14.07.15, 14:25
noszę ci, że ci bandyci są już zlikwidowani. Od ośmiu dni przyprowadzają ich tutaj w ilościach nie do policzenia. Przybywa ich w każdej chwili. Ponieważ ich rozstrzeliwanie zabiera dużo czasu i zużywa się przy tym proch i kule, przyjęto pomysł, aby powsadzać pewną ich liczbę do starych statków, wypłynąć z nimi na środek rzeki, pół mili od miasta i tam zatopić te statki. Takiej operacji dokonuje się codziennie". Według obliczeń Sechera tylko jesienią 1793 roku utopiono w Loarze ok. 4800 osób!

Mimo ogromnej liczby zabitych departament Wandea nie miał zamiaru się poddać. Taka postawa jeszcze bardziej rozsierdziła przywódców rewolucji. Jeden z nich wołał na zamkniętym spotkaniu: "Niepojęta Wandea ciągle istnieje... Jest zagrożeniem, może stać się niebezpiecznym wulkanem (...) Nigdy, od czasu szaleństwa wypraw krzyżowych, nie widziano tak wielu ludzi od razu zjednoczonych spontanicznie pod sztandarem wolności, by zgasić ten zbyt długo trwający pożar w Wandei (...) Trzeba to właśnie mieć na uwadze, by uderzyć w nich za jednym zamachem. Zniszczcie Wandeę! (...) Wandea i raz jeszcze Wandea, to jest ten żarzący się polityczny węgiel, pożerający serce Republiki Francuskiej; tam właśnie trzeba uderzyć (...) Trzeba niszczyć, do granic ich wytrzymałości (...)". Jeden z generałów wojsk republikańskich wołał: "Wandea musi stać się narodowym cmentarzem!". Dowódca pierwszej kolumny wkraczającej do Wandei tak instruował swoich żołnierzy: "Rozkazuję wam zatem palić wszystko, co nadaje się do spalenia, i brać pod bagnety każdego mieszkańca, którego spotkacie na swej drodze. Wiem, że mogą być jacyś patrioci w tym kraju; wszystko jedno, musimy poświęcić wszystkich". Pewien kapitan z Batalionu Wolności wysłał do swej siostry list z następującym opisem: "Nasi żołnierze przemierzają te okropne drogi po smutnych pustkowiach Wandei... Gdziekolwiek się udajemy, niesiemy pożar i śmierć. Wiek, płeć, nic się nie liczy. Wczoraj jeden z naszych oddziałów spalił wioskę. Pewien wolontariusz zabił własną ręką trzy kobiety. To okrutne, ale ocalenie Republiki stanowczo tego wymaga (...) Co za wojna! Rozstrzeliwujemy każdego napotkanego człowieka. Wszędzie ziemia usłana jest trupami; wszędzie płomienie zbierają żniwo (...) Występki nie ograniczają się do rabunku. Gwałt i barbarzyństwo posunięte do ostateczności mają miejsce wszędzie. (...) Widziano żołnierzy niosących dzieci na bagnetach albo pikach, przebitych przy matczynej piersi razem z matką (...)".

Powstanie ostatecznie stłumiono w 1802 roku. Według szacunków Sechera do tego czasu w samej Wandei zginęło co najmniej ok. 120 tysięcy osób. Wziął on pod uwagę tylko zgony zewidencjonowane.

Jako podsumowanie niech posłużą słowa włoskiego pisarza katolickiego Vittorio Messoriego, o którym Jan Paweł II powiedział, że "to pisarz posiadający niezwykłą umiejętność do chrześcijańskiego wyczucia współczesnych czasów". Messori stwierdza: "Wszystko, co w praktyce wykorzystało SS, zostało już wcześniej dokonane przez 'demokratów' wysłanych z Paryża: z wygarbowanej skóry mieszkańców Wandei zrobiono buty dla urzędników, z delikatniejszej skóry kobiet zrobiono rękawiczki. Przegotowano setki trupów, aby uzyskać z nich tłuszcz i mydło. W Wandei po raz pierwszy zastosowano broń chemiczną, używając trujących gazów i zatruwając wodę. Ówczesnymi komorami gazowymi były statki, załadowywane wieśniakami i księżmi, wyprowadzane na środek rzeki i zatapiane".

Paweł Sieradzki
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka