robert_swiatkiewicz
20.04.08, 14:51
Niestety, ale część z nich już dotknęła naszą WM.
Czy Polakom wkrótce zajrzy w oczy głód?
(Gazeta Finansowa/18.04.2008, godz. 18:58)
Polscy emeryci patrzą z przerażeniem na lawinowe podwyżki cen
regulowanych, zwłaszcza energii elektrycznej (o kolejne 20 proc.),
gazu (o blisko 15 proc.) i cen żywności, które wzrosną być może o 15-
20 proc.
Świat nie uporał się jeszcze z kryzysem bankowym, który kosztował
już blisko 900 mld dolarów, a już rozpoczyna się następny związany z
szalejącymi cenami żywności.
Dotknie również Polski i Polaków, choć produkujemy dużo żywności.
Nic dziwnego – inflacja w krajach strefy euro jest najwyższa od 16
lat. W Polsce jej poziom zaskoczy analityków i członków Rady
Polityki Pieniężnej. Nie wykluczone, że osiągnie ona poziom 5,5 – 6
proc., a nasi wybitni fachowcy z RPP przewidywali ją maksymalnie na
poziomie 3,5 proc. Ceny żywności rosną w zawrotnym tempie z powodu
rosnącej liczby ludności (jest nas już ponad 8 mld), coraz większych
potrzeb żywnościowych Chin i Indii, spekulacji giełdowych na rynkach
surowcowych oraz z powodu produkcji biopaliw, które odpowiadają za
30-70 proc. podwyżek cen żywności.
Biedni wydają więcej
Śmierć i głód uderzy w kraje biedne, które już dziś głodują, ale
dotknie też krajów rozwijających się, o dużej populacji emerytów,
nisko uposażonych, a takich mamy głównie w Polsce. Zgodnie z
wyliczeniami Banku Światowego w ciągu trzech lat ceny pszenicy
wzrosły aż o 181 proc., ceny kukurydzy i soi o ponad 100 proc., ceny
żywności zaś średnio o 83 proc. Przewiduje się, że ceny żywności tak
wysokie pozostaną aż do 2015 r. W najbiedniejszych krajach świata
ludzie wydają ok. 75 proc. swoich zarobków na żywność, choć
odżywiają się bardzo nędznie. Polacy wydają 25–30 proc. na żywność i
skala tych wydatków rośnie w zależności od tego jak uboga jest dana
rodzina.
Bez pomysłu
Wydatki na ogrzewanie, gaz, energię, żywność, lekarstwa to
standardowo największe wydatki emerytów i ludzi najmniej
zarabiających w naszym kraju. A te właśnie ceny galopują i to w
sposób wręcz absurdalny i co gorsza nikt nie ma pomysłu co z tym
dalej zrobić. Rządy co bardziej zapobiegliwych państw kupują żywność
nawet w barterze, zawierają tajne umowy na zakup pszenicy,
uzupełniają rezerwy żywnościowe, powodując tym samym coraz większy
popłoch i spekulacje funduszy inwestycyjnych oraz globalnych
spekulantów.
W Polsce najdrożej
Już dziś wiele artykułów żywnościowych w Polsce jest droższych niż w
Grecji, Portugalii czy we Włoszech. Choć we Włoszech w ciągu roku
makaron podrożał o blisko 20 proc., to i tak jest tańszy niż w
Polsce. We Francji makaron podrożał o 45 proc., mleko o 20 proc.
Podrożała żywność w Słowenii, która dopiero co wprowadziła euro.
Ceny ryżu, podstawowego pożywienia Azjatów, wzrosły w ostatnim roku
o 147 proc. Podwyżki cen uderzają głównie w emerytów i
najbiedniejszych. W wielu dotychczas bogatych krajach w tym starej
UE z powodu niskich świadczeń na poziomie 500–700 euro emerytury
(choć nasi emeryci mogą o takich sumach tylko pomarzyć) wielu
emerytów kradnie żywność, by zaspokoić głód. Czy to samo czeka
polskich emerytów, zwłaszcza że u nas ceny żywności rosną
najszybciej w Europie (z wyjątkiem Krajów Bałtyckich)?
