla którego miałbym autoryzować wysiłek ich nauk. Nigdy ich nie poznam i nie chcę.
                          • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 14.08.13, 17:06

                            w moim przekonaniu, naturą życia jest niedoskonałość. Niedoskonałość jest doskonalsza od wszelkiej doskonałaści. Wieczne doskonalenie poprzez niedoskonałość. Poprawność, precyzyjność? Mam je w dópeczce (a w dupie mam gówno). Schlebianie sobie nie ma nic złego w sobie, ale jak zwykle, skoro nic nie stoi w miejscu, jak się przesadzi, to się zaczyna objawiać jako przerost jednostronności, i zaniedbywanie samo/rozwoju. Chyba że poczucie niedowartościowania jest istotniejsze niż skupienie na rozwoju. Zawsze można coś jeszcze w sobie poprawić, z powodu owej zawsze obecnej niedoskonałości. Chyba że zjadło się już tyle mózgów iż potem pozostaje już tylko wrona na ściernisku. Jak to było w przypowieści o kogucie wielojebcu. Niemniej głupiec zawsze znajdzie głupszego który go będzie podziwiał. Twoja, moja wiedza? Gdyby Faraon (świadomość) wiedział jaka jest prawdziwa natura Mojżesza, kogo sobie idchowuje na własnym dwirze i tronie światłości, i jakie z tego wynikną owoce, konsekwencje, to by go zarżnął i zerżnął i pożarł natychmiast, wraz z kopytami. Świadomość nie powinna ingerować świadomie w procesy rozwojowe podświadomości, bo jej aspektem naczelnym, i zaślepieniem, jest, obok zacnej i pożytecznej skądinąd, wiedzy, utrzymywanie dobrego mniemania o sobie. Służy ego, i jego iluzji bycia koroną istnień. Niemniej są rzeczy, jak mawia poeta, o których nawet się nie śni, filozofom. A które płyną z niepoprawności. Z tym że ogłupianie nadymanego rozumu, to tylko faza wstępna tej wąskiej ścieżynki, między wodą a ogniem.



                            ----------
                            Człowiek bez wiary jest tylko półczłowiekiem - J.W. Goethe
                            Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa - A. Einstein
                            Zorganizowana religia jest głównym źródłem zła na świecie - Ch. Hitchens
                            • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 15.08.13, 10:07
                              uff.o napisał:

                              > w moim przekonaniu, naturą życia jest niedoskonałość. Niedoskonałość jest dosko
                              > nalsza od wszelkiej doskonałaści. Wieczne doskonalenie poprzez niedoskonałość.

                              Tak, rozumiem. Jednak Twoimi ideałami są też szanowny Ufoo takie miernoty jak Hitchens, płodny antyteista, który jest zapewne jakimś tam "historykiem i wzorem" , bo podpisujesz się i utożsamiasz z jego zapożyczonymi ( szkodliwymi) ideologiami- sentencjami, stąd zupełnie naturalne jest Twoje teraźniejsze poglądy i przekonania , które już zostały uwzględnione (dekadentyzm, upadek autorytetów etc) Głównie pierwsze zdanie, które powinno dotyczyć ludzi żyjących w ignorancji ,żyjących bez wyraźnej świadomości
                              (dotyczy to również tego co czytają ) ale w Twoim rozumowaniu tacy są wszyscy , ponieważ a priori nie mają szansy stać się Buddami, stąd emanujące WIECZNE NIEDOSKONAŁOŚCI, które w taki bezmyślny sposób nieświadomie wyolbrzymiasz. Ja nie mogę się z tym zgodzić, nie tylko jako filozof i orientalista. Brak dogłębnego znaczenia wyrazów , które uważasz , brak obcowania z takimi ludźmi, sprawia że rzeczywiście w to wierzysz... I okej. Ja nie będę tego lekceważył , a nawet próbował wywierać wpływy na zmianę poglądu, taki jest poziom Twojej świadomości i uwrażliwienia, poglądów. Na me so atta - mnie to nie dotyczy.

                              Ja mam inne priorytety , tak jak pisałem dla mnie cenni , a nawet bardzo cenni są zarówno filozofowie i mędrcy ( nauczyciele , filozofowie wschodu) - są oni wybitnymi intelektualistami również charakteryzującymi się znajomością historii religii. Sama zaś znajomość historii religii zwana czasem religiologią jest > od bardzo przybliżonego religioznawstwa. (Różnice są ...ale już nieważne...) Nazywając kogoś filozofem wschodu, nie uwzględniłem pisemnie stopnia jego dostojności, więc trochę teraz poprawiłem abyś wiedział że dla mnie są to słowa niezwykle wymowne. Naturalne jest że stopień ich wiedzy, doświadczeń jest różny, ale nie ma potrzeby tego racjonalizować, ponieważ wszyscy o tym wiedzą....że różni ich przekazywanie wiedzy. Nie umniejsza to jednak mojej percepcji dostojności ,głębokiej estymy, na które w pełni zasługują. Być może dlatego jestem przedstawicielem jakości takiego rodzaju życia , a nie innego zachodniego, polegający na uzależnieniach , życiu w większej ignorancji , racjonalizowaniu przez logocentryzm , nieświadomości ludzi których poglądy ukształtowała kultura i społeczeństwo.
                              Czy to do nich należysz?
                              (Musisz w duchu sam sobie odpowiedzieć- to pytanie merytoryczne, dla Ciebie, nie dla mnie).

                              Ja wiem, że o wielu rzeczach nie masz pojęcia , o których ja wiem, w religioznawstwie,
                              (a czasami wspominałem) ponieważ żyjemy w zupełnie innych światach, a na chwilę los chciał abyśmy na pewnej płaszczyźnie , efemerycznie otrzymali kontakt. Zapewne nie wiem o tym o czym Ty przeczytałeś- jeżeli sam o nich nie czytałem, bo pamięć i podświadomość przechowuje tylko te dane , które w przeszłości przestudiowaliśmy, lub kim byliśmy, staliśmy się.
                              Od początku zauważyłem że jesteś inteligentny, ale estetyką kierujesz się okolicznościowo (zależy to od warunków jakie stworzę) rozpoznałem to pod wpływem tego co już wiesz. Błędnie mniemając że jesteś filozofem. Teraz będę musiał uważać, bo możesz (rzecz jasna) się obrazić, bo w przeciwieństwie nie zawsze kierujesz się estetyką. Ja zawsze, ale nie zawsze w adekwatny sposób jest to adekwatnie czytelne.

