czarnulaola
06.01.09, 16:53
Właśnie był u mnie ksiądz "po kolędzie".A właściwie u mojej mamy,
ponieważ dla mnie to jest cyrk odstawiać całą szopkę i udawać
pobożną, więc zamknęłam mieszkanie na klucz i (zmuszona) poszłam z
dzieckiem do mamy. Należę do parafii Zesłania Ducha Świętego, jednak
do kościoła nie chodzę i nie wiem jak się nazywa ten ksiądz.. Rudy,
gburowaty.... Wszedł, popatrzył z byka, poświęcił mieszkanie,
zgarnął kasę i zostawił obrazek z numerem konta na które należy
wpłacać pieniądze na budowę kościoła i wyszedł. Mówię serio. A
przepraszam zapytał się czy chodzimy do kościoła...
To tylko utwierdziło mnie w tym ze kościół to pieprzona instytucja i
ja nie mam tam czego szukać... Żal mi tyłek ściska, że muszę
ochrzcić dziecko...
Może ktoś poczuje się urażony tym co napisałam, ale napisałam to bo
sama jestem zła na to czego miałam okazję dzisiaj doświadczyć.