mdulniak
26.01.12, 11:42
Jako zagorzała zwolenniczka komunikacji miejskiej w Ząbkach dzisiaj poddałam się całkowicie. Korzystałam do tej pory z oferty darmobusu kursującego spod M1 w kierunku dworca PKP.
Od września kursuje rzeczonym darmobusem rano do pracy. Dla jasności wsiadam na drugim przystanku od M1 czyli wydawałoby się jeszcze w miejscu w którym opóźnienie autobusu powinno być minimalne.
Niestety jeszcze nigdy od września ten autobus nie dojechał na 2 przystanek o czasie . Wiecznie jest opóźniony 4-7 minuty. Czyli 4 minuty jedzie na Narutowicza plus 4-7 minut opóźnienia.
Dzisiaj mój kurs pojawił się z opóźnieniem 11 minutowym!
Kierowca uznał moje zapytanie o powód opóźnienia za niestosowne - ponieważ jak stwierdził są ciężkie warunki atmosferyczne.
Oczywiście nie jestem idiotką i widzę, że mamy nieposypane drogi, trochę śniegu i nie oczekuje że punktualnie będzie mnie woził.
Ale ciężko uwierzyć że 1300 metrów autobus pokonuje w 15 minut. W tym czasie to na mój przystanek można dojść na pieszo spod M1, czyli kierowca chciał mi wmówić, że jechał 4 km na godzinę i jeszcze przez centrum handlowe, które o tej porze jest puste! A nie zaobserwowałam aby inne pojazdy po ul. Narutowicza jechały 5 km na godz. - jechały w miarę normalnie.
I może bym nawet uwierzyła w taką jego ostrożność gdyby nie fakt że po moim wejściu do autobusu kolejne 1500 metrów udało mu się przejechać w planowym czasie 4 minut, jadąc dokładnie takimi samymi nieodśnieżonymi, śliskimi dziurawymi ulicami.
Prawda jest taka że kierowcy spod M1 odjeżdżają notorycznie opóźnieni i to wcale nie przez to że tak późno tam dojechali, ale najzwyczajniej w świecie w nosie mają cały ten rozkład jazdy.
Dla przykładu podam, że autobus jadący o tej samej porze w przeciwnym kierunku czyli na pętlę przy M1 - 2 przystanki przed pętlą- po pokonaniu 12 km był opóźniony tylko 8 minut a jechał przecież z osławionych w korkach Ząbek południowych i po tych samych sliskich i nieodśniezonych ulicach.
Nie jestem awanturującą się pasażerką, ale jeśli dochodzi do tego że czas dotarcia do stacji PKP z ul. Narutowicza, wliczając czas oczekiwania i dojścia do przystanku zajmuje mi 35 minut to ta darmokomunikacja jest bezsensowna. Może jedynie nogi mniej się zmęczą bo czasowo nic nie zyskuje, poza obrażoną minę kierowcy, który dzisiaj chyba aby mnie „ukarać” za samą próbek krytyki, prawie mnie przewrócił przy zatrzymywaniu się na przystanku – zrobił to ewidentnie celowo i dodatkowo po chamsku krzyknął mi beznadziejne „do widzenia”, które raczej zabrzmiało jak "wynocha" . Ręce opadają.