Mylne wyliczenia GUS
W stosunku do 2007 r. sery podrożały w Polsce o blisko 30 proc.,
masło o 25 proc. pieczywo o 15 proc., mleko o 18 proc., drób ok. 25
proc., cytryny o 87 proc., margaryna 25 proc., makaron ok. 18 proc.,
jajka (10 szt.) ok. 17 proc., schab ok. 15 proc., płyn do zmywania
naczyń „Ludwik” ok. 16 proc., mydło ok. 10 proc. Podrożały też
wizyty u lekarza, przejazdy, w tym bilety kolejowe, autobusowe,
woda, opłaty kanalizacyjne o ok. 10–15 proc., wywóz śmieci do 40
proc. Nie można się więc dziwić, że widząc ile kosztują nas zakupy w
sklepie, nie wierzymy w wyliczenia inflacji przez GUS (na poziomie
4,6 proc.).
Uderzenie prądem
Jakby tego było mało, już niedługo zostaniemy porażeni cenami prądu –
będziemy płacić najwięcej za prąd w relacji do płac w UE. Hurtowa
cena 1 MWh to ok. 200 zł. Dla wielu oznacza już dziś przejście na
gotowanie na piecu i ogrzewanie drewnem. Oby też nie oznaczało
czytania przy świecach. Prąd już dziś kosztuje o 30 proc. więcej niż
w ub.r. Wzrost cen energii elektrycznej w 2008 r. na poziomie ok. 20
proc. musi znacząco uderzyć w koszty utrzymania. Podniesie również
koszty żywności, koszty opłat mieszkaniowych, usług, w tym usług
medycznych i transportowych. Już dziś realnie płacimy za prąd 2,5-
krotnie więcej niż Grecy, dwukrotnie więcej niż Brytyjczycy i
Francuzi i o 50 proc. więcej niż Szwedzi. Dokąd to zmierza? Trzeba
pamiętać, że po 1 stycznia 2009 r. ma nastąpić pełne uwolnienie cen
energii, co oznacza dalszy wzrost cen w prywatyzowanych zakładach
dostarczających energię (RWE Stoen i Vattenfall)?
Będzie tylko gorzej
W XXI w. mamy akcyzę na prąd i bardzo wysokie obciążenia podatkowe i
drogie KWh. Jedną trzecią cen stanowi akcyza i VAT. Unijne naciski,
aby zmienić sposób płacenia akcyzy z elektrowni na dostawców wróżą
nam kolejne podwyżki. Już na maj 2008 r. zapowiadane są kolejne
podwyżki cen energii. Polaków w najbliższych latach czeka wprost
dramatyczny wzrost cen energii. Do 2012 r. ceny mają wzrosnąć od 90–
100 proc. w porównaniu do 2007 r., czyli do ceny 400–500 zł za 1
MWh. To jedynie początek. Po 2015 r. dramatyczna sytuacja jeszcze
się zaostrzy, bo wtedy elektrownie będą zmuszone przepisami unijnymi
do zakupu praw do emisji CO2 na wolnym rynku. To będzie kosztowało i
wymagało kolejnych podwyżek.
Co z podwyżkami pensji?
Atak na nasze portfele nastąpi z dwóch stron. Trudno się
niewątpliwie spodziewać, że nasze wynagrodzenia i emerytury wzrosną
o ok. 90 czy 200 proc. Wygląda na to, że obecnie rządowi nie bardzo
zależy, by coś zmienić. Wzrost cen to wzrost inflacji, a to oznacza
wyższe wpływy do budżetu państwa. Z kolei szefowie największych
spółek z branży energetycznej straszą nas bardzo skutecznie, za
pomocą bezkrytycznych mediów i często niekompetentnych dziennikarzy,
że prądu może wkrótce zabraknąć, jeśli ceny drastycznie nie wzrosną.
Jaki mamy wybór? Albo drogi prąd, albo nie będzie go wcale.
Rząd milczy
Czarno rysują się warunki życia i koszty utrzymania co najmniej
kilku milionów emerytów i rencistów, którzy już dziś ledwo wiążą
koniec z końcem. Jednocześnie zbliża się błyskawicznie kompromitacja
OFE. Na ile KWh wystarczą żenująco niskie emerytury? Oby za parę
lat, ochroniarze w supermarketach nie musieli pilnować półek z
żywnością, w obawie przed głodnymi seniorami, tak jak ma to już
miejsce w niektórych krajach starej Unii. Już późną jesienią 2008 r.
po przeliczeniu wzrostu kosztów utrzymania wynikających z podwyżek w
dużej mierze cen regulowanych, za które odpowiada rząd, rozeźleni
mogą być już nie tylko emeryci i renciści.
Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym
Janusz Szewczak