diabollo 31.01.17, 17:42 krytykapolityczna.pl/kraj/czaplinski-ksiadz-konrad-wallenrod/ Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
diabollo "Ucho Prezesa". Komedia polska, czyli miles kontra 31.01.17, 17:52 "Ucho Prezesa". Komedia polska, czyli miles kontra senex Wojciech Orliński Komedia i demokracja są ze sobą nierozerwalnie związane. Jedno i drugie wymyślono w starożytnej Grecji, a ich tradycje kontynuowano w republikańskim Rzymie Rzym imperialny zachował po sobie imponujący dorobek w różnych dziedzinach – ale komedię po prostu przestano w nim uprawiać. Zainteresowanie odradza się we włoskich renesansowych republikach miejskich. Gdybyśmy mieli dzisiaj ułożyć ranking czołowych komediantów świata, lista będzie nieprzypadkowo zdominowana przez przedstawicieli krajów o wieloletniej republikańskiej tradycji – Stanów Zjednoczonych, Francji i Wielkiej Brytanii. W rankingu raczej nie będzie satyryków chińskich, irańskich czy rosyjskich. Humor to oczywiście rzecz subiektywna, zanim więc ktoś wejdzie w polemikę o walorach satyry chińskiej czy arabskiej, proponuję dwa argumenty obiektywne. Pierwszym są międzynarodowe sukcesy twórców z krajów dyktatorskich – statuetkami obsypywani są specjaliści od uduchowionych smutasów, jak Andriej Tarkowski czy Abbas Kiarostami. Poczucie humoru. Co nas śmieszy? To się zapewne wiąże z drugim argumentem. W kraju demokratycznym z władzy można szydzić zawodowo. W zamordyzmie uprawia się to amatorsko, w dodatku prędzej czy później jednak w łagrze. Amerykański telewizyjny kabaret „Saturday Night Live” podbija teraz świat świetną parodią Donalda Trumpa w wykonaniu Aleca Baldwina (jak żywy!). Ale im to tak dobrze wychodzi, bo mają za sobą dobre 40 lat parodiowania prezydentów. Zaczęli jeszcze za Nixona, którego parodiował Dan Aykroyd, wcielający się także w jego następców, Forda i Cartera. Dopiero w latach 80. pałeczkę przejął Chevy Chase jako Ronald Reagan. A przecież telewizyjny kabaret to nie tylko aktorzy, to także scenarzyści, producenci, charakteryzatorzy itd., przez dziesięciolecia szlifujący sztukę ośmieszania głowy państwa. W Rosji, Chinach czy Iranie nie znajdziemy kabaretów z takimi nieprzerwanymi tradycjami. Znajdziemy najwyżej pojedyncze epizody, towarzyszące przejściowej odwilży, po której żartownisiów władza pogoniła na cztery wiatry. Dyktatura to dobre miejsce dla twórców takich jak Leni Riefenstahl czy Sergiej Eisenstein, robiących widowiska o Dzielnych Żołnierzach i ich Dalekowzrocznym Przywódcy. To złe miejsce dla komediantów. Demokracja ateńska tak bardzo różniła się od naszej, jak komedie Arystofanesa od „Saturday Night Live”. A jednak można pokazać pewną ciągłość. Robi to prof. Angus Fletcher w książce „Comic Democracies. From Ancient Athens to the American Republic” („Komiczne demokracje. Od starożytnych Aten do republiki amerykańskiej”), z której zaczerpnąłem pomysł na ten felieton. Starożytni wymyślili stereotypowe postacie, występujące w komediach do dziś. Skupię się na dwóch: „miles gloriosus” („żołnierz samochwała”) i „senex iratus” („gniewny starzec”). To Papkin i Cześnik, ale także Waldek i Ferdek Kiepscy. Członkowie Monty Pythona wcielali się w obie te postacie, ale bez dwóch zdań najlepsi w tym byli Eric Idle i John Cleese, odpowiednio jako miles i senex. Senex iratus zwykle snuje intrygi, które w końcu obracają się przeciw niemu. Miles gloriosus to z kolei osoba bardzo mocna w gębie, która jednak w chwili decydującej próby ucieka. Puentą żartów jest klęska starca i tchórzostwo samochwały. Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju przejdzie do historii polskiej satyry jako odtwórca dwóch wyjątkowo ciekawych przykładów „miles gloriosus” i „senex iratus”. Najpierw jako „premier haratający w gałę”, potem jako bezimienny Prezes, ten od tytułowego ucha. Serial "Ucho Prezesa". Robert Górski: Chcę ocieplić wizerunek Kaczyńskiego. A jemu ocieplić wizerunek świata Niby wszystko nas różni od starożytnej Grecji, a jednak najpierw rządził nami człowiek, który twierdził, że „nie ma z kim przegrać”, że „nie odda Polski bez walki”, że „w młodości był chuliganem, więc umie się bić”, który jednak w chwili próby czmychnął do Brukseli niczym Chajreas na widok Knemona w „Dyskolosie” Menandra. A teraz rządzi nami klasyczny „senex iratus” – mściwy, podstępny i marzący tylko o jednym: żeby wszyscy byli tak nieszczęśliwi jak on. Antyczni komedianci chcieli swoimi utworami ostrzec społeczeństwa przed nadchodzącą katastrofą (stawką fabuły zwykle jest uniknięcie gniewu bogów grożącego Atenom). Nie udało im się to, między innymi dlatego „Dyskolos” (podobnie jak inne komedie Menandra) zachował się tylko we fragmentach. Puenta antycznych komedii była smutna. Przyszła Sparta, przyszedł Cezar, przyszli barbarzyńcy i się skończyły heheszki. Morał: śmiejmy się, póki jeszcze nie przyszli... wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21290960,ucho-prezesa-komedia-polska-czyli-miles-kontra-senex.html Odpowiedz Link