Dodaj do ulubionych

Generacja S, Pan Orliński

24.05.16, 10:19
Generacja S

Nie czytałem wszystkich książek Hugo-Badera (są tematy takie jak np. Tragedia Na Bored Peak, które mi zwisają bez względu na autora), więc do tej rekomendacji należy podchodzić z dystansem: „Skucha” to jego najlepsza rzecz. Nie tylko świetnie się to czyta, ale także Otwiera Oczy Na Różne Sprawy.
Książka to portret jego opozycyjnego środowiska z lat 80., czyli siatki tworzącej i kolportującej organ Regionu Mazowsze „Wola”. W wolnej Polsce część z tych ludzi porobiła wspaniałe kariery. Część żyje w biedzie. Jednych i drugich łączy poczucie klęski, stąd tytułowa „Skucha”.
Jak wiedzą to wierni czytelnicy tego bloga - nie wierzę w obiektywne dziennikarstwo, a już zwłaszcza w coś takiego jak „obiektywny reportaż”. Sam dobór temat i selekcja materiału już zniekształcają rzeczywistość, a co dopiero zabiegi formalne - po które Jacek sięga często - typu „z trzech prawdziwych postaci konstruujemy fikcyjną”.
Każdy reporter w gruncie rzeczy opowiada przede wszystkim o sobie. Nie przeszkadza mi to, jako czytelnik też przecież najchętniej czytam o sobie.
Subiektywna książka Hugo-Badera przetworzona przez mój subiektywny filtr jest więc książką o różnicy pokoleniowej między nami. Istotnej w Polsce, choć na Zachodzie zakwalifikowano by nas obu jako Pokolenie X.
Dla naszych rówieśników w Stanach, Wielkiej Brytanii, Francji czy RFN wchodzących w dorosłość w latach 80., cała ta dekada wygladała mniej więcej tak samo. Unosił się nad nią wszechobecne oblicze jakiegoś ówczesnego Wielkiego Przywódcy - Thatcher, Reagana, Kohla czy Mitteranda.
W Polsce ktoś wchodzący w dorosłość w 1981 miał dramatycznie inne doświadczenia pokoleniowe niż ktoś wchodzący w dorosłość w 1989. Rozbija nas to na dwie części, które na użytek tej notki nazwę generacjami S (pierwszej „Solidarności”wink i T (transformacji).
Pokolenie Hugo-Badera z młodzieńczym optymizmem rzuciło się w karnawał „Solidarności”. Gdy nastał stan wojenny, resztki tego optymizmu kazały im Coś z Tym Zrobić. I przetrwali dekadę walki: teoretycznie zakończonej wygraną, ale jednak została w nich gorycz osamotnienia.
Bo przecież pod koniec lat 80. konspiracja była w strzępach. Stan wojenny wywołał gigantyczną apatię, w której dorastałem ja. Gdyby dwudziestoparoletni Hugo-Bader wpadł na ulicy na nastoletniego mnie i poprosił o pomoc - umiem to sobie wyobrazić: „stary, gonią mnie, słuchaj, to trzeba gdzieś ukryć, a tamto zanieść pod ten adres...”, odmówiłbym.
Miałbym pewnie potem straszne wyrzuty, ale odmówiłbym. Na ile siebie pamiętam, powiedziałbym mu, że przykro mi, ale nie chcę się w to wszystko angażować.
Kiedy nadeszła transformacja - zacząłem budować swoje miejsce w tym kraju. Ale transformacja nie była dla mnie czymś, co wywalczyliśmy „my” - to była sprawka „Onych”, którymi dla mnie byli tak samo Jaruzelski, jak Mazowiecki czy Wałęsa.
Dlatego szybko w III RP wróciłem do politycznej apatii. Nawet jak głosowałem, to na „mniejsze zło”. Nie wszyscy tak mają, zgoda - ale widzę tu ciekawą symetrię w całym pokoleniu T.
Mój rówieśnik założył KOD i mam wrażenie, że na zawsze pozostał wierny poglądowi popularnemu w moim pokoleniu w 1989: że podział na prawicę i lewicę nie ma sensu i najlepiej, żebyśmy wszyscy poparli Apolityczną Partię Ludzi Rozsądnych, która wtedy się nazywała ROAD.
Ja o ROAD myślałem z niechęcią, on z entuzjazmem. Ale obie postawy wydają mi się być awersem i rewersem patrzenia na politykę jako coś, co robią Oni.
Skoro prof. Balcerowicz się po prostu „zna” na gospodarce, a prof. Zoll się „zna” na prawie, to my nie mamy prawa do własnego zdania (zwłaszcza odrębnego), prawda? Bez względu na to, czy odpowiesz „prawda” czy „nieprawda”, wylądujesz jako ktoś w gruncie rzeczy wyalienowany z polityki. Bo albo nie głosujesz (jak ja przez większość III RP), albo z entuzjazmem łykasz wszystko co ogłoszą Autorytety (jak sympatycy ROAD), albo ich bezrefleksyjnie hejtujesz (jak przedstawiciele pokolenia T na prawicy).
Pokolenie S tymczasem nadal (po tylu latach!) widzi cały obóz postsolidarnościowy jako „my”. Dlatego zarzucają sobie nawzajem zdradę - do tego trzeba mieć CO zdradzać.
Oni powiedzą: „nie wyszła nam 3RP”. Ja przewrotnie potwierdzę: nie wyszła WAM. Transformację Balcerowicza postrzegam jak stan wojenny - jako coś, co „Oni” mi narzucili nie pytając mnie o zdanie.
Nie lubię tej swojej apatii. Jestem wdzięczny pokoleniu millenialsów, że założyło partię, na którą wreszcie mogę głosować z entuzjazmem (yay, Razem!). Książka Hugo-Badera pomogła mi zrozumieć, skąd się wzięła.