                              Wracając merytorycznie do religiologii, uważam że mogę przekazywać pewną wiedzę skąd się wzięły, gdzie ewoluowały, gdzie były plagiatowane , oraz w jakich okolicznościach i religiach (wierzeniach) powstały pewne zjawiska np.
                              "reinkarnacja", która jest elementem Twojej wiary. ( immanentnej) etc.
                              "samsara"

                              A właśnie, nie chcąc spekulować nad interpretacją ;
                              wiara > wiedza. ( Dla Ciebie)
                              Pytam abyś uwzględnił swój stosunek i wyjaśnił jak to postrzegasz. Gdy będę wiedział wtedy będę mógł podstawić swoje stanowisko, ale chcę sprawdzić czy dobrze , czy błędnie przypisałem to równanie Twej percepcji na te wzniosłe zjawiska.
                              -To bardzo istotne pytanie. Teraz jest czas abyś zrobił subiektywną analizę.

                              Ta religiologia to wiedza teoretyczna, taj jak słusznie nazywasz ją lub jesteś skłonny mawiać ZEWNĘTRZNA. Tak, owszem, jest bezużyteczna w psychologicznym ujęciu doświadczeniach jogicznych, medytacyjnych , stanów gdzie często występuję tak jakby "hierofania" , ale bardziej precyzyjnie można by użyć terminu "zatrzymanie czasu" ,stasis, deficyt przemijania, wieczne teraz , nunc stan , (buddyzm , vedyzm, yoga sutry) ) a któreż to praktyki Ciebie nie podejrzewam abyś chciał np; przeforsować paramite i różne takie...Z takim podejściem ludzie nie wiedzą co czynią, a wiele jest takich bezmyślnych nastawień. Wiedzą ta jest , może być destrukcyjna, a nawet przygnębiająca z percepcji teistycznych lub nawet non teistycznych wierzeń. Dlatego osobiście uważam że wiedza religiologii i intersubiektywna praktyka jest jedyną możliwością weryfikacji, dobrym połączeniem. Czasem zdarza się to samo autonomicznie, np praktyka bez wiedzy. W pewnych rzeczach zauważam swój przykład, aczkolwiek jedno i drugie uważam za potrzebne. Czasem jest odwrotnie.


                              p.s.
                              W moim przekonaniu par excellence naturą życia jest wyklucie się ze skorupki niewiedzy i ignorancji ,(na początku) a po przebiciu skorupy złudzeń i niewiedzy powstała wyższa świadomość, oświecenie. (Taka droga do urzeczywistnienia, prowadzi tylko w jedną stronę.)
                              • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 15.08.13, 16:23
                                a przepraszam, nie wolno mieć sprzecznych ideałów i starać się być inkluzywnym? Tak jak Budda? Albo Jezus? albo Hitchens? Każdy jest niedoskonały, a zatem każdy dorzuca jakieś ziarenko prawdy i błędu. Czy Budda robił z siebie Boga? Czy w ideii: "tam skarb gdzie serce" nie zawiera się wszystko? A zatem teizm, ateizm, etc,? A w najbardziej wymownym uśmiechu Buddy lub Bodhisattwy, błogosławieństwo wobec igraszek sił przeciwnych, czyli dynamice życia? Jakkolwiek by to, wymownie niewymownie, nie werbalizować? Życie samo, milczące, np. jakiejś istoty niczego nie werbalizującej, może być mniej ignoranckie niż najszczytniejsze wzloty werbalizmu. Wystarczy przez pewien czas zamilknąć, i wsłuchać się w siebie. Jeszcze, jeszcze, jeszcze, aż usłyszy się głos którego nigdy wcześniej się nie słyszało.
                                Wybacz, ale przysłowie mówi: "Nie rzucaj pereł przed wieprze", więc nie mam zamiaru ułatwiać Ci przedzierania się przez las. Tym bardziej iż o dialog z Tobą trudno. A mówię to nie tylko z subiektywnej pozycji, bo przejrzałem sobie Twoje próby komunikowania się z innymi na necie. Niemniej przynajmniej wycofuję się z podejrzeń iż jesteś jednym z prowokatorów z jakimi tu niejednokrotnie mieliśmy do czynienia, ze względu na niepoprawność ideologiczną. I za to podejrzenie Cię przepraszam. Niemniej nie zmienia to faktu iż uważam Cię za pewnego rodzaju bufona intelektualnego o zacięciu metafizycznym.....spirytualistycznym....,magicznym,etc.No i OK. Możesz sobie być. Ale skoro jest nas ty więcej niź jedna osobam wypadałoby żebyś akceptował inność,jako inność, a nie starał się naginać i wartościować względem swojej hierarchii wartości. Życie to współ-życie, wieczne inspiracje, wymiany, "zapożyczenia". A człowiek to przy-jaźń. W opinii tej ręce sobie podają zarówno filozof i poeta. Ale kntynuując o ironii, jak używa się ironii, humoru to i własne przekonania nie są już tak ostateczne i unika się dogmatyzmu, i raźniej i realniej się koegzsytuje.
                                .Ażeby wyrwać się z gąszczu werbalizmu, trzeba udowodnić swojej podświadomości iż jest się zdolnym do największych poświęceń w imię szukania tzw. prawdy. A Ty szukasz na zewnątrz, m.inn. zaczepiając i prowokując mnie. Sam się miotaj w swoim apodyktycznym osądzaniu drugiego, które usiłujesz pojektować na innych. Nie zapominaj też, iż jakąkolwiek rację obiektywną byś nie miał, o cokolwiek oskarżysz drugiego, to jest jedynie projekcją Twoich własnych nieuświadomionych problemów. Poprawia się drugich poprzez poprawianie samego siebie. Jak mawiają moi przyjaciele. Jak zalecał m.inn. Thoreau w walce przeciw niewolnictwu (a nie np. przez samo głosowanie na jakiegoś polityka czy księdza). Hitchens nie jest i nie był moim autorytetem. A to że umieściłem go w stopce może mieć różne przyczyny i intencje. Swoją oceną dowodzisz jedynie, wybacz, braku wyobraźni, przy intensywnej żądzy przywalenia mi w jakieś czułe miejsce, swoim niewątpliwie uaktywnionym intelektem. Niemniej cenię jego żarliwość w piętnowaniu zabobonu religijnego. Zorganizowana religia, tak jak zorganizowany biznes uważam za główne przyczyny zła i nieszczęść na tym padole, stającym się smażalnią iście piekielnego rodzju. Takie to nota bene alchemiczno-magiczne konsekwencje interakcji życia i umysłów ludzkich (lub ich brak tam gdzie powinny być) Sarkazm, ironia to przecież jedna z form dystansowania się wobec przywiązania do powagi życia. Trzeba być gotowym na zmianę. "Zmiana jest Wolnością" jak niegdyś głosiło motto tego forum. I ciągle głosi jego duch, skoro o duchach mowa.
                                Jak już mówiłem, nie mam umysłu starającego się czy mogącego wszystko ogarnąć, ani nie jest moją potrzebą, rozkoszą gadanie ile wlezie. Mam swoje życie w realu, obowiązki, potrzeby, nie mogę siedzieć przy kompie i odpowiadać na każdy szczegół i to w formie zadowalającej wymagania zasad filozofowania. Jak już mówiłem, mam swoją profesję, która jest awerbalna, której muszę poświęcić też trochę czasu. Albowiem co pielęgnujemy to rośnie, a co nie, to więdnie. Proste, a zaczerpnięte z milczącej mądrości źycia.
                                -
                                Człowiek bez wiary jest tylko półczłowiekiem - J.W. Goethe
                                Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa - A. Einstein
                                Zorganizowana religia jest głównym źródłem zła na świecie - Ch. Hitchens
                                Zorganizowany biznes jest głównym źródłem zła na świecie - uffo
                                • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 17.08.13, 17:26
                                  uff.o napisał:

                                  > Wybacz, ale przysłowie mówi: "Nie rzucaj pereł przed wieprze", więc nie mam zam
                                  > iaru ułatwiać Ci przedzierania się przez las. Tym bardziej iż o dialog z Tobą t
                                  > rudno. A mówię to nie tylko z subiektywnej pozycji, bo przejrzałem sobie Twoje
                                  > próby komunikowania się z innymi na necie. Niemniej przynajmniej wycofuję się z
                                  > podejrzeń iż jesteś jednym z prowokatorów z jakimi tu niejednokrotnie mieliśmy
                                  > do czynienia, ze względu na niepoprawność ideologiczną. I za to podejrzenie Ci
                                  > ę przepraszam.

                                  Nie martw się. To nie ja.
                                  Tak, wiem że dialog - test (był) trudny , ale jakoś podołałeś, z pewnością ponad przeciętnie aniżeli inni , a też próbowali.
                                  ( znalazła się jeszcze jedna osoba, ale mniej wystawiona na bezpośredni dialog-test )
                                  Test był nieunikniony, do dalszego ( normalnego ) dialogu. Zrobiłem tak ponieważ chciałem wybrać sobie "adekwatniejszą i inteligentną" oraz pojedynczą osobę do normalnego dialogu.
                                  Skąd miałbym wiedzieć kto się rzeczywiście nadaje do tego do czego mam pewien rzeczywisty potencjał ( oraz źródła ) które mogę przekazywać, a kto nie??
                                  Owszem jest to nieestetyczne, ale dzięki temu dowiadujemy się więcej o sobie, aniżeli mniemanie, jak postrzegają nas inni. Tak sądzę.
                                  Wbrew pozorom mamy trochę ze sobą wspólnego szanowny Uffo,
                                  WIDZISZ , TO WŁAŚNIE TE SŁOWA ;
                                  "Nie rzucaj pereł przed wieprze" - zostały nie tylko zauważone ( kiedy był na to czas) , ale też sam osobiście również się nimi kieruję , tylko że inaczej, bardziej egoistycznie.
                                  (ale właściwie)

                                  Rozumiem to tak;
                                  -szkoda jest marnować potencjał intelektualny , gdy NIE będzie on odpowiednio uchwycony.
                                  ( to w związku z tym pisałem o odpowiedniej inteligencji na początku)
                                  -Szkoda jest marnowania wysiłku ( mojego) kiedy będzie to lekceważone (lub Twojego)
                                  -szkoda jest marnować czas, kiedy efektem tego będzie irytacja , frustracja, gniew
                                  -szkoda jest marnować rozmowę, (względnie korespondencję) aby rywalizować

                                  Jak widzisz nie teoretyzuję, dałem nam to intersubiektywnie odczuć, a nie ma potrzeby tego udowadniać....przy czym ja wiedziałem, Ty zauważyłeś że "coś jest nie tak"
                                  Od tej chwili będę pisał bardziej typowo, na jedną kwestię, nie schizofrenicznie i obszernie , bo to jest mało czytelne , a potem jeszcze mniej czytalne. Nie nadaję się na autentyczny dialog. A jak musisz rozpatrywać więcej kwestii, to lepiej jest więcej komentarzy , ale na jeden temat, który jest aktualnie poruszany.


                                  p.s.
                                  W Sutta pitaka znajduję się bardzo stara przypowieść o kobiecie która była pokojówką. Znajduje się w zbiorze Majjihima nikaya a zatytułowana jest ; Kakacupama.
                                  To wersja uwspółcześniona;

                                  "Pewna bogata wdowa cieszyła się opinią osoby życzliwej, skromnej i uprzejmej. Miała pokojówkę, która była mądra i pracowita. Pewnego razu pokojówka pomyślała: ,,Moja pani ma bardzo dobrą reputację; ciekawe, czy jest ona dobra z natury, czy z powodu sprzyjających okoliczności. Muszę się o tym przekonać". Następnego dnia pojawiła się u swej pani dopiero około południa. Pani była rozdrażniona i w zniecierpliwieniu ją zbeształa. Pokojówka odpowiedziała: ,,Jeśli jestem leniwa tylko przez jeden lub dwa dni, nie powinna się pani denerwować". To rozgniewało panią jeszcze bardziej. Następnego dnia służąca znów wstała późno, co tak rozzłościło panią, że wychłostała ją swoją laską. Wydarzenie to stało się szeroko znane i bogata wdowa utraciła swą dobrą opinię.
                                  Wielu ludzi przypomina wdowę z tej opowieści. Gdy otoczenie ich zadowala ¬ są życzliwi, powściągliwi i spokojni, lecz wątpliwe, czy postępowaliby podobnie, gdyby warunki się zmieniły i okoliczności stały się niesprzyjające. Człowieka można nazwać dobrym tylko wtedy, gdy zachowuje czysty i spokojny umysł i postępuje z dobrocią słysząc nieprzyjemne słowa, gdy inni wykazują wobec niego złą wolę, gdy brak mu pożywienia, ubrania i schronienia. Zatem ci, których uczynki są dobre, a umysł spokojny tylko w sprzyjających okolicznościach, nie są naprawdę dobrymi ludźmi.

                                  lub tłumaczenie z oryginałów
                                  ( 2600 lat jest różnicy pomiędzy tymi tekstami, ale morał zasadniczy jest przybliżony, mnie bardziej pasuje starszy tekst z oryginału)
                                  MN 21 ( fragment , część sutty )

                                  Kiedyś, w tym samym Savatthi była gospodyni nazywana Vedehika. Dobre imię o pani Vedehika rozniosło się tak: 'Pani Vedehika jest uprzejma, pani Vedehika jest łagodna, pani Vedehika jest roztropna'. I pani Vedehika miała służącą Kali co była sprytna, zręczna i schludna w swojej pracy. Służąca Kali pomyślała:'Dobre imię o mojej pani rozniosło się tak: Pani Vedehika jest uprzejma, pani Vedehika jest łagodna, pani Vedehika jest roztropna. Jak to jest, podczas gdy nie okazuje ona żadnego gniewu, czy jest on u niej obecny czy nie? Czy jest tak tylko dlatego, że wykonuję schludnie moją pracę i to dlatego moja pani nie okazuje gniewu, który właściwie jest u niej obecny? Załóżmy, że przetestuję moją panią'. I tak służąca Kali wstała późno, gdy był już dzień. Wtedy pani Vedahika powiedziała: 'Hej, Kali!' 'O co chodzi, proszę panią?' 'Co się stało, że wstałaś późno gdy jest już dzień?' 'Nic się nie stało proszę pani'. 'Nic się nie stało, niedobra dziewczyno a wstałaś późno w dzień!' i była zła i niezadowolona i patrzyła na Kali z ukosa. Wtedy służąca Kali pomyślała: 'Faktycznie, gdy moja pani nie okazuje gniewu, jest on w niej obecny, a nie nieobecny i to dlatego, że moja praca jest schludna, moja pani nie okazuje gniewu, choć właściwie jest u niej obecny a nie nieobecny. Załóżmy, że przetestuję ją jeszcze bardziej'. Tak też, służąca Kali wstała jeszcze później w dzień. Wtedy pani Vedhika powiedziała 'Hej, Kali!' 'O co chodzi, proszę panią?' 'Co się stało, że wstałaś późno gdy jest już dzień?' 'Nic się nie stało proszę pani'.'Nic się nie stało, niedobra dziewczyno a wstałaś późno w dzień!' i była zła i niezadowolona i wypowiedziała słowa niezadowolenia. Wtedy służąca Kali pomyślała: 'Faktycznie, gdy moja pani nie okazuje gniewu, jest on u niej obecny, a nie nieobecny i to dlatego, że moja praca jest schludna, moja pani nie okazuje gniewu, choć właściwie jest u niej obecny a nie nieobecny. Załóżmy, że przetestuję ją jeszcze bardziej'. Tak też, służąca Kali wstała jeszcze później w dzień. Wtedy pani Vedhika powiedziała 'Hej, Kali!' 'O co chodzi, proszę panią?' 'Co się stało, że wstałaś późno gdy jest już dzień?' 'Nic się nie stało proszę panią'.'Nic się nie stało, niedobra dziewczyno a wstałaś późno w dzień!' i była zła i niezadowolona i chwyciła wałek do ciasta i uderzyła nim Kali po głowie. Wtedy Kali z cieknącą z głowy krwią oskarżyła swą panią przed sąsiadami: 'Zobaczcie co zrobiła Uprzejma! Zobaczcie co zrobiła Łagodna! Zobaczcie co zrobiła Roztropna! Zobaczcie jak rozgniewana i niezadowolona była ze swej jedynej służącej z powodu późnego wstawania w dzień i jak wzięła wałek do ciasta i zadała jej cios w głowę'. Później złe imię o pani Vedehika rozniosło się tak:'Pani Vedehika jest gruboskórna, pani Vedehika używa przemocy, pani Vedehika jest bezlitosna'.

                                  -Została ona używa w Dhammie Buddy aby mnisi ( ówcześni ) wyzbyli się skaz.
                                  Potem sklasyfikował Sakjanunii mowę;

                                  ( Dzięki nieżyjącemu już Nanamoli Thera, tekst drugiego zbioru doczekał się wersetów)
                                  MN 21;11
                                  Mnisi, jest pięć rodzajów mowy, którą inni mogą używać kiedy się do was zwracają:
                                  Ich mowa może być odpowiednia lub nieodpowiednia, kiedy inni zwracają się do was ich mowa może być prawdziwa lub nieprawdziwa, kiedy inni zwracają się do was ich mowa może być łagodna lub ostra, kiedy inni zwracają się do was, ich mowa może dotyczyć dobra lub krzywdy, kiedy inni zwracają się do was, ich mowie może towarzyszyć przyjacielskość lub wewnętrzna nienawiść.

                                  No, to by było na tyle części dydaktycznej w tym wątku. O którym ludzie wciąż zapominają.
                                  • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 18.08.13, 02:25
                                    sorry drogi Malludo, odpowiem niebawem, ale na razie chciałbym dokończyć temat w wątku "moralność", a jak już wspomniałem, na necie nie mogę być tak często. Pewne kwestie o jakch tam wspominam, pośrednio mogą dotyczyć również tych poruszanych przez Ciebie tutaj.
                                    • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 19.08.13, 23:48
                                      uff.o napisał:

                                      > sorry drogi Malludo, odpowiem niebawem, ale na razie chciałbym dokończyć temat
                                      > w wątku "moralność", a jak już wspomniałem, na necie nie mogę być tak często. P
                                      > ewne kwestie o jakch tam wspominam, pośrednio mogą dotyczyć również tych porusz
                                      > anych przez Ciebie tutaj.

                                      Ostatni post był dydaktyczny. Oponowanie, faworyzowanie, komentowanie go jest aberracją.
                                      Ja na necie mogę być codziennie, jak też mam możliwość oglądanie tv, ale to nie znaczy że muszę z nich korzystać!

                                      Napisałem że przeglądnę to forum, ale tak się nie stanie....jestem nieobliczalny
                                      ( również dla samego siebie).

                                      • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 20.08.13, 16:21
                                        Wolność (nieobliczalna) Tobie, reszta ma nie oponować? Coś apodyktyczna ta Twoja "dydaktyczność".


                                        malluda napisał:

                                        >
                                        > Ostatni post był dydaktyczny. Oponowanie, faworyzowanie, komentowanie go jest a
                                        > berracją.
                                        > Ja na necie mogę być codziennie, jak też mam możliwość oglądanie tv, ale to nie
                                        > znaczy że muszę z nich korzystać!
                                        >
                                        > Napisałem że przeglądnę to forum, ale tak się nie stanie....jestem nieobliczaln
                                        > y
                                        > ( również dla samego siebie).
                                        >
                                  • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 20.08.13, 06:26
                                    hahaha, no to cieszy mnie że przeszedłem test, ale nie licz na jakąś intensywną wymianę, mam mało czasu na net, ale tak czy owak, takie rzeczy dzieją się spontanicznie, wedle zasady: "Bądź sobą a obcy będą cię unikać". Prędzej czy później. Ależ nikt Cię nie zobowiązuje do czytania....Podążaj za swoją intuicją. "Zmiana jest Wolnością" wink Ne widzę w tym nic nieobliczalnego.
                                    Przypowiastka filozoficzna może być. No comments. Ale ja miałem na myśli również własne wieprze. Każdy ma własnych podglądaczy. Dlatego jest podział na podświadomość i świadomość, poezja, mity, sny vs. filzofia, nauka. "Niech nie wie prawica co czyni lewica"?
                                    Nie interesuje mnie żadna wiedza magiczna. Ciało jest częścią ducha, choćby jego projekcją, lub projekcją naszych wyobraźni. Nie bój się marnowania potencjału. Jak się coś nie klei to się nie klei, i w żadnej ze stron nie następuje otwarcie. Poza tym najgłębsza i najszczersza wymiana jest tylko we dwoje, a nie publicznie. No, w samotnym dialogu z "duchami", róźnymi umysłami, myślami, może teź. Pisz jak chcesz, ale eksperymentów sobie lepiej nie rób "'intersubiektywnych" bo takie przedmiotowe traktowanie drugiego prędzej czy później wyjdzie na wierzch. A wtedy pretensje miej do siebie jak się poczujesz porzucony. Nie musisz pisać linearnie, jestem wytrenowany w odbieraniu i przekazie wielowarstwowym, wizualnym. Ale wielowarstwowość filozoficzna brzmi jak antyteza logiki. Ciekawe. Słowo z natury swojej jest ograniczone linearnością, i jeśli porzuca się tę formę ekspresji w dialogu, to raczej porzuca się jednocześnie możliwość komunikacji. Chyba że est to kwestia wytrenowania mózgu. Niemniej trzeba by być adeptem, a widać mało zainteresowanych. Tylko poezja, w sferze słowa, wydaje mi się bardziej wielowarstwowa i w miarę komunikatywna.
                                    No tak, dobroć w sprzyjających okolicznościach ne jest żadną dobrocią. Albo tylko fazą. Ale, gniew to energia. I tylko zło (błąd) objawione może być zwalczone. Ciekawe co dalej było z tą kobietą, kiedy ujrzała, dzięki tej sytuacji, samą siebie, jak w lustrze? Obie zresztą przyczyniły się do transformacji. Ale, czy ta co w łeb dostała nieczyła iż biesprawiedliwie dostała? I co ze swoim gniewem zrobiła? Wszystko ma swoje konsekwencje. Szkoda że Wschód starał się tak usilnie tłumić gniew i pragnienie, jako źródła cierpiena. Teraz to wszystko wybucha ze zwielokrotnioną destrukcyjną siłą. Jak wybuchło u Japończyków, czy Niemców w postaci odzwierzęcej zemsty za trening nadmiernie moralny. No a w Indiach, Kastowość, brak sprawiedliwości społecznej, przeduchowienie, gwałty....Wpływ Zachodu? OK, ale gdzie odporność odwiekowych mądrych nauk? Tłumienie potrzeb ciała i pragnień, powoduje iż traktuje się ciało zbyt przedmiotowo. A potem przychodzi wulkaniczny odwet instynktów. Tłumione ragnienia zamieniają się w cień życia. Cierpienie i radość to jedyne rzetelne aspekty rozwojowe człowieka. Mówisz o podobieństwie, a ja uważam, iż jesteśmy na dwöch przeciwnych biegunach. Zresztą wszystkie te komentarze buddyjskie wydają mi się być, jak to powiedział św Tomasz Akwinata o swojej Summie - "słomą tylko..." Przegadaniem życia. Jeśli człowiek podąża za głosem intuicji, to spotyka i właściwych przyjaciół i właściwych wrogöw, i prawdziwą paję, miłość, cierpienia, probemy adekwatne do wewnętrznych potrzeb rozwojowych, etc. I, jakby się uprzeć, to nie trzeba przy tym niczego czytać, studiować. Tak prywatnie mówiąc.
                                    Owszem, są tacy którzy lubują się w destrukcji, są tacy którzy miłują życie. Jak mawia poeta: "Do what you please, This life is a Fiction, made out of Contradiction". Sprzeczności, przeciwieństwa, tworzą strukturę rozwojową dynamiki życia. "Gdyby ktoś nie był zły, Ty byś musiał nim być." Człowiek to dobro i zło. Dzięki temu jest istotą wolną.
                                    • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 24.08.13, 15:34
                                      uff.o napisał:
                                      > Szkoda że Wschód starał się tak usil
                                      > nie tłumić gniew i pragnienie, jako źródła cierpiena.

                                      Podam Tobie pewne rozróżnienie dlaczego tak jest. W przeciwnym razie pozostanie to
                                      ( na zawsze) mglistą i niezrozumianą spekulacja profana, bez własnej autopsji.

                                      np , Przyjmijmy że jeździsz na grzyby , lubisz jeździć więc jeździsz , bo sprawia to przyjemność, radość, cieszysz się jak nazbierasz, masz cel, lub irytujesz się jak nazbierasz za mało lub prawie wcale ,jesteś rozczarowany, od spontaniczna reakcja każdego człowieka o bardzo małej świadomości. Myślisz jestem wolny , więc robie co chce.
                                      W miejsce grzybów można wstawić cokolwiek, np; wędkarstwo, myślistwo, uprawienie sportu, czy jakąś inną formę rywalizowania, hobby, pasji etc co nieuchronnie prowadzi do uzależnienia.( rywalizowanie także w pojedynkę - w umyśle ) W gruncie rzeczy nie Ty jeździsz na grzyby, tylko dlatego że jesteś od tego ( czy innego ) zwyczajnie uzależniony , przez pragnienia właśnie, które tobą kierują, bo nie jesteś wolny.
                                      (więc musisz jeździć, gdybyś nie musiał miałbyś wybór i mógłbyś nie jeździć.)
                                      Ja nie jeżdzę na grzyby gdyż nie mam ( teraz) pragnień, ( wygasły) , ale tylko ja jestem odpowiedzialny za pracę nad nimi. Trzeba jeszcze tu oddzielić pragnienia od ( działania).
                                      Więc co prawda samemu nie podlegam (teraz) tego typu pragnieniom, ograniczeniom , nie przede wszystkim nie zmagam się z nimi. W przeszłości jeździłem, również podlegałem licznym deluzjom i złudzeniom , do których nawiązuję.
                                      Jednak NIGDY NIE DAM PIERWSZEŃSTWA komuś kto żyje według pragnień ,( na co dzień) nie ujarzmiając ich, żyjąc mechanicznie , skupiając się wyłącznie na robieniu czegoś przez liczne uzależnienia, od kogoś kto ujarzmił je lub choćby pracuje nad nimi. To już początek.
                                      W rzeczywistości jeden tylko teoretyzuje, daleki od poznania rzeczywistości, drugi może zgodnie z prawd opisywać, werbalizować ale i tak to tylko mierny intelektualny zapis.
                                      Naturalnie osoba ( uzależniona od pragnień) nie zauważy że to coś negatywnego. Przeciwnie jeden ignorant będzie jeszcze zachęcał drugiego do robienia, uprawiania swego hobby, przez co będzie tonizować pragnienie. Jednak praktyk nie będzie miał wątpliwości który z tych postaw jest realną wolnością ,
                                      ( posiada liczne percepcje niebezpieczeństw -których tamten jest, rzecz jasna pozbawiony) a który sposób życia prowadzi do błogości- bez pragnień właśnie, ( choć może z działaniami.)
                                      - Zbiory nikaya bardzo obszerne opisuję te niebezpieczeństwa. Nie będę tego tutaj opisywał, bo podałem alternatywny ,nawet prywatny przykład.

                                      Inny przykład może bardziej adekwatny , to porzuceni pisania na tym forum, dla niektórych będzie to ( nie oszukujmy się) KARĄ, nierealne z powodu kompulsywności WŁASNYCH pragnień mentalnych, tęsknoty za swym uzależnieniem obcowania z innym podmiotem przez dialog - jako środek. Jednak dla tych co nie uzależniają się od pragnień, ludzi, porzucenie będzie czymś tożsamym jak pojawienie się. Dlatego właśnie Ty zostaniesz, mniemając że służy to wyłącznie gratyfikacji estetyce, a sam przecież podświadomie czujesz że niedługo więcej mnie tu nie będzie. Odpowiedź ; TAK, to prawda. Więcej nie będę czytał postów, a nawet myślał o tym. Nie ma to żadnego związku z ostentacyjnością, to normalne że pojawiłem się, byłem, pisałem, choć rzecz jasna nie ze wszystkimi, bo to schizofreniczne i zupełnie niepotrzebne. W rzeczywistości wzmaga schizofrenie i niedosyt.

                                      W zasadzie to bardzo dogodny moment, wszystko już zostało wyjaśnione, pisałeś w złości, doświadczyłeś złości, ( dzięki mojej protekcjonalnej imaginacji), a była to piękna złość, a wcale nie kazałem jej tłumić , raczej eksponować. No ale mimo wszystko potrafiłeś się skupić na "merytoryce". ( To znaczy pisać o czymś innym bez jej znamion złości) Czy tak będzie zawsze? Tak, każdy kto oddaje jurysdykcje nad ramą swego umysłu względem nastroju odrębnej jednostki , zawsze będzie podlegać analogicznym fiksacjom, afektywności iluzjom i złudzeniom. Jednak każdy będzie też o tym sam decydować "jak będzie" , "czy powstanie". Szczerze to większości nawet nie czytałem...ale znalazłem historyczne zapisy Twojego lgnięcia do JA a precyzyjniej MNIE. (To co nazywasz ego w zachodniej psychologii Freuda, co jest mało precyzyjnym określeniem, bo przecież mało inteligentne osoby nie zrozumieją w ogóle , a bardziej inteligentne zrozumieją metaforycznie.) A ten historyczny zapis świadczy że znalazłeś się w takim położeniu, bliżej określonym akcie mentalnej egzystencji, mówiąc precyzyjniej w takiej konkretnej sytuacji.

                                      Osobiście uważam że "tłumienie gniewu" i słowo wschód to bzdura, aberracja,
                                      bo coś takiego nie istnieje, tak jak pisałem podejście jest zgoła pluralistyczne o czym świadczą odmienne nauki i postawy np;
                                      zbiory nikaya dla upasaka a Vinaya dla bhikkhu, a brihadaranjaka, oraz nauki agamy do starszych wedyjskich ksiąg w których bywa ze w ogóle nie przyjmuje się percepcji tłumienie gniewu za właściwe. To co opisujesz dotyczy prędzej chrześcijaństwa aniżeli postaw wschodnich. ( Oczywiście na wschodzie też występuje, ale pisanie o tym bez gruntownej wiedzy, uważam że jest to w złym guście. ) Wschód unaocznia, a nie każe tłumić, każe być tego świadomy, uważny i to jest podejście wschodu, które tak pochlebnie znalazło się w współczesnej dyfuzji nauk religijno - chrześcijańskich. Powstała nawet medytacja chrześcijańska. Co jest zwykłą antynomia, gdyż coś takiego nie istnieje, ale istnieje kontemplacja oparta na rozważaniach chrześcijańskich
                                      ( typowych dla jej powodów kontemplacji).

                                      Pragnienia - to jeden z trzech korzeni cierpienia w buddyzmie.
                                      Dużo by wymieniać, unaoczniać , na szczęście nie jestem nauczycielem. Na uwagę zasługują pragnienia istnienia lub wymowne pragnienie nieistnienia, co ewidentnie prowadzi do dukkha ( CIERPIENIA ), czego jak widać nie wiedziałeś. Dobrze że jest to wyszczególnione w tych starożytnych księgach, w przeciwnym razie nigdy nie miałbyś możliwości zrozumienia tego problemu, nie wspominając o wyzbyciu się tych izmów.
                                      Jednak nie wiem czy jest ktoś , prócz mnie aby to pojął właściwie włączając autopsję. Dlatego właśnie literatura kanoniczna tak obszernie nawiązuje do tych zjawisk mentalnych, zarówno epistemologicznie, merytorycznie jak i soteriologicznie. Bądź co bądź prowadzi to do anihilacji cierpienia i jako cel sprawdza się z intencją buddyjską.

                                      p.s.
                                      A tak prywatnie to czasem sprzedaję różne rzeczy, np kanony wschodu smile
                                      Właśnie ( aktualnie) wystawiłem na allegro - kanon wczesnego buddyzmu.
                                      -Choć ja tylko zlecam jego wykonanie innej jednostce, ponieważ posiadam materiały.
                                      Mają 2600 lat - VI w p.n.e to jednak są młodymi zbiorami w porównaniu z literaturą vedyjsa , gdzie czasami powołują się na ich autorytet ,symbolikę religijna w odniesieniu do sacrum czasu lub wieczności , to znaczy chodzi mnie o myśl vedyjską.
                                      Nie będzie interesujący dla pism ezoterycznych jak biblia , tanach, koran, pełnych epifanii, teofanii, cudów, hierofanii, magii i wielu metafizycznych i apodyktycznych przesłań.
                                      Jest zgoła czymś bardziej pragmatycznym , ludzkim , bo dotyczy raczej tego co "doczesne", empiryczne, a przede wszystkim dostępne ( w zasięgu). Na szczęście magizm również występuje, ale "inny".


                                      Szkoda, szkoda że ten wschód tak usilnie tłumił gniew i pragnienia smile)
                                      • uff.o Re: Kompromis eutanazyjny 24.08.13, 23:40
                                        no cóż, każdy widzi to inaczej. Dla mnie unikanie spełnianiania pragnień jet samo-ograniczaniem swoich doświadczeń i percepcji, jak też wiedzy. Co widać w zancznym uwstecznieniu cywilizacji wschodniej, która poprzestała na laurach starożytnych a potem popadła w samo-destrukcję fiyzyczną, z której teraz usiłuje się podnieść, poprzez asymikację ekonomiczno-polityczno-społecznych osiàgnięć Zachodu. Nota bene, taki pidział na wschód zachód stnieje, choć jest umowny, i niedoskonały, jak wszystko co werbalizowane. Ale, lesze to niź nic.
                                        Tylko poprzez spełnianie oragnień objawia się prawdziwa natura człowieka, a tylko poprzez jej prawdziwe objawienie może nastąpić jakiś uczciwy rozwój, przemiana, postęp osoby. W przeciwnym razie intelekt wymyśla cieaz to subtelnuejsze sztuczki ażeby dogodzić dobremu mniemaniu o samym sobie i swojej wyczytanej/posiadanej wiedzy. De facto Ego wöwczas dominuje. Ten niedorozwój wschodu jest tak widoczny, szczególne w sferach cielesnych, społecznych, ekonomicznych, politycznych i w braku szacunku dla osobowej duchowo-cielesnej jaźni, iż trzeba być mocno zaślepiobym jeśli nie fanatycznym żeby tego ne dostrzegać. No ale Ty TV nie oglądasz, więc symptomów chorobowych wschodu nie widzisz, będąc zapatrzony w 2.600 letnie słoneczko indyjskiej myśli doskonałej.
                                        Skutek zaniedbania potrzeb ciała, odbieranego jako nicość, przeszkoda, źrödło cierpień, bla, ba, bla, bla, narzędzie duszy, a nie jej autonomiczna cząstka. Przeduchowienie, jak ja to nazywam. Dominacja jest brakiem röwnowagi, która zawsze będzie owocować tyranią i pasywnością umysłową. Tyrania ducha. Twoje tyrady zresztą tego dowodzą, powoływanie się na wielowiekową tradycję, wieczność autorytetów, szydzenie z rzekomo infantylnej natury pragnieñ, wolności, etc. Typowo kapłańska propaganda. Niewiele mnie wzrusza. Jak tak dalej będziesz "rozmawiał" to nie dostanesz już ani kropli, bo nie zasługujesz. Tylko "wdzięczny niesie obfity plon". Gadanie do ściany która odbija wszystko na zasadzie, byłam, jestem i będę ścaną, nie interesuje mnie. Jest utratą energii. Idź, spełniaj swoją infantylną miłość do status quo swojego ego razem z wieloma innymi, polskimi byddystami, którzy zajmują się nim tylko dlatego, bo moają mniej lub bardziej słuszne nie słuszne, ale nie przepracowane w świadomości urazy. Gdybyś był takim mądrym buddystą to byś się nie ochał się takł do "dawania" sobie "pierwszeństwa" jak jakiś gówniarz pierwszoklasista. A gdybyś znał się na innych religiach to byś tak intensywnie nie pluł na każdą która jest inna od tej którą Ty przyjąłeś za Swoją, MOJĄ. ( patrz swój pus o islamie na forum Uslam). Opanuj się chłopcze, nue jesteś sam. Ciesz się żeś złapał Boga za połę i daj innym być sobą. I zajmij się w końcu sobą. Najskuteczniej poprawia się drugich poprzez poprawianie samego siebie.
                                        Spełnianie pragnień zakorzenione jest w energii życia. Taką mam filozofię życia? Wolno? Wolno. I proszę to uszanować. Nie musisz mi dawać żadnego w tym wględzie "pierwszeństwa", bo o żadne pierwszeństwo nie zabiegam. To Ty dwodzisz takimi słowami iź interesuje Cię wyłącznie "pierwszeństwo". Dla mnie waźniejsy jet pluralizm i koegzystencja na równych, demokratycznych, partnerskich zasadach, a nie jakaś autokratyczna hierarchiczność. Hierachiczne myślenie jest pochodną mentalności kapłańskiej. Wolno Ci, ale ja mam prawo to obnażyć, na wszelki wypadek.
                                        Ne sprowadzaj pragnienia do "hobby", bo widać nigdy nie zatrudniłeś swojego umyłu do zadania sobie tego prostego oytania, i pojęcia czego tak na prawdę chcesz, pragniesz w życiu, oprócz ucieczki id soełnienia, ani do rozróżnienia między zachciankami, a pragnieniami. Takich subtelnych gradacji to jeszcze chyba nie zwerbalizowłeś, bo widać za mało masz doświadczeń, czyli rzetelnego materiału inspirującego do prawdziwej refleksji. Refleksja intelektualna nad tekstami wymyślonymi przez innych nigdy nue zaprowadzi Cię do siebie. Zawsze będziesz tkwił w iluzji swojego ego, i poważnych problemach z komunikacją, bo zawsze ważniejsze będzie Posiadanie prawdy, niż jej swobodne prze-żywanie. Ne bój się pragnienia jako cierpienia. Tam gdzie cierpienie, tam blisko jest też radość. Taka jest natura ludzkiej wraźliwości. Kto ne chce czuć, bo nie chce cierpieć, ten też zabija radość życia. I nie chodzi o jakąś gloryfikację cierpienia. Trzeba umieć zarówno chwytać, jak i wypuszczać. Myßlisz że uda Ci ię całkowicie orzechytrzyć naturę życia, i nawet umierając, będiesz nie cierpiał, dzięki jakimś magicnym iłom medytacji i staroźytnej wiedzy? Wschód poprzez tę filozofię odrzuceni pragnienia, spełnianiania pragnień, zabił człowieczeństow i wrażliwość w wielu pokoleniach. Budda był człowikiem, niewątpliwie genialnym, ale nie doskonałym. Ba, nauczyciel niedoskonały lepszy jest od tego który zawsze ma rację. I co z tego, że nie starasz się nawet czytać tego co piszę, w odpowiedzi na Twoje posty. Dla mnie ważne jest uczciwe ustawienie kontekstu, tak żeby każdy mögł sam sobie wybrać co chce i pragnie. Niemniej zwrócę Ci jeszcze uwagę iż starasz ię szufladkować i nie potrafisz myśleć inaczej nż kwadratowo, kiedy wsadzasz mnie do dualistów. Świat nie jest na szczęście jedynie czarno-biały. Albo albo. To Twój problem. I tych wszystkich przedszkolaczköw którym się zdaje że wystarczy wyznawać gębą Jedność, a już ma się prawo do szkalowania i deprecjacji wszystkiego co inne, bo nie mieszczące się w posiadanej przez własny umysł Jedności. A przypatrzyłeś się kiedyś własnemu ciału, iż składa się z wielu członków, które zachowują swoją realną esencjonalną odrębność, choć jednocześnie są cząstką Jedności? Czyżbyś nie wyczytał tego ze swoich staro-żytnich ksiąg? Może niepotrzebnie je sprzedajesz? Może poinieneś je poczytać na trawce, lbo w trakcie seksu? A może są one tyle warte co papier toaletowy, jak im się bliżej przyjrzeć? Albo "słoma" św. Akwinaty?
                    • malluda Re: Kompromis eutanazyjny 13.08.13, 11:44
                      p.s.

                      Poczta jest tu" bezofen". Sprawdzałem.
    • oby.watel Re: Kompromis eutanazyjny 09.08.13, 15:11
      Jak słusznie zauważył Uffo chodzi o rząd dusz, władzę, a tym samym o mamonę, która jest prawdziwą bozią. Przecież nikt rozsądny nie uwierzy, że bozia domaga się jedzenia szlachtowanych w barbarzyński sposób zwierząt. Chodzi o certyfikaty, za które można słono policzyć. A fakt, że żyd czy muzułmanin woli przymierać głodem niż jeść normalne mięso świadczy tylko o wielkim kunszcie i wpływie szamanów.

      Kościół ewoluuje. Duszyczka zaczęła wnikać do plemnika zmierzającego w stronę komórki jajowej nie tak znowu dawno. Najpierw nauka musiała wyjaśnić jak ten proces przebiega, żeby klechy mogły zorientować się w boskim planie i stwierdzić, że to co powstanie w wyniku połączenia to człowiek. A ponieważ Kościół przespał grzebanie przez człowieka w genotypie stworzonych przez boga roślinek, które dzięki temu są odporne na stworzone przez boga szkodniki, to załapał się na in vitro. In vitro z punktu widzenia boga jest złe? Oczywiście, że nie, bo przecież po to dał ludziom rozum dorównujący jego jak i wolną wolę, by z tych darów korzystali. Więc nie chodzi o boga, ale o postawienie na swoim. Ma być tak jak my chcemy i koniec.

      Człowiek, który nigdy nie miał żony, dzieci, może teoretyzować. I gdy jego teoretyzowanie podbudowane jest solidną wiedzą psychologiczną, to krzywdy nikomu nie zrobi, a wielu pomoże. Gdy za teoretyzowanie zabiera się człowiek który nie tylko nie ma rodziny, ale przebywa odizolowany od świata zewnętrznego, a całe życie spędził na studiowaniu bajek, to spustoszenia jakie może poczynić w psychice dzieci są przeogromne. Gdy hochsztapler podaje się za psychologa i zaczyna "leczyć" prędzej czy później zajmuje się nim prokurator. Hochsztaplera w sutannie plotącego duby smalone i wyrządzającego wielką krzywdę nikt nie odważy się tknąć. Może bezkarnie bredzić o bruzdach i wygadywać dowolne farmazony.
      • zawszekacperek Re: Kompromis eutanazyjny 09.08.13, 20:42
        Czcigodny oby.watel wrote:

        Hochsztaplera w sutannie plotącego duby smalone i wyrządzającego wielką krzywdę nikt nie odważy się tknąć. Może bezkarnie bredzić o bruzdach i wygadywać dowolne farmazony.

        Mnie osobiście fascynuje ten owczy pęd skądinąnd wielu niegłupich ludzi za "hochsztaplerem w sutannie." Jakie mechanizmy sprawiają, iż całe rzesze ludzi stają się owcami Panurga?. Jakie mechanizmy tu działają? Nie da się chyba tego zwalić na zwyczajną ludzką głupotę lub lenistwo mentalne.

        Kacperek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka