diabollo
18.08.16, 07:45
Wojciech Orliński
Zrzędź, marudź i przeklinaj, czyli manifest choleryczny
Należę do najbardziej prześladowanej mniejszości światopoglądowej współczesnego świata. Nie ma dnia, żeby w mediach nas nie obrażano.
Mamy różne nazwy - pesymiści, ponuracy, czarnowidze, narzekacze, krytykanci. Zwykle te słowa słyszymy od otoczenia, które chce nam w ten sposób zamknąć usta. Mówią: "Nie siej tu defetyzmu, myśl pozytywnie, narzekaniem niczego nie zmienisz".
Tak jakby samym optymizmem można było coś zmienić! Dominująca ideologia "myślenia pozytywnego" codziennie wciska nam propagandowe hasełka, że gdy uwierzymy w siebie, to odniesiemy sukces (i tak dalej).
W popularnonaukowym serwisie BBC przeczytałem niedawno artykuł Zarii Gorvett o zaletach zrzędzenia, marudzenia, pesymizmu i awanturnictwa. Ponuracy zawierają szczęśliwsze małżeństwa, żyją dłużej, więcej zarabiają i są bardziej kreatywni od tych przygłupów od "myślenia pozytywnego".
Związek między geniuszem a awanturnictwem jest jedną z najciekawszych zagadek psychologii. Różni wujkowie dobra rada często nam mówią, że wykłócanie się w hotelu, że pokój miał mieć widok na morze, a nie na parking przed targiem rybnym, jest niegodne człowieka intelektu. Czy Beethoven albo Newton kłóciliby się o coś takiego? Ależ oczywiście, że tak! W ataku wściekłości być może rzuciliby nawet czymś w recepcjonistę, co zdarzało się Beethovenowi.
Gorvett używa konkretnie tych dwóch przykładów - ludzi niewątpliwie genialnych, a jednocześnie cholerycznych, małostkowych, egoistycznych i mściwych. Lubię czytać biografie geniuszy, więc dorzuciłbym wiele przykładów, od Leonarda da Vinci i Szekspira zaczynając.
Legendarne wybuchy wściekłości mojego najukochańszego pisarza Stanisława Lema do dziś stanowią legendę krakowskiego świata literackiego. Gdy przychodził do Wydawnictwa Literackiego zrobić awanturę jego dyrektorowi Andrzejowi Kurzowi, zaczynał krzyczeć już od przekroczenia progu słynnego Domu pod Globusem, siedziby wydawnictwa. Akustyka budynku sprawiała, że Kurz słyszał każdą obelgę miotaną pod jego adresem. A wysokość schodów sprawiała z kolei, że gdy Lem już dotarł do jego gabinetu, zdążył się wykrzyczeć (i wysapać), więc mogli rozmawiać już spokojnie.
Eksperyment na Uniwersytecie Amsterdamskim w 2009 roku pokazał, że ataki gniewu dobrze wpływają na kreatywność. Wyjaśnienie jest proste: adrenalina. Gniew to skutek uboczny ewolucyjnej zdolności reagowania na zagrożenie. Adrenalina pozwala szybko podejmować kluczowe decyzje typu "walczyć czy uciekać" albo "szukać kija, kamienia czy od razu walić z piąchy?".
Zależało od nich przetrwanie naszych przodków. A Beethovenowi pomagało skomponować "Dla pieprzonej Elizy".
A co, jeśli wujek dobra rada postraszy cię, że od tej złości umrzesz na zawał? Zamknij mu jadaczkę publikacją z "American Journal of Cardiology" z czerwca 2010.
Badacze obserwowali przez dziesięć lat grupę 644 pacjentów z zaburzeniem krążenia. Przez ten czas 20 proc. miało zawał, a 9 proc. umarło. Badacze porównywali różne czynniki - w tym behawioralne.
Gniew sam z siebie nie miał żadnego wpływu, z jednym wyjątkiem. Gniew tłumiony okazał się cichym zabójcą: pacjenci, o których było wiadomo, że funkcjonują w stresie, ale nie okazują tego po sobie, mieli trzykrotnie większą śmiertelność.
Zatem jeśli cię coś wkurzy - niech trzaskają drzwi, niech się tłuką talerze. Puść taką wiąchę, żeby zawstydzić dialogistów z "Pitbulla". Walczysz o życie!
Odwrotne działanie ma oksytocyna, hormon szczęścia i błogości. Jeśli sobie wyobrazisz wyluzowanego mnicha tybetańskiego na tle jakiegoś wodospadu, koleś jest nim naszprycowany jak sztangista sterydami.
Oksytocyna ma swoje dobre strony, ale może być śmiertelnie niebezpieczna. Skłania nas do lekceważenia zagrożeń. Pod jej wpływem ludzie robią rzeczy, których potem żałują: uprawiają przygodny seks bez zabezpieczeń, przyjmują podejrzane zaproszenia, stawiają wszystko na jedną kartę.
W bardzo ciekawym australijskim eksperymencie ochotników wprowadzano w różne nastroje, a potem puszczano im film propagujący jakąś legendę miejską, na przykład że Kennedy'ego zamordowało CIA. Uczestnicy wprawieni w pogodny nastrój okazali się bardziej łatwowierni.
Gabrielle Oettingen z New York University udowodniła, że optymistyczne myślenie ma negatywne skutki. Pacjenci, którzy marzą o wyzdrowieniu - zdrowieją rzadziej. Studenci, którzy na studiach fantazjują o sukcesie - kończą z mniejszymi zarobkami.
Pesymizm i ponuractwo to jedyna recepta na długie i udane życie. Ale co to za życie...
wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20557964,zrzedz-marudz-i-przeklinaj-czyli-manifest-choleryczny-orlinski.html