wo.blox.pl/2016/05/Generacja-S.html
Obserwuj wątek
    • podjadek57 Re: Generacja S, Pan Orliński 24.05.16, 11:39
      Wszyscy, którzy "weszli w dorosłość" z Solidarnością roku 80 mają jakieś refleksje dotyczące PRL-u i okresu późniejszego. Rzeczą chwalebną jest szukanie jakiegoś w miarę obiektywnego opisu jak to się działo nie tylko ze względu na historię ale przede wszystkim pod kątem oceny miejsca, w jakim teraz się znaleźliśmy i jakiejś wizji przyszłości.
      Natomiast inaczej na to wszystko patrzą "milleniasi" - w sensie wiekowym, bo akurat przykład Razem wymyka się etykietce egoistów, roszczeniowców. Po prostu mamy kolejne pokolenie, dla którego PRL to jak dla nas II RP a okres przemian po 89 to też odległa historia.
      Nie dziwota, że pan Orliński wspiera Razem, że mnie też są najbliżsi.
      Natomiast brakuje jakiś ruchów na prawo od Razem, w które zaangażowane jest owe pokolenie "milleniasów". Ruchów niezależnych, własnych bo każda partia ma jakąś młodzieżówkę ale jakoś nie widać "przełożenia" na działanie ich partii. Wprawdzie mamy prawy sektor, który ma się coraz lepiej ale to akurat jest nieszczęściem dla Polski.
      Coraz częściej chodzą mi po głowie takie myśli, że "stare" partie nie potrafią się "odnowić" i wchodzą w okres schyłkowy tak się dzieje z SLD, PO mając jeszcze spore zapasy, nadal na nich jedzie, PSL podobnie.
      KOD? nie wykluczone, że jest jak pan Orliński napisał. Nowoczesna ma szereg wartościowych osób (z przewagą chyba kobiet) ale lider raczej słaby.
      Tak przy okazji, często słyszę, że ta albo tamta partia nie ma lidera. Pamiętam, że kiedy powstała PO to jej siłą było sporo osób, które dobrze rokowały potem stopniowo odchodziły, bladły bo narodziła się gwiazda pan Tusk.
      PiS wisi też na panu prezesie ale wiadomo wiek robi swoje, chociaż wersja breżniewowska też możliwa, tak czy owak nie jest to też partia rządząca się demokratycznymi zasadami (odrzucam modele wodzowskie jako demokratyczne).
    • oby.watel Degradacja dyskusji 24.05.16, 13:30
      »Skoro prof. Balcerowicz się po prostu „zna” na gospodarce, a prof. Zoll się „zna” na prawie, to my nie mamy prawa do własnego zdania (zwłaszcza odrębnego), prawda?«

      Nieprawda. Mamy prawo. Tak jak pacjent ma prawo uważać, że ma prawo do zdania odrębnego i z pełnym przekonaniem stosować zdrowaśki zamiast chemioterapii. Bo do tego sprowadza się obecnie zdanie odrębne — uważam inaczej nie dlatego, że wiem jak jest, ale dlatego, że wiem że - na przykład - Balcerowicz jest gupi.

      Można polemizować twierdząc "Mylisz się. To nie jest tak, ponieważ...". Ale prościej jest wyrazić zdanie odrębne na przykład typu: "Jak zwykle łgarstwo obraza i nic więcej. Po prostu pierdolisz smutki..." Do wyrażenia takiej opinii potrzebna jest jakakolwiek wiedza?
      • podjadek57 Re: Degradacja dyskusji 24.05.16, 17:36
        Obywatel napisał:
        " To, że jej zapisy są wcielane w życie w szpitalach nikogo już nie podnieca i nawet jazgoczące na co dzień feministki spoczęły na laurach czy na czym one tam zwykle spoczywają. W każdym razie nie ma ich pod szpitalami, które otwarcie deklarują, że lamią prawo."

        prof. Balcerowicz powiedział o panu Modzelewskim i mających mieć czelność inne zdanie:
        ""Jeśli ktoś już 50 lat temu wygłaszał opinie żałosne z intelektualnego punktu widzenia, to głosząc je nadal, staje się żałosny do kwadratu" - mówi ekonomista.
        Balcerowicz uważa też, że krytycy kapitalizmu głoszą utopie i nie mają do zaproponowania nic w zamian. A nawet jeśli, sprowadza się to do "importu intelektualnej tandety z Zachodu". "Powtarzane w Polsce antykapitalistyczne kawałki są odgrzewanymi kotletami" - zaznacza ekonomista. I powtarza tezę, że "bycie antykapitalistą w kapitalizmie to lukratywne zajęcie""

        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17275841,Balcerowicz__Niebywale_wspanialomyslny_program_dla.html
        Wiem, że jak ktoś się przyspawa do jedynie słusznych poglądów niemających pokrycia w rzeczywistości to dziwi się, że dostaje odpłatę pięknym za nadobne.
        Prof. Balcerowicz zrobi teraz dobrze Ukrainie (chyba taka zemsta za UPA i Bnaderę), Obywatel w międzyczasie pisuje tu i tam a przeważnie pikietuje szpital z klauzulą sumienia.
        • oby.watel Pogadajmy o 24.05.16, 18:56
          Jaki jest związek całkowitego zakazu aborcji de facto obowiązującego w południowym regionie kraju, którego nie oprotestowały feministki, z opiniami dotyczącymi kapitalizmu wygłaszanymi przez Balcerowicza? I z tym, że każdemu zdarzy się popłynąć?

          Pan Balcerowicz ma olbrzymie zasługi. To dopiero będzie skucha, jak Ukraina przegoni gospodarczo Polskę stawiającą na sprawiedliwość społeczną.
          • diabollo Re: Pogadajmy o 26.05.16, 01:32
            Związek, czcigodny Oby.watelu, jest całkiem prosty.
            Bez zdziczałego kapitalizmu nie byłoby barbarzyństwa antyaborcyjnego.
            Polski zdziczały kapitalizm potrzebuje zdziczałego polskiego katolicyzmu; obydwa zdziczenia się nawzajem wypełniają.
            To bracia sjamscy.

            Reakcja na te współgrające patologię, czyli obecna polska rewolucja faszysztowska oczywiście obie patologie tylko wzmocni.

            Kłaniam się nisko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka