Dodaj do ulubionych

Traktat o Januszach

13.09.16, 07:42
Ziemowit Szczerek

wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20670619,traktat-o-januszach-ziemowit-szczerek.html

Tak, Janusz jest często konserwatywny. Co z nim zrobicie - wyhejtujecie, że burak i ciemnogród? To pójdzie na prawicę, tam go nie wyhejtują.
Polska. Kraj Januszów. Wszyscy tu mówią o Januszach, w tym kraju Januszów. Ci-którzy-się-za-Januszów-nie-uważają o Januszach mówią tylko z pogardą. "Wąsate Janusze jadą na lotnisko, pewnie wycieczka all inclusive do Hurghady, pewnie narobią siary w samolocie, zeżrą wszystko ze szwedzkiego stołu w hotelu i pijane do basenu nasikają".

Tak, bo jak wygląda taki Janusz idealny? Przytaczam dla porządku: ma wąsy, najlepiej, żeby łysiał, ale zaczesywał, ma włochate łapska i brzuszysko spore, nosi podkoszulki, na ramiączkach najchętniej, a jeszcze chętniej z jakimś debilnym napisem po angielsku, którego Janusz nie rozumie, typu "I'm too sexy for this shirt". Może być to również napis polski, typu "Piwo ukształtowało to wspaniałe ciało". Albo międzynarodowy, jak "Sex instructor".

Janusz nosi sandały lub klapki, koniecznie na stopy w skarpetach.

Grażyna, memowa towarzyszka Janusza, ma włosy w tapirze albo ondulowane. Jest krępa i przysadzista, stopy ma wetknięte w klapki z koturnem podnoszącym piętę. Objuczona jest milionem toreb z zakupami i wielką torebką.

Oboje chętnie stosują zasadę "nie znam się, ale się wypowiem" i wypowiadają się na każdy możliwy temat. Są cwaniakami i nie dadzą sobie w kaszę dmuchać, przynajmniej teoretycznie. Nie mają klasy, ogłady ani grzeczności. To, co posiadają, noszą w reklamówce.

Generalnie Janusz i Grażyna reprezentują wszystkie negatywne cechy Polaków. To negatywny autostereotyp. Coś w rodzaju upiora klauna, który z jednej strony straszy Polaków nim samym, a z drugiej - śmieszy. I żenuje, jak to klaun.

Generalnie to dobrze, że Janusz i Grażyna istnieją. Stereotypy bywają zdrowe i pozwalają złapać luz i dystans do siebie, pod warunkiem że są dawkowane rozsądnie i dla rozładowania. Jak, powiedzmy, marihuana, lecznicza czy nie.

Ale podobnie jak joint za jointem mulą i zidiocają, jeśli z tym towarem przeginamy. A Janusza i Grażyny w kategorii wstydu - coraz więcej. Ach, ta "polska siara". "Polaczkowanie" za granicą. Wejdzie ktoś w klapkach na Kasprowy - nie dość, że głupek, to jeszcze "typowy Polak". Zresztą nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby było jakoś równoważone jakimś pozytywnym autostereotypem. A raczej nie jest.

Janusz powoli staje się synonimem Polaka w ogóle. Janusz nie jest lubiany, na przykład przez klasę średnią, tę aspirującą do hipsterstwa czy już w ogóle zhipsterzoną. Trochę proliberalną, trochę prosocjalną. Polska hipsterka, choć w znacznej mierze deklarująca lewicowe sympatie, dyskutująca o rzeczach ludowi bliskich, jak opieka zdrowotna, prawa pracownicze i tak dalej - jeździ po Januszach jak po burych kobyłach. Hipster polski to chodząca pretensja do świata. To wieczne narzekactwo na to, że "w Polsce nie jest jak w Berlinie", że Polska to wiocha zabita dechami i - co najgorsze - pełna Januszów.

I to wszystko niebezpiecznie przypomina zwykły klasizm. Stosowaną wobec chłopów pogardę dawnych panów czy pobłażliwość mieszczan.

To zresztą w Polsce nic nowego. W Polsce chyba właściwie wszyscy, może częściowo poza dawną arystokracją, byli zawsze głęboko niezadowoleni z własnej formy i zawsze aspirowali do innej. Tworząca się w II RP nowa polska klasa inteligencko--mieszczańska: lekarze, inżynierowie i prawnicy, aspirowała do stylu życia ziemiaństwa. Po II wojnie światowej, gdy zniknęła szlachta, a w wielkim stopniu również mieszczaństwo, na placu boju pozostali chłopi - i nie stworzyli "Polski chłopskiej", mimo że dano jej w nazwie ludowość. Postchłopi w historię ponieśli tradycję "pańskiej" Polski, w ramach kompromisu zdejmując jedynie orłu koronę, podczas gdy okoliczne narody pchały sobie po herbach cyrkle, sierpy, młoty, druty elektryczne i fabryki. W szkołach dzieci postchłopów nadal tańczyły poloneza przebrane w kontusze z "Pana Tadeusza".

Słowa "cham" i "wieśniak" świetnie się w polszczyźnie nadal mają.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Traktat o Januszach 13.09.16, 07:44
      Czemu mnie nie kochacie?

      Jechałem dziewięćdziesiątkączwórką. Tą drogą mama jeździła na studia z rodzinnej miejscowości przy Pustyni Błędowskiej. Opowiadała mi, że jeszcze 40 lat temu przy tej drodze stały same drewniane chałupy, błękitno bielone. Nie pamiętam ich. Dla mnie ta droga zawsze wyglądała tak samo: zabudowana jednym cięgiem, chaotycznie i na odwal się. Za PRL-u było po prostu mniej kolorowo, reklamiasto i ogólnokształtnie, ale podobnie. Tak, jestem pierwszym pokoleniem, które nie pamięta drewnianej Polski. Znam już tylko Polskę januszowatą.

      Bo krajobraz też jest januszowaty, nie ma co gadać: wyrafinowania w tym nie ma za wiele. Tu ktoś sobie strzelił przed kostką pustaczaną kolumienki jak z dworku, tam ktoś wystawił wóz strażacki przed restauracją i napisał: "POŻAR!", a potem, małymi literami, w nawiasie: (łbyś coś). Tam kto inny wywalił na jezdnię zdjęcie powiększonego ze sto razy gigakotleta schabowego. Ale tacy jesteśmy. Tak to teraz wygląda, choćbyśmy łbami bili w te kolumienki pseudosarmackie, modlili się, zawodząc żałośnie, do ładnie wydanych książek o modernizmie i designie, i Januszów wyzywali od hiper-Januszów.

      Gdzieniegdzie migały jakieś mureczki z wapienia, tradycyjnego, obok drewna, budulca w tych stronach, jakby nieśmiało przypominając, jak by to wszystko mogło wyglądać, gdyby dawniej nie były przytłoczone przez drewno i strzechy, a obecnie - przez szyldozę i pastelozę.

      Ale to miganie było coraz bardziej nieśmiałe, aż w końcu znikało.

      Polska. Kupię, sprzedam, kapusta, pustaki, bruk. Jechałem, patrzyłem i - jak zawsze - kochałem to wszystko, bo to było niesamowite i przenosiło Polskę w inny wymiar niż takie, na przykład, piękne i nudnawe Niemcy, i drażniło mnie to jednocześnie.

      Wystarczy się rozejrzeć dookoła, żeby zrozumieć, że ta niechęć do Janusza to w zasadzie niechęć do wszystkiego, co ta Polska prowincjonalna sobą prezentuje. I nie tylko zresztą prowincjonalna. Wystarczy wejść do sklepu, na stację czy do baru, wystarczy popatrzeć na to, jak latem ubierają się ludzie chodzący na polbrukowych chodnikach wzdłuż szosy. Jechałem, rozglądałem się i już widziałem te nagłówki modnych gazet płaczących, że "Janusze w upale pokazują nieschludne torsy".

      Tak, wiem, w Niemczech czy Szwajcarii prowincja wygląda inaczej, a jeśli pojechać do takiego Garmisch-Partenkirchen, to aż człowiek chce tęczą rzygać od tych białych domków i kwiatuszków na parapetach.

      Ale w Polsce z jednej strony pisze się mnóstwo o chłopstwie, które ledwie półtora wieku temu wyszło z niewolnictwa, a pół wieku temu z ziejącej biedy, czyta się na potęgę Ledera i zachwyca "Szelą" Strzępki i Demirskiego, a z drugiej - stygmatyzuje się to społeczeństwo januszowaniem. Dziwi się, jakim cudem ono jeszcze nie wygląda jak hipsterzy ze Zbawiksa i nie zachowuje jak dżentelmeni z country clubów czy choćby nowa klasa średnia z Wilanowa, choć i tam Janusz na Januszu.

      Tak, tym samym, czym jest polski krajobraz, jest polska mentalność: nie ma cudów i niczego nie przeskoczymy.

      Co z tego, że lewicowcy będą obejmowali z czułością jakiegoś "prostego człowieka", jeśli ten człowiek często przypomina Janusza. Tak, Janusz jest często konserwatywny. Co z nim zrobicie - wyhejtujecie, że burak i ciemnogród? To pójdzie na prawicę, tam go nie wyhejtują. Janusz jest asertywny aż do cwaniactwa. Nosi klapki. W górach też. Co z nim zrobicie? Jasne, można i powinno się go krytykować, podsuwać wzorce, przecież my też jesteśmy - wypierajcie, ile chcecie - Januszami, więc krytykować samego siebie warto, a nawet trzeba, żeby nie wpaść w jan-chryzostomowo-paskowe samozadowolenie i sczeznąć we własnych kontuszach, ale nie można gardzić, bo wtedy nie jest się już ani lewicą, ani cywilizowanym człowiekiem. Tylko Stevenem z "Django". Można gardzić prostactwem i buractwem, ale samemu jest się prostakiem i burakiem, jeśli podchodzi się do Januszów bez próby zrozumienia, co za tym prostactwem i buractwem stoi. Można gardzić prostactwem i buractwem, ale rozciąganie Janusza na wszystko, co nie jest placem Zbawiciela - jest buractwem jeszcze większym.

      Brakuje mi w Polsce krytycznego, ale jednak pogodzenia się z własnym kształtem.

      Nie, nie takim, jak oferuje prawica, która uprawia kompulsywną masturbację, przekonując Polaków, że wszystkie narody powinny im leżeć u stóp i zatrudnić się na cały etat w przepraszaniu za krzywdy i ich rekompensowaniu.

      To jest dziecinada, którą przejęte przez prawicę media zaprzątają ludziom głowę.

      Bo spokojnie, można Januszów krytykować. Polacy mają poczucie humoru. Tylko prawica nie ma. Przecież "Kiepscy" nie są adresowani do liberalno-lewicowej inteligencji. Janusze potrafią się z siebie śmiać, ale pogardę, co zrozumiałe, znieść im trudno.

      Brakuje mi podejścia spokojnego, jednocześnie nie bezkrytycznego, ale afirmującego. Takiego, jakie mają wobec siebie dojrzałe emocjonalnie i odpowiedzialne osoby. Albo kultury, które spędziły ze sobą wystarczająco dużo czasu, by wiedzieć, że na dwubiegunówce się daleko nie zajedzie i że warto spróbować siebie polubić, choć bez włażenia samemu sobie w tyłek.

      Forma? Proszę bardzo. Można mówić, co się chce, o amerykańskiej kulturze, ale to z prowincji pochodzi tam zarówno wzorzec rednecka ze słoikiem bimbru i z obsesją na punkcie obrzynów (choć te rednecki potrafią być cool, jak choćby w "Dukes of Hazard" czy w "Gangsterze" z Shią LaBeoufem i Tomem Hardym), jak również wizerunek cool guya z fryzurą na Elvisa, koszulą typu "sprzedawca ze stacji benzynowej" z zawiniętym rękawem, w którym mieści się paczka fajek, reprezentowanym na przykład przez takiego Michaela Madsena. Albo cool girl z przedmieść i miasteczek w filmach drogi reprezentowana z kolei, często, przez Juliette Lewis.

      CDN...
      • diabollo Re: Traktat o Januszach 13.09.16, 07:45
        "Twin Peaks", z którego stylówy na leśnych drwali zdawał się wyrosnąć cały grunge czy ostatni kraciasto-brodaty hipsterski lumberjack style - to też prowincja. To też Janusze.

        Ale nie pogardzani. Ani też nie wychwalani. Prowincjonalni po prostu. Czasem ta prowincjonalność przybiera formę śmieszną, czasem diaboliczną, czasem atrakcyjną.

        Próbę zmierzenia się ze stereotypem Janusza podjął na przykład Andrzej Stasiuk w "Taksim". Jego Janusz, jeden z głównych bohaterów o januszowatym imieniu Władek, nosi januszowatą koszulkę polo, januszowate adidasy i dżinsy, ma januszowaty brzuch, wąsy - a jakże, i wygląda jak Pablo Escobar w wersji z serialu "Narcos". Kolumbijska wersja Janusza, która jednak ma w sobie zalążek czegoś nie tylko siarowatego, ale też demonicznego i cool zarazem.

        Władek od Stasiuka, podobnie jak Escobar, jest co prawda siarowaty, ale i nieco demoniczny: jest geniuszem cwaniakowania i ma podkręcony do granic możliwości instynkt radzenia sobie w życiu. Jest cyniczny w życiu, a emocjonalny po wódce i w głębszych serca porywach.

        Stasiuk wziął więc na warsztat najbardziej stereotypowego Polaka, jakiego dało się wyobrazić, i spróbował przedstawić go nie w formie Ferdka Kiepskiego, tylko zrobić z niego bohatera z krwi i kości, z wadami i zaletami, ale mającego swoje miejsce na świecie. Niebędącego ani lepszym, ani gorszym od innych, a w Polsce - mój Boże - zdarza się i tak, że znani i niegłupi ludzie muszą Amerykę odkrywać, i pisać: "Pojeździłem/am po świecie i ze zdziwieniem i niejaką ulgą skonstatowałem/am, że Polacy nie są ani lepsi, ani gorsi od innych narodów".

        Bo Polska albo sama sobą gardzi, albo sama sobie musi robić laskę. Bo nie jest w stanie pomyśleć o kreowaniu własnej atrakcyjności na świecie inaczej niż przez wieczne przechwalanie się co to nie ona, histeryczne wypieranie wszystkich złych momentów, zamiast wziąć je na klatę, i pytanie wszystkich ze łzami w oczach: "Czemu mnie nie kochacie?".

        W Polsce - jak zawsze - albo pogarda, albo oszalała, bezkrytyczna chłopomania.

        Na tyłach Janusze

        Tak, jesteśmy społeczeństwem w rozkroku.

        Ci, którzy uważają się za "awangardę", ci polscy "zapadnicy", są już daleko, daleko w Europie, przy czym nie w tej prawdziwej, ale wyobrażonej, i z polskimi "tyłami", z "ariergardą", nie chcą mieć nic wspólnego. Bo "tyły" zaludniają Janusze.

        Natomiast "ariergarda", czując pogardę "pańskiej" awangardy i nie kumając jej wegańskich hamburgerów i liberalnych obyczajów - gardzi nią również. I zapewne całkiem klasycznie chce jej po prostacku wpierdol spuścić, co widać dobrze na marszach ONR wabionych przez rządową retorykę i wymowę oficjalnych imprez czy podczas Marszów Niepodległości.

        Pomiędzy tą "ariergardą" i "awangardą" znajduje się gigantyczna luka. Próbował zasypać ją PRL, a lata 90. pogłębiły znowu.

        Chcąc bowiem tworzyć dojrzałe społeczeństwo o mentalności podobnej do zachodniej, nie wystarczyło, niestety, poprzestać na warstwie retorycznej i wyrzuceniu skrajnej prawicy z mainstreamu dyskursu publicznego i przeorać społeczeństwa liberalizmem, a porządnie działającego państwa zostawić w nim co kot napłakał.

        Nie można było popełnić tego błędu, który popełnili PRL-owcy, którzy zakładali, że ludzie ze wschodu wrzuceni do zachodnich miast na ziemiach poniemieckich staną się od razu czymś w rodzaju polskiej wersji Niemców.

        W III RP nie można było, ot tak, wrzucić ludzi na liberalne wody i oczekiwać, że wszyscy staną się od razu Europejczykami, choćby nie wiedzieli jak. Bo nie wiedzieli, i ta ich indywidualna "droga do Europy", to branie od niej jednego, a odrzucanie czegoś innego - to jest właśnie to pogardzane januszowanie.

        Ta luka nadal tutaj jest i kto ją pierwszy zasypie - wygra.

        Na razie do ariergardy, o wiele liczniejszej od awangardy, zabrała się populistyczna prawica, która też nie wzięła się znikąd i gołym okiem widać, że reprezentuje cechy, które psychoterapeuta uznałby za toksyczne: szukanie wroga w obcym, nie w sobie, alergia na krytykę, okopywanie się we własnym punkcie widzenia, odrzucając zdrowy rozsądek tam, gdzie ten do rzeczonego punktu widzenia nie pasuje.

        Już widać, że działa skutecznie: najpierw wpoiła ludziom w głowy nieistniejące w Polsce zagrożenie islamem, które fircykowato ignorują "głupkowaci liberałowie", a teraz utwierdza ich w przekonaniu, że wszystko, co sobą reprezentują, jest najlepsze i zmieniać tego nie można.

        I w ten sposób umacniają w ludziach prowincjonalizm, hołdowaniem zabobonom, kalkom myślowym i uprzedzeniom.

        "Zapadnicy" natomiast czytają książki o tym, jak na przestrzeni dziejów chłopstwo miało przerąbane - a zaraz potem nabijają się z Januszów. "W japonkach na Kasprowy lezą, typowe polaczkowanie. Człowiek na Krupówki nie ma jak wyjść, bo Janusz na Januszu".

        Prawica przejęła Polaków, bo tylko ona ma dla nich ofertę. Głupią i prostacką - ale ma. I już niedługo będziemy mieli sytuację podobną do tej w Rosji: prowincja nawet nie dostrzega, że istnieje jakaś liberalna lewica. Głosowanie na kogoś innego niż ten, kto jest przy żłobie, czasem czymś wkurwi, ale generalnie jest swój - to fanaberia.

        Zresztą z Rosją podobieństw jest mnóstwo: radiomaryjny katolicyzm nie ma przecież wiele wspólnego z katolicyzmem we Francji czy we Włoszech, a wiele z rosyjskim prawosławiem, które nie uprawia dialogu, lecz huczy z ambony, które gromi "liberalne" i "antywspólnotowe" wartości. Już zresztą pojawiają się głosy na prawicy, że czas przestać mydlić samym sobie oczy: jesteśmy o wiele bardziej podobni do Rosji niż do Zachodu, więc czas zmienić sojusze.

        Nim Janusza weźmie prawica

        Sympatyzujący z prawicą Redbad Klijnstra mówił ostatnio w "Rzeczpospolitej", że powinniśmy traktować Polskę jak drugą Francję.

        Tak, kiedyś też mi to porównanie przychodziło do głowy: druga Francja, z drugiej strony Niemiec, tylko że zamiast oceanu, jak Francuzi, mająca za plecami wschód. Ląd. Eurazję. To nie morze - z jednej strony Północne, z drugiej Atlantyk, z trzeciej Śródziemne - kształtuje naszą formę i mentalność.

        Dlatego te wapienne murki, które przecież z Jury mogłyby zrobić drugą Prowansję, najpierw były przywalone drewnem i strzechą, a obecnie - zabudozą i szyldozą. To właśnie ten wschód. Ten sam, który kształtuje mentalność Rosji. Może nam się to nie podobać, ale nie wystarczy tym gardzić.

        Trzeba, poza beką z Janusza, wymyślić coś dla niego atrakcyjnego. Pogodzić się z nim. Przestać się go bać i ten strach maskować w hejt.

        Rosjanie wzięli się na sposób. Zaczynają afirmować swojego "ruskiego mużyka". Przestać chować go pod dywan - tylko rzucać go Zachodowi pod nos: masz, Zachodzie! Umiesz tyle wypić? Wyrąbiesz po pijanemu tajgę gołymi rękami? Watowana kufajka już nie jest synonimem siary, tylko czegoś mocno cool. Prostacką wersję tego stereotypu zaprzągł w propagandę Putin, pozując na rosyjskiego porządnego chłopa, co to może niedużo pije, ale jak trzeba, to i matem rzuci, i oklep spuści. "Odsiarowanie" mużyka wydobyło Rosjan z poczucia gorszości. Wstydu wobec Zachodu i przepraszania za to, że się istnieje i mieszka w syfie. Nie jest ono jednak zniuansowane, więc wielu wpędza w coś jeszcze innego: pyszałkowate samozadowolenie.

        CDN...
        • diabollo Re: Traktat o Januszach 13.09.16, 07:46
          W Polsce też ktoś to zrobi. Jeśli po tej stronie, która w "dobrej zmianie" nie bierze udziału, a która nadal przecież jeszcze ma coś do powiedzenia w sztuce i kulturze, ten obraz Janusza nie zostanie zróżnicowany, jeśli Janusz będzie zawsze "siarą", a w najlepszym wypadku, jak w serialu "Ranczo", poczciwym pierdołą - zrobi to prawica. I zrobi to głupio, po swojemu.

          Wskaże na "lewicę i liberałów" i powie - to oni z was szydzą, a wy przecież jesteście najlepsi na świecie, z waszym prowincjonalizmem i uprzedzeniami.

          Do Januszowych klapków przybiją złote podkowy, które ci będą gubić na brukach zachodnich miast, jak kiedyś, dawniej, sarmackie poselstwa.

          Będzie w tym, oczywiście, bezradność i desperacja, ale być może tak to właśnie powinno wyglądać, jeśli się nie ma do zaproponowania nic innego, a prawica, poza dętą retoryką, za wiele w gruncie rzeczy nie ma.

          wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20670619,traktat-o-januszach-ziemowit-szczerek.html
          • podjadek57 Re: Traktat o Januszach 14.09.16, 12:37
            W zasadzie to: "Wszyscy jesteśmy Januszami" a ten kto uważa inaczej to tym bardziej Janusz.
            Weźmy cytat z powyższego:
            Forma? Proszę bardzo. Można mówić, co się chce, o amerykańskiej kulturze, ale to z prowincji pochodzi tam zarówno wzorzec rednecka ze słoikiem bimbru i z obsesją na punkcie obrzynów (choć te rednecki potrafią być cool, jak choćby w "Dukes of Hazard" czy w "Gangsterze" z Shią LaBeoufem i Tomem Hardym), jak również wizerunek cool guya z fryzurą na Elvisa, koszulą typu "sprzedawca ze stacji benzynowej" z zawiniętym rękawem, w którym mieści się paczka fajek, reprezentowanym na przykład przez takiego Michaela Madsena. Albo cool girl z przedmieść i miasteczek w filmach drogi reprezentowana z kolei, często, przez Juliette Lewis.
            "Twin Peaks", z którego stylówy na leśnych drwali zdawał się wyrosnąć cały grunge czy ostatni kraciasto-brodaty hipsterski lumberjack style - to też prowincja.

            (podkreślenia moje)
            Nie wiem co autor miał na myśli bo nie rozumiem terminów, tych filmów nie widziałem, wymienionych ludzi nie znam.
            Jeszcze dodam nie widziałem House of Cards, Gry o tron, nie oglądam seriali na Netflixie.
            Jestem Janusz.
            Ponadto największe januszostwo to obnoszenie się z Ajfonem, paździerz do kwadratu, neoficka napinka.
            • chickenshorts Re: Traktat o Januszach 14.09.16, 13:05
              Przynajmniej jeden z filmow wspomnianych mozesz obejrzec tu:

              www.cda.pl/video/911933f
              • podjadek57 Re: Traktat o Januszach 14.09.16, 13:18
                I już nie będę Januszem? Mnie się widzi, że i tak zostanę Półjanuszem albo Ćwierćjanuszem.
                Ponadto nie lubię trofiejnego.
                • chickenshorts Re: Traktat o Januszach 17.09.16, 17:23
                  Ballada o Januszkach. Polemika z Ziemowitem
                  Szczerkiem
                  Adam Czech* 2016-09-17

                  "Dobrą zmianę" zawdzięczamy nie szyderze z wąsaczy sikających do basenu w Hurghadzie, tylko profesorom i redaktorom, którzy firmowali telewizyjne wyczyny Klaudiusza, Manueli i Gulczasa oraz Wyższe Szkoły Gotowania na Gazie i Terapii Behawioralnej.

                  Starożytni Rzymianie czcili Janusa - boga o dwóch twarzach zwróconych w przeciwne strony: w przeszłość i przyszłość (a według innych wersji - na wschód i zachód). Polskie społeczeństwo stojące w rozkroku między tradycją a nowoczesnością, między demokracją a autorytaryzmem ma takie właśnie janusowe oblicze. Złośliwiec powiedziałby, że raczej januszowe. Stereotypowego Polaka - Janusza (by ulżyć nieco noszącym to imię, dodajmy, że stosowane są również, choć rzadziej, substytuty: Marian, Andrzej, Rysiek, Zdzisiek, Misiek i Mirek) - uczynił bohaterem swojego "Traktatu" Ziemowit Szczerek. Pisarz i reporter apeluje, żeby nie wstydzić się Janusza w nas, zaakceptować go, krytykować jedynie życzliwie, bo inaczej Janusz się obrazi i pójdzie pod skrzydła skrajnej prawicy (jeśli jeszcze nie zdążył tego zrobić). A wtedy przyjdzie Mordor i nas zje, czego nie powstrzymają nawet modły do staroitalskich bóstw.

                  Doceniam, że autorowi przyświeca troska o przyszłość naszego kraju, diagnozę stawia jednak całkowicie chybioną. Myli przyczyny ze skutkami i dokonuje uproszczeń, które trudno zaakceptować nawet w pisanej lekkim tonem publicystyce. Wzmożenie prawicowo-nacjonalistyczne obserwujemy niemal w całej Europie i nie ma ono związku z Januszami. Nie jest tak, że ONR urósł w siłę, bo "młodzi, wykształceni, z dużych miast" pokpiwali ze skarpet w sandałach i tłustych brzuchów na plaży. Polski wąsacz (wolę takie określenie niż jakiekolwiek imię, nawet jeśli wąs miałby być tylko mentalny) ma gdzieś to, co myślą o nim elity, cechuje go za to opisywana przez José Ortegę y Gasseta w "Buncie mas" "afirmacja siebie samego takim, jakim jest, i uznawanie własnych treści moralnych i intelektualnych za w pełni doskonałe. To samozadowolenie sprawia, że zamyka się w sobie, odcinając się od wszelkich instancji zewnętrznych, że nie słucha, że swoich opinii nie poddaje ocenie innych i że z nikim się nie liczy (...). Postępuje więc tak, jak gdyby na tym świecie istniał tylko on i ludzie jemu podobni".


                  Zdaję sobie sprawę z tego, że cytując hiszpańskiego myśliciela, narażam się na zarzut "elitaryzmu" albo wręcz na kpiny, wszak słynny esej to podobno druga obok "Winnetou" ulubiona książka Mateusza Morawieckiego (choć sądząc po jego wyborach politycznych, trudno powiedzieć, którą czytywał częściej). Szczerek zarzuci mi z kolei zapewne klasizm, podobnie jak zarzuca go szydzącej z "januszowania" hipsterskiej awangardzie z placu Zbawiciela, która zarazem zaczytuje się rozważaniami Ledera o prześnionej rewolucji i pochyla nad losem pańszczyźnianych chłopów. Odpowiem, przywołując niesłychany banał: czym innym jest położenie żyjącego dwieście lat temu chłopa przypisanego do ziemi, który nie mógł odmienić swojego losu inaczej, niż ryzykując życie przy próbie ucieczki, a czym innym są wybory kulturowe dokonywane przez współczesnych posiadaczy chłopsko-szlacheckiego wąsa dysponujących częstokroć znacznie większymi możliwościami finansowymi niż Szczerek czy niżej podpisany razem wzięci.

                  ***

                  Owszem, przedstawiciele rodzącej się w potransformacyjnych bólach polskiej klasy średniej, mającej stanowić protezę niemal nieistniejącego u nas mieszczaństwa, starali się jak najszybciej zapomnieć o własnym wąsatym dziedzictwie lub usunąć jego zewnętrzne oznaki. Jednak równocześnie niemal cały mainstream przez ćwierć wieku czynił właśnie to, o co apeluje Szczerek: pochylał się nad potrzebami i gustami "zwykłego Polaka", a wręcz im schlebiał. Najbardziej jaskrawym przykładem jest wyhodowanie i pielęgnowanie latami potwora spod znaku "polskich kabaretów", rażących poziomem tak niskim, że na ich tle solowe popisy Marcina Dańca zdają się wyrafinowaną awangardą. Do głównego nurtu kultury systematycznie przesuwało się również disco polo. Kulminacją tego zjawiska była dyskusja o filmie Macieja Bochniaka w "Hali odlotów" w TVP Kultura, kiedy to Sławomir Świerzyński z Bayer Full protekcjonalnym tonem opowiadał lekko zakłopotanym Katarzynie Janowskiej i Maxowi Cegielskiemu, że za dziesięć lat jego kawałki będą evergreenami jak twórczość Grechuty (przypomina mi to zresztą dawny wywiad ze Świerzyńskim stojącym na tle budowanego przez siebie domostwa w formie zamku i mówiącego dziennikarzowi, że "za kilkadziesiąt lat to będzie zabytek"). Pamiętam, że odpór dawał wtedy jako jedyny właśnie obecny w studiu Ziemowit Szczerek.


                  Powtarzam - przyczyną skrętu polskiego społeczeństwa w prawo nie jest szydera z wąsaczy sikających do basenu na wczasach all inclusive w Hurghadzie. Odpowiedzialna jest raczej neoliberalna "elita", latami wspierająca antyinteligencki dyskurs, szydząca z jajogłowych i likwidująca biblioteki; ci profesorowie uniwersytetów chwalący się, że wyrzucili wszystkie książki z mieszkania (bo przecież jest internet), ci wszyscy ekonomiści mieniący się przyjaciółmi kultury, a tak naprawdę przeliczający tylko jej wartość na złotówki; ci wszyscy rzekomi liberałowie, którzy na Korwina nie głosowali tylko dlatego, że nie wierzyli w jego szanse; ci profesorowie psychologii i medioznawstwa firmujący swoimi nazwiskami i tytułami telewizyjne wyczyny Klaudiusza, Manueli i Gulczasa, a potem zostający rektorami kolejnych Wyższych Szkół Gotowania na Gazie i Terapii Behawioralnej.


                  Procesowi świadomego lub nieświadomego ogłupiania społeczeństwa towarzyszyło równoległe zjawisko: polskie elity latami konsekwentnie ignorowały rozrastający się od samego początku istnienia kapitalistycznej rzeczywistości nowotwór w postaci nacjonalistycznych bojówek. Przecież już w maju 1990 r. na Kongresie Prawicy Polskiej w roli ochroniarzy wystąpili członkowie Narodowego Odrodzenia Polski. Słynne "idziemy po was" ministra Sienkiewicza brzmiało trochę jak "lepiej późno niż wcale" wypowiedziane przez osobę, która spóźniła się na pociąg. Nie tylko neoliberalny mainstream był ślepy na brunatnienie Polski. Nawet wielu moich znajomych ze środowisk lewicowych i anarchistycznych uważało działalność stowarzyszeń w rodzaju Nigdy Więcej za opartą na wydumanych przesłankach, przesadzoną czy wręcz histeryczną, a kolega studiujący politologię (dziś dyrektor dużej instytucji samorządowej) nie wiedział, o czym mówię, gdy pytałem go, czy nie przeszkadza mu, że jego koledzy z roku paradują na zajęciach z wychowania fizycznego w koszulkach Blood & Honour, na co dzień zaś noszą wojskowe plecaki z naszytymi cyframi 88. A działo się to wszystko bez mała piętnaście lat temu.

                  Czy Szczerek nie widzi tego, że najbardziej przerażająca twarz polskiego nacjonalizmu nie jest wcale zaczerwienioną od wódki wąsatą mordą łysiejącego faceta po pięćdziesiątce w wędkarskiej kamizelce, tylko raczej bledziutką twarzą chłoptysia z przylizanym przedziałkiem (takiego jak w popularnym niedawno opisie z internetu - "brodatego chujka w musztardowych spodniach, jebanego studenta prawa lub innej medycyny"), który w kawiarnianej rozmowie ekscytuje się nowym utworem Bona Ivera albo Organka, a za chwilę bez mrugnięcia okiem przechodzi do mantry "wypierdalać z uchodźcami"? Też trochę - z racji wykonywanego zawodu muzycznego chałturnika - jeżdżę po tym kraju i też czasem rozmawiam z ludźmi.

                  ***

                  Zupełnie chybione są również podawane przez Szczerka recepty na to, jak odczarować naszego Janusza i uczynić go atrakcyjnym popkulturowo. Polacy wcale nie muszą wymyślać wzorca podobnego do "ruskiego mużyka", co to tajgę po pijanemu wyrąbie - podobny autostereotyp jest przecież doskonale zakorzeniony w naszej kulturze: od warsztatów samochodowych po korporacyjne stołówki rozbrzmiewają przechwałki, ile to żeśmy wczoraj nie wypili, a że jeszcze żeśmy przy tym ze szwagrem panele położyli i płytki w łazience, a kiedyś z kuzynami na weselu to żeśmy w siedmiu do "malucha" wsiedli,
                  • chickenshorts Re: Traktat o Januszach 17.09.16, 17:25
                    a jak się pasek klinowy urwał, to się na pończochę naprawiało... Tego typu mit funkcjonuje nawet w wersji elitarnej - ludzie z naszej branży filmowej uważają, że polscy operatorzy filmowi zrobili karierę w Hollywood, bo byli nauczeni radzenia sobie w sytuacji ciągłego deficytu sprzętowego i wszystko umieli zrobić sami.

                    Z kolei mówienie, że w Stanach Zjednoczonych już dawno oswojono swojego Janusza, bo kraciaste koszule i drelichowe kombinezony pracowników stacji benzynowych są cool, jest jedynie półprawdą. Owszem, grunge'owa estetyka została włączona do mainstreamu (ekstremalnym przykładem była kolekcja Marca Jacobsa dla Perry Ellis z 1993 r.), ale w niczym nie umniejsza to pogardy nowojorskich elit dla prostaka z prowincji. Między tymi dwoma światami również istnieje przepaść, która z jednej strony jest wykorzystywana do pozytywnej autoidentyfikacji przez samych rednecków lub ich - często bardzo zamożnych - reprezentantów (jak w teledysku "Hillbilly Bone" gwiazdorów country Blake'a Sheltona i Trace'a Adkinsa, śpiewających o tym, że w gruncie rzeczy wszyscy Amerykanie są burakami niezależnie od pochodzenia i od tego, jak bardzo chcieliby to ukryć); z drugiej - służy właśnie do wykpiwania prościuchów żyjących w przyczepach kempingowych, jak w klipie Skylar Grey i Eminema "C'mon Let Me Ride", w którym wokalistkę wyglądającą, jakby właśnie zeszła z wybiegu haute couture, skonfrontowano z brzuchatymi, podpitymi oblechami i uzależnionymi od solarium blondynkami marzącymi o powiększeniu sobie biustu.

                    Tyle że akurat w Stanach pogarda dla prostaka rzeczywiście na swój sposób przyczyniła się do tego, co Szczerek przypisuje Polsce: wyhodowała kandydującego na prezydenta populistę, który chętnie przywdziewa czapkę kierowcy ciężarówki, choć jest idealnym przedstawicielem establishmentu i w życiu nie splamił się pracą, którą większość z nas nazwałaby "porządną", a na wiecach nadaje na tych samych falach co przysłowiowy właściciel stacji benzynowej na uboczu zamierającej Route 66. Owszem, Paweł Kukiz zdołał u nas zdobyć spory kapitał polityczny (choć akurat jego januszowatość jest dyskusyjna, osłabia ją choćby to, że popularność budował m.in. na śpiewaniu piosenek, w których z Januszów, z ich estetyki i mentalności pokpiwał).

                    Ostatecznie jednak wygrał nie Kukiz i nie relatywnie bardziej januszowaty Bronisław Komorowski, tylko Andrzej Duda, gładko uczesany i w dopasowanym niebieskim garniturze. Ochoczo zagłosowali na niego - pokpiwający z januszowania - "młodzi, wykształceni, z dużych miast".

                    *Adam Czech - socjolog, muzyk, tekściarz, autor książek "Sprzedawcy wiatru. Muzykanci i ich muzyka między wsią a miastem" oraz "Ordynaci i trędowaci. Społeczne role instrumentów muzycznych"

                    m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132749,20703779.html
                    • grzespelc Re: Traktat o Januszach 18.09.16, 18:38
                      No właśnie.

                      Moim zdaniem lud potrzebuje rozsądnego przywództwa, a nie schlebiania najgłupszym gustom.
                      • podjadek57 Re: Traktat o Januszach 24.09.16, 22:58
                        Są kumaci, są Janusze ale też są pikniki. Czy pikniki pokonają dojną zmianę?
                    • diabollo Re: Traktat o Januszach 24.09.16, 23:30
                      Dzięki za ten tekst, czcigodny Chickenshortsie.
                      Fajnie, że jakaś rozmowa na ten temat się toczy.
                      Kłaniam się nisko.
    • oby.watel Jak zwolennik dobrej zmiany na oczy przejrzał 27.11.16, 22:09
      Jeśli wyjdzie im, że progresywny nałożony na sektor MSP – w tym jednoosobowe działalności gospodarcze – jest genialnym rozwiązaniem, co zrobicie? Zabijecie ich? Odbierzecie poparcie?

      Sami się zabiją. Zwłaszcza przy tym tempie i poziomie wydawania pieniędzy. Żeby się to jakoś zbilansowało, należy się spodziewać radykalnej akcji fiskalnej. A jak policzyliśmy, jedyny ratunek dla budżetu to rozszerzenie brutalnego fiskalizmu na grupy niższej klasy średniej. Co ją dorżnie. Już dziś jakieś 300 tys. przedsiębiorców płaci podatek na poziomie 70% I to tych najuboższych.

      Poproszę bardziej konkretnie, bez wstawek typu science fiction i bez ideologii.

      Mam na myśli firmy, a raczej działalności gospodarcze, które osiągają miesięcznie do 5 tys. zł obrotu. Płacą zryczałtowany ZUS w wysokości 1,1 tys. zł plus podatek 19 proc. To tacy ludzie, jak krawcowa u mnie na wsi, która ostatnio zrobiła mi poprawki w spodniach i wzięła 15 zł. Ona zarabia miesięcznie niecałe tysiąc złotych, a państwo żąda od niej, żeby płaciła składki na ubezpieczenie społeczne w wysokości 1100 zł. I ona płaci! Jest, moim zdaniem, jakąś niesamowitą idealistką, patriotką, którą należałoby obwozić po kraju, obsypywać kwiatami i pokazywać dzieciom. Tych ludzi – płacących podatki od swojego bieda-zarobku – jest, jak powiedziałem, jakieś 300 tys. Reszta uciekła za granicę albo w szarą strefę. I to państwo polskie ich tam wyrzuciło.


      Całość tutaj.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka