diabollo
27.03.14, 07:33
Tomasz Stawiszyński
Dlaczego w czasach postępu technologicznego i cywilizacyjnego wielu ludzi żyje w przekonaniu, że ich ciała i dusze zamieszkują niewidzialne istoty?
Czy XXI wiek będzie wiekiem demonów? Statystyki pokazują, że jest na to całkiem spora szansa. W 2005 roku – odpowiadając na powszechne, jak podkreślano, zapotrzebowanie – na papieskim uniwersytecie Regina Apostolorum utworzono specjalne czteromiesięczne studium dla egzorcystów, które cieszy się wśród księży z całego świata coraz większym zainteresowaniem. Jeden z jego pierwszych absolwentów, Amerykanin, ojciec Gary Thomas, stał się nawet swoistym medialnym celebrytą, po tym jak jego losy – opisane w książce Rytuał przez włoskiego dziennikarza Matta Baglio – stały się kanwą filmu fabularnego (pod tym samym tytułem) z Anthonym Hopkinsem w roli głównej.
Także w Polsce lawinowo przybywa specjalistów od walki z ciemnymi siłami. Jeszcze piętnaście lat temu można ich było policzyć na palcach jednej ręki, dzisiaj jest ich już ponad stu trzydziestu – a liczba ta wciąż rośnie. Egzorcyści organizują regularne konferencje, na których wymieniają się niuansami demonologicznej wiedzy, w prasowych i telewizyjnych wywiadach twierdzą zaś z pełnym przekonaniem, że zgłasza się do nich coraz więcej osób rozpoznających u siebie charakterystyczne symptomy duchowego zniewolenia.
Znawcy tematu zgodnie podkreślają, że mamy współcześnie do czynienia ze swoistą „złotą erą opętań”. Co ciekawe, podobną popularnością egzorcyzmy cieszyły się w historii właściwie tylko raz – a mianowicie w XVII wieku.
Skąd zatem renesans zjawiska kojarzącego się raczej z zamierzchłą epoką oraz cokolwiek egzotyczną wizją świata? Dlaczego w czasach ogromnego postępu technologicznego i cywilizacyjnego, rozwoju nauki i medycyny wielu ludzi żyje w przekonaniu, że ich ciała i dusze zamieszkują niewidzialne istoty, pozostające na usługach księcia ciemności? Czym tak naprawdę są egzorcyzmy: praktyczną konsekwencją religijnej interpretacji (czy raczej dezinterpretacji) zaburzeń psychicznych, zwykłym udawaniem, a może rodzajem specyficznej, nieświadomej gry prowadzonej między opętanym i egzorcystą? I wreszcie – co łączy wiek XXI i XVII? Jakiego rodzaju procesy kulturowo-cywilizacyjne odpowiadają za wspólną tym epokom nadgorliwość, jaką w nękaniu śmiertelników wykazują pochodzące z najodleglejszych piekielnych zakamarków demoniczne byty?
Przypadek Anneliese
Ostatni egzorcyzm Anneliese Michel odbył się 30 czerwca 1976 roku. Cierpiąca z powodu opętania przez demony dwudziestoczteroletnia dziewczyna otrzymała tego dnia rozgrzeszenie od salwatorianina Arnolda Renza, który – wraz z księdzem Ernstem Altem – przez ostatnie dziesięć miesięcy aż sześćdziesiąt siedem razy odprawił nad nią tak zwany rytuał rzymski. Na przeprowadzenie tych radykalnych duchowych interwencji – po wielu prośbach rodziny Anneliese oraz bardzo dokładnym zbadaniu sprawy – wydał zgodę biskup Würzburga Josef Stangl.
Dramat młodej Niemki ciągnął się od ośmiu lat. Nie pomagały ani kilkukrotne pobyty w klinikach neurologicznych i psychiatrycznych, ani żadne inne konwencjonalne terapie. Ataki epilepsji stawały się coraz częstsze, pogłębiała się awersja do wszelkich symboli religii katolickiej. Jak twierdzili świadkowie, Anneliese potrafiła godzinami wykrzykiwać najstraszniejsze bluźnierstwa, nie była w stanie patrzeć na krucyfiks, a pokropiona wodą święconą wzdragała się i reagowała agresją. Zdarzało się jej także przemawiać dziwnymi głosami, a niektórzy – przede wszystkim jej nadzwyczaj religijna matka – przekonywali nawet, że w trakcie tych specyficznych, transowych stanów dysponowała niezwykłą jak na swoją drobną posturę siłą. W rzadkich chwilach przytomności umysłu prosiła o pomoc Boga – w którego głęboko wierzyła od najmłodszych lat – błagając go o uwolnienie od demonicznego zniewolenia.
CDN...